#pasta

36
673

Ej, @Pszczelarz_ , będziesz w stanie zweryfikować prawdomówność poniższej pasty?


Przeciętna pszczoła miodna żyje 35-40 dni. Z tego 15 z nich poświęca na latanie po nektar, dużo nektaru, jeszcze więcej nektaru, lata jak po⁎⁎⁎⁎na za kwiatkami w te i nazad, aby pod koniec życia powiedzieć:


- gotowe. Zebrałam łyżkę miodu. Mogę umierać.


To jest trochę dziwne. Abym mógł zrobić sobie kanapkę z miodem czy posłodzić herbatkę, jakaś pszczoła musiała zapierdalać jak dzika całe swoje życie. Odrobina słodyczy dla nas - tyle wart jest życiowy dorobek każdej z nich. Ha, ha, głupie, małe stworzenia, nie?


No ale dobra - jeśli życie pszczoły jest warte jedną łyżkę miodu, to ile warte jest twoje życie?


Załóżmy optymistycznie, że zarabiasz 5500 zł miesięcznie od 23 do 80 roku życia (chciałbyś, nie? xD). 57 lat x 12 miesięcy x 5,5k daje nam oszałamiającą kwotę 3 mln 762 tys złotych.


Dużo, mało?


I dużo, i mało. Powiem tak: pojedyncza rakieta RGM-109 Tomahawk w wersji Block IV w 2012 roku kosztowała 1,01 mln dolarów (w hurcie; w detalu to wychodzi koło 1,87 mln), co przy dzisiejszym kursie daje jakieś 3,8 mln złotych. Coś koło twojego życiowego zarobku czy tam dorobku.


Całe twoje życie, cała edukacja, wzloty, upadki, depresje, chwile szczęścia, codzienna praca - wszystko to da się zmieścić w ważącej 1600 kg rakiecie precyzyjnego rażenia przeznaczonej do odpalania z wyrzutni okrętów podwodnych lub nawodnych, o zasięgu powyżej 1700 km, zdolnej osiągnąć prędkość 890 km/h, z głowicą wypełnioną 450kg materiałów wybuchowych, która pierdolnie tam, gdzie chcesz, z dokładnością do 10 metrów.


Ba, jeśli chcesz, możesz zamontować głowicę nuklearną, która według Wikipedii zapewni wybuch o sile 200 000 ton trotylu. Tu niestety ceny nie znam, jakoś się nią k⁎⁎wa nie chwalą, a na Allegro nie znalazłem porównywalnych ofert. Ale pewnie musiałbyś poświęcić na to życiowy dorobek swojej żony, syna i córki, może i sąsiada. Niemniej jednak, to inwestycja warta rozważenia.


Po latach wyrzeczeń, w dniu swoich 81 urodzin, usiądziesz sobie na fotelu, dasz sygnał do odpalenia rakiety Tomahawk, spojrzysz jak moc 200kT zmiata z powierzchni Ziemi główną siedzibę ZUSu na ul. Szamockiej w Warszawie (i przy okazji jedną czwartą tego kurwidołu) albo Łódź Bałuty. Przy odrobinie szczęścia eksplozja sięgnie nawet do Zgierza, dwie pieczenie na jednym ogniu, upieczone rakietą wartą 3,8 mln złotych. Całe twoje życie zawiera się w jednej eksplozji. Patrzysz na to, ocierasz łzę wzruszenia, widząc atomowy grzyb oczyszczający powierzchnię niecałych 300 kilometrów kwadratowych. To jest twoja łyżka miodu.


Warto było.

Życie jest tyle warte na ile wycenia je dana jednostka. Reszta jest bez znaczenia. Ot, czysta umowność. Wystarczy zmienić punkt percepcji i całe życie, wszystkie byty na Ziemi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Spojrzymy bowiem nań z odległości np. 956 milionów lat świetlnych - i co? Czymże jest wówczas Ziemia? Ano niczym. Kropką, punktem - o ile oczywiście dysponujemy wystarczająco dobrym sprzętem obserwacyjnym. A jeśli nie dysponujemy, to w ogóle jej nie ma. I tak z tej odległej perspektywy sobie czasem patrzę na ludzkość i... nawet mi jej nie żal

@sullaf No bo tak jest, to my sami nadajemy czemuś wartość. Tak samo jak stworzyliśmy pojęcie dobra i zła. Świat sam w sobie nie jest ani dobry ani zły. To co dla kogoś jest dobre, dla innego będzie złe. Wszystko zależy od tego, z jakiej strony spojrzymy na dany temat i po części dlatego tak trudno o konsensus w wielu kwestiach

Zaloguj się aby komentować

Skoro już mowa o Messim, to przypomniało mi się, jak byłem na wycieczce w Argentynie i siedziałem u fryzjera i był tam też Messi! Siedział i ot tak czytał sobie gazetę. Ludzie się zbiegli i każdy chciał autograf, powstało zamieszanie i nagle jakieś niemowlę zaczęło płakać - matka próbowała je za wszelką cenę uspokoić, żeby nie robiło hałasu i siary przy Messim, ale ono ryczało i ryczało.


I nagle Messi wstał i do niej podszedł. Delikatnie pogłaskał dziecko i zapytał co jest nie tak. Matka powiedziała, że prawdopodobnie jest głodna czy coś. No więc Messi odłożył gazetę, wziął na ręce niemowlę, podniósł koszulkę i na środku salonu fryzjerskiego nakarmił je piersią. Nie tylko najlepszy piłkarz w historii, ale i przesympatyczny facet.

Zaloguj się aby komentować

Laska przyniosła do pracy psa. Lata, szczeka i zaczepia. Kiedy wszyscy poszli jeść, postanowiłem, że zrobię pranka. Otworzyłem okno w biurowcu i wystawiłem go na zewnątrz. Wracam i wielka panika w biurze. Mówię ej, spokojnie, to tylko prank. Piesek jest na dole i zaraz po niego zejdę. Przeciez widać, że się nigdzie nie ruszył i leży sobie na trawce. Chyba nawet sobie śpi.


Zjechalem windą 4 piętra w dół i wyszedłem tylnymi drzwiami, więc na trochę spuąciłem go z oka. Patrze w dal, a tam jacyś panowie w zielonych strojach psa w worek i dzida do busa. Masakra. Ukradli dziewczynie psa. Wracam w tej chwili na górę i myslę, gdzie zgłosić zaginięcie i jak jej to powiedzieć. Przecież to nie moja wina. Złodziejski kraj.

