@bojowonastawionaowca @maximilianan u mnie na politechnice zależało to raczej od tego gdzie studiujesz, na jakim wydziale. Na początku studiów nawet miałem tak, że w jednym dniu okienko 6h - ani wrócić do domu (dojazd ponad 1h mi zajmował), ani jak pracować. A kolega na innym wydziale na inżynierce chodził 1-2x w tygodniu i miał czas na robienie tejże pracy albo po prostu iść do roboty. Ja prócz robienia inżynierki musiałem latać 5 dni w tygodniu na zajęcia. W domu się nie przelewało i kasę na ksero czy bilety miałem głównie z równoległego handlu krypto i itemami w grach.
Dopiero na drugim stopniu udało się jakoś tak poukładać plan, aby mieć czas na robienie na pół etatu, ale to tylko dzięki temu że pracowałem w branży i są tam dość elastyczne godziny pracy. Niemniej sporo wyrzeczeń to kosztowało i brak czasu. Magisterki nawet nie dawało się latwo robić chcąc zrobić porządnie, bo sprawka, spraweczka, ćwiczonka etc. Za dużo tego. Co mi po tym, że poznam 2137 rzeczy jak każdą na odwal i nic z tego nie zapamiętam? Lepiej mały procent tego, aby zobaczyć w jakim kierunku chcemy iść i to rozwijać.
Zamiast "rządowo" skracać czas do 4 dni w tygodniu po prostu trzeba by zmienić podejście na uczelniach, że co za dużo to niezdrowo.