@sierzant_armii_12_malp
A jak nauczyciela pod koniec roku szkolnego rozjedzie ciężarówka? Albo uczeń się przeprowadzi do innego miasta? Jak wtedy wystawisz ocenę?
A jak pod koniec roku szkolnego na miasto spadnie meteoryt? Albo ruska rakieta jebnie? Takim whataboutismem można usprawiedliwiać każdą biurokrację. A co jak zginie papier? Zróbmy 2 papiery! A co jak zginie 1 papier, a drugi wypadnie przez okno? To zróbmy 10 papierów! A jak pozostałe 8 zje pies? To zróbmy ich 1000! Mamy 2024 rok, elektroniczne systemy istnieją, czas żeby wreszcie pokumać fakty.
Jak w ogóle wyobrażasz sobie wystawienie tej oceny 30 uczniom w każdej z 5-10 klas uczonych przez danego nauczyciela bez jakiejś formy oceniania w trakcie semestru? Na oko, czy organizujemy egzamin z całego materiału?
Da się i takie projekty z powodzeniem działają już w szkołach publicznych. Tutaj wywiad z Anną Szulc , polecam całą playlistę podobnie jak playlistę "Dla każdego coś przykrego", gdzie Maj na przykładach tłumaczy jak wszystko to jest zepsute. Bo jak na ironię- nawet nauczyciele mówią, że obecny system bardziej szkodzi jak pomaga .
Kiepska ocena z dyktanda = masz problem z ortografią/interpunkcją, tu masz listę błędów, które popełniłeś. Kiepska ocena z pracy klasowej z geometrii = jesteś słaby z geometrii. Magia?
Taa, a kiepska ocena w szkole = jesteś słaby z nauki. Voila- właśnie zmniejszyliśmy to do 1 oceny. Magia. Feedback tak konstruktywny, że już każdy czuje ekscytację z nadchodzącej podróży.
To brzmi jak if you’re homeless, just buy a house
Not really- to brzmi jak realne rozwiązanie problemu. Tylko żeby takowe zaistniało, to zmiana musi wyjść od nauczycieli, a nie tylko wieczne rozkładanie rąk i naprzemienne robienie z siebie ofiary w mediach i wyciąganie wideł szykując się na pogrom, jak ktoś ten zgniły system chce zreformować, bo "olaboga, przywileje zabierajo".
Ty myślisz, że nauczyciel np. geografii, mający po 1/3 etatu w 3 szkołach, by tak nie chciał?
Na własnym przykładzie- oczywiście możesz to potraktować jako dowód anegdotyczny, bo obiektywnego dowodu na to nie mam. Chodziłem do szkoły w takim ciekawym momencie, gdzie jako jeden z pierwszych roczników miałem też gimnazjum, więc miałem 6 lat podstawówki, 3 gimnazjum i tak się moje losy potoczyły, że 4 technikum. Zwykłe rejonowe szkoły, nie żadne "elitarne" rankingowe, gdzie róże cały rok kwitną od promieniejącego elityzmu. Przez te 13 lat na palcach jednej ręki mógłbym policzyć nauczycieli, którzy faktycznie byli jakby to ująć "zajebiści", wykazywali się inicjatywą, faktycznie chcieli nas zachęcić do swojego przedmiotu, nie napierdalali ocenami na wyścigi i generalnie nie mieli kija w rzyci. Z góry dodaję- korelacja wiekowa tam nie istniała. Resztę to by można do kontenera na odpady zmieszane wywalić i kazać tłuc na sucho podręcznik, a i tak nikt by nie dostrzegł różnicy, bo to były takie miernoty, że szkoda gadać. To byli ludzie, którzy byli żyjącą definicją hasła "przyjść, byle szybko odjebać, uznać za zrobione". Niektórzy nawet nie udawali, że w ogóle wiedzą czego do cholery mają nas uczyć- vide jedna nauczycielka która miała w 3. klasie technikum uczyć nas w ramach systemów operacyjnych linuxa, więc tłukła suche formułki z kajetu, a jak tylko ktoś zadał jakieś pytanie, to dostawał najbardziej suchą i ucinającą dyskusję odpowiedź, jaką tylko się dało. Albo automatycznie dostawał "zadanie domowe". Raz jak zapomniała rzeczonego kajetu, to nie potrafiła powiedzieć nic, nawet 1 filesystemu, po prostu godzinę siedzieliśmy i graliśmy w CSa, bo nie potrafiła nawet wymyślić CO moglibyśmy na internecie poszukać i się pouczyć. Albo "pan piłka"- WFista, którego ksywka wzięła się z dwóch rzeczy- raz, że był tak gruby, a dwa, że po odtrąbieniu obecności tylko pytał jaką piłkę chcemy i się zwijał do kantorka i tak przez całe 3 lata gimnazjum, zero ćwiczeń, zero pokazywania jak coś wykonać, zero pokazywania i instruowania rozgrzewki, odstępstwem były pożal się boże "sprawdziany".