Ostatnio był bieg bardzo ładny i ciekawy, więc dla balansu w przyrodzie dziś zupełnie bez historii. Ciężki tydzień w robocie, trzeba było w końcu przewietrzyć płuca, jakoś tak średnio mi się biegło ale i takie dni bywają
Dzień dobry! Od wczoraj jestem nad jeziorkiem, była lekka impreza więc dziś trzeba było wypocić zło ;)
Trasa wokół jeziora Niesłysz. Nitka wyszła dość trailowa, sporo błota i nierównych nawierzchni, trochę przewyższeń też było, a asfaltu i chodnika miałem może z 3 km. Na 4 km buty kompletnie przemoczone, ale to by był najbardziej mokry fragment. Potem znalazłem wieżę obserwacyjną, musiałem się wejść na górę, lekko odrapałem kolano. Potem opuszczona żwirownia, a z ciekawych punktów na koniec znalazłem opuszczoną niemiecką wioskę (na szczęście bez zombie nazistów).
Fajnie było, w domu akurat czekają na mnie nowe buty właśnie trailowe i wydaje mi się że z tym typem biegania się polubię :D Pogoda dopisała, 14-16 stopni, ale nie miałem jedzenia więc teraz to bym wciągnął konia z kopytami, no i udało się dopiąć cel 100 km :D Miłej soboty i powodzenia na jutro dla wszystkich maratończyków!
Ruiny które na mapie można znaleźć jako "Pustać", a za czasów niemieckich Hindelauch. Możliwe że było to po prostu pojedyncze domostwo bo chodziłem tam trochę i nie sprawiało wrażenia osady, zaledwie kilka ścian się ostało, raczej z maluch budynków.
Pochorowałem się i mi tydzień wypadł, a co najgorsze weekend z taką ładną pogodą. Jeszcze mnie trzyma ale już nie mogłem się powstrzymać. Bardzo się zdziwiłem tempem bo było bardzo dobre jak na ostatnią formę, a tym bardziej w chorobowych okolicznościach. Może to kwestia regeneracji od ostatniego biegu? Kij wie. Jesień za pasem, ładnie się robi 😍
Serwus zgrusy. Po sobotnich przebojach bąble na palcach, ale dziś późno zaczynam pracę więc wybiegłem sprawdzić czucie w nogach. Jest, więc to na plus. Ale mocy nie ma w ogóle, organizm musi więcej odpocząć bo tempo wcale nie szybkie a umęczony byłem jak cholera. No i słonko też pewnie trzy grosze dorzuciło
Cześć koledzy. Nie od dziś wiadomo, że perfumowi youtuberzy to bardziej handlowcy niż jacyś twórcy. Dlatego bardzo się cieszę gdy Fragrance Apprentice wrzuca nowy filmik, bo jest on zwykle miłą odmianą od niezliczonych list TOP 10 i miałkich recenzji mówiąch w 99% to co można wyczytać na fragrantice. Jeżeli nie macie co robić przez godzinę to polecam najnowszy filmik na temat historii linii A*Man. Mimo że nie mam z nią nic wspólnego poza 1 samplem 2 lata temu to bawiłem się świetnie i uważam że warto wspierać osoby, które wnoszą nieco więcej do tego community niż one take z listą zapachów przebity zbliżeniami flakonów. Miłej niedzieli i strzałeczka
Dzień dobry, dziś bieganie rundek na Ultra Wrocław 3 - Przegoń Raka, bieg charytatywny, w którym każdy kilometr to kasa dla fundacji.
