#pasta

36
648

Wyobraźcie sobie Elektrodę na przełomie XIX i XX wieku?


Przerost formy nad treścią panie bell (celowo z małej litery), ale za to będzie się pan mógł chwalić kolegom, jak to pan przesyła głos na odległość za pomocą miedzianego przewodu.


Teoria z czarnej listy, na razie warn, ale następnym razem będzie ban panie Einstein


Temat wałkowany 100 razy, polecam użyć opcji szukaj panowie Wright. Niby jak coś wykonane z materiałów cięższych od powietrzna ma latać?


Encyklopedia Britannica nie boli, zamykam temat.


#elektroda #heheszki #pasta

@mk9 @NieTakiCebulak @antek_akrobata


to nie do końca jest tak, ze ktos was nie lubi z góry, bo jest elektronikiem


ci ludzie poswiecili swoj czas, życie, na zgłębienie pewnych tematów i zdobycie wiedzy


jak odpisywalibyscie na posty ludziom, ktorzy wchodzą na forum, żeby naprawić cos samemu, żeby oszczędzić 100zł


ja z wykształcenia jestem elektrykem (przebranzowilem sie do IT na szczescie)

ale wchodzilem na elektrodę w trakcie studiów i potrafiłem znalezc wątek ktory potrzebowalem na studiach


Widzialem dziesiątki wątków, w ktorych ludzie nie rozumieli czym jest napiecie, a czym natężenie ale chcieli robić instalacje w domu zeby oszczedzić.

Wątki w których ludzie nie widzieli problemu zakladac na obwód do kuchni zabezpieczenie b10, a pozbiej żale że wybija jak żona wlącza piekarnik i mikser


czy bardziej posrane przypadki, bo robili zwarcie gdzieś, podawajia napiecia na bolec, czy montaz gniazdek przy samym zlewie...


zawsze to powtarzalem na wykopie, i tu tez podkreślę


są dwie strony medalu zawsze.

@elo tak, są: nie każdy robiący sobie w domu elektrykę musi znać teorię napięć i natężeń. Wystarczy że do tego zatrudni elektryka który mu to zrobi ale z założeniami, które sobie wymyślił, bo wie i częściowo zna temat, że w jakiś konkretny sposób chce to zrobić. Gdyby każdy miał podchodzić do działania dopiero znając całą teorię tematu, to nikt nic by nie zrobił.

Zaloguj się aby komentować

Kiedyś pociąg, którym jechał wykładowca KUL-u, ksiądz Karol Wojtyła, spóźnił się. Czekający na egzamin studenci – wobec braku egzaminatora – rozeszli się. Pozostał tylko jeden ksiądz, który nie znał Wojtyły – nie chodził na jego wykłady, a do egzaminu przygotowywał się z pożyczonych notatek. Po dwóch godzinach wpadł niewiele starszy od zdającego, zziajany Wojtyła. Ksiądz – student, ucieszony, że nie będzie zdawał sam, zapytał:


– Stary, ty też na egzamin?


– Na egzamin – przytaknął ksiądz Wojtyła.


– Facet się spóźnia, wszyscy się rozeszli, a ja czekam, bo muszę zdawać dzisiaj – wyjaśnił student.


– A co, nie znasz Wojtyły? – zapytał nowoprzybyły.


– Nie, to podobno nudny facet, nie chodziłem na jego wykłady, mówili, że abstrakcyjne i bardzo trudne – tłumaczył student.


Od słowa do słowa rozmowa przekształciła się w… powtórkę materiału. Wojtyła pytał, słuchał i tak jasno tłumaczył zawiłe problemy filozoficzne, że student powiedział w pewnym momencie:


– Stary, jaki ty jesteś obkuty! Proszę cię, kiedy przyjdzie ksiądz profesor, nie wchodź przede mną na egzamin, bo po tobie na pewno obleję.


Jakież było jego przerażenie, kiedy usłyszał:


– Daj mi indeks, jestem Wojtyła.


Wpisał mu p⁎⁎dę i narysował c⁎⁎ja na zdjęciu – wspomina ówczesna studentka, Krystyna Sajdok – a KUL-owska młodzież, która powtarzała sobie tę opowieść, bała się Wojtyły.


#pasta #hejtoobrazapapieza #2137

Zaloguj się aby komentować

Relacje kobieta - mężczyzna w znanych mi związkach bardzo często przypominają mi relację właściciel plantacji - murzyn, w Stanach z czasów niewolnictwa.


Żony i dziewczyny moich znajomych postrzegają mnie trochę jak murzyna z tamtych czasów, który nie ma swojego właściciela. Łazi sobie taki uśmiechnięty, najedzony i wyspany murzyn gdzie popadnie, i nie dość, że nie musi wracać w nocy na plantację, to jeszcze całą zebraną bawełnę zatrzymuje dla siebie. Co gorsza - podburza do buntu przeciwko ich właścicielom innych murzynów! To niedopuszczalne! Jak to możliwe, że ten wstrętny arogancki czarnuch uchował się bez swojego pana?! Przychodzi na plantację wystrojony jak biały człowiek, kieszenie wypchane bawełną i śmieje się w twarz właścicielowi - a drugi murzyn patrzy i se myśli...


To dlatego właśnie za każdym razem gdy przychodzę w gości, gdy odsiedzę na kanapie swoje, gdy zjem cały makowiec i gdy żarty się skończą słyszę:


- "nie myślałeś czarnuchu aby znaleźć sobie jakiegoś właściciela?",


- "nie jest ci tak źle samemu, co czarnuszku?",


- "taki fajny murzyn, tak dobrze zbiera bawełnę i sam... kto ci poda szklankę wody na starość czarnuchu?",


- "ale z ciebie dziecinny murzyn, ile tak można bez właściciela...",


- "a może wolisz murzynów, co murzynie?",


Niektóre z nich już nie chcą wypuszczać swoich murzynów na wódkę ze mną. Jeśli chcę się spotkać z kolegami muszę się pofatygować i przyjść na plantację, bo nie daj boże czarnuch spuszczony z łańcucha przez swojego pana jeszcze zasmakuje w wolności i będzie próbował bawić się w "Django Unchained" Ta cała bawełna i plantacja bez pana... TYLKO DLA MNIE!


#heheszki #pasta

Zaloguj się aby komentować

bądź mną


wyprowadź się od starych


właściciel mieszkania wstawia ci zmywarkę


kup kostki do zmywarki


umyj naczynia


zostają na nich zacieki


dowiedz się, że musisz kupić też sól do zmywarki, żeby nie było tych śladów


w sklepie tylko opakowania po 9000 kilo za 9000 złotych


nie potrzebujesz aż tyle i nie chcesz wydawać hajsu


pojedź do rodziców na obiad


odsyp sobie od nich trochę soli do torebki, bo oni też mają zmywarkę


wracaj do domu


stój na przystanku


pal szluga (sam skręcam)


podjeżdżają bagiety nieoznakowanym samochodem


CO PAN TAM PALI?


SZLUGE


bagieta wącha


WSZYSTKO OK, ALE JAK JUŻ SIĘ ZATRZYMALIŚMY TO PAN JESZCZE KIESZENIE I PLECAK POKAŻE


wyciągają ci z plecaka torebkę z solą do zmywarki


OOOOOO


UUUUUUUUUU


OOOOOOOOOOOO


UUUUUUUUUUUUUUUU


NO TERAS TO MASZ MŁODY PRZEJEBANE


W11 ODBIÓR PODEŚLIJCIE CHŁOPAKÓW NA JANA PAWŁA DRUGIEGO, MAMY TO ZDARZENIE


tłumaczenie nic nie pomaga


po 5 minutach trzy bagietowozy


wszyscy ludzie na przystanku patrzą


ty w kajdankach


6 bagieciarzy stoi dookoła


MARIUSZ WEŹ RZUĆ OKIEM BO TY NA TYM SZKOLENIU BYŁEŚ, ILE TEGO JEST?


NO BOGDAN ZE 100 GRAMUW BENDZIE, AMFETAMINA ALBO MEFEDRON, ALBO NAWET KOKS


IDZIESZ DO PIERDLA PROSTO, ROZUMIESZ SK⁎⁎⁎⁎SYNU?


PROKURATOR CI OD RAZU DA SANKI ZA COŚ TAKIEGO KUMASZ C⁎⁎JU? DO WRZEŚNIA W ARESZCIE POSIEDZISZ


ALE PANIE BAGIETMAJSTRZE TO NA PRAWDĘ SÓL CZANÓW DO ZMYWARKI


MNIE NIE OSZUKASZ, 10 LAT W POLICJI ROBIĘ GNOJU J⁎⁎⁎NY


jedziecie na komisariat


całkowite przeszukanie


te słynne przysiady (pozdro dla kumatych)


przykuty do krzesła


na wadze wychodzi 120 gram soli do zmywarki lub jak kto woli mefedronu


ZNASZ ROBSONA?


ZNASZ CYGANA?


ZNASZ SIWEGO?


DLA KOGO LATASZ?


SKĄD TO K⁎⁎WO MASZ?


plaskuny na mordę


kopanie po kostkach


opowiadanie jak mi pod celą spreparują anus


zebrało się pół komisariatu


wszyscy opowiadają jaki zaraz wpierdol dostanę jak się nie przyznam do posiadania narkotyków i nie powiem skąd mam


wszyscy grożą ile to lat będę siedział w więzieniu


ja już k⁎⁎wa łzy w oczach


przychodzi jakiś komendant


A CO TU SIĘ DZIEJE?


