#qualitycontent

30
611

Kartka z kalendarza Queen, cz. 13


3 marca 1965 (choć niektóre źródła podają datę 15 marca)


Koncert zespołu Johnny Quale and The Reaction w Truro, Kornwalia


The Reaction to pierwszy pół-profesjonalny zespół Rogera Taylora. W skład wchodzą koledzy ze szkoły Truro School, największej w mieście. 16-letni Taylor gra na perkusji (mimo, że pierwszym poznanym instrumentem była gitara) oraz udziela się wokalnie. Grupa gra koncerty dookoła Kornwalii, zdobywając spory lokalny rozgłos.


W 1966r chłopaki z The Reaction wchodzą do studia i za 20 funtów nagrywają kilka singli, które ukazują się w bardzo nielicznym nakładzie. Jednym z tych utworów jest cover "In The Midnight Hour" amerykańskiego wokalisty Wilsona Picketta. Jest to prawdopodobnie pierwsze studyjne nagranie głosu Taylora Kawałek trafił kilka lat temu do sieci dzięki niejakiemu Johnowi Snellowi, ówczesnemu saksofoniście grupy.


W 1968 muzycy kończą Truro School i rozjeżdżają się po Wielkiej Brytanii, co właściwie oznacza koniec grupy. Taylor przeprowadza się do Londynu, gdzie rozpoczyna studia stomatologiczne. Niedługo po przyjeździe poznaje Briana Maya oraz Tima Staffela...


Na zdjęciu młodziutki Roger w swoim żywiole podczas koncertu The Reactions, a filmik to wspomniana wcześniej piosenka z 1966 roku


https://youtu.be/EPCiRd7ERv8

5ef70c74-f7b2-4b6b-9be7-4143daaf781d

Zaloguj się aby komentować

Zasady percepcji. Części 8/9


Zasada równoczesności


Elementy, które zmieniają się jednocześnie są postrzegane jako należące do siebie. Zasada ta sprawdza się więc dobrze w dziedzinie animacji. Zasada ta może być idealnie wykorzystana do grupowania elementów o różnych kształtach. Przesuwając lekko te różne elementy, tworzą one następnie grupę, poruszając się razem.


W pierwszym przykładzie mamy wrażenie, że koła tworzą jedną grupę, a kwadraty drugą. W drugim, animowanym przykładzie, poruszające się obiekty tworzą grupę składającą się z kół i kwadratów, choć poruszają się w różnych kierunkach i z różną prędkością. Poprzez samą animację postrzegamy te elementy jako należące do siebie.


1.http://bit.ly/PierwszaZasadaPercepcji

2.http://bit.ly/DrugaZasadaPercepcji

3.http://bit.ly/TrzeciaZasadaPercepcji

4.http://bit.ly/CzwartaZasadaPercepcji

5.http://bit.ly/PiataZasadaPercepcji

6.http://bit.ly/SzostaZasadaPercepcji

7.http://bit.ly/SiodmaZasadaPercepcji


Spokojnej nocy!

___________________

Obserwuj @adrian-wieczorek aby nie przegapić żadnych materiałów i wpisów (OSTROZNIE NAWET SHITPOSTY) Obserwuj mój tag #wieczorekcontent

44d23bc9-fc1b-4732-8deb-113f15566c46
f7d10b5c-31a8-4243-a129-e7e6f7de4dd6

Zaloguj się aby komentować

A o to kolejny post z serii #historiakina . Wychodzimy już z początków kina by śmiało iść ku nurtom, które wprowadzały coraz więcej nowości. Dzisiejszy post, jak i również kolejny poświęcę Niemcom .


Jednym z pierwszych niemieckich nurtów, który się wykształcił w tejże kinematografii był ekspresjonizm niemiecki. Ekspresjonizm kojarzy się z wyrażaniem emocji i tutaj również było to obecne. Twórcy filmów z tego okresu wyrażali strach i lęk spowodowany Wielkim kryzysem, dlatego można uznać ten nurt za narodziny horroru.


Filmem, który rozpoczął okres ekspresjonizmu był "Gabinet doktora Caligari" (1919) w reżyserii Roberta Wiene. Film ciekawy pod względem scenograficznym, jak i również warto go sprawdzić, bo odcisnął olbrzymie piętno dla tego gatunku. Również ciekawą i pewnie kojarzoną przez większość produkcją był "Nosferatu - symfonia grozy" (1922) w reżyserii F. W. Murnau (o nim więcej w kolejnym poście).


Po ekspresjonizmie, Niemców zaczęło coraz bardziej interesować zwykłe, przeciętne życie, stąd powstał kolejny nurt, czyli kammerspiele - odwołujących się do kameralnych, rzeczywistych historii, w których potwory i nadprzyrodzone zjawiska zostały wyparte przez problemy szarych ludzi. Filmem rozpoczynający ten nurt był "Portier z hotelu Atlantic" (1924), znowu w reżyserii F. W. Murnau. Historia opowiada o człowieku pracującym w hotelu jako portier, jednak z czasem traci prestiż i spada w hierarchii pracowników.


To by było na tyle. Poniżej linkuje "Gabinet doktora Caligari", a w komentarzu załączę "Portiera...". O "Nosferatu..." jeszcze napiszę, ponieważ w kolejnym poście przyjrzymy się Murnau oraz innemu równie istotnemu twórcy niemieckiemu. Do kolejnego wpisu!


Zachęcam do zaobserwowania tagu #historiakina , aby nie przegapić kolejnych treści.


https://www.youtube.com/watch?v=m59RU6Fvc-g

Zaloguj się aby komentować

Kartka z kalendarza Queen cz. 12


2 marca 1974


Koncert w klubie Friars w angielskiej miejscowości Aylesbury.


Queen grają drugi występ w ramach tournee promującego wydanie albumu pt. "Queen II" i nie jest to niestety ich najlepszy koncert ever. Ale po kolei.


Na początku roku muzycy w ramach przygotowań do wzięcia udziału w styczniowym festiwalu Sunbary '74 w Australii, otrzymują niezbędne szczepienia ochronne. U gitarzysta Briana Maya wywiązuje się infekcja. Co prawda udaje się ją zaleczyć na czas, ale w marcu ręka nadal nie jest w pełni sprawna.