Ale akcja była wczoraj w McDonald's. Normalnie tam nie jem bo to syf ale podjechalem sobie na kawke z trasy. Wchodze do srodka i kupuje a facet obok mnie zamawia Kanapkę Drwala. No i zagajam do niego, mówię że drogo teraz. On burknał że trochę. Ja mowie, że nie troche tylko 40% procent w porownaniu do zeszłego roku a on przytakuje. No to ja dalej tlumacze mu, że niech popatrzy sobie jak wyglada na obrazku a jak to co dostaje. On cos przytaknał i mowi, że mu smakuje. Ja już na maksa zgrzany, mówię to syf i z paści robiony. Koleś mówi ze wie, i odbiera zamowienie. Wkurwiony wyrywam mu tą kanapke a raczej próbuję bo gosć sie ze mną szarpie. Pytam sie go czy nie rozumie co do niego mówię. Że McDonald to korporacja co go dyma na kasę. Wkurwiony krzyczę na cały glos, że gość zamowił Drwala. Podbiega do mnie jeszcze jakiś facet z kobitą i dwójka dzieci, wszyscy próbujemy ją wyrwać ale on juz wpakował ją sobie do mordy. Ja krzyczę, że tego nie da się jesc, zeby chociaż udawał l, że mu nie smakuje. Jakiś gość wyrywa mu z gardła jeszcze kawałek bułki i wyrzuca do kosza, mnie się jeszcze salaty kawalek udało mu wyjąć zanim polknał, j⁎⁎⁎ny nie odpuszcza. Wpada ochrona, rzucają nas na glebę i kują. Krzyczę jeszcze ze dał sie wydymać systemowi i jest frajerem bez honoru. On tylko usmiecha sie, wyciąga z kosza resztkę bułki i dojada. Na moich oczach. Mowi mi, ze za tydzień tez tu wroci i zamowi to samo. Jak mnie wypuszczą, to będę tu na niego czekał. Ja pier... ludzie ogarnijcie sie troche i włączcie myślenie.

@mejwen na dworcu PKP we Wrocławiu niestety nie było jeszcze parę lat temu, i tak do mnie się dopierdalało paru lokalnych tubylców bo pytałem się czy datki o które proszą to na paliwo rakietowe. ¯_(ツ)_/¯

Zaloguj się aby komentować

właśnie bylem na basenie


jako ze semi grubas here pracujący z domu i piwkujacy cale weekendy i czasem w tygodniu to forma poniżej zera


poszedłem sobie najpierw na olimpijski, przepłynąłem w spokojnym tempie 6 basenów


potem stwierdziłem, ze zjadę sobie ze zjeżdżalni dla relaxu


zjeżdżalnia jest po schodach tak jakby na drugie piętro


jak wszedłem na gore to zrobiło mi się słabo, aż musiałem uklęknąć po czym się zrzygałem xD


ze 2 minuty postałem na czworaka, dzieciarnia gniła jak po⁎⁎⁎⁎na ze mnie, jacyś starsi patrzyli sie jak na okaz w zoo, potem przyleciał ratownik, zapytał czy się dobrze czuje, powiedziałem ze już lepiej to kazał mi wypierdalać z basenu


nigdy więcej

Zaloguj się aby komentować

Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz! Jest nagroda pół miliona rogali dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Michał Białek wiedział o porannych nalotach Rumuna na Wykopie. Po prostu nie wiedział! Proszę sobie wyobrazić... znaczy... wiedział albo nie wiedział. Ja nie wiem czy wiedział, ale istnieje ogromna możliwość, że nie wiedział. Jest nawet taka wypowiedź Elfika, która zrobiła tą słynną sesję w zbożu, co wyciekły fotki. Ona powiedziała, taka zmęczona, powiedziała do moderacji: „Zrobiłam coś strasznego, ale imię Biauka pozostanie nieskalane”; z czego można by wnioskować, że ona po prostu nie raczyła Biauka poinformować.

Zaloguj się aby komentować

Nie rozumiem dorosłych ludzi, którzy palą. Wszystko to zaczyna się za gówniaka, bo ktoś miał za słabą silną wolę kiedy np. w gimnazjum Krzysiek przyniósł fajki rodziców i w kiblu częstował kolegów. „Hehe, co, jesteś pipa? Weź spróbuj.” I taki frajer spróbował, potem palił coraz częściej i częściej, a 20 lat później okazuje się, że na ten śmierdzący syf wydaje miesięcznie 500 złotych. Głowa mała. I to po co – żeby od niego śmierdziało, i niszczył sobie płuca i ogólnie zdrowie?


Jak to jest, że w XXI wieku ludzie nadal palą, i że nadal inicjowane jest ono w ten sam sposób? Bo chyba nie ma osoby, która w wieku powiedzmy 20 lat myśli sobie „Hmmm, w sumie nigdy nie paliłem. Może powinienem zacząć wydawać pieniądze na to, żeby mi było czuć z ryja jakby mi tam ktoś nasrał?” Dokładnie, nasrał. To jest tak głupie, że równie racjonalne byłoby gdyby ludzie zaczęli srać w gacie dla przyjemności i wchodziłoby im to w nałóg. „Karol, chodź do kibla, Darek zajumał dziadkowi paczkę Cottonworldów, będziemy srali w gacie, tylko nie mów facetce.”


„Hehe, Karol, a ty w ogóle wiesz jak to się robi?” Doświadczeni koledzy sracze z uśmiechem spojrzeli się na kolegę, który nieśmiało wyjął z paczki parę slipów. Wziął głęboki wdech i popuścił. Powitała to salwa śmiechu. Błąd początkującego. Każdy z obecnych to zrobił ale i tak bawi gdy widzą jak ktoś nie ma jeszcze wprawy w obsrywaniu się, i puści bąka. Od tej pory Karol należał do ekipy. Codziennie na przerwie wychodzili za szkołę, żeby zesrać się w gacie, po czym wkładali sobie w d⁎⁎y gumy i tic taki, żeby nauczyciele nie wyczuli. Coraz więcej pieniędzy szło na slipy, bo weszło to w nałóg i na studiach obsrywali się już nawet i cztery razy dziennie. Niektórzy przystopowali, inni kupowali tanie majtki z Biedronki. Bardziej zdesperowani kupowali na rynku wątpliwej jakości majtki z przemytu, bądź tkaninę na metry i szyli sobie sami.


Normalny człowiek idzie na imprezę, ale nie może się bawić bo czuje gówno. Banda patusów zamiast kulturalnie wyjść obsrać się na balkon, bezceremonialnie rozpakowała 6-pak slipków przy stoliku i zaczęła srać tak, że ledwo można oddychać. Po imprezie wracasz do domu i całe włosy i ubranie śmierdzą gównem. Potem słyszy się, że ktoś obiecuje w nowym roku rzucić obsrywanie gaci, ale już po kilku dniach do tego wraca, bo nałóg jest zbyt silny. A wystarczyło powiedzieć Darkowi „nie” – tak byś miał i pieniądze, i zdrowie i czyste majtki.

Zaloguj się aby komentować

Wujek miał rozmowę o pracę w innym mieście i musiał dojechać pociągiem. Może to nerwy, może zjadł coś niestrawnego ale pociekło mu po nogach już na dworcu. Nie miał czasu żeby wrócić do domu i się przebrać bo pociąg wjeżdżał już na peron, za chwile miał odjechać. W tamtych odległych czasach na dworcu siedzieli jeszcze wszelkiej maści handlarze, głównie Koreańczycy i Ruscy. Wuj wiele nie myśląc dopadł pierwszego z brzegu handlarza, patrzy tylko, że rozmiar się zgadza, prędko płaci i prędko prędko do pociągu. Zdążył. Jedzie. Spodnie cuchną mu coraz bardziej. No nic, wskakuje do toalety, spodnie sruuu przez okno. Odpakowuje nowe, patrzy, patrzy..


