Hejo i ważna informacja oraz pytanie dla zainteresowanych projektem ⚡️
Ze względu na dość dużą liczbę innych projektów oraz coraz rzadziej pojawiających się wpisów na AHW, myślę niestety nad zamknięciem projektu.
Zanim podejmę jakąkolwiek dezycję, chciałem najpierw zapytać was, jaka jest wasza opinia na ten temat bo projekt sam w sobie od początku był robiony z myślą o was. Wpisy pojawiają się z coraz mniejszą frekwencją i wiele z nich można bez problemów byłoby opublikować z własnego profilu, lub tez takie które albo są obraźliwe, albo odbiegają daleko od rzeczywistości i zdrowego rozsądku.
Obserwujących tag różnież nie przybywa a wpisy rzadko się przebijają na główną, co równoznaczne sprawia że wpisy nie posiadają obszernej dyskusji na dany temat choć kilka razy pojawiały się dość ciekawe wpisy. Chciałbym zrobić małą ankietę by zobaczyć czy jest sens kontynuować projekt i poświęcać czas na moderację wpisów i dalszy rozwój, czy może jednak sądzicie ze jednak lepiej byłbo zamknąć projekt ze względu na brak merytorycznych i ciekawych wpisów.
Proszę o piorónowanie wpisu tak aby każdy mógł zobaczyć i przyłączyć się do głosowania.
boje sie zblizyc do kobiety. przeszedlem dluga droge od piwniczaka do kogos kto prowadzi calkiem niezle zycie towarzyskie, mam zainteresowania, potrafie rozmawiac, mam prace. od ponad roku widuje regularnie dziewczyny, one mnie lubią, podrywają mnie praktycznie wszędzie, gdzie pójdę. jestem w stanie nawet zbajerowac taką, ktora na mnie nie zwraca uwagi, tak zeby sie mną zainteresowala. wyglądam chyba całkiem nieźle, bo zarywała do mnie sama z siebie jedna na basenie, i to doslownie najladniejsza jaką tam widywałem. nie musialem ani razu nic pajacowac.
z jedną laską ktorej sie spodobalem (i ona mnie) spotykalem sie trzy miesiące, spedzalismy razem całe dnie na wycieczkach, ale kiedy ona chciała na drugiej randce sie calowac to ja sie bałem, później bywałem u niej w domu i chciała mnie zaciągnąć do łóżka ale najpierw sie nie dalem, a jak potem zmienilem zdanie to ona juz nie chciala, to z nią zerwalem. od tamtego czasu spotykam sie z roznymi, chodze na randki, ale zawsze w momencie kiedy panna sie robi na mnie napalona, ja łapie cykora i sie wycofuję. robie sie lodowaty jak w tej paście o trzecim aksjomacie i nie wykonuję decydującego kroku w jej stronę. zrobilo mi sie tak nawet z takimi do ktorych cos naprawde czułem i to straszne, bo cierpie po takich sytuacjach tygodniami. i one też. pare z nich dało mi nawet drugą i trzecią szansę, ale zawsze konczy sie tak samo. rozwaliłem w ten sposób dwie ekipy znajomych.
nie wiem co dalej robic, bo to kolejny raz i zawsze jest tak samo, niedlugo mi dziewczyn zabraknie w okolicy. a same fajne na mnie lecą. chcialbym w koncu nie byc sam, miec zwiazek.
tak, tak, byłem z tym u SPECJALISTY spychologa seksuologa, to dał mi rady o których wiem, że dałyby taki efekt, ze te dziewczyny czułyby do mnie obrzydzenie albo strach. i jeszcze chciał, żebym do niego co miesiąc przychodził i to za grube pieniądze.
Cześć mam pytanie i chciałem je zadać anonimowo: mam growa ale nie wiem kiedy jest to już żeby zbierać, kapelusze nie są otwarte jak u zwykłych grzybów tylko jakby owijają się wokół nóżki a nie odstaje na boki, niektóre mają ciemne kapelusze niekótre jaśniejsze plus na niekótrych zrobiła się dziura w kapeluszu lub nóżce, ponadto nóżki staja się ciemniejsze u niektórych jakby zielone takie sraczkowato troche zielone mi się wydaje że im nóżka spleśniała bo inne mają białe. Już te są do wyrzucenia czy cąły grow jest czy wszystko jest okej i mam czekać?
Alkohol przez krótki czas jest twoim przyjacielem. Podpowiada ci na ucho co masz mówić, co robić, kiedy się zaśmiać. Pomaga ci. Pomaga się otworzyć; spojrzeć przychylniej na ten zepsuty świat. Zakłada na oczy różowe okulary, które szybko zmieniają się w wypaczające wszystko kalejdoskopy. Nagle nie umiesz iść, nie umiesz mówić, nie umiesz czytać, ani żartować. Musisz gdzieś biec, ale nie wiesz gdzie. Każda ulica, każde miejsce, każde wejście do sklepu, to powracające obrazy wyświetlane na wielkiej ścianie, ciebie kupującego twój ulubiony napój.
To tak jakbyś przeszedł 10km pieszo i boso po pustyni, wypatrzył w kilometrach piasku oazę, z której możesz wziąć tylko jeden łyk. Każdy łyk więcej to zguba, wieczne potępienie.