W planach było dużo przerw i spokojne tempo, bo na walkę jest 12h, zależało mi na zrobieniu życiowego rekordu długości i to się udało. Ale nie ma tak dobrze, jest niedosyt że nie dobiłem do 30, miałem gdzieś to w głowie że to już byłby ładny wynik. Ale ćwiartka też daje radę ^^ Mocy nie było już kompletnie, nogi odmawiały posłuszeństwa a nie chciałem nabijać dystansu maszerując. Temperatura też robiła swoje, z każdą minutą było mniej cienia na trasie. Trzeba ćwiczyć i za rok będzie kolejna życiówka :D
W sobotę mam bieg charytatywny więc uznałem że dziś ostatnie śmiganie w tym tygodniu. Tak się by na weekend było mocy, bo im więcej tam przebiegnę tym więcej płacą na fundację
Ale uznałem też, że trzeba to zrobić z przytupem. Wiadomo że masa = siła, a że ostatnio przytyłem to postanowiłem zaatakować PB na 10 km z początku roku. Okazuje się, że to jest właśnie tak proste, mówisz sobie że idziesz biegać PB, patrzysz na tempo i nim biegniesz. Tym oto sposobem po kilometrze rozgrzewki zrobiłem swoją dyszkę o prawie 2 minuty szybciej niż poprzedni wynik (i udało się zejść poniżej 5:30) XD Polecam takie haxy, ale muszę sobie jakiś zegarek sprawić bo z telefonem to było uciążliwe Czuć dobrze, miłego wieczoru koledzy i koleżanki
Serwus! Oj z rana bardzo mi się nie chciało zebrać, ale w końcu się zmusiłem. Wynagrodziła mi to ładna fotka. Udało się o przed pracą wcisnąć taką piąteczkę. Smacznej kawusi i pozdrowionka
Wczoraj przy wschodzie słońca, dziś przy zachodzie.
Oj był to bieg pełen przygód. Wyszedłem z planem długiego rozbiegania, 15+ tempem zupełnie spokojnym, tak żeby klepać bez wiekszego obciążania organizmu. Bieg okazał się biegiem aspiracyjnym, bowiem na drodze spotkałem kocury i dziki, więc było całkiem wesoło. Jak już zastała mnie ciemność to musiałem wrócić na oświetlone ścieżki. Tempo troszkę zaburzone, bo dziki spotkałem dwa razy i miałem przy nich przechadzkę, ale i tak było powolutku. Mógłbym tak sobie jeszcze sporo pośmigać, ale niestety są takie siły natury z którymi wygrać się nie da więc trasa się mocno skróciła XD
@lynx_ Też tak myślę. W ogóle to dość ciekawe, że jest ten temat poruszony. Z dotychczasowych stron biło dość apatycznym spojrzeniem na świat i poszukiwaniem "piękna" bardziej w sobie, w swoich czynach i myślach, niż w fizycznych rzeczach.
Jakiś taki niejaki dzień miałem, więc postanowiłem wyskoczyć na rundkę po mojej standardowej trasie. Miało być na spokojnie ale spotkałem kilku biegaczy na swojej drodze i więc zrobiłem sobie z nich pacemakerów, a jak już się urwałem to nogi przebierały i nawet jakiś przypadkowy PR wpadł. No i co najważniejsze w końcu udało mi się zrobić 100 km, chyba pierwsze od lutego. Całkiem jestem z siebie dumny! Czuć dobrze, oby bez kontuzji, bo to one najbardziej mnie wybijał z regularności. Pozdrowionka dla was wszystkich, udział w społeczności robi swoje i dodaje animuszu
Wczoraj się nie załapałem, bo dzień był całkiem zawalony. Dlatego dziś bieg z myślą o naczelnym pożeraczu arbuzów. @enron zdrowiej i wracaj tu do nas, bo nam się średnia godzina biegu za bardzo przesuwa!
Mimo że nie szybko, to bardzo przyjemnie dziś. Niedzielny obiadek wytopiony, a na gdy już zaszło słońce i zaświeciły się miejskie lampy złapała mnie mżawka. Uwielbiam takie momenty w mieście.
Jak to mówią, kto nie ma w nogach ten ma w głowie.
