#praca #pracbaza #wspomnienia

Natchniona wpisem https://www.hejto.pl/wpis/bez-pracy-nie-ma-kolaczy-part-4-sprzataczka-w-podstawowce-przyznam-ze-ta-praca-o oraz za pisemnym pozwoleniem @Cori01 postanowiłam dorzucić coś od siebie do tagu #niemakolaczy konkretnie w temacie pracy na stanowisku Konserwatora Powierzchni Płaskich. Jako że wciąż siedzę udupiona i czasu mam w nadmiarze, to nie będę pisać skrótowo, tylko zamierzam opisać swoje przygody w full HD, premium extended edition xD

Tytułem wstępu

Zarówno moja edukacja jak i zatrudnienia, były początkowo mocno burzliwe. Próbowałam bardzo wielu rzeczy, ale z czasem zaczęłam obierać konkretne kierunki, w których czułam się najlepiej. Za czasów, w których jeszcze nie miałam odpowiednich kwalifikacji i zostawały mi prace fizyczne, dla mnie i mi podobnych, pracami 'premium' wydawały się te w znanych, ładnie się prezentujących firmach. Mam tu na myśli przykładowo Media Saturn czy Empik, gdzie pracownik był 'ładnie' ubrany, raz w roku szedł na imprezę firmową gdzie dostawał bon świąteczny na 100 zł (tylko do wykorzystania w naszym sklepie!), oraz miał 5% zniżki na niektóre towary. Jak się ktoś pytał, siema shiva, gdzie pracujesz, to mogłam z godnością odpowiedzieć, że jestem Doradcą Fachowym w Dziale AGD w Media Saturn. Prawda, że brzmi dumnie? Za to jak możecie się domyślić, pracownik taki był zwykłą ścierą do podłogi, którą kierownictwo i klienci na zmianę wycierali d⁎⁎ę, a on przy tym musiał się ładnie uśmiechać i dziękować za skorzystanie z jego usług. Może o pracy w sklepach też kiedyś opowiem. W porównaniu do takiego pachnącego doradcy fachowego, praca na miotle wydawała się obciachem i zajęciem dla starych bab z brakiem ambicji. Miałam podobne przekonanie, do momentu aż przypadkiem nie trafiłam do pierwszej takiej pracy. Ale po kolei, bo miało być o wszystkim ;)

Nieopodatkowane praktyki małolata

Zaczęło się jeszcze za czasów mojej niepełnoletniości. W wakacje czasu miałam nadmiar, o koloniach i innych wyjazdach mogłam zapomnieć, bo się nie przelewało. Tata zaproponował mi, abym dorobiła sobie u niego w robocie. Tata zajmował się wykończeniami i remontami wnętrz (po nim mam do tego słabość), a moim zadaniem miało być sprzątanie po tych remontach. Izi, tak mi się wydawało, bo wtedy jeszcze jedyne doświadczenie w sprzątaniu, miałam ogarniając pokój wspólnie z bratem. Ogółem zapierdziel był zacny, ale tata był ze mnie zadowolony i obskoczyłam z nim sporo mieszkań, nie tylko tych jednych wakacji. Z czasem dostałam j⁎⁎⁎ny awans i tata pozwolił mi malować grzejniki, a nawet dostałam jedną ścianę. Niestety nigdy nie dostałam pozwolenia na gładź, dlatego teraz robię średnio, ale kto robi dobrze, jak tata już nie żyje. Noooo, w każdym razie to była moja pierwsza pieniężna robota na sprzątaniu, jeszcze na spokojnie, potem było coraz lepiej. Słuchajcie tego...