Więcej o problemach z tamtego dnia można przeczytać w zachowanej krótkiej recenzji niejakiego Pete'a Makowskiego. Jeśli wierzyć jego słowom, ciężarówka z częścią oświetlenia utknęła w korku, wobec czego scena podczas występu tonęła w mroku. Drugim problemem okazało się nagłośnienie - wg dziennikarza Queen użyli zbyt mocnych wzmacniaczy jak na tak niewielką salę (800 miejsc) i po prostu było zbyt głośno.


Trzeba powiedzieć, że recenzja jest jednak dość życzliwa, pan Makowskim dostrzegł potencjał młodego, aspirującego zespołu i wyraził nadzieję na obejrzenie ich ponownie na większej scenie w pełnym świetle


Poniżej oryginalny artykuł

f65f98dd-41b3-4429-ad67-d514d906a90a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj zabieram Was na Bahamy!


Zdjęcie jest absolutnie ciekawe i piękne.

Zdjęcie zostało zrobione przez Amerykańskiego astronautę Chrisa Cassidy 23 czerwca 2020 i jest to widok widziany z pokładu Między Narodowej Stacji Kosmicznej, gdy przelatywała nad Południową Indianą, 1800 kilometrów od Wyspy Andros.

I to właśnie ta wyspa będzie bohaterem dzisiejszego postu „Z aparatem na orbicie”.


Kilka faktów na temat Wyspy Andros.

Wyspa Andros, to wyspa położona na oceanie Atlantyckim, w archipelagu Bahamów. Jej powierzchnia wynosi 5957 km², z czego na północne Andros przypada 3439 km² powierzchni całości, oraz reszta 1448 km² na południową stronę Andros.

Warto również wspomnieć o rozległej barierze koralowej, która rozlega się w obrębie wyspy i jest trzecia co do wielkości na świecie. Jej wielkość rozciąga się na 225 kilometrów.


Gdyby ktoś chciał dokonać wirtualnych odwiedzin na tej wyspie w google maps, to bardzo proszę, o to namiary geograficzne: 24°42′N 77°50′W.


No dobrze, ale co uwiecznił Chris Cassidy?


Spójrzcie na zdjęcie, zobaczycie na nim dwie dziejące się ciekawe sytuacje i jedną ciekawostkę geograficzną.

Pierwsza sytuacja to ta związana z rozwijającą się burzą nad wyspą, oraz druga to ta związana z nadciągającą burzą piaskową.


Wspomniana burza piaskowa to smuga pyłu, która przywędrowała z południowo-zachodniej Afryki na odległość ponad 7000 kilometrów. Warto tutaj wspomnieć, że burza piaskowa przesłoniła wtedy znaczną część Kuby i na setkach mil widok na Ocean Atlantycki i Morze Karaibskie. Cała wędrówka piasku znad Sahary zajęła całe 10 dni, aż dotarła Na Kubę, powodując problemy z dotarciem promienni słonecznych na powierzchnie lądu.


Według doniesień naukowych saharyjski pył hamuję rozwianie huraganów, a silne wiatry z wysokich poziomów atmosfery, mogą ścinać wierzchołki chmur burzowych, zanim przekształca się w silne i niszczące wszystko na swojej drodze huragany. Suche pustynne powietrze zmniejsza również wilgotność powietrza, która ważna jest w tworzeniu chmur burzowych.


Na fotografii widać doskonale różnicę w masach powierzać, o których pisałem wyżej.

Tam gdzie zalega piasek z nas Sachary, widać jedynie małego Cumulusa – ten biały kształt widoczny na samej górze zdjęcia na tle brunatnego koloru piasku, oraz rozbudowany Cumulonimbus nad wyspą Andros.


Czym jest Cumulus i jak wygląda?

Cumulus jest chmurą pionową, w zależności od warunków panujących w troposferze przybiera różne rozmiary. Charakteryzuję ją postrzępiona, płaska podstawa oraz skłębiona, czasem postrzępiona górna część. Cumulusy przypominają często kalafiora. Bywają często ustawione w szeregu do kierunku wiatru. Chmury te są pierwszymi oznakami rozwoju chmury burzowej Cumulonimbus.

Przykładową chmurę Cumulus możecie zobaczyć na zdjęciu numer dwa.


Czym jest Cumulonimbus i jak wygląda?

Cumulonimbus jest potężną i gęsta pionową chmurą. Posiada silne wieże, wierzchołek zazwyczaj gładki, włóknisty, czasem prążkowany i prawie zawsze spłaszczony. Często również przybiera kształt kowadła i łączy się z innymi chmurami tworząc układy wielokomórkowe. W zwykłej ciepłej porze powoduję burze, zaś w porze zimnej powoduję jedynie opady deszczu, w związku ze słabym rozbudowaniem w pionie.

Cumulonimbus możecie oglądać na zdjęciu numer trzy.


To jeszcze nie koniec!

Została nam ciekawostka geograficzna.


Na samym dole zdjęcia możecie zobaczyć Great Bahama Bank, czyli bardzo płytkie wody Bahama, które zazwyczaj nie są głębsze, niż 25 metrów. Charakteryzują się stromymi zboczami. Bardzo dawno temu, gdy poziom morza był o 120 metrów niższy, niż obecnie, te strome brzegi były suchym lądem. Wskutek tego niewielka ich część została poddana wietrzeniu wapniowemu. Spowodowało to powstanie lejów krasowych oraz jaskiń – niebieskie dziury.


Źródła:

lowcyburz.pl

earthobservatory.nasa.gov

060756a2-7868-457f-8114-70794e9a38d9
29baca7c-7275-44f6-9f14-3ed62743fd0a
ccd9efa9-628a-4ad3-9605-bf6c93355da5

Bahamy to jedno z tych państw świata, o których istnieniu z łatwością zapominam (nie dzieje się tam nic takiego, żeby pojawiały się w mediach). Ale jak tylko zobaczę jakieś zdjęcia stamtąd, natychmiast chcę tam pojechać.