No i dziś tak było, coś mi nie weszło jedzonko, łydki obolałe, jakieś ogólne zmęczenie mnie dopadło i za nic nie chciałem się zebrać. Ale finalnie głowa wygrała nad resztą ciała i zrobiłem sobie ślimaczą rundkę. A przy okazji zobaczyłem wywoływanie Batmana (wcale nie, to przygotowania do jutrzejszej napierdalanki o pasy wagi ciężkiej 🥊). Pozdro wariaty
Luźne rozbieganie z rana przed pracą. Ładnie dziś było, łabędzie się pojawiły na rzece i dwa czarne koty odwiedziły mnie w parku. Tak trzeba żyć. Miłego wszystkim!
Rano pojechałem rowerkiem do krwiodawstwa bo zapomniałam parasolki po wczorajszej donacji. I co? No i ktoś za⁎⁎⁎ał, a taka fajna była. Załatwiłem parę spraw, wróciłem do domu, wyszło 23km. Uznałem że skoro jestem rozgrzany to nie ma co pi⁎⁎⁎⁎lić kota w bambus i uderzyłem w bieganie, coby moją złość na zapominalswo upuścić . Wybiegłem o 11:30, więc zaczęła się pełna lampa. Od jakiegoś 5 km bieg w pełnym słońcu, po chodnikach obok asfaltu, grzało okropnie. Na 7 km skok do żabki po puszkę pepsi i orzeszki, i ruszyłem dalej. Od 9 km ściana, nogi ciężkie, stopy się topiły, w sumie ja cały. Nie pomagało to że trasa powrotna była obok torów którymi tramwaj doprowadza mnie do domu. Jakże to kusiło. Ale walka trwała. To pierwszy bieg od niepamiętnych czasów przy którym musiałem robić przerwy. Na szczęście ja ostatnie 2.5 km trafiłem do parku, cień dodał trochę otuchy i już wiedziałem że muszę dać radę. Zaczął mnie boleć paznokieć, woda się skończyła ale doczłapałem.
Piękna kara, następnym razem nie zapomnę parasola XD Miłego!
Miała być krew pełna, ale okazało się że mam dużo płytek a hemoglobina dość nisko. Z tej okazji pani doktor zachęciła do oddania płytek i się skusiłem. Mała przygoda na koniec bo chyba się poruszyłem i przebiłem żyłę, więc 7 minut przed czasem mnie odłączyli
W porównaniu z zwykłą donacją jak wygląda oddawanie płytek? Nigdy nie dostałem takiej propozycji (raz dostałem odstrzał bo za wysoką hemoglobinę miałem - brak dostatecznego nawodnienia przed ponoć), ale nikt mi nic w alternatywie nie proponował.
@dez_ Siadasz na fotelu, wbijaja sie jak zawsze tylko siedzisz koło godzinki bo maszyna najpierw pobiera krew, potem odsiewa płytki w takiej wirówce i zwraca krew bez płytek. Potem znowu pobiera i tak w kółko aż uzbiera się odpowiednia ilość płytek w woreczku. Tak w wielkim skrócie i uproszczeniu.
Wieczorem urodzinowe przyjęcie mamy i taty (zgadza się, razem bo mają tydzień różnicy XD), więc dziś z rana bieganie z wyimaginowaną salwą honorową z tej okazji :D Smacznej kawusi i udanej soboty wszystkim ^^
Kolejny dzień upałów, po pracy miałem jeszcze kilka rzeczy do załatwienia, a po słabym śnie tej nocy czułem się kompletnie wypompowany. Z 15 minut chodziłem po mieszkaniu ubrany już w biegowe wdzianko i bardzo mi się nie spieszyło żeby z niego wyjść. Zrobiłem jakąś leniwą rozgrzewkę, no nic się nie układało. Ale zacząłem biec, pierwszy kilometr rozgrzewkowy, a następne wpadały szybciej niż myślałem. Plan był żeby doczłapać dziś z 8 km, a tu wleciała dycha i w mocy było na więcej, ale wygrał rozsądek :D No i tempo, którego już od dawna na tym dystansie nie widziałem u siebie. Today was a good day, jak to nawijał klasyk.