Dzwonią z tartaku że coś jest nie tak bo potrafi spalić im dwa BMy w ciągu dnia. I to zawsze środkowy w rozłączniku (rozłącznik bezpiecnzikowy to 3 równolegle tory, z wkładkami nożowymi). Dobra, skończę kopać dołki, to koło południa podjadę zobaczę co się dzieje.
Od razu założyłem miernik cęgowy na odpływy i patrzymy, eee, tu jest 30A, mało. No tak, tyle że pracuje tylko jedna maszyna. Uruchamiać wszytko tak jak normalnie pracujecie!
No i poszła w ruch jedna wielopiła (37 kW), druga wielopiła (22 kW), duży trak ramowy (37 kW), piła taśmowa (7,5 kW), jakaś mała krajzega (max 3 kW), trochę oświetlenia i małych dupereli. Finalnie łącznej włączonej mocy ok 100kW, bez obciążenie to nie jest problem, ale jak każda zacznie ciąć, to prąd idzie jak zły, co widać na wykresie.
Oscyloskop pokazuje wartość peak-peak, czyli wartość skuteczna to wartość szczytowa ( od 0 do max) podzielone przez √2
Czyli jakieś 150A średniego prądu.
Na wykresie zaznaczyłem charakterystykę wkładki 80A (czerwony), wartość 150A (niebieski) i czas po jakim powinna zadziałać ta wkładka przy tym prądzie (turkusowy).
Jak widać wkładka 80 A może puścić 150 A przez ok 6-7 minut zanim się przepali. Dla prądu 100 A są to już 2,5-3 h. A że nie biorą ciągle tych 150A, tylko chwilowo to bezpiecznik jeszcze daje radę.
A dlaczego pali się tylko środkowy. Przecież przy trójfazowej instalacji prądy powinny być symetryczne. No i są. Więc gdzie jest odpowiedź? Dwa skrajne BMy oddają ciepło w 3 strony, do tyłu, w jeden z boków i do przodu, a środkowy może oddawać tylko do tyłu i do przodu, bo po bokach ma takie same BMy, które też się grzeją. Więc siłą rzeczy jest cieplejszy i może się łatwiej przegrzać i przepalić.
Zaleciłem zmniejszenie obciążenia, lub zwiększenie mocy przyłączeniowej, co może być problematyczne na tej linii. Więc pewnie kupią zapas BMów i będą dalej tak jechać.
Druga historyjka
Montujemy instalację elektryczną w nowej hali przemysłowej. Taka mała, 9000 m² zabudowy, i jakieś 25000 m² (2,5 ha) podłóg (parter plus 2 piętra)
W jednej części magazynowej na suficie wisi 7 rzędów po 12 lamp. Podzielone na dwie sekcje plus po całości jest kilka lamp wydzielonych jako awaryjne.
Przez ostatnie dwa miesiące świeciło to podłączone prowizorycznie gdzieś do przedłużacza.
Taka mała dygresja, piętro niżej, podobna liczba lamp, trzeba było przewody wprowadzić do docelowej rozdzielnicy. Gadam z kierownikiem i pytam który przewód to który bo było ich 8 i każdy czerwony bez opisu.
A ten odpowiada: Zasilanie to ten, najcieplejszy.
Ok 5kW na przewodzie 5x1,5, to już zaczynało się grzać.
Dobra, wracamy piętro wyżej. Tu też już jest docelowa rozdzielnica i trzeba wprowadzić przewody od oświetlenia. Podpinam wszystko wg schematu. Załączam zasilanie, i jeb. RCD poleciały, i to dwie, jedna 300 a druga 100mA. Łooo kurde, ciekawie. Co się robi w takich sytuacjach? No jak wali RCD to znaczy że jest upływ prądu do PE (nie zawsze ale najczęściej). No to odpinamy żółto zielony i patrzymy co się dzieje. Power ON, i działa, lampy święcą. Fajnie.
A co z żółto zielonym? Zobaczmy jakie jest napięcie. Miernik w dłoń, sondy do PE i kabelka i mamy pełne 230 V. Uuuuu, to nie dobre tak, tak niedobrze. Po dotknięciu żyłą do szyny lecą iskry i wali RCD. Czyli mamy potencjalne 84 miejsca na usterkę i brak chęci na sprawdzanie każdej z nich.