ZŁAPALIŚMY WIELKIEGO HANDLARZA PANIE KOMENDANCIE


drzyj mordę, że przyrzekasz, że to sól do zmywarki


NO JAK DLA MNIE TO FAKTYCZNIE SÓL, KILKA DNI TEMU SAM DOSYPYWAŁEM, ALE TRZEBA DO BADAŃ DO LABORATORIUM


perspektywa siedzenie w sztumie aż będą wyniki badań z laboratorium


powiedz, że możecie pojechać do domu do starych i porównać


komendant mówi żeby tak zrobić


jedziesz komisyjnie z czterema bagietmajstrami do starych


TY MARIUSZ TYLKO MUSIMY NA ORIENCIE BO MOŻE GNÓJ NAS CHCE W PUŁAPKIE WZIONŚĆ


jak wchodzicie do starych to bagiety ręce mają na kaburach


PANI GAŁECKA? PRZESZUKANIE! PANI POKAŻE SÓL DO ZMYWARKI xDDDDD


starzy oszołomieni jakby się piwa napili


matka pokazuje sól


wygląda tak samo


atmosfera się trochę uspokaja


bagietmajstrzy myślą


ALE SKĄD JA MOGĘ WIEDZIEĆ CZY PANI TEŻ TU KOKAINY NIE TRZYMA CZO?


slodki_jezu.png


jedziesz z matką, ojcem i czterema policjantami do sklepu


komisyjnie kupujecie paczkę over soli 9000 kilo za 9000 złotych


mandoliny ludzi przy kasie jak 7 osób w tym 3 bagiety kupują paczkę soli najlepsze xDDD


bagiety wysypują trochę na maskę radiowozu


takie same jak to z plecaka i to z domu


HEHE SORY MŁODY, SAM ROZUMIESZ, ŻE TO PODEJRZANIE WYGLĄDAŁO NIE XD


oddaj sól starym


wróć do domu


postanów zmywać ręcznie do końca życia


#heheszki #pasta

e3438411-42a8-43f1-b863-cfca39177f32

Zaloguj się aby komentować

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą zabraniała mu jeść mięso, głównie w niedzielne poranki.


#pasta

Zaloguj się aby komentować

moja dziewczyna jest tak brzydka, że jak nagraliśmy sex taśmę jak robi mi laskę i wysłaliśmy na serwer jednej ze stron z filmikami dla dorosłych to sztuczna inteligencja umieściła film w kategorii "Anal".


#pasta

Zaloguj się aby komentować

#pasta #komputery #klasyka


Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.


To moje opowieści z pracy.


Dzień 1


>kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera


>spoko, mam to


>ściągam program


>"Wow, jesteś w tym ekspertem"


>"No cóż..."


>komputer prosi o wpisanie hasła admina


>zapomniałem hasła admina


>próbuje: hasło


>nope.jpg


>"ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"


>3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera


Dzień 2


>wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym


>nie mam pojęcia co mówi


>pauza


>koleś czeka na odpowiedź


>przypominam sobie "IT Crowd"


>"Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?


>Zresetować znaczy się?"


>"Moment..."


>zadziałało


Dzień 3


>laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem


>kocica 9/10


>flirtuje ze mną


>mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje


>jedyne co słyszę to jej cycki


>jej laptop pachnie truskawkami


>ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa


Dzień 4


>nauczyłem się wyłączać serwery


>ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni


>wyłączam serwery


>wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera


>w końcu ludzie zaczynają się drzeć


>STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!


>"biore się za to!"


>biegnę do serwerowni


>gram w Hotline Miami przez kilka godzin


>włączam serwery pod koniec dnia


>wychodzę z serwerowni


>wycieram pot z czoła


>"dałem rade..."


>ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę


>tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM


Dzień 5


>spotykam kocicę przy ekspresie do kawy


>zapytałem się co u niej, proste pytanie


>zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem


>nie widzi we mnie człowieka


>widzi we mnie IT


>mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa


>robi to


>upgrade'uję jej IE


>instaluje adobe reareda


>resetuje komputer


>wszystko śmiga


>zanoszę go jej


>poprawiam fryzurę


>sprawdzam oddech


>zachowuje się jak bym ją ocalił


>siedzi w swoim biurze, gada przez telefon


>ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko


>robię to, i trochę się ociągam


>"To wszystko skarbie?"


>wychodzę


>słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"


>tylko IT


>teraz jestem tylko tym


Dzień 6


>cholernie się nudzę


>postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony


>filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry


>uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa


>używam konta admina, bo w końcu znam hasło


>wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze


>ściągnąłem emulator i pokemony


>gram sobie


>koleś przychodzi do mojego biura


>"chyba mam wirusa"


>ja: "złap je wszystkie"


>do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy


Dzień 7


>ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze


>nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu


>"wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"


>idę do domu


Dzień 8


>koleś z siódmego dnia znowu dzwoni


>jest wkurwiony


>mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta


>"zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"


>"o czym ty k⁎⁎wa mówisz?"


>click


Dzień 9


>jedna z drukarek zużyła cały toner


>jakiś grubas każe mi go zmienić


>"to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"


>tak serio to ściągam steama


>"to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"


>wzdycham i idę to zrobić


>nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera


>zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"


>mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje


>musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda


>wracam do sprawy z serwerem


>pół godziny później grubas wchodzi do biura


>"ćoś ty k⁎⁎wa zrobił z drukarką?"


>"zmieniłem tusz"


>zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem


>idziemy do drukarki


>opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje


>drukarka nawet się nie zamknie


>są czarne ślady dłoni na całej drukarce


>czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam


>"chyba jest coś nie tak z siecią"


>drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP


Dzień 10


>muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji


>nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu


>nie mam nawet karty firmowej


>mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem


>może użyć della kogoś innego


>pliki z maca nie działają na dellu


>zadzwonili do mnie w trakcie zebrania


>wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę


>ściągam adobe readera


>otwieram plik


>działa


>"Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"


Dzień 11


>nowy pracownik w firmie


>nikt mnie nie poinformował


>opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby


>idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś


>jest kilka sztuk


>ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych


>odpalam


>działa


>ustawiam go dla nowego kolesia


>wszystko laguje


>odpalasz adobe readera? masywny lag


>odsyłam komputer


>"sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"


>koleś ciągle prosi mnie o pomoc


>jest beznadziejny


>po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach


Dzień 12


>czyiś komputer się spieprzył


>kurrrrr


>ustawiam


>przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci


>idę do serwerowni


>patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa


>wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić


>"a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."


>"sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"


>gram sobie w sim theme park przez resztę dnia


Dzień 13


>przychodzę do pracy godzinę spóźniony


>całe biuro w chaosie


>upadekrzymu.jpg


>"JEST TUTAJ!"


>odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila


>dziesiątki mailu w stylu:


>"coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."


>"wiesz czemu strona nie działa?"


>serwer faktycznie nie działa


>adobe reader mnie teraz nie ocali


>"po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"


>wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić


>roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić


>ucinam sobie drzemkę przez cały dzień


>ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni


>terminy minięte


>wychodzę o 18:30


>manager widzi mnie na parkingu


>był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem


>"wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"


Dzień 14


>serwery dalej nie działają


>wszyscy wkurwieni


>idę na wczesny lunch


>słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura


>dziekibogu.jpg


>"Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"


>zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię


>"też jestem IT"


>pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni


>obaj kiwają głową


>"co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"


>"próbowałeś go zrestartować?"


>wracam i restartuje serwer


>k⁎⁎wa, działa!


Dzień 15


>kocica chodzi po biurze poddenerwowana


>"Wszystko ok?"


>"Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"


>"Spoko"


>biorę laptopa


>reinstaluje office'a


>outlook znowu działa


>przeglądam maile, żeby upewnić się że działają


>wysyłam testowego maila


>czytam tytuły jej nowych maili


>"Rozwód"


>oddaje jej laptopa


>"Wygląda na to, że działa"


>"Dzięki..."


>"Wszystko ok?"


>"Cóż..."


>tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!


>"Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"


Dzień 16


>jeden z monitorów upośledzonego nie działa


>wyświetla się całkowicie na zielono


>na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak


>jedyne co robi to przegląda tapety na msn


>i używa jakiegoś programu fedexa


>jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić


>nic nie działa


>to nie sterownik


>to nie ustawienia


>to chyba coś z samym montorem


>cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"


>po dwóch godzinach koleś mówi


>"może wtyczka jest zepsuta?"


>zmieniłem kabel hdmi na nowy


>zadziałało


>oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś


Dzień 17


>miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura


>jest najstarszą osobą w biurze


>stara jak dinozaury


>mówię, że coś dla niej mam


>wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów


>zanoszę ją jej


>"jesteś taki pomocny"


>sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę


>podnoszę się i otrzepuję spodnie


>staruszka wygląda jakby miała zawał


>patrze na ekran


>czarny


>wstając nacisnąłem przycisk power


>straciła 3 godziny pracy


>3 godziny których nigdy nie odzyska


Dzień 18


>firmowe spotkanie


>przekroczyliśmy budżet


>było dużo wydatków


>straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc


>dzień 18


>prawie cały miesiąc


>wylecę na zbity pysk


>budżet departamentu IT zostaje poruszony


>są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu


>"Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"


>pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą


>"Niezbyt..."


>"Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"


>gówno prawda


>dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"


>nie wiem czy będzie seks


>kupuje gumki


>nie jest taka ładna 6/10 góra


>nie będę kłamał


>mocno średnia


>podjeżdżam do jej domu


>dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko


>mąż otwiera drzwi


>pokazuje mi konputer


>instaluje najnowszego adobe readera


>zarabiam 20$


>jadę do domu


Dzień 19


>jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo


>sprawdzam ustawienia


>po dwóch godzinach


>"zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"


>wtf


>nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie


>wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone


>pukanie do drzwi


>to ten koleś


>"hej, dzięki za naprawienie tego"


>"czego?"