a to kurtka

Zaloguj się aby komentować

Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, moja matka zarządziła wczoraj intensywne świąteczne porządki, od rana zapierdalałem z mopem po kwadracie a po obiedzie oddelegowała mnie do trzepania jebanego dywanu. No to zwinąłem gnoja i niosę na trzepak za blokiem a tam jakieś zamieszanie, k⁎⁎wa zbiegowisko, gapie, proboszcz, dzieci w strojach ludowych, chleb i sól, trzepak odgrodzony barierkami i nawet telewizja regionalna z kamerą stoi. Ale c⁎⁎j idę twardo jak po swoje, przeciskam się przez tłum i chcę przez barierkę skakać a tu mnie dzielnicowy Jakubczyk ciągnie z powrotem no to pytam, k⁎⁎wa co jest? A on, panie Marcinie, musi pan z tym dywanem zaczekać trochę bo tu teraz będzie uroczystość. Ja pytam, jak to do c⁎⁎ja, na trzepaku? Ano tak, na trzepaku w rzeczy samej. No ale to pan powie chociaż co się dzieje, że nie można trzepać. A ten mi mówi, że będą na trzepaku u nas wieszać Adolfa Eichmanna. To pytam jak k⁎⁎wa, znowu? No tak, znowu, nie zaszkodzi, chyba, że ja może mam coś przeciwko to żebym może powiedział od razu. To się zaczynam tłumaczyć, że nie no panie dzielnicowy ja to sprawiedliwość dziejową w pełni popieram i niech wisi sk⁎⁎⁎⁎syn ile wlezie ale kiedy dywan będę mógł wytrzepać. Dzielnicowy mi mówi, że jak go o 22 ściągną.


To mnie już zupełnie c⁎⁎j strzelił bo akurat się cisza nocna zaczyna i jak ledwo trzepaczką pierdolnę to zaraz Maliszewska na mnie straż miejską naśle, więc żeby mi chociaż dzielnicowy dał list żelazny, że mogę po ciszy nocnej dzisiaj trzepać ze względu na egzekucję. Ale on twardo, że on upoważnienia nie ma do takich dokumentów i że to by musiał sam minister wypisać więc odpada, ale on na moim miejscu to by normalnie poszedł do piwnicy, przez rurę ciepłowniczą dywan przerzucił i tak wytrzepał.


No nie powiem k⁎⁎wa żeby mnie to jakoś bardzo urządzało bo zawsze jednak lepiej na świeżym powietrzu bo kurz i roztocza fruwają no ale c⁎⁎j, jak nie ma wyjścia to idę do piwnicy. Złażę k⁎⁎wa z tym dywanem po schodach już cały umordowany od noszenia, drzwi od piwnicy otwieram a tam k⁎⁎wa stoi pluton egzekucyjny i mi mówią, że do jutra piwnica nieczynna bo będą rozstrzeliwać Nicolae Ceausescu. Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, jak się wkurwiłem.

Zaloguj się aby komentować

O tym, jak zakończył się mój pierwszy poważny związek przez chorą akcję.


Byłem studentem i od jakiegoś czasu tworzyłem związek z dość fajną różową. Relacja była na tyle udana, że z uwagi na chęć większej bliskości i oszczędność zdecydowaliśmy się zamieszkać razem. Pierwsze dni sielanka, choć z czasem pojawiały się jaikeś zgrzyty. Nie mniej jednak - laseczka była naprawdę mega zaangażowana w ten związek. Wynajmowaliśmy wtedy bardzo małą kawalerkę, w której w razie zaproszenia kogoś do mieszkania intymności raczej nie było. Salon z aneksem, łazienka przy samym salonie, w sumie wszystko razem, praktycznie brak korytarza.


Któregoś dnia różowa zdecydowała się zaprosić rodziców do domu. To miał być ten dzień, w którym poznam ojca i matkę swojej wybranki. Wszystko odgórnie zaplanowane, przyjechać mieli na 16 razem z różową, która dzień wcześniej pojechała do domu rodzinnego pomóc przy jakichś obowiązkach. Około godziny 14 poszedłem na ciężkie posiedzenie na tronie, które okazało się być istną bitwą stalingradzką dla mojego organizmu. Po jakichś 40 minutach ciężkiej wymiany ciosów zorientowałem się, że zabrakło papieru toaletowego. Nie ma nigdzie. Nawet chusteczek.


Zestresowany poderwałem się z kibla z obsmarowaną d⁎⁎ą i zacząłem nerwowo szukać po mieszkaniu jakiejś alternatywy. Jedyną rzeczą, na którą trafiłem, był chleb niekrojony. Wiecie, taki co poleży jeden dzień i nieco zmięknie. Nie zastanawiając się ani chwili, odkroiłem kilka kromek chleba i wróciłem na posiedzenie. Czułem obrzydzenie do samego siebie na myśl o tym, co zrobię, ale po chwili pozytywnie się zdziwiłem. Kromeczki były mięciutkie, ich kształt idealnie dopasowany do czyszczenia całej okolicy..no wiadomo. Czułem błogi raj, kiedy pszenica z żytem otulały moje pośladki.


Szykowałem się do wyjścia z toalety, a w mojej ręce zostało jeszcze trochę chleba. Wtedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Szybko zerkam na zegarek - 15.00, co jest? Usłyszałem tylko "JESTEŚMY SZYBCIEJ..." a chwilę po tym męski, potężny głos niedoszłego teścia "CHRYSTE PANIE, CO TO ZA POTWORNY SMRÓD?", a sekundy po tym kaszel swojej niedoszłej teściowej i kolejną porcję komentarzy. Kiedy nacisnąłem spłuczkę, nastała cisza. Moja dziewczyna szarpnęła za klamkę i ukazałem się wszystkim stojąc z chlebem w ręku. Zaczęli się burzyć, bo zapewne pomyśleli, że zakąszam przy sraniu. Zacząłem się tłumaczyć, że to nie tak, po prostu zabrakło papieru toaletowego...i to był zły pomysł. Ojciec mojej eks wypalił tylko : "chłopcze, ty jesteś popierdolony". Stałem jak zamurowany i w tym samym momencie poziom wody w muszli klozetowej drastycznie się podniósł. Niestety, sracz nie przyjął sporej porcji pieczywa. Woda wylała wraz z całą zawartością odchodów i napłynęła wszystkim pod nogi. Dziewczyna z matką dosłownie wybiegły z mieszkania, a teść strzelił mi jeszcze siarczystą lepę na pysk i powiedział, żebym nie zbliżał się do jego córki.


I nie zbliżyłem się. Laska zerwała całkowicie kontakt, a wina za awarię sracza spadła na mnie. Najgorzej było tłumaczyć się właścicielowi z tego, w jaki sposób chleb znalazł się w klozecie. Od tej pory zawsze noszę w spodniach awaryjnie paczkę chusteczek.

Zaloguj się aby komentować

Przez shitposta na rogalu pe el przypomniała mi się pasta


Najbardziej wkurwiająca rzecz na świecie. Wbijasz na jakaś imprezę, stoi gitara. Paru z Twoich znajomych wie że grasz. Idzie trochę alkoholu, więc jakiś Sebek z twojej ekipy mówi, żebyś coś zagrał. Oczywiście, Karynką się świecą już oczy, bo myślą że im zagrasz jakiegoś Eda Sheerana albo Beyonce XDD Cały pokój już skanduje Twoje imię, chcąc żebyś coś zagrał.


Patrzysz na tą gitarę, stoi taki typowy Cort czy Squier dla Janusza metalu fana Slipgniota i Guns 'N Roses. Do tego wzmacniacz 15W jakieś tranzystorowe gówno. K⁎⁎wa jak to wgl może w jakiś sposób brzmieć, przecież będzie słychać tylko pierdzenie. Masz jeszcze bekę bo właściciel gitary kupił sobie do tego wzmacniacza Metalzona XDD (efekt gitarowy).