Po kilku dalszych pomiarach znalazłem że jedna z czarnych żył ( bo przewód składa się z żółto zielonej, niebieskiej, brązowej i czterech czarnych bez żadnej numeracji) ma totalne zwarcie z żółto zieloną. Jak znaleźć miejsce usterki? Pierwsza myśl to TDR. Oto i wynik pomiaru. Widać wielki c⁎⁎j, a bardziej to Wielką Krokwie. Dlaczego? Bo przewód zasilający jest jeden który później się rozdziela na 7 równoległych linii. Więc wypadkową impedancja takiej sieci jest nieznana i odbicia od poszczególnych końców nakładają się na siebie i nic nie da się wyczytać z tego.
No to zostaje metoda ręczna.
Tylko przecież nie będę rozbierał każdej lampy.
Podjechałem do takiej gdzie mogę rozpiąć przewody i rozdzielić całość na dwie części. Szybki test na której żółto zielonej żyle wraca mi 230V mimo że nie powinno być i już wiem w której części jest problem, czyli ograniczyłem liczbę potencjalnych miejsc o jakieś 50%. Podjeżdżam do kolejnej lampy w tej grupie, rozpinam PE, mierzę skąd wraca faza i całe szczęście akurat z tego rzędu gdzie stoję. Czyli już mam ograniczona liczbę potencjalnych usterek z 84 do 11 (bo jedną lampę właśnie sprawdziłem) podjeżdżam w połowę rzędu i kolejne testy, metodą dzielenia pozostałego odcinka na pół szybko znalazłem miejsce problemu.
W czasie składania lampy, wolne żyły ustawiły się między metalową obudowę zasilacza i metalową nitowaną płytę trzymającą pasek LED.
Pech chciał że nit idealnie się ustawił z żyłą i w czasie zamykania lampy odcisnął swoje oblicze na izolacji. Do tego stopnia że było metaliczne połączenie nit - miedziana żyła. A nit był połączony z PE więc obwód się zamykał.
A dlaczego wywaliło dwie różnicówki na początku? Bo prawdopodobnie była podobna usterka w pierwszej zasilanej lampie, i w czasie szukania przyczyny przypadkiem i nieświadomie została usunięta.
Nawiązując do wczorajszego wpisu o genialnym pomyśle, który odgadł @Felonious_Gru
Tak, wciąż mam chęć zmierzyć prędkość światła.
Nawet kupiłem trochę lusterek, z trzech skleiłem retroreflektor.
Tylko wciąż potrzebne jest źródło impulsów świetlnych, system podziału tego impulsu na dwie wiązki, system detekcji itd, itd. Mam lustro półprzepuszczalne, ale do tego potrzeba jeszcze to wszystko ustawić, kilka soczewek dołożyć. Dużo roboty. A genialność mojego pomysłu polega na tym że można wykorzystać gotowy zespół optyczny z napędu DVD. Tam jest wszystko, laser, dwa pryzmaty do podziału wiązki, ustawiona optyka. Jest też fotodioda którą można by wykorzystać do odbierania sygnałów ale jest w montażu BGA, ma małą powierzchnię i nie chce mi się dochodzić który pin to który. Kupię fotodiodę za 5zł z OSRAMA która powinna dać radę i już jestem w domu.
Zostanie tylko ustawić jedną soczewkę dla skupienia wiązki wychodzącej z modułu, i retroreflektor do odbicia wiązki. Ostatnie zdjęcie to mój moduł.
AAA, płyta była podpowiedzią, bo znalazłem ją w napędzie jak go rozbierałem.
Z kronikarskiego obowiązku dodam.
W szkole będzie ciekawie. Zadałem zadanie do policzenia: Jaki jest prąd płynący w oczku? No i był problem. Po pierwsze jeden kalkulator na grupę 10 osób. Po drugie problem z jego obsługą. Zamiana jednostek to tragedia. O liczeniu w słupkach można zapomnieć.
