Nowa herbatka ale dopiero zauważyłem że w torebkach
Ja wolę fusy
No nic już minus na start. Ale może nie będzie zła #herbatka #herbatacodzienna #herbata

Nowa herbatka ale dopiero zauważyłem że w torebkach
Ja wolę fusy
No nic już minus na start. Ale może nie będzie zła #herbatka #herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Siemanko herbaciane świry, a szczególnie jeden największy świrus @TheLastOfPierogi . Chciałabym serdecznie podziękować za otrzymaną paczkę z herbatami, którą wygrałam w rozdajo. OP is a good guy and delivered Nie mogę się doczekać aż spróbuję każdej herbatki, tym bardziej, że do każdej dostałam osobną instrukcję do parzenia od @TheLastOfPierogi Polecam tego Tomka!
#herbatacodzienna #rozdajo

@slawomiras a mogę się nawet pochwalić co było w pace :).
Mariage Freres Marco Polo
Qing Zhuang Sheng Pu-erh 2019
Kusmi Darjeeling n°37 Bio
Mariage Freres Sakura, Sakura! 2023
Mariage Freres Earl Grey D'Or
Moje rozdajo mają taką małą tradycję, że zawsze rzucam jakieś próbki więcej niż wynika z liczby piorunów
Gratis wleciało:
Bai Mu Dan Organic 2022
Kusmi w torebkach White Anastasia/Kashmir Tchai
Myślę, że następne rozdajo będzie może na 50 wpis na #herbatacodzienna (czyli jeszcze 20 :D), ale nie obiecuję
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości japońska czarna herbata Smoky Matsu od francuskiej herbaciarni Mariage Freres będącą najnowszym członkiem kolekcji Grand The Noir Fume Japon (dosyć ceniona przez herbaciarzy, rozchodzi się stosunkowo szybko). Herbata pochodzi z rodzinnego ogrodu herbacianego Makinohara (podobnież największy w tej części Azji), w prefekturze Shizuoka. Herbata jest uprawiana na zboczach góry Fuji. Gotowa herbata została uwędzona drewnem japońskiej sosny kuromatsu.
Opakowanie, które widzicie na zdjęciu wygrałoby w cuglach konkurs na absolutnie NAJGORSZE pakowanie herbaty w dziejach świata. Jest to tzw. koperta i wywodzi się z japońskiej tradycji prezentowej. W tzw. białe dni (miesiąc po walentynkach, 14.03) kobiety obdarowują mężczyzn różnymi drobiazgami - a kopertę herbacianą łatwo było wsunąć pod drzwi/do skrzynki na listy. W takiej kopercie znajduje się mocno sprasowany, próżniowo pakowany worek herbaty, więc po jednorazowym otworzeniu, trzeba herbatę gdzieś przesypać ze świadomością, że ledwo zmieści się z powrotem do koperty.
No dobra, ale przejdźmy do herbaty. Susz składa się z pojedynczych liści w całości, dość ładnie skręconych. Zapach przypomina nuty ogniskowe, no wędzonkę czuć od pierwszego niucha i przykrywa ona wszystko. Brązowy napar ma przyjemny kolor, z jasnymi refleksami. W aromacie zaparzonej herbaty dzieje się już więcej. Jest oscypkowa wędzoność, jednak podbudowana słodyczą. Body herbaty nie jest specjalnie wyklejające i całość jest dosyć lekka. Smak jest... szokujący. To nie jest uderzenie wędzonki jak w Lapsangu. To raczej przyjemna herbata czarna o fajnej, lekkiej podbudowie (bardziej w stronę biszkoptu niż ciężkiej słodowości) zakończona wędzonym posmakiem. Smaki się równoważą, dając przyjemne doświadczenie. Po aromacie suszu spodziewałem się doświadczenia z gatunku ekstremalnych, a otrzymałem przyjemną, wędzoną herbatę - zdecydowanie jest to dobry punkt startowy do świata dymionych herbat. Z radością śpieszę donieść, że nie wyczuwam opisywanego przez producenta smaku umami, za którym w herbatach nie przepadam.
Smoky Matsu to bardzo fajna herbata, ale dosyć grzeczna. Wypije ją z przyjemnością, ale do niej nie wrócę. Mam jeszcze jedną herbatę z tej serii - tym razem wędzoną japońskim drzewem cyprysowym, więc niebawem chętnie ją porównam. Na pewno będę też polował na nowości z tej serii.
30/∞
#herbatacodzienna #herbata
P.S. wczorajszy wpis na tagu był rodzajem żartu (no shit, Sherlock!), ale recenzja była oczywiście szczera (co ciekawe był to najlepiej piorunowany wpis, pomijając z oczywistych względów rozdajo. Nie jest to szokujące, no bo większość z nas zna żółtego Liptona. Natomiast do dzisiaj zastanawia mnie popularność numeru dwa, czyli Earl Grey'a Puerh - byłem przekonany, że to nisza w środku niszy, a zdobył prawie 50 piorunków). Nowych i stałych bywalców zapewniam, że formuła tagu nie zmieni się jakoś drastycznie dalej koncentrując się na herbatach względnie niszowych. Od czasu do czasu postaram się dodać jakąś recenzję herbaty marketowej - zwłaszcza takiej, którą mogę z czystym sercem polecić.

