@tomwolf Pacholęciem będąc znalazłem tą płytę w winylach Taty. Okładka mnie zafascynowała. Kilka lat później kupiłem gramofon i przesłuchałem - nie do końca mnie nie przekonała i całkiem o niej zapomniałem na kilkanaście lat - aż do teraz. Chyba muszę zrobić jeszcze jedno podejście, bo po tym jednym utworze odbiór jest zdecydowanie lepszy niż wtedy ʕ•ᴥ•ʔ
Fajnie, bo jutro mam wolne i mogę sobie poczilować przy niedzielnym wieczorze.
Pierwsze wspomnienia z tym kawałkiem to takie zgniłe przedwiośnie w moim rodzinnym mieście, kiedy miałem jakieś 14/15 lat i szlajałem się z kumplami robiąc głupie rzeczy. Pamiętam zapach klatek schodowych okolicznych wieżowców, w których mieszkali ludzie, których nigdy nie poznałem, ale kojarzyłem z widzenia.
Ten zapach przypomina mi szpitalne korytarze, to chyba Lizol... Do dezynfekcji?
Obrazy zupełnie jak podczas sekwencji niewinnej jeszcze Christianne F, która uciekała po szarych ulicach i osiedlach Berlina, w filmie/książce "My, dzieci z dworca Zoo". ..
Kiedy znowuż zespół zaczyna "groović" chce mi się tańczyć... kiedy natomiast zaczyna się psychodeliczno-oceaniczny zgrzyt gitar przypominający śpiew kruków i wron, chce mi się wyć...
Uwielbiam ten kawałek, chyba mój nr.1 Floydów. Strasznie dużo emocji!
Jakiś gorszy dzień mam, spadek samopoczucia, mniej dobre myśli... Kiedy mnie nachodzą lubię włączyć sobie Hangman's Chair, a że nowa płyta jest wyśmienita, to zachęcam do sprawdzenia i niekoniecznie odczuwania
Jak moja była w ciąży, to często domu na głośnikach leciał album Every Day. Tam jest taka miękka, głęboka linia basowa w kilku utworach. Po urodzeniu zauważyłem że mała się trochę uspokaja jak włączę któryś kawałek. Może przypadek, a może nie