>"mojego usb"


>nic nie zrobiłem


>"a, to... spoko"


Dzień 20


>spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię


>wygląda całkiem nieźle


>odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami


>ludzie tracą swoje projekty


>losowo są wywalani z serwera


>mówię, że są problemy z isp


>staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię


>pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie


>niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci


>mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu


Dzień 21


>teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki


>8 komputerów podpiętych do jednej sieci


>próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć


>to są stare monitory i nie można tego zrobić


>wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów


>ustawiłem wszystko do południa


>po lunchu zaczynam kopanie


>okropnie powoli, ale zaczynam


>ludzie narzekają na lagi serwera


>obwiniam olimpiadę za lagi


>mówię, że całe buro musi je streamować


>banuję olimpiadę na filtrze systemowym


>biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu


>ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk


>i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa


>oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi


>"To jest koleś którego ta firma potrzebowała"


Dzień 22


>dzień urodzin


>całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu


>biorę ciasto


>podpinam n64 w jednym z biur


>wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye


>mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"


>skopałem im wszystkim d⁎⁎y


>zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta


>nikt nie zauważył


Dzień 23


>kocica dzwoni z trasy


>ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie


>mówi nazwę tej apki


>nie mam pojęcia co to jest


>staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko


>pytam, czy używa WIFI czy 3G


>"jak to sprawdzam?"


>"nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"


>googluję apke, ale nic się nie pojawia


>pytam kogoś ze sprzedaży


>"oh, to tylko infografika z naszej strony"


>mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada


>jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej


Dzień 24


>45 latka wygadała się, że robię też poza pracą


>teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne


>mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże


>większość to proste naprawy


>aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia


>ale wtedy trafił mi się on


>laptop z piekła rodem


>gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce


>"co z nim nie tak?"


>"ty mi powiedz, geniuszu"


>odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu


>klikam enter


>naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?


>wydaje mi się, że to coś z napędem cd


>otwieram napęd


>jest tam gruba warstwa okruchów


>przechylam laptopa na bok


>pieprzone okruchy wysypują się z laptopa


>resetuję laptopa


>wczytuje się bez problemu


>okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki


>pieprzone laptopy


Dzień 25


>mimo, że jestem gówniany w sprawach IT


>jeden koleś myśli, że skoro jestem IT wiem dużo o technologii


>pyta się mnie jaka jest moja ulubiona przeglądarka


>"Google... Ultron"


>"Jest taka jak chrome?"


>cholera. to miałem na myśli


>"tak, ale lepsza... nasa jej używa"


>"super, mógłbyś mi ją ściągnąć?"


>gulp


>"spoko"


>dosłownie zaczynam ruszać myszą wte i wewte tak szybko, że nie widać kursora


>ctrl alt delete do managera zadań


>"proszę. Zrobione, wygląda jak chrome. ale to jest Ultron, nikt inny nie zobaczy różnicy"


>do dzisiaj myśli, że pracuje na google ultron


Dzień 26


>jakaś kobieta mnie woła


>"to zajmie tylko minutkę. prościzna!"


>cholera


>prosi mnie o podłączenie nowej drukarki


>wstaje ze swojego krzesła i pozwala mi usiąść


>zapomniałem jak dodać sieciowe drukarki


>z koleżanką stoją za mną i obserwują ekran


>"czy to będzie trwało długo?"


>Udaję zamyślonego, patrzę w ekran z dłonią na skroni


>"Anon? Mamy deadline które się zbliża..."


>"Co do...?"


>obie kobiety wyglądają na zaniepokojone


>"NA TYM KOMPUTERZE JEST WIRUS!"


>i wybiegłem wyglądając na wkurwionego


Dzień 27


>nauczyłem się używać narzędzia do zdalnego sterowania którego używa całe biuro


>postanowiłem pomęczyć tą miłą staruszkę z wcześniej


>losowo ruszam myszą przez kilka godzin


>ona męczy się z podstawowymi rzeczami


>przyszła do mnie po nową myszkę


>pomagam jej


>podpinam ją i wracam


>mysz się znowu rusza. uruchamia worda


>zaczynam pisać


>"Cześć."


>brak odpowiedzi


>"Cześć."


>"Cześć? Kto to?"


>"Śmierć :("


Dzień 28


>jakiś koleś prosi mnie o wypalenie mu prezentacji na płytę dvd


>k⁎⁎wa mać wiem jak to zrobić


>wypalam płytę


>maszeruję do jego biura, dumnie trzymając płytę wysoko w powietrzu


>jakaś kobieta próbuje mnie zatrzymać "Hej, mógłbyś..."


>"Nie teraz, ważna sprawa IT którą muszę się zająć!"


>daje kolesiowi jego wypaloną płytę


>to może być pierwsza rzecz tutaj którą zrobiłem poprawnie


>łza się w oku kręci


>taki dumny z siebie, że tak daleko zaszedłem


>jestem prawdziwym IT


>5 minut później koleś do mnie dzwoni "hej... cóż, na płycie nic nie ma..."


Dzień 29


>dałem nowej kobiecie w firmie laptopa


>nic nie jest ustawione


>zapomniałem jak podpiąć outlooka


>spoko, zrobiła to sama


>super


>pyta mnie czy mogę wpisać dane admina. żeby mogła ściągnąć jakieś narzędzie do mediów


>"Pewnie"


>zjebałem hasło 3 razy i mnie zablokowało


>muszę odblokować komputer z mojego pcta


>nie wiem jak to zrobić ale muszę wrócić do jej biura, bo zostawiłem tam swojego gameboya


>zaczyna zagadywać


>"Gdzie się uczyłeś, że skończyłeś tu jako IT?"


>zaczyna coś podejrzewać


>próbuję się jeszcze raz zalogować


>dalej jest zablokowane


>"Hmm... wiesz co? Chyba to rozszerzenie Hootsuite jest zawirusowane. Nie chcę tego gówna w swojej sieci."


Dzień 30


>dzisiaj wszystko zaczęło się pieprzyć


>jeśli pamiętacie, ustawiłem maszynę do miningu bitcoina w serwerowni


>używało prawie cały przesył


>sieć ledwo działała


>a teraz przez moje zrzucanie wszystkiego na wirusy i ogólne lenistwo ludzie zaczęli plotkować


>że firma jest atakowana przez grupę hakerską


>po lunchu szefostwo zaciągnęło mnie do biura na spotkanie


>"Jak wiesz, mieślmy ostatnio spore problemy z naszą siecią..."


>jestem w d⁎⁎ie


>"od powolnego transferu danych po wirusy"


>bardzo głębokiej d⁎⁎ie


>"Chcemy, żebyć zaczął śledztwo i dowiedział się kto to robi i dlaczego"


>ROFL


>Jestem pieprzonym gliniarzem którego zadaniem jest znaleźć pieprzonego gliniarza


>Jestem pieprzonym prawem.


Dzień 31


>mówię ludziom, że robię kalibrację serwera


>"to coś jakby pobieranie odcisków palców"


>nie ma mądrzejszego ode mnie


>pokazałem jednemu facetowi w średnim wieku, z brodą, jak używać aplikacji


>wrzucam mu ją do ulubionych i na pasek skrótów


>patrzę na jego ulubione


>Matula z Dużymi Cyckami


>Piżamowe Dziwko-party


>Mexykanka w autobusie


>przejeżdżam nad każdym z nich kursorem myszy, czytając bezdźwięcznie ich tytuły


>facet zaczyna się denerwować


>prosi. żebym nie powiedział nikomu


>"Czemu nie?"


>"Kupię ci lunch"


>dostałem 10 nuggettów z kurczaka


Dzień 32


>z jakiegoś dziwnego powodu całe biuro musi przepisywać captcha zawsze gdy coś googlują


>nie mam pojęcia dlaczego


>koleś od google ultrona pyta, czy ma to coś wspólnego z wirusem i czy powinien tworzyć kopię zapasową danych


>"Pi pierwsze. Zawsze twórz kopie zapasowe"


>kiwa głową


>"Po drugie. To tylko zabezpieczenie które założyłem. Roboty się tu czają"


>znowu kiwa głową, jakby moje słowo było prawem


Dzień 33


>koleś od ultrona wygadał się o google ultron


>teraz każdy w biurze chce, żebym mu go zainstalował


>kilka osób które wiedziały nieco więcej pyta co to do cholery google ultron


>zbywam ich środkowym palcem


>spędzam cały dzień instalując nieistniejący program na komputerach


>dosłownie spędziłem 3-4 godziny udając, że to jest program którego używa nasa


>jakaś dziewczyna pyta. czy to jest legalne


>"Jesteś policjantką?"


>podała mnie do HR za "zachowanie bliskie karnemu"


>już wyjaśniłem kolesiowi w HR co to google ultron...


>HR myśli, że to jest prawdziwe


>HR myśli. że nasa tego używa


>Hr mówi lasce, żeby mi nie przeszkadzała w sprawach technologii bo nie zna się na tym tak jak ja


>nie zna się na tym tak jak ja


Dzień 34


>cały dzień grałem w portala 2


>nie było ani słowa skargi


>ani jednego update'a adobe readera czy flasha przez cały dzień


>coś jest nie tak


>sprawdzam co się dzieje


>wszyscy pracują bez przerwy


>pytam jakiegoś kolesia jak jego komputer działa


>"Świetnie. Odkąd ściągnąłeś mi Google Ultron mój komputer wręcz śmiga"


>wtf


>szybkie wyszukiwanie na temat chroma


>okazuje się, że automatycznie ściąga najnowsze oprogramowanie adobe


>omfg


>bez pieprzonego adobe readera nie mam pieprzonej pracy


>wysyłam masowego maila


>UWAGA: nie otwierajcie google ultron, został shackowany


>resztę dnia wywalałem ultrona i ustawiałem IE jako domyślną przeglądarkę


Dzień 35


>ludzie zaczynają się denerwować tym całym hakerem/wirusem


>zastanawiają się dlaczego jeszcze tego nie rozwiązałem


>niektórzy nawet wierzą. że to nie jest żadna grupa hakerska jak mówiłem


>"To nie są amatorzy. To są profesjonaliści. Dlatego muszę update'ować waszego antywirusa."


