#smrodysaradonina

6
74

Ostatnia część testów perfum z portfolio Miller et Bertaux. Trochę żałuję, że nie dane mi było sprawdzić OM, Tulsivivah! i Oh, ooOoh ...oh, ale może jeszcze kiedyś przytrafi się ku temu okazja.


Miller et Bertaux / New Study


New Study w skrócie: soczyste cytrusy i zielona figa w mleku kokosowym. Zapach ma niesamowicie wakacyjny charakter, wręcz plażowy. Myślę, że świetnie pasowałby do opalonego surfera na słonecznej plaży albo do tancerki hula. Mi osobiście natomiast przeszkadza w nim jakiś drobny detergentowy detal, jakiś składnik, który pojawia się w wielu popularnych świeżakach jak choćby L'eau d'Issey czy Carner Bo-Bo. Nie jest to jakaś nachalna chemia, a bardziej coś w stylu odległego wspomnienia po proszku na świeżo wypranej koszuli, który jednak nie pozwala mi się w pełni cieszyć tym zapachem. Gdyby nie to to byłoby naprawdę świetnie, bo perfumy są soczyste i energetyczne.


Miller et Bertaux / Indian Study / Santal +++


Indian Study to bardzo prosta i liniowa kompozycja - elegancki kremowo-mleczny sandałowiec zanurzony w mieszance przypraw garam masala. Można powiedzieć, że gourmand, bo pachnie trochę jak w indyjskiej restauracji.


Miller et Bertaux / A Quiet Morning 


Ależ to są dziwne perfumy. Zostawiłem je na koniec i mam z nimi problem, bo jestem po czterech globalach i wciąż nie potrafię ich sensownie opisać. Może głupie, ale moje pierwsze skojarzenie to zapach pościeli prosto z magla na typowym polskim blokowisku z wielkiej płyty. Na pewno jest w nim dużo szafranu, coś a'la gotowany ryż, kandyzowany imbir i słodkie morele. Balans jest świeżo-słodki, a zapach pozytywnie nastrajający i w pewnym sensie jest to świeżak, tylko niepodobny do niczego innego.


Fotka pożyczona od dystrybutora - Lothantique


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

fa019a9d-825c-49bf-8f55-a65e7a8798ea

Zaloguj się aby komentować

Przedostatnia wrzutka z MeB.


Miller et Bertaux / # 3 Green, green, green and ... green


Lepszy H.U.J.E.M. 


Koniec.


Green, green, green and ... green są perfumami nazwanymi bardzo adekwatnie do zawartości, ponieważ zapach jest bezsprzecznie zielony, bardzo zielony. Prawdopodobnie zbliżone wrażenie można odnieść wkładając twarz w wilgotne od rosy zarośla. Pachnie jak trawa, liście i łodygi. Znacie Hermes Un Jardin en Mediterranee? To Green, green, green and ... green jest jego bardziej zieloną siostrą i śmiem twierdzić, ze lepszą. Liść figowy zamieniono na werbenę, dzięki czemu zapach jest jeszcze bardziej trawiasto-zielony, a dodatkowo zachowuje w pełni uniseksowy balans.


Załączam fotkę z trawnika pod moim blokiem z własnej galerii na parfumo obrazującą jak to pachnie.


Miller et Bertaux / Pimiento +++


Pierwszą rolę w tym odcinku gra... a wcale nie pimiento, bo szałwia. Od samego początku zapach ma charakter raczej ziołowy bo otwiera się mocną szałwią w towarzystwie papryczki. Nie jest to taka słodka papryka jak w Xeryus Rouge, a bardziej przypomina pikantne kawałki jalapeno z pizzy. Do tego trochę kwaśnych owoców leśnych i dużo lodu, za który musi odpowiadać ta sama molekuła co w Narciso Rodriguez BN EDT Extreme, bo efekt jest identyczny, trochę syntetyk, ale faktycznie daje efekt zbliżony do tego uderzenia zimnego powietrza w momencie otwarcia zamrażalnika. Perfumy nie ewoluują jakoś specjalnie, po prostu z upływem czasu aromat papryki słabnie, a pozostaje chłodzący mix szałwiowy-lodowy.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

9e1eda2b-1bf8-4938-bbf9-e544ad7b9d62

Zaloguj się aby komentować

Zapraszam na ciąg dalszy eksploracji wynalazków dwóch ekscentrycznych Francuzów.


