Wody! Wody!
hejto.plPijcie dużo wody! Takie zalecenie zobaczycie prawie wszędzie. I bardzo dobrze. Ale jakiej?
A więc jaka może być woda, czy każdą można wypić, czy “mineralna” zawsze ma minerały i czy można pić wodę z kranu……..
Od razu na wstępie dla nie lubiących długich tekstów odpowiedzi na powyższe pytania: różna, nie i prawie nie oraz można choć wygodniej będzie ze szklanki.
A całość czyta się 5 minut.
Woda ale jaka?
Czyste H2O w przyrodzie praktycznie nie występuje. Po pierwsze może zawierać zanieczyszczenia mechaniczne jak np. pyły, zanieczyszczenia biologiczne, głównie bakterie, oraz substancje rozpuszczone i właśnie o tych ostatnich opowiedzmy sobie więcej.
Woda jest dobrym rozpuszczalnikiem dla wielu substancji więc w przyrodzie praktycznie zawsze zawiera różne rozpuszczone substanajce w postacie jonów. A ile tego może być? Najbliżej chemicznie czystej wody będzie deszczówka, jest to prawie woda destylowana (czyli sztucznie pozbawiona substancji rozpuszczonych). Zawartość składników rozpuszczonych w wodzie podaje się zazwyczaj w gramach lub miligramach na litr, woda deszczowa będzie miała tą wartość na poziomie np. 20-30 mg/l tzn., że po odparowaniu całej wody z próbki o objęości jednego litra pozostanie nam właśnie taka ilość substancji w postaci osadu. Skąd te substancje się biorą w wodzie? Jak wspomnieliśmy woda jest niezłym rozpuszczalnikiem dlatego mając kontakt ze skałami wypłukuje z nich składniki mineralne. Woda jaką znajdziemy w źródłach, rzekach czy studniach będzie miała mineralizację na poziomie 200-300 mg/l, takie wody określane są jako wody słodkie. Jeżeli zawartość substancji rozpuszczonych będzie się zwiększać, woda będzie stawała się wodą mineralną. Jako wartość graniczną przyjmuje się 1 gram na litr wody. Taka zawartość składników powoduje, że woda nabiera wyraźnego smaku a poszczególne wody mineralne można odróżnić od siebie co wynika z różnych proporcji rozpuszczonych minerałów. A co przy większej mineralizacji? W okolicy kilku-kilkunastu i więcej gramów smak (i zapach) jest już bardzo zdecydowany a wody takie określa się jako wody słone i/lub wody lecznicze. Wreszcie woda oceaniczna ma zawartość substancji rozpuszczonych na poziomie 35 gramów w litrze, a wody o takiej mineralizacji występują też jako wody podziemne i określane są jako solanki. W przyrodzie trudno będzie znaleźć w normalnych warunkach wody mocniej zmineralizowane. W nienormalnych warunkach owszem, np. Morze Martwe dobija do 300 g/l a w wysychających słonych jeziorach będzie więcej, granicą nasycenia dla soli NaCl jest ok. 400 g/l zależnie od temperatury. Wraz z ubytkiem wody w wyniku parowania składniki mineralne stopniowo się wytrącają i stąd mamy złoża soli, zarówno te współczesne jak i kopalne.
OK. Czy taką wodę można pić?