Więc idziesz dalej, modląc się o kolejną oazę a ona ukazuje się wkrótce w pełnej okazałości, zaprasza cię pod swe skrzydła, prosi byś napił się z jej źródełka. Chcesz wziąć tylko łyka, ale całym sobą wiesz, że wypijesz wszystko co w zasięgu twego wzroku; nie wiesz kiedy będzie następna okazja. A okazja jest tylko w twojej głowie. Zawsze będzie kiedy jej potrzebujesz. Oazy są wszędzie dookoła ciebie, pytanie czy zaryzykujesz i weźmiesz tylko łyk. Bo każdy następny to powrót do początku trasy, mała amnezja i branie tylko po łyku z napotkanych oaz.
Przyzwolenie na picie alkoholu, a nawet pewien rodzaj przymusu, w naszym kraju powoduje wiele niezręcznych sytuacji. Marzy mi się świat w którym mówisz ʼdziękuję, nie piję' i nie otrzymujesz żadnej informacji zwrotnej poza skinieniem głową.
Picie jest jak nasz herb.
Jak hymn.
Jak barwy narodowe.
Kto nie pije ten donosi.
Wmawiali nam to od pokoleń.
Pijani jesteśmy łatwiejsi.
Musimy się rozluźnić.
Po pracy, po szkole, po ciężkim dniu, bo to odpręża, bo wszyscy tak robią.
Omamieni wizją chwilowego szczęścia, otumamieni nie czujemy bólu.
Przebywanie w obecności dzieci jest dla mnie nieprzyjemne, bo zawsze mam wrażenie, że mogę zrobić coś nie tak i urazić dziecko, zrobić coś złego, co zostanie z nim na zawsze, bo nie mam dobrych schematów - moi rodzice nie pozwalali mi na dziecięcą radość i spontaniczność, tylko miałam się podporządkować ich wizji bycia grzeczną. O tzw. "zimnym chowie" nie wspomnę. Z tego powodu też zajmowanie się dziećmi i poświęcanie im uwagi jest dla mnie bardzo trudne i męczące, bo muszę "nalewać z pustego", dawać innym, obcym ludziom coś, czego ja sama nigdy nie dostałam. To jest bolesne.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że to wrażenie "nalewania z pustego" pochodzi głównie z braku miłości do samej siebie. Nie mam tam miłości, bo ktoś mi tego nie dał, ale także ja sama sobie tego nie daję teraz. Może byłoby mi łatwiej, gdybym sama pokochała siebie? Pytanie retoryczne, oczywiście, że tak. Tylko to wcale nie jest takie proste. W sumie nie wiem po co to piszę, może dlatego, że jest mi wstyd przyznawać się do takich odczuć moim znajomym i przyjaciołom, a mam potrzebę wygadania się.
Od kilku lat żyję w szczęśliwym związku. Dogadujemy się i znamy jak przysłowiowe łyse konie. Nie planujemy obecnie rodziny, oboje uważamy, że przyjdzie na to czas.
Korzystamy z życia wspólnie ciesząc się ze wzlotów i wspierając przy upadkach. Mieszkamy razem w mieście średniej wielkości, tu się poznaliśmy, a nasze losy splotły się mimo że nasze otoczenie nie wierzyło w przyszłość naszej relacji.
Około rok temu po wielu rozmowach wspólnie zdecydowaliśmy bardziej eksplorować nasze życie intymne. Nie jet tak, że było z tym słabo, jesteśmy oboje młodzi i uznaliśmy że kiedy jak nie teraz.
Moja partnerka od zawsze miała trochę ciągoty do innych dziewczyn, dało się to zauważyć na imprezach, po alkoholu czasem inicjowała dwuznaczne sytuacje, babskie wygłupy, ale patrząc na to pojawiała się myśl, że odwagi jej nie brakuje.
Dużo rozmawialiśmy i uznaliśmy że zaprosimy do naszego życia intymnego jakąś dziewczynę która szuka czegoś podobnego.
By poznać odpowiednią zaczęliśmy szukać najpierw na datezone. To była kompletna klapa. Ilość oszustów podszywających się pod kobiety na tym upadłym portalu zniechęciła nas tam do poszukiwań.
Założyliśmy też profil na zbiorniku, tam po kilku miesiacach poszukiwań udało nam się spotkać z dwoma babeczkami, z jedną nie zagrało całkowicie, ale z drugą już tak.
Spotkaliśmy się najpierw wszyscy troje na kawę zapoznawczą, wszyscy zdenerwowani, ale jakoś poszło. Przełamaliśmy niezręczną sytuację żartami i otworzyliśmy się na siebie.
Nie rozpisuje się o tym co działo sie do teraz, wystarczy powiedzieć, że było bardzo miło. Jakby od nowa się zakochiwac.
W zeszłym tygodniu wyszliśmy wspólnie coś zjeść, wylądowaliśmy potem u nas i wypiliśmy kilka drinków. Sporo rozmawialiśmy i nasza przyjaciółka wyznała nam, że zaczęła się z kimś spotykać, że pokłada duże nadzieje w nowej znajomości i to ostatni raz kiedy bawimy się wspólnie, bo chce być fair wobec siebie i nowej relacji.
Ucieszyliśmy się z jej szczęścia i długo o tym rozmawialiśmy.
Nad ranem jak dziewczyny spały przytulone do siebie coś we mnie pękło, uciekłem pod prysznic i płakałem jak dziecko. Czułem się jakbym stracił najbliższą osobę.
Do dzisiaj nie mogę przestać stłumić w sobie uczucia zazdrości i rozczarowania. Wszyscy wiedzieliśmy w co wchodzimy, od początku było jasne, że to będzie co najwyżej przyjaźń z ewentualnymi dodatkami, ale rzeczywistość uderzyła mnie jak ciężarówka. Nie byłem świadomy mojego zaangażowania emocjonalnego aż do teraz.