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Yellow Label od producenta herbaty Lipton (część grupy Unilever). Jest to najpopularniejszy blend czarnej herbaty na świecie, produkowany od końca XIX wieku. Użyte liście herbaciane drzewiej pochodziły z Indii i Kenii, obecnie producent nie podaje miejsca pozyskania. Producent deklaruje, że wszystkie ogrody herbaciane są prowadzone w duchu zrównoważonego rozwoju (oraz należą do Rainforest Alliance, organizacji proekologicznej). No dobra, to pora wziąć się za bary z prawdziwą legendą!
Technologia produkcji Yellow Label jest dosyć unikatowa - połamane liście nasączane są herbacianą "esencją", dlatego też herbata oddaje kolor przy pierwszym kontakcie z wodą. Aromat suszu jest... no nie ma go wcale. Czuć dość intensywnie zapach torebki. Po zaparzeniu jest trochę lepiej - w zapach wyczuwam głównie bardzo delikatną, jednowymiarową słodowość. Kolor naparu jest ciemno-brązowy, nie ma tych obiecanych słonecznych refleksów (ale, co warto podkreślić, kolor jest największą zaletą tego blendu xD). W smaku mamy do czynienia z delikatną słodyczą oraz niezbyt przyjemną taninową cierpkością i olbrzymią wodnistością. Body praktycznie nie istnieje. Jest ekstremalnie nijako, trochę jak w przypadku herbaty zaparzonej o ten jeden (albo i dwa) razy za dużo.
Yellow Label to naprawdę słaba herbata, nawet biorąc pod uwagę niską cenę. Na rynku, wśród marketówek, znajdziecie znacznie lepsze propozycje w podobnym (lub nawet niższym budżecie). Ja Liptona zostawiam dla zarządu ;).
29/∞
#herbatacodzienna #herbata

@ChoNoTu @thelastofpierogi saga ma tą śmieszną "zaletę", że zaparza się nawet zalana ciepłą wodą z dystrybutora xD
W poprzedniej robocie czajnik najzwyczajniej w świecie jebał plastikiem przez co przyzwyczaiłem się do sagi, żeby nie pić tego plastiku. Reszcie nie przeszkadzało...
W obecnej pracy z kolei pracownicy wszczynają bunt, gdy zapas kawy spada do 3kg xDDDD
@Czemu zrobię przeklejkę z komentarza wyżej
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Orient - Thé des Prophètes z serii LES CALLIGRAPHIES DU THÉ od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Kolekcja jest inspirowana kulturami herbacianymi świata, na puszcze widnieje napis "herbata" w języku hebrajskim. W tym przypadku mamy do czynienia z inspiracją szlakiem mirry i kadzidła (zwanego czasem szlakiem wolności), który łączył Arabię z Rzymem i światem śródziemnomorskim. Skład blendu jest nieznany, wiemy tylko, że użyto do niego owocu granatu.
Wizualnie susz składa się z długich skręconych liści (które prawdopodobnie odpowiadają za herbaciane body) wymieszanych w równych proporcjach z drobniejszymi, połamanymi herbacianymi liśćmi. Blend zawiera również czerwone, małe kawałki owocu granatu oraz płatki kwiatów ślazu. Zapach suszu jest zdecydowanie orientalny - ciężki, słodki, trochę korzenny i odrobinę owocowy w górnej nucie. Tak jak w przypadku innych herbat od Mariage Freres jest to raczej europejska fantazja na temat smaku i zapachu odległych krain, niż próba ich odtworzenia (początkowo takie podejście mnie drażniło, obecnie zacząłem je doceniać bo to kontynuacja XIX wiecznych trendów i spójna kontynuacja historii tej legendarnej herbaciarni).
Napar jest ciemno-brązowy, miejscami przechodząc w czerń. Zapach naparu jest znacznie delikatniejszy niż suszu. Jest dalej kadzidłowo, ale przebija się również wyraźnie owocowa nuta. Body jest ciężkie i wyklejające. Pierwszy łyk to mocne uderzenie kadzidła - perfumiarze przepadający za ciężkimi, arabskimi klimatami zdecydowanie będą zadowoleni. Wszystko kontrowane jest przez owocową słodycz. Bardzo lubię owoc granatu, ale nie jestem w stanie go wyczuć - nuta owocowa to bardziej takie tutti-frutti. Z nut herbacianych wyczuwam drobną cierpkość na finiszu.
To na pewno dobry blend, ale mnie nie zachwyca. Jest dla mnie zbyt perfumowany, a za mało herbaciany. Jednocześnie, nie mogę go ocenić źle bo dokładnie spełnia obietnice z opisu. Raczej pójdzie w świat, chociaż z pewnością zostawię sobie złotą, świecącą puszkę.
28/∞
#herbatacodzienna #herbata

@kosik ja mam problem w drugą stronę - mam sporo herbat w torebkach, a z puszek się jednak łatwiej korzysta. Mam też oczywiście nieśmiertelną puszkę herbaciarną ze wszystkimi śrubami i innymi "przydasiami" do której nigdy nie zaglądam :D.
Część herbaciarni sprzedaje też "wypełniacze" do puszek w cenie o te kilkanaście złotych taniej i to jest jakaś metoda :).
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości czarna herbata afrykańska Kenia Imenti Tippy 2023 od niezawodnego sklepu eherbata.pl. To już druga herbata z rocznika 2023, którą opisuje na hejto. Pierwsze herbaty z danego rocznika są czasem nazywane "herbatami lotniczymi" (od sposobu transportu do Europy, chociaż głównie określenie to jest używane do herbat z indyjskiej prowincji Darjeeling). Z ciekawostek mogę dodać, że na cześć pierwszych lotniczych dostaw herbaty, francuska herbaciarnia Mariage Freres stworzyła blend "Aviateur".
Kenijskie herbaty przez lata były kojarzone głównie jako składnik żółtego Liptona, ew. mieszanki English Breakfast Tea. Jest to opinia bardzo krzywdząca, bo zdarzają się tutaj herbaty prawdziwie wielkie (tak jak recenzowana wcześniej Kenia Silver Needle 2022). Wizualnie herbata jest bardzo ładna i składa się z czarnych, ładnie zrolowanych dużych liści w praktycznie równej proporcji z nierozwiniętymi herbacianymi liśćmi (tzw. tipsy - łatwo je poznać po złotym kolorze). Zapach suszu jest intensywny i ciężki - ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Aromat jest bardzo słodki, trochę chlebowy, trochę karmelowy (no i oczywiście - słodowy). Od początku wręcz czuć, że jest to mocarz.
Napar jest ciemny, brązowy z delikatnymi rubinowymi refleksami. Aromat naparu oddaje to co zapowiadał susz. Jest intensywnie, bardzo słodko. Jest zdecydowanie ciężej niż w przypadku herbat śniadaniowych. W nozdrza uderza zapach biszkoptu, chałki, czy generalnie słodkich wypieków. W górnej nucie jest trochę kwiaciarni, ale na granicy autosugestii. Body nie jest aż tak wyklejające, jak sugerowałby aromat, ale dalej jest to kategoria ciężka. Smak jest... zaskakujący. Nie ma tu tego ciężaru z aromatu, a w ustach rozwijają się delikatniejsze nuty kwiatowe. Smak jest fajnie złożony, zaczyna się od słodkiej nuty dobrej chałki, przechodząc powoli w cięższą słodowość, żeby na końcu rozwinąć aromaty róży i lawendy.
Rzadko trafiam na czarną herbatę, która zachwyca mnie od pierwszego kubka - zazwyczaj potrzebuje kilku "na rozruch". Tutaj mamy do czynienia z miłością od pierwszego zaparzenia. To herbata wielka, złożona i bardzo satysfakcjonująca. Warto dać jej szansę.
#herbatacodzienna #herbata
27/∞

