Bardzo lubię ten teledysk, szkoda, że jest dostępny tylko w takiej gównianej jakości. Na wokalu Juliette Lewis, którą możecie kojarzyć z filmów Natural Born Killers albo What's Eating Gilbert Grape.
żarty żartami ale mam dużo młodszego kuzyna którego matka naczytała się "postępowych" głupot i postanowiła "bezstresowo" wychowywać. Pieluchy nosił do 6 roku życia, był tak wkurwiający że każdy miał ochotę go zajebać na miejscu po 5 minutach.
Na szczęście wyszedł z tego gdy podrósł i poszedł do szkoły, poznał kolegów którzy go wyprostowali i potem był już normalny fajny chłopak.
@Half_NEET_Half_Amazing byłem wczoraj na dnb allstars w Manchester i nie rozumiem dlaczego 90% muzyki gada jakiś MC a muzyka to tylko podkład do gadania o niczym.
Był jeden wyjątek na Wilkinsonie MC był ograniczony i można było posłuchać muzyki.
Okazało się że człowiek wychowany na wódy pipol najbardziej ceni nowsze płyty - Always Outnumbered, Never Outgunned, The Day Is My Enemy a przede wszystkim Invaders Must Die to są k⁎⁎wa małe dzieła sztuki, No Tourists też spoko...
Dziś obchodzimy trzydziestą rocznicę wydania przez The Prodigy płyty "Music For The Jilted Generation".
Zawsze przy okazji wspomnień i rozmów o Podrygach, czy o tym właśnie wydawnictwie, przypomina mi się anegdota z życia prywatnego.
Mianowicie, szczenięciem będąc, ale takim prawdziwym (8 lat?), będą z mamą na zakupach w tyskim (jeszcze wtedy) Azecie (taki market), zaszliśmy jakimś cudem do dawno już nieistniejącego sklepu muzycznego 'Luzak', który znajdował się w pasażu tegoż marketu, opodal targowiska.
No i ja jako ten dzieciuch przeglądałem kasety magnetofonowe i natrafiłem na "Music For The Jilted Generation" i namówiłem mamuśkę na zakup, bo mi się okładka spodobała, kompletnie nie znając zawartości muzycznej xD
Jakież było zaskoczenie w domu kiedy w "Intro" dźwięk stukającej maszyny do pisania z dźwiękiem jakiegoś (chyba) klimatyzatora wprowadzał w świat tych szalonych dźwięków słowami: "So, I've decided to take my work back underground
To stop it falling into the wrong hands" (wtedy oczywiście nie mając pojęcia co ten facet tam papla), a po nim niemałe pierdolnięcie z postaci "Break & Enter".
Na początku bałem się tej muzyki, serio! Tak samo jak bałem się wstępu do serialu "Z Archiwum X", taki sam niepokój wywoływały we mnie kawałki takie jak wspomniany już "Break & Enter", "The Heat (The Energy), "Poison", czy (chyba najstraszniejszy!) "Claustrophobic Sting". Niemałem spustoszenie w głowie kilkulatka wywołała ta muzyka...
Dziś po tych wielu wielu latach, nadal dość często wracam do The Prodigy, głównie trzech wydawnictw z początku ich kariery. Nic się ta muzyka nie starzeje, a mam czasem wrażenie, że z wiekiem nawet zyskuje, pewnie przez sentymenty i fakt, że każdy z nas to taki inż. Mamoń, co to lubi te piosenki, które już zna...
No nic... Włączcie dziś na pełny regulator "Music For The Jilted Generation" i wybierzcie się w sentymentalną podróż do czasów, kiedy muzykę kupowało się na kasetach (CD?!), a z tekstów nie rozumiało się nic!