Zaloguj się aby komentować

#Renesans


Polifonię wokalną w renesansie reprezentują przede wszystkim motet i msza. Oprócz tych dwóch form dużą popularnością cieszył się także kanon, który mógł też funkcjonować lokalnie, w motetach, mszach, jako technika. Motet i msza łączyły się wyłącznie z muzyką religijną (świeckie motety to rzadkość), podczas gdy forma kanonu - mimo że bardziej zrośnięta z twórczością religijną - była stosowana także w muzyce świeckiej.

*

Motet w okresie renesansu był zdecydowanie utworem a cappella, o treści religijnej. Źródłem łacińskich tekstów motetów były: psalmy, sekwencje, pieśni maryjne, poezja, zmienne części mszy oraz lamentacje (żałobne śpiewy liturgiczne wykonywane podczas Wielkiego Tygodnia).

Trudno wskazać jedną, stałą postać motetu, ponieważ forma ta ze względu na swoją popularność - a tym samym obecność w twórczości niemal wszystkich kompozytorów - ulegała nieustannym zmianom. Dotyczyły one budowy utworów, liczby głosów, traktowania cantus firmus, a także stosowania rozmaitych zabiegów technicznych, Niemniej dość typową dla renesansu konstrukcją był motet dwuczęściowy, w którym możliwa była realizacja kontrastu fakturalnego, np:

  • część pierwsza ~ polifonia imitacyjna

  • część druga ~ technika nota contra nota

***

Zamieszczam przykładowy motet ( https://www.youtube.com/watch?v=cu7-RV7XB9k ) i zapraszam do słuchania.


[Opracowano na podstawie książki "ABC historii muzyki" - Małgorzaty Kowalskiej]

@HappyNewYear88 Muszę przyznać, że trochę mi tu brakuje jakiegoś instrumentu. Może jest coś w twierdzeniu prawosławnych, że najdostojniejszym rodzajem muzyki jest ludzi śpiew... Mnie brakuje tu jednak jakiejś lutni albo liry korbowej. Jakie plany na następny wpis?

Zaloguj się aby komentować

Kartka z kalendarza Queen, cz. 11


1 marca 1979


Zespół gra ostatni z serii trzech koncertów w wypełnionej do granic sali Pavillon De Paris w stolicy Francji. Queen w tamtym okresie jest już właściwie megagwiazdą rocka - ich występy gromadzą nieprzebrane tłumy, bilety wyprzedają się na pniu. Muzycy podbili już trzy kontynenty - Europę, Azję (Japonia) oraz Północną Amerykę; trwają przymiarki do zaatakowania kolejnego "przyczółka" - w Ameryce Południowej.


Wśród niezliczonej rzeszy fanów jest jedna, wyjątkowa grupa szczególnie oddanych brytyjskich fanów, którzy podążają śladem Queen po europejskich miastach. Zaliczają jeden koncert za drugim, inicjując również pewne zachowania wśród publiczności (taki wczesny flashmob ) - np. rozdają samodzielnie zakupione dzwonki rowerowe (sztuk dwadzieścia) z myślą o piosence "Bicycle Race". Mercury znajduje dla nich pieszczotliwe określenie "rodzina królewska" (royal family).


Podczas któregoś z paryskich koncertów jeden z członków "rodziny" rzuca na scenę w kierunku Freddiego czarny melonik z białym napisem: "all the way from the UK to say we love you" (słowa miłości z samego Zjednoczonego Królestwa). Mercury dostrzega nakrycie głowy i zakłada je, mówiąc "things we do for the money" (czego się nie robi dla pieniędzy ). Mikrofony wyłapują jego słowa, bon mot nie zostaje wycięty i trafia na płytę koncertową "Live Killers".


Poniżej Freddie przechodzący okres "skórzany", oraz krótki reportaż z francuskiej TV na temat odrobinę wcześniejszego występu w miejscowości Poitiers (dla niecierpliwych: grają od 2:30)


https://www.youtube.com/watch?v=O89o6J4S1Gg

e4ff9044-7b3a-4506-b096-93f0d977b9a6

Zaloguj się aby komentować

Jak tanio i dobrze w podkast?

Cz. 4


Hostingi


No dobrze, w części pierwszej dowiedziałeś się jak zacząć myśleć o podkaście, jaki jest mój sposób na podsłuchiwanie niektórych rozwiązań i dlaczego brzmienie Twojego głosu nie ma dużego znaczenia. W części drugiej opisałem moje spojrzenie na tani sprzęt do natychmiastowego nagrywania i nadawania. Trzeci wpis to była taka zapowiedź serii wpisów o montażu dźwięku, której będzie się można spodziewać w "niedalekiej przyszłości". Popełniłem jeszcze taki krótki wpis zawierający same konkrety na wypadek jakby nie chciało Ci się czytać moich wypocin - nie mam lekkiego pióra niestety


Dla ułatwienia, podaje poniżej linki do wpisów - pamiętaj o "piorunku":

TL:DR (same konkrety bez omówienia): https://www.hejto.pl/wpis/tl-dr-wpisu-jak-dobrze-i-tanio-w-podkast-tutaj-sa-same-konkrety-jesli-chcesz-wie

WPIS 1: https://www.hejto.pl/wpis/no-dobra-to-czas-na-zapowiadany-wpis-dot-jak-tanio-i-dobrze-w-podkast-i-na-wstep

WPIS 2: https://www.hejto.pl/wpis/jak-dobrze-i-tanio-w-podkast-cz-2-w-poprzednim-wpisie-dowiedziales-sie-dlaczego-

WPIS 3: https://www.hejto.pl/wpis/jak-tanio-i-dobrze-w-podkast-cz-3-montaz-to-bedzie-bardzo-krotki-wpis-ale-dla-la


Zacznijmy. Ja wiem, że w poprzednich wpisach pisałem, że pisząc o hostingach poruszę też temat zasięgów, ale pisząc zaczęło mi się otwierać dużo wątków stąd kolejna część wpisu z cyklu, będzie o soszialach (jakie mieć, gdzie bywać, z kim rozmawiać) i zasięgach organicznych.