Ale nie dla poprawy brzmienia (chociaż czasami też, ale w sekcji wydechowej), a dla poprawy napełniania cylindrów powietrzem.
Częstotliwość rezonansowa zależy od średnicy dolotu, jego długości i objętości całej puszki.
W tym przypadku jest tylko jeden, w obudowie filtra powietrza, bo to #subaru #forester wersja turbo.
Ale na kolejnym zdjęciu już jest rura dolotowa od Forestera NA, gdzie tych rezonatorów jest więcej. A i tak nie ma na zdjęciu największego wielkości piłki do siatkówki, byłby podpięty po lewej stronie.
Co ciekawe, przez wiele lat kontaktów z samochodami widziałem takie rozwiązanie tylko w japońskich samochodach.
Albo tylko wtedy na to zwracałem uwagę, albo w innych markach tego nie stosują.
Dawać pioruna albo ta dzida laserowa zatańczy fokstrota.
A jak wiadomo laser znosi na wietrze i mogę nie trafić.
Kontynuując wczorajszy wpis, odszukałem w gratach zielony laser. Potrzebny mi będzie do ustawienia zwierciadeł, ale też chciałem zobaczyć czy dwa pryzmaty stykające się ściankami podzielą mi wiązkę na dwie.
Ale nie, bo mimo gładkiej powierzchni, wciąż pomiędzy szkłem jest cieniutka warstwa powietrza która powoduje odbicie całkowite wiązki. Potem doczytałem że taki blok do dzielenia wiązki to dwa pryzmaty ale sklejone odpowiednią żywicą, i o odpowiedniej grubości, tak by odbić dokładnie połowę wiązki i określonej długości fali. Dlatego rozwiązanie z lustrem półprzepuszczalnym wydaje się całkiem odpowiednie. Bo proste i tanie.
@myoniwy półprzepuszczalne używają w mikroskopach laserowych konfokalnych, chyba najprostsze do zaimplementowania chociaż ekspertem nie jestem a taki sprzęt używałem pół dekady temu i może być to nieaktualne już
Kupiłem na allegro trochę szkła, a dokładniej to lusterek. Kilka zwykłych i jedno półprzepuszczalne.
Po co mi to? Z małych zbuduje dwa retroreflektory. Półprzepuszczalne wykorzystam do podzielenia wiązki światła na dwa. Jedna wiązka poleci krótszą drogą, druga dłuższą. Obie odbiją się na retroreflektorach i po przejściu przez lustro półprzepuszczalne trafią na fotodiodę.
Czyli po prostu zbuduje interferometr Michelsona, a raczej jego rozwinięcie, interferometr Twymana-Greena.
Różnica polega na wiązce światła, w pierwszym jest wąska, skolimowana (laser) a w drugim szeroka. Zaletą drugiego rozwiązania jest mniejszy wpływ środowiska na sygnał.
Z tą różnicą że ja nie będę mierzył przesunięć fazowych wiązki światła i nie będę liczył prążków na ekranie.
Mnie będzie interesowała tylko jedna rzecz, czyli czas pomiędzy powrotem pierwszego sygnalu i powrotem drugiego sygnału. Bo nie będę podawał ciągłej wiązki tylko krótkie impulsy, liczone w nanosekundach.
Znając ten czas i długości dwóch ramion z retroreflektorami można policzyć prędkość światła. Czyli odtworzenie doświadczenia Armanda Fizeau, który jako pierwszy w miarę dokładnie zmierzył prędkość światła przy użyciu skonstruowanej przez siebie aparatury.
Cóż to są ten retroreflektor i interferometr.
Retroreflektor to element składający się z 3 prostopadłych do siebie powierzchni, który dzięki takiej konstrukcji odbiją fale elektromagnetyczne dokładnie dam skąd przybyły, niezależnie od kąta padania. Najprostszym przykładem jest odblask np w rowerze.
A interferometr to urządzenie umożliwiające pomiar stopnia interferencji dwóch fal elektromagnetycznych.
Np LIGO umożliwił detekcję fal grawitacyjnych. I jak dobrze pamiętam to wykryli skrócenie jednego z ramion detektora o pół średnicy protonu. Takie dokładności się uzyskuje.
