Nie, sprawa syna posłanki Filiks nie była w tym tygodniu jedyną.
1 marca popełniono samobójstwo w warszawskim metrze. Tragedia, która niestety regularnie się zdarza. Na jednej z facebookowych grup rozgorzała na ten temat dyskusja. W pewnym momencie wypowiedziała się 38-letnia Angelika, która choruje na depresję. Angelika napisała: "Jestem chora, codziennie walczę ze sobą, żeby nie popełnić rozszerzonego samobójstwa, to nie takie proste zmusić się do życia (...)".
Cztery godziny później była u niej policja. Zmusiła ją, by wsiadła do karetki, z której już jej zabroniono wyjść. Angelikę zawieziono do szpitala, gdzie poddano ją badaniu psychiatrycznemu. Dwójka lekarzy zgodnie orzekła, że: "Stan psychiczny: brak objawów psychopatologicznych, zagrożeń z nimi związanych. (…) Bez objawów psychotycznych. (...) Potwierdza obecność myśli samobójczych od wielu lat, bez ich nasilenia w ostatnim czasie, kategorycznie przeczy zamiarom samobójczym”. W epikryzie: „nie stwierdzono wskazań do hospitalizacji""
Sprawa załatwiona? Nie. Angelika ze szpitala pojechała odebrać 5-letniego syna z przedszkola. Na miejscu okazuje się, że dziecka nie ma. Gdy była w drodze że szpitala, w przedszkolu pojawiła się policja z decyzją sędziego o odebraniu jej dziecka. Dopiero następnego dnia okazało się, że w czasie gdy ona walczyła na parterze, jej syn siedział zamknięty w sali ma górze przedszkola, kilka godzin dłużej niż zwykle. Pięciolatek ma autyzm.
Normalnie, orzeczenie sądu powinno być wyrzucone do kosza, bo sędzia nie wiedział o pozytywnym wyniku badania psychiatrycznego Angeliki, a dziecko powinno jej być zwrócone. Tak się jednak nie stało i teraz jej 5-letni syn trafi do rodziny zastępczej. Angelika oczywiście o niego walczy, ale najprędzej odzyska go za trzy miesiące.
Jeśli w tym miejscu zastanawiacie się, czemu państwo polskie, które ogólnie w takich sprawach zachowuje się jak klejony na ślinę karton, zareagowało tak błyskawicznie i stanowczo na jeden wpis na Facebooku, to uprzejmie donoszę, że Angelika jest opozycjonistką. Znaną doskonale policji od 6 lat.
Angelika została pobita w 2017, gdy na jednej ze smoleńskich miesięcznic wyciągnęła obok Prezesa białe róże. Została poturbowana przez policję w 2018, mimo że była w widocznej ciąży. Z
W sierpniu 2020 bezprawnie ją zatrzymano w trakcie tzw. "tęczowej nocy". W areszcie odmówiono jej leków na cukrzycę, aż zaczęła tracić przytomność. A jesienią 2020 została zrzucona że schodów kościoła na Krakowskim Przedmieściu przez samego Bąkiewicza, któremu oczywiście potem umorzono postępowanie.
Ktoś Angelikę śledził na FB. Ktoś starannie czytał jej dyskusję pod postem o samobójstwie w metrze. I ktoś znalazł ten jeden komentarz. I uznał, że teraz mogą ją zniszczyć, odbierając jej chorego na autyzm synka. Czemu? Bo broniła demokracji, osób LGBT, migrantów, praw kobiet. Wiecie, same przestępstwa.
Bo na pewno nie chodziło o depresję - chorobę dotykająca 1,2 miliona Polek i Polaków. Ani o dobrostan dziecka, bo akurat dobrostan dzieci to ta władza ma głęboko w d⁎⁎ie.
Chodziło o zniszczenie politycznego wroga.
#bekazpisu #jebacpis #wiadomoscipolska
(tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)

