#recenzjeperfum

14
225

Houbigant / Duc de Vervins L'Extreme


Duc de Vervins L'Extreme otwiera się klasycznie podanymi cytrusami, przede wszystkim bergamotą i jest to otwarcie doskonale znane z dziesiątek innych męskich perfum. Zaraz potem dołącza podręcznikowy akord fougere, czyli zielony rozmaryn, aromatyczna lawenda i charakterystyczne geranium. Kminu nie wyczuwam, choć jest on obecny w spisie nut. Tonu nadaje głównie geranium z rozmarynem na mszanej bazie, dając z bliska efekt właśnie mszany i lekko pikantny. Natomiast powstała w powietrzu bańka zapachowa jest archetypicznie męska i idealnie świeża, ale w stylistyce klasycznej, czyli roztacza aurę czystości bez skojarzeń z tanim żelem pod prysznic. Pachnie to fantastycznie, jakość składników jest znakomita, całość elegancko zblendowana i mistrzowsko zbalansowana, absolutnie nie ma nowy o zgrzytach pokroju drażniącej mnie nuty mokrego mopa charakterystycznej dla słabych fużerów pokroju At the Barber's. Zapach jest czysty, schludny i buduje wrażenie opanowania i profesjonalizmu.


Duc de Vervins L'Extreme to kwintesencja fougere, wzorzec i ideał gatunku perfum w stylu “twój stary”. Nie jest to jednak “twój stary pijany”, który w powyciąganym dresie ogląda mecz, tylko twój stary który właśnie wyszedł spod prysznica, ogolił się maszynką na żyletki jak cywilizowany człowiek i białym podkoszulku prasuje sobie równie białą koszulę, bo za chwilę zabiera matkę do teatru na Mrożka. Osoba od której mam odlewkę określiła go jako “ultimate zapach starego” i mogę się pod tym podpisać. Powiem wprost: Rive Gauche może mu potrzymać latarkę.


Żałuję tylko, że nie poznałem go wcześniej, bo ceny wzrosły dwukrotnie, a psikać trzeba dość obficie, bo choć trwałość jest bardzo dobra, to projekcja jest biurowa. Gdyby więc komuś zalegał jakiś ubytkowy flakon w rozsądnej cenie, to proszę o kontakt.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

f4a5cd13-5983-4fbf-bd35-0e0c01ab3ac0

Zaloguj się aby komentować

Nobile 1942 / Malvs


Malvs otwiera się zapachem jabłka. Nie jest to jednak typowe perfumiarskie ujęcie tego owocu w postaci zielonej, bardzo świeżej, ale też przez to syntetycznej. Tu jabłko jest czerwone, dojrzałe i słodkie. Zostało ono podane na bazie drzewno-ambrowej, grzecznej, uczesanej, ale na szczęście nie przesłodzonej. W dalszym etapie pojawia się jeszcze wanilia w swojej naturalnej pylistej postaci, co nadaje tym perfumom pudrowości ocierającej się o elegancki vintage oriental a'la HdP Ambre 114. Natomiast wbrew wszelkim recenzjom, które można przeczytać w internecie kadzidła jest jak na lekarstwo. Co prawda jest to kadzidło prawilnie kościelne, chłodno-metaliczne, ale jest go dosłownie szczypta, w dodatku gładko zblendowana w bazie i choć dodaje głębi, to nie wybija się jakoś znacząco, więc żadnego kardynała, ani nawet wikarego nie czuję.


Malvs to perfumy komfortowe, ciepłe, drzewno-ambrowe i całkowicie uniseksowe. W żadnym wypadku nie jest to ulepna papka, ale też nie są jakoś wyraźnie niszowe. Mogą się podobać i prawdopodobnie fajnie się sprawdzą w chłodniejszą porę roku w roli milusiego otulacza. Szczerze mówiąc, to osobiście jestem z tego powodu rozczarowany, bo raz, że nazwa jest złowieszcza (‘malus’ to z łaciny ‘zły’), z dwa to naczytałem się recenzji o rzekomym mrocznym charakterze, dominującym kadzidle, więc spodziewałem się czegoś mocnego i bezkompromisowego, co można by postawić na półce obok DEV 2, a dostałem przyjemniaczka-przytulaska.


Ponadto po kolejnym już teście jednego z bardzo licznych dzieł Chrisa Maurice, a właściwie Christiana Carbonnela, dochodzę do wniosku, że mogę go już włożyć do koszyka, w którym jest już kilka nosów znanych i powszechnie lubianych m.in. Alberto Morillas. Zaraz pukniecie się w czoło, ale ja ten koszyk zamykam i opatruję karteczką podpisaną ‘unikać’, gdyż mimo niewątpliwie bogatego portfolio i wielkiej popularności twórczość obu panów nie dogaduje się z moim nosem.


#perfumy #perfumyniszowe #recenzjeperfum #smrodysaradonina

c8512d47-a33d-44ea-b6e8-2f39379200e8

@saradonin na marginesie, to Christian Carbonnel a.k.a. Chris Maurice jest płodny niczym chemiczny Piotruś i obawiam się, że- od pewnego już czasu- podąża w tym samym kierunku. Ratuje go jedynie jakość części składników, które firma Carbonnel sama wytwarza.

@saradonin ja już dawno zrozumiałem, że od Carbonella nic nie złapie ciekawego i zazwyczaj unikam testów jego rzeczy. Wyjątkiem jest tu duży Hype, jak w przypadku alexandria 2, ale wtedy też się rozczarowałem.


Fajna recenzja, dobrze się czyta takie wpisy i mimo że kadzidła nie znoszę w perfumach to fajnie trochę zrozumieć odczucia osoby która lubi te nutę.

@saradonin "Co prawda jest to kadzidło prawilnie kościelne, chłodno-metaliczne, ale jest go dosłownie szczypta, w dodatku gładko zblendowana w bazie i choć dodaje głębi, to nie wybija się jakoś znacząco, więc żadnego kardynała, ani nawet wikarego nie czuję."


Uratowałeś mnie przed blindem. Był na mojej liście do zwąchania.


BTW, fajnie napisane! Czekam na kolejne recenzje.

Zaloguj się aby komentować

Calaj / Transilvania


Transilvania to bardzo ciekawy zapach choćby dlatego, że ma bardzo wyraźnie zaznaczone trzy zgoła odmienne fazy. Prawdę mówiąc, nie miałem w planach jego testów, gdyż oceniając na szybko po nutach i wielkiej ikonce z podobizną uroczego zwierzaka, pomyślałem, że to nie jest zapach dla mnie. Dostałem jednak sampla, więc skrobnę kilka słów, bo pozycja jest mało znana, a może ktoś szuka swojej idealnej wiśni.


Otwarcie jest potężne i wypełnia nie tylko nozdrza, ale i całe pomieszczenie naturalnym aromatem wiśni, soczystej i cierpkiej. Wiśnia TOP. Zaserwowano ją jednakże w nietypowym towarzystwie bliżej nieokreślonej stęchłej nuty oraz cywecika przypominającego zapach zaschniętego moczu. Mówiąc wprost: wiśnia w domu pomocy społecznej, ale o dziwo efekt nie jest to odrzucający, a całkiem przyjemny i w jakimś stopniu komfortowy.


Następnie ta wiśnia stopniowo cichnie, by po kilkudziesięciu minutach, schować pod kwiatami, które zaczynają dominować scenę. Robi się bardzo dusząco kwiatowo, trochę jak wieczorowy damski vintage z różą jako wiodącym elementem bukietu. W połączeniu z wciąż obecną stęchlizną i uryną efekt jest odpychający, jak stara baba z nietrzymaniem moczu, która myje się przeważnie w soboty, więc psika się wodą różaną, aby zamaskować oczywiste niedostatki higieny osobistej.


Na tym nie koniec, ponieważ perfumy ewoluują dalej i po mniej więcej 3-4 godzinach temat kwiatowo-urynowy znacząco łagodnieje. Nadal gdzieś tam jest, ale w tle i w wygładzonej kremowej formie. Powraca natomiast wiśnia, tym razem jednak podana na słodko na bazie drzewnej z wanilią i białymi kwiatami i w takiej postaci perfumy utrzymują się już do końca.