  • HOSTING -

Co to hosting, nie będę szerzej tłumaczył - w skrócie to przestrzeń, gdzie możesz umieszczać swoje nagrania by uzyskać, w zależności od hostingu:

- Statystyki,<br />

- Wsparcie w montażu, <br />

- Wsparcie w monetyzacji podkastu, <br />

- Wsparcie w generowaniu pliku RSS,<br />

- Wsparcie w dystrybucji podkastu,<br />

Tutaj mógłbym zakończyć wpis podając linka do wpisu Borysa Kozielskiego (Dinożarła polskiego podkastingu) o hostingach i zakończyć temat: http://blog.podkasty.info/op60?fbclid=IwAR0wa1qlUdCTfCP35yPa2lwe8QUv_e9zYgJjxi_vniGhPdWpXTVjeNmDmYg


Nie omówię każdego, bo korzystałem tylko z Whooshki (i się szybko odbiłem, bo początkowo byli darmowi, ale wraz ze wzrostem liczby użytkowników podnieśli ceny i zawężyli ofertę darmową) i Anchor.fm.


Poniżej wskażę powody, czemu nie ma sensu korzystać z płatnych hostingów na samym początku przygody, a jeszcze niżej wypowiem się krótko o opcji z własnym hostingiem i własnym generowaniem pliku RSS i ręczną dystrybucją na czytniki.


  • Czemu nie potrzebujesz płatnego hostingu? -

Zakładam, że skoro czytasz moje wypociny to w głowie zakiełkowała Ci myśl pod tytułem "Zrobię sobie podkast" i jesteś na etapie zbierania informacji jak taki podkast postawić. Są podkasterzy, którzy od początku stawiają swój podkast na płatnym hostingu. Nie jest to złe podejście, ale generuje (w mojej ocenie) niepotrzebny (na początku) koszt. Myślę, że twórcom korzystającym z płatnych hostingów na początku, przyświeca myśl, że lepiej zapłacić i mieć dobrze ogarnięty hosting bez niespodzianek w stylu "reklama wklejona przez hostującego w treść podkastu" czy też lepszej jakości statystyki, albo nawet certyfikację tychże statystyk - ma to znaczenie dla niektórych potencjalnych reklamodawców czy brokerów reklamy. Płatne hostingi to też eliminacja późniejszej potrzeby przeniesienia już zmonetyzowanego podkastu na komercyjny hosting. Jeśli masz nastawienie - szybko zarabiać na podkaście, to płatny hosting jest dla Ciebie, ale musisz uwzględnić następujące czynniki (że zaczynając produkcję podkastu, masz poniższe punkty odhaczone):

- Treść która się szybko broni, <br />

- Treść na którą jest popyt, <br />

- Plan rozpisany z nastawieniem na szybką monetyzację - co to oznacza, oznacza to, że masz już postawioną stronę, jesteś profesjonalistą lub już twórcą internetowym, masz swoją społeczność, wiesz gdzie zmierzasz i masz już wiedzę jak szybko osiągnąć dużą słuchalność, masz określonego "domyślnego słuchacza" itd. <br />

Jeśli nie jesteś pewny co do dwóch pierwszych myślników, a myślnik trzeci jest Ci obcy, to zdecydowanie nie potrzebujesz płatnego hostingu. Wydaj te środki na dobry sprzęt, to przybliży Cię do pierwszego myślnika, czyli treści która się obroni jakością dźwięku.


  • Na co zwracać uwagę przy wyborze hostingu? -

Najlepszy IMO hosting, który wyczerpuje temat to Anchor.fm


Anchor.fm był startupem/platformą hostingującą podkasty za darmo. Taki dźwiękowy YouTube ale z intencją szybkiej odsprzedaży jakiemuś gigantowi. Anchor.fm został kupiony przez Spotify i już jest rozwijany pod skrzydłami tej platformy streamingującej. Wadą takiego rozwiązania jest szybka monopolizacja Spotify pośród różnych rozwiązań dla podkasterów i w przyszłości (jak już ostatecznie zostanie ubity protokół RSS w podkastach) stanie się platformą dla podkastów niczym YouTube dla internetowego video. Czy to ostatecznie złe rozwiązanie? Per analogiam do YouTube - nie jest za kolorowo.


Argumenty za Anchor.fm:

  • automatycznie generuje plik RSS;

  • automatycznie dystrybuuje podkast na wiodące czytniki (m.in. iTunes czy Google Podcasts) ;

  • (teraz) przyjazny interfejs;

  • darmowy generator okładki (logotypu) podkastu;

  • łatwa wymiana treści w odcinku;

  • łatwe dodawanie segmentów niezależnie od głównej treści - to jest potrzebne jak pojawią się reklamy i dostaniesz zlecenie na kampanie reklamową;

  • statystyki z certyfikatem IAB;

  • aplikacja na smartfon;

  • integracja ze Spotify + podpięcie statystyk ze Spotify;

  • podpięcie zasobów z anchor.fm pod wordpress (dzisiaj sprawdzałem jak to wygląda i jest nowa opcja);

  • to jest RZECZYWIŚCIE darmowe bez ŻADNYCH haczyków - sprawdzałem ich Zasady Użytkowania i nie ma tam nic podejrzanego;

  • w interfejsie Anchor.fm jest "program" do montażu;


Ale Anchor.fm też posiada minusy

  • brak bezpośredniej kontroli nad RSS (Puryści podkastowi tego nie lubią, zobacz memy);

  • musisz ręcznie kliknąć opcję, żeby do pliku RSS hosting dodawał Twój mail do kontaktu ze słuchaczami;

  • wspieranie monopolizacji platformy Spotify jako giganta podkastów na świecie;

  • jeśli nie odklikniesz ręcznie opcji "nie dodawaj loga anchor.fm do okładki podkastu" to na okładce będziesz miał małe logo anchor.fm;

  • wolne ładowanie odcinka na czytnikach, ale też na samym odtwarzaczu anchor.fm (przyoszczędzili na transferze);


Czemu Anchor.fm?


