Czy Partię należy rozliczyć z ostatnich ośmiu lat?
- Z pewnym zdumieniem odkrywam, że w internecie nie brakuje głosów, że nie, nie trzeba. I nie chodzi o aparatyczków Partii, bo ci w ogóle nie uważają, by Słońce Żoliborza zrobiło coś nie tak. To jest oczywiste i tego się po nich należało spodziewać. Chodzi mi o niezwiązanych z Nowogrodzką komentatorów, którzy używają bardzo dziwnych argumentów za tym, by Partii nie rozliczać. A sprawa jest chyba dość prosta.
- Partię trzeba rozliczyć z tego samego powodu, z którego należy karać dowolne przestępstwo. Nie, to nie jest żadna przesada. Cały szereg partyjnych aparatczyków po prostu łamał prawo zapisane w konkretnych ustawach. Za te naruszenia przewidziane są konkretne kary. Nie ma absolutnie żadnego powodu, by akurat ci ludzie, akurat za te przestępstwa i wykroczenia, mieli uniknąć odpowiedzialności prawnej.
No bo niby czemu?
- Partię trzeba rozliczyć, by Polska była państwem, w którym władza rzeczywiście jest poddawana jakiejś kontroli karnej, choćby odroczonej na kilka lat. Może jestem pięknoduchem, ale to chyba jest wykonalne, prawda? No i może przypomnę, że takie, hehe, Procesy Nowogrodzkie, będą stanowiły ostrzeżenie dla każdego kolejnego rządu. Także tego, który się właśnie formuje.
- Partię trzeba rozliczyć po to, by nie powtórzyła tego samego (albo i czegoś gorszego) za rok, dwa, pięć, dziesięć. Przecież dokładnie ten błąd popełniono po 2007 roku, gdy na wszystkie ówczesne przewiny Partii, znacznie mniej liczne niż dziś, zasadniczo machnięto ręką. Czy uważano, że Partia już odchodzi do lamusa, czy naiwnie sądzono, że Prezes się za takie miękkie traktowanie odwdzięczy w jakiś cywilizowany sposób, czy po prostu zabrakło kompetencji - popełniono wielki błąd. Partia wróciła do władzy i od pierwszych dni zaczęła robić dokładnie to, co w latach 2005-2007, tyle że szybciej, skuteczniej i bardziej bezczelnie. No i łamiąc przy tym więcej ustaw. Symbolicznie, jednym z pierwszych naruszeń prawa było ułaskawienie Kamińskiego, który miał przecież wyrok za nadużywanie władzy. Mario w nagrodę dostał superministra i odwdzięczył się Pegasusem.
Chyba nie chcemy popełniać tego kretyńskiego błędu po raz drugi, prawda?
- Niektórzy mówią coś w stylu: "oho, teraz platfusy będą rozliczać pisiaków, a za 4 lata pisiaki platfusów, a potem znowu platfusy…". Przepraszam, ale co ma z tego argumentu wynikać? Bo nie wynika nic. Że niby mamy nie rozliczać, patrz punkt 1 i 2, przestępców i nadużywających swojej władzy rządów bo… co? Bo to zmęczy siedzącego przed telewizorem widza? Bo tak nie wypada?
- Inni mówią: "nie chodzi o to, by teraz nowy rząd bawił się w takie same czystki jak PiS". Nie, nie chodzi. Chodzi jednak o to, by po prostu ukarać winnych. Simple as that. Jeśli będzie ich pięciu, to pięciu. Jak pięć tysięcy, to pięć tysięcy. O ile wiem, w polskim prawie nie funkcjonują limity wyroków za dany paragraf. Ale może się mylę, nie jestem prawnikiem.
- Jedyny argument, który ma jakiś sens, idzie mniej więcej tak: "teraz nowy rząd zajmie się pokazowym rozliczaniem pisiaków, a nie wprowadzaniem potrzebnych reform". Tak, może się tak stać, niestety. Ale to w żaden sposób nie implikuje, że mamy nie pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy na to zasługują. Ani tym bardziej, że jeśli to nie zostanie zrobione, to nowy rząd wyciągnie z szuflady ustawy, które normalnie by tam chował z powodu trwających rozliczeń.
Poza tym: jeśli mówimy o dobrych ustawach, to chyba nawet z PR-owego punktu widzenia nowy rząd powinien chcieć stawiać przed sądem aparatczyków Partii ORAZ uchwalać te dobre ustawy, nie?
Ale tak, to się może stać. I trzeba na to uważać.
- Na koniec chciałbym przypomnieć o takim drobiazgu, który chyba niektórym w tej debacie umyka, co po ośmiu latach borduryjskich standardów w sumie nie powinno dziwić. Otóż:
To nie rząd stawia zarzuty.
Nie rząd je rozpatruje.
Nie rząd wydaje wyroki.
No po prostu nie.
- Wiem, łatwo o tym zapomnieć jak przez prawie dekadę ma się totalnie upartyjnioną prokuraturę i zastraszanych z politycznego klucza sędziów. Ale w normalnych krajach prokuratura i sądy są niezależne od rządu i działają wedle prawa, a nie smsa z politbiura. To nie Tusk będzie stawiał zarzuty, nie Hołownia będzie je rozpatrywał i nie Czarzasty będzie wydawał na ich podstawie wyrok. Będą to robili prokuratorzy i sędziowie, których żaden minister nie będzie mógł jednym telefonem zwolnić, degradować, awansować, kazać wydawać konkretne decyzje, ręcznie ingerować w postępowanie, wszczynać dyscyplinarki za złe wyroki czy ujawniać prywatne wiadomości znajomej grupie hejterów. Krótko mówiąc: skończy się era putinowskich standardów Ziobry, a wróci jaka taka normalność. Nieidealna. Dziurawa. Ale także w której układziki, łapóweczki i nieoficjalne naciski, są odstępstwami od normy, a nie normą. I są karane.
- Oczywiście: jeśli nowy rząd nie schyli się po ziobrowy przybornik z narzędziami. I jeśli Adrian podpisze ustawy, kruszące pisowski beton w prokuraturze. Nawiasem mówiąc, jeśli obawiałbym się politycznych decyzji w prokuraturze, to raczej tego, że te setki współwinnych aparatczyków będą się nawzajem kryły, a nie tego, że Tusk-demiurg osobiście będzie wpływał na śledztwa.
- Podsumowując: tak, Partię należy rozliczyć, bo chcemy być demokratycznym państwem prawa. Demokratycznym - czyli takim, w którym władza odpowiada przed obywatelami, także karnie. Prawa - czyli takim, w którym prawa się przestrzega, a za jego złamanie ponosi się konsekwencje przewidziane w tymże prawie. Partię należy rozliczyć, by wrócić do jakiejkolwiek normalności. By dać przykład i ostrzeżenie. By uniemożliwić recydywę.
Jeśli zgadzamy się, że należy ukarać sołtysa, który przepije pieniądze na nową ławkę w parku, to nie ma żadnego powodu, by nie traktować tak samo Sasina, Ziobrę czy Adriana.
#jebacpis #zostaniecierozliczeni #polityka #putinowskapolska #wiadomoscipolska
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