No jest nisza jak nic. Zapach niecodzienny, złożony i trochę smrut. Parametry potężne: trwałość całodniowa, projekcja początkowo wręcz monstrualna, potem po prostu duża.


#perfumy #recenzjeperfum #perfumyniszowe #smrodysaradonina

9a9299d7-3577-4fe1-baed-cd64cc8739e8

Zaloguj się aby komentować

Atkinsons / English Lavender


Dawno, dawno temu nieustraszony młody dżentelmen z Wielkiej Brytanii i niedźwiedź (tak, prawdziwy żywy miś) opuścili dzikie, surowe tereny północnej Anglii w poszukiwaniu sławy i fortuny wśród lśniących, kosmopolitycznych ulic Londynu. Był rok 1799, a dżentelmen ten nazywał się James Atkinson. *


38 lat później w 1837 roku James Atkinson stworzył oryginalną recepturę recenzowanych perfum.


English Lavender otwiera się ostro i rześko: kwaśnymi cytrusami, ziołami i oczywiście lawendą, która jak nazwa wskazuje stanowi motyw przewodni i sedno tych perfum. Nie jest to jednak lawenda w typowym wydaniu kosmetycznym, czyli homogenicznym i sterylnie przetworzonym jakie znamy choćby z szamponów, czy tak naprawdę ze znakomitej większości perfum z lawendą w składzie. Nie jest też plastikowa, ani niczym dosłodzona. W tym przypadku mamy do czynienia z lawenda podaną w sposób bardzo bezpośredni, czyli naturalny i trochę zielony, wręcz jakby nieco trawiasty i od razu jasnym się staje, że obcujemy z roślinnością. Początkowa ostrość w ciągu kilkunastu minut zanika i zostajemy z tą organiczną lawendą na delikatnym drzewnym tle. Z czasem pojawia się jeszcze akcent minimalnie dymny, ale poza tym zapach nie przechodzi jakiejś znaczącej ewolucji.


Czy mocno wali dziadem? No właśnie nie, chyba, że za dziadowy uznajecie zapach samej lawendy, to wtedy może się taki wydawać. Natomiast kompozycja jest świeża i nie zawiera elementów typowo dziadowych takich jak aldehydy, piwniczna paczula czy dominujący mech dębowy. Zdecydowanie nie jest to zapach pokroju "twój stary pijany w 1992 roku". Wręcz przeciwnie, mimo słusznego wieku English Lavender pachnie nowocześniej niż wiele klasycznych zapachów z lat 70’ czy 80’ i miłośnikom lawendy serdecznie polecam testy.


W kwestii parametrów jest dobrze, a nawet bardzo dobrze: trwałość całodniowa, projekcja początkowo bardzo duża, z czasem umiarkowana. Flakon zaś jest prosty i tandetny, ale atomizer dobry i puszczający obfite chmury.


* Źródło: https://www.atkinsons1799.com/en\_eu/history


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

27280e04-c10d-4749-9763-bd3a105878ed
49df034c-53a9-4254-bb96-77d5c654ad15
371b79f1-e925-4358-a25e-15e60d8795a6
d1d29f52-a80c-4f48-ae10-b24b49f2cad9

@saradonin Fajna recka natomiast dla mnie zapach nienoszalny. Dosłownie jakby się natrzeć lawendą i to tyle. Faktycznie nie czuje dziada, ale może dlatego, że w ogóle mam problem traktować je w kategorii perfum. Nie wiem czemu ktoś chciałby tak pachnieć i mi dlatego posłużyły jako odświeżacz do kibla Parametry mają o dziwo bardzo dobre. Trzy psiknięcia w łazience i tak skurwysynsko projektuje, że czuję w pokoju obok.

Zaloguj się aby komentować

Witam, poszukuję osób, które NIE zostały oszukane przez użytkownika @roadie w tym wpisie:


https://www.hejto.pl/wpis/witam-wszystkich-poszukuje-osob-ktore-zostaly-oszukane-przez-naganiaczy-z-tagu-p


Piorunując ten wpis i nie tylko nie spodziewałem się, że wygram, ale również, że @roadie dotrzymał słowa i rzeczywiście wysłał te perfumy. Proszę o jak największy odzew...im więcej osób dołączy do pozwu tym lepiej... #pdk


Ponieważ za darmo to uczciwa cena, pozwolę sobie zrobić krótką recenzję zapachu Ajmal Amir One. Tylko mnie nie bijcie, doświadczenie w wąchaniu mam takie, że umiem odróżnić benzynę od ropy po zapachu... i to w sumie będzie tyle.


O samym Ajmal Amir One. Zapach jest intensywny. Przykład z dzisiaj: dwie godziny po aplikacji zapachu na skórę na fajce we dwie osoby w ciasnym zadymionym kiblu jest wyraźnie wyczuwalny.


Czy śmierdzi jak stary dom mojej 100-letniej gnijącej prababki? No trochę tak xD Ale mnie się podoba. Kojarzy mi się raczej z sytuacją gdzie wchodzisz do pomieszczenia i chcesz bez wypowiadania żadnych słów ustalić kto tutaj dominuje. Tym zapachem rozwiejesz wątpliwości co do swojego miejsca w hierarchii.


Rano pytałem również swoją babę co sądzi o tym zapachu i cytuję: "Jest OK".


Ze swojej strony polecam jak najbardziej, mimo że rozumiem dlaczego jest porównywany do zapachu obory albo starego domu.


Zdjęcie do posta dzięki uprzejmości stablediffusion. Wpisałem w prompt po prostu roadie@hejto i taki gigachad wyszedł.


#perfumy #ajmal #recenzjeperfum

fd9bd938-46b9-4313-96d5-e45a8dc019e6
entropy_ userbar

Kojarzy mi się raczej z sytuacją gdzie wchodzisz do pomieszczenia i chcesz bez wypowiadania żadnych słów ustalić kto tutaj dominuje. Tym zapachem rozwiejesz wątpliwości co do swojego miejsca w hierarchii.


Piękne podsumowanie, 100% racji. Wraz z @pedro_migo też doszliśmy kiedyś do takiej konkluzji i generalnie jest więcej Arabów które też tworzą taką aurę.

Zaloguj się aby komentować

Ghawali


For English review please use https://www.deepl.com/pl/translator#pl/en/ or https://translate.google.com/


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/Al_Abiq_Parfum


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/al-bariq


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/Al_Thara_Parfum


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/Al_Athal_Parfum


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/Al_Nobl_Parfum


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/Al_Azal_Parfum


https://www.parfumo.com/Perfumes/Ghawali/al-laylaa


Wstęp


Marka która w retailu kosztuje więcej niż Hind Al Oud. Marka, której nikt nie zna, a która zbiera świetne oceny na arabskich forach. Marka której discovery set udało mi się upolować w śmiesznych pieniądzach. Zapraszam do kolejnego tomu #magiawsprayu .


Dla potrzeby tej mini recenzji zrobiłem mały research na temat marki. Sam dom Ghawali wypuścił łącznie 69 pozycji i często ich perfumy występują w trzech wersjach:


Regularna - unisex


Regularna z dopiskiem Oud w nazwie - wyglądają na potwory więc stawiam na męska stronę mocy na rynek arabski


Concentrated perfume - olejek wersji oud


Mój set zawiera 7 pozycji które pobieżnie testuję z nadgarstka. Nie robię globali bo na Ebay cena jest iście zaporowa a poza tym mam za dużo swoich flakonów których jeszcze dobrze nie poznałem. Zapachy opisane poniżej to wersje 'parfum' w przeźroczystych flakonach (łatwo je pomylić na parfumo.net), czyli tzw. podstawka.


Oto i zapachy!