>żeby ludzi nieco przestraszyć po kryjomu uruchomiłem komputer jednej z osób na chorobowym, ustawiony mniej więcej pośrodku jednej z większych sal


>głośniki na maksa


>puszczam Jitterbug Whama co 3 sekundy przez cały dzień


>w końcu ludzie przychodzą do mojego biura informując mnie o tym


>kiwam głową


>"To gorzej niż myślałem"


>"Co? Co takiego?"


>"To gang Jitterbug. Jedna z najlepszych grup hakerskich"


>"Nigdy o nich nie słyszałem"


>"To dlatego są najlepsi"


Dzień 36


>sprawdzam wiadomości


>policja dzwoniła


>KUUURRRWAAAA


>jako, że jestem IT muszą ze mną porozmawiać na temat ostatnich ataków hakerskich w naszej firmie


>usuwam wiadomość


>kocica przychodzi do mnie do biura


>pyta, czy mógłbym jej ustawić pulpit tak. żeby tapeta zmieniała się co kilka minut


>"Spoko."


>Idę z nią do biura


>mówi mi, że bierze rozwód


>"Oh."


>mówi, że zaczyna znowu chodzić na randki i to jest trochę dziwne


>pieprzyć to


>"Może pójdziemy na piwo kiedyś po pracy?"


>śmieje się


>"Co? To znaczy, czemu nie?"


>"Żartujesz, prawda? Jesteś IT..."


>oczy mi zaczynają łzawić jak wpatruję się w powiadomienie o nowym update adobe readera


>"Po prostu to ściągnę"


Dzień 37


>czuję się gównianie


>kocica powiedziała koleżanką z działu sprzedaży. że próbowałem ją zaprosić na randkę


>wszyscy się śmieją za moimi plecami


>słyszę ich szepty


>leee hahaha IT? łeee"


>mam ochotę otworzyć komputer i wskoczyć w wiatrak na procesorze


>koleś z działu sprzedaży który zawsze dzwoni (tak, ten) przychodzi do mnie do biura


>"Mój laptop nie działa"


>Idę z nim do jego biura


>Naciskam przycisk power żeby zresetować


>nie mówię nic, tylko odchodzę


>"Jeśli to jest wszystko co tu robisz... po co nam tu jesteś?"


>odwracam się


>"co?"


>"jeśli wszystko co tu robisz to resetowanie komputerów, to za co ci płacą? Sam mogę zresetować swój cholerny komputer"


>uśmiecham się


>"Naprawiałeś tu kiedyś serwer? Wiesz jak ciężko jest go potem ustawić, żeby działał? Pamiętasz jak nie działał przez ponad dzień?"


>kręci głową


>"tak myślałem"


>oczywiście tylko go zresetowałem lol


Dzień 38


>dalej czuję się gównianie po tym jak kocica dała mi kosza


>postanowiłem blokować jedną większą stronę co godzinę


>czułem się jak Joker


>najpierw youtube


>potem ebay


>potem reddit


słyszę ludzi narzekających na moją notkę odnośnie filtrowania stron


>"To jest miejsce pracy, a nie zabawy."


>jakaś kobieta wbiega mi do biura


>"Okej, to nie jest zabawne... to poważna sprawa"


>"why so serious?" (tłum. zostawiłem po angielsku, brzmi lepiej)


>"Musisz odblokować ebaya"


>lol serio


>"MAM AUKCJĘ KTÓRA KOŃCZY SIE ZA 5 MINUT"


>dałem ebaya na listę dostępnych stron


>ale było już za późno


>przegrała aukcję o pokrowiec na telefon


>mwahahahaha


Dzień 39


>"śledczy" przychodzi do biura


>szefostwo martwiło się. że mamy za dużo do stracenia i chcieli profesjonalistę


>jestem w d⁎⁎ie


>pokazuję mu całe biuro


>pyta się gdzie leży serwerownia


>"A to Carol. Jest buntowniczką. Co nie, Carol?"


>robię wszystko co mogę by odciągnąć nieuniknione


>idziemy do serwerowni


>mówi, że podoba mu się jak kable są ładnie poukładane


>myślę nad podniesieniem monitora. rozbiciem mu głowy i ucieczką do Meksyku


>nie mogę tego zrobić


>nie jestem potworem


>jestem IT


>koleś sprawdza serwer


>pyta się o dane do logowania


>przesrane


>daję mu hasło


>loguje się


>otwiera IE


>spogląda na mnie przez ramię


>"Nie musisz tu być"


>"Zostanę"


>Muszę tu być kiedy to się stanie


>dosłownie zaczyna poruszać myszą w losowych miejscach i klika w różne miejsca na ekranie


>Wiem. bo okienko Home Depot wyskoczyło


>zaczyna coś mówić pod nosem... "hmm... hmmm"


>wpisuje adobe reader w googlach


>ściąga


>rusza kursorem jeszcze trochę


>i w końcu mówi


>"pieprzeni hakerzy. co nie?"


>jesteśmy braćmi. on i ja


>bracia IT


Dzień 40


>obudziłem się i zdałem sobie sprawę jakie mam szczęście, że nie jestem zwolniony albo gorzej


>widzę z parkingu jak kocica wchodzi do biura


>pyta się mnie co słychać


>myślę, że w koncu pokonaliśmy gang jitterbug


>"nie... mam na myśli poza pracą"


>patrzę na nią dziwnie i uśmiecham się


>"Ah, wiesz jak to jest"


>poprawia włosy i śmieje się


>co do cholery?


>"Super. Mam problem z jednym plikiem... możesz go dla mnie otworzyć, skarbie?"


>wzdycham


>"Okej, spoko..."


>idziemy do jej biura, cały czas flirtuje


>klikam na link do pliku .pdf


>nie otwiera się


>zaczynam ściągać adobe readera


>w międzyczasie pytam się jej jakie ma plany na weekend


>"Jadę z takim jednym facetem na weekend w góry, odpocząć trochę"


>zatrzymuję ściąganie na 80%


>wychodzę


>jestem IT


Dzień 41


>ta niezła laska ćwicząca yogę przychodzi do mnie do biura


>jej klawiatura pisze po francusku


>jestem za bardzo zajęty nappy birdem. żeby mnie to obchodziło


>"więc pomożesz mi?"


>"jeśli będę miał chwilę czasu, teraz jestem zawalony robotą"


>"kiedyś cię rozszarpię"


>zabiera swój cudowny tyłeczek z mojego biura


>śliczna dziewczyna, a ja mam to w d⁎⁎ie, chcę. żeby ten dzień się skończył


>nienawidzę tej pieprzonej roboty


>wszystko co robię to dostaję opieprz i ściągam adobe readera


>nawet nie mogę sobie poprawić humoru grami


>tata wchodzi


>widzi, że wyglądam niewyraźnie


>zabiera mnie na lunch


>klepie po ramieniu


>"jestem z ciebie dumny. synu"


>firma jest w rozsypce


>a ja wciąż jestem głównym specem od ściągania adobe readera


>ale nie zamieniłbym nic z tego za jego kolejne słowa


>"Kocham cię, synu."


Dzięki wam wszystkim i dzięki tato za pracę. Nie zapomnijcie updatetować swojego adobe readera!

Zaloguj się aby komentować

Wiecie co się właśnie stało? Dzwoniła do mnie mama Administratora Hejto, okazało się, że chłopak popełnił samobójstwo. Powiesił się, zostawił list pożegnalny, w którym napisał, że nie może znieść szykanowania go w internecie. Brawo! Mam nadzieję, że odpowiednie kroki zostaną podjęte, zostało już złożone zawiadomienie prokuratury. Czemu nie możecie normalnie pisać, komentować, rozmawiać tylko musicie szykanować najsłabszych? Nawet sobie nie wyobrażacie co ten chłopiec przeżywał - nie miał żadnych znajomych, był autystykiem i bał się wychodzić ze swojego pokoju. Jedyne co miał to internet, hejto i noc dlugich nozy, a nawet to mu zabraliście.


Nie pierwszy raz spotykam się z takim aktem przemocy w internecie. Dwa lata temu również mój znajomy z last.fm popełnił samobójstwo bo dużo ludzi w internecie się z niego śmiało, myślałem, że ten przypadek był wystarczająco nagłośniony, ale mylę się. Brawo hejtowe trolle, tak trzymać.


#afera #admin #pasta

dc742360-f4a0-4a98-a23f-d807ed82cebb

Zaloguj się aby komentować

Siema "hejterzy" jako sierota z wykopu chciałbym dorzucić swoją cegiełkę do rozwoju strony i dać trochę contentu a mianowicie kupiłem sobie niedużego wana, lubię nim jeździć sobie po województwie. Zgłoszę się do TVN Turbo bo zamierzam zaproponować im aby zrobili o nim program. Dokładnie nie wiem jeszcze jak się będzie nazywał ten Program O Wanie więc otwieram nowy tag #programowanie zapraszam do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#pasta

Zaloguj się aby komentować

O Michale Białku można wszystko napisać ale to nie sojak a prosty chłop ze wsi poznańskiej (co widać po jakości aktualizacji) i pełen kultury osobistej, zobaczcie jaką on ma silną psychę że jeszcze nikogo nie zwyzywał po kilkunastu latach jechania mu po rajtach, po pisaniu białek bez jajek, po paście o serwerowni gdzie elfik była pokazana jako ladacznica (którą oczywiście nie jest, pokazanie cycków i psiochy to sztuka i notabene akt odwagi).