Mam gdzieś, jakie będą opinie, prawdę znam tylko ja. Od tygodnia czułem potrzebę by to z siebie wyrzucić, przed moją partnerką staram się być jak zawsze, kocham ją i jestem szczęśliwy że mamy nadal siebie. Ale w głębi serca czuję rozdarcie którego nie umiem zszyć. Nie wiem czy bym się jeszcze raz na to zdecydował wiedząc jak to może boleć
Ja j⁎⁎ię, ale mnie trzepło. Kolejna osoba, w naszym wieku (okolice 40) nagle odchodzi. Nawet się udzielałem z tą osobą w szkole naszych dzieci na zebraniach, bardzo sympatyczna. To już 5 taka śmierć w ostatnim czasie (wiekowo 35-45 lat). Co za po⁎⁎⁎⁎ne czasy
Kiedyś się śmiałem, że w pewnym wieku zaczęliśmy chodzić na same wesela znajomych. Od trzech lat chodzę na same pogrzeby.
Ktoś tu z IT? Najlepiej od zarządzania informatyką w firmach?
od około 20-22 lat zajmowałem różne stanowiska managerskie. Pierwsze było bodaj jak skończyłem 21 lat.
tu następuje bla bla o rozwoju, zmianach, doskonaleniu.
obecnie RZYGAM już tą robotą. Nie dla tego, że za dużo jej mam (czasem nikt o nic mnie nie pyta przez tygodnie, żadnego sprawdzania raportowania - NIC). Po prostu wszystko mam ułożone, że "samo się robi". Tak gdzie się da to automatyzacja, tam gdzie nie - zmotywowani pracownicy i podwykonawcy.
Jednak od 3-4 lat wstaję rano w poniedziałek jak Adaś z Dnia Świra.
Mogę sobie jeździć na motocyklu w ciągu pracy bo nikt nie kontroluje mnie godzinowo a jedynie - jeśli już - zadaniowo.
Mam budżety na opex i capex - może nie rozmiarów międzynarodowych korporacji - po kilka mln pln. Zazwyczaj mam oszczędności i dostaję za to premie.
Czuję się bezużyteczny a w ciągu ostatnich 3 lat co roku dostaję podwyżkę - mimo zmian zarządów.
Absolutnie nie umiem robić nic innego niż być "informatykiem" a mam już tego po dziurki w nosie - zastanawiam się nad jakimś półrocznym L4 na "wypalenie" i wyjazd do domu w lesie, gdzie net działa tak chujowo, że nie da rady pracować (stąd tam nie siedzę, choć pewnie bym dał radę ogarnąć robotę w te 2-3 godziny dziennie jadąc parę km dalej do takiego drewnianego czegoś co w lasach dla turystów stawiają - tam jest LTE).
Ktoś tak ma/miał i mimo satysfakcji finansowej i zawodowej (już raczej wiele "wyżej" nie mogę zajść w tym obszarze a firmy nie mam jaj zakładać), niskiego obłożenia pracą, generalnie poważaniem środowiska, pracowników (rotacja = 0% od 10 lat) ma tego już dość?
W sumie hejto to nie wykop to może ktoś umie mądrze powiedzieć czy to "normalne"?
Brak Ci zainteresowań prostopadłych do Twojej pracy. I picie po godzinach ze znajomymi to nie jest to. Tak samo kupowanie luksusowych dobr jest średnim pomysłem. Potrzebujesz czegoś co zajmie głowę i serce.
Do naprawienia.
Zasugerowałbym RPG lub planszowki. To jedno z kilku hobby jakim się poświęcam.
@anonimowehejto zacznij uprawiać jakiś sport na przykład nie wiem ściankę wspinaczkowa idź sobie na jakąś sekcję potem se będziesz jeździł w góry naturalnie się wspinał albo coś innego nie wiem znajdź sobie jakieś zajęcie po pracy albo w czasie pracy.
Mam problem, który męczy mnie od kilku miesięcy. Chodzi o kontakty z ludźmi. Przez lata studenckie udało się utrzymać kontakt z kilkoma ludźmi z liceum. Nie było to proste ponieważ każdy pojechał w inną stronę świata. Jednak te kilka razy w roku (majówki, święta) udało się wyskoczyć na jeden wieczór i spędzić go razem.
Od dwóch lat to się praktycznie nie zdarza. Pomimo prób zorganizowania spotkania (czasem z dużym wyprzedzeniem) zawsze padają jakieś argumenty typu „wpadła ciocia i musimy z nią posiedzieć”, „zapierdol w pracy”. Z mojej perspektywy są to tylko wymówki. Każdy zarabia dobrze i pracuje w takiej branży, która nie wymaga siedzenia ośmiu godzin przy przysłowiowej taśmie. Bez problemu można odebrać nadgodziny w piątek i doprowadzić do spotkania. Niezapowiedziana ciocia też nie wydaje mi się problemem nie do przeskoczenia. Nie oszukujmy się, takie spotkania nie trwają od południa do późnej nocy. I skoro już byliśmy umówieni to można dotrzymać słowa.
Ostatnie lata to również czas ślubów. U jednej osoby urodziła się córka (już ma trzy lata).
Wiem, że to pochłania czas tylko ja nie namawiam na comiesięczne wyprawy wielodniowe a na spotkanie raz, dwa razy do roku.