Al Abiq - Otwiera się marmoladową róża która szybko zaczyna być wspierana przez goździki, przyprawy znane z Gucci Intense Oud czy Xerjoff Laylati i moje skojarzenia od razu kierują się w tym kierunku, na szczęście Ghawali zmienne jest i szybko okazuje się że istnieją też inne nuty. Tło to szara ambra i ciepłe drzewo które kremowo i gładziutko układa się na skórze. Jest świetnej jakości i co chwile zmienia się w bazie. To chyba najlepszy element całego zapachu. Nie wiem czy tutaj nie ma też oudu bo raz na jakiś czas mam feeling podobny z ASQ i ich oudowych baz ale na pewno jest też róża z charakterystycznym profilem który opiszę później. Niesamowite pachnidło które jest dedykowane raczej dojrzalszym panom. Flakon worthy.


Al Bariq - Przedziwny zapach który otwiera się świeżym jaśminem i bergamotą. Po chwili do tego duo dołącza fiołek dodatkowo rozświetlająć otwarcie. Nie czułem nigdy czegoś takiego ale o dziwo podoba mi się. Nuta jaśminu gra tutaj głowne skrzypce ale też zielona soczysta bergamota wciąga ręka jaśmin do tyłu żeby się za bardzo nie panoszył. Niby unisex ale nie widzę go na facecie i to wcale nie przez jaśmin. Nie wiem dlaczego ale przy mocniejszym niuchu chcę mi się kichać xD.


Al Thara - No tutaj w przeciwieństwie do dwóch poprzednich czuć znajome nuty. La Yuqawam, zdejmuj te przebranie i poka się mi tutaj! Skóra, malina to combo znane i lubiane, a w niektórych kręgach przeruchane. Co to ratuję ten zapach i wyróżnia z pozostałych to na pewno róża i świetna malina, która tutaj naprawdę daje czadu i przegania akord skóry na dalszy plan. Pachnie jak najwyższej klasy sorbet który został obficie oblany przesłodkim syropem malinowym który aż chcę się polizać. Serio, nie czułem jeszcze takiej maliny. Róża dopełnia calości i chcę się to wąchać, wąchać i wąchać. Gdyby nie ona jedynym wyrózniającym elementem byłaby jakość składników ale z różą daję to bardzo fajny efekt którego nie czułem wszędzie. Róża jest bardzo schowana ale podkreśla grubym podpisem całe dzieło perfumiarza. Większość skórzanych perfum kojarzy mi się z dziadami, ale nie te. Bardzo radosne perfumy i mimo ciężaru widzę to raczej wiosną a może nawet i latem. Gdyby nie cena i Sillage od Kinetic stojący na półce to mógłbym się rozejrzeć za flakonem. Aż dodam do wishlisty, co mi tam.


Al Athal - W końcu trafiłem na Araba. Otwarcie niezrozumiałe, nut nawalonych że aż przydusza od tej dobroci i czuć przepych, po prostu luksus. To co wyłapuję od razu to aldehydy które mają nieco retro sznyt, róża i świeże kadzidło franciszkańskie, takie które dopiero co zaczeło emanować miętą, żadnym kościołem. Pachnie jak świeżo starte kawałki oudu. Niesamowity zapach pachnący nietypowym bogactwem. Tak mogą pachnieć bogatsze kobiety w UAE. Znowu jest róża, ale dzięki tej pozycji zaczynam rozumieć ich rolę w tych zapachach. Nigdy nie dominują, zawsze chowają się sprytnie z tyłu i tylko lekko nadają ton całej kompozycji. Tak zagrana karta wymaga ogromnego warsztatu perfumowego i to naprawdę czuć. Totalny unisex, kolejny kandydat na flakon. Przypomina mi Royal Incense od Omanluxury ale na lepszych składnikach i z większą zmiennością.


EDIT: Już wiem dlaczego. Nosem obydwu jest ten sam białas.


Al Nobl - otwiera się jabłkiem i lilią która jest delikatnie wodnista. Czułem to gdzieś wcześniej i ten zapach nie przypadł mi do gustu. Baza trąci charakterystyczną taniością co w tej klasie zapachu nie powinno mieć miejsca. Czułem te bazę w tanich arabach. PASS i shame on you.


Al Azal - otwarcie mocno karmelowe gdyż jedną z nut jest pralina. Wspierana przez drzewo cedrowe i wanilie dają efekt lekko mlecznej pralinki w otoczeniu lekkiego dymu z paleniska. Po kilkunastu minutach zaczynam czuć różę i fiołek. Nie wiem czy pralinkowe nuty to specjalność tej marki, ale nie jest dobrze. To druga najsłabsza pozycja marki z samplera, mimo że otwarcie było bardzo zachęcające.


Al Laylaa - otwiera się zielonym soczystym jabłkiem z równie zielonym kardamonem który dodaję imbirowo-cytrynowy akord i daję zapowiedź na coś więcej. Niestety te jabłko szybko staję się bardzo syntetyczne i zapach zaczyna jak Douglas po wymieszaniu wszystkich zapachów w środku naraz. Dosłownie mam taki feeling, jedna wielka papka. Trochę tu Laytona, trochę tu Amber Wood, trochę karmelku znanego z naszego mainstreamu. WTF?


Podsuowanie:


Ogółnie dochodzę do wniosku że Ghawali to marka której perfumy projektują nasi europejscy perfumiarze i to jest właściwie największy zarzut pod adresem marki. Miało być arabsko, a z niewielkimi wyjątkami ich perfumy pachną jak nasz lepszy mainstream. Mam przeczucie że tylko ich oleje i wersje perfum z dopiskiem "oud" były robione na ich lokalny rynek przez kogoś innego a te testowane przeze mnie to najzwyklejsi przebierańcy. Podobną teorie wysnuł @kris1111 . Nie pomaga też cena i z całym sercem nie jestem w stanie (poza Al Abiq) polecić żadnej z siedmiu aż pozycji.


Z odrobiną researchu da się znaleźć lepsze zapachy za połowę tej kasy i jestem pewien że wersje oud i olejki są dużo lepsze.


Teraz najważniejsze.


Zrobię #rozdajo osobom które zapioronują mój wpis i zobowiążą się do krótkiego podsumowania tego samplera z rozbiciem na poszczególne sample, jak ja wyżej.


Zapraszam!


#perfumy #recenzjeperfum

8fd9f1e7-90ac-4cf7-ac7e-d26d11d755f5

Wheel decide zadecydowało że @testowy_test został zwycięzcą. Gratuluję.

Czy jesteś w stanie sprostać wyzwaniu pepsi, tfu, Araba?

5ee2fef4-9949-4d38-b753-36fd3e2bbf71

Zaloguj się aby komentować

Wszyscy sprzedają, a nikt nie chce szczerze napisać.


Ajmal / Amir One


Amir One otwiera się fajną kwaśną bergamotą w bardzo klasycznym wydaniu w stylu Eau Sauvage. Generalnie przez większość trwania zapachu cały czas przewija się w tle nawiązanie do klasycznej męskiej cytrusowo-kwiatowo-mydlanej wody kolońskiej w stylistyce zbliżonej do tej znanej z wód Acqua di Parma. Ten akcent koloński pozostaje jednakże na drugim planie. Pierwszy plan jest zdominowany przez oud i piżmo. Temat oudowy jest akurat całkiem ciekawy, bo pomimo lekkiej obory zachowuje jakąś niespodziewaną świeżość. Natomiast piżmo to tani, gryzący syntetyk podobny to tego z Bergamaska i to jest okropne. Nie rozumiem polecania tego zapachu to na lato, chyba że jako nowy mem zastępujący Kourosa, bo jednak trochę obora jest, a to piżmo jest po prostu okropne, a przy tym trwałe jak skuczybyk.


Ajmal / Purely Orient Incense


Purely Orient Incense otwiera się zaskakująco świeżo, kwaśnym cytrusem, a potem znów na pełnej k⁎⁎⁎ie wjeżdża pulpa, tylko tym razem nie oudowo-piżmowa, a oudowo-skórzana z różą i ciepłym orientalnym kadzidłem w tle. Akcent oudowy tym razem bardzo fajny i przyjazny: suchy, drewniany, żywiczny i lekko przypalony, nie wali brudną krową i jest zmienny w czasie. Natomiast skórka to jest taka, jak w zapachach pustynnych tej mniej naturalnej części niszy (kojarzą mi się jakieś Mancery/Montale/Galivanty) i mnie osobiście drażni. W sumie byłoby nawet nieźle, gdyby nie bliżej nieokreślona nuta słodkawa stanowiąca składnik wspólny mainstreamowych ulepów klepanych na jedno kopyto pokroju serii SWY/Wanted, która pewnie miała się przypodobać europejskim nosom (w końcu gurls luv chemole), ale dla mnie rujnuje te perfumy. Parametr mocarny.


