@tomwolf nie, bo wtedy Janusze nie będą wiedzieli co myśleć o meczu ;) już dawno powinna być opcja wyłączenia komentatorów na każdym meczu i dobrej jakości trybuny by dawały dużo lepszy efekt
Z okazji tegorocznego mundialu pojawiła się całkiem ciekawa książka "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Wiadomo, kto obecnie ma czas na czytanie każdej książki, więc stwierdziłem, że zdobędę ją niekoniecznie uczciwymi (acz legalnymi w świetle polskiego prawa) środkami i, jako że AI już z pewnością ją już ukradło, poprosiłem o skompilowanie na jej podstawie nieco krótszych tekstów. Zapraszam więc na tylko nieco kradzioną podróż po dotychczasowych 22 piłkarskich mundialach, by umilić sobie tymczasowy paździerz zgotowany wszystkim kibicom piłkarskim przez Łysego z FIFA. Materiału starczy na jednym tekście dziennie do końca fazy grupowej + jeszcze troszkę, dajcie znać czy długość tekstu (~5k znaków) jest odpowiednia ;)
W lipcu 1930 roku w stolicy Urugwaju rozegrano pierwszy w historii turniej o mistrzostwo świata w piłce nożnej. Był to projekt, który przez lata nosił w głowie Jules Rimet – Francuz, prezes FIFA, katolik głęboko przekonany, że sport może łączyć narody i wyrównywać podziały klasowe. Już w 1897 roku założył w Paryżu klub Red Star, w którym zakazał podziałów stanowych i organizował wieczory poetyckie dla robotników. Gdy w 1921 roku objął fotel prezesa FIFA, postanowił stworzyć turniej będący piłkarskim odpowiednikiem Ligi Narodów. Inauguracyjny mundial był jego spełnionym marzeniem – choć rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana niż ideał.
Wybór gospodarza nie był przypadkowy. Urugwaj był wówczas dwukrotnym mistrzem olimpijskim – triumfował w Paryżu w 1924 i Amsterdamie w 1928 – i uchodził za najlepszą drużynę świata. Kraj obchodził stulecie niepodległości, co czyniło rok 1930 symbolicznie idealnym. Urugwajczycy zobowiązali się pokryć koszty podróży wszystkich uczestników i wznieść nowy stadion. Architekt Juan Antonio Scasso zaprojektował Estadio Centenario – pierwszy stadion świata z żelbetonu, z wieżą o dziewięciu kondygnacjach symbolizujących pasy urugwajskiej flagi. Był jednak jeden problem: ulewne deszcze opóźniły budowę i obiekt nie był gotowy na mecze inauguracyjne.
Urządzenie turnieju w Ameryce Południowej zraziło Europejczyków. Większość federacji kontynentalnych nie miała ani funduszy, ani woli, by wysyłać drużyny za ocean. Europę reprezentowały ostatecznie zaledwie cztery zespoły: Francja, Belgia, Rumunia i Jugosławia. Japonia i Syjam wycofały się przed turniejem, Egipt spóźnił się na statek w Marsylii. Na starcie stanęło trzynaście drużyn.
Francja, Belgia i Rumunia wypłynęły razem liniowcem „Conte Verde". Rejs trwał ponad dwa tygodnie. Lucien Laurent, napastnik Francji i przyszły autor pierwszego gola w historii mistrzostw, wspominał tę podróż z rozrzewnieniem: nie było żadnej taktyki, zawodnicy biegali po pokładzie, słuchali kwartetu smyczkowego i dobrze się bawili. Dopiero po latach docenili swoje miejsce w historii. Na pokładzie był też Jules Rimet, który wygrał konkurs taneczny w papierowym kapelusiku. Kapitan Francji Alexandre Villaplane cieszył się zaś reputacją błyskotliwego piłkarza i bywalca kasyn – jego dalsze losy okazały się mroczne: kolaborował z nazistami jako szef francuskiego Gestapo i został rozstrzelany w 1944 roku.
Inauguracyjne mecze rozegrano 13 lipca 1930 roku na dwóch skromnych obiektach, bo Centenario wciąż stało w rusztowaniach. Na mniejszym stadionie padła pierwsza bramka w historii mundiali: Lucien Laurent przyjął piłkę i pewnym wolej posłał ją do siatki w 19. minucie meczu Francja–Meksyk. Był 14 lipca, Dzień Bastylii. Turniej obfitował w incydenty godne amatorskiej imprezy: linie rzutów karnych zaznaczono w złym miejscu, policja wchodziła na boisko, sędziowanie budziło wątpliwości. Brazylijski arbiter zakończył mecz Francja–Argentyna z sześcioma minutami przed czasem, gdy Francuzi byli o krok od wyrównania – argentyńscy kibice wbiegli na murawę świętować, a Francuzi musieli wymusić wznowienie.
Wśród zawodników uwagę przyciągał przede wszystkim Urugwajczyk José Leandro Andrade – czarnoskóry pomocnik uznawany za pierwszą globalną gwiazdę futbolu. W Paryżu w 1924 roku stał się sensacją: jego atletyzm i charyzma elektryzowały europejską publiczność nienawykłą do oglądania czarnoskórych piłkarzy na wielkich arenach. Paryskie gazety okrzykiwały go „cudownym czarnym pomocnikiem". Tańczył tango z Josephine Baker, bywał w luksusowych apartamentach, powrócił do Montevideo odziany jak dandys – w żółtych rękawiczkach i cylindrze. Jego dalsze losy były tragiczne: choroba, alkohol, bieda i śmierć w ubóstwie w wieku 56 lat.