Gołębie i złodziej

Właściwie była to również praca u taty przy remoncie, różniło się to tym, że mieszkanie należało do znajomej mojej mamy i skrywało paskudne tajemnice 🫣 Mieszkanie było ogromne i bardzo wysokie, ulokowane w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze. Zamieszkiwały je dwie starsze kobiety i jeden facet, nie pamiętam kto był synem kogo, w każdym razie facet był trochę młodszy i miał jakąś chorobę psychiczną. Poza mieszkańcami były zwierzaczki. Jedna z kobiet KOCHAŁA ZWIERZACZKI, dlatego miała pieska i połowę osiedlowej populacji GOŁĘBI. Nie wiem jak zimą, bo sprzątałam tam latem, w każdym razie okna były cały czas otwarte, a gołębie non stop wlatywały i wylatywały z tego mieszkania. Wszystko było zasrane, śmierdzące, odrzucało mnie okrutnie, bo latających szczurów nigdy nie darzyłam sympatią. I WEŹ TO K⁎⁎WA SPRZĄTAJ Co do wariatów nic nie mam, sama normalna nie jestem. Ale wtedy, mój nastoletni umysł nie miał jeszcze tyle empatii do drugiego człowieka, a obecność gołębi dodatkowo podnosiła mój poziom kortyzolu. Pan, oprócz innych dziwnych zachowań, miał niemiły zwyczaj przenoszenia różnych rzeczy w losowe miejsca. Pewnego razu, zaliczka którą dostałam od właścicielki, zmieniła miejsce na nieokreślone. Ulało mi się wtedy mocno, cała wściekłość, która kumulowała się we mnie z powodu tych gołębi i wiecznie ginących rzeczy, uszła ze mnie w obecności moich rodziców. Zrobiłam giga aferę, po czym zabrałam manatki I wyszłam trzaskając drzwiami. Zwykle dostałabym za to srogi opierdol od rodziców, ale tym razem zbyli to milczeniem, widocznie powiedziałam na głos, to co sami czuli.

Stary człowiek i morze alkoholu

Wtedy już byłam pełnoletnia. Moja mama miała starszą przyjaciółkę, mieszkającą z mężem piętro niżej. Kiedy zmarła, sąsiad został sam w tym sporym mieszkaniu, na pewno było to trudne przeżycie. Pewnego razu przyszedł do moich rodziców z pytaniem, czy nie chciałabym sobie dorobić sprzątając mu mieszkanie. No ba. W przeciwieństwie do mieszkania z gołębiami, a nawet do zwykłego zadbanego mieszkania, było tam czysto. Wiadomo, kurz osiadał, jakieś brudy z codziennego użytku, ale ogółem sprzątało się szybko i przyjemnie, oczywiście słuchawki na uszach, sąsiad nie przeszkadzał w pracy. A praca ta zapadła mi w pamięć, ponieważ z każdym razem (sprzątałam u niego parę razy), po skończonej robocie, zapraszał mnie do salonu abym z nim usiadła i otwierał barek pełen najróżniejszych alkoholi z przewagą rumów. Polewał i opowiadał. A miał o czym. Teraz już tych opowieści nie pamiętam, pamiętam za to, że nie chciałam wyjść na słabiaka, więc piłam ten rum na równi z nim, gadać nie musiałam, bo ten biedny, samotny człowiek czuł dużą potrzebę mowy, a ja potem wracałam na swoje pięterko nawalona w cztery d⁎⁎y xD rodzice zadowoleni nie byli xd

I to by było na tyle sprzątania w ramach dorobienia sobie. Jak wyprowadziłam się od rodziców, zaczęłam łapać się zupełnie innych prac, a do sprzątania, już na pełnoprawnej umowie wróciłam później, już przetyrana przez linie produkcyjne i sklepy.