@ranunculus z nowych zbiorów mam jeszcze Kenia Mountain Black 2023, ale akurat polosowało się z kartonu Imenti :D. Nie będę ukrywał, że Kenia wyrasta na mój herbaciany kraj numer 3 (osobiście moja lista wyglądałaby tak: Chiny, Indie i na miejscu 3 ex aequo Sri Lanka, Kenia i Japonia, z delikatnym wskazaniem na Afrykę ze względu na unikatowy charakter) i polecam bardzo wszystkim fanom czarnej herbaty.
@ranunculus btw. piłem wczoraj Kenia Silver Needle z 2022 i dalej jest wybitnie. To jedyne igiełki, które mi smakują (a nawet więcej - uwielbiam je!), głównie dzięki tym cytrusom w smaku. Na pewno nie jest to herbata do picia codziennie, ale jak masz ochotę na coś degustacyjnego to sprawi Ci ona dużo radości.
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty English Breakfast Tea od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Czym są herbaty typu śniadaniowego pisałem w tym poście, więc w telegraficznym skrócie - Angielska herbata śniadaniowa jest prawdopodobnie najbardziej znaną herbatą świata, chociaż większość populacji kojarzy ją po prostu jako "herbata czarna". Herbaciany savoir vivre mówi jasno - jeżeli ktoś poprosi nas o kubek herbaty czarnej to podaje mu herbatę typu Breakfast.
English Breakfast Tea to zaklęta w kubku historia imperium nad którym nie zachodziło słońce. Chociaż Mariage Freres nie podaje skąd pochodzą składowe, to tradycyjnie jest to mieszanka herbat z Cejlonu, indyjskiej stanu Assam (obie odpowiedzialne za mocne body) i Kenii (słodycz, głębia). Czasem również znajdują się w niej herbaty z Yunnan chociaż to raczej rzadkość. Herbata śniadaniowa ma dobrze smakować z mlekiem lub cytryną (czyli musi być dosyć intensywna, żeby dodatki jej nie przykryły) oraz dobrze spłukiwać obfite angielskie śniadanie.
No dobra, to czas zmierzyć się z legendą. Wizualnie nie jest to herbata specjalnie atrakcyjna - liście są połamane (co jest niejako cechą gatunkową herbat tego typu) z wyraźnie widocznymi dwoma innymi rodzajami liści. Aromat suszu jest naprawdę mocny, chlebowo-słodowo-herbaciany. Po zaparzeniu otrzymujemy bardzo ciemny napar o intensywnym smaku. Jest bardzo słodko, trochę ziołowo, ale jednak balans jest położony w stronę słodowości. Body jest naprawdę fajne i pozostawia przyjemne odczucie w ustach. Herbata będzie się dobrze komponowała z wytrawnym śniadaniem.
Nie będę ukrywał, że nie przepadam za opisywaniem tak "prostych" herbat. Z drugiej strony, dobry blend typu śniadaniowego to podstawa herbacianej kolekcji (chyba, że Wasi bliscy przepadają za różnymi herbacianymi "wynalazkami"). Mimo prostoty jest to herbata szlachetna, która dobrze posłuży jak codzienny koń roboczy.
A jak już jesteśmy przy #herbatacodzienna to łapcie idealny przepis na herbatę z cytryną. Po pierwsze - najwięcej cytrynowego aromatu jest w żółtej części skórki (z kolei białe albedo daje nam gorycz, której bardzo nie chcemy). Już w sklepie będąc możemy delikatnie poskrobać cytrusa i sprawdzić, czy spełnia nasze standardy aromatyczne. Niestety, skórka jest również mocno woskowana, więc jeżeli nie chcemy spożywać wosku i mieć brzydkich plam na powierzchni herbaty to musimy ją wyszorować za pomocą szczotki, pod bieżącą wodą. Następnie cytrynę kroję w ćwiartki (plasterki mają niekorzystne ratio aromatycznej skórki do kwaśnego wnętrza). Ćwiartka jest idealna na duży kubek herbaty 250 ml. Cytrynę dodajemy zawsze po wyjęciu fusów, żeby nie przyswajać za dużo glinu. Kiedy napar ma temperaturę 70-80 stopni wyciskam ćwiartkę do środka i wrzucam pozostałości do kubka. Herbatę należy spożyć raczej szybciej niż później, bo wspominana wcześniej gorycz albedo przechodzi stosunkowo szybko do naparu.
#herbata
26/∞

