Mam 34 lata, od około 10 lat pracowałem jako technolog konstrukcji i detali stalowych do obróbki skrawaniem. Przeszedłem przez 4 firmy, różne style zarządzania i kilka mocno nieprzyjemnych doświadczeń. Piszę, bo chciałbym usłyszeć merytoryczny feedback od osób, które miały podobnie albo patrzą na to z dystansem.


Nie pracowałem w trakcie studiów, więc pierwszy pracodawca był dla mnie konkretnym zderzeniem z rzeczywistością. Był to czas dosyć dużego bezrobocia, więc już sam fakt, że miesiąc po studiach udało mi się znaleźć pracę biurową, traktowałem jako sukces. Startowałem od umowy zlecenia na 3 miesiące, a plan wdrożenia zakładał 2 miesiące na produkcji i 1 miesiąc w kontroli jakości. Na papierze brzmiało to sensownie, bo firma miała dość szeroki park technologiczny: cięcie termiczne, laser, wykrawanie, prasy krawędziowe, spawanie, prostą obróbkę skrawaniem i malowanie, głównie przy cienkich blachach, często nierdzewnych. Z perspektywy czasu uważam, że taki start mógł mieć dużą wartość, gdyby był lepiej poprowadzony.


Pierwszy miesiąc spędziłem na dziale czyszczenia ślusarskiego. Ludzie byli w porządku, trafił się nawet kolega z technikum. Brygadzista był nerwowy, ale kiedy trzeba było, pomagał i tłumaczył. Problem polegał na tym, że przez cały ten czas nie było żadnej konkretnej rozmowy z moim docelowym przełożonym o tym, jak ma wyglądać wdrożenie i czego dokładnie powinienem się uczyć. Dzisiaj sam ustaliłbym takie rzeczy od razu na starcie: ile czasu na którym dziale, jakie cele, jaki zakres wiedzy do opanowania. Wtedy byłem świeżo po studiach, bez doświadczenia i bez większej asertywności.


W rozmowie z jednym z pracowników, chyba z kontroli jakości, dowiedziałem się, że powinienem przejść przez różne działy firmy, żeby zrozumieć proces. Poszedłem więc do głównego technologa, czyli mojego docelowego przełożonego, i razem z nim do kierownika produkcji, żeby ustalić, gdzie mam trafić dalej. Padło na dział montażowo-klejarski. Tam również trafiłem na ludzi, którzy byli pomocni i normalni w kontakcie. Praca była już bardziej przekrojowa: wiercenie, nitowanie, kalibrowanie gwintów, malowanie, czasami klejenie. W części operacji potrzebny był nadzór pracowników z odpowiednimi uprawnieniami, więc można było też zobaczyć, jak wygląda odpowiedzialność przy bardziej wrażliwych etapach. Drugi miesiąc dał mi sporo kontaktu z realnym wykonaniem detali i montażem, ale znów bez większego udziału głównego technologa. Pojawił się może raz, przy okazji jakiegoś zlecenia, i tylko zapytał, czy wszystko dobrze.


Trzeci miesiąc spędziłem w kontroli jakości. Tu zaczęło się coś, co faktycznie mogło budować podstawy pod późniejszą pracę technologa. Uczyłem się korzystania z podstawowych narzędzi pomiarowych: zwykłej suwmiarki, sprawdzianów przechodnich i nieprzechodnich do gwintów, kątomierza, mikrometru, średnicówki, do tego wypełniania raportów pomiarowych. Szkoda, że zabrakło czasu na ramię pomiarowe, bo to byłby już bardzo konkretny plus na start. Znowu jednak największą wartością byli ludzie z działu, bo zawsze było do kogo podejść i dopytać, jak prawidłowo wykonać pomiar albo jak interpretować wynik.


W tym momencie, któregoś dnia, bez wcześniejszych zapowiedzi zostałem poproszony do biura technologicznego na rozmowę z głównym. Okazało się, że było to odpytywanie z całego parku maszynowego i jego możliwości (firma typu cięcie termiczne laserem/wykrawanie/prasy krawędziowe/spawanie/ewentualnie prosta obróbka skrawaniem/malowanie raczej na cienkich blachach często nierdzewnych). Biuro w którym byłem odpytywany to był typ open space, z ok. 15 pracownikami (większość w biurze). Na moment rozmowy nie wiedziałem, że powinienem się orientować w parku maszynowym tak dokładnie, chociaż teraz wiem że na pewno by to przyspieszyło wdrożenie na technologa i jeśli sam, jako kierownik działu, stworzyłbym takie wdrażanie, to wymagałbym przyswojenia takiej wiedzy ale uprzedzając o tym jasno. Z mojej strony było głównie "nie wiem" jako odpowiedź. Główny technolog opierdzielił mnie od góry do dołu na oczach wszystkich, ton między podniesionym głosem a krzykiem i jedna czy 2 bluzgi nawet. Po tym jak w domu przerobiłem sobie wszystko po swojemu co się stało, doszedłem do wniosku że trzeba się ogarnąć i faktycznie nauczyć parku maszynowego, mimo że jakiejś obecności czy prowadzenia nauki nie było ze strony głównego co już w tamtym momencie zaświeciło się jak czerwona kontrolka. Kolejnej rozmowy na temat parku maszynowego nie było już, przynajmniej nie pamiętam żeby taka była.


Po upłynięciu trzech miesięcy dostałem umowę o pracę na czas określony. W dziale miałem zajmować się wykonywaniem instrukcji montażowych i planów kontroli, choć w praktyce najczęściej kończyło się na instrukcjach montażowych. I szczerze mówiąc, to była dla mnie naprawdę ciekawa część pracy. Uczyłem się wtedy korzystać z CAD 2D i 3D — głównie Inventora oraz DraftSighta do 2D, choć nie zawsze były licencje dla wszystkich. Robiłem zdjęcia na produkcji, jeśli akurat dany wyrób był montowany, zbierałem materiał i przekładałem to na dokumentację dla montażu. Potem wszystko trafiało do weryfikacji głównego technologa.


Weryfikacja w biurze technologów, na stojąco przy biurku głównego. Opierdziel przy wszystkich stawał się normą, raz większy raz gorszy i nie zawsze zasłużony gdyż starałem się pracować sam (po jednym czy 2 pytaniach dowiadywałem się, w nerwach, że powinienem to wszystko wiedzieć ze studiów). Po wykonaniu 2 instrukcji, dowiedziałem się że jeszcze będę pomagał przy wycenach pod technologię i wtedy już zaczęło się piętrzyć. Z jednej strony główny czepiający się o instrukcje czemu jeszcze nie zrobione a z drugiej prezes firmy (nadzorował wycenianie) czepiający się dlaczego wyceny nie zrobione (wyceny były dosyć dokładne, gdyż stanowiły bazę pod przewodniki płacowe; cały BOM, marszruta technologiczna z czasami założona w systemie ERP na każdy detal z zapytania). Teraz wiem, że wyceniający jest to osobne stanowisko w takich firmach ale wtedy walczyłem z tym i chciałem podołać, ale nerwy wychodziły w tym czy innym momencie, w ten czy inny sposób (w pracy czy poza pracą).