Jednocześnie wiem, że gdy wypada u kumpli delegacja to prawie z dnia na dzień można wyskoczyć służbowo bez problemu. Czyli wyjazd z roboty jest ok a spotkanie z ludźmi to już patola bo jedzie się nie w celu zarabiania pieniędzy?
Nie wiem co mam robić. Boje się, że gorzko zakończę te znajomości a szkoda mi przekreślać jednak całą wspólną i dobrą przeszłość.
Jestem cichym obserwatorem tego portalu i
pozdrawiam serdecznie Wszystkie Tosie i Tomków ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@anonimowehejto klasyka, kiedyś w ekipie byliśmy praktycznie nierozłączni, teraz zebrać wszystkich nie udało się od przynajmniej 5 lat, a pewnie więcej. Zmniejsz wymagania, próbuj spotykać się w mniejszym gronie, np zamiast całej hałastry 5-6 osób ciesz się, że tym razem udało się 2-3.
Dobrą metodą jest wyciągnąć ludków na odległość taką, żeby druga połówka nie mogła mu/jej czegoś wymyślić. Ja wpadłem na pomysł wyjazdów do uprzednio wynajętego domku w celu grania w gry planszowe, domek jest 300 km od miejsca zamieszkania. Wtedy małżonki mogą co najwyżej zadzwonić, a wiesz jak to bywa z zasięgami na bezludziu...
@anonimowehejto no niestety, wspaniale licealne przyjaznie "na zawsze" i super qmple znikli bardzo szybko, kiedy pojawily sie w ich zyciu inne etapy. W moim wypadku lepiej utrzymaly sie "zwykle" znajomosci. Tez mi bylo kiedys przykro, ale chyba taki jest los wielu osob. Trzeba zawierac nowe znajomosci, a to jest i czasochlonne i energochlonne i tez nielatwe. Nie zgadzam sie, ze dzieci, praca to dobra wymowka, uwazam, ze te osoby beda w przyszlosci zalowac, szczegolnie gdy wypala sie zawodowo a rodzina da w kosc. Wtedy znajomi i przyjaciele sa bardzo potrzebni i jest lipa kiedy ich nie ma.
To jest standard. W okolicach 30-tki większość kontaktów się zaczyna urywać. Priorytet przejmują żony, dzieci i praca. Ludzie zaczynają utrzymywać tylko te znajomości które im się potencjalnie opłacają. To jest największy problem w byciu singlem - samotność.
Mam 31 lat i od 3 miesięcy regularnie zdradzam żonę z koleżanką z pracy.
Nie mam żadnej bliższej, zaufanej osoby, której mógłbym opowiedzieć o tym fakcie. Uznałem, że chociaż tutaj wyleję to, co we mnie kipi i krzyczy o "ujawnienie".
Od 3 lat mam żonę,a wspólny związek trwa od ponad 8. Wszystko trwało latami wręcz wzorowo - idealnie się dogadywaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas, chodziliśmy na różne wydarzenia i razem spełnialiśmy się zawodowo. Ostani rok znacznie odbiegał od schematu. Nasze życie, szczególnie łóżkowe o które bardzo mocno dbałem w zasadzie przestało istnieć po tym jak uznałem, że to tylko ja się angażuje. Jeśli już dochodziło do współżycia, to było to najczęściej coś w stylu "masz, tylko szybko skończ bo chcę spać".
W firmie, w której pracuję od około pół roku jedno ze stanowisk zajęła młoda dziewczyna, lvl 22, co się później okazało - córka wysoko postawionej osoby w zarządzie. Dziewczyna z miejsca wybrała sobie mnie na gościa, który będzie ją wdrażał w procesy. Natychmiast zauważyłem, że nie jestem dla niej tylko kolegą z pracy a obiektem "do zdobycia". Na początku starałem się ją mocno dystansować, wielokrotnie łapała mnie czy to za ramię czy to za rękę a nawet pojawiały się żarciki z podtekstem - mówiąc wprost czułem się molestowany. Często przynosiła mi kawę, inicjowała rozmowy na tematy które mogłyby mnie potencjalnie zainteresować. Była pierwszą kobietą od lat, która powiedziała mi jakokolwiek komplement. I w tamtym momencie coś we mnie pękło, zacząłem czuć ogromną przyjemność z tego, że ktoś poświęca mi uwagę, jest po prostu dla mnie miły przez co każde wyjście do pracy polegało nie na potrzebie zarabiania pieniędzy a na ogromnej chęci poczucia jej dotyku, usłyszenia jej głosu, towarzystwa... Około 3 miesiące temu w firmie mieliśmy bardzo wymagający projekt, przez co wielokrotnie zostawałem dłużej aby nadrobić różne bieżące sprawy. Nadszedł dzień, w którym w biurze zostałem tylko ja i ona. Zaczęło się od niewinnego masażu braków i rozmowie o przyjemnościach a skończyło na pierwszym zbliżeniu w sali "konferencyjnej". Od tego dnia co 2-3 dni współżyjemy, zazwyczaj po pracy jedziemy prosto do niej. Żona nigdy się nie zorientowała i raczej nie zorientuje, ponieważ zawsze "muszę zostać później w biurze i coś dokończyć". Ostatnio doszły wspólne wyjazdy weekendowe do hoteli w różnych miastach, bynajmniej nie w celu zwiedzania miast. Aktualnie łączy nas wyłącznie seks. I to naprawdę świetny, robię niemal wszystko na co mam ochotę. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem okazję doznać tego, co teraz przeżywam. Marzę by tak było wiecznie, jednak po każdym stosunku pojawiają się wyrzuty sumienia bo wiem, że jestem sk⁎⁎⁎⁎⁎ynem w stosunku do żony, która nadal wzorowo zajmuje się domem, ale mnie traktuje uczuciowo gorzej niż naszego psa. Natomiast czy żałuję? Nie. Przez ostatnie 3 miesiące spędziłem więcej czasu w łóżku niż przez cały poprzedni rok. W pewnym sensie odkrywam młodość na nowo. Póki co nie wiem co dalej, aktualny układ mi pasuje, ale wiem że kochanka wcześniej czy później będzie chciała być 'tą jedyną" co niezbyt mi się podoba...