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości tajwańska czarna herbata Hong Yu 2022 „Rubinowa” z niezawodnego sklepu eherbata.pl. Herbata pochodzi z miejscowości Yuchi, a sama tradycja produkcji czarnych herbat w tamtym rejonie wzięła się z czasów drugowojennej japońskiej okupacji. Cechą wyróżniając herbatę Hong Yu jest naturalny aromat mentolowy, pochodzący od użytego kultywaru Hong Yu (jest to krzyżówka między szerokolistną odmianą assamską, a lokalnie występującymi szczepami herbaty).
Susz jest bardzo ładny, ciemny, herbata składa się ze sporych, ciasno zrolowanych liści. Zapach suszu jest słodki... i faktycznie ma nuty mentolu. Nie są one wybitnie intensywne, ale na tyle wyraźne, że stanowią przeciwwagę dla słodkich herbacianych aromatów (jest to jednak słodycz innego rodzaju niż nuty słodowo-tostowo-chlebowe. Herbata pachnie bardziej jak dżem z białych owoców, ew. owocowe cukierki).
Sam napar jest czerwony z rubinowymi refleksami - widywałem już głębsze kolory. Górna nuta aromatu jest wyraźnie świeża, pachnie mentolowo, ale wyczuwam też nuty eukaliptusa, czy trawy cytrynowej. Kontrę stanowi herbaciana słodycz, w naparze wydaje się ona być już bliżej klasycznych nut tostowo-słodowych. W smaku ta świeża, mentolowa nuta jest wyczuwalna naprawdę dobrze. W tle mamy do czynienia z bardzo słodkim smakiem, uderzającym w białe winogrona, figi, czy nawet landrynki.
Wow, to jedyna w swoim rodzaju herbata. W ślepym teście dałbym sobie rękę uciąć, że to blend z dodatkiem jakiegoś orzeźwiającego składnika. Hong Yu to świetny przykład na to jak zróżnicowany jest świat herbaty, nawet w obrębie jednego gatunku jakim jest herbata czarna. W przeciągu miesiąca, dwóch (zbiory są w kwietniu) powinien pokazać się rocznik 2023, nie mogę się doczekać!
25/∞
#herbatacodzienna #herbata

o człowieku, jak Ty to wszystko wyczuwasz w smaku?
osobiście co roku robię zamówienie z eherbata, zazwyczaj jakoś 2-3 tyg po zbiorach, bo już wtedy mają świeżo zebrane herbaty, ale w życiu nie byłbym w stanie podać takiego opisu herbaty, tylko czy mi smakuje czy nie i może jakiś smak przewodni podać
@Viapunk moją "tajną" bronią jest sędziowskie szkolenie sensoryczne, które lata temu przechodziłem, a było zorientowane na opis sensoryczny piwa (stąd też sporo takich typowo piwnych deskryptorów jak np. słodowość) połączone z autyzmem - jestem nadwrażliwy sensoryczny jeżeli chodzi o zapachy i dźwięki
Wydaje mi się, że większość osób po takim szybkim szkoleniu sensorycznym będzie w stanie w ten, czy inny sposób opisać herbatę. Kwestia wprawy ;).
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości fermentowana japońska herbata Goishicha od niezawodnego sklepu eherbata.pl. Ale zanim przejdziemy do opisu smaku i aromatu, zajmijmy się fermentacją herbaty (czyli wpis będzie bardziej z cyklu #herbatacodziennaekstra ).
Prawdopodobnie każdy z nas słyszał o tym, że np. herbaty czarne, czy puerh są fermentowane. Niestety nie jest to prawda. Oddając głos wikipedii:
"Fermentacja – enzymatyczny proces przemian związków organicznych w warunkach beztlenowych, prowadzony przez mikroorganizmy, np. bakterie lub drożdże"
Teraz odnieśmy to do herbaty. W przypadku herbat czarnych, w ich produkcji nie biorą udziału żadne mikroorganizmy. Zachodzi za to proces ciemnienia enzymatycznego, które jest doskonale znane wszystkim, którzy chociaż raz kroili jabłko. No dobra, ale co z puerhami? W przypadku surowych herbat typu sheng, w dojrzewaniu herbaty nie biorą mikroorganizmy, więc nie możemy nazwać tegoż procesu produkcyjnego fermentacją. W przypadku gotowanych shu jest trochę inaczej. Ich proces produkcyjny został wynaleziony w XX wieku - jego główną częścią jest usypywanie herbaty w stosy (przypominające trochę kompost) i zaszczepianie mikroorganizmami. Same stosy herbaciane dojrzewają w warunkach tlenowych, więc formalnie nie jest to herbata fermentowana.
I tu wchodzi cała na czarno Goishicha - jest ona najpierw podgrzewana parą wodną (która to posłuży do dalszego etapu produkcji), następnie dojrzewa w stosach z pomocą różnych drobnoustrojów, żeby na końcu fermentować w kadziach z wodą z etapu pierwszego w warunkach beztlenowych. W ten sposób herbata kisi się przez kilka następnych tygodni. Bardzo podobny proces produkcyjny przechodzi inna japońska herbata "kiszona" Awa Bancha - ale o niej kiedy indziej :).
No dobra, to przy długim wstępie możemy przejść do mięska - czyli opisu Goishichy. Sama nazwa ma oznaczać "herbata jak kamienie do gry w Go", ale to raczej eufemizm. Z wyglądu bliżej jej do starego pu erha (albo jak napisał jeden z komentujących poprzednie wpisy, a ja z dumą kradnę - herbata w formie krowiego placka). Wąchając susz spodziewałem się ekstremalnego zapachu, zbliżonego do polskich kiszonek, czy nawet octu... ale nic takiego nie ma. Aromat suszonej herbaty jest delikatny, trochę herbatnikowy, z delikatnym kwasem w tle.
Kilka pierwszych zaparzeń daje rubinowy, ładny napar. Zapach jest już trochę mocniejszy, ale dalej nie jest on wybitnie kontrowersyjny. W ślepym teście pewnie upierałbym się przy tym, że to słodowa czarna herbata (Cejlon na przykład) z wciśniętą cytryną. Znacznie więcej dzieje się w smaku - są słodkie nuty herbaciane, bardzo dużo kwaśnych owoców (pigwa, cytryna, zielone pomarańcze), a to wszystko podbudowane fajną, owocowo-landrynkową słodyczą. Herbata jest bardzo wydajna, chociaż przy kolejnych parzeniach jest mniej owoców, a więcej słodyczy.
Goishicha to bardzo ciekawa (i bardzo droga - widoczna na zdjęciu porcja na +/- 350 ml wody to 15 PLN. Oczywiście, parzymy kilka razy, więc wychodzi korzystniej). Bardzo cieszę się, że miałem okazję spróbować tej herbaty, ale raczej nie będę wracał.
24/∞
#herbatacodzienna #herbata