Owszem, choć to zależy jak bardzo jesteśmy spragnieni. Przyjrzyjmy się jeszcze raz powyższym zestawieniu ale właśnie pod kątem tego, czy poszczególne wody nadają się do spożycia. Typowe wody i powierzchniowe i podziemne, czyli takie ze źródła, rzeki czy studni, o mineralizacji rzędu 200-300 mg/l są jak najbardziej w porządku (pod względem zawartości substancji rozpuszczonych, ewentualne skażenie biologiczne to inna para kaloszy). Nasz organizm jest “przystosowany” do takiej wody i możemy ją pić do woli choć… Tak, wodę można przedawkować. Jest coś takiego jak przewodnienie czyli zatrucie wodne. Zbyt duża ilość wody po prostu zaburzy naszą gospodarkę mineralną. Szczególnie ostrożnie trzeba się obchodzić z wodą o mineralizacji spoza zakresu typowych wartości. O ile wypicie szklanki wody destylowanej nie powinno nam zaszkodzić to wypicie paru litrów po prostu nas zabije. Dla wody destylowanej jest nawet określona dawka śmiertelna - (ok. 6 litrów) i raczej nie ma sensu testować na ile można się zbliżyć do tej granicy. Podobnie jest z wodami bardzo wysoko zmineralizowanymi, picie wody morskiej powoduje, że organizm żeby wydalić potężne ilości soli potrzebuje więcej wody niż wypita objętość wody morskiej więc się odwadnia. Stosowanie typowych wód mineralnych o zawartościach 1-2 gramy składników na litr i przy spożyciu w sensownych ilościach np. litra dziennie nie powinno mieć negatywnych skutków, często jest zalecane właśnie jako suplementacja niektórych mikroelementów. Trzeba jednak zachować umiar, przy niektórych schorzeniach wody o wysokich zawartościach pewnych składników mogą być szkodliwe a picie codziennie kilku litrów wody mineralnej może prowadzić do zaburzeń elektrolitycznych i paru bardzo mało sympatycznych schorzeń z obrzękiem mózgu włącznie. Wody lecznicze, takie o zawartościach składników rzędu kilkunastu gramów na litr, pomijając ich właściwości smakowe, można stosować jedynie jak substancje lecznicze, kurację prowadzi się małymi ilościami, przez określony czas i najlepiej w konsultacji z lekarzem.
A zanim sięgniemy po “mineralną” coś sobie jeszcze ustalmy.
Mineralna i “mineralna”.
Tu należy sprostować użycie tego słowa. Bywa, że mineralną nazywa się ogólnie wodę w butelce, zwłaszcza gazowaną. Prowadzi to też do pewnego nadużycia ze strony producentów takich wód. Bo wodą mineralną w sensie ścisłym, możemy nazywać tylko takie, które mają zawartość substancji rozpuszczonych powyżej 1 g/l (inaczej 1000mg/dm3). Na stronie Głównego Inspektora Sanitarnego jest wykaz wód, które można określać jako naturalne wody mineralne.
Jeżeli spojrzycie na etykiety Kryniczanki, Muszynianki czy Piwniczanki (popularne wody mineralne) to znajduje się tam pozycja: ogólna zawartość składników mineralnych. Dla wspomnianych wód będzie to ok 1700-2000 g/l. Ale jeżeli znajdziecie gdzieś wodę typu Perła Krynicy i pomyślicie, że to ta sama liga bo się kojarzy, to lepiej spojrzeć na etykietę. A tam może być np. informacja, że mineralizacja jest na poziomie 600 mg/l. Czyli nie jest to woda mineralna. Jeszcze gorzej jest w przypadku wód Cośtam Zdrój. Chyba najpopularniejsza, ta na “Ż”, ma coś w okolicy 200-250 mg/l. Czyli tyle, ile typowa woda z kranu. I dokładnie z takiego samego ujęcia jak zwykły wodociąg gminny jest pozyskiwana. To już Oaza z Biedronki potrafi mieć ponad 300 mg/l, choć to chyba zależnie od producenta. I dalej jest to zwykła “kranówa”.
No dobrze, a ta kranówa to zła?
Ależ skąd, jak najbardziej w porządku! W Polsce prawie wszyscy mają dostęp do wody z wodociągu (tzw. zwodociągowanie osiąga 95%). Woda ta pochodzi z ujęć wody gminnych czy miejskich, które muszą zapewnić odpowiednią jej jakość. Każdy operator ujęcia obowiązkowo przeprowadza regularne badania wody i publikuje ich wyniki co możecie sami sprawdzić na stronie internetowej. Nie zawsze pojawia się tam parametr jak suma składników, pośrednio o mineralizacji ogólnej można wnioskować na podstawie innych parametrów ale w zdecydowanej większości wody z kranu mają te 200-500 mg/l i nadają się do bezpośredniego spożycia bez żadnych zabiegów. Pomijając sytuacje, gdzie macie w domu stuletnie ołowiane rury, do wody z kranu nie potrzeba żadnych filtrów, uzdatniaczy czy systemów wzbogacających. Wodociągi dostarczają wodę nadającą się do spożycia, system monitoringu działa raczej sprawnie i ryzyko, że taka woda zrobi nam krzywdę jest znikome.