Osoba będąca na początku w świecie podkastu nie zna się na tych całych hostingach, nie wie na co ma zwrócić uwagę kierując się wyborem hostingu (i np. zaczyna na SoundCloudzie i jest zdziwiona po przesłaniu trzech/sześciu godzin nagrań, że trzeba płacić; albo hostuje na mixcloud.com i dziwi się, że nie ma jej np. na Google Podcast). Takiej osobie zależy na jak najszybszej publikacji odcinka i szybkie szykowanie drugiego wydania, potem trzeciego. Stąd Anchor.fm jest najlepszym rozwiązaniem dla ludzi, którzy nie chcą się wdawać w rozmyślania typu: a może lepiej płatny, o co chodzi z tym RSS? Jak się promować?


Użytkownikom Anchor.fm zależy na jak najszybszym rozpoczęciu przygody z podkastami i Anchor.fm to umożliwia + automatyzuje żmudne procesy ręcznej dystrybucji podkastu. Dodatkowo, jak się trafi jakaś reklama, to nie musi nagrywać takiego odcinka "reklamowego" tylko robi sobie segment reklamowy i wkleja w pre-roll, mid-roll czy post-roll każdego odcinka i po miesiącu kampanii ten segment ściąga i nie martwi się o nic więcej. Dodatkowa integracja ze Spotify i statystyki certyfikowane przez IAB powodują, że jest to najrozsądniejszy wybór z planem na późniejszą monetyzację podkastu i ewentualne przenosiny na inny (komercyjny) hosting.


Niepokojące sygnały są takie, że Spotify pompuje dużą kasę w Anchora i może się to skończyć tym, że owa darmowość będzie przejawiała się wklejkami reklam na siłę (teraz jest to dobrowolne i tylko dla podkasterów z Ameryki - monetyzacja jest niedostępna w Polsce) co spowoduje, że możemy utracić kontrolę nad formą naszego podkastu (bo nie będziemy wiedzieli w którym momencie są wklejane reklamy w treść). Myślę, że to w przyszłości się zadzieje, bo darmowość kotwiczki trwa za długo, a taki hosting to swoje kosztuje, chyba że Spotify analizuje Big Datę którą generują podkasty i opracowują algorytmy, wtedy to my jesteśmy (i nasze podkasty) produktem.


W planach Spotify ma (lub w przyszłości wejdzie to do Polski) formę integracji swoich zasobów muzycznych z naszą treścią, więc będzie to nie lada gratka dla wszelkich Twórców, którzy chcą się zająć produkowaniem audycji stricte muzycznych. Będzie się to objawiało tym, że np. w treści podkastu omawiamy dany utwór, po czym robimy wklejkę segmentu muzycznego w anchor i on podawał będzie bezpośrednio z zasobów Spotify daną muzykę, przez co słuchacz usłyszy treść podkastu i treść muzyki w wybranym przez nas momencie, a my jako Twórca nie poniesiemy żadnych dodatkowych kosztów z tyt. ZAIKSów.


Na chwile obecną niejasności w prawie (ZAIKS i inne opłaty z tyt. Tantiem dla muzyków) nie pozwalają na zrobienie podkastu typowo muzycznego. Wiąże się to z dodatkowymi opłatami, odprowadzanymi dla ZAIKSu od odtworzenia (defacto odtworzenia naszego podkastu, czyli przy odtworzeniach 10k na miesiąc już się robi koszt). Szerzej o ZAIKSach i jak robić audycje muzyczne nie będąc w radio i nic za to nie płacąc w innym wpisie (jest na to sposób, ja znam co najmniej dwa).


Sumując, Anchor.fm to rozsądny wybór na początek naszej podkastowej drogi. Oswoisz się z tematem podkastu, publikowaniem, podliczaniem statystyk, zdobędziesz pierwsze doświadczenia komercyjne (tego Ci życzę). Anchor to dobra podstawa do własnego podkastu ale też hosting od którego się nie odbijesz mnogością rozwiązań, czy wysokim poziomem skomplikowania.


A może własny hosting?


Marek Rak (z podkastu Radiogram - polecam w 100%) w swoim ostatnim podkaście wspominał o Castopodzie (https://podlibre.org/tag/castopod-hosting/ ) - projektu open source serwera hostingowego dla podkastów.

Jest to dosyć ciekawe rozwiązanie dla użytkowników typu "zosia samosia". Polecam przesłuchać, natomiast ja odniosę się do samej idei i ewentualnych problemów, czemu własny hosting nie jest dla ludzi leniwych (a więc większości z nas).


Link do wydania podkastu: https://radiogram.pl/wlasny-serwer-podcastowy/


Własny serwer hostingowy to kontrola nad własnym podkastem na własnych warunkach, ale niestety wiąże się to z ręczną dystrybucją pliku RSS (chyba, że jesteś programistę, wtedy jesteś w stanie sobie napisać skrypt, który roześlę RSS do odpowiednich czytników). Własny serwer to w końcu komputer z pamięcią, który ciągle musi być podpięty do internetu.


A może inwestycja w serwer zdalny, który będzie hostował pliki audio (na którym postawimy CastoPoda)? Nie jest to złe rozwiązanie - płaci się w końcu na Swój podkast, a nie z outsourcing usług hostingowych. Dodatkowo w takim rozwiązaniu (jak pisałem wyżej) masz pełną kontrolę nad swoim podkastem i to Ty decydujesz co się z nim będzie działo. Wadą takiego rozwiązania jest to, że taki własny serwer jest dla zaawansowanych użytkowników z zapleczem IT i dodatkowo potrzebujesz środków na rozruch i utrzymanie infrastruktury. Ja myślę, żeby spróbować sił w postawieniu podkastu na takim rozwiązaniu i sprawdzenie, czy to co piszę to ma sens, czy może wymyślam jakieś problemy z anusa.