Tak minęło około 5 miesięcy i wtedy przeszedł moment, w którym poprosił mnie na rozmowę główny na salkę konferencyjną. Wręczył mi wtedy wypowiedzenie, usprawiedliwiając je koniecznością redukcji mojego etatu. Miałem totalnego zonka i nie wiedziałem o co chodzi, więc głupio zapytałem czy coś było moją winą w tym wszystkim i główny powiedział, że nie ma totalnie związku z tym jak wykonywałem swoją pracę. Jeśli chodzi o moją, jeszcze świeżą po studiach, psychikę, to był kosztowny dzień ale poszedłem wtedy do brygadzisty na montażu, z którym naprawdę spoko rozmawiało i poszedłem po radę co robić. W ten sposób, w tej samej firmie, znalazłem z powrotem pracę na montażu do czasu, aż znajdę kolejną biurową.


Z perspektywy czasu patrzę na tę pierwszą pracę dwojako. Z jednej strony była to szkoła życia i pierwsze realne zetknięcie z produkcją, kontrolą jakości, dokumentacją technologiczną, podstawami pracy w CAD i wyceną opartą o BOM-y, marszruty i ERP. Z drugiej strony było to wejście w zawód w środowisku, w którym wymagania były momentami sensowne, ale sposób ich egzekwowania i samo wdrożenie były mocno chaotyczne. I chyba właśnie to doświadczenie najmocniej zostało mi w głowie — nie dlatego, że ktoś „coś powiedział”, tylko dlatego, że od początku połączono brak jasnego prowadzenia z publiczną presją i oceną.


Po jakimś miesiącu znalazłem pracę na stanowisku technologa w oddalonym o ok. 50 km mieście wojewódzkim. Połączenie spoko, praktycznie z pociągu 5 minut do pracy z buta. Bardzo w porządku ludzie (małe wyjątki, ale gdzie ich nie ma). Tutaj najpierw wyceniałem, a następnie pisałem technologię — czasem robiłem jedno, czasem drugie, a czasem przeplatałem oba zadania. Czasami było pracy pod korek ale nie było źle. Największy szok dla mnie to był mój nowy kierownik działu. Co bym nie potrzebował się dowiedzieć to "pytaj, nie kombinuj sam". Nauczyłem się w tej pracy porządnie CAD 2D (AutoCAD LT), kolejny system ERP do przyuczenia, ale w tej pracy sam z siebie poznałem go już dosyć dobrze (na tyle ile wymagało to stanowisko; niektórzy programiści CNC z obróbki wymagali wiedzy jaką mieli oni sami ale na to zwyczajnie brakło czasu). Nauczyłem się też porządnie rysunku technicznego chociaż z rysunkiem zawsze sobie dobrze radziłem sam z siebie (mam na myśli czytanie i rozumienie rzutów, wymiarowania itd.). W tej pracy zleciało mi ok. 3 lata. Po czasie zaczął doskwierać dojazd pociągiem (czas tracony na spóźnieniach, awariach pociągów i dworcach itd.; plusem było że lubię czytać książki i czytałem wtedy dosyć dużo w pociągach). Do rozstania z tą pracą przyłożył się również brak podwyżek po 2 czy 3 rozmowach, trzecia była już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia.

Ta praca dała mi pierwszy wyraźny sygnał, że problemem nie zawsze jestem ja, tylko często po prostu środowisko i sposób prowadzenia ludzi.


Kolejna praca była w moim rodzinnym mieście, ok. 15 minut jazdy autem albo 15 minut autobusem i około 10 minut pieszo. Również stanowisko technologa. To właśnie tam najmocniej rozwinąłem się w CAD 3D. Miałem też bardzo w porządku kierownika, chyba najlepszego z dotychczasowych, i głównie dzięki niemu nauczyłem się tyle w tym obszarze. Jedną z nowości było dla mnie także programowanie wypalarki plazmowej — nie było o tym mowy na rozmowie o pracę, ale wdrażałem się w to pod okiem pracownika odchodzącego na emeryturę, którego miałem zastąpić.


W tej firmie spędziłem blisko 6 lat. Bywał zapierdziel, bywały też spięcia z ludźmi z innych działów. Z czasem nauczyłem się, że każdy — w tym ja — ma tendencję do myślenia, że to właśnie on ma najwięcej na głowie, a prawda zwykle leży gdzieś pośrodku. Jednocześnie dość szybko da się wyczuć, kto naprawdę pracuje, a kto po prostu wali w ch..a. Dlatego przestałem z góry zakładać, że to ja mam najgorzej, i starałem się grać zespołowo, ale z poprawką na to, że jeśli ktoś od początku robił mi pod górę, to trudno było później oczekiwać z mojej strony pełnego zaangażowania w pomoc. Mimo tych zgrzytów większość ludzi wspominam dobrze.


Po czasie pojawił się też drugi temat, mniej spektakularny, ale ważny z perspektywy tego, gdzie jestem dziś. Po kilku latach ta praca zrobiła się momentami bardzo powtarzalna. Nadal dawała mi stabilność i nadal miałem tam ludzi, od których można było się czegoś nauczyć, ale coraz częściej łapałem się na myśli, że zawodowo zaczynam się trochę zasiedzieć i kręcić wokół podobnych problemów. To był jeszcze etap luźnych przemyśleń, a nie konkretnego planu, ale właśnie wtedy pierwszy raz zaczęło mi kiełkować z tyłu głowy, że może kiedyś przyjdzie pora coś zmienić.


Było jednak jedno wydarzenie, które mogło zaważyć na tym, jak byłem później postrzegany w tej firmie. Raz w tygodniu odbywała się narada, na której technolodzy prezentowali koszty ze zleceń i omawiali problemy. Uczestniczył w tym prezes, kadra dyrektorska oraz biurowi. Zwykle było raczej merytorycznie, bez większych fajerwerków. Na jednym z tych spotkań padło na moje zlecenie, gdzie było przekroczenie godzinowe wynikające z dużo dłuższej obróbki ślusarskiej — trzeba było wyprowadzić chropowatość, do tego pojawiły się wady materiałowe — oraz droższej kooperacji, niż zakładała wycena. Część ślusarską potrafiłem wyjaśnić, ale prezes zapytał mnie, a dyrektor produkcji to podchwycił, dlaczego tak często koszty rozjeżdżają się między wyceną a wykonaniem.


Przygotowałem się do tej narady i wcześniej sprawdziłem najbardziej aktualne wyceny. Wyszło mi, że były one po prostu dosyć nieaktualne względem kosztów rejestrowanych w systemie. Powiedziałem więc to wprost i dodałem, że ceny powinny zostać odświeżone. Na spotkaniu zostało to przyjęte bez większych komentarzy, ale około godziny po powrocie do biurka przyszedł do mnie wyceniający od detali tego klienta i praktycznie zaczął na mnie krzyczeć o to, co powiedziałem. Starałem się zachować spokój i kulturę, tym bardziej że był to człowiek ode mnie starszy o jakieś 30 lat. Wyjaśniłem mu swoje stanowisko, ale nic to nie dało — wyszedł w nerwach i trzasnął drzwiami.