Podsumowując, gdyby ktoś myślał naiwnie, że te droższe araby są lepsze niż te tanie to może w jakimś stopniu są, ale nadal jest to poziom co najwyżej chemicznego piotrusia (z małej, bo szacunku nie mam za grosz).


#perfumy #arabskieperfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

c70f9644-9885-46dc-9e4d-61f2397f83ec

Zaloguj się aby komentować

Ciapaty please don’t break my heart. Piękny Arabie z mych snów. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nuciłem sobie to w drodze do paczkomatu po bohatera poniższej recenzji. Maison Alhambra Dublin Leather to ordynarna podjeba całkiem przyjemnego Irish Leather od Memo Paris. Tak się składa, że mam Memo pod ręką, więc na końcu będzie porównanie obu zapachów.


Przez linię biegnącą w dolnej części kartonu ma się wrażenie, że otwiera się go jakoś szlachetniej. Nic bardziej mylnego. To tylko ozdoba. Karton otwiera się standardowo od góry, a jego powierzchnia pokryta jest jakimś gumowatym tworzywem. Zatyczka flakonu jest dość ciężka i metalowa, ale niestety odlew wygląda tanio. Estetyczniej byłoby, gdyby pozostał gładki. Szkło flakonu jest barwione i nie da się podejrzeć poziomu soku. Na froncie mamy metalową płytkę z nazwą perfum i bezczelnie skradzioną grafiką z oryginału. Atomizer pracuje bez zastrzeżeń.


Co czujemy po naciśnięciu atomizera? Całkiem rześkie i zielone otwarcie. Jałowiec w połączeniu ze sporą ilością przypraw naprawdę daje radę. Pojawia się powoli skóra i mate. Lekko gorzki jałowiec zostaje w tle. Zapach staje się chłodniejszy i ostry. Pomimo kanciastości tej kompozycji jest ona całkiem przyjemna dla nosa. Zahacza o skojarzenia z ginem, a po chwili rzuca nas bardziej w stronę zieleni mate. Skóra jest wyczuwalna, ale przy tak dużej ilości dodatków jest tylko elementem składowym. Z czasem perfumy robią się bardziej dymne, ale nie ma tu dużej różnicy między pierwszą a czwartą godziną po aplikacji. Jeśli ktoś nie lubi perfum skórzanych to Dublin Leather jest jedną z przystępniejszych pozycji. Skóra jest tutaj mięciutka. Zdecydowanie jest to profil, który najlepiej sprawdzi się w przejściowych porach roku, wiosna i jesień to idealne warunki na zarzucenie tych perfum. Na szybko o parametrach: bardzo przeciętnie, około 6h z akceptowalną projekcją.


Tak więc czy Maison zasłużył już na honorowe obywatelstwo? No nie… Przechodzimy do części, którą przeczytają wszyscy, w przeciwieństwie do dwóch akapitów wyżej. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Różnice względem oryginału są od samego początku. Irish Leather ma w otwarciu mega przyjemny irys. Dla mnie trochę marchewkowy. Po otwarciu nadal jest gdzieś tam ukryty i nadaje szlachetności całej kompozycji. Dublin go praktycznie nie ma. Brakuje tej nuty bardzo mocno, szczególnie porównując oba zapachy ręka w rękę. Poza tym na każdym etapie Alhambra ma mniej głębi. Nuty się zgadzają, ale potencjał jest mocno ścięty. Dublin jest też bardziej suchy i szorstki w odbiorze. Z biegiem czasu, bliżej dry downu, Irish błyszczy miksem ambry i tonki. Tu znów Maison o czymś zapomniał i Dublin robi się zwyczajnie bardziej dymny z brakami lekko słodkiego podszycia. Jedyne co mi przychodzi do głowy jako podsumowanie to: tani arab.


Zapach: 4/10


Trwałość: 6/10


Projekcja: 5/10


Ocena ogólna: 4/10


PS Na punktację oczywiście wpływa fakt bycia chamską podróbką z zewnątrz i sokiem, który zwyczajnie nie dowozi.


#perfumy #recenzjeperfum

6941b1a8-dfb4-4328-8c2d-5f2f00d7f2a9

Zaloguj się aby komentować

Trochę się ostatnio czuję jak handlarzyna, więc wpadam z małą recenzją zapachu, który planowałem kupić w ciemno. Zanim pojawił się na PH, wpadły mi w łapy dwie próbki. Ogólnie okazało się, że perfumy są dostępne od dawna, tylko PH ich nie miał na liście. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)


Nasomatto Sadonaso to dość nieoczekiwana premiera z kontrowersyjną kampanią promocyjną. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tak dużego bólu dolnych części cała wśród perfumiarzy. W tym momencie po review bombing oceny na fragrze są słabiutkie i raczej przez długi czas takie pozostaną. W dużej mierze dlatego, że ten twór się nie obroni.


Sadonaso to na pewno zapach słodki i dość ciężki. Nie należy jednak spodziewać się czegokolwiek w kategorii gourmont. Otwarcie jest syntetyczne: gumowo latexowe. Razem z nim czuć to, co większość osób odrzuci. Mieszanina zapachów kojarzących się z ludzkimi wydzielinami takimi jak pot czy aromat kabin w toalecie nocnego klubu. Dziewczyna w ślepym teście po pierwszym powąchaniu się skrzywiła i powiedziała, że nie wie, co czuje, ale jest odpychające. Gdy rzuciłem jej swoje skojarzenie, przyznała mi rację i kazała zabrać nadgarstek, bo zrobiło jej się niedobrze. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dość szybko do wspomnianego wyżej grona dołącza wanilia. Jest wymieszana z miodem i tonką. Gdy słodkie nuty zaczynają być mocniej wyczuwalne, latexu już prawie nie ma. Zmienia się też trochę profil. Całość robi się mleczno-kremowa i mocno słodka. Nadal jest zwierzęco, ale zdecydowanie zmysłowo. Tak już zostanie przez kilka godzin. W tym momencie znów przetestowałem perfumy na swojej asystentce. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie mówiąc jej, że to ten sam zapach odbiór był zupełnie inny. Ciekawe i całkiem ładne - usłyszałem. Dry down mam wrażenie, pozbawiony jest już tej kremowości i całość robi się bardziej pudrowa.


Trwałość jak przystało na Nasomatto jest naprawdę dobra i 8h to wynik spokojnie do osiągnięcia, a prawdopodobnie więcej. Słabiej wypada projekcja. W czasie 3 testów za każdym razem uzyskałem inny wynik. Ciężko mi to jakoś zinterpretować, ale wyciągając średnią jest przeciętnie.


Mam wrażenie, że perfumy te znajdą swoje grono odbiorców. Dość wąskie, ale jednak. Osobiście czułem jakąś brudną przyjemność testując tę kompozycję i może nawet kupię flakon, jeśli Anetka wystawi jakiś zwrot w dobrej cenie. Będzie to jednak ciekawostka w kolekcji, bo kompletnie nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której chciałbym tym pachnieć.


Zapach: 6/10


Trwałość: 8/10


Projekcja: 6/10


Ocena ogólna: 6/10


#perfumy #recenzjeperfum

50f60dab-7ee2-4209-a368-b1223dac697a

@CheemsFBI "Będzie to jednak ciekawostka w kolekcji, bo kompletnie nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której chciałbym tym pachnieć" - chciałem napisać, że może to dla chada, który chce mieć spokój i odpychać od siebie kobiety, ale od razu zatrybiłem, że to tak nie działa i pewnie by się zachwycały, że ma tak unikalny, naturalny zapach ciała xD

@CheemsFBI Dzięki za reckę. Jak zobaczyłem pierwsze memy, to myślałem, że to żart z marki :-). Na pewno spróbuję paru ml przy okazji, bo coś tam jednak może być.