O fuj. A potem ktoś będzie pił kawę z tego samego stolika w salce konferencyjnej, na którym były ich płyny ustrojowe 🤮 niedobrze mi z dwóch powodów - tego wspomnianego wyżej i z powodu żenującego poziomu moralności (Twojego i Twojej "dziewczyny" - btw ona wie, że masz żonę i "łaczy was tylko seks", czy tylko Ty tak uważasz?). Obrzydliwa postawa. Gardzę.
W takich postach zawsze bawi mnie ta postawa moralna. Moralność, to coś elastycznego i niejednoznacznego. Każdy ma inną. Nie znam osoby, która ma nieskalaną moralność i nie zrobiła nigdy celowo niczego złego. Każdy ma coś na sumieniu. Tylko w moralności takiej osoby jest to często zupełnie coś innego.
Jedni dają łapówki żeby dostać MPZP, inni czekają 5 lat na zmianę. Ktoś podczas małżeństwa obiecał, że będzie się starał, ktoś, że nie będzie zdradzał. Dlaczego brak starań i zimna osobowość ma być mniejszym grzechem moralnym niż ruchanie? Bo taką macie moralność.
Różnica pomiędzy opem a żoną opa jest żadna. I jedno i drugie gwałci dobro drugiej osoby.
A pierdolenie, że to OP powinien zakończyć, jest c⁎⁎ja warte. To żona powinna mieć jajca i skoro nie jest w stanie utrzymać takiego poziomu związku jak kiedyś obiecała, to świadomie powinna samowypierdalać jako pierwsza i dać człowiekowi spokój. Bo to w niej zaszył pierwsze zmiany a nie w OPie.
@anonimowehejto żebys się nie zdziwił co do ostatniego zdania. młoda dziewczyna traktowała Ciebie jak wyzwanie, zdobyła Cie, teraz pytanie co dalej, czy ma ochote siac zniszczenie w Twoim malzenstwie, czy moze jednak Cie wyrzuci jak zuzyty towar. Ja mysle, ze w grze sa obie opcje.
Postawiles sie w bardzo ciezkiej sytuacji, pytanie - czego Ty tak naprawde chcesz? Moze warto isc po pomoc profesjonalna, to moze pomoze poukladac sprawy
Od jakiegoś czasu bujamy się w paczce. Imprezy, chlanie i imprezowe używki. Jedna różowa zabujała się w jednym niebieskim. On jej zrobił budyń w głowie, rozkochał w sobie, choć oboje wiedzą, że on ma laskę, z którą jest od dawna. Zrobił jej dosłownie rozpierdol w głowie i sercu, po czym ze wszystkiego się wycofał (kawał chujka). Różowa, wyjechała na dłuższe wakacje, żeby się jakoś poskładać do kupy. No i teraz czas na mnie. Ja się w niej zabujałem, i jak ta c⁎⁎a, nie mam odwagi jej o tym powiedzieć, choć jestem pewien, że się domyśla. Wiem, że nie jest jej teraz łatwo i usrpawiedliwiam się, że nie chcę jej jeszcze bardziej mieszać - pewnie dość czerstwe tłumaczenie, no ale widząc, co ona przeżywa, to chyba jednak najlepiej będzie jeszcze bardziej nie mieszać.
Musiałem to z siebie wyrzucić, z nią nie mam odwagi o tym pogadać, z nim to już w ogóle nie mam ochoty gadać.
Niby trzeba w życiu być odważnym, korzystać z życia, bo następnego nie będzie, nie bać się miłości.
@anonimowehejto mieszać mieszać. Mieć w sercu gotowość na "spierdalaj pojebie" i odwagę żeby usłyszeć "ok". Różnie w życiu bywa, może za 30 lat będziesz dzieciom opowiadał że Cię jakiś random z neta namówił na wyrwanie ich starej.
OP: Zdaję sobie sprawę, że to brzmi jak jakaś gimbodrama. Wszyscy (no chyba oprócz tego c⁎⁎ja złamanego) jesteśmy dorośli i pesel już słuszny.
Strasznie mi jej szkoda. Sporo o tym porzegadaliśmy i jakoś się do siebie zbliżyliśmy, no i siłą rzeczy przepadłem. Charakterna jest laska i za⁎⁎⁎⁎sta z usposobienia. Zdaję sobie też sprawę, że raczej nie byłbym jej pierwszym wyborem, a ona nie za bardzo ma ochotę na zaczynanie czegoś nowego teraz.