A taki sojak z #hejto kilka wpisów zobaczył, jeszcze nie o nim, i już mu psycha sitting.


Na robienie takich portalii powinna być licencja, i obowiazkowe badania psychiatryczne


#afera #przegryw #jebachejto #pasta

a0ce87df-2a9c-49a5-9b99-af2fe3cf0a72

@pawel-mikolajuw-rak-krol-albanii bez kitu, kto to widział pozwolić przegrywom egzystować w społeczeństwie. Normictwo i oskariat powinno zwiększyć nakłady na mentalny dojazd tych miernych podróbek ludzi.

Zaloguj się aby komentować

Jeszcze raz mi mignie jakiś taki zj(bany wpis, rodem z reddita, to mnie coś pierdolnie. Ile można. K%rwa, ludzie. Widać człowiek może wyjść z reddita, ale reddit jakoś nie chce wyjść z człowieka.


Chlew się tutaj zaraz taki zrobi, że pierdolca idzie dostać. Nie lubisz przegrywów? Za⁎⁎⁎⁎ście. Ja nie lubię dżonego. Ale k&rwa, nie będę o tym pisał referatów na stronie ze śmiesznymi obrazkami. K%rwa. Ja j⁎⁎ie.


#przegryw #gownowpis #pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Król Szczurów okazał nad nami łaskę towarzysze.


Mimo otaczającej nas niesprawiedliwości nie zesłał na nas ludobójstwa ostatecznego. Wywiódł nas z wypoka i obdarował nową ziemią. Ziemią obiecaną gdzie piwo i disel będą kosztować 2 złote za litr a pioter przestanie być taki chytry.


Lecz w zamieszaniu exodusu nie możemy zapomnieć istoty sprawiedliwości, nie możemy zatracić się w luksusach


i stać się jak ten złodziej na którego charujemy. Wielu obok nas nie wie czym jest sprawiedliwość, nie wie kim jest król szczurów i na czym polega jego potęga.


Czuje się więc zobowiązany przekazać wam treść jednego z najważniejszych reliktów Sprawiedliwości.


Manuskrypt napisany przez szalonego mnicha Xebenkeck-a z czasów w których kiedyś to było.


Mimo szalonej, może wręcz zakrawającej o herezje, natury jest to największa skarbnica Teologii Sprawiedliwej.


Idźcie i głoście sprawiedliwość.


Król szczurów nie potrzebuje niezdolnych do ludobójstwa i prozelityzmu słabeuszy.


Ze względu na to, że Sztuka Sprawiedliwa z każdym dniem zdobywa nowych adeptów, sprawiedliwym będzie odpowiedzenie na pytanie: „Czym jest ta Sprawiedliwość?”


<br />

Najwięksi sprawiedliwi głowili się na tym problemem co zakończyło się wielką ekspedycją do mitycznej Szczurolandii. Zobaczenie Króla Szczurów w jego straszliwej, fizycznej formie zmieniło ich już na zawsze. Nie mogli poradzić sobie z mrokiem, który coraz bardziej toczył ich kruche umysły, więc zaczęli przelewać swoje szaleństwo na papier. Tak oto powstała Sztuka Sprawiedliwa.


<br />

Sprawiedliwość jest pojęciem całkowicie abstrakcyjnym i nie da się jej zdefiniować. Jest jednocześnie celem i drogą, nagrodą i karą, wielką łaską i brzemieniem. Jedynym sposobem na określenie sprawiedliwości czynu jest interpretacja straszliwych wizji zsyłanych przez Króla Szczurów.


<br />

Przykład: rozpatrzmy 2 hipotetycznych Janusz. Janusz 1 ma Piotera (gnębiciela i gnoja), którego wraz z somsiadem karają przykładnie za wszystkie przewinienia niesprawiedliwe. Janusz 2 ma Piotera (mordercę i gnoja, gnoja, gnoja) dla którego jest łaskawy, czego przejawem jest karmienie świeżą pleśnią co 13 dni i raz na 127 dni kromką czerstwego chleba. Który z nich jest sprawiedliwy?


<br />

Obaj, bo obaj odczuwają ból doczesny i tęsknotę za Litwą.


<br />

W tym miejscu warto również zastanowić się nad dualizmem i rozdarciem wewnętrznym Janusza. Przez wielu Janusz uważany jest za bestię, dręczącą niewinne dziecko. Prawda jest natomiast taka, że Janusz kocha Piotera i za wszelką cenę pragnie dla niego jak najlepiej. Janusz wie, że Ścieżka Sprawiedliwa jest jednym co uchroni Jego pierworodnego syna przed klęską i tragicznym końcem. Metody działania mogą być dla wielu kontrowersyjne (słynny przypadek wysłania Piotera na osąd do Szczurolandii) ale nie można im odmówić logiki (na tyle na ile logicznie może myśleć umysł targany wizjami).


<br />

Koniecznym jest również przybliżenie postaci Króla Szczurów. Postać ta pojawia się w źródłach historyczny od czasów starożytnych. Niestety, praktycznie wszystkie rękopisy zostały zniszczone w czasach wielkiej niesprawiedliwości w XIV wieku naszej ery, czego skutkiem było wysłanie szczurzej armii która wymierzyła karę sprawiedliwą. Król Szczurów jest Bytem Nieskończenie Sprawiedliwym. Jego zadaniem jest stanie na straży sprawiedliwości na świecie i w razie potrzeby wydawanie wyroków. Według przepowiedni jeżeli Król Szczurów uzna, że winy ludzi będą niemożliwe do odkupienia to sprowadzi koniec świata. Skutkiem strachu przed nieuniknionym końcem są ludobójstwa słabeuszy, które mają na celu eliminację niezdolnych do sprawiedliwości jednostek. Nosacze zwracają się do Króla Szczurów po osąd ale ciekawym jest, że mimo wielkiej niesprawiedliwości Piotera czasami to Janusz zostaje uznany za winnego.


<br />

Wśród uczonych nie ma zgody odnośnie boskości Króla Szczurów. Mimo, że jest on nieskończenie potężny, nadawanie mu boskiego statusu przez wielu uważane jest za herezję, ponieważ nadrzędną, boską ideą jest sama Sprawiedliwość. Dla nosaczy Król Szczurów jest uosobieniem Sprawiedliwości.


<br />

Ze względu na naturalne dążenie natury do równowagi z chaosu wyłonił się również inny byt: żul szczurów - istota nieskończenie słaba. Nie warto poświęcać dla niego czasu, gdyż on nic nie może.


<br />

Powyższy wywód rodzi kolejne pytania:


- Czy Sprawiedliwość może być niesprawiedliwa?


- Czy Król Szczurów może stworzyć karę tak sprawiedliwą, że stanie się ona niesprawiedliwa?


- Czy Janusz i Pioter są tą samą istotą zamkniętą w cyklu przemian, jednocześnie natychmiastowym jak i rozciągniętym w nieskończoność?


- Czy ilość tuji kiedykolwiek będzie wystarczająca?


- Gdzie leży granica, po przekroczeniu której zachowanie ludzkiej formy przestaje być istotne?


- Czy to dziecko jest takie chytre po mnie?


<br />

Na wiele z pytań nigdy nie poznamy odpowiedzi. Jedno tylko jest pewne:


<br />

<br />

Wir śmierdzielu


#sztukasprawiedliwa #konkursnanajbardziejgownianymemznosaczem #pasta (?) #niemojealedobre

be0c95a2-b569-496a-b03f-2c91f9136d2f

#gothic #pasta #hejto #internet


bądź mną


strażnik lvl 40


pilnujesz południowej bramy Starego Obozu


żeby to jeszcze była północna brama, gdzie czasem coś się dzieje i przychodzi ktoś nowy zza Bariery, ale nie, musieli Cię przydzielić akurat do południowej, gdzie ścierwojady dupami szczekajo xD


razem z Tobą bramy pilnuje drugi strażnik


chciałeś do niego kiedyś zagadać, ale on tylko rzucił "przepuść mnie" jak chciał wejść na Twoje miejsce i to była cała gadka z jego strony


bo pary razy dziennie zamieniacie się z nudów miejscami


super praca k⁎⁎wo xD


pilnujecie bramy, przez którą nikt nie przechodzi xD


no dobra, kilka dni temu jeden z kopaczy imieniem Melvin wyszedł sobie z obozu i nie wrócił


ponoć poszedł do obozu świrów na bagnie i teraz jara tam blanty


Gomez, szef obozu, wkurwił się, że mu tania siła robocza spierdala i zakazał wypuszczania jakichkolwiek kopaczy bez pozwolenia


no to stoisz sobie razem z ziomkiem przy bramie i pilnujecie, żeby żaden inny nie spierdolił


jakieś kilkanaście metrów przed wami, trochę po lewej stronie, skubie sobie trawę ścierwojad


po prawej z kolei jest wzniesienie, a za nim jaskinia, której spod bramy nie widzicie, ale kiedyś poszedłeś tam się odlać, stąd wiesz o jej istnieniu


czasem słychać stamtąd chrumkanie kretoszczurów


z kolei daleko na wprost siedzi sobie pod drzewem jeszcze jeden strażnik ze Starego Obozu, Pacho


jego zadaniem jest ostrzeganie wszystkich, którzy będą szli koło niego, że tamtejsza droga prowadzi na ziemię orków


kiśniesz z tego srogo bo nigdy nie widziałeś, żeby ktokolwiek tamtędy przechodził xD