Spanko opierdalanko w klimacie postapo

Tą pracę załatwiła mi koleżanka. Ja byłam wtedy na bezrobociu studenckim, a ona musiała rzucić tą pracę. Skusiła mnie opowieściami o zarobkach i obijaniu się. Była to hala produkcyjna, pracująca na jedną zmianę, od początku było wiadomo że lada chwila mają się zamykać, ale jeszcze trochę miesięcy roboty było. Wszystko tam było stare, większość budynków na terenie firmy była już nieużywana. Teren zmierzał do wyburzenia, obecnie stoi tam nowe osiedle mieszkaniowe. Kochałam klimat tego miejsca, piękne postapo, pomału przechodzące w gruz i zapomnienie. W pracy musiałam siedzieć 6-14, tak jak reszta pracowników. Samej roboty każdego dnia miałam 2-3 godzin, w zależności od dnia, czy szłam dodatkowo na drugi budynek. Co tam było do roboty? Łazienki, stołówka, gdzie trzeba było oblecieć szmatą stoły i wymopować podłogi. Sama hala produkcyjna była ogarniana przez garstkę pozostałych pracowników. Z rzeczy śmiesznych, był tam taki stary Janusz, który bardzo pilnował DODATKOWEGO obowiązku sprzątaczki, jakim było wstawienie ogromnego gara wody o odpowiednim czasie, aby zagotował się akurat na czas przerwy pracowników, aby mogli sobie zrobić herbatę. Facet był psychiczny na tym punkcie, sam codziennie doglądał czy wstawiam gar o właściwej godzinie i minucie, tak miał j⁎⁎⁎ny wszystko wyliczone. Najbardziej lubiłam sprzątać na drugim budynku, rzadko kiedy szło tam kogokolwiek spotkać, samo przebywanie tam to było czyste urban exploration. Miałam tam do ogarnięcia tylko podłogi w szatni i łazienkę, które prawie wcale nie były używane. Wlóczyłam się tam po przeróżnych pomieszczeniach z dziwną aparaturą, starymi maszynami, próbówkami, fantazjowałam o tym co tu kiedyś było robione, że może było to tajemne rządowe laboratorium, w którym pracowano nad rzeczami, które nie mieściły się w głowie. Tak wyglądała moja praca tam. Miotła, słuchawki, a pomiędzy spanko w swojej kanciapie, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Byłam tam jedyną kobietą, co dodatkowo sprawiało, że miałam tam prawdziwy spokój. Łezka się kręci w oku na wspomnienie tej roboty. Wtedy też zrozumiałam, jaka praca daje mi spokój i szczęście, bo wtedy jeszcze o kasie za bardzo nie myślałam, kasa miała przyjść wraz z kwalifikacjami. Pracowałam tam do samego końca, z wielkim żalem szukałam kolejnej roboty, ale skupiałam się już tylko na sprzątaniu.

Błyszczące krany i ludzkie tkanki

Tym razem nie trafiłam zbyt dobrze xD Myślałam, że gdziekolwiek pójdę sprzątać, będzie dobrze. Prywatna premium klinika medyczna na początku nie wzbudziła moich podejrzeń xD jedyne co od początku nie się nie podobało, to to że nie byłam tam jedyną sprzątaczką, był cały ZESPÓŁ sprzątaczek, ze sprzątaczką naczelną, a jak xD ale przyzwyczaiłam się już, że mogę opłacać studia za własny hajs, więc do roboty! Struktura ważności była oczywista, właścicielka kliniki, lekarze, pielęgniarki, recepcja, sprzątaczka naczelna i MY - karaluchy ze ścierami. Panował tam iście schizofreniczny klimat, na każdej przerwie karaluchy opowiadały za co dostały opierdol, na co trzeba zwracać uwagę i co jest dla mnie najważniejsze (bo świeżaka trzeba było straszyć aby nie miał lepiej niż one). Jednym z ważniejszych obowiązków, było pucowanie kranów I innych elementów błyszczących w łazienkach dla kliento-pacjentów. W miarę możliwości po każdym pacjencie, należało wbić do łazienki i wypucować wszystko czego dotknął. Jednocześnie ważne było aby pacjenci nas NIE WIDZIELI. Mieliśmy przemykać tak, aby nikt z nie musiał narażać się na nasz widok. W klinice była sala zabiegowa. Nie była używana często i zanim padła moja kolej na sprzątanie, nasłuchałam się jakież ludzkie kawałki przyjdzie mi sprzątać, że lepiej abym była odporna na widok krwi itp. Oczywiście było to karaluchowe bajkopisarstwo, bo nawet sale po zabiegu lśniły tam czystością. Odeszłam, bo czułam się tam jak sprzedawca w Empiku, czy innym elektro media. Ja marzyłam o pracy samodzielnej, z minimalnym kontaktem z ludźmi, a tam byłam pod wiecznym wzrokiem kamer i ciągłą krytyką tego co robię. Serio, non stop ktoś się tam na coś oburzał a jedyną osobą z którą dało się normalnie pogadać była... właścicielka. Parę razy jak sprzątałam jej gabinet, zagadnęła mnie i były to owocne rozmowy jak równy z równym. Widać byłam zbyt mało karaluchowata, dlatego postanowiłam pokierować swoją karierę sprzątaczki spowrotem na halę produkcyjną.

