Ja też się tak kiedyś załadowałem w k⁎⁎⁎sa. Na terenie szkoły córki pomagałem przy organizacji zawodów sportowych. Do bagażnika wynosiłem karton z jakimiś ochraniaczami, akcesoriami, kijkami itp.
Otworzyłem sobie bagażnik, a że karton był dość ciężki potrzebowałem obu rąk. Otworzyłem klapę, wrzuciłem kluczyki do środka, (tak na chwilę) wstawiłem karton, klapę jebudu, centralny klik, auto zaryglowane. Kluczyki w bagażniku. Dziękuję, nara.
Do tego padał deszcz.
Po godzinie żona dowiozła zapasowe, ale z parkingu szkoły wyjeżdżałem ostatni około 22 z minutami z ochroniarzem, który zamykał bramę. Także bywa, życie.
Ale za to jaka nauczka. Teraz zanim zamknę bagażnik "lecę po kieszeniach" czy mam kluczyk mimo, że wiem, że on tam jest, taka nerwica natręctw. No albo robię pełne otwarcie nie sam bagażnik.