Ech, te jebane dylematy
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
Truuudne sprawyyy. No wiesz, ona teraz jest zdesperowana i możesz wykorzystać moment, kiedy jej siadła samoocena po odrzuceniu przez Chada, tylko nie zdziw się, jak Cię potem kopnie w d⁎⁎ę jak prawilnego beciaka, kiedy nowy obiekt 190cm pojawi się w zasięgu ;) ja bym poczekała, aż sytuacja z jej łbem się unormuje, bo póki co będzie działać na emocjach i narobi Ci nadziei, z których później się wycofa, takie rzeczy robi się na chłodno.
Nie rozumiem mojej kobiety. Ma usilne pragnienie do założenia małżeństwa. Podkreślam, nie widzę w tym nic złego, chciałbym może kiedyś mieć rodzine. Problem w tym ze ona jest bardzo rozemocjonowana, melancholijna i podatna na opinie zewnętrzna i nie wierze w jej pragnienia (chodzi do psychoterapeuty i wyniki wyszły ze ma z tym problemy). Ja rozumiem jeszcze jakby to było jej wewnętrzne pragnienie o którym mówiłaby od samego początku poznania ale teraz zaczyna mnie to lekko smucić i irytować. To samo z dziećmi. Rok temu mówiła ze nie potrafi się zajmować dziećmi i sam to widzę, jest bardzo skromna, nie ma smykałki do zabawiania dzieci, do przedszkolanki napewno sporo jej brakuje a teraz od miesiąca mówi ze ona jednak by chciała mieć dzieci i to dwójkę.
Irytuja mnie słowa w stylu „chce małżeństwa bo chce mieć ten etap za sobą”, „chce wyjść za mąż bo pragnę poczucia stabilności, bezpieczeństwa”, „wszystkie moje znajome już wyszły za mąż tylko ja taka sierota”, a potem opowiada mi o znajomej która ożeniła soe z facetem z którym się nie dogaduje i maja pod górkę. To wszystko brzmi bardziej jakby kobieta bała się życia, starości.
Mój brat ożenił się z kobieta która podczas 4 lat związku ani razu nie wspomniała o małżeństwie ale ucieszyła się gdy się jej oświadczył - zapewniał mnie. Ona wspominała mi ze dla niej nie było to istotne, poza tym była przekonana ze jak brat będzie chciał to soe jej oświadczy jak nie to trudno. Chciałbym żeby to było takie proste.
To o czym piszesz to nie jest nic nienormalnego. Kobiety są generalnie o wiele bardziej wrażliwe na punkcie spraw społecznych i bardziej przejmują się tym co myślą inni. Taka ewolucyjna zaszłość. I ma to wiele zalet - np. Twoja kobieta nie pozwoli Ci iść na pogrzeb w dresach, dzięki czemu rodzina nie uzna Cię za przygłupa i chama. Kobiety po prostu wiedzą lepiej co wypada, a co nie i co trzeba robić żeby być akceptowanym przez otoczenie. Dzięki temu prawie nigdy nie są piwniczkakami. Jeśli wszystkie koleżanki są po ślubie i mają dzieci, to sytuacja wzbudza w nich uzasadniony niepokój.
Poza tym kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn mają instynkt macierzyński. Praktycznie wszystkie, nawet jeśli mówią co innego. Aktywacja następuje czasem z opóźnieniem ale zawsze przed 35 rokiem życia.
Traktuj to na luzie. Tak po prostu działa swiat. To proste jak to, że zimą pada śnieg, a latem jest gorąco. Moja pani przypomina średnio 2 razy w miesiącu mi o tym, że mam się jej w końcu oświadczyć :).
Jak ktoś nie toleruje kobiet to zawsze może zostać gejem albo księdzem.
@anonimowehejto Nie sluchaj co kobieta mowi, tylko co robi i jak reaguje, na rzeczy, ktore Ty mowisz. Plus instynkty sie zalaczyly pewnie, nie ma w tym nic zlego, tak dzialamy. Jezeli jestes z nia szczesliwy, to po prostu porozmawiaj, powiedz, ze tez chcesz, ale musi poczekac na oswiadczyny, bo sie takich rzeczy nie robi z dnia na dzien Zyskasz troche czasu, ona bedzie zadowolona i pora pomyslec o zareczynach.
A i zakladaj od razu, ze po oswiadczynach slub zacznie od razu planowac! Jak tak nie bedzie to spoko, ale zaloz, ze zacznie od razu dla swojego swietego spokoju.
Mam chińczyka do którego, lubię chodzić (dobre jedzenie i dużo), pracuje tam taki azjata co jest bardzo dla mnie miły. Z twarzy 6-7/10 w kategorii azjatyckiej.
I to mnie nurtuje. Byłem z kumplami z pracy i był tylko dla mnie miły. Ostatnimi czasy nawala mi radar na gejów a nie chce heteryka podrywać.
Co poradzicie na to? Podrywa czy po prostu jest zbytnio miły?
@anonimowehejto a to nie jest prawda ze macje jakies hasla czy cos w tym stylu? Ze niby mowisz cos zwyklego, ale jak odpowie tez tym szyfrem, to wtedy juz wiecie co i jak.
Chciałbym mieć prostą pracę by sobie dorobić, chętnie się nauczę w niej by było wszystko dobrze robione przeze mnie. Jedynie nie chcę w nocy pracować i fizycznie bo się nie nadaję do tego. Mam duże trudności z znalezieniem pracy, niby ofert od groma, ale znikąd odzewu. Zbyt urodziwy nie jestem na influencera się nie nadaję.
Czego warto się nauczyć by zwiększyć szanse?
Lokalizacja najlepiej Łódź.