Oszuści, zdziwiony pikaczu i marihuaen

Tym razem robotę znalazłam na gumtree i był to powrót na halę produkcyjną. Tak jak poprzednio, zatrudniona nie byłam bezpośrednio przez fabrykę, tylko pośrednictwo pracy o nazwie Robot 1, czy jakoś tak (reklama im się należy). Od początku śmierdzieli januszexem, ale chciałam tą robotę więc zgodziłam się na lipne warunki. W ofercie na gumtree załóżmy, że rzucili stawkę 5 zł na godzinę brutto. Jak przyszło do podpisania umowy, okazało się że było tam 3 zł na godzinę, plus premia, że niby miało się zgadzać z ofertą z gumtree, bo premia miała być ZAWSZE i obiecali, że dostanę tyle na rękę jakby umowa była za piątaka. Wiadomo, oni sobie lepiej opodatkują, a karaluchy i tak nie potrafią liczyć i zgodzą się na wszystko. Dobra, do roboty. Pierwszego dnia dowiedziałam się że ja odpowiadam za wszystkie hale (łazienki, kuchnie itp) plus portiernię dla załadunków, a dodatkowo raz w tygodniu pomagam dwóm sprzątaczkom od sprzątania biur, które miały swoją siedzibę osobno ode mnie, więc ogółem byłam samodzielna. Na wstępie zostałam ostrzeżona, że na portierni są dwie wredne, wymagające baby. Ogółem nie jestem bardzo rozmowna i kontaktowa, ale odpalił mi się jakiś przekór i postanowiłam wbić na tą portiernię z piękną gadką, wysprzątać im wszystko na błysk i nie dać małpom się czepiać. I tymi swoimi działaniami, niechcący sprawiłam że miałam z 'wredotami' super sztamę, okazały się bardzo fajne w rzeczywistości i uśmiechały kiedy tylko mnie wypatrzyły. A starsze sprzątaczki nie wierzyły własnym oczom. Heh. Ale znajomości miałam tam więcej, było parę fajnych chłopaków, którzy zawsze niezobowiązująco zagadywali, a skończyło się na tym że w mojej kanciapie urządzaliśmy regularne sesje z jointami, bo było to jedyne bezpieczne miejsce na terenie firmy gdzie można było bez pszypau zajarać. Fajnie było, klimat inny niż na poprzednim prodzie, ale też fajnie wspominam. To teraz przejdźmy do tego co tam było nie tak xD W każdym miejscu znajdzie się ktoś, kto musi się dla zasady prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić. A ja kiedy wiem, że jestem niewinna, to pokazuję kły xD O tym że w jednym z budynków jest ziomek, co wiecznie narzeka, że przykazane sprzątanie raz w tygodniu się nie odbywa, wiedziałam na samym wstępie. Tak więc pewność, że jego włości nie ominęłam, miałam całkowitą. No i tak jak mnie ostrzegano, dzień później zaczepił mnie kierownik, że tamten się skarży, że u niego nie posprzątałam xD zagotowałam się momentalnie, wygarnęłam kierownikowi co wiedziałam, że ziomek się dla zasady przypierdala, a ja z pełną świadomością dnia poprzedniego ładnie sprzatnelam, na co mam świadków i że nie życzę sobie takich uwag bo wszystko robię dobrze xD kierownika zamurowało, przyszedł przygnieść karalucha, a ten urósł ponad niego i nie pozostało nic jak przeprosić i więcej się nie odezwać xD Żeby nie było, pofatygowałam się osobiście do sprawcy zamieszania i powtórzyłam mu wszystko co mówiłam kierownikowi, i że w skrócie ma się odpierdolić ode mnie i zająć swoją robotą xD Boże, czułam się wtedy jak BOGINI, z jednymi miałam twardą sztamę, a reszta co najwyżej szeptała za plecami, ale nikt nie odważył się więcej do mnie przyjebać. Nie tylko na miejscu zdziwili się, że karaluch umie szczekać i pokazywać kły. Nadszedł dzień wypłaty. Jako studentka kierunku ścisłego coś tam potrafiłam liczyć. Na przykład policzyć ile powinnam dostać przelewu za przepracowane godziny. Jak się domyślacie było dużo mniej niż w ofercie, niby te 3zł/godz plus premia ale nie zbliżało się to do 5zl z oferty. Zaczęłam wydzwaniać do pośrednictwa z żądaniami wyrównania do kwoty z oferty. Oczywiście zaczęli się wykręcać, przekierowywać mnie od jednej osoby do drugiej. Ale ja się wkurwiłam i stwierdziłam, że nie odpuszczę. Oczywiście oferta zdążyła zniknąć z gumtree, miałam w historii link do tej oferty i skontaktowałam się z gumtree, a oni powiedzieli, że w razie czego na wniosek nie pamiętam, sądu? policji? Mogą udostępnić szczegóły tej oferty, a ja z żądzą mordu wybrałam się osobiście do januszexu i zaczęłam robić dym, grożąc że sprawa będzie eskalowana i mam do tego narzędzia xD Zakładam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie trafili na tak problematycznego karalucha, z pewnością ludzi na takich stanowiskach bardzo łatwo oszukać i nie jeden to wykorzystuje. Wkrótce nadeszło na konto wyrównanie, może było to 100 zł, może 200, nie wiem. Ale walczyłam dla ZASADY i dla tych wszystkich, którzy nie potrafią się bronić. My job here is done

