Belgijski system promowania jazdy rowerem do pracy

Wyobraźcie sobie system, w którym pracodawca dopłaca Wam do pensji ponad 200 euro netto miesięcznie tylko za to, że do fabryki lub biura przyjedziecie rowerem (ok. 1,60 zł/km). W Belgii to codzienność, ale system jest brutalnie szczelny.

Kilometrówka jest płacona tylko za FAKTYCZNY przejazd. Masz do pracy 10-15 km, ale rano leje jak z cebra i wybierając autobus? Zbiorkom masz dotowany, ale premia za ten dzień przepada. Jesteś kilkanaście euro do tyłu. To dlatego w belgijskich zakładach ludzie jadą na rowerach nawet w grudniu przy zerowej temperaturze – kalkulacja finansowa wygrywa z pogodą.

Jak fabryki radzą sobie z cwaniakami, którzy chcieliby brać kasę za rower, a przyjeżdżać starym Passatem? Prosto. Zgłaszasz dodatek rowerowy? Twoje auto dostaje całkowity zakaz wjazdu na teren zakładu. Ochrona na bramie skutecznie to weryfikuje.

Inteligentne stojaki: Nie wystarczy powiedzieć kadrom „jechałem rowerem”. Przy fabrykach stoją elektroniczne blokady spięte z kartami pracowniczymi.


#rower #transport #ciekawostki #europa #praca

salon24.pl

Komentarze (22)

@tymoteusz-bojczuk jakbyś znowu coś przeskrobał to lepiej weź marchewkę i kocimiętkę, tutejsza władza jest łasa na takie łapówki upominki

ciekawym komentarzem który ostatnio słyszałem, że dotowanie dróg rowerowych oraz promowanie zbiorkomu albo jazdy rowerem zamiast samochodem dotuje tak naprawdę bogatych i jeszcze bardziej pogłębia rozwarstwienie społeczne.

Bo taki informatyk może sobie dojechać do centrum rowerem (bo nie wozi całego szpeju który wozi np glazurnik), no i też statystycznie zarabia więcej, więc stać go na mieszkanie bliżej centrum.

Ile w tym racji to nie wiem, ale ciekawy punkt widzenia o którym wcześniej nie myślałem.

@Solar to jest bardziej efekt innego zjawiska. Zmniejszanie ilości samochodów w miastach wpływa pozytywnie na wszystkich mieszkańców i to jest jedyny powód, czemu ktokolwiek się w to bawi. Niestety samochody są zbyt duże. A to o czym mówisz, to rozwarstwienie pomiędzy potrzebami wsi, mieszkańców przedmieść, a reszty. Bogaty z willą pod Warszawą też będzie "poszkodowany". Ale koniec końców budowlaniec nie musząc stać w korku zarabia na tym. No i Belgia to też inny świat, bo tam ścieżki są wszędzie i 15 km do pracy na rowerze nie robi wrażenia.

@Solar e tam każda multimedialność jest w interesie wszystkich. Im więcej dróg rowerowych i więcej sprawnego zbiorkomu to latwiejszy dojazd dla tych co jadą samochodem. Jak wygląda życie gdzie jedynym sposobem transportu jest samochód, można zobaczyć w USA. Brak chodników poza centrum, niebezpieczne ulice w centrum, całe połacie parkingów, szesciopasmowe autostrady w centrum. No i gigantyczne nierówności społeczne, bo jak ci się powinie noga i nie stać cię na samochód, to nie masz alternatywy na dojazd i z bagna już się nie wydostaniesz.

Rowerem to tam chyba biedota z Walonii jeździ, ewentualnie Bruksela i jej metropolia gdzie jest AI CCTV. Przede wszystkim ma się ulgi podatkowe za jazdę JEDNOŚLADEM, po drugie to każdy w c⁎⁎ja wali bo rejestruje motocykl na siebie i w zeznaniu wpisuje, że tym do roboty dojeżdża. Nikt tego nie sprawdza bo to mały kraj i odległości są niewielkie.