Zaloguj się aby komentować

Rouge Bunny Rouge / Silvan


Silvan otwiera się świeżo: jałowcem i grejpfrutem. Grejpfrut jednakże dość szybko ulatnia się tworząc miejsce dla aromatu drzew iglastych i lekkiego zielonego kadzidła. To jest taki typ kadzidła, które przewrotnie wydaje mi się mało kadzidlane, ale które dzięki temu ma prawo podobać się nosom nieobytym z niszą. Nie jest ono niczym dosłodzone i nie wyczuwam w nim żadnych elementów spalenizny. Wręcz przeciwnie, jest zwiewne i prawie całkowicie pozbawione konotacji kościelnych, wydaje się być leśne, zachowując przy tym chłodny i dystansujący charakter. Zgaduję, że w tej roli zatrudniono Iso E Super lub podobną molekułę. Przypuszczenia te znajdują potwierdzenie w tym, że niestety przestaję te perfumy czuć po godzinie lub dwóch i tylko od czasu do czasu powracają w minimalnie wyczuwalnym stopniu. Nie jest to moja pierwsza taka reakcja na duże ilości Iso E Super. Trwałości nie jestem w stanie rzetelnie ocenić, a projekcja jest również raczej delikatna i wymaga porządnej aplikacji.


Prosty zapach, wytrawny, uniseks, ładny i bardzo noszalny na prawie każdą okazję. Mógłby być świetnym wyborem na sygnaturę, gdyby nie podłe parametry użytkowe.


#perfumy #perfumyniszowe #recenzjeperfum #smrodysaradonina

6b6af0a6-2f29-4fe4-90a8-7fed0d403bed

Zaloguj się aby komentować

Berdoues / Collection Grands Crus - Assam of India


Assam of India otwiera się zapachem czarnej herbaty z cytryną. Zaskakujące, nieprawdaż? Nic wymyślnego i wbrew nazwie nie czuję w niej nut słodowych czy orzechowych typowych dla herbat ze stanu Assam, a po prostu zwykła czarna herbata cejlońska. Herbatkę podano z kwaśną i początkowo wyrazistą cytryną. Słyszałem porównania, że pachnę jak Lipton Ice Tea i coś w tym pewnie jest. Zapach jest prosty to i ewolucja skomplikowana nie jest. Jak się łatwo domyśleć cytryna stopniowo słabnie, by po ok 3 godzinach pozostała tylko delikatna smuga herbaty na równie delikatnej drzewnej sandałowej bazie, która tli się na skórze kolejną godzinę, może dwie.


Kompozycja banalna, parametry słabe, więc po co w ogóle o tych perfumach pisać? Otóż Assam of India to dla mnie jeden z poprawiaczy humoru, perfumy są radosne i szalenie przyjemnie się noszą . Mimo parametrowych niedostatków stawiam je poziom wyżej niż agresywnie detergentowe letniaczki od popularnych projektantów, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że da się je kupić poniżej 2zł/ml.


No i słoniki na flakonie są po prostu urocze.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

1aadba2e-7a35-4403-a8a2-0a576cc99e72

Zaloguj się aby komentować

Agatho / Giardinodiercole


Długo zwlekałem z recenzją Ogrodu Herkulesa, bo zapach jest złożony i nie tak oczywisty jak mogłoby się wydawać po teście nadgarstkowym. Na fragrze można trafić na porównania do Amouage Epic, ale uważam je za równie wiarygodne jak recenzję po nutach i jak mniemam napisane zostały po przelotnym niuchnięciu z korka albo z d⁎⁎y kolegi, gdyż podobieństwo jeśli jakieś jest (można na siłę się doszukać wspólnego mianownika kadzidlano-ziołowego), to trwa kilkanaście sekund.


Ja w Giardinodiercole Epica nie widzę. Mój własny zaś nos w otwarciu najwięcej wyczuwa jałowca z raczej grzecznym kadzidłem. Gdzieś na dalszym planie towarzyszy im czarny pieprz oraz odrobina lawendy i szafranu. Miłośnikom przypraw może się podobać, natomiast delikatne noski w tym momencie może również zniechęcić, gdyż łatwo sobie wyobrazić, że mieszanka jest dość ostra i świdruje w nosie.


Magia natomiast dzieje się potem. Rozwinięcie zapachu jest drzewno-ziołowe. Pojawiają się suszone zioła, ciemnozielone i gorzkie. Konstrukcja drzewna nie jest zaś w typie tartacznym i pylistym, a ma charakter leśny. Za sprawą paczuli, labdanum i akcentów drzewnych, którym cały czas towarzyszy jałowiec z kadzidłem doświadczam różnych aspektów kojarzących się z zapachem lasu: usłana igłami ściółka, suche połamane gałęzie, gdzieniegdzie leży spruchniały pień drzewa zdobiony licznymi korytkami wyżłobionymi przez korniki. Mam subiektywne luźne skojarzenia z Bois Noir Roberta Pigueta, tylko las w Giardinodiercole jest mniej mroczny, mniej w nim zbutwiałych pni, więcej zwykłych drzew, gałęzi i przestrzeni, a przez korony drzew przezierają promienie słońca.


Na mnie Giardinodiercole ma trwałość całodniową, ale projekcja jest mocno przeciętna. Tester z zastępczym korkiem niestety nie prezentuje się zbyt urodziwie, ale mając na uwadze fakt, że za różnicę w cenie można kupić inny flakon perfum, jestem w stanie to przeboleć. Na razie uważam go za mój najlepszy blind tego roku.


#perfumy #perfumyniszowe #recenzjeperfum #smrodysaradonina

f784a236-73dd-4c1a-9e6c-474a57fae906

@saradonin

albo z dupy kolegi,


To najlepsza metoda testowania, w końcu ktoś to odkrył poza mną. A tak serio to świetna recenzja i wygląda na solidną pozycję w świecie kadzilaków.

@Platysma Moim zdaniem nie. Agatho jest słodszy niż Memoir i niewiele ma z nim wspólnego. Amurasz pachnie jak kwiaciarnia: zielone liście łodyg, zioła, chłodne kwiaty, zero słodyczy. Przynajmniej tak go pamiętam.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnimi czasy cierpię na chroniczny brak wolnego czasu, więc mam spore zaległości. Postaram się jednak co jakiś czas reanimować #smrodysaradonina krótkimi reckami.


Beaufort / Lignum Vitae


Lignum Vitae jest zapachem bardzo nietypowym w odniesieniu do pozostałych pozycji w portfolio londyńskiej marki. Wyjątkowo bowiem nie jest on dymny i nie ma w nim przepoconych siodeł, prochu, krwi czy gorzały. Wręcz przeciwnie, mimo iż nie jest typowym karmelowym ulepcem, to ma charakter wyraźnie gourmandowy.


Perfumy otwierają się bergamotą, czyli ostro i kwaskawo, ale już po chwili pierwszy plan zostaje zdominowany przez mieszankę całkowicie zjadliwą, a dokładniej to ciastkową złożoną z dwóch rodzajów ciastek: maślanych petit buerre (lub tych duńskich ciastek w metalowej puszce) i cytrynowych markizów. Te pierwsze są maślane i tłuste, nadają zapachowi ciała, drugie zaś dzięki cytrynowemu nadzieniu powstrzymują przez wpadnięciem w muląco-słodkie rejony. Tło kompozycji stanowią klimaty plażowe, za które w tym wypadku odpowiada syntetyczny akcent słono-mineralny połączony z czymś imitującym zapach piasku (podobny jak w Azzaro Shine i Carner Costarela) oraz bliżej nieokreślone kremowe drewienko. Podczas zimowych testów zwykle na tym się zabawa kończyła, ponieważ zapach znikał lub stawał się ledwo wyczuwalny. Natomiast ostatnie cieplejsze dni uwidoczniły, że Lignum Vitae rozwija się dalej i drydown wzbogacony zostaje najpierw o element fużerowo-mszany, a po kilku dobrych godzinach również o piżmo z lekkim zwierzem futrzastym, na szczęście bez akcentów uryny.