[reszta wpisu w komentarzu]

b3dd7fe4-57d9-4251-a60e-ebd5ff3a9378
13e66141-15ce-4e70-9ea1-7c6a5da51441
17891ab5-a62a-4054-930e-7a2c9059ae60
4a53e2d1-90d6-47f0-9876-8a26419912f1
087fc02d-83f6-46e5-8e36-4cbe9379714f

Komentarze (42)

Biuro

I docieramy do ostatniego miejsca pracy na tym stanowisku. Ostatnia miotła w moim życiu 🥲 Koleżanka załatwiła mi pracę w biurze popularnego, niemieckiego producenta jogurtów. Tą pracę oceniam cudownie, gdyby nie hajs to mogłabym tak pracować do śmierci. Biuro znajdowało się parę przystanków ode mnie, bliziutko, na pięknym, starym i spokojnym osiedlu jednorodzinnym. Był to duży, poniemiecki dom, z 2 piętrami i obszerną strefą piwniczną. Wokół było mnóstwo roślinności, starych, sporych drzew i w ogóle było tam uroczo. Kiedy zaczynałam tam robotę, biuro dopiero się organizowało, przenosiło z poprzedniej siedziby, więc było trochę chaosu i sporo kartonów do wynoszenia. Byłam tam zatrudniona na pół etatu, w teorii praca była na 4 godziny, w praktyce na maks 3, a jak coś się działo to trochę więcej. Przychodziłam 16-17, kiedy już nikogo nie było, lub wychodziły ostatnie niedobitki. Pracę zawsze zaczynałam od kawki i szamy tego co było tego dnia w ofercie. Jako, że zajmowali się nabiałem to były tam lodówki z szerokim asortymentem ich produktów, którymi zarówno biurowi jak i karaluch w mojej osobie, mogliśmy się częstować do woli. Poza tym, bardzo często kiedy przychodziłam, z boku były odstawione całe kartony jogurtów, serów, deserów, no wszystkiego, z czym mogłam zrobić co chciałam. Śmietnik albo zabieram, bo wysyłali im tego w nadmiarze. Nie miałam wtedy jeszcze prawka, więc biedna dźwigałam do domu ogromne wory tego żarcia, a czasem materiałów biurowych (nie kradzionych, miałam z babką dogadane co mogę brać lub wyrzucić). A że kasa z takiej roboty była jaka była to te nadmiary były można powiedzieć, drugą wypłatą dla mnie. Do tego często po różnych większych spotkaniach w firmie, zostawały mi całe, zapakowane obiady z zamówień, które nie zostały ruszone, bo oczywiście zamawiali w nadmiarze, różne makarony, sałatki, pizze, no wszystko. A robota to była poezja. Samotność, słuchawki na uszach, piękny, klimatyczny budynek, praca prosta, szmatą biurka, potem podłogi i już. A dlaczego odeszłam? Znowu próbowano mnie wychujać na hajs xD Oczywiście byłam zatrudniona przez pośrednictwo, które obiecało że na początku dostanę X kasy, po 3 miesiącach podwyżka, po kolejnych 3 znowu podwyżka i tak miało już zostać. Kokosy to nie były, do tego często spóźniali się z dostawami materiałów dla mnie, więc często sama kupowałam worki na śmieci czy płyny, a oni później mówili że sobie mogę odebrać z tego co dostarczają, no super xD Trochę tam popracowałam i byłam już miesiąc po ostatniej podwyżce, kiedy wjechała szefowa i mówi, że firma ma kłopoty finansowe i że obniżą mi stawkę do początkowej albo jak wolę, możemy się pożegnać xD i tak to się skończyło niestety