Siadasz do tej gitary, wszyscy się niecierpliwią i tracą zainteresowanie, bo przecież musisz nastroić to gunwowiosło i ustawić odpowiednie brzmienie na tym pierdzącym wzmacniaczu co zabiera Ci jakieś 10-15 min.


Dobra ustawione, brzmi jak pierwszy prototyp turbiny w BMW, ale grunt że dźwięki czysto wchodzą.


Siadasz i napierdalasz riffy metalowe, techniczne Necrophagista, przechodzisz do jakiegoś blacku żeby Karyny się trochę przestraszyły. Wchodzisz do thrashu, ponapierdalać sobie trochę Slayera do beki. Po czym dajesz solo. Używasz jakiś dziwnych skal, pokazujesz jakieś co raz to nowe techniki. Robisz tapping, tremolo picking, sweepy, shreedujesz, że mało co palce Ci nie pierdolną. Kończysz i patrzysz, że wszyscy gadają i mają Cię w d⁎⁎ie. Stracili zainteresowanie gdzieś przy strojeniu gitary.


Odkładasz wiosło na miejsce. Nagle taki Mariusz, król życia, typowy brudas i pancur bierze gitarę. Zaczyna grać Whisky.


Wszyscy zaczynają śpiewać. Loszki gapią się na niego i oblizują. Dodaje jeszcze jakiś riff z AC/DC.


"K⁎⁎WA MARIUSZ ALE TY GRASZ ZA⁎⁎⁎⁎SCIE", "NAUCZ MNIE", "JEZU ALE TY MASZ TALENT CHŁOPIE".

@zjadacz_cebuli tam nie był ciągu dalszego, że OP wychodzi wkurwiony na balkon i jakaś karyna za nim i mówi mu aby się nie przejmował i kiedyś też będzie umiał grać jak mariusz?

Zaloguj się aby komentować

Ja chce juz zime, mam dosyc tej jesieni i wpychajacych mi sie pajonkow do domu, nie ma dnia zebym jakiegos nie znalazla, a raczej on mnie, nie moge czuc sie bezpiecznie we wlasnych 4 scianach, jeszcze zeby weszly i gdzies sie zaszyly to luz, ale nie, one na mnie polujo. Wielkie mendy czarne wlochate katniki. Leze na lozku i mi biegaja po telefonie i scianie, chce zlapac myszke a lapie pajaka, chce spuscic wode w kiblu a tam pajonk, kapie sie z pajonkiem, gotuje z pajonkiem, juz nawet gadam do nich, pies sie wkurwia bo go budza, biega za nimi i widze ta nienawisc i satysfakcje w oczach jak je wykancza, przemieli przemieli i wypluje, a potem siada przy tym truchle i patrzy czy nie ozyje, spragniona dalszej zabawy, a ja chodze i sprzatam te trupy. Codziennie nowe pajenczyny, ale jak patrze to bez domownikow, kitraja sie zasrance, bo wiedza, ze je wygonie na to zimno. Mam wrazenie, ze tylko czekaja pod oknem jak na promocje w lidlu. Raz jednego rozwalilam na scianie, troche odruch a troche zemsta, nie minelo 10 sekund a przybiegl nastepny po resztki pobratymca. Nawet nie zajrze na strych, cos mi sie wydaje, ze tam niezle orgietki odchodza. Nosz kurde, nosz nie.

Zaloguj się aby komentować

Lubieplackijohnny kończył nocną wartę w serwerowni Hejto. Za oknami zadłużonej piwnicy niewiele było widać, głównie przez to, że były zabite dechami. Ziemniaki, na których postawiono serwery, połączone były serią kabelków, a ich skwierczenie komponowało się z piskiem biegających tu i ówdzie szczurów i tuptaniem karaluszków.


Całą noc wymieniał zwęglone pyrki na nowe, świeże ziemniaki. Z rozpaczą patrzył na coraz chudszy worek. Zdawał sobie sprawę z tego, że albo Hejto będzie jako-tako działać, albo zje jakąś namiastkę kolacji. Spróbował gryza zwęglonego ziemniaka, ale od razu go wypluł.


- przynajmniej będzie na opał - pomyślał, rzucając bryłkę na skromny stosik węgla kamiennego, wydobytego po godzinach z biedaszybu.


Serwer albo żołądek. Z bólem serca (i paru innych narządów) podłączył ostatnie ziemniaki do misternego systemu i sprawdził czy w pułapki na szczury nie złapało się jakieś mięsko.


Admin Johnny przeglądał na monitorze statystyki serwisu. Z dumą stwierdził, że jego Hejto nadal wyprzedza Albiclę (przegrywając jedynie w kontach papieży na metr kwadratowy) i jeśli utrzyma obecne tempo wzrostu, to w 2094 roku powinno mieć tylu użytkowników, co pewien znany portal z dziecięcą pornografią.


Wtem rozległo się pukanie. "Komornik, wierzyciele?" zastanawiał się, nie mając najmniejszej ochoty sięgać do rygla. Pukający stracił jednak cierpliwość i jednym silnym kopnięciem wyłamał drzwi z zawiasów. Rygle i zamki okazały się wytrzymałe niczym zabezpieczenia wykopu. Przybysz wszedł niczym Rumun Ricardo - jak do siebie.


Przed Johnnymlubieplacki stała teraz dwumetrowa gąbka w kanciastych portkach.


- Siemaneczko! Aryo jestem. Byłem w serwerowni parę pięter wyżej, ale tam jakieś dziwne odgłosy, stękania, krzyki "BIERZESZ MNIE KINER!", wódką jedzie na cały korytarz, narzygane pod drzwiami, to wpadłem tutaj, bo patologii nie znoszę. Dzień doberek, ja z contentem przyszedłem!


Zaraz za gąbką podążały kolejne postacie. Jedna wpadła z teleskopem, druga z klockami lego, jeszcze inna przyniosła parę worków jabłek. Znany pomolog przyglądał się chwilę serwerowni, po czym wręczyła Johnemu kilka owoców:


- Proszę. To odmiana wyhodowana jeszcze za czasów Fryderyka Wilhelma. Średnio soczyste, mocno miąższyste, będą doskonałym dodatkiem do ziemniaczanych serwerów!


Johnny podziękował ślicznie, podłączając do misternego systemu nowe jabłka, ukradkiem włączając jednak część z nich do świątyni swego ciała.


Mały tłumek w piwnicy zaczął coraz bardziej gęstnieć. Johnny przekrzykiwał się przez zebraną wiarę:


- Ale co to, skąd tu nagle tylu ludzi, co jest...?


Ktoś odpowiedział:


- Mi i kolegom kazali wypierdalać z imprezy parę pięter wyżej, bo podobał nam się striptiz jaki urządził taki brazylijski przystojniak. Serio, nie jestem gejem, ale jemu bym dał. Gospodarz imprezy powiedział, że tak nie może być, ochrona nas wyrzuciła, no to jesteśmy!


- A ten striptizer? - spytał z nadzieją w głosie Johnny


- Został. Wyszedł i wszedł z powrotem przez taki lufcik. Nigdy go nie wywalą.


- No dobra, a pozostali?


- A my tu za tą gąbką przyszliśmy, ona mądrze gada.