@GtotheG mam wrażenie, że to jest herbata dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Dla mnie smakowo była OK, ale od herbaty, która kosztuje prawie 100 euro za 100 gramów oczekuje znacznie więcej. Ale ja w ogóle za japońskimi herbatami nie przepadam i regularnie je przeparzam. Co ciekawe, herbaty chińskie robione w japońskiej technologii (jak Enshi Yulu) bardzo lubię xD
Zaloguj się aby komentować
Gejfrutowa herbata zielona ta tania jest bardzo średnia. Zawsze jak to pije to duszkiem żeby się nie męczyć za bardzo.
#herbata #herbatacodzienna #gownowpis #pijzhejto
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Z okazji startu drugiego sezonu #herbatacodzienna wracam z herbacianym #rozdajo (miejsce na nowe herbaty samo się nie zrobi xD). No dobra, ale do konkretów, procedura jest prosta - każdy piorun to szansa na wygranie zestawu (można zostawić obserwację w tagu #herbatacodzienna i/lub mojego profilu, żeby wiedzieć o przyszłych zabawach wcześniej, ale nie jest to w żadnym razie obowiązkowe). W skład wchodzą próbki herbaciane - każda będzie wystarczająco duża, żeby zaparzyć sobie co najmniej dwie duże herbaty. Za każde 500 piorunów dorzucam jedną próbkę (czyli na przykład jak post dostanie 1572 pioruny to przygotuję 8 próbek). Oczywiście, zawartość ustalam z wygranym, więc nie dostaniecie niczego, czego byście nie lubili/nie mogli wypić, dorzucam również instrukcję zaparzania. Wysyłka na mój koszt paczkomatem (trzeba podać numer telefonu, numer paczkomatu i maila). Losowanie za pomocą hejtolos za tydzień, 24.03.2023 - jeżeli wygrany nie odpowie w 48h po wysłaniu przeze mnie wiadomości to losuję kolejną osobę. Wysyłka w tygodniu 27.03 - 2.04.
Żebyście mieli pewność, że Wasze pioruny są zainwestowane dobrze to poniżej zamieszczam potwierdzenie zwycięzców ostatnich rozdajo:
rozdajo herbaciane sezon 1 - https://www.hejto.pl/wpis/siemanko-kojarzycie-to-uczucie-kiedy-wygrywacie-rozdajo-a-autor-posta-od-razu-si
rozdajo książkowe https://www.hejto.pl/wpis/chwalesie-i-dziekuje-jednoczesnie-thelastofpierogi-za-paczuche-z-rozdajo-smiley-
Ostatni zwycięzca otrzymał takie próbki (większość jest opisana na tagu #herbatacodzienna)
Bai Mu Dan 2022 Organic
MF Marco Polo
MF Earl Grey Imperial
Earl Grey Intense Kusmi
Jiandou Tie Guan Yin 2022
Pu erh Big Snow Mountain Chen Xiang
Lapsang Suochong Imperial
XiaGuan 2013
Kusmi White Anastasia (torebki)
Kusmi White Berries (torebki)
Pu-erh 2016 (całe ciastko)
Powodzenia!