Pacho leży całymi dniami oparty o drzewo i ma na wszystko wyjebane xD


nawet na jaszczura, który kręci się kilka metrów od niego xD


i tak sobie stoisz z ziomkiem całymi dniami przy bramie, gapiąc się na d⁎⁎ę skubiącego trawę ścierwojada, a Pacho śpi pod drzewem xD


więcej rzeczy dzieje się w samym obozie


niedaleko bramy kręci się strażnik, nazywany Szakal, który próbuje wysępić od każdego 10 bryłek rudy


j⁎⁎⁎ny cygan xD


ale chociaż czasem podzieli się jakąś plotką i przynajmniej wiesz, co nowego w obozie


niedaleko przesiaduje też typek z Nowego Obozu, o imieniu Mordrag


gość podobno za⁎⁎⁎ał towary ludziom ze Starego Obozu, a teraz chce je sprzedać ludziom z tego samego obozu xD


Twój przełożony i szef strażników, Thorus, strasznie się o to wkurwia


no w sumie nie dziwota xD


ale Mordrag jest kurierem magów wiec Thorus gówno mu może zrobić


i takie różne plotki i ploteczki krążą po obozie i przynajmniej umilają Tobie nudę przy bramie


ale pewnego dnia zaczyna się inba!


z obozu wychodzi strażnik, który na szyi ma jakiś wypasiony naszyjnik


kojarzysz, że nazywa się Nek


mówi, że kucharz Snaf wysłał go po grzyby


co k⁎⁎wa


zastanawiasz się, czemu kucharz w randze kopacza wysyła po żarcie strażnika xD


no ale w sumie to wyjebane


Nek tymczasem po wyjściu z obozu kieruje się w prawo i znika za wzniesieniem


po chwili słyszysz jakiś kwik i chrumkanie, a zaraz potem wszystko cichnie


o k⁎⁎wa, co tam się odjebało!


po obozie roznosi się wieść, że Nek zaginął


wszyscy go szukają, a najbardziej wkurwił się strażnik Fletcher, który przejął jego rewir, a wcześniej się opierdalał przy ognisku xD


następnego dnia przy bramie od strony obozu pojawił się jakiś dziwny typ z włosami związanymi w kucyk


pierwszy raz go widzisz więc to chyba jakiś nowy


na plecach nosi kilof xD


mówi, że musi wyjść bo Snaf go wysłał po grzyby


k⁎⁎wa, następny xD


no ale spoko, póki nie dołączył do obozu i nie jest kopaczem to może sobie łazić gdzie chce


nowy wychodzi przez bramę i skręca w prawo, ale zbiera tylko piekielniki i po chwili wraca


mówisz mu, żeby uważał, bo na zewnątrz jest niebezpiecznie


c⁎⁎j, że powinieneś mu to powiedzieć, gdy wychodził, a nie gdy wchodził xD


nowy wbija do obozu, ale po godzinie znów pojawia się przy bramie i wychodzi na zewnątrz


znów kieruje się w prawo, ale tym razem znika za wzniesieniem


ponownie słyszysz kwik i chrumkanie


ale tym razem to nie koniec


nowy wyłania się zza wzniesienia, a na szyi ma naszyjnik Neka


za nim biegnie kilka kretoszczurów więc nowy spierdala ile sił w Twoją stronę xD


postanawiasz mu pomóc i wyciągasz miecz


Twój ziomek, drugi strażnik, robi to samo


"Znowu jedna z tych głupich bestii"


rzucacie się na potwory i siekacie je na kawałki


nowy dziękuje za pomoc, po czym patroszy kretoszczury i wyciąga z nich mięso


a potem znika w obozie


stoisz sobie na straży przez całą noc i rozkminiasz, co tu się odjebało


w międzyczasie po obozie rozchodzi się wieść, że kucharz Snaf wymyślił jakąś potrawkę z chrząszcza i będzie rozdawał każdemu chętnemu


ale nikt nie chce brać bo ponoć to j⁎⁎ie na pół obozu xD


następnego dnia dziwny typ znów się pojawia


z daleka słyszysz, że zagaduje do Mordraga i pyta go o Nowy Obóz


po chwili obydwaj wybiegają przez bramę, kierują się w prawo i znikają


zastanawiasz się, czy Mordrag faktycznie go zaprowadzi do Nowego Obozu, czy zrobi w c⁎⁎ja i wyrucha w pierwszej napotkanej jaskini xD


ale po 3 dniach nowy wraca


wydaje się jakiś taki silniejszy, a na plecach zamiast kilofa ma miecz


no i nosi spodnie kreta


zastanawiasz się, czy przyłączył się do Nowego Obozu i co się stało z Mordragiem


nowy tymczasem na Twoich oczach wyciągnął miecz i wpierdolił dwóm ścierwojadom po lewej stronie od bramy


o skubaniec, zaczyna się wyrabiać!


Pacho oczywiście miał na to wyjebane i tylko się przyglądał xD


nowy zaś wbiegł do obozu


następnego dnia znów wybiega


kurna, co za wiercipięta xD


ale tym razem towarzyszy mu Baal Parvez, jeden ze świrów, co to próbują zwerbować każdego, kto się nawinie, do dołączenia do ich obozu


słyszałeś kiedyś, jak wciskają naiwniakom, że po dołączeniu do ich obozu czeka ich wieczne jaranie i święty spokój od zapierdalania w kopalni


myślisz se, że takiego c⁎⁎ja xD Dobrze wiesz, że guru piorą nowym mózgi, a potem każą im zbierać ziele na bagnach w otoczeniu błotnych węży


a te wielkie luje potrafią wpierdolić człowieka na jeden kęs xD


to już u Gomeza lepiej, mimo że furiat i choleryk


no ale jednak Baal Parvez biegnie z tym dziwnym nowym więc chyba go przekonał


obydwaj wybiegają przez bramę, a potem kierują się na wprost


nagle atakuje ich ten przerośnięty paskudny jaszczur


Pacho wreszcie podniósł d⁎⁎ę i nawet wystrzelił bełta z kuszy, ale oczywiście nie trafił xD


ale Baal Parvez w sumie silny typ więc zdzielił jaszczura po łbie pałką


zanim ruszyli dalej, widzisz że nowy jeszcze wyciągnął jaszczurowi pazury i schował do kieszeni


dziwny typ xD


po kilku godzinach wraca sam Baal Parvez


no tak, będzie następnym naiwnym wciskał głodne kawałki o jaraniu ziela xD


nowy wraca po 2 dniach


znów wydaje się trochę silniejszy, nosi przy sobie topór, ma też założoną przepaskę nowicjusza


czyli dołączył do świrów?


gdy wbiega do obozu, zbliża się do niego Szakal


j⁎⁎⁎ny cygan chce wydębić 10 bryłek od kolejnego frajera xD


ale nowy jest cwany, wspina się na półki skalne i skacze po dachach, byle tylko ominąć Szakala xD


zaczynasz nawet lubić tego gościa


przynajmniej odkąd się pojawił, zaczęło coś się dziać


no ale po 2 godzinach nowy wraca, a obok niego biegnie kopacz o imieniu Dusty


myślisz se, że to już jest k⁎⁎wa przesada


za chwilę połowa obozu stąd wypierdoli xD


a Gomez jednak zakazał wypuszczać kopaczy więc postanawiasz być twardy i zagradzasz im drogę


"hej, dokąd to prowadzisz naszego drogiego Dustego?"


widzisz, że Dusty jest już cały obsrany xD


ale nowy patrzy Ci hardo prosto w oczy, po czym wyjmuje z kieszeni rudę


"idziemy się przespacerować, a oto 100 bryłek rudy"


wymieniasz szybko spojrzenia z Twoim kompanem i widzisz w jego oczach zrozumienie


obydwaj tkwicie przy tej zasranej bramie całymi dniami i nic z tego nie macie, a 100 bryłek rudy piechotą nie chodzi


moglibyście sobie za to kupić kilka sztuk Zielonego Nowicjusza i zjarać się jak świnie, a i tak by jeszcze zostało na parę butelek ryżówki


a c⁎⁎j tam, jeden kopacz w tą czy w tamtą, Gomez i tak się nie połapie xD


"nic nie widziałem"


bierzesz od nowego rudę i chowasz do kieszeni, na wszelki wypadek lepiej odczekać kilka dni, zanim się to wyda bo ktoś może nabrać podejrzeń


albo Szakal się prz⁎⁎⁎⁎⁎doli, cygan j⁎⁎⁎ny xD


nowy i Dusty tymczasem pospiesznie wybiegają przez bramę i oddalają się w kierunku obozu świrów


Dustyego już nigdy nie widzisz


następnego dnia nowy znów wraca


ten to się k⁎⁎wa nabiega xD


tym razem spędza cały dzień i całą noc w obozie


rano znów wybiega przez południową bramę


ale ma na sobie zbroję cienia


ło kurna, czyli został jednym z nas?