- No i brzydzimy się patologią.


Johnny z niedowierzaniem oglądał skromną imprezę, która rozpoczęła się w jego piwnicy. Wygląda na to, że i on, i jego dzieło życia jeszcze będą mieli okazję trochę pożyć, kto wie - może i pogonić kota hałaśliwym, patologicznym sąsiadom z wyższych pięter?


Życie w serwerowni od tej nocy nie miało wyglądać już tak samo.

Zaloguj się aby komentować

Okropna niesprawiedliwość mnie dzisiaj spotkała. Byłem w supermarkecie kupić sobie coś na kolację. 10 minut do zamknięcia, więc tylko jedna kasa czynna. Już tylko jeden facet przede mną, więc zaraz pik-pik-pik-pik i do domu jeść. Nagle wpada wyraźnie rozgorączkowany typ i podchodzi prosto do kasy od przodu sklepu (czyli tam, gdzie się normalnie od kasy odchodzi) i wyskakuje do kasjera


PAMIĘTA MNIE PAN?


 NIE


 PAN SIĘ PRZYJRZY


 NIE


 DOBRZE SIĘ PAN PRZYJRZY! JA TU DZISIAJ BYŁEM, TAK PO 13:00, FLACZKI KUPOWAŁEM


 TU SIĘ MILIONY POLAKÓW CODZIENNIE PRZEZ TĘ KASĘ PRZEWIJAJĄ. JAK JA MAM WSZYSTKICH PAMIĘTAĆ?


 NIE UDAWAJ PAN TERAZ GŁUPIEGO TYLKO PATRZ 


I wyciąga z reklamówki słoik z flakami, tak do połowy zjedzony. 


NO I PO CO MI TO?


 NO POWĄCHA PAN! ZEPSUTE!


Otwiera ten słoik, zajebało trupem na pół sklepu, ale nie wiem, czy to kwestia upływu terminu przydatności do spożycia, czy te flaczki tak pachną fabrycznie.


JAK TAKIE ZEPSUTE, TO PO COŚ PAN POŁOWĘ ZEŻARŁ?


 NIC NIE ZJADŁEM, MI JESZCZE ŻYCIE MIŁE! W GARNKU MAM, BO PRZELAŁEM ŻEBY PODGRZAĆ I WTEDY POCZUŁEM


 A SKĄD JA MAM WIEDZIEĆ, ŻE PAN NIE ZJADŁEŚ, A TERAZ REKLAMUJESZ?


 SPOKOJNIE SPOKOJNIE, ŻONA JUŻ TU ZA MNĄ IDZIE, TYLKO POWOLI, BO GORĄCE, ŻEBY SIĘ NIE OBLAĆ 


Myślę sobie, nie no k⁎⁎wa, aż czegoś takiego to chyba nie będzie xD 


Po chwili się okazało, że jednak będzie, bo do sklepu włazi kobieta trzymająca przez ściereczkę kuchenną garnek z flakami – rzeczywiście gorącymi, bo aż para leciała. Podchodzi do tej naszej kasy, kładzie garnek, wyciąga z niego taką drewnianą łyżkę i ją podsuwa kasjerowi pod nos.


NO SAM PAN SPRÓBUJ I POWIEDZ: ZEPSUTE CZY NIE?


Teraz już tym flaczkami zaczęło klepać w całym sklepie tak, aż facet co przede mną stał, a miał pulpety tej samej firmy, to je wziął i dyskretnie odłożył na tę półeczkę, gdzie są gumy do żucia, kondony i baterie alkaliczne w rozmiarach małe paluszki i duże paluszki.


Kasjer mówi, że on nie jest jakimś degustatorem jak Gessler, tylko trzeba normalnie datę ważności sprawdzić umieszczoną na opakowaniu. Chciał temu typowi zabrać słoik żeby zobaczyć, ale on chyba nie zczaił, bo go zapomniał puścić i w efekcie jeden ciągnął w jedną, a drugi w drugą i słoik się wyślizgnął i potłukł. 


Właściciel flaczków się rozjuszył i krzyczy, że to jest zacieranie dowodów zbrodni, kryminał po prostu, i teraz on się będzie sądził i prywatnie z nim o zniszczenie połowy słoika flaków i cywilnie ze sklepem o oszustwo na przeterminowanym produkcie. No jednym słowem, żeby mu dwa razy płacili.


Wtedy się niespodziewanie włącza ten klient co stał przede mną i odłożył pulpety, i mówi do kasjera, żeby się nie dał zaszczuć, że on jest z rodziny prawniczej, bo ma wujka komornika i się zna na prawie, i ogólnie już od starożytnego Rzymu jest taki przepis, że nie można karać dwa razy za to samo. A Polska jest demokratycznym państwem prawa i c⁎⁎j.


Gość od flaczków już był wkurwiony i widocznie coś źle zrozumiał, bo mówi do tego kuzyna komornika, że jak ty się bydlaku to mojej żony odzywasz? A ten mówi, że dobrze słyszał, że c⁎⁎j. No to flaczkarz już do niego leci z łapami, już ma być awantura, a tu nagle kasjer wstaje, ściąga czapkę, mówi, że on to pi⁎⁎⁎⁎li, że on już dłużej w tej robocie nie może, że on odchodzi. J⁎⁎⁎ął czapkę we flaki na podłodze aż plasnęło, popłakał się i wychodzi ze sklepu.


Żona – ta, co garnek przyniosła – mówi do tego swojego męża


WIDZISZ MARIAN CO ZNOWU NAROBIŁEŚ? LEĆ SIĘ Z PANEM PRZEPROŚ!


I widać było, że się wszystkim zamieszanym zrobiło głupio, nerwy opadły momentalnie, a Marian poszedł za sprzedawcą i mu mówi, że w gruncie rzeczy to się nic nie stało, to tylko jakieś tam głupie flaki za 10 złotych i jakoś się na pewno dogadają. Sprzedawca otarły łzy i pyta TAK?


To Marian mu mówi, że tak, że jasne. To się jeszcze włączył ten gość z rodziny prawniczej i powiedział, że on służy pomocą jako mediator i w tradycji prawnej istnieje coś takiego jak sądy pokoju, a żona Mariana mówi, że to jest bardzo piękne i wzruszające określenie i jeżeli mają w sklepie jakiś czajnik to może ona by herbaty zaparzyła i by sobie wszyscy na spokojnie porozmawiali, a mogliby i flaków zjeść, bo w gruncie rzeczy to nie są takie złe. No i poszli wszyscy z tym garnkiem na zaplecze do pokoju socjalnego, pełniącego chwilowo funkcję pokoju sądowego, a właściwie sądu pokoju.


Ja czekam jak głupi przy tej kasie, że może się jakoś szybko pogodzą, albo jakiś sprzedawca przyjdzie na zamianę, bo inaczej to mi do jedzenia pozostają tylko czipsy ze sklepu monopolowego 24h. Niestety zamiast kasjera przyszedł gdzieś z tyłu sklepu ochroniarz. Popatrzył na mnie, na te rozjebane po całej podłodze flaczki i powiedział, że po pierwsze to od 5 minut już jest zamknięte, a po drugie, to kto niby moim zdaniem będzie po mnie ten burdel sprzątał.

