#pasta

36
649

Przypomniałem sobie o najbardziej zabawnej paście jaką znam, więc kradnę i wrzucam xD


Wierzcie lub nie, ale raz byłem aresztowany na jedną noc z powodu błędów ortograficznych, w dodatku nie moich xD


Był u mnie na osiedlu taki typek, zresztą z nim do podstawówki chodziłem, który miał ksywę GŻEGŻUŁ, bo raz taki podpis nasprejował na ścianie, podczas, gdy na nazwisko miał Grzegrzółka xD


Gżegżuł już w podbazie nie był zbyt bystry, a różnej maści substancje odurzające przyjmowane przez niego systematycznie od początku gimbazy nie poprawiły jego kondycji intelektualnej. Był oczywiście 100% sebixem i z samej gimbazy go wyjebali z dwa razy. Potem zaczął napierdalać jakieś dziesiony, kraść radia itd. Natomiast jako, że ja byłem "swój", bo mnie kojarzył z podbazy i ośki, to kontakty mieliśmy dobre i raz czy dwa rozpiliśmy nawet razem browar.


Pewnego wieczora szedłem do sklepu, na ławce siedzi Gżegżuł z jakimś ziomkiem, pozdrawia mnie ELO MORDECZKO i zagaduje, czy ma dem szluge. Dałem, stanąłem z nimi, palimy i gadamy co tam - jak tam. Nagle z krzaków wychodzą bagiety i się burzą, że przy ławce stoją butelki po alko - nie wiem, czy Gżegżuł to wcześniej wypił czy ktoś inny, no ale stały. Wiadomo, od razu spisywanie, ja daję dowód, a Gżegżuł mówi, że nie ma dokumentów.


NO DOBRA TO PAN POD DANE I MY SPRAWDZIMY PRZEZ CENTRALE. W11 TU 301 ODBIÓR, SPRAWDŹCIE NAM DELIKWENTA. JAK NA IMIE?


SEBASTIAN


NAZWISKO?


GŻEGŻUŁKA


JAK?


GRZEGŻÓŁKA


GŻE-GRZU-ŁKA, PRZYJĄŁEŚ MARIAN?


<z krótkofalówki> WEŹ PRZELITERUJ


GIE JAK GRAŻYNA... JAK SIĘ TO PANA NAZWISKO PISZE?


W tym momencie ja już parsknąłem śmiechem, a bagietmajster wkurwiony


A PANU CO TAK WESOŁO? ZARAZ KIESZENIE SPRAWDZIMY


Teraz wchodzi Gżegżuł


NO GRZEGŻÓŁKA


NO ALE JAKIE 'ŻET' SIĘ PYTAM?


Z KROPKĄ CHYBA


MARIAN ODBIÓR SPRAWDŹ NAM GŻEGŻUŁKA PRZEZ ŻET Z KROPKO


<z krótkofalówki> GŻE-GŻ.... A JAKIE 'Ó'?


Teraz już k⁎⁎wa nie wytrzymałem i ryknąłem im śmiechem prosto w twarz. Ci bagietmajstrzy już byli niesamowicie wkurwieni sytuacją, więc


OOO A WIDZĘ, ŻE KOLEGA TO TROCHĘ ZA DUŻO DZISIAJ WYPIŁ. POJEDZIEMY NA ALKOMAT


Wezwali k⁎⁎wa radiowóz, czekamy w piątkę, a Gżegżuł siedzi na ławce i zapatrzony w chodnik pod nosem sylabizuje szeptem swoje nazwisko, licząc sylaby na palcach xD


GŻE-GŻUŁ-KA, GŻE-GRZÓ-ŁKA, GRZE-GRZUŁ-KA


Więc ja dalej kisłem, a bagiety coraz bardziej się wkurwiały, że niby się z nich śmieję xD W końcu zapakowali mnie do bagietowozu i powieźli na owiany złą sławą komisariat przy ulicy Malczewskiego, którego gościnne progi, jak wkrótce miało się okazać, stały się na kolejnych kilkanaście godzin zarówno moim domem, jak i miejscem kaźni. Co opiszę jutro, elo.


Podjeżdżamy na komisariat, wprowadzają mnie na dyżurkę, ale ich przez radio wydzwonili, że gdzieś znowu mają jechać, więc mnie tylko oddali typowi ,co na tej dyżurce siedział


WEŹ GO NA ALKOMAT


A CO ZROBIŁ?


WESOŁEK TAKI K⁎⁎WA, PODŚMIECHUJKI Z FUNKCJONARIUSZY. WIDAĆ, ŻE NADŹGANY


Typ mnie przejął, zaprowadził do pokoju z alkomatem, gdzie siedział jakiś inny policjant


WEŹ GO ZBADAJ, PATROL OBRAŻAŁ NA⁎⁎⁎⁎NY


Wydmuchałem 0.3 promila, bo przed wyjściem z domu wypiłem z dwa piwa, a jak szedłem do sklepu po więcej to właśnie Gżegżuła spotkałem. Typ mi dał wynik na paragonie, zaprowadził do takiego pokoju, gdzie było kilka klatek a przed nimi stolik i kazał w jednej z tych klatek siedzieć, ale drzwi od niej nie zamknął. Siedzę, czekam, w klatkach obok jakieś seby i żule pozamykane też czekają. Mnie nie zamknęli, bo gołym okiem widać, że im nic nie zrobię ani nie spierdolę xD


Po chwili przyszedł policjant, taki k⁎⁎wa brzuchaty były ZOMOwiec z wąsami koło 50tki, jak z filmów xD


TY NA PRZYSTANKU NA⁎⁎⁎⁎NY KRZYCZAŁEŚ HWDP JAK ZOBACZYŁEŚ RADIOWÓZ?


NIC Z TYCH RZECZ, PANIE WŁADZO, JA GRZECZNY CHŁOPAK HEHE


TA? NO TO ZARA K⁎⁎WA ZOBACZYMY, SIADAJ TU KONDONIE


Ja już obsrany, że tu się sprawy rozwijają jak w jakiejś k⁎⁎wa Symetrii - co jakiś bagieciarz przyjdzie, to mnie oskarża o coraz cięższe zbrodnie, zaraz będzie, że policjanta nożem pchnąłem xD


Posadził mnie przy tym stoliku, wyjął protokół, z 5 minut coś tam pisał bez słowa, a potem zaczął hehe przesłuchanie i pyta co odpierdoliłem. Chciałem go podejść chwytem retorycznym, że najpierw takie niby niezwiązane pytanie zadam, a potem się rozsupła cała kwestia, on się zaśmieje serdecznie, poklepie mnie po plecach, powie SORY MŁODY POMYŁKA HEHE i mnie puszczą. No to walę z grubej rury zabiegiem retorycznym, czy wie, jak się pisze Grzegrzółka.