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend zielonej herbaty "Sakura, sakura! 2023" od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Jest to mieszanka z kilku powodów wyjątkowa - to pierwsza herbata z rocznika 2023, którą będę pił. Herbata ta jest też pierwszym, wiosennym blendem w danym roku oferowanym przez Mariage Freres. Mieszanka jest inspirowana spacerem pośród kwitnących drzew japońskiej wiśni. Bazą herbaty jest japońska herbata sencha, wymieszana z płatkami drzewa wiśniowego. Jeżeli chodzi o zapach suszu - na pierwsze miejsce wybija się kwiat wiśni. Wizualnie, herbata jest bardzo ładna, z pojedynczymi skręconymi liśćmi zielonej herbaty i ładnie zachowanymi płatkami kwiatów.
Napar jest jasny i pachnie bardzo wiśniowo. Gdyby ktoś powiedział mi, że w blendzie tym nie ma herbaty, uwierzyłbym bez problemu. Kwiaty wiśni są zdecydowanie na pierwszym, drugim i trzecim planie. Herbaciarnia nie kłamała zapewniając, że doświadczenie związane z jej piciem jest jak pierwszy, wiosenny spacer między tańczącymi w powietrzu biało-różowymi kwiatkami.
Smak jest bardziej złożony i ciekawszy niż sam aromat. Poza owocową kwiatowością, nutami owoców wiśni wyczuwam wyraźnie bazę herbacianą - jest delikatne umami (ale pasujące do całej kompozycji - jak tej nuty wybitnie w japońskich herbatach nie lubię, tak tutaj stanowi świetny kontrapunkt dla całej słodyczy), jest trochę łąki i takiej polnej kwiatowości. Oczywiście, pierwsze skrzypce gra dalej kwiat wiśni.
"Sakura, sakura! 2023" to świetny koncepcyjny blend. Podobnie jednak jak opisywana drzewiej mieszanka Marco Polo, jest to czysto europejska fantazja na temat japońskiej kultury herbacianej. Warto jednak dać jej szansę, bo w kategorii herbat koncepcyjnych jest to jedna z ciekawszych pozycji. Tak jak szekspirowskie filmy Akiry Kurosawy, czy Ghost of Tsushim ze studia Sucker Punch, tak ta herbata jest dowodem na to, że bardzo ciekawe rzeczy powstają z wymieszania kultur wschodu i zachodu. Z pewnością kupię edycję 2024!
23/∞
#herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Smoky Earl Grey od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Herbata jest częścią kolekcji Grand Tradition Assemblage w którą wchodzą sprawdzone, klasyczne francuskie blendy herbaciane. Niewiele wiemy o pochodzeniu herbaty - na ogół, jeżeli brakuje oznaczonego kraju produkcji, oznacza to że mamy do czynienia z blendem pochodzącym z różnych krajów/regionów herbacianych. Jeżeli miałbym strzelać, to obstawiłbym, że w blendzie znajdują się szerokie liście herbaty z chińskiej prowincji Fujian - zapach suszu jest zbliżony do Lapsanga, uderzający w nuty ogniskowo-oscypkowe, z delikatnym aromatem bergamotki.
Napar jest bardzo ciemny, bordowy. Aromat nie zostawia jeńców - na pierwszym planie jest intensywna wędzonka (balans jest bliżej świeżo rozpalonego ogniska lub wyjętego z wędzarni sera, na szczęście nie wyczuwam nut wędzonej szynki/kiełbasy/wody po parówkach za którymi nie przepadam). Kontrę stanowi silny, cytrusowy aromat olejku bergamotkowego. Herbaciarnia postanowiła użyć go naprawdę hojnie - w naparze pływają tłuste oka, które najpewniej są tego efektem.
Sam napar smakuje dokładnie tak jak pachnie. Jest dosyć gładki i ma konkretne body. Na pierwszym miejscu jest oscypkowa wędzoność, przełamana cytrusem i delikatną słodową bazą. Jest raczej wytrawnie i dzieje się sporo, chociaż smak jest raczej jednowymiarowy. Przeżycie przypomina zajadanie świeżo uwędzonego, jeszcze gorącego oscypka ze słodką, cytrusową marmoladą. To naprawdę fajna herbata, która podejdzie bardzo określonemu konsumentowi. Na pewno jest to ciekawy eksperyment i kolejny fajny Earl Grey w kolekcji. Czy kupię więcej niż jedno opakowanie? Raczej nie.
22/∞
#herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Czas na drugi sezon #herbatacodzienna ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Co w nim? M.in. pierwsze herbaty ze zbiorów 2023 (tzw. herbaty lotnicze), kiszone herbaty japońskie, sporo wędzonych ciekawostek, czy kolejne, nietypowe Earl Grey'e. Delikatny spoiler w liście poniżej ;). Chętnie przyjmę sugestie od czego zacząć!
P.S. będzie herbaciane rozdajo w tym tygodniu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Earl Grey Imperial od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Stosunkowo często pytacie mnie o ulubionego Earl Grey'a - mogę zdecydowanie powiedzieć, że ten blend jest moim numerem jeden. Ale zacznijmy od początku. Bazę herbaty stanowią liście z pierwszego, wiosennego zbioru z indyjskiego Darjeeling. Wizualnie wyglądają one bardzo ładnie - są ciasno zwinięte, dosyć duże i jasne jak na herbatę ciemną. W zapachu suszu oczywiście dominuje olejek bergamotki, podbudowany słodkimi nutami. Jest sporo cytrusów, natomiast nie mogę powiedzieć że przykrywają one bazę.
Kolor naparu jest raczej jasno-czerwony z rubinowymi refleksami i bardzo fajnie zarysowanym aromatem. Dalej mamy tutaj oczywiście dużo bergamotki, natomiast jest on fajnie kontrowany nutami słodkimi. Jest trochę nut tostowych, ale też sporo owocowo-dżemowej słodyczy. Smak jest złożony i wielowymiarowy. Pierwszy łyk przypomina mi wgryzienie się w gorącego tosta, który został hojnie potraktowany cytrusowym dżemem. Jest słodko, nawet trochę zaklejająco, ale na szczęście w końcowej nucie pojawiają się bardziej wytrawne smaki. Jest trochę Darjeelingowych nut rosołowych (wbrew niespotykanemu deskryptorowi jest to smak zdecydowanie przyjemny i mi osobiście kojarzy się bardziej z takim warzywnym bulionem - jest mineralnie, wytrawnie i trochę "sucho"), jest trochę białych owoców (głównie winogron i liczi), a na końcu można wyczuć delikatne taniny i garbniki, które dodają lekkiej goryczki.
To zdecydowanie świetny Earl Grey. Bardzo złożony, świetnie skomponowany - no dzieje się w nim naprawdę dużo. Nie jest to raczej #herbatacodzienna bo przez złożoność może być męcząca. Osobiście, lubię zaparzyć sobie kubek, lub dwa, do dobrej książki.
21/∞
P.S. do połowy marca wpisy będą pojawiać się znacznie rzadziej (chyba, że znajdę jakieś lokalne ciekawostki herbaciane), gdyż ponieważ uciekam na wakację do kraju, który z herbaty znany nie jest ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#herbata

@Lasiuk hmmm, dobre pytanie! Generalnie moimi ulubionymi dodatkami do blendów są olejki eteryczne (np. bergamotkowy w Earl Grey, czy różany w opisywanym blendzie Eros) i płatki kwiatów (róży, bławatka, ślazu, lawendy - takich herbat też było trochę
Specjalnie zaparzyłem sobie właśnie blend Prince Vladimir od herbaciarni Kusmi, który zawiera przyprawy (cynamon, goździki, wanilię), olejki eteryczne cytrusowe (grejpfrut, mandarynka, bergamotka) i kawałki skórki cytrusowej. To taka wariacja na temat Earl Grey'a w duchu rosyjskich blendów - będzie to następna wrzutka na tagu. Postaram się dorzucać takich herbat więcej