Od tego momentu zacząłem zauważać, że część osób z dłuższym stażem w firmie — głównie ze sprzedaży, wycen, zaopatrzenia i magazynu — zwyczajnie mi nie ufa. Zachowanie wobec mnie zrobiło się co najmniej chłodne. Starałem się później normalnie rozmawiać z ludźmi, ale chyba dla części z nich zostałem kimś w rodzaju konfidenta albo sygnalisty. Nawet wyjścia na piwo w większym gronie zrobiły się przez to męczące, więc bywałem na nich raczej od czasu do czasu. Co ważne, przed tamtym spotkaniem pytałem swojego kierownika, czy mam to powiedzieć, bo czułem, że padnie pytanie o przekroczenie kosztów. Usłyszałem, że mam mówić dokładnie to, co ustaliłem, więc w tej konkretnej sytuacji nie mam sobie wiele do zarzucenia. Myślę jednak, że koszt tej jednej sytuacji ciągnął się za mną do końca pracy w tym miejscu.


Niektórzy z czasem się przekonali, ale finalnie i tak doszedłem do momentu, w którym coraz mniej obchodziło mnie, kto i jak mnie odbiera. To właśnie tam nauczyłem się, żeby nie przejmować się aż tak mocno opinią innych, bo wcześniej wpływało to u mnie mocno i na samoocenę, i na psychikę.


Ta praca skończyła się dla mnie zwolnieniem. W firmie od kilku miesięcy trwała fala redukcji etatów — raz kierownik działu, raz księgowa, raz ktoś z biura. Z tyłu głowy czułem, że może paść również na mnie, bo dało się zauważyć pewien wzorzec. Dodatkowo po około 2–3 latach poszedłem po podwyżkę, bo kończyła mi się umowa na czas określony, a kolejna miała już być na czas nieokreślony. W międzyczasie firma dawała podwyżki wynikające głównie ze wzrostu minimalnej krajowej — po ok. 300 zł netto i, z tego co było słychać, wszystkim, od produkcji po biura.

Na rozmowie o przedłużenie umowy siedział ze mną dyrektor produkcji i mój przełożony. Dyrektor od razu rzucił, że pewnie chodzi mi o to, czy przedłużą mi umowę na czas nieokreślony, i że to jest oczywiste. Odpowiedziałem, że tak, ale liczyłem też przy tej okazji na podwyżkę. Już wtedy było widać, że nie jest mu to w smak. Zacząłem więc argumentować konkretnie: dokładnością pracy, bardzo małą liczbą błędów generujących koszty oraz aktywnym udziałem w upraszczaniu pracy w nowo wdrażanym systemie ERP. W praktyce byłem jedną z osób, które najlepiej go ogarniały, i często pomagałem innym w dziale.


W odpowiedzi usłyszałem klasyczne: „czy wie pan, jaki koszt jako pracodawca ponosimy, zatrudniając pana?”. Byłem świadom kosztów zatrudnienia, ale z drugiej strony nie przychodziłem tam siedzieć i nic nie robić. Odpowiedziałem więc, że to rozumiem, ale zapytałem, czy mam w takim razie zrezygnować z oczekiwań finansowych przy rosnących kosztach życia. Dyrektor zaproponował wtedy 200 zł brutto. Liczyłem na więcej, więc próbowałem jeszcze rozmawiać. Tylko że od tego momentu rozmowa przestała być merytoryczna. Dyrektor zaczął mnie przegadywać (zaczął podnosić również głos) i nie przyjmował moich argumentów do wiadomości, więc uznałem, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Mój kierownik do pewnego momentu mnie popierał, ale gdy rozmowa zaczęła się sypać, zamilkł. Nie mam do niego o to żalu, ale myślę, że cała ta sytuacja mogła później zaważyć na moim zwolnieniu.


Po sześciu latach człowiek mimo wszystko przyzwyczaja się do miejsca pracy, więc to też swoje kosztowało. A powody z wypowiedzenia były, moim zdaniem, lekko naciągane. Pierwszy to „częste L4”. W trakcie tego zatrudnienia miałem 8 zwolnień lekarskich: jedno trzytygodniowe, dwa dwutygodniowe i resztę krótszych, kilkudniowych. Część wynikała z rzeczy losowych, część z gorszego momentu psychicznego po dłuższym czasie napięcia. Drugi powód to błąd przy przepisywaniu danych z atestu materiałowego do wykonania graweru na detalu — przy czym takich danych przepisywałem w ciągu roku setki razy, a błędy zdarzały się bardzo rzadko.


Zwolnienie przypadło na koniec listopada 2024, więc miałem jeszcze 3 miesiące wypowiedzenia. Przez kilka dni po wypowiedzeniu jeszcze chodziłem do pracy, chyba bardziej z rozpędu niż z czegokolwiek innego. Później byłem już na zwolnieniu i skupiłem się na szukaniu kolejnej pracy.


I teraz zaczyna się cyrk zwany rekrutacjami w roku, dla mnie, 2024 przez 2025 i dalej trwający w 2026. Przy rekrutacjach zawsze starałem się iść w jakość, a nie w ilość. W CV zawsze opisywałem obowiązki takimi, jakie były. Schludnie, krótko acz treściwie. Ale w trakcie tych 3 miesięcy miałem 3 rekrutacje, więc traktowałem temat w miarę luźno. Dwie z trzech nie wypaliły, oczywiście bez choćby słowa, i gdybym nie zadzwonił, to pewnie dalej nikt by się nie odezwał. Trzecia wypaliła i zaczynałem pracę w marcu, równo z końcem czasu wypowiedzenia.


Praca niestety okazała się mocno przestrzelona. Park maszynowy w nowej firmie różnił się od poprzedniego (m. in. były frezarki obwiedniowe, dla mnie nowość). W drugi dzień pracy, poprzedniego dnia było głównie szkolenie BHP, dowiedziałem się, że będę prowadził grupę 20 chłopa z zawki, którzy mają praktyki zawodowe w zakładzie. Nikt się nie zająknął nawet słowem na ten temat na rozmowie o pracę. Wiedziałem, że będę musiał się mocno podszkolić z opisywania prac na maszynach obróbczych (dokładnego rozpisywania procesów toczenia/frezowania, z rozbiciem na opisanie zamocowania, dobór narzędzi itd.). Jestem świadom tych braków i miałem plan je nadrobić w toku pracy. Ciężko jednak nabierać takiego doświadczenia, gdy już na samym starcie ma się do prowadzenia praktyki 20 chłopaków. Bez kursu pedagogicznego (informowałem, że go nie mam, ale usłyszałem, żeby się tym nie przejmować), bez doświadczenia i bez znajomości samej firmy, w której pracuję. Ostatecznie, po rozmowie najpierw z przełożonym („nic nie da się zrobić bo ktoś musi praktyki prowadzić”), a następnie z prezesem ustaliłem, że nie jestem w stanie wykonywać tego obowiązku należycie i zostało to przekazane innej osobie w dziale. Dodatkowo, od poprzedniego szkoleniowca, który jeszcze był kilka dni w firmie po decyzji o rezygnacji z jego usług (gość na emeryturze, nauczyciel ze szkoły mechanicznej dorabiał sobie prowadząc praktyki), że ta decyzja zapadła około 2 dni przed moim przyjściem do pracy, a dobry tydzień po dogadaniu mojego zatrudnienia.