Oj k⁎⁎wa, nie zadziałało. Jeb-jeb-jeb-jeb-jeb, jeszcze nie zdążyłem odpowiednio zaakcentować ostatniego słowa, a już mnie z plaskuna po mordzie wychlastał jak jakiś k⁎⁎wa Obeliks rzymianina.


Wszystkie patologi co siedział zamknięte w klatkach dookoła skoczyły do krat i drą mordę EEEE ZOSTAW K⁎⁎WO CHŁOPACZYNE i się rzucają jak w zoo xD Zrobił się taki kociokwik, że pół komendy się zleciało i napierdalają pałkami w te kraty, żeby sebów uspokoić, co w sumie tylko podnosiło napięcie. Wobec mnie została podjęta błyskawiczna decyzja


JAK NA⁎⁎⁎⁎NY JEST TO I TAK Z NIM K⁎⁎WA NIE MA CO GADAĆ DZISIAJ, DAWAJCIE GO NA DÓŁ, WIDZICIE CO TUTAJ NAM NAODPIERDALAŁ


Na dołek trafiałem więc już jako animator niepokojów społecznych i buntów więziennych xD


Na dołku mi zabrali sznurówki, telefon, pasek, potem hehe przysiady, czyli mówiąc wprost zaglądanie w d⁎⁎ę xD Potem jeb do celi. Nie powiem, moim pierwszym zmartwieniem było jak wytłumaczę mame, że wyszedłem do sklepu i wróciłem następnego dnia, a drugim, czy mnie tam pod celą ktoś nie wyrucha xD


W celi siedziało dwóch typów w średnim wieku. Powiedziałem tylko SIEMA i siadam na swoje hehe kojo, czyli kawałek betonu wystający nad podłogę xD Wypytywali się ogólnie co tu robię, to powiedziałem, że za obrazę funkcjonariusza xD 15 minut nie minęło i jeszcze nam dorzucili dla towarzystwa jednego z tych sebów, co siedział wcześniej w klatce koło mnie, a potem w mojej obronie wyklinał policjantów.


NO MAŁOLAT DOBRZE Z NIMI POJECHAŁEŚ SZTYWNO TRZEBA SIĘ TRZYMAĆ K⁎⁎WA I SIĘ NIE ROZJEBAĆ, PI⁎⁎⁎⁎LIĆ POLICJE CAŁY CZAS BO TO GESTAPO JEBANE


I zaczyna do mnie jechać taką grypserą, że może co trzecie słowo rozumiałem i zazwyczaj było to K⁎⁎WA xD W swoim wywodzie czasami robił pauzy, jakby oczekując mojej wypowiedzi, więc wtedy mówiłem tylko


NO, DOKŁADNIE ZIOMUŚ, J⁎⁎AĆ K⁎⁎WY


Na szybko wykminiłem, że J⁎⁎AĆ K⁎⁎WY jest sformułowaniem dosyć ogólnym, pozostawiającym pewne pole do interpretacji -dyskutant ma prawo sobie pomyśleć, że mam na myśli dokładnie te same k⁎⁎wy co on, czyli że się z nim zgadzam xD podczas, gdy w rzeczywistości nie miałem pojęcia co mówi xD Tę technikę zastosowałem zresztą z powodzeniem kilka miesięcy później, gdy idąc nocą przez pewną niewielką miejscowość zostałem przez lokalnych kibiców zapytany za kim jestem, ale o tym innym razem xD


Zadziałało to bardzo dobrze, ale niestety rozmowa zaraz zeszła na to, kto kogo zna, a tak się składa, że ja nie znam nikogo.


TY MAŁOLAT A KOGO ZNASZ


YYY EEE NOOOO GŻEGŻUŁA ZNAM


A TO JA GO NIE ZNAM, A ADIEGO ZNASZ?


NOOOO CHYBA COŚ KOJARZĘ, ALE ZNAM JESZCZE TAKIEGO ZIOMKA CO Z GŻEGŻUŁEM SIĘ BUJA, TYLKO KSYWY ZAPOMNIAŁEM, NO TAKI ŁYSY - miałem tutaj na myśli typa, który siedział z Gżegżułem na ławce jak mnie zawinęli xD


TEN ŁYSY CO PRZY POLACH MIESZKA, TEN OD NORBIEGO?


NO NO CHYBA TEN


Czułem, że długo tak nie pociągnę i zaraz nieopatrznie skłamię, że znam kogoś, kogo znać nie powinienem, bo na przykład jest z moim towarzyszem niewoli skonfliktowany, ew. nie trzymał się sztywno cały czas i się rozjebał.


Na szczęście rozmowę przerwał policjant, który wszedł do celi i ogłosił, że mamy zapierdalać po koce i materace i możemy iść do kibla zapalić szluga. Ja szlugów nie miałem, bo to je między innymi szedłem kupić jak spotkałem Gżegżuła, ale Seba spod celi kazał jednemu z dwóch pozostałych współwięźniów nas poczęstować xD


Z tymi dwoma typami była taka opcja, że jeden miał sprawę za to, że kopnął psa sąsiadki, bo się z nią kłócił na klatce i pies na niego szczekał. Ona mu założyła sprawę, ale on zmienił adres i nikomu nie powiedział, więc nie dochodziły do niego przez rok wezwania na rozprawy i w końcu za nim wysłali list gończy xD Systemowi administracyjno-mundurowemu objawił się dopiero, jak dostał pracę w jakimś supermarkecie i go zgłosili do ZUS i wtedy po niego przyszło z 6 tajniaków do tej jego Żabki, bo w końcu wielki bandyta, od roku poszukiwany xD


Drugi typ był jeszcze lepszy, bo sobie urządził na imieninach ciotki mortal kombat z familią xD Z tego co opowiadał wychodziło, że u nich każde spotkanie rodzinne kończyło się MMA i istniała nawet nieformalna sieć sojuszy, która jednak była dynamiczna jak w Grze o Tron xD


Z NIMI TO TAK ZAWSZE. WESOŁYCH ŚWIĄT, BUZI-BUZI, JEDNA FLASZKA, DRUGA, A POTEM SIĘ ZACZYNA PROSZEM JA CIEBIE BANDEROZA. A TEN SK⁎⁎⁎⁎SYN MÓJ BRAT, TO JESZCZE JAK NA WIELKANOC SIĘ NAPIERDALALIŚMY ZE SZWAGREM I JEGO SYNEM, TO ZA MNĄ BYŁ, TEGO SIOSTRZEŃCA RÓWNO NAPIERDALAŁ, A TERAZ MNIE K⁎⁎WA KRZESŁEM PRZEZ PLECY. MNIE, WŁASNEGO BRATA! JA JUŻ NIE MAM BRATA!!!