@hermes600 Pytanie numer 2: https://www.hejto.pl/wpis/dobry-wieczor-herbaciane-swiry-deg-deg-nie-regulujcie-odbiornikow-to-herbatacodz (tl;dr eherbata.pl i będzie Pan zadowolony).
Pytanie numer 1: i tutaj będzie trudniej bo raczej nie pijam zielonej herbaty, a już w szczególności herbaty japońskiej. Soti jest chyba z herbaty gyokuro, więc może warto pójść tym tropem? Z herbat chińskich możesz się zainteresować Enshi Yulu, które jest przetwarzane w sposób japoński ;).
EDIT: najlepiej kup n małych próbek różnych herbat zielonych (niektóre herbaciarnie sprzedają nawet po 10 gramów) i potestuj co Ci najbardziej smakuje. Herbata japońska jest trochę trudniejsza w parzeniu (łatwo ją przeparzyć), ale dalej nie jest to rocket science. Warto jednak skorzystać z termometra i minutnika, bo czasem granica między fajnym naparem, a niepijalnym gorzkim syfem to mniej niż minuta xD

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend białej herbaty i płatków kwiatów Montagne de QA la lune od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Bazę mieszanki stanowi biała herbata Yin Zhen z chińskiej prowincji Fujian wymieszana z płatkami róży i lawendy. Wizual jest bardzo ładny - mamy pojedyncze igiełki stworzone z herbacianych pączków, przeplatane przez kawałki kwiatów. Zapach suszu jest bardzo delikatny - osobiście wyczuwam odrobinę mchu i takiej leśnej kwiatowości.
Sam napar jest jasno-zielony i pachnie równie delikatnie co susz. Wyczuwam głównie taki zielony, świeżo ściśnięty mech... i w zasadzie tyle. Smak jest trochę bardziej zdecydowany, chociaż od pierwszego łyku nie ustępuje mi poczucie wgryzania się w leśne runo. Blend ma bardzo dużo nut iglastych, trochę suchych liści, a to wszystko kontrowane przez słodycz. Mimo sporego udziału kwiatów - nie wyczuwam ich tak mocno, jak w innych blendach z tej herbaciarni.
Przyznam szczerze, że nie przepadam za większością "silver needles". Są dla mnie zdecydowanie zbyt delikatne i chyba nie potrafię ich w pełni docenić. Zupełnie szczerze, z herbat białych, znacznie bardziej cenię kilkanaście razy tańsze Bai Mu Dan, które ma zdecydowany charakter. Pokarało mnie za kupowanie herbat tylko i wyłącznie kierując się wyglądem puszki
20/∞
#herbata #herbatacodzienna

@Neminem generalnie zazwyczaj parzę te trzy-cztery razy i faktycznie drugie (a czasem trzecie) parzenie jest chyba najsmaczniejsze, ale mnie strasznie odrzuca ta specyficzna ściółkowo-mszana nuta (nie tak bardzo jak umami w japońskich zielonych herbatach, ale dalej ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). No ewidentnie nie jest to po prostu styl dla mnie, ja rzadko pije białe herbaty bo chyba nie potrafię ich docenić.
@kosik może chodzi o tzw. kwiaty herbaciane (czyli taką konstukcję z kwiatów i zielonej herbaty, które pod wpływem wody rozkwita)? Łatwo to przeparzyć i bywa gorzkie (no bo zastosowana herbata nie zawsze jest dobrej jakości), a pamiętam że za czasów świetności Aliexpressu były one dość popularne, bo bardzo atrakcyjnie wizualnie się rozwijały.