46d83859-7a98-4e67-9d50-0e2640f9b2d9

Mogles inaczej skonczyc opowesc ze np zostawili garnek z flaczkami i poszli a Ty go wziales bo byles glodny i jako dowod w sprawie masz zdjecie jak go podgrzewasz.

Zaloguj się aby komentować

Dobra, bo @lubieplackijohn klasyki nie zna, to mu wrzucę.


=====


Julian Tuwim "Ślusarz"


W łazience co się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do przeciągłego wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja etc.) - sprowadziłem ślusarza.


Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkiemi niebieskiemi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:


- Ferszlus trzeba roztrajbować.


Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i zapytałem:


- A dlaczego?


Ślusarz był zaskoczony moją ciekawocią, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i rzekł:


- Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.


- Aha, - powiedziałem - rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowała by teraz i roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne?


- Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby tender udychtować.


Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i stwierdziłem:


- Nawet słychać.


Ślusarz spojrzał doć zdumiony:


- Co słychać?


- Słychać, że tender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej ryksztosować i, co za tym idzie ferszlus będzie roztrajbowany.


I zmierzyłem ślusarza zimnem, bezczelnem spojrzeniem. Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanemi poraz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czem zaimponować.


- Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie reperacja - wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny - kosztować będzie... 7 złotych 85 groszy.


- To niedużo, - odrzekłem spokojnie - myślałem, że co najmniej dwa razy tyle. Co się za tyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.


Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Umiechnął się drwiąco i powiedział:


- Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.


- No wie pan, - zawołałem, rozkładając ręce - czegoś podobnego nie spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest zrobiony na szoner? Ha, ha, ha! Pusty miech mnie bierze! Gdzież on na litoć Boga jest krajcowany?


- Jak to, gdzie? - warknął ślusarz - Przecież ma kajlę na uberlaufie!


Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:


- Rzeczywicie. Nie zauważyłem, że na uberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz.


I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywicie robiony był na szoner, nie za krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakryptować lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie tendra, aby roztrajbować ferszlus, który źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje.

Zaloguj się aby komentować

Przypomniałem sobie o najbardziej zabawnej paście jaką znam, więc kradnę i wrzucam xD


Wierzcie lub nie, ale raz byłem aresztowany na jedną noc z powodu błędów ortograficznych, w dodatku nie moich xD


Był u mnie na osiedlu taki typek, zresztą z nim do podstawówki chodziłem, który miał ksywę GŻEGŻUŁ, bo raz taki podpis nasprejował na ścianie, podczas, gdy na nazwisko miał Grzegrzółka xD


Gżegżuł już w podbazie nie był zbyt bystry, a różnej maści substancje odurzające przyjmowane przez niego systematycznie od początku gimbazy nie poprawiły jego kondycji intelektualnej. Był oczywiście 100% sebixem i z samej gimbazy go wyjebali z dwa razy. Potem zaczął napierdalać jakieś dziesiony, kraść radia itd. Natomiast jako, że ja byłem "swój", bo mnie kojarzył z podbazy i ośki, to kontakty mieliśmy dobre i raz czy dwa rozpiliśmy nawet razem browar.


Pewnego wieczora szedłem do sklepu, na ławce siedzi Gżegżuł z jakimś ziomkiem, pozdrawia mnie ELO MORDECZKO i zagaduje, czy ma dem szluge. Dałem, stanąłem z nimi, palimy i gadamy co tam - jak tam. Nagle z krzaków wychodzą bagiety i się burzą, że przy ławce stoją butelki po alko - nie wiem, czy Gżegżuł to wcześniej wypił czy ktoś inny, no ale stały. Wiadomo, od razu spisywanie, ja daję dowód, a Gżegżuł mówi, że nie ma dokumentów.


NO DOBRA TO PAN POD DANE I MY SPRAWDZIMY PRZEZ CENTRALE. W11 TU 301 ODBIÓR, SPRAWDŹCIE NAM DELIKWENTA. JAK NA IMIE?


SEBASTIAN


NAZWISKO?


GŻEGŻUŁKA


JAK?


GRZEGŻÓŁKA


GŻE-GRZU-ŁKA, PRZYJĄŁEŚ MARIAN?


<z krótkofalówki> WEŹ PRZELITERUJ


GIE JAK GRAŻYNA... JAK SIĘ TO PANA NAZWISKO PISZE?


W tym momencie ja już parsknąłem śmiechem, a bagietmajster wkurwiony


A PANU CO TAK WESOŁO? ZARAZ KIESZENIE SPRAWDZIMY


Teraz wchodzi Gżegżuł


NO GRZEGŻÓŁKA


NO ALE JAKIE 'ŻET' SIĘ PYTAM?


Z KROPKĄ CHYBA


MARIAN ODBIÓR SPRAWDŹ NAM GŻEGŻUŁKA PRZEZ ŻET Z KROPKO


<z krótkofalówki> GŻE-GŻ.... A JAKIE 'Ó'?


Teraz już k⁎⁎wa nie wytrzymałem i ryknąłem im śmiechem prosto w twarz. Ci bagietmajstrzy już byli niesamowicie wkurwieni sytuacją, więc


OOO A WIDZĘ, ŻE KOLEGA TO TROCHĘ ZA DUŻO DZISIAJ WYPIŁ. POJEDZIEMY NA ALKOMAT


Wezwali k⁎⁎wa radiowóz, czekamy w piątkę, a Gżegżuł siedzi na ławce i zapatrzony w chodnik pod nosem sylabizuje szeptem swoje nazwisko, licząc sylaby na palcach xD


GŻE-GŻUŁ-KA, GŻE-GRZÓ-ŁKA, GRZE-GRZUŁ-KA


Więc ja dalej kisłem, a bagiety coraz bardziej się wkurwiały, że niby się z nich śmieję xD W końcu zapakowali mnie do bagietowozu i powieźli na owiany złą sławą komisariat przy ulicy Malczewskiego, którego gościnne progi, jak wkrótce miało się okazać, stały się na kolejnych kilkanaście godzin zarówno moim domem, jak i miejscem kaźni. Co opiszę jutro, elo.


Podjeżdżamy na komisariat, wprowadzają mnie na dyżurkę, ale ich przez radio wydzwonili, że gdzieś znowu mają jechać, więc mnie tylko oddali typowi ,co na tej dyżurce siedział


WEŹ GO NA ALKOMAT


A CO ZROBIŁ?


WESOŁEK TAKI K⁎⁎WA, PODŚMIECHUJKI Z FUNKCJONARIUSZY. WIDAĆ, ŻE NADŹGANY


Typ mnie przejął, zaprowadził do pokoju z alkomatem, gdzie siedział jakiś inny policjant


WEŹ GO ZBADAJ, PATROL OBRAŻAŁ NA⁎⁎⁎⁎NY


Wydmuchałem 0.3 promila, bo przed wyjściem z domu wypiłem z dwa piwa, a jak szedłem do sklepu po więcej to właśnie Gżegżuła spotkałem. Typ mi dał wynik na paragonie, zaprowadził do takiego pokoju, gdzie było kilka klatek a przed nimi stolik i kazał w jednej z tych klatek siedzieć, ale drzwi od niej nie zamknął. Siedzę, czekam, w klatkach obok jakieś seby i żule pozamykane też czekają. Mnie nie zamknęli, bo gołym okiem widać, że im nic nie zrobię ani nie spierdolę xD


Po chwili przyszedł policjant, taki k⁎⁎wa brzuchaty były ZOMOwiec z wąsami koło 50tki, jak z filmów xD


TY NA PRZYSTANKU NA⁎⁎⁎⁎NY KRZYCZAŁEŚ HWDP JAK ZOBACZYŁEŚ RADIOWÓZ?