Miller et Bertaux / Menta y menta


Naturalna mięta ogrodowa, bardzo dosłowna i realistyczna, pachnie jakby zgnieść w dłoniach świeżo zerwane liście z przydomowego ogródka. Uzupełnia ją aromat zielonej herbaty i to takiej intensywnie trawiastej jak japońska sencha. Bardzo pozytywny, świeży zielony zapach, którego niestety nie czuć już po 30 minutach.


Miller et Bertaux / # 1 (For You) Parfum Trouvé


Perfumy otwierają się słodkim, pudrowym irysem i białymi kwiatami. Chciałem napisać, że są trochę mdłe, ale jednak nie do końca, bo kompozycja przełamana została pieprzno kwaśnym akcentem mieszanki przypraw typu curry, dosłownie jak przyprawiony kurczak. Curry na szczęście zanika w przeciągu godziny ustępując miejsca kremowo-drzewnej bazie. Zapach staje się niemrawy i mimo nietypowego kuchennego wyróżnika nie mogę odepchnąć myśli, że pachnie mało porywająco, by nie rzec tanio.


Miller et Bertaux / # 2 Spiritus/Land


Według licznych opisów miało to być przestrzenne kadzidło. Owszem zapach jest dymny, ale to nie jest kadzidło orientalne, ani nawet kościelne, tylko rozgrzane tworzywo sztuczne. Przewija się w nim trochę imbiru i kolendry, które następnie ustępują pola oleistej róży. I ten motyw różany jest wprost cudny, jest piękny i mroczny zarazem. Kompozycję dominuje jednak duszący poliestrowy dym, który wcale nie kojarzy mi się nie z kadzidłem, a z zapachem cięcia styroduru przy pomocy improwizowanej wyrzynarki na drut oporowy.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina


Zdjęcie pożyczone z Lothantique.

d7db3cee-b3b3-4375-8d6c-ee02006929de

Zaloguj się aby komentować

Miller et Bertaux / Aymara


Dziś mam dla was przepis. Weź dekant 10ml Amouage Journey, no dobra trochę się zużyło i zostało tylko 7ml, ale wystarczy. Drugi dekant 10ml Opusa IV. Przelej to strzykawką używaną do rozbiórki Cartiera Declaration i dodaj korka w takiej ilości, żeby stanowił mniej więcej ⅓ bukietu. Następnie uzupełnij do 100ml niegazowaną wodą mineralną. Może głupie, ale tak mi to pachnie. Piękna mieszanka ogromnych ilości korka z kardamonem i kminem, który na szczęście nie wybrzmiewa w kierunku potowym. Przyprawy podane zostały z suchym drewnem i smużką kadzidła, które tym razem nie wybrzmiewa kościelnie i bliżej mu do orientalnego, ponieważ jest ciepłe, wręcz przytulne. Nie wiem co w nim takiego jest, ale ten zapach działa na mnie uspokajająco.


Przyprawowo-kadzidlany sztos. Moja relacja z nim jest trochę love/hate, nawet przez chwilę miałem zamiar się go pozbyć. Zapach jest fantastyczny, ale parametry ma skandalicznie słabe. Nawet przy obfitej aplikacji zapach projektuje przez zaledwie 30-60 minut po czym osiada na skórze by tlić się delikatnie przez kolejne 3-5h pozostawiając uczucie niedosytu.