Zostaje tylko kupić odpowiednią diodę i fotodiodę na TME i będzie można zacząć bawić się w konstruktoraoptykaamatora.
Postawiłem laser krzyżowy w pomieszczeniu z oknem. Które było na tyle dobrze ustawione w pionie że idealnie odbijało wiązkę. Dwie wiązki jak spotykały się na przeciwległej ścianie to interferowały ze sobą dając taki wzorek.
@Zielonywewszystkim stawia sobie chałupę, nawet zaczął robić o tym wpisy, ale jakoś mu się nie chce aktualizować serii. I przez to że mu pomagam to nie mam czasu zrobić drzwi do garażu.
Teraz jest etap wykończenia wnętrz.
Musieliśmy wymyśleć w jaki sposób połączyć ze sobą belki, tak żeby było estetycznie, czyli bez metalowych kątowników i jednocześnie żeby było wytrzymałe.
Pierwsze co przychodzi na myśl to system pióro -wpust. No i tak też zaczęliśmy rzeźbić. Dokładniejsza nazwa to jaskółczy ogon, bo trochę go przypomina.
Na zdjęciach elementy doświadczalne, przed obróbką belek docelowych.
Po złożeniu jest na tyle wytrzymałe że nie szło wyłamać, mimo już nadwyrężonej jednej z belek. Siły są przenoszone przez boczne krawędzie. Na tyle dobrze zrobiliśmy sobie przymiary że test z ołówkiem pokazuje niemal 100% ich przyleganie po złożeniu.
Aaa, i tak z kronikarskiego obowiązku.
Kąt podcięcia to 14°, bo taki mieliśmy frez. A kąt zwężania pióra to tan^-1(0,1). Dlaczego? Bo łatwo się to wyznacza geometrycznie za pomocą linijki i kątownika.
Też ją kupiłem dwa dni temu, fajna taka, mała xD 120A wyciąga, ale jak to jest dopuszczone do sprzedarzy bez pfc i filtrowania na wejściu to ja nie wiem xd
Wczoraj wracałem z roboty i na horyzoncie ukazał się wielki grzyb. Na szczęście nie atomowy, to podjechałem bliżej żeby zrobić zdjęcie.
Też wczoraj po raz kolejny zostałem wezwany na węzeł betoniarski. PLC wywala błąd karty nr 2 i nie pozwala na pracę. Tak jak przy wcześniejszych 3 razach problem leży w wyjściu nr 28. Sterownik widzi anomalię, albo prąd jest za duży (a nie jest) albo na wyjściu pojawia się napięcie mimo że nie powinno i sterownik widzi to jako błąd, i w sumie słusznie.
Po wyjęciu wtyczek z karty ukazał się taki widok. Tylko o dziwo te najbardziej ubrudzone piny to są wyjścia z numerem ok 40, a błąd jest na 28. Ale i tak przeczyscilem ile mogłem na maszynie, no i pomogło, bo system ruszył. Tak czy siak trzeba będzie rozebrać tą kartę i wyczyścić ją izopropanolem.
A na koniec oscyloskop i pomiar prądu i napięcia w czasie rozruchu silnika w koparce.
Żółty przebieg to prąd ale nie rozrusznika tylko automatu, 10A/div, zobaczcie jakie prądy tam płyną. Niebieski to ∆U na akumulatorze.
Jest sporo szumu ze względu na tylko 5kS, chciałem złapać cały czas kręcenia silnikiem, a oscyloskop ma stosunkowo małą pamięć.
Na niebieskim wykresie można dostrzec przynajmniej dwie połówki sinusoidy, to efekt zmiany obciążenia rozrusznika w czasie sprężania na cylindrach.
A zaraz jadę montować napęd do bramy przesuwnej. Chyba ostatni w tym sezonie.
Mieliście kiedyś taką sytuację że każde rozwiązanie którego się łapaliście nie przynosiło rozwiązania problemu, ale zostało wam jeszcze jedno, ostatnie, to którego nie chcieliście próbować bo szanse na powodzenie są nikłe?
No to właśnie w takiej sytuacji była postawiona kadra nauczycielska w technikum do którego chodziłem.
A cóż to za problem był do rozwiązania?