NIC Z TYCH RZECZ, PANIE WŁADZO, JA GRZECZNY CHŁOPAK HEHE


TA? NO TO ZARA K⁎⁎WA ZOBACZYMY, SIADAJ TU KONDONIE


Ja już obsrany, że tu się sprawy rozwijają jak w jakiejś k⁎⁎wa Symetrii - co jakiś bagieciarz przyjdzie, to mnie oskarża o coraz cięższe zbrodnie, zaraz będzie, że policjanta nożem pchnąłem xD


Posadził mnie przy tym stoliku, wyjął protokół, z 5 minut coś tam pisał bez słowa, a potem zaczął hehe przesłuchanie i pyta co odpierdoliłem. Chciałem go podejść chwytem retorycznym, że najpierw takie niby niezwiązane pytanie zadam, a potem się rozsupła cała kwestia, on się zaśmieje serdecznie, poklepie mnie po plecach, powie SORY MŁODY POMYŁKA HEHE i mnie puszczą. No to walę z grubej rury zabiegiem retorycznym, czy wie, jak się pisze Grzegrzółka.


Oj k⁎⁎wa, nie zadziałało. Jeb-jeb-jeb-jeb-jeb, jeszcze nie zdążyłem odpowiednio zaakcentować ostatniego słowa, a już mnie z plaskuna po mordzie wychlastał jak jakiś k⁎⁎wa Obeliks rzymianina.


Wszystkie patologi co siedział zamknięte w klatkach dookoła skoczyły do krat i drą mordę EEEE ZOSTAW K⁎⁎WO CHŁOPACZYNE i się rzucają jak w zoo xD Zrobił się taki kociokwik, że pół komendy się zleciało i napierdalają pałkami w te kraty, żeby sebów uspokoić, co w sumie tylko podnosiło napięcie. Wobec mnie została podjęta błyskawiczna decyzja


JAK NA⁎⁎⁎⁎NY JEST TO I TAK Z NIM K⁎⁎WA NIE MA CO GADAĆ DZISIAJ, DAWAJCIE GO NA DÓŁ, WIDZICIE CO TUTAJ NAM NAODPIERDALAŁ


Na dołek trafiałem więc już jako animator niepokojów społecznych i buntów więziennych xD


Na dołku mi zabrali sznurówki, telefon, pasek, potem hehe przysiady, czyli mówiąc wprost zaglądanie w d⁎⁎ę xD Potem jeb do celi. Nie powiem, moim pierwszym zmartwieniem było jak wytłumaczę mame, że wyszedłem do sklepu i wróciłem następnego dnia, a drugim, czy mnie tam pod celą ktoś nie wyrucha xD


W celi siedziało dwóch typów w średnim wieku. Powiedziałem tylko SIEMA i siadam na swoje hehe kojo, czyli kawałek betonu wystający nad podłogę xD Wypytywali się ogólnie co tu robię, to powiedziałem, że za obrazę funkcjonariusza xD 15 minut nie minęło i jeszcze nam dorzucili dla towarzystwa jednego z tych sebów, co siedział wcześniej w klatce koło mnie, a potem w mojej obronie wyklinał policjantów.


NO MAŁOLAT DOBRZE Z NIMI POJECHAŁEŚ SZTYWNO TRZEBA SIĘ TRZYMAĆ K⁎⁎WA I SIĘ NIE ROZJEBAĆ, PI⁎⁎⁎⁎LIĆ POLICJE CAŁY CZAS BO TO GESTAPO JEBANE


I zaczyna do mnie jechać taką grypserą, że może co trzecie słowo rozumiałem i zazwyczaj było to K⁎⁎WA xD W swoim wywodzie czasami robił pauzy, jakby oczekując mojej wypowiedzi, więc wtedy mówiłem tylko


NO, DOKŁADNIE ZIOMUŚ, J⁎⁎AĆ K⁎⁎WY


Na szybko wykminiłem, że J⁎⁎AĆ K⁎⁎WY jest sformułowaniem dosyć ogólnym, pozostawiającym pewne pole do interpretacji -dyskutant ma prawo sobie pomyśleć, że mam na myśli dokładnie te same k⁎⁎wy co on, czyli że się z nim zgadzam xD podczas, gdy w rzeczywistości nie miałem pojęcia co mówi xD Tę technikę zastosowałem zresztą z powodzeniem kilka miesięcy później, gdy idąc nocą przez pewną niewielką miejscowość zostałem przez lokalnych kibiców zapytany za kim jestem, ale o tym innym razem xD


Zadziałało to bardzo dobrze, ale niestety rozmowa zaraz zeszła na to, kto kogo zna, a tak się składa, że ja nie znam nikogo.


TY MAŁOLAT A KOGO ZNASZ


YYY EEE NOOOO GŻEGŻUŁA ZNAM


A TO JA GO NIE ZNAM, A ADIEGO ZNASZ?


NOOOO CHYBA COŚ KOJARZĘ, ALE ZNAM JESZCZE TAKIEGO ZIOMKA CO Z GŻEGŻUŁEM SIĘ BUJA, TYLKO KSYWY ZAPOMNIAŁEM, NO TAKI ŁYSY - miałem tutaj na myśli typa, który siedział z Gżegżułem na ławce jak mnie zawinęli xD


TEN ŁYSY CO PRZY POLACH MIESZKA, TEN OD NORBIEGO?


NO NO CHYBA TEN


Czułem, że długo tak nie pociągnę i zaraz nieopatrznie skłamię, że znam kogoś, kogo znać nie powinienem, bo na przykład jest z moim towarzyszem niewoli skonfliktowany, ew. nie trzymał się sztywno cały czas i się rozjebał.


Na szczęście rozmowę przerwał policjant, który wszedł do celi i ogłosił, że mamy zapierdalać po koce i materace i możemy iść do kibla zapalić szluga. Ja szlugów nie miałem, bo to je między innymi szedłem kupić jak spotkałem Gżegżuła, ale Seba spod celi kazał jednemu z dwóch pozostałych współwięźniów nas poczęstować xD


Z tymi dwoma typami była taka opcja, że jeden miał sprawę za to, że kopnął psa sąsiadki, bo się z nią kłócił na klatce i pies na niego szczekał. Ona mu założyła sprawę, ale on zmienił adres i nikomu nie powiedział, więc nie dochodziły do niego przez rok wezwania na rozprawy i w końcu za nim wysłali list gończy xD Systemowi administracyjno-mundurowemu objawił się dopiero, jak dostał pracę w jakimś supermarkecie i go zgłosili do ZUS i wtedy po niego przyszło z 6 tajniaków do tej jego Żabki, bo w końcu wielki bandyta, od roku poszukiwany xD


Drugi typ był jeszcze lepszy, bo sobie urządził na imieninach ciotki mortal kombat z familią xD Z tego co opowiadał wychodziło, że u nich każde spotkanie rodzinne kończyło się MMA i istniała nawet nieformalna sieć sojuszy, która jednak była dynamiczna jak w Grze o Tron xD


Z NIMI TO TAK ZAWSZE. WESOŁYCH ŚWIĄT, BUZI-BUZI, JEDNA FLASZKA, DRUGA, A POTEM SIĘ ZACZYNA PROSZEM JA CIEBIE BANDEROZA. A TEN SK⁎⁎⁎⁎SYN MÓJ BRAT, TO JESZCZE JAK NA WIELKANOC SIĘ NAPIERDALALIŚMY ZE SZWAGREM I JEGO SYNEM, TO ZA MNĄ BYŁ, TEGO SIOSTRZEŃCA RÓWNO NAPIERDALAŁ, A TERAZ MNIE K⁎⁎WA KRZESŁEM PRZEZ PLECY. MNIE, WŁASNEGO BRATA! JA JUŻ NIE MAM BRATA!!!