Potem dostaliśmy do jedzenia ten słynny chleb ze smalcem, o którym pamiętał Wilku WDZ w utworze pt. Nienawiść i poszliśmy spać. Rano mnie zabrali z dołka i kazali spierdalać do domu. Jeszcze na koniec zapytali


I CO, NAUCZYŁEŚ SIĘ CZEGOŚ?


TAK


NO I DOBRZE,


Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, bo w końcu dowiedziałem się od Seby spod mojej celi, że sztywno się trzeba trzymać k⁎⁎wa i się nie rozjebać.

@B3loza Nie wiem, czy to ludzie są aż tak głupi, czy to sprawa agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Dosłownie nic nie można powiedzieć o ukraińcach. A już wspomnieć o ich niechlubnej historii, to tak jakby z automatu zostać zbrodniarzem.

Zaloguj się aby komentować

Posłuchaj mnie uważnie, jutro o 19:45 masz samolot do meksyku. Bilet wyśle Ci zaraz na e mail. Gdy wyjdziesz z lotniska pod czerwoną budką telefoniczną jest skrytka, otwórz ją tajnym hasłem : hajduszoboszlo. W niej znajdziesz nowy dowód osobisty, 3000 pesos i kluczyki do mieszkania na przeciwko. Od dziś nazywasz się Juan Pablo Fernandez Maria FC Barcelona Janusz Sergio Vasilii Szewczenko i jesteś rosyjskim imigrantem z Rumuni. Pracujesz w zakładzie fryzjerskim 2 km od lotniska. Powodzenia, zapomnij o swoim poprzednim życiu i pod żadnym pozorem się nie wychylaj, zerwij wszystkie kontakty, nawet z obsługą klienta z polsatu.

05700abe-1f14-41fb-bbd9-d5e9cdd85c77

Zaloguj się aby komentować

Autor pasty: Pisma procesowe napisane na odpierdol


Dużo osób narzeka na profesję prawnika, na stres, ilość obowiązków, na wynagrodzenie za urzędówki i narastający brak solidarności wśród kolegów po fachu. Ale to wszystko nic, bo najgorsi w tym zawodzie są grzybiarze. Grzybiarze-juryści w ogóle się nie ukrywają, grzybiarza w sądzie poznasz od razu. Brudne łapska, mały nożyk w kieszeni, teczka dziwnie rozjebana po bokach, jak gdyby ktoś tam próbował upchnąć koszyk oraz śmierdzące maślakami akta. Na dodatek goście notorycznie spóźniają się na rozprawy, bo jak tylko po drodze zobaczą las, to z miejsca próbują wpierdolić się tam swoim dżipofiatem 4x4. Potem siedzą przed salą z telefonami w ręku i wzajemnie pokazują sobie znalezione okazy, rzucając teksty jak z taniego pornosa - "O, ten jest naprawdę wielki!", "Jaki korzeń!", "Ale wielkolud!", itd. Grzybiarstwo to zresztą ekshibicjonizm w czystej postaci. Grzybozbokom nie wystarczy przecież, że mają grzyba, muszą go przede wszystkim pokazywać innym i to właśnie z tego czerpią, niemalże seksualną satysfakcję. Poza sezonem można ich jeszcze jakoś przeżyć, typy zamykają się w sobie, zapadają wewnętrznie, jak jeże w sen zimowy, ale w sezonie - masakra.


Siedzimy dziś sobie na rozprawie w Nowym Targu, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. Sprawa sporna jak lądowanie obcych w Emilcinie. Niby jeszcze cywilna, ale wystarczyłoby zostawić na pięć minut klientów bez opieki, to zrobiłaby się karna. Sąd nawet nie proponuje ugody, tylko mocno trzyma w ręku młotek, żeby w razie czego bronić siebie i protokolantki. W pewnej chwili trzeba jednak przerwać rozprawę bo w sąsiedniej sali tak mocno wiercą, że nic nie słychać. Kto był w sądzie, ten się nie dziwi - w sądzie zawsze gdzieś napierdalają wiertarami z taką intensywnością, jakby próbowali dokopać się do Balroga i go przesłuchać.


Wychodzimy więc na korytarz, siedzimy i czekamy. Mój klient - niestety też grzybiarz, wyciąga telefon - oczywiście z dorodnym prawdziwkiem na tapecie i zaczyna mi pokazywać.


"- O, ten jest naprawdę wielki!" - mruczę pod nosem, żeby mu było miło, bo sprawa jest skomplikowana, a to Nowy Targ i jak zaraz ogłoszą wyrok, to może przestać być taki zadowolony (przynajmniej, do zakończenia postępowania w drugiej instancji). Dokonywaną przezeń myko-prezentacją zaciekawia się jednak pełnomocnik strony przeciwnej, typowy "grzybdwokat".


"- Jaki korzeń!" - wrzeszczy nam nagle nad głowami.


"- Nooo..." - klient uśmiecha się z zadowoleniem - "Sam rwałem...".


Jego przeciwnik choć wrogi i niechętny jak władze Krakowa niezależnym dziennikarzom, chyba też jest grzybiarzem, bo zerka swojemu pełnomocnikowi przez ramię.


"- Tu w brzezinach za Starym Baciorkiem zbierałeś?" - pyta.


"- Nie myśl, k⁎⁎wa, że ci powiem" - odpowiada klient, wbrew pozorom - wcale bez specjalnej agresji.


- "Tu w brzezinach rwałeś..." - jego przeciwnik już wszystko wie.


- "Ale wielkolud!" - słyszę nagle głos protokolantki, która chyba miała nas z powrotem zaprosić na rozprawę (bo najwyraźniej albo skończyła się ropa w wiertarkach, albo akurat zmieniała się wachta wiercących krasnoludów), ale przypadkiem dostrzegła dorodnego grzyba w telefonie mojego klienta i najwyraźniej nie mogła się powstrzymać.


Ale to nie koniec!


Z sali rozpraw, już w todze i w łańcuchu na szyi - naraz wypada sam Sąd!


"- Niech Pan pokaże!" - krzyczy. - "Tu w brzezinach za Starym Baciorkiem było rwane!?" - dopytuje gorączkowo. "- Na zasadzie art. 236 § 1 w zw. z 232 k.p.c. zobowiązuję Pana do odpowiedzi!"


Ja, jakoś się wyślizgnąłem z tego zbiegowiska, żeby mnie czasem nie zadusili, ale półprzytomny jeszcze słyszę, jak wszyscy grzybo-zbiegowicze zgodnie ustalają pomiędzy sobą:


"- To co? Szybka ugoda i do lasu!"


"- No jasne, szybka ugoda i do lasu!"


Sam nie wiem co o tym myśleć. Chyba jednak kupię sobie Atlas Grzybów.

Wczorajszego popołudnia wpadł do naszej apteki sympatycznie wyglądający łysiejący czterdziesto-coś-latek. Stał w kolejce, rozglądał się nerwowo na boki, czytał raz po raz żółtą karteczkę, no recepta życia. Odstał swoje, obejrzał za siebie i wypalił hardo:

  • Poproszę sildenafil w tabletkach.