Doświadczenie jakie mam:
pakowanie cegieł na produkcji. Po miesiącu mnie wywalili bo się nie nadawałem.
staż w starostwie powiatowym. W urzędzie wiadomo nic się nie robi.
stacja benzynowa. 3 miesiące. Tutaj największym minusem była kierowniczka i praca w nocy.
@anonimowehejto Idź do jakiejś galerii handlowej i popytaj w każdym miejscu w zasięgu wzroku. W jakimś markecie spożywczym na pewno dostaniesz robotę (tylko książeczkę sanepidowską trzeba mieć). Praca niby fizyczna ale się nie nadźwigasz bo paleciaki to elektryczne mają. Koleżanka po studiach administracyjnych robi w Kauflandzie i bardzo sobie chwali, lepiej płacą niż w urzędzie w któym wcześniej robiła.
PłodnaSurykatka: Najlepiej podnieś swoje kompetencje i zrób jakiś kurs. Możesz zrobić kurs na wózki widłowe, bo to lekka praca, gdzie siedzisz a robotę wykonuje wózek. Czasem trzeba pracować na zmiany ale są też firmy gdzie pracujesz tylko na jedną zmianę. Możesz zrobić prawo jazdy na ciężarówki bo to też nie jest ciężka praca jeśli znajdziesz robotę "dookoła komina" czyli bez delegacji i spania w kabinie. Możesz zrobić prawo jazdy na autobusy i jeździć wycieczkowym albo miejskim i to też spoko robota.
Jeśli nie to to poszukaj jakiegoś innego kursu i rób uprawnienia.
@anonimowehejto znajdź inną stację benzynową z inną kierowniczką. Ja skończyłem studia dorabiając w takim miejscu. Aha, do pracy w nocy idzie się przyzwyczaić.
Jestem bardzo nieszczęśliwy a przeciez nie moge narzekac na swoje zycie. Mam swoje mieszkanie, jeszcze na kredycie, mam dziewczyne ktora o mnie mocno dba ale to wszystko wydaje sie dla mnie takie bez sensu, nie takie jakie bym sobie wymarzyl. Nie uklada mi sie z dziewczyna. Mamy zupelnie inne potrzeby i plany, ale oboje w tym tkwimy bo chyba sami nie widzimy dla siebie jeszcze lepszego scenariusza. Ona jest wspaniala ale kilka razy juz mi mowila ze nie wie co z tego wyjdzie. Oboje siebie wspieramy, ale to jest takie wszystko puste.
Nie mam za wielu przyjaciol, glownie z pracy, ale to starsze pokolenie ktore juz ma pozakladane rodziny, dzieci. A ja dobijajac do 29 lat mam wrazenie jakbym stal w miejscu a zycie przelatywało mi przez palce. Chce zaczac zyc ale nie wiem jak. Ostatnie lata, szczegolnie pandemiczne, poprawily znacznie moja sytuacje zawodową ale co z tego skoro kompletnie odizolowałem się od ludzi. Straciłem ostatnie lata które tak bardzo chciałbym odzyskac, pobawić się, wyszaleć, otworzyc sie bardziej na ludzi.
To co jest dla mnie bardzo przykre to moje kiepskie zdolności w znajdywaniu sobie partnerek. W moim życiu bylem w 2 powaznych zwiazkach, jeden padl po 2 roku drugi jeszcze trwa. Problem w tym ze w obu przypadkach to partnerka mnie wybierala, nie ja ją. Czułem sie przez to zawsze jak plan B. Kobiety ktore chciałem "zdobyć" były nieosiągalne z różnych powodów i zawsze jednak skupialy sie na innych facetach, kompletnie nie rozumialem ich i nie wiem czemu nic z tego nie wychodziło. Mam wiele kontaktow z kobietami, wydac sie to moze dziwne ale mam z nimi dobry kontakt, nie jedne do mnie zagajaly nawet te moim zdaniem atrakcyjne, ale to wszystko konczylo sie na zwyklym kolezenstwi, niczym wiecej. Szybko reflektowaly sie ze moze i jestem fajnym zaradnym facetem to nie ma we mnie materialu na mezczyzne.
Kazdy moj dzien wyglada tak samo a tak bardzo chcialbym to zmienic. Chcialbym moc zaczac od poczatku, chcialbym by moja aktualna dziewczyna znalazla sobie szczescie u innego faceta ktory zagwarantuje jej to czego ona pragnie a czego ja nie moge jej dac. Oboje jednak boimy sie jednego - ze zostaniemy sami. Moja dziewczyna troche jak ja oboje mamy podobne kompleksy i uwazamy siebie za tych gorszych, boimy sie ze nic lepszego nie moze juz nas spotkac.
Po pierwsze, pomyśl o terapii, mi ona bardzo pomogło, a po drugie, hobby, zainteresowania, nawet głupi pies mordziaty, serce Ci trochę urośnie to poczujesz się lepiej.
@anonimowehejto Będę brutalny. Pierdolisz jak zwykły przegryw. I do tego jestes ch#$#%@ który marnuje czas jakieś dziewczynie. Nigdy nie zdobędziesz dziewczyny i związku jakiego chcesz, bo zyjesz marzeniami.
Ale nie jest za późno, żeby to zmienić. Jestes gówniarzem, masz mnóstwo czasu i życia przed sobą.
TO JAK ZACZĄĆ MORDO?