Fotka własna z mojego parfumo.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

37ed0f0b-dcd2-4ab5-a7e6-00190323e61c

@saradonin No to wiedz co co trzeba zrobić zamiast miksować Amłaża z Cartierem. O ile samo layerowanie perfum jakoś mnie nie przekonuje (bo kiedy ja potestuje same zapachy a co dopiero miksy), to takie rozwiązana z molekułami wydają się całkiem ciekawe. Jeżeli masz jakieś doświadczenia z tym to otwieraj dyskusję, może się czegoś nauczymy

@saradonin fajny opis, aż się chce spróbować. Nie kojarzę niczego od miller et bertaux, co miałoby choćby średnie parametry. Mój ulubiony to quiet morning

Zaloguj się aby komentować

Zainspirowany fantastycznym Study # 23 Newsletter, o którym pisałem już wcześniej, wziąłem trochę sampli innych perfum od panów Francisa Millera i Patricka Bertauxa i stopniowo będę zamieszczał krótki notki z testów.


Zacznijmy od róży...


Miller et Bertaux / Close your eyes and...


Bardzo przyjemna marmoladowa róża z lekkim cytrusowym akcentem. Po krótkiej chwili wyłania się pudrowy heliotrop, jakieś inne kwiatki i drewienka i całość nabiera wyraźnie kobiecego charakteru, wręcz w stylu pudrowego vintage o nieco babcinym brzmieniu.


Miller et Bertaux / Shanti Shanti


Tym razem róża jest dosłowna i przedstawiona w sposób świeży, minimalnie wodny jak zroszony deszczem kwiat. Osadzona została na delikatnym drzewnym tle, a z czasem stopniowo wyłania się zielony liściasty motyw. I to w zasadzie to tyle, bo zapach jest prosty i mój plebejski nos więcej nut tu nie wyczuwa.


#perfumy


#smrodysaradonina - jak się komuś nie podoba, to zapraszam do blokowania tagu.

db60dff1-3197-4417-b936-b42548597362

@zychu69 przyznam szczerze, że nigdy nie byłem wielkim fanem tej nuty, ale chciałem zrobić rekonesans z jak największej części portfolio

@minaret można się o coś takiego pokusić. Ja jeszcze kiedyś na wykopie dodawałem tag skojarzony z zapachami skojarzonymi typowo z konkretnym użytkownikami. Ot tak, żeby zarekomendować :3

@zychu69 Oj tam, dopiero maczam palce w tej róży i w ogóle niszy, ale mi się podoba. Prawdziwy fachowiec to już się odezwał nad Tobą ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Histoires de Parfums / Encens Roi


Encens Roi przywitał mnie gęstym obłokiem dymu prosto z kościelnej kadzielnicy. Jednak zapach bardzo szybko się ociepił, dosłownie w ciągu kilku sekund gdzieś w tle do smugi dymu dołączył pikantny wręcz gorący akcent, który wprowadził kontrast dla zimnego kadzidła. Kilkanaście minut później na scenę wkroczył charakterystycznie ostrawy szafran i syntetyczny europejski “oud”, czyli nie żadne tam obory, ani też kwiatowe bogactwo szejka, tylko nieskomplikowane trochę przypalone drewienko. Z czasem całość się wygładza i choć kościelne kadzidło towarzyszy przez cały czas, to zostaje ugrzecznione przez ciepły i przytulny charakter bazy. Głęboki drydown kojarzy mi się z Olfactive Studio Woody Mood. Wiem, że użyto zupełnie innych składników, ale osiągnięty został zbliżony efekt drzewno-kakaowo-dymny, który batdzo mi się podoba. Ładny zapach, noszalny i nie nudzi, tylko parametry przeciętne.