Przy tym jeszcze na początek wyceniałem głównie detale obróbcze, również bardzo dokładnie zakładając wstępną marszrutę w systemie ERP (stworzenie BOM, założenie operacji i czasów obróbczych). Taka wycena to proces czasochłonny, tym bardziej że większa część pracy szła w powietrze i nie przynosiła zamówień (czasy były mocno przegadywane i w miarę możliwości dopasowywane, żeby był wilk syty i owca cała, ale kto tak pracował, ten wie, że nie da się tak zawsze). Do tego dochodzi kierownik działu. Facet już dawno na emeryturze. Nie było dnia w ciągu tych 3 miesięcy, żeby z kimś się nie pokłócił, a zwykła dyskusja, zależnie od humoru tego przełożonego, zamieniała się w kłótnię. Facet bardzo wybuchowy, dał sobie wklepać funkcję głównego technologa i kierownika produkcji naraz. Na pewno szła za tym gratyfikacja finansowa — nie wierzę, że nie. Czasami po jego przejściu po produkcji jedna lub dwie osoby po prostu szły do domu i brały tego samego dnia L4 albo urlop na żądanie jeśli mieli. Ze mną tak od razu sobie nie pozwalał, ale już po 2 miesiącach mieliśmy jedno czy dwa ścięcia. Dodam tylko, że przynajmniej na tyle, na ile mogłem ocenić, facet miał wiedzę i czasami nawet pomagał, mnie i innym, jak miał lepszy humor. Ale była jedna sytuacja, gdy wrócił z jakiejś narady (pewnie premiowej; rozpisanie premii na działy na podstawie sprzedaży; zasady dla działu technologicznego, jak mi kolega z działu pokazał, były zaprojektowane tak, żeby dać jak najmniej premii) i pojechał po nas wszystkich, praktycznie krzyczał na nas, że nic nie robimy. Kolega, który zaczynał tam wcześniej jako operator, a później przez długi czas był programistą CNC (gość zdolny i często pytany o radę przez wszystkich), dostał tak, że przez kilka dobrych minut był w szoku, zanim odpowiedział. Ogólnie była to połajanka o tym, jacy to wszyscy jesteśmy źli. Nie podeszliśmy do tego agresywnie tylko chcieliśmy to jakoś zagasić ale kierownik sam skończył w końcu tyradę i poszedł do swojego biurka. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że dodatkowo kierownik poskarżył się prezesowi, że pracownicy, w tym nasz dział, go gnębią. W ciągu tych 3 miesięcy zdarzyły się również dwie sytuacje, w których podczas kłótni z innym pracownikiem prawie doszło z jego strony do rękoczynów.


Ludzie, przez takie „zarządzanie”, tam ostro pracowali, nie było „kawusi” i pierdzenia w stołek. Widziałem, że naprawdę mógłbym się dużo nauczyć zarówno na tym stanowisku, jak i od chłopaków, ale oprócz prowadzenia praktyk miałem też zastąpić osobę odpowiedzialną za kwestie czysto systemowe (nadzorowanie kosztów, rejestrowanie zleceń, kart braków; obowiązki czysto dla jednej osoby i czysto bez dodatkowych obowiązków). Ale ostatecznie, na decyzję o odejściu z tego miejsca pracy, z końcem okresu próbnego złożyło się głównie zachowanie kierownika w stosunku do wszystkich. Wrażliwość na krytykę już mi przeminęła, ale wiedziałem, że środowisko pracy, które ten pan tam tworzył, odbiłoby się na mnie długofalowo. Albo ja bym musiał swoje życie i dumę do kieszeni schować całkowicie i się dawać tak traktować albo wyjście, które wybrałem. Wiem, że nie byłaby to osoba, z którą można normalnie pracować. Lubię nowości, lubię się uczyć, ale pewne rzeczy, moim zdaniem, trzeba dawkować i zadbać trochę o własny interes.


No i a propos dbania o własny interes. Mamy drugą połowę marca 2026. Z ostatnią firmą rozstałem się z końcem maja 2025. Po mniej więcej dwóch miesiącach odetchnięcia usiadłem do nauki programowania w Pythonie, początkowo bez bardzo konkretnego kierunku. Zacząłem od kursu z Udemy, później coraz częściej korzystałem z AI do tworzenia ćwiczeń i to właśnie taka forma nauki zaczęła przynosić pierwsze wymierne efekty. Dopiero wtedy zacząłem czuć, że nie tylko „klepię” składnię, ale faktycznie zaczynam rozumieć logikę pisania kodu.

Z czasem pojawiło się pytanie, w jaką stronę w ogóle chcę z tym iść zawodowo. Obok Pythona zacząłem więc uczyć się SQL w PostgreSQL. Nie wiem, czy wybrałem idealnie, ale chciałem po prostu od czegoś ruszyć i zobaczyć, czy da się z tego zbudować realny kierunek — może pod helpdesk w systemach ERP, może później pod bardziej zaawansowaną pracę z bazami danych, jeśli wiedza i doświadczenie będą szły w dobrą stronę. Gdzieś z tyłu głowy przyświeca mi też myśl o pracy zdalnej, a nie o żadnych legendarnych kokosach z internetu. Po prostu o pracy, która dawałaby trochę więcej spokoju i normalności.


Ta myśl o zmianie nie wynika tylko z samej ciekawości. W dużej mierze wynika z tego, że zwyczajnie potrzebuję zmiany środowiska. Jestem świadom, że nie ma branży wolnej od trudnych ludzi i słabych przełożonych. Sam też na pewno nie jestem bez wad. Ale po tych wszystkich doświadczeniach wiem jedno: bardzo dużo daje środowisko, w którym można normalnie zapytać, normalnie dostać merytoryczną odpowiedź i normalnie robić swoją robotę bez zbędnych gierek, upokarzania czy ciągłego napięcia. Ćwiczę fizycznie, staram się dobrze jeść, staram się trzymać głowę w ryzach. Widzę postępy na treningach, widzę, jak znika tkanka tłuszczowa, którego od dziecka chciałem się pozbyć, i to naprawdę pomaga mi się nie rozsypać w takim czasie jak ten.


W międzyczasie wysyłałem pojedyncze aplikacje, raczej stawiając na jakość niż ilość. Zdarzało się też, że to rekruterzy sami się odzywali. I chyba właśnie tutaj mam dziś największy problem. Samo usłyszenie „nie” nie jest najgorsze. Najgorszy jest ghosting, szczególnie wtedy, gdy człowiek przejdzie już kawałek procesu, poświęci czas, przygotuje się, czasem nawet zrobi zadanie albo przejdzie dwa etapy rozmów, a potem zapada cisza. I nie chodzi nawet wyłącznie o urażoną dumę. Bardziej o to zawieszenie, w którym człowiek zaczyna rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i zastanawiać się, co zrobił źle, nawet jeśli obiektywnie nie ma z czego wyciągnąć żadnego wniosku.

Miałem też rekrutacje, na których zależało mi bardziej niż na innych. Jedna z ostatnich kosztowała mnie tyle, że przez dwa tygodnie praktycznie zaniedbałem naukę nowych umiejętności, bo tak bardzo siedziałem głową w tym, czy się uda. Finalnie się nie udało, ale przynajmniej po kilku telefonach dowiedziałem się, dlaczego. I chyba właśnie to pokazuje najlepiej, w czym rzecz — zdecydowanie wolę usłyszeć „nie”, nawet twarde, niż tkwić w zawieszeniu i dopowiadać sobie resztę.