Dosyć chaotycznie opisane, ale mam nadzieję, że wybierzesz coś sobie z tego. Ja ze swojej strony gorąco polecam Anchor.fm i nie bawienie się na początku w płatne hostingi, nie ma co marnować pieniędzy na coś, co możesz mieć za darmo. Na początku inwestuj w dobrą jakość dźwięku i umiejętności montażu (albo outsourcing montażu u realizatora/montażysty - NIŻEJ REKLAMA ZAPRASZAM DO CZYTANIA xD).


CHAMSKA REKLAMA


Masz swój podkast? A może planujesz swój podkast, ale nie wiesz jak to zrobić a RSSy straszą Cię nocami? Obwiednie biją przy montażu? Zleć to profesjonalistom! Szafa Pełna Dźwięków - Dom produkcyjny który pomoże Ci rozkręcić Twój podkast, podpowie co i jak dobrać, jak nagrywać w szafie i wiele wiele innych! Skorzystaj z pomocy Szafy Pełnej Dźwięków.


Kontakt: [email protected]

strona internetowa: szpd.pl


Owocnego podkastowania i zapraszam do współpracy!

@tymszafa po raz wtóry piszesz o kasie z podcastu. do tej pory traktowałem podcast jako tubę, która handlowo mówiąc kieruje ludzi do lejka sprzedaży produktu. jaka to ta inna droga?

@arthc Reklama w podkaście według mojej skromnej wiedzy ma różne oblicza - jednym ze sposobów to przestrzeń na "wklejaną" reklamę albo jako odcinki sponsorowane. Możesz też założyć patronite czy patreona czy prosić o wsparcie swoich słuchaczy, ale jeśli startujesz od zera (czyt. dopiero budujesz swoją pozycję) to pięć-siedem (albo dziesięć półgodznnych wydań) to za mało, żeby: 1. pozyskać reklamodawcę który chętnie umieści reklamę w Twoim podkaście, 2. zbudować społeczność, która sypnie groszem, 3. dostaniesz zlecenie na wydanie sponsorowane, segment w którym opowiadasz o danym produkcie. Stąd, wikłanie się w płatne hostingi bez naruszania swojej domowej kasy jest nieekonomiczne z puntku widzenia domowego budżetu. Biorąc hosting komercyjny jesteś na minusie w kasie i czasie - to dwa zasoby. Biorąc hosting darmowy jesteś na minusie jedynie w czasie - jeden zasób. Jest wiele sposobów na zarabianie, a nie tylko "kierowanie ludzi do lejka sprzedaży produktu".

@arthc zarabianie na podkaście - temat rzeka i każdy pomysł jest dobry. Nie trzeba stricte zarabiać na podkaście, ale np na świadczeniu usług okołopodkastowych i to też jest zarabianie na podkaście, tyle że nie swoim. Podkast może też być trampoliną do podkastów na zlecenie (vide Justyna Mazur i seria dla Pracuj.pl, czy Asia Okuniewska i seria podkastów dla Showroom.pl), że użyczasz swojego głosu i produkujesz serię odinków dla danej marki (dla mnie najoptymalniejsza ścieżka, nie lubię ingerować w treść swojego podkastu) itd. itd.

Zaloguj się aby komentować

Zasady percepcji. Części 6/9


Szósta zasada percepcji : Zasada wspólnego regionu


Ta zasad mówi, że elementy w zamkniętych obszarach są postrzegane jako jednostka. Rzeczy, które są oddzielone liniami, nie wydają się do siebie pasować. Szczególnie w przypadku stron internetowych z dużą ilością reklam zewnętrznych ważne jest wykorzystanie prawa wspólnego regionu, aby w widoczny sposób oddzielić od siebie różnorodne produkty.


Na Zalando.de poszczególne cztery zdjęcia postrzegane są jako przynależne do siebie i automatycznie nakładamy ramkę wokół tych czterech zdjęć, ponieważ są one oddzielone od dużego górnego zdjęcia białym szerokim tłem.


Spokojnej nocy!

___________________

Obserwuj @adrian-wieczorek aby nie przegapić żadnych materiałów i wpisów (OSTROZNIE NAWET SHITPOSTY) Obserwuj mój tag #wieczorekcontent

685fee64-abfb-4494-b64e-4113572a2812

Zaloguj się aby komentować

Zasady percepcji. Części 6/9


Szósta zasada percepcji : Zasada "wspólnego losu"


Zasada "wspólnego losu" opisuje ludzkie spostrzeżenie, że postrzegamy elementy poruszające się z podobną prędkością w podobnym kierunku jako należące do siebie.


Można stwierdzić, że elementy poruszające się w różnych kierunkach lub stojące w miejscu nie są postrzegane jako należące do siebie. Zasada wspólnego losu działa najsilniej, gdy elementy mają ten sam kształt i poruszają się z dokładnie taką samą prędkością w dokładnie tym samym kierunku. Jeśli jeden z tych czynników zostanie zmieniony, efekt słabnie.


Spokojnej nocy!

___________________

Obserwuj @adrian-wieczorek aby nie przegapić żadnych materiałów i wpisów (OSTROZNIE NAWET SHITPOSTY) Obserwuj mój tag #wieczorekcontent

acef7bb1-6523-44c4-8c8e-59d769cfa6f4

Zaloguj się aby komentować

Następny post z #historiazarroyo - przenosimy się na Pacyfik


Kontratak japońskich czołgów na Peleliu, 15 IX 1944 roku (rys. Howard Gerrard)


Walki o Peleliu były jednym z najkrwawszych starć wojny na Pacyfiku. Sam temat starcia o tę wyspę przedstawiono w serialu "Pacyfik" czy w grze "Call of Duty: World at War", poświęcając batalii aż cztery misje. Dziś przedstawię Wam moment kontrataku czołgów cesarskich z 15 września, "D-Day" wschodniego teatru wojny.