O, takiego to tutaj dawno nie miałem.

  • Może Pan powtórzyć głośniej? - powiedziałem. Facet wyraźniej wycedził:

  • Poproszę SIL-DE-NA-FIL.

  • Sildenafil? W sensie Viagrę, lek na IMPOTENCJĘ? - powtórzyłem głośno i wyraźnie.

Facet poczerwieniał na łysince. Pokiwał tylko głową, wyraźnie nie drążąc tematu.

  • No dobra, zaraz poszukam. Gdzie my to... MAGDA! Pamiętasz gdzie trzymaliśmy LEKI DLA IMPOTENTÓW? - wrzasnąłem na zaplecze

  • Petentów? - odkrzyknęła koleżanka - Nie słyszę, powtórz.

  • IMPOTENTÓW!

  • Komponentów? GŁOŚNIEJ!

  • IM-PO-TEN-TÓW, no jak komu PRĄCIE NIE SZTYWNIEJE, WZWODU nie może osiągnąć!

  • A, no tak, już idę, już szukam!


Nie musiałem długo czekać. Ktoś z kolejki podchwycił:

  • Ludzie, słyszeliście? Facetowi NIE STAJE!

I się zaczeło: najpierw chóralne: "uuuUUUuuu!!!", potem:

  • Konar mu nie chce zapłonąć i nie ma fiku-miku?

  • Nie ma fiku-miku!

  • Fiku-miku na patyku, a patyczek giętki! Tak się nie da!

  • Mały problem, problemcio, gięciutki problemik, hehe!


Facet zaczerwienił się na łysince i spurpurowiał na twarzy. Wyraźnie wkurzony odwrócił się do kolejki:

  • No proszę państwa, możecie mnie zostawić w spokoju? To… to normalna przypadłość medyczna w tym wieku!

Starsza pani z końca kolejki pokręciła głową:

  • Nie, panie kochany, tu się nie zgodzę. Pamiętacie tego listonosza Henia? Siedem dych miał na karku, jak zginął, a stał mu na zawołanie do końca jego dni. Jeszcze tydzień przed jego pogrzebem stukał tak, że aż żyrandol spadł piętro niżej!

  • Oj tak – westchnęła inna – Żelazny Henryk! Pamiętam doskonale, całe osiedle pamięta. Co trysnął, to trysnął! Ileż to dzieci spłodził, ile rogów doprawił, a jak na patelni się znał!

  • Ale to był mężczyzna prawdziwy, a nie mężczyzna-parodia.

  • Ech, Żelazny Henryk to tężyzna i marka była, a nie, tfu, IMPOTENT.


Facet zgrzytał zębami, myśląc wyraźnie nieskutecznie nad jakąś ripostą. Łysinka parowała z wysiłku. Jakiś mały chłopiec z kolejki zapytała mamy:

  • Mamusiu, a co to jest impotent?

  • To ten pan. Taki pół-mężczyzna. Nie pokazuj palcem.

  • Ale ja nigdy nie spotkałem impotenta. Proszę pana, czy trudno zostać impotentem?

Facet konsekwentnie ignorował kurdupla, ale ten nie dawał za wygraną.

  • Pan aptekarz mówił, że nie może pan osiągnąć wzwodu, co to znaczy?

  • MOŻE PANI TRZYMAĆ TEGO GÓWNIARZA NA SMYCZY? - warknął impotent.

Babka na to oburzona:

  • Nie dość, że mu nie staje, wzwodu nie osiąga, to jeszcze gbur i wariat. Synku, nie słuchaj tego impotenta.

Magda przyniosła w końcu upragnione pudełko. Facet warknął:

  • Co tak długo!?

  • Wie pan, nieczęsto miewamy tu pacjentów z podobnymi problemami. Pańskie problemy ze wzwodem to wyjątek, a nie reguła, to i leki głęboko schowane. Wie pan jak to stosować? Bierze pan jedną tabletkę przez planowanym stosunkiem ze swoim partnerem...

  • partnerką! – warknął.

  • ...albo własnoręczną stymulacją prącia. Wie pan, masturbancją, czyli onanizmem. Nie mieszać z alkoholem. Sto dziewiećdziesiąt dziewięć złotych, groszy dziewięćdziesiąt dziewięć.


Facet rzucił szybko dwie stówy, wymamrotał jakieś "dziękuję" i wybiegł, nie czekając na grosika na szczęście i paragon. Kolejka odprowadziła go rozbawionym wzrokiem, pokazując po drodze gest żałośnie zginanego małego paluszka. Starsze panie dalej wzdychały za Żelaznym Henrykiem, narzekając na impotencję obecnych pokoleń.

Następna w kolejce była taka młoda dziewczyna. Nachyliła się do mnie i mówi cichutko:

  • Poproszę podpaski i coś na grzybicę intymną.

  • Może pani powtórzyć głośniej?


Praca farmaceuty to coś więcej niż -tylko- praca. To powołanie i misja.

Zaloguj się aby komentować

"Rok 2022

PiS dalej odbiera smak życia

Tym razem padło na Żabki

Wchodzi ustawa, że tylko sklepy z dewocjonaliami mogą działać w niedziele

SmutnaŻaba.xD

Niedziela kilka dni później

Wracam z rodziną z kościoła, bo trzeba

Widzę zielony neon, pod nim tabliczka otwarte

Ociebaton.jpg

Podbiegam sprawdzić, matka drze ryja, że mielone u babci

Mały tłum ludzi z niedowierzaniem zerka do sklepiku

Ekspedientka pomiędzy gumami do żucia a hot-dogami rozkłada różańce

Konflikt zażegnany

Kilka miesięcy później

HeHe Mati, teraz to mamy tego płaza

Wchodzi ustawa, że w niedziele tylko sklepy co są na terenie miejsc kultu

Jakoś dwa dni później obok pieczywa układają pierwsze kapliczki

Jezus jest zielony

Maryja trzyma gazetkę z promocjami za żapsy

Zysk rośnie, bo część ludzi wpada się pomodlić i od razu kupują rzeczy

Polska zatrzęsła się, jak KK ogarnął co i jak

Trzask.wav

Zwołali jakieś nocne posiedzenie

Nuncjusz grzmi z mównicy, że herezje

Ministerstwo Sprawiedliwości zaczęło nawet płacić stażystom, żeby coś wymyślili

Ustawa_3.pdf

Tylko osoba ze święceniami może sprzedawać w niedzielę

Żabka była już przygotowana

1/3 księży została podkupiona wcześniej

Połowę pracowników wysłali do seminarium

I jeszcze zarejestrowali związek wyznaniowy

W mediach mowa o wojnie

Sejm przepycha kolejne ustawy

Każda gorsza od poprzedniej

Żabka zaczyna prowadzić spowiedź

Za każdy grzech dostajesz 10 żapsów

Msze są codziennie o 8 i 15

Śluby są w alejce obok alkoholi

W zamrażarce z lodami trzymają trupy do pogrzebów

Już 3 lata biją się o to

Żabki to jedyne działające firmy w kraju

Państw zablokowało wszystko inne kolejnymi ustawami antypłazowymi

Nawet USG jest łatwiej z Żappki ogarnąć

Prezydent zwołuje orędzie

Mamy prezydenta?