Lignum Vitae niczym nie szokuje, jednak wciąż czuć, że to nisza, perfumy są dziwne, bo łączące skrajnie różne kategorie zapachów, przez co mogą wydawać się chaotyczne. Nosi się je jednak przyjemnie i mają optymistyczny wydźwięk. Parametry jak na Beauforta też nie robią wrażenia, szczególnie w odniesieniu do takich mocarzy jak Vi et Armis, gdyż mimo przyzwoitej trwałości sięgającej 6-7 godzin, projekcja jest przez godzinę średnia, a potem skromna.


#perfumy #perfumyniszowe #recenzjeperfum

5ab21ba1-e512-42d5-a21f-7ed723ecbe1f

A w których ich zapachach czuć dym, krew, proch i spocone siodła? Bo to akurat te zapachy mnie bardziej interesują xD

@dziki u nich to w sumie to prawie wszystko:

Tonnere - dym, proch, krew i gorzała

Vi Et Armis - dym, wędzona herbata, torfowa łycha, palona fajka

Iron Duke - przepocone siodło, rum i ołowiany śrut

Rake & Ruin - gin pity na pogorzelisku w lesie po deszczu

jeszcze Coeur De Noir, którego nie próbowałem, ale też ponoć zbliżone klimaty dymne, tytoniowe i skórzane

Zaloguj się aby komentować

Journey Man Amouage #40 recenzja z #barcolwoncha


Pierwszy ałmułasz na którego recenzję się odważyłem. Dosyć przystępny względem tych, do których się wcześniej zabierałem.


Zanim jeszcze rozbiję zapach na czynniki pierwsze, to muszę powiedzieć, że pierwszym co rzuca się w nos, jest naturalność. Zapach jest tak naturalny, ze czuję się jakbym wąchał świeżo zebrane przyprawy.


W otwarciu dominuje kardamon. Kardamon bardzo ładnie podany, nadmienię. Podobno za jego orszak odpowiadają: pieprz syczuański, bergamotka, i neroli. O ile neroli faktycznie po przeczytaniu już wyłapuje, tak pieprz syczuański i bergamotka mieszają się w moim nosie w “coś”. To “coś” jest bardzo przyjemne, i świetnie wspiera kardamon, ale w życiu bym nie poznał co to, gdyby nie opis xD


Za drugą aplikacją zacząłem tu doszukiwać się też jałowca, który trwał przez całą głowę i serce.


W sercu ten świeżaczek nagle zamienia się w kadzidlaka. Kardamonowa ziołowość zmienia się gładko w tytoniową, a w tle zaczyna pobrzmiewać jakiś dym kadzidlany. Ta zmiana profilu następuje w sposób dosyć organiczny i spójny, a poszczególne nuty wydają się w niezły sposób zazębiać; trudno mi wskazać moment w którym to co czuje przestaje przypominać kardamon z neroli a zaczyna tytoń z jałowcem, co chyba oznacza wysoki kunszt perfumiarski :v


Ostatni etap życia zapachu na skórze przywołuje wspomnienie nomen omen skóry właśnie, oraz delikatnego piżma. Nie mam pojęcia jak pachnie Nagarmotha, ale możliwe że to ona właśnie ciągnie tą ziołową linię przez dół piramidy, gdy tytoń przestaje dawać radę. Tonki nie czułem.


Zapach bardzo trwały, praktycznie cały dzień był wyczuwalny na skórze. Projektował dosyć dobrze przez pierwsze 6 godzin, co jest świetnym wynikiem na mnie ;]


Generalnie bardzo fajne perfumy, jakby nie cena to bym je rozważył.


#perfumy #recenzjeperfum #barcolwoncha

ebc1ab88-0567-40ab-8086-efa14ad18fce

Zaloguj się aby komentować

For English review please use https://www.deepl.com/pl/translator#pl/en/ or https://translate.google.com/


Khas Oud - Ruby


Nuty zapachowe: Róża, fasola tonka, piżmo


https://www.parfumo.net/Perfumes/Khas_Oud__Perfumes/Ruby


Nie ma chyba osoby która zna te perfumy. Ba, nawet niewiele osób w ogóle słyszało o tej marce.


Na parfumo.net nie ma nikogo kto twierdzi że posiada je w swojej kolekcji. Sam dom Khas Oud polecił mi naczelny Arabopolak Hejto @kris1111 który podzielił się wrażeniami z testowania sampli, a jak wiecie, jestem na etapie ogromnej miłości do perfum z tamtego rejonu świata, jaram się każdym nowym nabytkiem wiec po przeczytaniu jego opinii szybko zabrałem się za szybki research i kupiłem trzy flakony w ciemno, w tym Ruby o którym Kris również nie słyszał.


Sam producent podaje trzy nuty. Róża, tonka, piżmo. Stąd wyszła decyzja o zakupie - chciałem sprawdzić jak Arabowie interpretują tonkę w perfumach bo nie jest to składnik który często się pojawia w ich perfumach, dlatego liczyłem na coś z kopem, po prostu w ich stylu.


Jak się okazało, jest najlepszy z tej trójki i postanowiłem go Wam trochę przybliżyć. Często ludziom którzy kupują ode mnie zapachy powtarzam że od pierwszego psika w powietrze musi być czuć magię, inaczej zapach zostaje u mnie skreślony, dlatego w ramach promocji #perfumy na nowym portalu Hejto pragnę też otworzyć swój autorski tag #magiawsprayu na którym będę publikował recenzje produktów nieznanych, unikatowych i dzięki temu niszowych.


Zaczynając od pierwszych wrażeń o samym opakowaniu i szkle, można po prostu powiedzieć flakony są bardzo w porządku, i powiedziałbym że są wykonane solidnie. Zatyczki są z kryształu i fajnie eksponują logo marki nadając efekt dodatkowej głębi gdy się ogląda go z góry. Szkło jest grube i pomimo 50ml pojemności cała flaszka jest wysoka.


Jak to pachnie? Już się spieszę z opisem.


Pomimo braku oudu na liście nut ten na pewno jest tutaj wiodącą częścią zapachu, ale nie w sposób który sobie pewnie wyobrażacie. Owszem, jest odrobina serka przy otwarciu, ale ten serek za chwile zmienia się w mleczną polewę która oblewa pozostałe nuty i zostaje z nami do końca, a po chwili wyłania się Ona - Tonka która u nas zazwyczaj jest mdła, przesłodzona, oblepiona wanilią i bursztynem, tutaj jest pięknie wyodrębniona i to Ona nadaję tempo całemu zapachowi który zaczyna nas otaczać piękną aurą od której bije ciepło i klasa. Oud jest wciąż obecny i przy skórze nadal pachnie serkowo, ale w powietrzu zamienia się w idealny balans żeby tonka nie popłynęła w rejony nadto słodkie. Po oudzie dołącza róża która idealnie wpasowuje się w środek zapachu.


Często mówię że oud jakby "balansuje" kompozycję i w Rubym jest to perfekcyjnie oddane. Nie poznałem jeszcze Araba z tak prominentnym oudem który byłby tak idealnie zmieszany między nutami, który tak ściąga łapie za nogi ściągając zapach do dołu żeby nie przesłodził się dla noszącego i otoczenia.


Gdy oud krzyczy "Gram w ekstraklasie, jestem naturalny, biała dziwko!" tonka odpowiada "Ale ja chcę być słodka!" po czym do głosu wchodzi sędzia w postaci róży która mówi "spokój tam, brudasy!" i scala najlepsze cechy obu składników. Profil róży jest dość nietypowy i nie jest to słodziusia róża rodem z Rose D'Arabie czy More Than Words i na tym polega geniusz tej kompozycji. Tonka jest słodka, Oud ma mleczo-śmietanowe zabarwienie, a róża jest wytrawna. Piżmo być może też tu jest, może jest nawet naturalne ale nie czułem nigdy naturalnego piżma więc zamknę japę i się nie wypowiem.


