Gmina Nysa planuje wydać 175 tys. zł na nowy samochód elektryczny dla straży miejskiej, ponieważ w dotychczasowym pojeździe (również elektrycznym) całkowicie zużyły się baterie, a koszt ich wymiany okazał się znacznie przekraczać wartość 6-letniego pojazdu.
Jak podają Nowiny Nyskie, wymiana baterii w używanym elektryku jest dziś tylko nieznacznie tańsza niż zakup nowego pojazdu, który nawet po dopłatach kosztuje około 150–200 tys. zł. W praktyce oznacza to, że kilkuletni samochód staje się bezużyteczny, a podatnicy finansują zakup kolejnego, narażonego na podobne problemy w przyszłości.
Na stanie straży miejskiej pozostaje jeszcze Toyota Prius z napędem hybrydowym, która mimo dłuższego okresu użytkowania nadal działa bez większych problemów. Ten kontrast pokazuje skalę problemu narzuconej elektryfikacji. Samochody elektryczne w służbach publicznych mają ograniczony zasięg, są kłopotliwe w eksploatacji, a każda poważniejsza awaria baterii oznacza wyłączenie pojazdu z użytku i konieczność zakupu nowego.
To modelowy przykład ideologicznej polityki klimatycznej w praktyce. Zamiast trwałych i racjonalnych rozwiązań mamy drogie zabawki na kilka lat, po czym rachunek ponoszą mieszkańcy. Najgłupsze, że drugi raz władze miasta wchodzą w to samo bagno."
https://nowinynyskie.com.pl/artykul/elektryk-za-elektryka-n1778539
#motoryzacja #policja #nysa #samochodyelektryczne