Najgorsza myśl w tym wszystkim jest chyba taka, że z czasem człowiek zaczyna podejrzewać, że to z nim jest coś nie tak. Że może cały czas robi coś źle. Że może za dużo oczekuje. Że może sam fakt, że chciałbym pracować w środowisku, gdzie da się dostać merytoryczną pomoc od przełożonego i oddać to zaangażowaniem, to już jest oczekiwanie z kosmosu. I to jest chyba ten moment, w którym najbardziej trzeba sobie pilnować głowy, bo łatwo zacząć mylić zmęczenie, rozczarowanie i gorszy okres z tym, kim się naprawdę jest i jaką ma się wartość.

Podsumowując: nie szukam współczucia, nie próbuję nikomu wmówić, że zawsze problem był po drugiej stronie i że ja wszystko robiłem idealnie. Na pewno nie. Ale po tych wszystkich doświadczeniach, kilku pracach, różnych przełożonych, kilku naprawdę niepotrzebnych zderzeniach i obecnym etapie szukania pracy mam po prostu coraz częściej w głowie jedno pytanie: czy ze mną faktycznie jest coś nie tak, czy po prostu miałem pecha do środowisk i ludzi, a teraz próbuję się po tym wszystkim na nowo poukładać?


Podsumowując jeszcze prościej: chcę „tylko” i „aż” pracować.


Na koniec, krótkie 3 pytania do społeczności — jak Wy to widzicie:

1. Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?

2. Jak radzicie sobie z ghostingiem po rekrutacjach, żeby później nie mielić tego w głowie?

3. Przy takim tle zawodowym cisnęlibyście dalej w przebranżowienie, czy raczej szukali pracy w tym, co już umiem i znam?




#pracbaza #praca #rekrutacja

Komentarze (63)

@Kronos chłop se poszedł robić w jednym miejscu i krzyczeli na niego, potem w innym i nie krzyczeli to mu sie nudziło, potem w kolejnym to znowu krzyczeli i tera od roku nic nie robi tylko sie uczy kucowania w Pythonie

@Hilalum widzę, że przeczytałeś to raczej na szybko i rozumiem, że może to tak wyglądać. Nie pisałem, że odszedłem z pracy, bo ktoś raz podniósł głos albo bo mi się „nudziło”, tylko opisałem szerszy kontekst: sposób zarządzania, rozwój, stagnację i to, jak to się kumulowało. Z nauką też nie chodzi o „kucowanie”, tylko o próbę sensownej zmiany.

@PatMat92 problem jest taki, że umiejętność kodowania w tym momencie mało co ci da by wejść w rynek o ile nie ograniczysz tego do jakiejś specyficznej dziedziny, np przydatne z twoim głównym zawodem. Na ten moment jest masa mid developerów, którzy szukają pracy i odpadniesz na etapie rekrutacji ze względu na brak wykształcenia kierunkowego i brak stażu. Juniorzy mają problem z wejściem z rynek gdzie mają kilka lat studiów za sobą plus często jakieś doświadczenie zawodowe.

@PatMat92

Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?

Po tym, że jedyną świętością dla kierownictwa było 11h przerwy dobowej (jak przekroczyłeś 13h pracy jednego dnia to musiałeś w kolejnych dniach zmieniać godziny w raporcie żeby się zgadzało), a jednocześnie przy takiej sytuacji dalsze zmniejszanie bazy serwisantów.


Tylko mi smutno, że nie zdążyłem sam się zwolnić

@maly_ludek_lego CHOPIE NADGODZINKI WPADNĄ TO KASIORKA BĘDZIE

Pół roku tam przytrzymałem, miałem zamiar jeszcze dwa przesiedzieć miesiące bo szkolenie z bezpiecznej jazdy na torze w Radomiu miało być.

Z półtora miesiąca był przestój to nawet mnie z domu nie wywoływali, nie dali żadnych materiałów do nauki (bo nie mieli), a potem wielkie zdziwienie, że ja doświadczony serwisant z pokrewnej, ale innej branży nie znam ich maszyn na pamięć, gdzie na cały świat to może kilkanaście tysięcy sztuk jest (w polsce może dobija do setki wliczając modele od wczesnego PRL do dzisiejszych), czyli kilka generacji sprzętu, a każdy egzemplarz produkowany pod konkretne widzimisię klienta. A te starsze modernizowane na różne sposoby.

Fakt faktem jak był zapierdol to wypłata netto byka większa niż kwota brutto na umowie, ale zdrowie jest jedno. Zresztą jak się okazało, że doświadczeni serwisanci mieli stawki o wiele mniejsze niż ja to w sumie nie dziwne, że mnie wyjebali xD


W sumie jeden z typów to się zaciągnął bo mu się znudziło stawianie fundamentów farm wiatrowych w Skandynawii, gdzie zapierdalal po kilkanaście dni z rzędu po 15-16h (w niedziele 10-12) i mówił że tu to sielanka xDDDDD

Raz na trzy tygodnie zjeżdżał do Polski na weekend, a tam na miejscu miał jeden, góra dwa dni wolnego, bo przecież już tam siedzi to co ma czas marnować xD

@maly_ludek_lego btw, wspominałem o robocie na nominalnie 8h, która zazwyczaj rozciągała się na 11h?

A o wciskaniu 4 takich serwisów w jednym tygodniu? Od jednej maszyny do kolejnej kilkaset kilometrów, bo akurat się niefortunnie ustawiły w terminarzu?

To jeszcze może dodam, że serwisy i regulacje często były prowadzone na czynnych szlakach kolejowych (zamknięty tylko jeden tor, na którym maszyna pracowała). Taaaaki wypoczęty xD

@maximilianan

Używać Ejaja do shitpostingu

Ech ta młodzież dzisjaj.


Możesz mi leniuchowi wytłumaczyć jak to niby działa? Część napisał sam a część wygenerował "panie Czesławie Giepete, wysraj mi pan shitposting o tym że mi źle w pracy"?

8f8baf85-a3bb-4216-8f62-9893c6dfb56c

@Opornik może poprosił o zredagowanie, albo żeby brzmiało w jakiś sposób. Prompt w stylu weź ten tekst sprawdź i popraw błędy, czy coś

@maximilianan tak, dokładnie tak to wyglądało. Wyszedł długi tekst, a staram się dbać o składnię i błędy. I tak ostatecznie decydowałem ja co poprawić.

Główny technolog opierdzielił mnie od góry do dołu na oczach wszystkich, ton między podniesionym głosem a krzykiem i jedna czy 2 bluzgi nawet.

Zajebało polską.


@PatMat92 taguj młody

94307fef-d8e7-4d11-bd01-a94ebabe1275
  1. Dodaj tagi. Są obowiązkowe.

  2. Tekst ok, ale czemu tyle fabuły? Wystarczyło zadać pytania.

Odpowiadajac:


Uważam, że jeśli człowiek po pracy nie ma ochoty na zrobienie czegoś dla siebie, to znaczy, że praca go zjada, i czas na zmiany.


Zle traktowanie to domena januszexow. Zawsze zapytaj o to, jak będą wyglądały Twoje trzy miesiące oraz zaznajom się ze swoim zakresem obowiązków w umowie o pracę.