Zapach zamienia się w powietrzu w cieplutką chmurę, aurę świętego która jest rozkoszna, przyjemna i do tego poprawia nastrój. Zapach się z nas wylewa na zewnątrz jak królewski olejek którym się wysmarowaliśmy zaraz po kąpieli w mleku i miodzie. Emanuję i daje każdemu o sobie znać dookoła. Od momentu aplikacji wszystkie składniki rozpoczynają piękny romantyczny taniec w którym składniki walczą o palmę pierwszeństwa ale dzięki róży nie da się wyłonić zwycięzcy. Ten taniec trwa cały dzień, i zostawia z nami piękny ogon który zwraca na siebie uwagę każdej z płci. Możecie też oczekiwać że rano jeszcze obudzi Was delikatna chmurka z dnia poprzedniego, a Wasze ubrania będą nosić Rubiego jeszcze kilka dni.


Zapach petarda, nie sądziłem że istnieją takie perfumy, to wychodzi poza moją skalę poznawczą. Gdy miałem kończyć z perfumami poznałem Araby i Ruby to niestety kolejny dowód na to że arabska nisza wygrywa z naszą. Te zapachy są tak złożone że ciężko jest mi to zawrzeć w recenzji.


Ktoś powie "Panie Qtafonix, ale to musi być drogie! Naturalny oud, świetne składniki, to kosztuje!".


Owszem, kosztuje. 90USD za butelkę. Wnioski pozostawiam Wam. Ja chcę więcej.


Zapach: 10/10


Projekcja: 9,0/10


Trwałość: 9,0/10


#perfumy #recenzjeperfum

d6442c2d-a32c-459a-902e-8e5d82702342
3565b125-b621-4c41-aa7a-0da9d025a08e
520dc361-016e-4c5f-997a-0b41216ad53c

@Qtafonix świetna recenzja, czytając czujesz też te emocje, które Tobie towarzyszą kiedy obcujesz z zapachem. Aromat na prawdę musiał Ci zawrócić w głowie skoro zdecydowałeś się popełnić recenzję akurat tej kompozycji, spośród całkiem dużego już portfolio Arabów pierwszej ligi, które ostatnio poznałeś.

Zaloguj się aby komentować

#perfumy #recenzjeperfum


W końcu kupiłem killera, dla niektórych pogromcę biur i zabójcę towarzyszy w pracy czyli


JOOP HOMME (200 ML za 113 PLN)


Dla mnie żaden śmierdziel. Ja wyczuwam tu słodkość malinową, trochę landrynka.


Nie jest ciężki. Dosyć świeży w odb iorze dla mnie.


Taki pudrowo kwiatowy słodziak. Trochę syntentyczny, ale nie jakoś mocno.


Słynne parametry? Tak są. To jest prawdziwy


KILLER! Jest naprawdę trwały i pozostawia mega ogon za sobą . Dałem po wyjsciu z Notino z 8 do 10 psików (a co tam, jak szaleć to szaleć!) i teraz w aucie nie potrzebuje odświeżacza, ale nie był męczacy dla mnie.


Więc jak ktoś jak ja bał się kupić ten zapach bo wyczytał, że to śmierdziel, to zalecam jednak spróbować samemu ocenić, kupując np. dekant.


Nie jest to zapach dla każdego, ale dla mnie każdy powinien go poznać. Zwłaszcza, że jest dostępny prawie w każdej drogerii.


Ja na razie jestem zauroczony tym zapachem.


A dzięki temu, że był w świetnej promocji i to stacjonarnie mam go, aż 200 ML, więc na długi, długi czas mogę pracowników w biurze nim męczyć


Jeszcze trochę i się skusze na YSL KOUROS jak tak dalej pójdzie

70d36642-0bb7-4b78-8f10-5746126382c9

Zaloguj się aby komentować

Maison Alhambra Tobacco Touch - Recenzja


Trwałość: 8/10 Podczas mojego testu perfumy były wyczuwalne przynajmniej 9h.


Projekcja: 6,5/10 Dobry poziom, ok. 4-5h bardzo dobrej, lecz nie męczącej projekcji.


Zapach: 7,5/10 Wanilia i tytoń, po prostu tyle i aż tyle. Bardzo dobry zapach, niestety nie mam porównania z TF. Należy podkreślić, że raczej nie są to perfumy uniwersalne czy codzienne. Natomiast jest to bardzo fajna opcja na wieczorne wyjście na spotkanie, mniej lub bardziej formalne. Klimaty jesienno-zimowe bardzo sprzyjają odbiorowi, wtedy można pokusić się o częstsze stosowanie, natomiast nie widzę problemów w aplikowaniu go przez cały rok w sytuacjach o których wspomniałem.


Cena/jakość: 8/10


Cena: 139 zł w sklepie perfun.pl, którego właścicielem jest tomaszek @isgorath . Jak do niego dobrze zagadacie, to dostaniecie zniżkę 10-15% .


Test wykonany podczas mojego dnia roboczego - nie psikałem się jakoś mega mocno. Po aplikacji "globala" na pewno parametry się mocno poprawią, szczególnie w kwestii projekcji. Trwałość na bardzo dobrym poziomie, na mnie był wyczuwalny po 9h. Atomizer rozprowadza perfumy kierunkowo, celując w konkretne miejsce. Bardzo estetyczna, ciesząca oko butelka oraz opakowanie, choć pozostawiam pod rozwagę kwestie naśladowania TF. Trzeba zaznaczyć, że zapach doskonale pasuje do okresu jesienno-zimowego, zaaplikowany wieczorem na pewno da się we znaki osobom przebywającym w pobliżu. Kwestią dyskusyjną jest legendarna otoczka oryginalnego Tobacco Vanille. Według zagranicznych recenzji z Reddita i Youtube, Tobacco Touch jest zapachem w około 80-90% odpowiadającym TV. Czytając opinię na jego temat, w głowie urodził mi się obraz idealnych perfum, które stanowią wzorzec pewnego kanonu. Otóż w moim odczuciu tak nie jest. Zapach jest bardzo ciekawy, intrygujący, a nawet pociągający. Ma się wrażenie obcowania z czymś oryginalnym i pociągającym, natomiast nie powiedziałbym, że jest to święty graal, lecz po prostu ciekawa opcja warta uwagi dla perfumomaniaków. Ostatecznie jestem bardzo zadowolony z zakupu, moje oczekiwania nie zostały zawiedzione. Pragnę podkreślić, że kupując nie miałem na celu nabycia idealnej kopii TF (którego notabene nawet nie miałem okazji powąchać) lecz po prostu tytoniowca, którego nie miałem w swojej kolekcji.


#perfumy #recenzjeperfum #recenzje #perfumyarabskie

f84c13a0-5de9-4648-9e84-de1747e9e742

@pk1bgt w przeciągu ostatnich 3 miesięcy obcowałem z TF TV, po czym stwierdzam, że podobieństwo jest na poziomie niewyczuwalnym dla przeciętnego człowieka. Moim zdaniem 90%. I nie mówię tego żeby usprawiedliwić mój wybór, bo wiele arabskich tworów mogę zmasakrować, natomiast Maison Alhabra Tobacco Touch broni się wyśmienicie.

@Zielczan @Qtafonix @Krystyna337 nie sposób nie zauważyć inspiracji TF, o czym wspomniałem w recenzji. Natomiast dokonując zakupu kierowałem się chęcią nabycia określonego zapachu, a nie podróby TV, i ostatecznie jestem zadowolony. Niedługo wleci recenzja Maison Alhambra Porto Neroli.

Zaloguj się aby komentować

Hear me out, @loopie to świetny ziomek.


Kupiłem od niego kilka odlewek, także dostaniecie kilka mini-recenzji skupionych na kompozycjach.


Fresh As Lush (dostałem jako bonusik kilka ml, bardzo dziękuję!)


https://www.fragrantica.pl/perfumy/Lush/Fresh-As-58195.html


Pachnie to jak pranie wywieszone przy domkach wypoczynkowych w iglastym lesie. To w zasadzie tyle i może aż tyle? Trochę trudno mi sobie wyobrazić sobie, żebym to nosił na spotkania, ale jako taki świeżak do podbicia endorfin jak najbardziej.