zasięgasz języka i okazuje się, że nowy był w Waszej kopalni i przyniósł stamtąd jakąś ważną listę


od jednego z cieni, Dextera, usłyszałeś że nowy podpierdolił samemu Cor Calomowi w obozie świrów recepturę na napój uzdrawiający


innym cieniom też wyświadczył jakieś przysługi


w uznaniu zasług został przyjęty do Starego Obozu


no spoko, przyda nam się taki koleś


przy północnej bramie też działy się niezłe inby


ponoć Bloodwyn, jeden ze strażników, chciał od nowego wyżebrać 10 bryłek rudy


kolejny j⁎⁎⁎ny cygan xD


ale nowy się nie dał i kazał mu spierdalać na drzewo


Bloodwyn nasłał na niego kilku ludzi, ale nowy wszystkim spuścił konkretny wpierdol xD


coraz lepszy jest, skubaniec


i tak sobie dzień minął na plotkach i ploteczkach


wieczorem nowy wraca do obozu


jest cały obładowany wilczymi skórami, mięsem, pazurami i kłami


ale też jest strasznie poraniony, wszędzie cieknie krew


martwisz się na ten widok i proponujesz mu eliksir uzdrawiający


ale on tylko macha ręką i mówi, że wystarczy, że się wyśpi i będzie jak zdrowy


wbiega do chaty cienia koło południowej bramy


cień nie wie o co kaman i każe nowemu wypierdalać xD


nowy wychodzi stamtąd po 2 minutach i jest świeżutki jak ryba


żadnych ran, krwi, nawet jebanego zadrapania


mówi, że się przespał i już jest zdrowy


zastanawiasz się, co tu się odjebało xD


nowy idzie w stronę swojej chaty koło areny


rankiem dowiadujesz się, że poprzedniego dnia wyczyścił całą okolicę Starego Obozu z potworów


wpierdolił dosłownie wszystkim ścierwojadom, krwiopijcom, kretoszczurom, wilkom i jaszczurom


a potem je wypatroszył, oskórował, pozbierał mięso, kły i pazury


z kolei przez całą noc smażył zebrane mięso, a było tego kilkaset sztuk


Scatty, gość mieszkający koło areny, skarżył się, że nie mógł spać bo strasznie jebało zapachem smażonego mięsa xD


kolejnego dnia nowy znów wybrał się na polowanie, tym razem czyścił lasy i drogi między obozami


zaczynasz naprawdę podziwiać tego gościa


potem on znika na kilka dni


wkrótce dowiadujesz się, że w Kolonii działy się dziwne rzeczy


świry z obozu na bagnie próbowały przywołać swoje bóstwo, ale c⁎⁎ja z tego wyszło xD


a w kopalni należącej do Starego Obozu ktoś wytłukł wszystkie pełzacze, które wcześniej wpierdalały kopaczy na śniadanie


mówią, że za wszystkim stoi ten nowy


pewnego dnia z obozu przez południową bramę wybiega jakiś mag ognia


patrzysz na to zdziwiony bo przecież magowie siedzą całymi dniami w zamku i nawet kawałka d⁎⁎y stamtąd nie wystawiają xD


nagle Cię olśniło


o k⁎⁎wa, przecież to ten nowy!


wygląda teraz za⁎⁎⁎⁎ście dostojnie, no ale kucyka sobie zostawił xD


mimo, że został magiem ognia, Szakal i tak próbuje od niego wysępić 10 bryłek rudy xD


ale nowy tylko na niego spojrzał z pogardą i wyszedł z obozu


widzisz, że kieruje się w stronę Pacho


tamten na jego widok wstaje


o k⁎⁎wa, to będzie ten dzień xD Pacho po raz pierwszy od lat będzie miał okazję do kogoś otworzyć ryja xD


patrzysz na to z wielkim zaciekawieniem, zastanawiając się, jaką to za⁎⁎⁎⁎stą przemowę wygłosi Pacho


gdy nowy jest już obok niego, Pacho się odzywa


"Ej, ty"


"Kto, ja?"


"Nie, moja babcia!"


w tym momencie wyjebało ci żenuncjometr daleko powyżej Bariery xD


k⁎⁎wa Pacho, ten tekst był stary i oklepany jeszcze przed wojną króla Robara z orkami xD


ale Pacho dalej kontynuuje słabą gadkę i mówi nowemu, że jak pójdzie tamtą drogą to orkowie przerobią go na kotlety


ja pi⁎⁎⁎⁎lę, ale żal xD


nowy zignorował ostrzeżenie i jednak poszedł tamtą drogą


po dwóch godzinach słyszysz z tamtej strony jakieś dziwaczne krzyki i warczenie


tumult narasta z każdą chwilą


nagle na drodze pojawia się nowy, który biegnie ile sił w nogach


po chwili wyłania się za nim kilkunastu orków i drugie tyle orkowych psów


ożeszkurwajapierdolę!


Pacho na ten widok zrywa się na równe nogi i spierdala do rzeki xD


nagle widzisz, że nowy skręca w stronę obozu, a cała ta hałastra podąża za nim


o k⁎⁎wa, tylko nie to!


masz już mokro w gaciach bo oczyma wyobraźni widzisz, jak orkowie rozsiekują Cię na kawałki, a ich psy zjadają Twoje truchło


Twój ziomek, drugi strażnik, najwyraźniej ma te same obawy bo nagle czujesz jak się zesrał ze strachu xD


ech, a nawet nie zdążyłeś przepierdolić tej rudy, którą dostałeś jako łapówkę za wypuszczenie Dustyego


ale mimo tego trzymasz miecz w gotowości


przynajmniej umrzesz honorowo, podczas walki


czekasz na to, co nieuniknione


i nagle następuje zwrot akcji


nowy zatrzymuje się w miejscu i zaczyna rzucać jakiś czar


gdy dobiegają do niego orkowie i ich psy, uderza w nich pierścień lodu, który ich zamraża


nowy tymczasem rzuca kolejny czar i po chwili deszcz ognistych pocisków spada na wrogów


tych, którzy nie giną od razu, dobija wielkim mieczem


o k⁎⁎wa, co tu się odjebało


właśnie zobaczyłeś, jak w jednej chwili mag rozkurwił stado orków i orkowych psów


a dopiero co biegał w podartych gaciach i z kilofem na plecach xD


nowy tymczasem pozbierał broń orków i oskórował ich psy


gdy wchodził do obozu, spojrzał Ci prosto w oczy


zdołałeś tylko wydukać "eee, za Gomeza?"


na co on odpowiedział wyniośle "Gomez to mi może obciągnąć", po czym dodał "Za potęgę magii!"


przełknąłeś tylko nerwowo ślinę i potaknąłeś skinieniem głowy, nie śmiąc protestować


przez kolejne kilka dni nowy zapuszczał się w coraz dalsze rejony


podobno wyczyścił już prawie całą Kolonię z potworów i orków xD


a za każdym razem znosił coraz więcej orkowych mieczy i zwierzęcych trofeów i próbował to opchnąć gdzie się da


Fisk i Dexter skarżyli się, że zaczyna już im brakować rudy na wymianę towarów xD


a nowy znosił tego coraz więcej i więcej


podobno ma straszną obsesję na punkcie rudy, próbuje tego zebrać ile się da


gdzie on to k⁎⁎wa trzyma, bo chyba nie w kieszeniach xD


pewnego dnia inba w obozie


wszyscy budzą się rano i każdy, dosłownie każdy skarży się, że ktoś się włamał do jego kufra i wyczyścił zawartość


dosłownie przez jedną noc ktoś opierdolił wszystkie chaty xD


przypominasz sobie, że widziałeś w nocy tego nowego, jak się skrada koło jednej chaty


niby mag ognia, a kradnie kopaczom jakieś bochenki chleba, kilofy i zupy z pełzacza xD


ale nie śmiałeś mu nawet zwrócić uwagi, pamiętając jak rozkurwił tych orków


postanawiasz zachować to dla siebie


nowy tymczasem wychodzi z obozu


mijają kolejne dni, a on nie wraca


i nagle stało się TO


gruchnęła wieść, że zawaliła się kopalnia należąca do Starego Obozu


w obozie inba jak c⁎⁎j, wszyscy biegają jak oparzeni


Gomez się wkurwił na całego bo bez rudy nie będzie miał hajsu na wódkę, dziwki i koks


w ogóle niczego nie będzie miał


z tego wkurwienia kazał podstępem zamordować magów ognia bo ponoć chcieli pertraktować z Nowym Obozem


przez to zrobiła się jeszcze większa inba


do tego Gomez wysłał grupę strażników, by zajęli kopalnię Nowego Obozu


czyli wojna na całego


wysłaną grupą strażników dowodził Szakal


przynajmniej pozbyłeś się z obozu tego cygana, chociaż jeden plus xD


ale żeby nie było za dobrze, w jego miejscu pojawił się Bloodwyn


no k⁎⁎wa, z deszczu pod rynnę xD


Gomez kazał zamknąć obydwie bramy na wypadek ataku Nowego Obozu


południowej bramy pilnuje kilku strażników, w tym Ty, a obroną dowodzi Bloodwyn


wszystko spoko, tyle że ten idiota Gomez kazał Was ustawić po zewnętrznej stronie


więc jak ktoś Was zaatakuje to nawet nie będziecie mogli bronić się w obozie bo brama jest zaryglowana


super plan k⁎⁎wo xD


ale Nowy Obóz to tam c⁎⁎j, bardziej boisz się tego nowego maga ognia


Gomez sobie ubzdurał, że on spiskuje z Nowym Obozem i kazał go zabić przy najbliższej okazji


a Ty ciągle pamiętasz tą sytuację z orkami


no nic, może tu nie przyjdzie


stoicie zatem przed bramą z innymi strażnikami i Bloodwynem i oczekujecie w napięciu, co się wydarzy


jeden Pacho ma na wszystko wyjebane i znów się opierdala pod drzewem, jak dawniej xD


jednego razu poszedłeś się odlać i zobaczyłeś, że za pagórkiem po prawej ktoś stoi


omal nie dostałeś zawału, ale okazało się, że to Diego, jeden z cieni


Diego w sumie spoko koleś więc zastanawiasz się, co on tam robi


aż w końcu zjawił się ON


mag ognia i eksterminator orków we własnej osobie


pogromca wilków, jaszczurów, zębaczy i c⁎⁎j wie, czego jeszcze xD


stanął naprzeciwko Ciebie i innych strażników i mierzy Was wzrokiem


Bloodwyn też na niego patrzy i uśmiecha się głupio, ciesząc się na zbliżającą się konfrontację


głupi debil xD


nowy podchodzi bliżej i zaczyna się gadka szmatka


Bloodwyn mówi mu, że został wypierdolony z obozu, żeby szykował się na śmierć i tym podobne pierdoły


i że trzeba było zapłacić te 10 bryłek rudy za ochronę


myślisz se, że na pewno c⁎⁎ja by to dało xD Spoko nowy, wprawdzie Gomez kazał cię za⁎⁎⁎ać, ale zapłaciłeś mi kiedyś 10 bryłek rudy więc teraz idź w pokoju xD