To normalne, że opinie i potrzeby innych kolidują z Twoimi. Warto się nauczyć sztuki kompromisu... oraz, jeśli kogoś będę musiał skrytykować, staram się pogadać z tą osobą w cztery oczy, a na niwie publicznej być delikatnym.

@Dzemik_Skrytozerca dzięki za odpowiedzi.

Wiedziałem po pierwszej pracy, że ta ostatnia długofalowo będzie bardziej kosztem niż wartością dodaną. Stąd właśnie czas na zmiany, trybu życia najpierw i dalej mam nadzieję pracy.

Przypomniało mi się, jak zapytałem w tej rekrutacji do tej najdłuższej pracy o to czy istnieją kary finansowe za pomyłki. To pan dyrektor o którym pisałem w poście się lekko oburzył. Pytanie podyktowane faktem, że w pierwszej pracy był kolega który się w wycenie pomylił i skończyło się to obcięciem premii na 3 miechy bodajże i resztę odpracowywał w nadgodzinach. Było o tym dosyć głośno pośród ludzi i wątpię, że to wyssane z palca było.

Tak, staram się szukać kompromisu i sam, jeśli mam coś komuś do powiedzenia, co może być źle odebrane, staram się to mówić na osobności. Wiadomo, że czasami się zwyczajnie zasłuży na opieprz ale nie rozumiem sensu robienia tego przed całym biurem.

@PatMat92


Ludzie bywają nieracjonalni.


Są różne porady na takie okazje (agresji, w której ktoś atakiem próbuje wybronić swoich racji). Nie doradze Ci jak postąpić, ale poddam Ci pod rozwagę pewne prawdy:

  • Masz prawo mieć opinie. Jeśli ktoś tego nie rozumie, zignoruj go... lub uprzejmie podziękuj za jego opinie i zaproś kogoś jeszcze. Większość głośnych skurczybykow traci odwagę jak mają świadków.

  • Jeśli da się rozmawiać. Lub jeśli chcesz rozmawiać. Poproś o wypowiedź pisemna.

  • Stres kosztuje. Nie daz do konfrontacji, jeśli nie ma w tym obiektywnej korzyści dla Ciebie lub firmy.

  • Cyniczne skurczybyki (np. okradający ludzi złodzieje) mogą próbować zakrzyczeć ludzi by ukryć swoje przewiny.


W związku z powyższym po takim wydarciu zwrocilbym uwagę na straty dyrektorowi pisemnie z dw. do odpowiedniego zespołu. Tyle.

Po czytaniu takich postów rozumiem jak łatwo jest w IT. Pracuję minimalnie krócej niż ty, nikt nigdy nie podniósł na mnie głosu ani nie próbował publicznie upokorzyć. Współczuję

@kkdawid to masz bardzo dużo farta. Moje odczucia z 15 lat w tej branży są zdecydowanie inne. Januszeksy są też w IT. Jak trafisz na prawdziwego Janusza, to wyciśnie Cię dokładnie tak samo jak ludzi na produkcji. Polski Biznes potrafi Ci nagadać, łącznie z groźbami, że " jak masz problem, to oni zaraz się do Ciebie wybiorą i Ci wpierdolą". Dla zagranicznych korpo jesteś znowu tanią siłą roboczą i niektóre nacje (np Dunczycy) traktują Cie dosłowne jak robaka. Fakt, zarabiasz więcej i w czasach eldorado miałeś jakąś dźwignie, ale to się trochę skończyło.

@rith w IT? Niemożliwe. Niech spróbuje pisnąć to od razu pozwik o mobbing i wygrana gwarantowana, plus obsranie firmy w środowisku. Ukryte kamery teraz bardzo tanie są.

@Opornik Tak, masz rację. Niemożliwe, że gość, wtedy szef działu sprzedaży, zadzwonił do mnie i przy moim szefie nawrzucał mi kurew, groził nam "że trzeba nam pierdolnąć, żebyśmy w końcu rozwiązali ich problem" i inne takie.

Masz rację, to niemożliwe.


@kkdawid Zależy gdzie pracowałeś i na jakich szczeblach. Duże korpo też są różnie.

Prosty przykład - Accenture: ja mam z nimi dość pozytywne wspomnienia, ale znam wielu ludzi którzy twierdzą, że to najgorsza firma na świecie. Wszystko zależy od szczęścia, projektu, czasu etc.

@rith Zależy od korpo ale nie odbieram komentarza @kkdawid by nie wierzył, że może być ciężko w IT ale z reguły w globalnych korpo powinien być inny standard zgłaszania takich problemów, mobbingu itp. Sam też nie mam nic na poziomie opisanym przez użytkownika czy poprzedników ale w pełni Ci wierzę i współczuję takich doświadczeń.

Fajny wpis, pokazuje realia pracy w firmach produkcyjnych, ale nie tylko tam. Szefowie często chcą mieć człowieka od wszystkiego i jeszcze dodatkowo poduszkę do płakania, czy bicia w cenie jednego etatu. Sam pracuję jako robol w komunalnej firmie transportowej i z łatwością postawiłem się w opisanych przez ciebie sytuacjach. Z resztą nawet lektura Goworka firm produkujących urządzenia dla mojej branży dużo mówi o podejściu do pracowników i większość sprowadza się do narzekania na chaos organizacyjny i niekompetencję dyrektorów. Nie powiem, pozwala to zdystansować się od uwag przełożonych, spojrzeć z innej perspektywy i ocenić, czy to ja coś robię źle, czy moi przełożeni nie są kompetentni w swoich dziedzinach. Nie mam dużego doświadczenia, bo firma w której pracuje od 4 lat to moja pierwsza praca (24 lata here). Zastanawiam się nad swoją przyszłością zawodową, też jestem po technikum, a poszedłem do pracy przez sytuację rodzinną. Dlatego nie pomogę ci, ale chciałem podziękować za wpis i trochę zachować równowagę względem innych komentarzy :D

@najwiekszy_baklazan_ dzięki, jestem świadom że takich historii jest niestety na pęczki ale że tak powiem, ostatnio się ulało. Wiedziałem, że napotkam różne komentarze i te generalizujące ale tak to już jest. Nie szukam wsparcia, czasami pewne rzeczy trzeba przerobić. Szukam ogólnie feedbacku, żeby spojrzeć na to z boku i nie kręcić aż takiej dramy w swojej głowie wokół tego.

@PatMat92

chaos organizacyjny i niekompetencję dyrektorów

@najwiekszy_baklazan_

chcą mieć człowieka od wszystkiego i jeszcze dodatkowo poduszkę do płakania


Rozpierdala mnie że nadal tak jest po 35 latach wolnego rynku, otwartych granic i konkurencji z zachodu.

Zdawać by się mogło, że po takim czasie zwykła selekcja naturalna by takie firmy rozpierdoliła albo zmusiła do zmiany nastawienia. Ale nie.


Nie doczytałem twojego wpisu do końca bo mi się nie chciało, ale jak czytałem to sobie myślałem jak bym się zachował na twoim miejscu dzisiaj, mając to doświadczenie zawodowe i życiowe które mam.