A no tak, były wybory

W żabce, bo lokale nie miały odpowiednich pozwoleń xD

Andrzej Duda staje w telewizji

Jest ubrany w zielony garnitur

Czekaj, on nie był z PSLu

Cały kraj obserwuje to co zrobi

Prezydent uśmiecha się

Wyciąga telefon i pokazuje zieloną aplikację

W tym tygodniu długopisy w wielosztuce"

Zaloguj się aby komentować

Znacie to uczucie, kiedy Wasza postać jest już całkiem silna i ma stosunkowo dobre eq, i czujecie się jak młody bóg, zdolni do heroicznych czynów? I wtedy wchodzi on, cały na czarno, diabeł z piekła rodem, dzika świnia wysłana przez samego szatana, król wieprzy i herold belzebuba, mobilna maszyna śmierci i zniszczenia, zdolna do anihilacji całych cywilizacji, zabijająca samym oddechem, który smrodem przypomina swąd spalonych ogniem piekielnym ciała grzeszników, którzy śmieli mieć czelność nazywać siebie bohaterami?...


Przedstawiam Wam Pumbę. Chory żart programistów serii AC. Ile razy mnie ten knur za⁎⁎⁎ał - nie mam pojęcia. Przy pierwszej setce przestałem liczyć. Ale, koniec konców udało mi się ostatecznie wygnać tego demona do najgłębszych czeluści hadesu. Także, pijcie ze mną nektar tomki!

07e34c34-0695-4a91-8007-eabab94cf9e3

Zaloguj się aby komentować

-bądź synem mojego ojca

-ojciec ma firmę ogrodniczą

-firma specjalizuje się w sprzedaży ziemi ogrodniczej i kamieni

-inne rzeczy też są, ale teraz nieistotne

-chciej dokoksować firmę, wiesz młody jesteś, to ty w te internety umiesz, może ktoś coś kupi

-no to pyk, sklep internetowy

-jakoś idzie, ktoś coś kupił, mamy pierwszych klientów

-czym to wysłać, czym to wysłać

-kurier płatny od kilograma, a kamienie to jednak ważą jakby ktoś co najmniej kamienie nosił

-PACZKOMATY

-w paczkomacie byle żeby się zmieściło na wymiar, waga to tam kij

-firma oszczędza na wysyłce

-klienci stonks, bo nie przepłacają za dowóz

-ludzie kupują ziemię i kamulce jakby mieli kłaść drugą warstwę na cmentarzu

-wrzucaj energicznie kamienie do paczkomatu coraz częściej

-cały paczkomat zapchany worami z ziemią

-wśród dostawców z paczkomatu krążą legendy o PRZEKLĘTYM PACZKOMACIE NA BRONOWICACH

-jak jeden kurier pozna ten rejon, to tylko szuka jak tam nie jechać

-zawsze wysyła się dostawców lvl 19, żółtodziobów, niech oni się pieszczą z worami z podłożem do różyczek

-kto normalny hurtowo pakuje rozdrobnione głazy do paczkodziupli

-interes idzie przez rok

-12 miesięcy zarzucania skałą przesyłkomatu

-kurier, którego najczęściej tam wysyłali przechodzi załamanie nerwowe, kamulce śnią mu się po nocach, krzyże krzyczą że już dość, już koniec

-typ nie wytrzymuje, przenosi się do innej firmy

-w międzyczasie firma twojego ojca wystrzeliwuje w kosmos, przerasta oczekiwania, bitches love stones, gruz wędruje na całą Polskę

-#DAJKAMIENIA

-nie ma bata, tyle żwiru się nie zmieści do paczkomatu

-podpisz umowę z firmą kurierską

-trade offer, you receive kamienie, I receive dostawę

-pierwszy odbiór, przyjeżdża kurier

-proszę bardzo, tu od groma kilo ziemi i jeszcze tamte menhiry do zabrania

-kurier blednie, prawie schodzi na zawał, po czym zaczyna krzyczeć

-TO TY !!!1!11!

-typ płacze, w histerii mamrota tylko coś o kamieniach, paczkomatach

-coś o Syzyfie, gość też chyba jest z biznesu Głaz sp. z o. o.

-BURŻUJE JEDNE KAMIENIE KUPUJĄ PRZEZ INTERNET we łbach im się przewraca, potem to wozić muszę, co to mało kamieni na polach czy co

-kurier zrywa czapkę, przeklinając wraca do furgonetki, odjeżdża z wpienieniem stulecia

-chłop przepadł jak kamień w wodę

-kij ci w oko i kotwica w plecy, wykolejeńcu ty, nie masz co robić tylko kamienie sprzedawać

-popatrz na telefon

-spójrz na zamówienia na jutro

-szykuje się dwa razy tyle towaru

-żal ci kuriera

-niech mu ziemia lekką będzie

-przemyśl swoje życie

-może warto handlować czym innym

-pomysł.jpg

-genialne, to jest to, w to idę

-MAGNESY NEODYMOWE

Zaloguj się aby komentować

W ogóle wczoraj nie zachlałem, o 5 rano już dawno spałem. Zasnąłem gdy leżałem w łóżku. Teraz mnie nic nie napierdala. Długo spałem, bo nie musiałem wstać rano, bo nie mam obowiązków. Mam wakacje. Niektórzy mówią że nie można nie chlać jak ma się wakacje, ale to nie prawda. Można. Na tym polega brak uzależnienia od alkoholu.

@Admiral Jeszcze ta wersja jest fajna xD


Strasznie wczoraj gorączkowałem, łykałem gripexy do 5 rano, film mi się urwał przy 40 stopniach. Teraz mam kaszel i duszności. Troche się przespałem ale musiałem wstać rano bo mam obowiązki, mam pracę. Niektórzy mówią że nie można chodzić do pracy jak ma się koronowirusa ale to nieprawda. Można, tylko trzeba nosić maseczkę i często myć ręce. Na tym polega odpowiedzialność.

Zaloguj się aby komentować

"O tym jak ten trzeci z Ich Troje stał się moim hostingiem zdjęć na facebooku (inb4, wiem że teraz można wysyłać do siebie, ale nasz jednostronna współpraca trwa od dwóch lat xD)


Niec chę mi się przez kabel USB przesyłać zdjęć na komputer, więc wysyłam je Jackowi na Messengerze i potem zgrywam sobie na PC. Lecą filmy, zdjęcia, skopiowane teksty itp. Nic drażliwego wbrew pozorom, raczej głupie obrazki.