#perfumy #smrodysaradonina

77135910-75ad-490a-811d-3e6d6872c343

Zaloguj się aby komentować

Histoires de Parfums / Ambre 114


Ambre 114 otwiera się wyraźną gałką muszkatołową, ale bez konotacji kuchennych, ani typowo męskich rejonów przyprawowo-drzewnych. Gałka wkrótce ustępuje pola pudrowej mieszance paczuli, geranium i róży. Na tym etapie perfumy wyraźnie skręcają w kierunku damskim i kojarzą się z arystokratyczną starszą panią, a mniej subtelni mogą powiedzieć, że czuć starą babą. W tej formie trwają przez dłuższy czas i powolutku ewoluują w kierunku ambrowym. Pojawia się wanilia, ale nie tania cukierkowa, a przyprawowa i pylista, nieco alkoholowego benzoesu, słodka fasolka tonka i dopiero teraz ujawnia się klasa perfumiarza, bo to wszystko jest pięknie i harmonijnie zmieszane, słodkie, gładkie i pudrowe. Perfumy są wysublimowane i eleganckie, ale na mój nos to żaden uniseks, tylko damski vintage. Trwałość bardzo dobra 10h+, projekcja wydaje się przeciętna. Fotka z blokowiska.


#perfumy #smrodysaradonina

3fa704b0-19dc-49fe-89b4-d641b530c127

Zaloguj się aby komentować

Le Couvent Maison de Parfum / Heliaca


Zapach stworzony przez Amélie Bourgeois według oficjalnej informacji opiera się na dwóch składnikach, którymi są imbir i oud. Jednak od razu po aplikacji oczywiste staje się, że perfumy kryją w sobie nieco więcej, bo oprócz wspomnianego imbiru, nos z łatwością wyłapuje pokaźną dawkę kardamonu doprawionego aromatem soczystej bergamotki, która jednak jak przystało na rasowego cytrusa zanika w ciągu pół godziny. Kardamon natomiast pozostaje na skórze przez kilka najbliższych godzin stopniowo ustępując imbirowi na drzewnej bazie. No dobra, ale w składzie jest oud. Tak, ale jego syntetyczna, molekularna wersja nie pachnie ani oborą, ani nie kryje w sobie jakiegoś wielkiego bogactwa aromatów kwiatowo-kremowych. Pachnie on po prostu lekko przypalonym, suchym, nieco kremowym drewnem. Nie jest to smród znany z arabskiej tandety, ale nie ma go też co porównywać z naturalnym olejkiem, bo jest to przyjemny, ale prosty i całkowicie liniowy aromat. I to tyle? W zasadzie tak, zapach nie rozwija się jakoś wybitnie i trwa przez kolejnych kilka godzin w swojej drzewno imbirowej formie. Łączy w sobie nienachalną świeżość z pewną dozą monumentalizmu, dzięki czemu moim zdaniem jest szalenie noszalny niezależnie od pory roku. Trwałość dobra, te 9h wyciąga, projekcja jednakże do potężnych nie należy i od 3-4h jest to zapach raczej bliskoskórny.


Podobają mi się również flakony serii Eaux de parfum singulières ozdobione rysunkami zwierząt autorstwa Anne-Charlotte Laurens. W tym przypadku boczną ściankę ozdabia grafika orlicy, której strzeliłem dziś rano świeżą fotkę, gdy siedziała na drzewie.


#perfumy #smrodysaradonina

b32ef801-93b9-4e89-9a93-4b64b9fe8419

Zaloguj się aby komentować

Robert Piguet / Casbah


Casbah to kadzidło ostre i zimne z towarzystwie przypraw, ziół i drzew. Początkowo wyczuwam przede wszystkim pieprz, dużo czarnego pieprzu, takiego aromatycznego prosto z młynka, a nie gryzącego pyłu. Do tego trochę bliżej nieokreślonych suszonych ziół, majeranek czy coś takiego. Po około godzinie jak pieprz przygasa, to wyraźniej czuć drewniane wióry, suche, tartaczne, trochę pyliste (kto wąchał Bentley Absolute, ten wie o co chodzi). W ogóle całość sprawia bardzo suche wrażenie. Z czasem, po dobrych kilku godzinach faktycznie pojawia się mroczna zimna nuta, która w połączeniu z kadzidłem może przywodzić na myśl zimne kamienne ściany gotyckiej katedry. Dobry jakościowo zapach, znakomite parametry.


Nie dorobiłem się flakonu, więc tym razem fotka zajumana z internetu.