Otóż zachował bym się tak do tego głównego technologa co cię zjebał przy wszystkich:


Chuj ci w dupę cwelu i chuj w dupę twojej jebanej polskiej firmie! Nowy tu jestem i twoim psim obowiązkiem jest mnie wdrożyć, a nie że sie muszę szwędać i każdego prosić zeby mi pokazał co i jak!

Pierdol się nogą od stołka, wyjeżdżam na zachód, przyjmą mnie z pocałowaniem ręki, a za rok tu wrócę autem lepszym od twojego!


Czy jakoś tak.

Nie żebym się chwalił, ale zdażyło mi się nie raz odchodzić z firmy bo mi się nie podobało jak jest prowadzona albo jak inni pracownicy byli traktowani.

Angielski mam nadzieję znasz dobrze.

@Opornik miło słyszeć, niestety, przynajmniej w mojej okolicy takie firmy nadal istnieją i mają się względnie dobrze. Nie winię o niedoczytanie, sam możliwe że musiałbym się zaprzeć i mieć czas żeby przeczytać od końca swój post. Chciałbym tak zrobić jak piszesz, tak mówić takim ludziom ale niestety zawsze przewiduję konsekwencje ewentualne, że ktoś mi będzie koło pióra robił po ludziach i pracodawcach.

Angielski na szczęście znam spokojnie na B2 w mowie i piśmie. Jak mam mówić to nie ma z tym wielkiego problemu, bardziej po prostu przyzwyczajam się jeszcze ale miewałem już rekrutacje po angielsku z zagranicy

@PatMat92 najdłuższy wpis, jaki przeczytałem w całości na hejto, bo mnie zaciekawił.

Porażka, że dostałeś tu tyle "merytorycznych" odpowiedzi od strażników tagowania, aż zawaliło konkurencyjnym portalem, jak starą onucą.

Doskonale Cię rozumiem, bo ja usilnie próbowałem dostosować się do środowisk pracy, do których zupełnie nie pasowałem. Największym moim błędem, było to, że próbowałem coś udowodnić swojemu otoczeniu, zupełnie nie słuchając siebie. Firmy i pracownicy, którzy się zasiedzieli i są tam od lat, bardzo często będą bronić statusu quo - wtedy masz do czynienia z armią "miernych, ale wiernych", którzy będą walczyć o to, jak o niepodległość, bo wiedzą, że już za późno na zmianę i w nowych miejscach prawdopodobnie wyszłyby ich słabości i brak kompetencji.

Z tego co piszesz, masz sporo różnego doświadczenia, chęci do pracy i rozwoju Ci nie brakuje. Jeśli czujesz, że przebranżowienie Cię kręci - idź w to, bo to nie wyrok na całe życie, tylko szansa na znalezienie czegoś dla siebie. Bardzo często doświadczenia z różnych miejsc, nawet skrajnie różnych, stają się wartością dodatnią, zupełnie niespodziewanie.

Musisz podjąć męską decyzję i dać szansę nowym pomysłom zderzyć się z rzeczywistością. To już nie są czasy jednej ścieżki, jednej kariery, aż po grób, a multidyscyplinarne stanowiska stają się normą i nawet są obecnie pożądane.

Spróbuj może znaleźć coś, nawet na poziomie juniora, part - time, żeby się zmierzyć z realiami.

I jeszcze jedno, co może zabrzmieć jak coachowe pie*****nie, ale nie bój się zrobić kroku do tyłu, żeby potem móc zrobić dwa do przodu. Możesz to potraktować, jak taktyczny odwrót. Poświęć czas, na poznanie siebie, tym bardziej, że AI pomaga teraz z autoanalizą dogłębnie, w kontekście życiowego doświadczenia i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Często rodzina czy bliscy dają rady, które są przede wszystkim bezpieczne dla nich samych, ale mogą i często nie mają zastosowania w Twoim indywidualnym przypadku. Nie bój się skorzystać z pomocy specjalistów, jeśli dojdziesz do wniosku, że jest taka potrzeba. W takich momentach lubię sobie posłuchać Myslovitz - Acidland

@madhouze bardzo dobrze powiedziane, dzięki za odpowiedź. Szczerze właśnie dlatego korzystam z AI, tak jak pisałem w ćwiczeniach programowania ale i ogólnie w życiu też. Pytam często i gęsto np. o to jak wykonywać ćwiczenia z apki z którą ćwiczę, żeby nie łapać kontuzji i wypracowywać technikę. Również z takimi rzeczami jak właśnie ogarnięcie tego w co myślę i jak sobie z tym radzę. Jeśli mam zajęcie, jak się uczę to nie myślę tyle i rzucam się w wir. Mam trochę oszczędności więc jeszcze jakiś czas mogę sobie pozwolić na naukę bez obciążenia ale brak stałego źródła zaczyna doskwierać coraz bardziej. W sumie to głównie chciałem napisać post rant na rekrutację ostatnimi czasy, gdyż dopiero teraz mam faktycznie problemy ze znalezieniem pracy. Ale to było przerabiane w necie, na Reddicie czy wykopie już mocno więc wyszło jakbym pastę napisał

@PatMat92 

zdecydowanie wolę usłyszeć „nie”, nawet twarde, niż tkwić w zawieszeniu i dopowiadać sobie resztę.


Ja pi⁎⁎⁎⁎le pamiętam jak 25 lat temu o tym gadalismy na jednym forum (IT), i nic się nie zmieniło.

Żebyś jeszcze jakimś kmiotem był a nie specjalistą z doświadczeniem.

A tak to wszyscy płaczą o "rynku pracownika" i roszczeniowej postawie.

Ostatnio kiedy aplikowałem do pracy, i przygotowałem się bardzo dobrze, a rozmowa z prezesem po ang. poszła super, HRki się zaklinały że "tak tak my zawsze informujemy". Oczywiście zero odzewu.


Przynajmniej w firmie @Ten_koles_od_bialego_psa mają jakiś rozum i godność człowieka, mówił że oni zawsze informują że dziękuja kandydatom.

@Opornik No właśnie, szczerze sam nie lubię bycia roszczeniowym ale znowu z innej mańki te 10 lat mnie nauczyło żeby dbać o własny interes w tej kwestii bo nikt tego zwyczajnie za Ciebie nie zrobi. Jak trzeba chodzić koło pracy, starać się w rekrutacji ja nie mam z tym problemu. Problemem jest właśnie ghosting, nie zawsze człowiek jest w stanie sobie go sam wytłumaczyć lub po prostu te tłumaczenie sobie przestaje wystarczać.

@PatMat92 A najśmieszniejsze jest to, że przecież taki człowiek odrzucony w rekutacji z biegiem lat będzie miał większy skill niż mniejszy, firmę która mu uprzejmie podziękowała będzie mimo wszystko dobrze wspominał, a i opinia o takiej firmie będzie lepsza na dzielni bo przecież ludzie gadają ze sobą.
Ileś lat później taka firma może znowu kogoś potrzebować, facet zobaczy ogłoszenie, pomyśli "A, to te chuje co mnie zlały" i przejdzie dalej.