Kontratak japońskich sił pancernych rozpoczął się na północ od lotniska, w "Podkowie" - czyli południowo-wschodnim rejonie wzgórz Umurbrogol. Japońska kompania piechoty 1. batalionu 2. pułku piechoty oraz 14. kompania czołgów z 14. DP ruszyły do natarcia na pozycje zajmowane przez 1. batalion 5. pułku piechoty morskiej. Czołgi wyjechały zbyt daleko od towarzyszącej im piechoty, choć znalazło się kilku pechowców, którzy wówczas jechali na czołgach. Autorzy pracy "Peleliu 1944 Zapomniany skrawek piekła" wskazują, że sam kontratak od początku był skazany na niepowodzenie ze względu na opieszałość wojsk japońskich w podejmowanych działaniach. Japońskie czołgi padały łupem amerykańskich M4A2 Sherman. Jeden z tego typu czołgów widać po lewej stronie ilustracji. Czołg lekki Typ 95 Ha-Go, który widzimy wraz z japońskimi żołnierzami, był wrażliwy na ostrzał z niemal każdej broni kalibru pow. 7.62 mm znajdującej się w rękach marines, gdyż grubość pancerza czołgu tego wahała się od 6 do 12 mm. Typ 95 był uzbrojony w armatę Typ 94 kal. 37 mm, karabin maszynowy Typ 97 kal. 7.7 mm po lewej stronie kadłuba oraz kolejny w tylnej części wieży. Uważa się, że tego typu czołgi były produkowane najczęściej przez japoński przemysł pancerny. Choć pojazdy te były produkowane najczęściej przez Cesarstwo Japońskie, to nie mogły się równać z amerykańskimi pojazdami o podobnych osiągach.


Opracowanie:

"Peleliu 1944 Zapomniany skrawek piekła"

a7aab108-1221-491c-bd4d-0474111457e0

Zaloguj się aby komentować

"Dare mighty things" tłumacząc na nasz ojczysty język "Odważ się czynić wielkie rzeczy” to sekretna wiadomość zakodowana na wewnętrznej części spadochronu misji MARS 2020.

Oczywiście, wiadomość jest mottem Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA, które również w 1899 roku zostało wygłoszone przez prezydenta USA Theodore’a Roosevelta.


Na zewnętrznej części zakodowana wiadomość zawiera współrzędne geograficzne wspomnianego wcześniej laboratorium odpowiedzialnego za misję.


Treść: 34°11'58" N 118°10'31" W


Kto pierwszy dokonał odkrycia tych wiadomości?

Pierwszy był student informatyki Abela Paf, który podzielił się rewelacyjnymi wiadomościami na Twitterze z internautami, rozwiązanie zagadki potwierdził jeden z inżynierów JPL Adam Steltzner.


Na czym polegała ta zagadka?

Zagadka polegała na charakterystycznym ułożeniu biało-czerwonych wzorów, w poszczególnych segmentach. Były to oczywiście liczby zapisane w systemie binarnym.

Białe segmenty są zerami, zaś czerwone jedynkami. Jak donoszą doniesienia prasowe, zgrupowanie segmentów pozwoliło osiągnąć liczby dziesiętne, do nich dodano liczbę 64, a to w celu uzyskania kodu ASCII, które odpowiadały małym i dużym literom alfabetu. W przypadku zewnętrze części spadochronu, czyli współrzędnych siedziby JPL, należało przełożyć niektóre fragmenty szyfru w celu otrzymania współrzędnych.


Prawda, że to ciekawa zagadka?

Ale to jeszcze nie koniec!


Jakiś czas temu nasza koleżanka @Mia udostępniła post ze zdjęciem biletu imiennego, na którym mogliście umieścić swoje imię i nazwisko. Tak, jeśli je tam umieściliście, polecieliście na Marsa. Na pokładzie łazika, znalazło się aż 11 milionów nazwisk, które poleciały eksplorować kosmos. Nadruk na 'module nazwisk' zapisano alfabetem Morsa i brzmi on "Explore As One", co można przetłumaczyć "Eksplorujcie jako Jedność".


Zwróćcie uwagę na detale i na to jaką wagę mają te smaczki. Takie wiadomości sprawiają, ze misja staje się jeszcze ciekawsza!


Więcej o lądowaniu, możecie przeczytać w moim poście pod linkiem:

https://www.hejto.pl/wpis/jak-przebiegala-ladowanie-lazika-mars-2020-postaram-sie-przedstawic-ja-krok-po-k


Źródła: Twitter

72df7509-2fc1-4b70-8734-9cc65b0fb0ab
55dcd1cf-db84-4f89-a1f2-99e7bd779f41

Zaloguj się aby komentować

Czołem, Hejterzy!


Dziś jubileuszowy, dziesiąty wpis dotyczący historii zespołu Queen. Wzruszenie odebrało mi mowę oraz węch, na szczęście nadal mogę pisać, co też czynię


Kartka z kalendarza Queen, cz. 10


28 lutego 1986


Zespół rozpoczyna pierwszy dzień zdjęć do wideoklipu "A Kind Of Magic". Kręcone są ujęcia "rockowe" a następnie, kilka dni później, "menelskie", do których muzycy musieli trochę podhodować zarost


Reżyserem klipu jest dziś nieco zapomniany, acz wielce zasłużony australijski twórca Russell Mulcahy - autor wielu znakomitych teledysków m. in. Eltona Johna czy Duran Duran. Sama piosenka jest jedną z kilku napisanych przez Queen na potrzeby nowego filmu Mulcahy'ego pt. "Nieśmiertelny". Skomponował ją Roger Taylor, zainspirowany kwestią wypowiedzianą przez głównego bohatera, Connora MacLeoda (scenę z filmu wstawię w komentarzu).


Na koniec kilka ciekawostek:

  • istnieją dwie wersje tej piosenki. Oryginalna kompozycja Taylora określana jest jako "Highlander version", natomiast wersję oficjalną, użytą w klipie, zmiksował Mercury

  • pojawiające się w teledysku animowane postaci zrealizowało studio Walta Disneya

  • Brian May do nagrywania klipu nie używa swojej bezcennej gitary Red Special, tylko kopii wykonanej w 1984


Na zdjęciu: czarodziej Mercury i trzech meneli

https://youtu.be/0p_1QSUsbsM

a0025d83-234e-43c0-bb05-6ef3b8c3f157

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry HEJTO!