#perfumy #smrodysaradonina

186f5f4b-55a1-48db-a245-077806f92474

@saradonin dla mnie to jest za mocne, śmierdziel - zostałem zapytany czy coś się paliło, a to były moje perfumy

plus taki że miałem tylko odlewkę 5ml końcówkę wypisikiwałem na samotne spacery

nie rozumiem jak komuś mogą się podobać tak hardcorowe zapachy

5304de7f-f9fd-40f3-b302-e353cffea7ce

@supersonic ja po pierwszych psikach czułem się jak na suku, lekko przytłoczony pieprzem, ziołami i (czego wyżej nikt nie wymienił) imbirem. Mi ten zapach pachnie jak korzeń imbiru pomieszany z pieprzem i żywicą.

Zaloguj się aby komentować

Dziś krótko i nie mam zdjęć, więc będą dwie pozycje.


Olympic Orchids / Woodcut


Łuczywo (zwane w niektórych regionach łuczyną) to małe kawałki przesyconego żywicą drewna najczęściej sosnowego lub świerkowego. Nie ma co lać wody, Woodcut pachnie jak kosz z łuczywem plus odrobina karmelu. Aromaty drzewno-żywiczne oddane zostały niesamowicie realistycznie, czuć wysokie wysycenie żywicami. Karmel faktycznie pachnie karmelem, a nie chemicznym ulepkiem i pomimo jakościowej przepaści lekko przybliża odbiór zapachu do męskich słodziaków pokroju SWY czy Most Wanted, czyli jest miło i przyjemnie, ale jednak drzewnie i naturalnie. Parametry też są po prostu dobre.


Tigha / The Dark Side


Dekancik dostałem jako ciekawostkę. The Dark Side pachnie jak niewietrzony od tygodnia pokój w akademiku, w którym grupa studentów cały dzień paliła zielsko, po czym bezskutecznie usiłowali przykryć jego woń dymno-agarowymi perfumami w stylu Black Afgano. Parametry znakomite, jeśli ktoś chciałby tak pachnieć.


#perfumy #smrodysaradonina

@saradonin znasz Profumum Roma Arso? Jeśli nie, to warto poznać. Woodcuta jeszcze nie miałem okazji poznać, ale po opisie Arso powinien Ci się spodobać.

Zaloguj się aby komentować

Olfactive Studio / Woody Mood 


Woody Mood otwiera się świeżo i przestrzenne bergamotką z imbirem na drzewnym tle. Drewno suche, ale nie są to takie zakurzone trociny w typie Bentleya Absolute, a raczej oheblowane deski z drzewa, którego nie umiem umiejscowić, natomiast w ogóle nie przypomina np. cedru. Potem dzieło Duchaufoura wykonuje dość wyraźny zwrot. Najpierw pojawia się styrax, który oprócz charakterystycznej nuty spalenizny dodatkowo wnosi też trochę landrynkowej owocowej słodyczy. Tak ten składnik odbieram, jako dym i cytrusowe landrynki w stylu nimm2. Główni aktorzy, czyli Imbir, drewno i styrax pozostają na skórze już do końca, ale po dłuższej chwili dołącza do nich ciepła kakaowa słodycz. Nie jest to pyliste proszkowe kakao, a bliżej mu do już przyrządzonego napoju. Jakość składników dobra, nie czuję chemii ani tandety i bardzo przyjemnie mi się ten zapach nosi. Parametry znakomite, zapach jest całodniowy o przyzwoitej projekcji.