@Opornik mnie kiedyś nie poinformowali, ale i tak mialam inną ofertę ktora wzielam wiec w ogóle zapomniałam o temacie

po trzech miesiącach dzwonią ze zdecydowali się mnie zatrudnić XD

(pewnie osoba wybrana jako poerwsza albo sie nie sprawdziła albo spierdolila)

@PatMat92 zagranica mordo ^^

Jak wyjechałem to stwierdziłem że jak wrócę do kraju to nigdy już w zawodzie bo tam komuna ludzi zryla xD


W pl miałem 8-12 tematów dziennie na budowie a tu jak mam 6 to był zapierdol xD i jeszcze w pl każdy ci stara się udowodnić że gówno wiesz a tu się cieszą że ktoś w ogóle ogarnia temat


Jak coś to Irlandia ma więcej hajsu niż może wydać bo przesadzili z korporacjami i mają taxu ileś tam miliardów na 4.5mln ludzi w kraju xD

@SciBearMonky Nom, dla wielu to kultura pracy, a nie hajs, jest powodem dla którego wolą pracować na zachodzie. Moim zdaniem to nie komuna, tylko mentalność końcówki lat 80 i lat 90, kiedy można było ludzi traktować jak śmieci a i tak pracowali bo nie mieli wyjścia.

@SciBearMonky często to jedyne wyjście, żeby odzyskać poczucie sprawczości i w sumie godności. Niestety nie jest pozbawione pułapek.

@PatMat92 a jak zrobisz trochę doświadczenia to za kilka lat ogarniesz zdalnie jakieś klepanie w cadzie i możesz wrócić albo zamieszkać gdzie chcesz.


Daje sobie teraz 5 lat na ogarnięcie gisu dobrze i spadam do Hiszpanii bo tam pogoda fajna i ludzie wyluzowani

@SciBearMonky Cały czas z tyłu głowy mam chęć na projektowanie 3D ale musiałbym się przebić. Jeśli za granicą używany jest angielski i nikt się nie zrazi zaraz że nie znam innego języka na start to spoko, ogarnę. W ostatniej firmie naprawdę ciekawe rzeczy firma robiła, bo odlewy (różne kanały, wiele różnych płaszczyzn do rzutowania, przejścia różnych przekroi z jednego w drugi itd.) więc popracowałbym tam dłużej ale w normalnej atmosferze to na pewno bym ogarniał na dosyć wysokim poziomie tematy.

Głupio aż tak krótko odpisać na taki długi wpis ale wszystko OK z Tobą @PatMat92. Dużo rozkminiasz/wałkujesz w głowie i z tym pewnie najłatwiej żyć nie jest ale doświadczenie i odpowiedzialność jaką często miałeś uważam pozycjonuje Cię wysoko. Powodzenia z tym co tam postanowisz - czy przebranżowienie czy próba jeszcze znalezienia odpowiedniejszego środowiska dla siebie.

A ekipa komentująca że długie/nudne/z korektą AI i jeszcze oprócz tagów inne przytyki to mocno zaniża poziom dyskusji😶 Myślę jest tu wiele osób co bardzo merytorycznie mogło by się wypowiedzieć z szeroko-pojętego rozwoju zawodowego czy osobistego - i oby oni raczej zabierali głos - wtedy inni co są 'na zakręcie' skorzystają.

@ttoommakkoo 

A ekipa komentująca że długie/nudne/z korektą AI i jeszcze oprócz tagów inne przytyki to mocno zaniża poziom dyskusji

@PatMat92 Przeczytałem całe i nie mam żadnego problemu, że zrobiłeś korektę AI bo moim zdaniem wstyd to generować AI Slopa, a nie używać LLM do tego w czym jest dobre. Witam w naszych skromnych progach hejto i mam nadzieję, że się zadomowisz. Odnosząc się do Twoich pytań:

1. Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?

W sumie nigdy do głowy mi nie przyszło, że ja mogę być problemem. Od kiedy pamiętam miałem wysokie poczucie własnej wartości nawet gdy wykonywałem najbardziej podstawową ale ciężką pracę fizyczną to wiedziałem, że jestem w stanie robić więcej i po prostu starałem się nadrobić braki w edukacji i szukać pracy w IT.

2. Jak radzicie sobie z ghostingiem po rekrutacjach, żeby później nie mielić tego w głowie?

Za długo pracuję w jednym miejscu przez co nie byłem na wielu rekrutacjach. Gdy zaczynałem startowałem w 3 miejsca, w pierwsze nie odezwali się, w drugie odmówili bez rozmowy, a do trzeciego mnie przyjęli bo to była po prostu wymagająca praca fizyczna. Następnie miałem już wewnętrzne rekrutacje i nie przeszedłem dwóch na trochę inne stanowiska, które były lepsze (ale nadal nie w branży) głównie dlatego, że nie potrafiłem sobie jeszcze dobrze radzić ze stresem. Zostałem zatrudniony na stanowisko wejściowe do IT w supporcie gdzie miałem dużo do czynienia z masą systemów i mogłem się wykazać. Następnie już wielokrotnie awansowałem i miałem poszerzony zakres obowiązków. W trakcie tej pracy nauczyłem się radzenia sobie ze stresem bo im bardziej odpowiedzialne stanowisko tym stres większy i to chyba nie zależy od branży.

3. Przy takim tle zawodowym cisnęlibyście dalej w przebranżowienie, czy raczej szukali pracy w tym, co już umiem i znam?

Na Twoim miejscu pewnie starałbym się uczyć, aplikować pracując w bezpiecznej pracy bo rynek dla juniorów jest bardzo słaby ale mam nadzieję, że się będzie poprawiał. Nie bój się marzyć o normalności bo wiem jak pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że w sumie zawsze chciałem pracować głównie zdalnie, a ówczesne marzenia zarobkowe przekroczyłem szybciej niż się spodziewałem.

@PatMat92 w IT dla juniorów jest chu*nia w tej chwili. Próbuj w firmach, które zajmują się sprzętem i da się choć ułamek Twojego przeszłego doświadczenia wykorzystać. Albo za granicą (zdalnie) - będziesz mieć dźwignię w postaci niższego niż tam zwykle wynagrodzenia. Może się też okazać, że za trzy lata IT już w ogóle będzie mało przyszłościowe.


Jak chcesz, to możesz mi podesłać na priv, co tam z tego obszaru już umiesz i jakiś przykładowy projekt, to być może coś zdołam podpowiedzieć. Szczególnie że język programowania + coś z baz danych to za mało - jest strasznie dużo rzeczy "dookoła", które też trzeba znać i to już na entry level. Dobra wiadomość jest taka, że prawie wszystko możliwe do nauczenia z netu.

@PatMat92 Twoja kariera to 1:1 to co spotyka moich kolegów z roku z polibudy. No a przynajmniej tych, którzy pracują w zawodzie. Praca w stresie, zarobki marne, o podwyżki trzeba się prosić, wszędzie pierdolnik. Pamiętam jak wziąłem dziekanke na ostatnim roku żeby trochę dorobić a oni właśnie pokończyli i weszli na rynek pracy. Chryste panie, armagedon, terminy z d⁎⁎y, robisz kosztorysy na miliony samemu zarabiając przy tym minimalną krajową + kilka stów pod stołem.

Jak się dowiedziałem z pierwszej ręki jak to wygląda to rzuciłem to w pizdu i zostalem na emigracji. Nie żałuję.


Tak, że i feel for you bro. Trzymaj się i kombinuj.

Zaloguj się aby komentować