Przez 2 lata nie odczytał żadnej wiadomości, a jako że mi niedawno wyskoczył artykuł w google, że jest bankrutem to idąc tokiem wykopowych eksperymentów społecznych, byłem ciekaw czy zareaguje na słowo powiązane z "pieniądze". Tym sposobem pierwszy raz od dwóch lat odczytał wiadomości ode mnie xD ciekawe co sobie pomyślał jak przescrollować wiadomości do góry xD"


https://www.wykop.pl/wpis/54010257/lifehack-thebestofmirko/

c60521f6-f6a9-47d6-ac7f-36cc3438d350

Zaloguj się aby komentować

wchodzi cejrowski na Xepo

– DZIEŃ DOBRY

– DZIEŃ DOBRY K⁎⁎WA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?

– DAJ MI TO CO MASZ W RĘCE

– NO DAJ

– PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST DRAGO

– HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD

– DOBRA IDZIEMY DALEJ

– O! A TU MAMY KOD. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO KODY HEJTO? PORZĄDNE, PRZEMYŚLANE I WDROŻONE W MASYWNYCH AKTUALIZACJACH.

– A TU KOD Z GÓWNA. COMUNITY SRA CZEGO POTRZEBUJE, PROSZĘ PAŃSTWA, WSZYSCY Z PORTALU NA GŁÓWNEGO WALLA I POTEM, PAN SIĘ PRZESUNIE, DRAGO TO CZYTA, MYŚLI I, UWAGA STOPIEŃ, I NA ŻYWCA IMPLEMENTUJE.

– I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA TRZYMA. JEST SOLIDNE, TANIE W KODOWANIU I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A NA WYKOPIE? NO NA WYKOPIE JAK W LESIE.

Zaloguj się aby komentować

Starszy pan przyniósł swoje wiadomości na hejto do naprawy.


Mężczyzna pracujący nad portalem powiedział:


  • Z pańskimi wiadomościami jest wszystko w porządku.

Starszy pan odrzekł:


  • Więc dlaczego użytkownicy mi nie odpisują?

//

Zaloguj się aby komentować

Janusz Kowalski nie istnieje. To znaczy istnieje, ale nie jest człowiekiem. Wizerunek Janusza Kowalskiego został wygenerowany przez sieć neuronową na podstawie analizy kilkunastu tysięcy twarzy przeciętnego Polaka. Reprezentuje coś w rodzaju super-polaka. Jego imię i nazwisko jest mrugnięciem okiem w stronę obserwatorów, mówi nam: patrzcie hehe JANUSZ KOWALSKI, JANUSZ. KOWALSKI. Jest taki jak wy, wasz kolega, wiecie Janusz ten no. Kowalski.


Powiecie może, że przecież pisze na Twitterze albo widać go w telewizji. Ale czy na pewno? Wszystkie jego Twitty są kompilacją losowych zlepków programu PiS i Solidarnej Polski. Ten twór nie wyraził nigdy żadnej oryginalnej myśli, która nie byłaby już w pewien sposób przeżutym materiałem propagandowym swojej partii. Stawiam dolary przeciw kasztanom, że mamy tutaj do czynienia z chińskim pokojem - "Janusz" posługuje się pustomową partyjną (która już sama w sobie jest pozbawiona przekazu, przy nadmiernej formie) ale sam nie rozumie tego co mówi. Wizerunek w TV? A co to za problem go wygenerować albo wstawić potem?


A może ktoś go widział na żywo? Ja nie. Nie znam też nikogo kto widziałby Janusza Kowalskiego na żywo. Dlaczego? Bo on po prostu nie istnieje.


Nad istnieniem Janusza Kowalskiego panuje w Polsce zmowa milczenia. Dlaczego politycy opozycji nie protestują przed wykorzystywaniem złośliwego SPI (Sztuczna Pato Inteligencja) w polityce? Bo to wygodne mieć takiego (dosłownie!) chochoła do bicia. Istnienie SPI o nazwie Janusz Kowalski.exe jest na rękę Budce, Czarzastemu i Hołowni.


Żądam natychmiastowego przedstawienia dowodów na istnienie Janusza Kowalskiego.

ce9b6174-bab2-4bcc-8e49-852439833a7f

Zaloguj się aby komentować

Z Wykopu ale jak dla mnie piękne.

Historia, którą opowiem, miała miejsce w czasie największego boomu na Pokemon GO.

Pamiętacie co się wtedy działo? Kompletna dzicz.

Z kumplami zgodnie stwierdziliśmy, że jesteśmy zbyt dojrzali na takie gierki i nie będziemy brać w tym udziału.

Nasze liceum było jednym z największych w Polsce. Klasy od A do G pomnożone razy trzy roczniki + gimnazjum w sąsiednim budynku dawało razem kilkaset dzieciaków.

Sam nie wiem dlaczego, chyba z nudów, podczas jednej z przerw rzuciłem ten szalony pomysł.

  • stwórzmy własną wersję gry.

Nikt nie podjął tematu, więc kontynuowałem.

  • skoro jesteśmy za starzy na łapanie Pokemonów, łapmy dziewczyny. Kto zaliczy najwięcej ten wygrywa. Czas do końca roku.

Tomaszowi wyraźnie spodobał się ten pomysł.

  • nie powinniśmy się skupiać wyłącznie na ilości, czasem żeby zaliczyć wystarczy poczęstować papierosem, a za innymi trzeba biegać miesiącami.

  • słusznie. Pogrupujemy je według trudności, za każdą będzie można otrzymać odpowiednią liczbę punktów. Kto ma kartkę? - spytałem i zabraliśmy się za pisanie regulaminu.


  1. startuje pięciu uczestników, każdy wpłaca po 100zł wpisowego.

  2. za każdą zaliczoną dziewczynę gracz dostaje określoną liczbę żetonów.

  3. każda dziewczyna może zostać wyruchana tylko przez jednego gracza. (to znaczy mogą wszyscy, ale tylko pierwszy dostaje żetony.)

  4. po upływie terminu podliczamy żetony i zwycięzca zgarnia pieniądze.

  5. wszystkie sporne sytuacje rozstrzygamy wspólnie, kierując się duchem sportowej rywalizacji.

Przez dobry tydzień spotykaliśmy się po lekcjach żeby każdej przyporządkować unikalnego stworka.

Szare myszki dostawały pospolite Pokemony, jak Pidgey czy Rattata i nie miały wielkiej wartości.

Silne osobowości i szanujące się dziewczyny parowaliśmy z Pokemonami unikalnymi jak Charizard, czy Gyarados i były bardzo cenne.

