
Myślicie, że każdy lekarz zarabia 50k? Jestem lekarzem specjalistą i szpital płaci mi ustawowe minimum: 31,40 zł/h na śmieciówce. AMA.
hejto.plCześć! W mediach regularnie pojawiają się nagłówki o astronomicznych zarobkach lekarzy i porównania nas do branży IT sprzed kilku lat. Chcę Wam pokazać, jak wygląda brutalna rzeczywistość od środka – zwłaszcza gdy w grę wchodzi tzw. tryb pozarezydencki i robienie kolejnej specjalizacji.
Kim jestem? Jestem lekarzem. Posiadam już pełny tytuł specjalisty w jednej z dziedzin. Pół roku temu zdecydowałem się na rozpoczęcie drugiej specjalizacji (obie moje dziedziny są dość niszowe). Ponieważ państwo finansuje (rezydenturę) tylko raz, drugą specjalizację muszę robić w trybie pozarezydenckim – czyli to szpital musi mnie zatrudnić i mi zapłacić.
Jak publiczny szpital traktuje lekarza specjalistę z wieloletnim doświadczeniem?
-
Forma zatrudnienia: Odmówiono mi etatu. Pracuję na umowie zlecenie (tzw. śmieciówce).
-
Stawka: Dostałem absolutne, ustawowe minimum krajowe wyznaczone na 2026 rok – czyli 31,40 zł brutto za godzinę. Dokładnie tyle samo, ile wynosi próg ochronny dla pracownika bez żadnych kwalifikacji.
-
Prawa pracownicze: Zero. Nie mam płatnego urlopu wypoczynkowego ani szkoleniowego (a muszę jeździć na obowiązkowe kursy CMKP). Jeśli zachoruję, mój przychód wynosi zero.
-
Patologia dyżurowa: Szpital oczekuje ode mnie brania dyżurów nocnych i weekendowych za tę samą stawkę (31,40 zł/h). Mało tego – po 24 godzinach w pracy mam tzw. „zejście” (obowiązkowy odpoczynek), które na zleceniu jest bezpłatne. Oznacza to, że za dzień po dyżurze nie dostaję ani grosza. W efekcie, biorąc dyżury, zarabiałbym miesięcznie... mniej. Dlatego twardo ich nie biorę, dopóki nie zmieni się umowa.
Dlaczego na to poszedłem i nie rzucę tego w diabły? Bo system w Polsce to monopol. Aby uzyskać tytuł specjalisty, muszę zrealizować program w szpitalu, który posiada oficjalną akredytację. Prywatne kliniki nie mają prawa szkolić specjalistów. Szpitale doskonale o tym wiedzą i bezwzględnie wykorzystują swoją pozycję, oferując głodowe stawki, bo wiedzą, że alternatywą jest porzucenie marzeń o rozwoju zawodowym.
Dla bezpieczeństwa mojego i mojej specjalizacji nie podam dokładnych nazw moich dziedzin, miasta ani nazwy szpitala (jestem jedyną osobą w tej sytuacji na oddziale).
Chętnie odpowiem na Wasze pytania o to, jak wygląda codzienna praca za takie pieniądze, jak reagują starsi koledzy, jak szpitale omijają ustawy o minimalnych zarobkach w medycynie i jak ta „oszczędność” na kadrach odbija się na pacjentach.
Zadawajcie pytania! (AMA)
#medycyna #sluzbazdrowia #prawo_pracy #zarobki #ama