Doprawdy nie wiem, na co te kacapy jeszcze czekają i liczą.
Putin – rozumiem, wpadł w gówno z tą wojną, ale jak się wycofa to będzie po nim, więc w interesie swoim i swojej kliki ją kontynuuje. Cerkiew i oligarchowie – rozumiem, im się upadek systemu bardzo nie opłaci. Ale społeczeństwo w swojej masie jest, nie bójmy się tego słowa – przeraźliwie tępe.
Nie mówię o demoralizacji i degeneracji, to jest inna sprawa. Ale jak można tak kompletnie ignorować doświadczenia własne oraz rodziców i dziadków, i nie wyciągać wniosków z błędów przeszłości? Myśmy przecież też błądzili i grzeszyli, los ukarał nas rozbiorami i dwiema wielkimi wojnami, nasza historia też jest krwawa i tragiczna. Ale dzięki temu wiemy, czego dzisiaj nie robić (na przykład nie napadać na innych), a co robić (na przykład rozwijać z innymi współpracę). Tę wiedzę przekazywał ojciec synowi, matka córce, rodak rodakowi. Gdy trzeba było, na tajnych zajęciach dzieci jej uczono albo prywatnie między sobą ją szeptano. Przeciętny Polak rozumie dzisiaj, że totalitaryzm i wojny to nic dobrego. Myślałby kto, że naród który wycierpiał równie dużo albo i więcej, powinien takie sprawy kleić.
Otóż nie. To jest jakiś fenomen na skalę światową. A przecież do niedawna w ogóle nie byli izolowani. Że Putin im propagandę sieje? Tak, tylko że tego Putina sami sobie wybrali, bo był aparatczykiem KGB, miał styl silnej ręki i napadł na Czeczenię. A potem długie lata mu kibicowali i popierali, gdy rozmontowywał demokrację, mordował opozycję i wszczynał konflikty z sąsiadami. Chyba nikt ostatnio 140 milionów kacapów cichcem nie podmienił? Wiemy też z dobrych źródeł, że wzrost cen i kryzys ich boli, nikt mi więc nie wmówi, że nic szczególnego nie zauważyli.
A mimo tego nadal nie protestują. Cierpliwie czekają i cierpią. Udają, że nie widzą, jak Putin wyłącza im WhatsAppa, Youtuba i Telegrama. I mimo zaciskania pętli, jak bardzo się wzbrania przed powszechną mobilizacją, płacąc sowite pensje ochotnikom i najemnikom, chociaż skarbiec świeci pustkami, infrastruktura trzyma się na lakierze i potędze Sowieckogo Sojuza, kluczowi płatnicy podatków sami się proszą o pieniądze, a regiony są zadłużone po uszy.
Gdyby ich dziadowie powiedzieli im prawdę, wiedzieliby, że to oznacza strach. Chęć kontroli informacji, brutalne tłumienie protestów i jednoczesna demonstracyjna troska o lud – tak zachowuje się dyktator, który się boi i ma ku temu powody. Gdyby był pewny miłości swoich poddanych, nie obawiałby się krytyki wojny, a opozycję orałby merytorycznie w telewizji, przedstawiając twarde liczby świadczące o sukcesach. Lud rozumiałby również, że sukcesy nie nastąpią, bo nie mogą – system jest z zasady niewydolny w porównaniu z demokracją i wolnym rynkiem, odcięcie od handlu z bogatymi partnerami przynosi straty i zacofanie, a budowanie dobrobytu na masowej produkcji drogich rzeczy, które zaraz zostaną wystrzelone w powietrze lub zniszczone, razem z siłą roboczą i płatnikami podatków – nie ma szans się udać. Żyją przecież wciąż ludzie, którzy pamiętają Afganistan, wyścig zbrojeń i zmierzch ZSRR. Ale nie ogarniają, nie wyciągają wniosków, przeciwnie – domagają się więcej Sojuza. To jest jakiś zbiorowy amok albo stupor.
Czy to źle? Niekoniecznie. Jak pisał Mickiewicz: „Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza, odbiera naprzód rozum od obywateli” – a kara się należy, za całe zło, które w ciągu wielu wieków przyszło z Moskwy. Im dłużej będzie trwała wojna i marazm, tym większe straty i szkody zostaną trwale Rosji wyrządzone. A mistrzem w tej robocie jest ich ukochany Władimir Władimirowicz. Gdy zatem wybuchną protesty, cierpieć będzie on; gdy nie wybuchną, cierpieć będą ruscy. A nam pozostaje to obserwować, wspierać Ukrainę która ich kruszy i mądrze budować własną siłę militarną i gospodarczą. A gdy nadejdzie właściwy czas, może za rok, a może za kilkadziesiąt lat – wspólnie z sojusznikami żelaznymi pięściami rozbić ostatecznie w proch to, co zostanie po gównianym moskiewskim imperium, i odesłać je na śmietnik historii.
Amen.
#wojna #rosja #ukraina #polska #geopolityka