Potem dostaliśmy do jedzenia ten słynny chleb ze smalcem, o którym pamiętał Wilku WDZ w utworze pt. Nienawiść i poszliśmy spać. Rano mnie zabrali z dołka i kazali spierdalać do domu. Jeszcze na koniec zapytali


I CO, NAUCZYŁEŚ SIĘ CZEGOŚ?


TAK


NO I DOBRZE,


Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, bo w końcu dowiedziałem się od Seby spod mojej celi, że sztywno się trzeba trzymać k⁎⁎wa i się nie rozjebać.

@B3loza Nie wiem, czy to ludzie są aż tak głupi, czy to sprawa agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Dosłownie nic nie można powiedzieć o ukraińcach. A już wspomnieć o ich niechlubnej historii, to tak jakby z automatu zostać zbrodniarzem.

Zaloguj się aby komentować

Posłuchaj mnie uważnie, jutro o 19:45 masz samolot do meksyku. Bilet wyśle Ci zaraz na e mail. Gdy wyjdziesz z lotniska pod czerwoną budką telefoniczną jest skrytka, otwórz ją tajnym hasłem : hajduszoboszlo. W niej znajdziesz nowy dowód osobisty, 3000 pesos i kluczyki do mieszkania na przeciwko. Od dziś nazywasz się Juan Pablo Fernandez Maria FC Barcelona Janusz Sergio Vasilii Szewczenko i jesteś rosyjskim imigrantem z Rumuni. Pracujesz w zakładzie fryzjerskim 2 km od lotniska. Powodzenia, zapomnij o swoim poprzednim życiu i pod żadnym pozorem się nie wychylaj, zerwij wszystkie kontakty, nawet z obsługą klienta z polsatu.

05700abe-1f14-41fb-bbd9-d5e9cdd85c77

Zaloguj się aby komentować

Autor pasty: Pisma procesowe napisane na odpierdol


Dużo osób narzeka na profesję prawnika, na stres, ilość obowiązków, na wynagrodzenie za urzędówki i narastający brak solidarności wśród kolegów po fachu. Ale to wszystko nic, bo najgorsi w tym zawodzie są grzybiarze. Grzybiarze-juryści w ogóle się nie ukrywają, grzybiarza w sądzie poznasz od razu. Brudne łapska, mały nożyk w kieszeni, teczka dziwnie rozjebana po bokach, jak gdyby ktoś tam próbował upchnąć koszyk oraz śmierdzące maślakami akta. Na dodatek goście notorycznie spóźniają się na rozprawy, bo jak tylko po drodze zobaczą las, to z miejsca próbują wpierdolić się tam swoim dżipofiatem 4x4. Potem siedzą przed salą z telefonami w ręku i wzajemnie pokazują sobie znalezione okazy, rzucając teksty jak z taniego pornosa - "O, ten jest naprawdę wielki!", "Jaki korzeń!", "Ale wielkolud!", itd. Grzybiarstwo to zresztą ekshibicjonizm w czystej postaci. Grzybozbokom nie wystarczy przecież, że mają grzyba, muszą go przede wszystkim pokazywać innym i to właśnie z tego czerpią, niemalże seksualną satysfakcję. Poza sezonem można ich jeszcze jakoś przeżyć, typy zamykają się w sobie, zapadają wewnętrznie, jak jeże w sen zimowy, ale w sezonie - masakra.


Siedzimy dziś sobie na rozprawie w Nowym Targu, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. Sprawa sporna jak lądowanie obcych w Emilcinie. Niby jeszcze cywilna, ale wystarczyłoby zostawić na pięć minut klientów bez opieki, to zrobiłaby się karna. Sąd nawet nie proponuje ugody, tylko mocno trzyma w ręku młotek, żeby w razie czego bronić siebie i protokolantki. W pewnej chwili trzeba jednak przerwać rozprawę bo w sąsiedniej sali tak mocno wiercą, że nic nie słychać. Kto był w sądzie, ten się nie dziwi - w sądzie zawsze gdzieś napierdalają wiertarami z taką intensywnością, jakby próbowali dokopać się do Balroga i go przesłuchać.


Wychodzimy więc na korytarz, siedzimy i czekamy. Mój klient - niestety też grzybiarz, wyciąga telefon - oczywiście z dorodnym prawdziwkiem na tapecie i zaczyna mi pokazywać.


"- O, ten jest naprawdę wielki!" - mruczę pod nosem, żeby mu było miło, bo sprawa jest skomplikowana, a to Nowy Targ i jak zaraz ogłoszą wyrok, to może przestać być taki zadowolony (przynajmniej, do zakończenia postępowania w drugiej instancji). Dokonywaną przezeń myko-prezentacją zaciekawia się jednak pełnomocnik strony przeciwnej, typowy "grzybdwokat".


"- Jaki korzeń!" - wrzeszczy nam nagle nad głowami.


"- Nooo..." - klient uśmiecha się z zadowoleniem - "Sam rwałem...".


Jego przeciwnik choć wrogi i niechętny jak władze Krakowa niezależnym dziennikarzom, chyba też jest grzybiarzem, bo zerka swojemu pełnomocnikowi przez ramię.


"- Tu w brzezinach za Starym Baciorkiem zbierałeś?" - pyta.


"- Nie myśl, k⁎⁎wa, że ci powiem" - odpowiada klient, wbrew pozorom - wcale bez specjalnej agresji.


- "Tu w brzezinach rwałeś..." - jego przeciwnik już wszystko wie.


- "Ale wielkolud!" - słyszę nagle głos protokolantki, która chyba miała nas z powrotem zaprosić na rozprawę (bo najwyraźniej albo skończyła się ropa w wiertarkach, albo akurat zmieniała się wachta wiercących krasnoludów), ale przypadkiem dostrzegła dorodnego grzyba w telefonie mojego klienta i najwyraźniej nie mogła się powstrzymać.


Ale to nie koniec!


Z sali rozpraw, już w todze i w łańcuchu na szyi - naraz wypada sam Sąd!


"- Niech Pan pokaże!" - krzyczy. - "Tu w brzezinach za Starym Baciorkiem było rwane!?" - dopytuje gorączkowo. "- Na zasadzie art. 236 § 1 w zw. z 232 k.p.c. zobowiązuję Pana do odpowiedzi!"


Ja, jakoś się wyślizgnąłem z tego zbiegowiska, żeby mnie czasem nie zadusili, ale półprzytomny jeszcze słyszę, jak wszyscy grzybo-zbiegowicze zgodnie ustalają pomiędzy sobą:


"- To co? Szybka ugoda i do lasu!"


"- No jasne, szybka ugoda i do lasu!"


Sam nie wiem co o tym myśleć. Chyba jednak kupię sobie Atlas Grzybów.