Czas na kolejny wpis z serii #purebeauty


Tym razem czas na Szkocję. Jeśli nie przeszkadza Ci stosunkowo niska temperatura oraz częste opady deszczu, ale za to jesteś miłośnikiem górskich wycieczek i pięknych widoków - to z pewnością powinieneś odwiedzić ojczyznę Williama Wallace'a!


Nie przedłużając, zapraszam do obejrzenia Szkocji z lotu ptaka. Bon apetit! I udanej niedzieli!


https://www.youtube.com/watch?v=Mc7XKiNrHQc

Zaloguj się aby komentować

Witam Was w niedzielny poranek z kolejnym wpisem z serii #historiakina . Przebrnęliśmy już przez początki kina we Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Polsce. Przyszedł czas na USA.


Kinematograf dotarł również do Ameryki i tam także znaleźli się twórcy, którzy z chęcią eksperymentowali z kinem. Jednym z taki reżyserów był Edwin S. Porter - twórca pierwszego westernu, czyli "Napadu na ekspres" z 1903 roku. Myślę, że to obowiązkowa ciekawostka dla wszystkich miłośników kowbojów i oczywiście tytułowych napadów na pociągi. Dla nas - to prosty i krótki film westernowy, dla tamtych czasów - coś świeżego, z nowym gatunkowym spojrzeniem na kino. Swoją drogą to pierwszy film łamiący czwartą ścianę, gdzie jedna z postaci strzela z pistoletu prosto do widza.


Oprócz rozwoju westernu, kinematograf trafia w ręce panu Dawidowi Wark Griffithowi. D. W. Griffith to człowiek, który stworzył kontrowersyjny film pt. "Narodziny narodu" (1915). Produkcja opowiada o wojnie secesyjnej, a w gruncie rzeczy o powstaniu Ku Klux Klanu. I nie byłoby w tym nic gorszącego, gdyby nie fakt, że film zakłada, że jedynym sposobem, aby naród amerykański mógł zostać zjednoczony jest powstanie Ku Klux Klanu i szerzenie przez niego rasistowskich działań. Pomimo tych treści, "Narodziny narodu" zostały uznane za kultowe, przede wszystkim przez bycie trzygodzinną, rozbuchaną epopeją filmową. A to nie lada wyczyn.


Później Griffith tworzy film "Nietolerancja" (1916), który miał być rozgrzeszeniem za jego poprzedni film. Również trwa około trzech godzin. A przypominam, że nadal jesteśmy w okresie kina niemego!


Pod wpisem macie link do "Napadu na ekspres". Natomiast w komentarzu umieszczę filmy Griffitha. Może znajdą się śmiałkowie, którzy zmierzą się z tymi ogromnymi dziełami (ja nie dałem rady - widziałem tylko fragmenty).


A w następnym poście odwiedzimy Niemcy! Miłej niedzieli!


https://www.youtube.com/watch?v=y3jrB5ANUUY

Kolejny post w ramach #historiazarroyo


Francis Pegahmagabow - zapomniany bohater


Dziś krótki post o jednym z najsłynniejszych snajperów Wielkiej Wojny. Mowa oczywiście o Kanadyjczyku, członku plemienia Odżibwejów, Francisie Pegahmagabowie. Po rozpoczęciu I Wojny Światowej Pegahmagabow wstąpił do 23 kanadyjskiego pułku piechoty, brał udział w bitwach pod Ypres i nad Sommą - tam też został ranny w nogę. Za udział w bitwie pod Passchendaele został odznaczony Military Medal - nie był to jednak jedyny raz, gdy otrzymał owe odznaczenie. Inne dwa otrzymał za udział w innych starciach. Najważniejsze jednak było to, że był najbardziej efektywnym snajperem owego konfliktu, a na swoim koncie ma 378 zabitych Niemców, a 300 kolejnych wziął do niewoli. To czyni go jednym z najlepszych snajperów owego konfliktu, a kto wie czy nie i jednym z najlepszych w latach 1914-1945 obok Simo Hayha czy Wasilija Zajcewa.

Po wojnie służył jeszcze w Regimencie Algonkińskim, złożonym z ludności indiańskiej. O nim powstało co najmniej parę książek, m.in. biografia Adriana Hayesa, a nawet utwór Sabatonu pt. "A Ghost in the Trenches". Niemniej dla wielu była to postać zapomniana, gdyż konflikt ten był "z boku" II wojny światowej, jeszcze okrutniejszego konfliktu XX wieku.


W tym roku, jeśli się uda, postaram się o większy artykuł na jego temat - według mnie jedna z ciekawszych postaci Wielkiej Wojny

bca31752-4e03-4f7e-947a-57974038333b

@lubieplackijohn Tak jak będę teraz na urlopie w Polsce (6-19 listopada) to akurat coś może napiszę w temacie tych konfliktów z Indianami

Zaloguj się aby komentować

Zasady percepcji. Części 5/9


Piata zasada percepcji : Zasada domknięcia


Mamy do czynienia z zasadą domknięcia wtedy, kiedy patrzymy na figury lub znaki, które są niekompletne lub ich wewnętrzna przestrzeń nie jest zamknięta. Nasz mózg ma wówczas tendencję do uzupełnienia brakującej części, tworząc w naszych głowach znane nam kształty.


No zdjęciu twój mozg tworzy kwadrat, którego tak naprawdę nie ma.


W praktyce mechanizm ten jest najczęściej wykorzystywany przy projektowaniu piktogramów lub znaków graficznych.

Dzięki temu nie muszą one być szczegółowe ani dosłowne, a nadal pozostają zrozumiałe.


Spokojnej nocy!

___________________

Obserwuj @adrian-wieczorek aby nie przegapić żadnych materiałów i wpisów (OSTROZNIE NAWET SHITPOSTY) Obserwuj mój tag #wieczorekcontent

3b12b93f-ea5d-40a2-960e-83eab0acc4e3

@arcy człowiek może wiedzieć o wszystkich zasadach percepcji aby moc lepiej używać tego w tworzeniu grafik lecz używanie ich w pełni świadomie wymaga czasu i koncentracji

Zaloguj się aby komentować