Otóż w wyniku pewnego zbiegu okoliczności liczebność wykładowców przedmiotów elektrycznych spadła z trzech do dwóch, i teraz na tych dwóch nauczycieli przypada 5 klas, podzielonych na łącznie 13 grup. Co skutkutkowało tym że mieli po 10 godzin lekcyjnych dziennie.
No i gdzie to ostateczne rozwiązanie kwestii nadgodzin?
Jest nim #konstruktorelektrykamator, czyli mua we własnej osobie.
Zgodnie z powiedzeniem "Wszystkiego trzeba w życiu spróbować", oraz w związku z pochlebnymi opiniami od was pod powyższym tagiem o umiejętnościach przekazywania wiedzy, zostałem nauczycielem przedmiotów praktycznych. Na pełny etat, czyli 20 godzin lekcyjnych w tygodniu, ale tak mam ułożone zajęcia że o 10:30 już mam fajrant i mogę robić swoją robotę.
Będę miał pod pieczą dwie klasy, 6 grup po 10 chłopa.
Ale ich przeszkole, prawa Kirhoffa to będą im się śniły po nocach.
Teraz pomyślicie sobie, no po⁎⁎⁎⁎ny, jebniety jakiś. Nooo, i to zdrowo jebniety.
Ma być krzywo, żeby po pospawaniu wyszło prosto. Spawy mocno ściągają materiał, związane jest to z dostarczaniem ciepła do materiału oraz ze skurczem odlewniczym (metal jak zastyga to zmniejsza objętość, odwrotnie do lodu).
Mamy problem, nie działa regulacja prędkości posuwu cięcia, jedzie cały czas na minimalnych obrotach, czyli 5Hz.
Pytam czy na każdym ustawieniu potencjometru?
Tak, na każdym jest tak samo.
Dobra, podjadę.
Jak nie działa regulacja tzn że falownik nie dostaje sygnału na wejście analogowe.
Szybkie pomiary na maszynie, falownik daje normalne zasilanie 10V, ale na A_in są jakieś mV.
No to pomiar od strony potencjometru, czyli jakieś 20m dalej patrząc po przewodzie.
10V jest, napięcie wyjściowe też jest regulowane od 0 do 10V. Czyli usterka jest w przewodzie, a raczej w pęczku kilkudziesięciu takich samych czerwonych żył.
Szukać miejsca uszkodzenia gdy czas goni i mnie i pracowników to bezsens.
Trzeba inaczej to zrobić.
Tylko jak regulować napięcie mając tylko 2 sprawne żyły?
A no prosto, trzeba podpiąć potencjometr w układ rheostatu i dołożyć do układu rezystor zasilający. Czyli stworzyć dzielnik napięcia z tylko jedną regulowaną rezystancją.
Tylko skąd wziąć rezystor w tartaku? Przecież nie zrobię go z drewna. Chociaż mógłbym, zwęglony patyczek mógłby robić jako rezystor węglowy. Ale tak się jakoś złożyło że w skrzynce sterującej wisiał nieużywany rezystor 3k3 na oko 1W, no jak by specjalnie ktoś go tam zostawił.
Podpiąłem wszystko, regulacja działa, ale nie do końca. Bo teraz maksymalne napięcie na wejście A_in to jest 10V*4,7/(3,3+4,7)= 5,8V
Czyli 58% prędkości maksymalnej.
W falowniku zmieniłem ustawienia, że dla 5,8V odpowiada Fmax i już regulacja jest od 5 do 50Hz.
Mając dwie żyły można by kombinować ze sterowaniem 4-20mA, ale to wymaga regulacji rezystancji w zakresie 1k2-6k.
W sumie z potencjometrem 4k7 można by część zakresu pokryć, gdyby był rezystor 1k2 to byłoby niemal idealnie. To jest myśl.
Mózg to jednak za⁎⁎⁎⁎sty jest, wszystko można nim wymyśleć...
Czy jak po np. roku wracasz do klientów którym robiłeś takie "druciarstwo" (nie wiem czy można to nazwać inaczej), to łapiesz się za głowę, czy doskonale pamiętasz jak i po co to wszystko zrobione?