Nie wierzę, że tyle napisałam. Z tych nudów zupełnie mi odwaliło xD W każdym razie, kariera karalucha była dla mnie ciekawym doświadczeniem, mam nadzieję że warunki pracy od tego czasu się poprawiły, bo każdy zasługuje na szacunek i adekwatne wynagrodzenie. Wiem że to marzenie ściętej głowy, ale chciałbym aby każdy miał siłę i odwagę walczyć o swoje i nie dać sobą pomiatać, bez względu na stanowisko

Załączam parę fotek, niestety nie z każdej pracy coś mam. Pierwsze fotki to zakład postapo, który szybko zamknięto Kolejna fotka to mój przykładowy jadłospis dzienny z pracy u producenta jogurtów A ostatnia to małe heheszki z nazwy poważnego stanowiska

@noriad w edytorze w którym pisałam wyglądało dużo czytelniej, hejto zjadło sporo enterów które dałam dodatkowo dla czytelności właśnie 🙄

@bojowonastawionaowca kto wie, mnie czasem kreatywność roznosi xD No i wyszło ponad 18 tys znaków, całe szczęście komentarz udźwignął resztę 😅

@Felonious_Gru noż kurła miało wyjść inaczej xD (znaczy krócej) Ale jak już zaczynam pisać to mnie ponosi Nie chciałam tego dzielić na kawałki bo dla mnie to spójna całość

@Shivaa aj, lubie urbexowe klimaty, czuję się jakbym wrócił do pracy na kolei xD

Te hale sprzątane ostatnio... Nigdy xD

Temperatura w miejscu pracy -4.8 stopnia, łazienki zasyfione tak, że wolisz szczać na zewnątrz w temperaturze -21 stopni... Bajka

f4233fef-716f-47d9-bac1-118a2b4efe24
bca076c0-dd89-4d4a-b03b-9cec6051f50b
bab8e6f5-ccbb-4eaa-9631-c1f0bc8cc4cf

@Shivaa Czeremcha to w ogóle hit, bo kilkanaście lat temu cięciu przysnął i rozsadziło kocioł jak zamarzł to zamiast wymienić kocioł to sprzedali grzejniki xD


Ogólnie większość takich zakładów naprawczych leci siłą rozpędu pracownikami, którzy dawno powinni być na emeryturze, ale przychodzą do pracy siłą rozpędu.