#perfumy #smrodysaradonina

6155e4cc-9a1c-4c32-95ab-e49e38547df7

Zaloguj się aby komentować

Histoires de Parfums / 1725 Casanova


Elegancki barbershop. Dla mnie barbershop to nie jest zapach taniej pianki w sprayu, która obok wyrobów czekoladopodobnych z margaryny i kawy rozpuszczalnej jest jednym z wzorcowych przykładów tandety lat 90-tych, kiedy to wmawiano nam z uporem maniaka, że gorsze jest lepsze. Zupełnie przeciwnie, 1725 kojarzy mi się z tradycyjnym goleniem - włoskim migdałowym mydełkiem (np. Cella lub Tcheon Fung Sing) i lawendową woda po goleniu. Tak mógłby pachnieć staroświecki golibroda w białej koszuli z podwiniętymi rękawami, który wprawną ręką prowadzi brzytwę. Zapach jest co prawda znacznie bardziej złożony niż to przedstawiłem i wyraźnie wyczuwalne są też nuty m.in. anyżu, lukrecji czy wanilii, ale silne wrażenie kremowości z połączeniu z migdałem sprawia, że mi za każdym razem kojarzy się właśnie z włoskim migdałowym mydłem w tygielku.


#perfumy #smrodysaradonina

7c4feb50-5a0b-4938-8b23-c8a181fc567c

Zaloguj się aby komentować

Jovoy / La Liturgie des Heures


Kolejny kadzidlak. W roku 2011 Jovoy się nie pieścił. Ich perfumy z tego okresu to nie są igraszki, tylko dosadne manifesty. Liturgia godzin to nie jest miły drewniany wiejski kościółek. To są zimne mury katedry, twarde kamienne posadzki, metalowe kadzielnice. Padaj na kolana grzeszniku i pokutuj za swoje grzechy. Otwarcie jest mocne, metaliczno-ozonowe, drażniące, nie wiem czy to ten cyprys, ale nie pachnie mi to wcale lasem, a mózg łączy je z nazwą perfum i przywołuje obraz metalowej kadzielnicy (niektórzy są zdania, że lutownicy). W tej kadzielnicy nie tli się, a porządnie kopci kościelne kadzidło, zimne, ostre, dosadne. Ozonowy akcent dodatkowo potęguje wrażenie zimna. Zapach nie jest skomplikowany i nie ma wyraźnych faz, a ewoluuje powoli i płynnie, zimny metal stopniowo łagodnieje, a całość przeistacza się w aromat kadzidlano-piżmowy, minimalistyczny i wyciszający. Doceniam jako sztukę, ale nosi się to trudno i w zasadzie nie wiem gdzie i po co.

b7c2c391-fd3e-4ee5-b6d9-29782474b2b9

@saradonin akurat, w przeciwieństwie do Casbah, można z tym wyjść do ludzi XD

Piękne kadzidło, ale racja, nie na co dzień. Mam tylko dekancik i lubię się nim po prostu sztachnąć czasem, bez psikania

Zaloguj się aby komentować

Stypa jest, więc czasem coś wrzucę. Będzie krótko, szczerze, czasem z autorską fotką i zwykle jakieś dziwne smrody, których nie znajdziecie w pobliskiej drogerii. Jeśli komuś się to nie podoba, to zapraszam do blokowania tagu #smrodysaradonina


Miller et Bertaux / Study # 23 Newsletter


Nie da się ukryć - otwarcie może wydać się dziwne. Zimne kadzidło, czyli jeśli komuś kadzidło się kojarzy z takim ciepłym orientalnym, to to zupełnie nie to, ale kościołem też nie wieje. Do tego jakieś metaliczne, trochę świeże aldehydy no i koper, który przez chwilę wpada w klimaty zupowe, ale on dość szybko się chowa. Potem zapach się ociepla w kierunku drzewnym i dałbym głowę, że w tym momencie zaczynam czuć gorzką czekoladę (może to paczula?) i odrobinę gałki muszkatołowej i znów kadzidło, które jednak bardziej wtóruje całości niż dominuje. I w takiej drzewno-czekoladowo-kadzidlanej formie się już tli do końca.


Parametry dobre: przy skromnych 6 strzałach projekcja początkowo duża, w ciągu godziny siada znacznie bliżej, ale nie całkiem przyskórnie. Trwałość na skórze ponad 8 godzin, na ubraniach ponad 12.


Uwagę przykuwa też minimalistyczne opakowanie z uroczym patyczkiem na ręcznym wiązaniu zamiast folii.

0899e6b2-0c78-4a31-a10e-856070037919

Zaloguj się aby komentować