@TheLastOfPierogi o, ja akurat mam odwrotnie z białymi, srebrne igły mi najbardziej smakują, reszta jest taka meh (no i jeszcze Ya Bao, ale że jest specyficzna to żeby mi smakowała muszę mieć konkretnie na nią chęć)
@kosik może chodzi o Kuding Cha, jak na tym filmie? https://www.youtube.com/watch?v=fdPcIECPu4w
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Eros od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Sam producent opisuje tę mieszankę jako kwiatową herbatę dla zakochanych (prawie udało mi się wyrobić na Walentynki xD). W skład blendu wchodzą płatki ślazu, hibiskusa oraz róży. Sam wizual jest naprawdę atrakcyjny - widać suszone kwiaty oraz skręcone liście czarnej herbaty. Zapach suszu jest bardzo intensywny i kwiatowy. Bardziej w stronę wizyty w kwiaciarni i zanurzenia twarzy w najbardziej wonnych różach, niż wiosennej przechadzki po łące.
Napar jest bursztynowy i pachnie nawet mocniej niż susz. Kwiaty przykrywają absolutnie wszelkie nuty pochodzące od liści herbacianych. Jest bardzo dużo róży (zarówno płatków jak i olejku), trochę lawendy. Hibiskus mimo obecności w składzie jest kompletnie niewyczuwalny. Smak jest bardzo jednowymiarowy, z kwiatową słodyczą i perfumą na miejscu pierwszym. Przy dłuższym parzeniu wychodzi trochę tanin i garbników, które trochę kontrują róże i wszechobecny perfum.
No zdecydowanie nie jest to moja ulubiona herbata - za bardzo jednowymiarowa. Z drugiej strony, nie jest to zła "herbata koncepcyjna" - po prostu nie jestem jej targetem. Zdecydowanie polecam na randkę, ale więcej niż jeden kubek może zmulić.
19/∞
#herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości Russian Morning N°24 od francuskiej herbaciarni Kusmi. Herbaty śniadaniowe to najpopularniejszy gatunek czarnych blendów na świecie. Czym właściwie są mieszanki Breakfast? Są to herbaty, które są na tyle intensywne, że smakują dobrze w towarzystwie mleka/cytryny/konfitur/pigwy etc. Ich popularność ogranicza się w zasadzie do Europy, Ameryki Północnej i krajów brytyjskiego Commonwealthu. Większość zachodnich kultur herbacianych wykształciła swój styl herbat śniadaniowych - stąd na półkach sklepów znajdziemy blendy English Breakfast, Irish Breakfast, Russian Breakfast, Paris Breakfast, czy w końcu American Breakfast. Jaka jest różnica? No cóż... to zależy. Generalnie, im bardziej na zachód tym herbata śniadaniowa staję się coraz słodsza (np. w amerykańskim blendzie pożądane są intensywne nuty słodu, tostów i biszkoptów). Mieszanki śniadaniowe nazywane "Russian" mogą zawierać domieszkę herbat wędzonych (ale nie muszą - przykładem jest dzisiejszy blend). Część herbaciarni tworzy blendy luźno inspirowane kulturą herbacianą krajów wschodu - stąd mieszanki typu Shanghai Breakfast, czy Tokyo Breakfast. Nie odnoszą się one do kultury herbacianej Japonii, czy Chin, a raczej stanowią europejskie wyobrażenie pod tytułem "co by było, gdyby w Azji pito herbatę jak w Europie?". Jak wybrać swoją mieszankę breakfast? Ja zazwyczaj staram się odpowiedzieć na trzy pytania: 1) z czym będzie ten blend pity (mocniejszy smakowo dodatek wymaga mocniejszej herbaty. Mleko bardzo dobrze pasuje do herbat bardzo słodkich), 2) jaką herbatę preferuję - słodko-słodowo-mocną, czy może lżejszą?, 3) czy będziemy pić ją do posiłku - generalnie do ciężkich, obfitych śniadań lepiej sprawdzi się wytrawna, wędzona mieszanka, niż bardzo słodki blend w stylu amerykańskim. Jeżeli tą samą herbatę podamy do naleśników - kompletnie zdominuje ona danie.
No dobra, to po tym przydługim wstępie możemy przejść do dzisiejszej bohaterki odcinka. Russian Morning N°24 to blend trzech czarnych herbat: szerokolistnej herbaty Assamskiej (odpowiedzialna za moc oraz wszelkie "herbaciane" smaczki), herbaty Ceylońskiej (dającej nuty słodkie) oraz czarnej herbaty z chińskiej prowincji Yunnan (budująca głębie herbacianego smaku). Sam susz jest dosyć klasyczny w zapachu - czuć aramat herbaciany przemieszany ze słodkimi, słodowymi nutami. Napar jest przyjemnie bursztynowy i dosyć intensywny. Aromat jest bardzo klasyczny - jest trochę kwiatów z mocną, zdecydowaną podbudową i intensywnym body. W smaku jest kwiatowo, słodko, ale jednowymiarowo. Nie jest to oczywiście wada - to do bólu prosta, acz szlachetna, herbata poranna. Jeżeli będziemy parzyć ją trochę dłużej, na wierzch wyjdzie trochę goryczki. Osobiście najchętniej spożywam ją w towarzystwie mleka albo cytryny.
Blendy breakfast to takie konie robocze każdej herbacianej kolekcji. Nadadzą się dobrze na wizytę gości (nawet tych konserwatywnych wujków gardzących "perfumowanymi wynalazkami), będzie dobrze smakować z cytryną i nada się do popijania solidnej jajecznicy. Russian Morning N°24 to mój śniadaniowy blend z wyboru.
#herbata #herbatacodzienna #herbatacodziennaekstra

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości Chiang Rai Puerh Tea Cake z manufaktury Pana Minga Lee ze zbiorów 2020. Jest to spora ciekawostka w mojej herbacianej kolekcji - jest to mój pierwszy puerh spoza Chin. W tym przypadku mamy do czynienia z herbatą z Tajlandii, surowiec pochodzi ze starych, zdziczałych drzew herbacianych, a liście są zbierane ręcznie. Rok do roku powstaje około 50 kilogramów tej herbaty. Jest to oczywiście pu erh shu - czyli zielony/surowy.
W zapachu mamy do czynienia z sianem... i w zasadzie ciężko wyczuć mi coś więcej. Może delikatny orzech/koński pot (deskryptor wzięty z opisów dzikich piw belgijskich pasuje tu jak ulał - no liście ewidentnie pachną takim lekko zziajanym potem końskim, ale jest to zapach z gatunku przyjemnych). Sama herbata jest mocno skompresowana w środku i trochę mniej przy brzegach. Liście i pączki są dobrze widoczne i naprawdę fajnie zachowane.
Znacznie ciekawiej jest w zapachu. Pierwsza myśl: "hej, to nie pachnie jak standardowy puerh!". Jest BARDZO owocowo, sporo winogrona, rodzynki, cherimoya, jabłko. W smaku jest równie świeżo, bardzo słodko (ale nie w stronę słodu, tylko bardziej owoce, ciasteczka maślane, bita śmietana). W tylnej nucie jest trochę skóry, orzecha i konia. Smaki te uwypuklają się przy kolejnych parzeniach i napar pokazuje trochę puerhowego "pazura". Warto pobawić się fusami - widać w nich jak wysokiej jakości surowiec został użyty do produkcji herbaty (mamy tutaj drobne liście przytopowe, mamy złociste pąki, ale jest trochę szerszych liści, które dają słodkie body).
Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych herbat jakie ostatnio piłem. Ba, mimo młodego wieku widać, że jest to herbata naprawdę wielka. Zdecydowanie kupię jeszcze jedno ciastko do leżakowania. Z drugiej strony, IMHO warto pić ją również teraz bo ta owocowa świeżość może trochę z czasem zaniknąć.
#herbata #herbatacodzienna


@CoJaToNieTy w sumie, dałeś mi dobrą inspirację - dzięki. Przeglądam właśnie atrakcje w północnej Tajlandii (przy granicy z Laosem) i wygląda to naprawdę ciekawi i chyba nie jest tak oblegane turystycznie. Będę miał okazję niedługo odwiedzić służbowo Mjanmę i Wietnam, może uda się wyhaczyć jakąś ciekawostkę :).
Zaloguj się aby komentować
Czy ma ktoś do polecenia jakiś gotowy zestaw startowy do #matcha #herbata #herbatacodzienna #kawa #jedzenie
Zaloguj się aby komentować