Modernizacji nie ma, bo nie ma dla kogo, zleceń nie ma, bo nie ma kim, nikt nie przyjdzie bo nikt kurwa normalny tam nie pójdzie jak może spierdolić na zachód i robić to samo w cywilizowanych warunkach za 6-10x lepsze pieniądze, nie ma kim robić więc nie ma jak wziąć zleceń, nie ma zleceń to nie ma kasy na modernizację.


Powtórzenia są zamierzonym elementem stylistycznym.

@Shivaa ogólnie na tym zleceniu mieliśmy nagrzewnice o łącznej mocy grzewczej ~150kW, co pozwalało nam dobić do +6 stopni w newralgicznych miejscach.

Na zdjęciu najmniejsza. Całe szczęście hala nichuja nie była szczególna by byśmy się potruli.

Aha, przynajmniej 2x w tygodniu wrota hali były otwierane żeby czymś wyjechać albo wstawić jakieś materiały

e0084c0c-6df2-4576-aa32-442db87b85cb

@Shivaa być może zastanawiasz się, czy naczelnikowi nie było kurwa wstyd wpuścić w takie warunki obcych ludzi?

Otóż kurwa oczywiście, że nie. Skwitował tylko:

Moi ludzie pracują to im ciepło

Za to jak wysprzataliśmy na blysk jeden kibel w szatni, to w kolejnym tygodniu pojawila się jedna butelka podróbki domedtosa.

Chociaż do kibla na hali dalej można było iść na węch. To znaczy może lokalsi, bo w oczy szczypalo jeszcze przed wejściem, a chęć ucieczki zaczynala się jakoś 5m przed drzwiami razem z pierwszą myślą "weź się nie zerzygaj bo wstyd"

@Shivaa aha, żeby nie było: nie wszędzie jest aż tak źle, ale po poznaniu kilkudziesięciu miejsc zdecydowanie nauczyłem się pracować odwodniony, bo widząc na sekcji czysty, ciepły kibel z mydłem i papierem szukało się ukrytej kamery.


Tutaj fotki z innej, czystszej hali. I łazienka, w której nie było strach się umyć czy opróżnić pęcherz (był tylko zakaz zostawiania grzejnika na noc bo szkoda prądu)

750ee1af-4b3e-406c-81ee-df6c5f414fcc
95dbbf60-98c4-4f69-9199-0a38f71dff11
7f1a814d-b946-4978-858a-7d951ebb0a32
f0d491a0-eb66-4c4b-bce0-f00e6605111f

Świetny styl pisania i tak coś w tym jest, że niskoplatnych pracowników traktuje się jak karaluchy co głosu ani rozumu nie mają...

@Cori01 dzięki ♥️ niestety wiele lat spędziłam na użeraniu się z niesprawiedliwością, jest o czym opowiadać, ale też nad czym płakać

Miałem to przeczytać jutro w trakcie pracy ale jakoś dałem radę xD


P.S. edytor tekstu w hejto czasami potrafi skasować odstępy np. podczas edycji posta. Wierzę, że rzeczywiście były w Twojej wersji

@Gilgamesh następnym razem wrzucę post w przeglądarkę, no i mam parę pomysłów jak dodatkowo poprawić czytelność

każdy zasługuje na szacunek i adekwatne wynagrodzenie

Uuuuuu, prawie komunizm.


Zebym ja tak ksiazki chcial czytac, jak takie historie. Nie masz jakichs sytuacji w ktorych stricte dosralas kierownikowi, albo szefowi? Brzmisz, jakbys mogla miec. A takie rzeczy najlepiej mi sie czyta, bo #jebacprace

@solly-1 raczej takich historii nie mam, opisane tutaj to chyba maks co sama nadymiłam, to były jeszcze czasy gdy nic nie było do stracenia, a niesprawiedliwosci które mnie dotknęły aż same domagały się jakiejś akcji. Ale może coś jeszcze wydrapie z pamięci A tak ogólnie to jestem bardzo spokojna i ugodowa 😁 no i nie spinam się już tak dla pracy, 8h, zamykam laptopa i koniec, żadne dramy mnie nie obchodzą

Zaloguj się aby komentować