@logic jestem też takim "typem", który lubi wejść na maxa, ale... bieganie nauczyło mnie cierpliwości. Zaczynałam biegać w 2020 roku i praktycznie każde wyjście na bieganie musiało być do odcinki - bo wydawało mi się, że wtedy będzie progres, że wtedy będzie efekt. Tylko że po 2-3 takich bieganiach to już nie chciałam iść na dwór kolejny raz, byłam zajechana, na samą myśl o bieganiu mi się odechciewało i robiłam miesiąc przerwy. Ale faktycznie czasem jak widziałam postęp to byłam w stanie wydłużyć ten okres "motywacji" do tygodnia albo dwóch. W 2021 roku zaczęłam współpracować z trenerem, i on mi pisał luźne treningi. Wkurzałam się, że to za luźne, nawet nie jestem zmęczona, ale właśnie tą metodą jakoś się z tym polubiłam i biegam do dzisiaj regularnie. Nawet jak mam mocniejszą jednostkę, to potem przychodzi luźna i przyjemność z biegania wraca.
Jak czytałam Twój komentarz to od razu powiązałam to z bieganiem. Trener mnie tutaj nauczył trochę jakby pokory, czerpania przyjemności z rzeczy, których się nie lubi (bo nie lubiłam na początku), albo "dawania sobie czasu". Sama nie wiem?
Ale to nadal dla mnie lepsze niż poddać się