To proste, zacznij spełniać marzenia, które są w 100% od Ciebie zależne, które nie wymagają pomocy/zdania innych. Mogą być to małe rzeczy, nie wiem kurla, kazdy ma jakies male pragnienia. Moze zawsze chciales jezdzic na rowerze, kup tani rower i zacznij to robic. COKOLWIEK, co wymaga zrobienia i realizacji. Zacznij realizowac te male pragnienia, Twoje pragnienia. Zacznij zyc sam. To jedyny sposob. JAk chcesz, zeby otaczali Cie fajni, szczesliwi ludzie, to sam zostan najpierw fajnym szczesliwym czlowiekiem.
PRzestan traktowac zwiazku jak filar zycia, dopoki bedziesz to robil, bedziesz nieszczesliwy, bo inni beda przy Tobie nieszczesliwi, nikt nie chce zyc na dluzsza mete z kims kogo celem jest 'miec zwiazek'. Tak to w praktyce wyglada.
Chyba masz jakieś przekonanie że twoje życie ma się kręcić do okola jakiejś baby, strasznie mylne, chyba zapomniałeś, albo tego nie miałeś, jak można dobrze sobie radzić bez baby, nie czuć ograniczeń, robić wszystko na co ma się ochotę.
Cześć, pytanie kieruję głównie do dziewczyn, co pomyślą faceci sam się domyślam. Sprawa wygląda tak: spotykam się od jakiegoś czasu z taką jedną, bardzo ładna, wiek 28lat.Ogólnei dobrze się nam układa, powoli planujemy wspólne mieszkanie, ona od czasu do kupi mi jakiś prezent, czy zaprosi na wyjście gdzie sama stawia, wiec nie powiedziałbym, że leci na kasę. Ostatnio powiedziała mi, że wybiera się na sesję fotograficzna do Hiszpanii. Powiedziała mi, że ma pewne doświadczenie w modelingu i na insta jakaś agencja odezwała się do niej z propozycją opłacenia jej podróży i 3dniowego pobytu aby wykonać tam sesję fotograficzną. Więc pytanie do dziewczyn czy takie sytuacje się zdarzają, znacie takie przypadki ? Bo dla mnie to trochę dziwne. Rozumiem, że jest ładna ale chyba nie na tyle żeby ktoś z Polski specjalnie do Hiszpanii ją ściągał i opłacał wszystko tylko po to by wykonać parę zdjęć... Także chętni poczytam opinii, bo sam nie za bardzo wiem co o tym myśleć, a nie wiem jak delikatnie do tego podejść.
Po pierwsze 28 lat to juz za pozno na modeling, po drugie - w jakim wy k⁎⁎wa swiecie zyjecie? Instagram wam totalnie mozgi powyjadal. Ktos zaprasza do hiszpanii na 3 dni laske, ktorej exp to pewnie 3 zdjecia dla jakiegos nolnejma. Przeciez to j⁎⁎ie z kilometra.
Mam 21 lat, nadwagę ledwo zdaną mature i gówno studia w trakcie czyli zarządzanie na UŁ. Doświadczenia, umiejętności i kwalifikacji kompletnie żadnych. Zainteresowań brak. W żadnym języku poza polskim słowa nie umiem powiedzieć. Najchętniej to chciałbym nie żyć, jednak z moimi zdolnościami coś zepsuje i zostanę kaleką.
OP: @Jason_Stafford: @moderacja_sie_nie_myje: jestem gruby nie widzieliście mnie bez koszulki. Na razie zaczynam spacerować by schudnąć.Jem to co jest w domu czyli gówno bo mam 0 zł słownie zero złotych przy sobie. Chciałbym iść do pracy, ale nigdzie w okolicy nie potrzebują i jak pytam o pracę dostaje odpowiedź " damy znać". Jeśli macie jaką kolwiek ofertę to przyjmę.
@anonimowehejto: wolny papież. Jestem zbyt leniwy i głupi na Petersona i goginsa. Jakby rozwój osobisty by mi wychodził to bym teraz miał 10% bodyfat kilka firm i kilkanaście mieszkań jak ludzie z moich szkół, którzy się rozwijali. Ledwo daje radę słuchać filmów rozwojowych.
Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
WolnyMirek: Zacznij robić cokolwiek, tyle ile jesteś w stanie udźwignąć ale rób to na poważnie i staraj się angażować tak jak tylko możesz. Chodzenie to doskonały początek. Chodź codziennie i zwiększaj stopniowo dystans. Każde jedzenie jest dobre ale staraj się skupiać na białku a zejdź z węglowodanów. Tłuszcz jest spoko, bo daje sytość. Obieraj małe cele, takie które jesteś w stanie zrealizować w widocznej przyszłości. Jak dopniesz jeden mały cel to obieraj kolejny. Jednocześnie zaplanuj coś dużego do czego prowadzą te małe cele. Najważniejsza jest dyscyplina. Musisz wziąć za sobie odpowiedzialność i nie możesz szukać wymówek.
PrzyjemnyRozbójnik: niemusisz miec pieniedzy zeby zaczac sie odchudzac, tym bardziej chodzic na silownie. mnostwo cwiczen zrobisz totalnie za free w domu lub co lepsze na dworze. waga nie jest tragiczna. wstajesz rano o 6 i godzinke biegania. jedzenie- tez nie musisz miec wiecej kasy zeby lepiej jesc, to mit., podlicz ile teraz wydajesz wywal wszystko smieciowe i sie zdziwisz. sam to przerabialem, wypracowalem metode na szybkie chudniecie - bez jakis tajemnych metod. moze jakby byl ktos chetny to pomoc za $?
ale wracajac - zmien mental. siedzi ci to w bani niestety,