Finał 30 lipca 1930 roku zgromadził oficjalnie ponad 68 tysięcy widzów. Belgijski sędzia John Langenus był tak przestraszony atmosferą, że wynegocjował z organizatorami własną drogę ucieczki na statek zakotwiczony w porcie. Argentyński kapitan Luis Monti przez kilka dni odmawiał gry po anonimowych groźbach śmierci. Ostatecznie pojawił się na boisku, lecz grał blado – „dosłownie bez duszy", jak odnotował „El Gráfico". Do przerwy Argentyna prowadziła 2:1, lecz Urugwaj odwrócił wynik. Ostatnią bramkę na 4:2 w ostatniej minucie strzelił Héctor Castro – człowiek, który w dzieciństwie stracił rękę w wypadku z piłą. Rimet wręczył trofeum, Langenus zdążył uciec na statek.
Argentynę podczas turnieju wyróżniał Guillermo Stábile – środkowy napastnik, który zdobył osiem bramek w pięciu meczach i został najskuteczniejszym strzelcem pierwszego mundialu. Paradoksalnie, cztery spotkania turnieju były jedynymi w jego reprezentacyjnej karierze. Urugwajczycy zaś wystawiali czterech zawodników, którzy grali we wszystkich trzech wielkich finałach – olimpijskich i mundialowym: Nasazziego, Scarone'a, Andradego i Ceę.
W Buenos Aires nastał mrok. Tłum zaatakował urugwajską ambasadę, kobietę powiewającą urugwajską flagą obrzucono kamieniami. Argentyńska prasa ogłosiła swoich „moralnymi mistrzami". „El Gráfico" pytał gorzko, czy międzynarodowe turnieje są w ogóle warte zachodu, skoro zamiast braterstwa przynoszą przemoc i upokorzenie. Wzorzec był gotowy – i miał się powtarzać przez kolejne dekady.
Tekst został napisany przy użyciu AI. Zdjęcia zaczerpnięte ztejstrony.
Wczoraj wieczorem wystartował Mundial. Dla mnie te mistrzostwa w USA, Kanadzie i Meksyku, to trochę #nostalgia mianowicie Mundial w USA w 1994 był pierwszym, który oglądałem w pełni świadomie, nierzadko siedząc po nocach lub późno wieczorem. Miałem wtedy 12 lat i było to apogeum mojego zainteresowania piłką nożną. Pamiętam, że nawet mojego tatę wkręciłem w oglądanie meczów, a on o piłce wie tylko tyle, że mecz trwa 90 minut i, że zasadniczo przydatna do gry jest piłka Wcześniejsze mistrzostwa we Włoszech w 1990 oglądałem niewiele i mało z nich pamiętam. To właśnie 1994 rok przyniósł dla mnie też nowe doświadczenie a mianowicie to, że niemal z każdym rozmawiałem o mistrzostwach - z kolegami, z sąsiadem, z facetem który sprzedawał w sklepie. Miałem wrażenie, ze wszyscy żyli piłką. Dodatkowo bazarek w moim mieście został zalany podróbkami koszulek, w sklepie sportowym na rynku wisiały ich dwa wieszaki. Kupiłem Argentynę i o dziwo ta koszulka, mimo że jest ordynarną podróbką, to jest w rewelacyjnym stanie do dziś i gdy idę z moimi synami pokopać to nieraz ją zakładam. Oczywiście uzupełniałem rozkładany terminarz meczów z "Przeglądu Sportowego". Zresztą zdobycie wtedy sportowego dziennika w kiosku na moim osiedlu, to często była kwestia farta, bo bywało, że już około południa wszystko było wykupione i musiałem iść szukać w innym miejscu. Najbardziej oczywiście zapamiętałem finał Brazylia-Włochy no i niezłą formę Bułgarii. Tamte mistrzostwa miały też super logo i jedną z fajniejszych maskotek pieska "Strikera".
@kjdm urosłem. Ta koszulka jest na mnie dobra dziś a mam 186 cm i ważę 79 kg Mając 12 lat wyglądałem w niej jak w sukience, ale to była ostatnia koszulka Argentyny w sklepie.
@WatluszPierwszy to w takim razie ten ostatni rozmiar sprawił Ci wspaniałą pamiątkę, pozazdrościć! Mam dużo tshirtow z tego okresu życia, których szkoda wyrzucić, bo sentyment... ale niestety nie założę ich juz nigdy
@MostlyRenegade w Katarze nie było inaczej. To chyba były pierwsze mistrzostwa jakie wzbudzały tak mocne kontrowersje. Generalnie piłka na tzw. światowym poziomie jest przeżarta kasą, polityką i układami.
@WatluszPierwszy z Katarem na tle obecnych MŚ i tych w Arabii w 2034 to jest i będzie jak z Infantino… każdy myslal ze Blatter to śmieć bez godności i za pieniądze zrobi wszystko… ale obecny łysol kazał potrzymać piwo :)
Ty, a chciałem rozpiskę jakąś dostać, żeby wiecie, sprawdzić kiedy co i jak, że niby w Przeglądzie sportowym, czy tam w innym magazynie, a tu się wszystko rozeszło - nie jest tak źle z tą papierologią jak myślałem