Lattafa Eternal Oud (dostałem psikniętą kartkę jako bonusik, ale i tak zrecenzuję)


https://www.fragrantica.pl/perfumy/Lattafa-Perfumes/Eternal-Oud-78155.html


Jeśli butelka jest na tyle odjechana, jak to wygląda na zdjęciach, to w takim razie zazdroszczę czegoś takiego na półce.


A co do zapachu: słodki oud, świdrujący nieco w nosie, z takim waniliowym podkreśleniem. Nic nadzwyczajnego, chociaż jest to bardzo solidnie zrobiona kompozycja.


Ferragamo Bright Leather


https://www.fragrantica.com/perfume/Salvatore-Ferragamo/Ferragamo-Bright-Leather-73969.html


OK, hear me out: świetny zapach. Naprawdę świetny. Grejfrut, fiołek (będę się upierał wbrew Fragrze, że jest tam fiołek), skóra. Delikatniejszy i spokojniejszy kuzyn Fahrenheita i CK Men, a jednocześnie lekki i świeży. Fantastyczna, bardzo dobrze zrobiona kompozycja.


Mauboussin Une Historie d'Homme Irresistible


https://www.fragrantica.com/perfume/Mauboussin/Une-Historie-d-Homme-Irresistible-46970.html


Bardzo się cieszę, że mam dostałem tutaj aż 20 ml, bo zapach, szczególnie patrząc na cenę, wypi3rdala z butów. Dostajemy zapach bardzo drzewny z soczystym liściem figi. Bardzo męski, zadziornie świdrujący w nosie, ale przy tym jednak mimo wszystko świetnie skomponowany i bardzo, bardzo naturalny. Najbliższe skojarzenie: wysokiej jakości tabaka.


Rammstein Seemann Intense


https://www.fragrantica.com/perfume/Rammstein/Seemann-Intense-75297.html


Szczerze mówiąc największy zawód ze wszystkich zapachów. Spodziewałem się słonego, glonowego zapachu dającego realistyczny obraz morza, a dostałem... takiego zwyczajnego świeżaczka. Coś w stronę Azzaro Chrome Aqua czy EDP - bardzo przyjemna kompozycja, zgoda, ale to nic ciekawego. Dam mu jeszcze szansę na globala, zobaczymy, czy rozwinie skrzydła.


Boss Bottled Tonic


https://www.fragrantica.pl/perfumy/Hugo-Boss/Boss-Bottled-Tonic-43331.html


O, mimo tego, że znowu mówimy znowu o świeżaku, to mimo wszystko jest ciekawiej... a jest to bardzo dostojny, elegancki i ubrany w biały garnitur (albo przynajmniej w białe, drogie polo) świeżak. Cytrusy, zielone jabłko, z odrobinę korzennym podkreśleniem. Zapach mimo wszystko bardzo syntentyczny (kompozycje Hugo Bossa mnie już do tego zdążyły przyzwyczaić), ale przyjemny.


Missoni Wave


https://www.fragrantica.pl/perfumy/Missoni/Missoni-Wave-61329.html


Tyle postów widziałem o tym zapachu, czy to na Wykopie, czy to na Youtubie, czy gdziekolwiek indziej. Czy warte tego całego hype'u? Niespecjalnie. Strasznie to syntetyczne i zajeżdża mi niestety toaletowo. Trudno mi wydobyć tutaj jakiekolwiek konkretne nuty, bo zapach jest na tyle sztuczny. Ja tam jestem rozczarowany.


Bentley Momentum Intense


https://www.fragrantica.com/perfume/Bentley/Momentum-Intense-43538.html


Czy jak powiem, że po raz kolejny Bentley pozytywnie mnie zaskoczył (dobra, strzelam, że i za tym zapachem pewnie stało Lalique) to wyjdę na fanboya? Dostajemy po raz kolejny za fajną cenę świetny zapach. Prawda, nie jest on jakiś wyjątkowo oryginalny, ale jest zwyczajnie bardzo, bardzo przyzwoity. Drzewne nuty zmieszane z tonkową słodyczą i piżmem dają nam tu męski, dostojny zapach, który wyobrażam sobie w bardzo wielu okazjach.


Lataffa Al Noble Safeer


https://www.oriental-style.de/en/lattafa-safeer-al-noble-perfume.html


Kolejny odjechany flakon, kolejny raz Lattafa. Otwarciem się przeraziłem, bo było wręcz karmelkowo (cukierkowo, nie: karmelowo) słodko, ale po 2-3 minutach zapach zaczyna się układać i wyłania się nam prawdziwy koncert: pojawia się kardamon, kminek, nuty drzewne, ziołowość podobna do Jaegermeistera, wszystko podkreślone słodkim, kremowym akcentem, trochę waniliowym, ale mam wrażenie, że mój nos jest zbyt prosty, żeby to wyartykułować.


Rammstein Kokain Black Ash


https://www.fragrantica.com/perfume/Rammstein/Kokain-Black-Ash-61531.html


Kolejny Rammstein, ale ten jest ciekawy. I to bardzo ciekawy. Jest dym, jest olibanum i/lub labdanum (albo jeszcze inne żywice, których nie jestem w stanie określić i drzewo sandałowe... ale wiecie, nie z cyklu delikatny akord drzewny, tylko wjazd "na pełnej", świdrujący nos zapach. Świetna, mroczna kompozycja, chociaż jest dość trudna i nie każdemu się to spodoba.


To tyle. Nos mnie już boli, starczy na dzisiaj.


Pozdrawiam cieplutko i pozdrawiam @loopie jeszcze raz.


#perfumy #recenzjeperfum #recenzje #perfumyarabskie

6cc8879c-2174-43d8-9b13-8ec7b640d7c9

@prodigium perfumy muszą dawać w pierwszej kolejności satysfakcję mi, więc lipa. Ja tam wolę w tych pieniądzach i dość podobnych klimatach dużo bardziej Nauticę

Zaloguj się aby komentować

Konkurs, konkurs i po konkursie. Gratulacje dla @RumClapton! Ciężko uwierzyć, że recenzja była pisana na ostatnią chwilę. Wypadła świetnie, a wynik w głosowaniu to wręcz abstrakcja. Moja reakcja w pic rel. Dziękuję też wszystkim, którzy wystartowali oraz sponsorowi generalnemu @Qtafonix. Teraz pozostaje nam tylko czekać na recenzje nagrody. ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#perfumy #recenzjeperfum

875e9820-d85f-4937-9493-304a4f773a7e

@CheemsFBI Populacja dziadów zwiększa się ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Gratulacje, wynik mówi sam za siebie! Musisz więcej tu pisać piękny Panie @RumClapton

@CheemsFBI a się chłop łudził, że wygra, dopóki nie zobaczył recki znanego muzyka ( ͡° ͜ʖ ͡°) gratulacje @RumClapton !

@CheemsFBI Bardzo dziękuję organizatorom i głosującym! Konkurencja była duża, podobały mi się recenzje innych i sam jestem zaskoczony wynikiem. Chyba pierwszy raz coś wygrałem w internecie

Zaloguj się aby komentować

Czas na finał drugiej edycji konkursu na najlepszą recenzję!


Bardzo cieszy mnie utrzymanie bardzo wysokiego poziomu wszystkich recenzji. Czytanie ich to była czysta przyjemność. Mam nadzieję, że nadal będziecie dzielić się swoimi przemyśleniami z resztą tagu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Koniec głosowania to godzina 23:59 21.02.2023. Poniżej wrzucam linki do recenzji:


BeauFort London Iron Duke by zychu69


Lorenzo Pazzaglia Evil Angel by Si-senior


Paco Rabanne Pour Homme by RumClapton


Chanel Coromandel by Krystyna337


Bvlgari Man Terrae Essence by minaret


#perfumy #recenzjeperfum

a4a90452-82f5-488a-8218-a6dfbaec14d0

Najlepsza recenzja to:

45 Głosów

@pietroo89 Bardzo dobra, ale już przy pierwszym konkursie było założenie, że do głosowania przechodzi tylko 5. Głównie ze względu na ograniczenia ankiet na hejto ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Zaloguj się aby komentować