Te, co do których nie mieliśmy pewności, dopasowaliśmy na zasadzie prostych skojarzeń typu: ruda - pokemon ognisty, dużo się poci - wodny, a psychicznie chore

zostawały Kadabrą albo innym Psyduckiem.

Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że z konkursu wyłączamy dziewczyny o imieniu Klaudia, bo wyruchanie ich to żadna sztuka.

W sumie 151 pozycji.

W międzyczasie Wojtek, stworzył coś na kształt Pokedexa. Każdy z nas dostał unikalny profil i mógł na bieżąco w telefonie śledzić wynik rywalizacji.

Igrzyska wystartowały.

Każdy przyjął inną taktykę.

Kuba w tydzień uzbierał sto pięćdziesiąt żetonów za pospolite okazy, za to Roman cierpliwie uwodził córkę katechetki za czterysta.

Ja miałem dobre kontakty z kilkoma dziewczynami więc liczyłem na koleżeński gest z ich strony.


Jeden po drugim wykreślaliśmy z listy kolejne nazwiska, poza Przemkiem, który ze swoją aparycją był skazany na porażkę. Wzięliśmy go tylko dla stówy.

Konkurs powoli zbliżał się do końca, a ja wysunąłem się na prowadzenie dupcąc Laprasa, czyli gwiazdę Instagrama z IIIC.

Wszystko szło po mojej myśli, do czasu gdy kilka tygodni przed zakończeniem roku dopadła mnie angina.

Leżąc w domu bezradnie przyglądałem się jak koledzy jeden po drugim przeskakują mnie w rankingu.

Wiedziałem, że aby wygrać muszę postawić wszystko na jedną kartę.

Po powrocie rzuciłem wszystkie siły na Snorlaxa.

Grubą Beata została wyceniona na 500 żetonów, plus stówa bonusu za poświęcenie.

Dopadłem ją płaczącą w szkolnym bufecie. Znowu jej dokuczali.

  • co się stało? chodź, postawię Ci herbatę.

Przy kasie zorientowałem się, że nie mam przy sobie portfela.

  • można płacić żetonami. - rzuciła sprzedawczyni.

Zamurowało mnie. Skąd wiedziała?

Okazało się, że pod moją nieobecność sfrustrowany niepowodzeniami Przemek rozpowiedział wszystkim o konkursie.

Koledzy uspokoili mnie, że gdy pozostali dowiedzieli się o zawodach, w szkole zapanował szał.

Jedni chcieli wziąć udział, inni przyjmowali zakłady na zwycięzcę.

Część dziewczyn była oburzona, że wyceniliśmy je tak nisko, niektóre oferowały pomoc w zwycięstwie za odpowiednią działkę. Za to nasze żetony trafiły do obiegu jako nieformalny środek płatniczy.


Postawiłem na siebie u szkolnego bukmachera i wróciłem do Beatki.

Jeżeli o wszystkim wie, nie ma sensu udawać, że mi się podoba. Postawiłem na szczerość i zaproponowałem jej połowę udziału w zyskach.

Odpowiedziała, że wszystko jej jedno.

Kiedy dzień później dowiedziałem się, że wracając z mojego mieszkania zginęła w wypadku ugięły się pode mną nogi.

Cały ten wyścig, uprzedmiotowienie kobiet, to wszystko nagle wydało mi się skrajnie głupie.

Obwiniałem się o to co się stało. Może gdyby nie nasza debilna zabawa do niczego by nie doszło?

Zastanawiałem się czy powinienem iść na pogrzeb, jednak zgodnie uznaliśmy, że nie może mnie tam zabraknąć.


W końcu od trzech lat uczyłem ją polskiego.

Zaloguj się aby komentować

jesteś mną.

żyjesz w Cesarstwie Rzymskim

pochodzisz z Galii Przedalpejskiej

nie przelewa się

chodzisz do gimnazjonu bo tate nie stać na niewolnika do nauki

mimo tego nie uczysz się źle

lubisz grekę

nauka motzno

idziesz do gaju oliwnego odpocząć

spotykasz loszkę 9/10

troche taka typowa Tulia, ale to nic

wstydzisz się

na Jowisza co tera

a c⁎⁎j zagadam

podchodząc widzisz że czyta Homera

Adonis_mode on

mówisz "mowa słodsza niż miód" bo znasz Homera

"porozmawiajmy więc"

dobrzeposzło.jpg

spotykacie się jeszcze kilka razy

zaczynacie chodzić za rękę

wszystko pięknie jak w eposie

pewnego dnia niewolnik przynosi list

to od niej

czujesz kłopoty

"Anonus, jest ktoś inny"

wkurwiasz się

idziesz do gaju zobaczyć co to za fagas

widzisz ją

prowadzi się z poetą - Horacym

k⁎⁎wa przecież on nawet nie jest Rzymianinem

pytasz co on ma czego ja nie mam

no wiesz, on taki poeta, a ty tylko pierdolisz o tym homarze

on mówi "chwytaj dzień, ale nie pytaj co przyniesie jutro"

wkurwiasz się

wracasz do domu

czujesz wielkie feelsy

zaczynasz pisać wiersze

"będę lepszym poetą niż ten kutasiarz"

zawsze zmienną jest kobieta

"no, to jest dobre"

co dziewczyna mówi zakochanemu, na wietrze i płynącej wodzie można zapisać

wydajesz swoje wiersze

zdobywasz sławę

Oktawian prosi cię o napisanie eposu o Rzymie

czujesz dobrze

wydajesz Eneidę

jesteś wielkim poetą

zaprzyjaźniasz się z Oktawianem Augustem

loszek i daktyli pod dostatkiem

myślisz o zemście

będzie wielki konkurs poezji na sympozjonie

będzie Horacy

teraz mu pokażę i tej jego Curvii czy tam Tulii

mówisz swój wiersz i zbierasz oklaski

wygrywa Horacy

czemu k⁎⁎wa

napisał odę do Mecenasa, lizus j⁎⁎⁎ny

wkurwiasz się

c⁎⁎j z tą poezją, postanawiasz zająć się rzemiosłem

chcesz zapomnieć o wszystkich upokorzeniach

rzeźbisz

mija wiele lat

zdobywasz duże umiejętności

w nowej świątyni na Kapitolu ma stanąć posąg

ogłoszono konkurs

ma być twardy jak Rzym xD

rzeźbisz za⁎⁎⁎⁎sty pomnik ze spiżu

idziesz pokazujesz go jakiemuś Gajuszowi

no sorry Anonus ale wygrywa Horacy

cokurwa

pytasz dlaczego

"wybudował pomnik twardszy niż ze spiżu"

coś w tobie pęka

przypominasz sobie wszystkie złe chwile

łzy w oczach

wściekłość lvl 9001

widzisz tego kutasiarza

nie wytrzymujesz i podbiegasz do niego

"zabiję cię kurwiu"

"nie wszystek umrę"

zaczyna spierdalać

gonisz go przez Kapitol

gonisz przez miasto

wbiega w ślepą uliczkę

już prawie go masz

odwraca się i ściąga maskę

co tu się odjebao

to Oktawian August, princeps zawadiaka i twój kolega

nie wiesz o co tu chodzi

dlaczego zniszczyłeś moje marzenia?

patrzy na ciebie wzrokiem Augusta

rozdziera szaty i mówi

"czy dobrze odegrałem swoją rolę w tej życiowej farsie?"