No i fajnie no i pięknie. Ja też bym chciał. Ale przecież żyję w Polsce!
Pomiędzy miejscem gdzie mieszkam i gdzie pracuję nie ma dobrych tras rowerowych. Czyli trzeba by jeździć po ulicy. A na ulicy mam wrażenie że uczestniczę w jakimś niedorzecznym "squid game" i to na z góry przegranej pozycji.
Co jeden to lepszy: Szeryfy, frustraci, "szybcy i bezpieczni", wkurwieni przez szefa, nieobsłużeni przez żonę, na⁎⁎⁎⁎ni, Stevie-Wondery ("nie widziałem pana") i zwykłe zjeby.
Od świateł do świateł w opór, do 70km/h.
Ostatnio jeden poseł wziął udział w zabawie no i szybko odpadł.
Ja podziękuję, wolę jednak pojeździć sobie spokojnie w jakimś lesie z komarami niż przez miesiąc walczyć o życie na drodze do kołchozu za pieniążki, jakie diva bierze za jedną nockę.

@gwintownik Niby tak, ale to działa w obie strony ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Kierowcy samochodów często jeżdżą jak debile, ale rowerzystów-samobójców też już wielu widziałem. A hulajnogiści elektryczni deklasują obie te grupy xD

@gwintownik Za to porównanie do „Squid Game” i Stevie’ego Wondera powinna być nagroda. Gorzko, ale idealnie punktuje Pan rzeczywistość na polskich drogach krajowych i miejskich arteria-ściekach bez infrastruktury. Samotna walka o życie na asfalcie z gościem, którego właśnie rzuciła dziewczyna i odreagowuje w swoim 20-letnim BMW, to mało zachęcająca perspektywa.

Jednak ten belgijski system, o którym piszę, powstał dokładnie z tego samego powodu. Tam 20-30 lat temu też było drogowe „Squid Game”. Różnica polega na tym, jak do tego podejść:

Pieniądze budują infrastrukturę: Belgia nie zaczęła od zakazów. Państwo rzuciło te „pieniążki, jakie diva bierze za nockę” pracownikom, co wywołało gigantyczny, masowy popyt na rowery. Kiedy nagle na drogi wyjechały tysiące wyborców na e-bike'ach, miasta NIE MIAŁY WYJŚCIA. Musiały zacząć budować tzw. Fietssnelwegen (rowerowe autostrady) – całkowicie odizolowane od ruchu samochodowego, asfaltowe, oświetlone trasy łączące miasta ze strefami przemysłowymi.

Kwestia masy krytycznej: Dopóki w Polsce rowerzysta na drodze do fabryki jest „egzotycznym intruzem” i pojedynczym celem dla frustratów, dopóty będziemy uciekać do lasu do komarów. Gdyby polski rząd sypnął groszem i nagle rano na drogi dojazdowe wylała się fala 300 rowerzystów z jednego zakładu, kierowcy musieliby drastycznie zmienić nawyki – choćby z obawy o własne zderzaki i zniżki w OC.

Czyli biedota za parę eurasków zapierdziela cały rok na rowerze, żeby Hammery bez problemu mogły sobie luźno pomykać po mieście.

Ja tak to widzę.

Albo wszyscy, albo nikt.

Oczywiście wyłączając służby i inne niezbędne pojazdy.

W swej obecnej robocie zaproponowałem taki system. Haerka się odezwała:

Fajny pomysł! To zrobimy tak, że jeździmy, przejazd śledzony apką i zebrane kilometry przeliczamy na pieniądze, a te dajemy na cel dobroczynny.

(╯°□°)╯︵ ┻━┻

Zafajdane miliardery mają wyszkolone małpy, które ładnie demotywują. Nawet na jeden łańcuch w ciągu roku człowiek nie zbierze dodatkowo.

[Pozostałe "benefity pozapłacowe" też są rozpisane tak, żeby jak najmniej uzyskali pracownicy, no ale przecież SOM]

Zaloguj się aby komentować