W niektórych rejonach w Polsce pojawia się naturalna, wysoka mineralizacja utrudniająca używanie wody w armaturze. Woda zawierająca duże ilości rozpuszczonego węglanu wapnia jest określana jako bardzo twarda i na czajnikach albo grzałkach w pralce osadza się kamień. Natomiast taką wodę można na ogół spokojnie pić. Jaka jest granica twardości, przy której należy wodę uzdatniać, to już temat na forum użytkowników zmywarek. Nie mam, nie znam się i powstrzymuję od ocen. Są szczególne przypadki, że opłaca się zainwestować w jakiś system uzdatniania wody ale należy zachować zdrowy rozsądek i zastanowić się czy jej filtrowanie lub mineralizacja ma po prostu sens.
Tu jeszcze uwaga o wodzie z własnych ujęć czyli studni. Pracując w terenie często spotykałem się z opiniami właścicieli studni, że u nich woda jest najlepsza i ta z wodociągu to co najwyżej kąpać się w niej można. Być może, nie próbowałem, bo wystarczyło się rozejrzeć po obejściu. Polowe testy pokazywały, że woda bardzo często ma przekroczone zawartości związków azotu co jest wskaźnikiem skażenia biologicznego. Co nie dziwi jeżeli 20 metrów dalej, za stodołą jest składowisko obornika i wylewa się gnojówkę. Podobnie jest z wodą ze źródełek. W polskich górach, poza najwyższymi partiami, zazwyczaj jeżeli znajdziemy w lesie źródełko i nie jest ono ujęte na potrzeby niżej leżących gospodarstw, to powyżej też jest jakaś chałupa z całym obejściem. Dalej już nie muszę tłumaczyć.
Zostaje jeszcze jedno zagadnienie: gaz.
Z bąbelkami czy bez.
Otóż dla właściwości zdrowotnych bąbelki w wodzie są praktycznie obojętne chyba że macie wrzody na żołądku. Oprócz właściwości smakowych, bo gazowana woda wydaje się wielu ludziom bardziej orzeźwiająca, zawartość dwutlenku węgla ma tzw. działanie bakteriostatyczne. Nagazowana woda ma odczyn lekko kwaśny i wolniej rozwijają się w niej bakterie. Jeżeli zabieracie ze sobą butelkę wody na wycieczkę, zwłaszcza jeżeli pijecie bezpośrednio z niej, gazowana będzie lepsza. A co potem zrobić z butelką?
Butelki, flaszki i bidony.
Osobiście kupuję wodę w butelkach w podróży. Teraz, kiedy wszedł system kaucyjny nie wiem co będę z nimi robił, zobaczymy. Jeżeli ktoś kupuje zgrzewki wody do domu to sprawa jest do przemyślenia. Ponieważ do składu wody w kranie nie mam zastrzeżeń ale lubię gazowaną, bo inaczej nie mam wrażenia, że woda gasi pragnienie, kupiłem najprostszy saturator. Wymiana butli to obecnie nie problem bo punktów jest dużo, dodatkowo można to zrobić w miejscach, gdzie nabijają butle spożywczym CO2. Na upartego można sobie zainstalować dużą butlę 6kg taką, jak do piwa. Butle do saturatora mam domową i wycieczkową, brak problemów z butelkami zwrotnymi. Oczywiście można iść na całość i kupować tylko wodę z dziewiczej dżungli pod stokiem filipińskiego wulkanu, wzbogacona jonami srebra. Wtedy z butelkami zwrotnymi chyba też nie będzie problemów.
Sam temat składu wody, źródeł jej pochodzenia w wodociągu, różnych typów ujęć i wreszcie rożnych problemów w różnych rejonach Polski związanych z pozyskaniem wody nadaje się na osobny wpis, do którego mam już jakieś szkice i fragmenty.
#codziennepiciu #zdrowie