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj w moim korpo poruszenie, od rana awaria całego systemu, nic się nie da zrobić a deadline'y cisną mocno. Dział techniczny postawiony na nogi, walczy żeby ogarnąć ten burdel. Ja ( obsługa klienta ) staram się jak mogę, ale klientów przybywa. Przychodzi jakaś szycha z dużym zamówieniem a ja nie mam jak go obsłużyć bo inny dział ma opóźnienia. Patrzę przez ramie manager pokazuje mi żebym grał na czas, no to ja zaproponowałem klientowi kawę. Zgodził się, próbuję zagaić żeby przełamać ciszę, ale gość mnie ignoruje i w ciszy popija naszą za⁎⁎⁎⁎stą Arabicę. Ja czekam na te różowe z innego działu, słyszę tylko jak manager wydziera mordę żeby się pośpieszyły. W końcu jest produkt, pakuje cztery BigMaci i dwa McFlurry w torbę, dorzucam 2 puszki coli i podaje klientowi. Bałem się że pójdzie na skargę do szefa ale na szczęście darmowa kawa chyba go uspokoiła i wyszedł bez słowa. Chwilę potem technicy ogarnęli tę awarię dystrybutora do coli i wszystko wróciło do normy. Uff co za dzień, nienawidzę pracy w korpo.

Zaloguj się aby komentować

Pamiętacie taki wynalazek jak SITA? Jakoś w okolicach 2004 mój ojciec dostał ofertę świetnej pracy za granicą, jedynym minusem było to, że pracodawca postawił warunek jak najszybszego doszkolenia się z języka angielskiego. O ile mój tato jest doskonały w swoim fachu, tak nie potrafiłby nawet zapytać pracowników o której godzinie mają przerwę. Była wtedy moda na te futurystyczne wynalazki i ojciec postanowił spróbować, jako że wszystko już podpisane i bilety ogarnięte. Nigdy nie zapomnę po⁎⁎⁎⁎nego uczucia, kiedy matka i babka zabraniały mi wchodzić na górę i musiałem zachowywać się najciszej jak potrafię przez kilka godzin wieczorem i całą noc, bo ojciec siedzi rozłożony na fotelu z założonym pierdolonym systemem nauki języków SITA na głowie, oplątany jakimiś kablami jak k⁎⁎wa Darth Vader w trakcie operacji i powtarza pod nosem Hi, my name is Piotr. How are you? Praktykował te pierdoły przez kilka dni z rzędu, niestety nie pamiętam jak się zachowywał po przebudzeniu, ani co mówił, bo sam byłem wtedy under 11lvl i nie miałem jak ocenić postępów. Jak można się domyślić to gówno nie zadziałało oprócz tego, że potrafił przez kilka kolejnych miesięcy w trakcie obiadu oderwać się od rzeczywistości, spojrzeć tępym wzrokiem w ścianę i krzyknąć LODÓWKA, FRIDŻ JEST LODÓWKA Po wyjeździe do UK próbował coś tam udawać, klecić jakieś zdania ze słowniczkiem w ręce, no ale oczywiście z gówna bata nie ukręcisz i postanowił wracać po miesiącu czy dwóch i roz⁎⁎⁎⁎⁎olił te okulary na moich oczach po przyjeździe xD K⁎⁎wa, ale po⁎⁎⁎⁎na akcja.

303a47b2-691f-4a3c-ae9f-08540180e521

Jak kogoś interesuje, jak to miało działać i czym były te okularki, to już tłumaczę, bo poczytałem. To przy nosie to czujnik oddechu. W okularkach była dioda zsynchronizowana z tym czujnikiem. Miało to powodować sprzężenie zwrotne i głęboko relaksować i, w rezultacie, poprawiać pamięć. Tak naprawdę było to prawdopodobnie c⁎⁎ja warte. xD

Zaloguj się aby komentować

OFICJALNA ODPOWIEDŹ DLA @RastaBlasta w związku z komentarzem "Admiral przynudza":


Coś ty o mnie k⁎⁎wa napisał? Wiedz śmieciu, że skończyłem Szkołę Króla Edwarda VI w Norwich z najwyższymi ocenami i od razu potem przyjęli mnie do Royal Navy, brałem udział w misjach w Indiach Wschodnich, Arktyce, Karaibach, Kostaryce, na morzu Śródziemnym i Bałtyckim oraz mam ponad 300 zatopionych okrętów na koncie. Jestem doskonale przeszkolony w strategii wojennej i jako bezpośredni dowódca okrętu - dostałem Order Łaźni za moje zasługi dla Imperium brytyjskiego! Jesteś dla mnie po prostu kolejnym celem, któremu mogę niespodziewanie rozjebać łajbę albo łeb z 800 metrów. Zmiotę cię śmieciu z powierzchni ziemi z precyzją dotąd nieznaną na tej planecie, słyszysz chujku? Myślisz psie, ze możesz sobie pisać na hejto co tylko zechcesz i nie poniesiesz za to konsekwencji? Błąd sk⁎⁎⁎⁎synu, gdy to czytasz moi kumple z Royal Navy we współpracy z Jamesem Bondem namierzają twoją lokalizację, wiec szykuj swoją d⁎⁎ę na jesień średniowiecza. Jesteś już ku⁎⁎⁎⁎ko martwy, szczeniaku. Mogę w tej chwili być gdziekolwiek, ale i tak gdy tylko najdzie mnie ochota mogę cię rozjebać używając jednej z siedmiuset taktyk, i to pomimo tego że nie widzę na jedno oko. Poza doskonałym przeszkoleniu w strategii, znam się rewelacyjnie na okrętach, a mam ich największą flotę na świecie i uwierz mi, użyję ich tyle, aby z twojego marnego życia nie został nawet najdrobniejszy atom. Gdybyś wiedział gówniarzu co ściągasz na siebie swoim "mądralińskim" hejtem pewnie zesrałbyś się cztery razy w gacie i pisał gdzie się da, że żałujesz choćby samego pomyślenia o tym. Ale nie mogłeś tego wiedzieć i teraz suko zapłacisz za to najwyższą cenę. Jesteś pierdolonym trupem.

945ef161-c705-4d37-a79a-2176677c16f9

Zaloguj się aby komentować