nowy się trochę wkurwił, że został tak potraktowany no i zaczyna rzucać jakiś czar


ożeszkurwa


Bloodwyn wyciągnął miecz, inni strażnicy też więc chcąc nie chcąc robisz to samo, czując że to się nie skończy dobrze


nie zdążyliście nic zrobić bo oplotła Was wszystkich lodowa fala, która skrępowała Wasze ruchy


mag zaś spokojnie wyjął miecz i po kolei wpierdolił Wam wszystkim


Ty oberwałeś jako ostatni


leżycie na ziemi i zwijacie się z bólu, ale żyjecie


a tymczasem nowy zabiera wszystkim broń i opróżnia po kolei Wasze kieszenie


w pewnym momencie czujesz, jak Cię obmacuje i zabiera Twoją rudę


k⁎⁎wa no, moje bryłki xD


no i marzenia o zjaraniu się Zielonym Nowicjuszem i uchlaniu ryżówką poszły się właśnie j⁎⁎ać xD


ale c⁎⁎j tam, grunt żeby przeżyć


Twoi kompani po kolei zaczynają się podnosić


nowy tymczasem zaczął się od nich oddalać i idzie w stronę Pacho


Pacho na jego widok zerwał się na równe nogi i wystrzelił do niego z kurzy


ale mag z łatwością uniknął bełtu


po czym wystrzelił jakiś ognisty pocisk i Pacho spłonął żywcem


o kurwamać


na ten widok Bloodwyn i pozostali strażnicy rzucili się na maga ognia z gołymi pięściami


ale w tym momencie oberwali strzałami wystrzelonymi przez kogoś stojącego z boku


o fak, zapomnieliśmy o Diego!


Diego powystrzelał wszystkich Twoich kompanów jak kaczki


zostałeś tylko Ty


ledwo żywy i bez broni


no i bez rudy xD


nowy tymczasem zawrócił w Twoją stronę


o k⁎⁎wa


po drodze przyjrzał się dokładnie ciałom zabitych strażników, w które wbite były strzały Diego


nowy zatrzymał się kilkanaście metrów od Ciebie


patrzy Ci prosto w oczy


stoisz osrany, nie śmiąc się nawet ruszyć


wtedy on się do Ciebie odzywa


"chyba wiem, co z Tobą zrobię"


zdejmuje z pleców kuszę i nakłada na nią bełt


ożeszkurwajapierdolę


"sorry, to nic osobistego"


celuje prosto w Ciebie


w geście desperacji rzucasz się na niego z gołymi pięściami


wystrzelony z kuszy bełt przeszywa Twoją pierś


padasz na ziemię i czujesz, jak uchodzi z Ciebie życie


zanim umierasz, słyszysz jeszcze ostatnie słowa nowego skierowane w Twoją stronę


"Nic do Ciebie nie mam, ale chciałem dostać to podwójne doświadczenie"

Zaloguj się aby komentować

#pasta #internet


Zapewne wielu z was powie "Nuuu, chciałbym wrócić do szkouy".


A moja reakcja jest prosta:


CZY WAS K⁎⁎WA POJEBAŁO?!


Wstajesz rano, skoro świt, zapierdalasz czy deszcz, czy śnieg, czy mróz, czy ślizgawica, czy zalane ulice czy żar lejący się z nieba do pierdolonego więzienia intelektualnego, nieraz na zerówki, czyli godzina 7.10, ledwo żyjesz, nieraz nie było czasu na śniadanie, o herbacie nawet nie wspomnę.


Jak szkoła jest daleko, to tłuczesz się je⁎⁎⁎⁎mi autobusami do niej godzinę lub półtorej, wśród pierdolonych moherów które niby takie stare niby niedołężne, ale na⁎⁎⁎⁎iają jak Ruscy na Berlin jeśli chodzi o wchodzenie, wychodzenie z busa lub lecenie na puste krzesło.


Dodatkowo oczywiście te same parszywe ryje sapią "HURR DURR SKONT TU TYLE GUNWAŻERII NI MA JAK TOREP POUOSZYĆ, WSZYNDZIE TE PLECOKI", mimo że codziennie z uśmiechem nr 5 ustępujesz miejsca.


Well no shit Sherlock, na linii przejeżdżającej koło 3 szkół są uczniowie. No k⁎⁎wa, naprawdę, skąd się tam wzięli nie wiem.


Wleczesz się do szkoły, dostajesz opierdol od woźnej, bo przecież wszedłeś w mokrych butach. A ona sprzątała już raz i nie zamierza przez najbliższe 5 godzin. Mimo iż jej płacą, aby robiła to za każdym je⁎⁎⁎ym razem jak będzie brudno. Jak jej wspomnisz o tym? UUUUUUUUUUUUUUUUUU. HURR DURR NA CAŁY ŚWIAT I WYPAD DO DYREKTORKI, gdzie grube babsko z obdrapanym lakierem na paluchach zacznie pi⁎⁎⁎⁎lić o szacunku do innych, jednocześnie układając pasjansa na ekranie kompa, który był jednym z pierwszych ze stajni Optimusa. "No a z takimi ocenami to ty najwyżej też gdzieś podłogi będziesz sprzątać"-kończy wywód. No po c⁎⁎ju szacunek xD


Zostawiasz w szatni kurtkę, wcześniej ograbiając ją ze wszystkich możliwych rzeczy, bo przecież kartka "rzeczy zostawiane na własną odpowiedzialność" zwalnia szkołę z jakiejkolwiek akcji względem tego, że zajebano ci bilet miesięczny, dychę i czapkę, a innym nieraz telefony i iPody.


Nie chcesz? Pozdro k⁎⁎wa 600, j⁎⁎⁎ny nauczyciel k⁎⁎wa śmieć zacznie piłować ryło w klasie że "kurtkę do szatni albo jedynke ci dam!". Ale odpowiedzialności nie weźmie.


Idziesz wreszcie do swojej grupy, zamieniasz parę słów z równie zaspanymi. Każda klasa dzieli się tak samo-grupka normików, grupka animu, grupka tzw. złotych dzieci, grupka "szlachty"(bogatej bananowej młodzieży, nie wiem jak dziś się na to mówi) no i grupka spierdolin.


Wszystkie nienawidzą szlachty, a pomiędzy nimi panuje chłodna neutralność.


Zgrana klasa? Heh, tak jak na polskiej scenie politycznej-tylko jak sytuacja jest naprawdę ch⁎⁎⁎wa lub naprawdę potrzebna do wspólnego profitu. Myślisz nad tym, siadając do ławki.


Meanwhile do klasy wbija popierdalający sobie 15 minut samochodzikiem z klimą i ogrzewaniem, z kawusią cieplutką/zimniutkim soczkiem i dziennikiem w łapie "nauczyciel" i niszczy ci dzień, tłucząc do głowy niepotrzebne nikomu pierdy, wyżywając się ze swoim je⁎⁎⁎ym kompleksem niższości na uczniach, ponieważ jego/jej kolega/koleżanka złapał Pane Boge za nogi i robi w zawodzie, a jemu zostało siedzenie na d⁎⁎ie i uczenie dzieciaków, przez co jest obrażony na całe życie, mimo je⁎⁎⁎⁎ch dodatków do pensji i statusu urzędnika.


I te pierdolone teksty, które nie zmieniają się latami-"Nie umiesz? Spokojnie Kowalski, ktoś zamiatać ulice musi", "Co się tak śmiejesz? Powiedz klasie, pośmiejemy się razem.", " Wyciągamy karteczki, będzie karna kartóweczka", "Zrobię wam wejściówki, bo som na studiach"(NAJWIĘKSZE K⁎⁎WA KŁAMSTWO JAKIE SŁYSZAŁEM) i uwaga, creme de la creme-"hurr durr ty jesteś zdolny ale leniwy".


K⁎⁎wa mać. "Zdolny ale leniwy". Powiedziane i do totalnego jełopa który naprawdę jest jełopem, sebixxem, który po liceum pójdzie kraść węgiel z ojcem na linię PKP Cargo, i do pierdolonego złotego dziecka które wkuwa jebane encyklopedie na pamięć, ale nie był obudzony na tyle aby napisać poprawnie o je⁎⁎⁎ej 7 rano wejściówkę, i do gościa który naprawdę wie, że to wszystko to c⁎⁎j, nieprzydatne gówno które marnuje mu miejsce na partycji Musk/dysk:C/system32 i do prawdziwego lenia, który ma wyjebane i tak na co mówisz, stara prukwo.


Mało tego, jeszcze te wszystkie jebane szkolne dramy, gdzie masz problemy egzystecjalne, ale jedyne co ci może zrobić pedagog to test na osobowość(XD) i wziąć cie do katechetki, która będzie powtarzać ci, że Pane Boge cie kocha(XDDDDDDD),gdzie jedna lubi drugą, ale nienawidzi trzeciej, ale wszystkie gadają z Tobą i próbują cię wplątać w to tornado shitstormu, gdzie sebix dręczy nowego ucznia, gdzie ziomek niby z ADHD maca cycki loszkom i nauczyciele mają wyjebongo bo papiery, a gdy wreszcie inba się rozkręca to pokazuje jedynie że uczniowie są mądrzejsi od ludzi ustawą postawionych od nich wyżej i rodziców, oraz wszelkie inne.


Człowiek zapierdala 8 godzin dziennie za darmo, plus jeszcze czas na wyjazd i powrót, przyjeżdża do domu, żre obiadokolację i resztę dnia spędza na pokurwionym wkuwaniu totalnie niepotrzebnego gówna, plus pierdylionie zadań od nauczycieli z kompleksem niedocenionych naukowców("To wprawdzie nie jest na maturę, ale całki są fajne, zobaczycie. No, to będzie na następnej kartówce."-powiedziane do jebanego humana). Praca domowa+nauka 4h jak nic. Łącznie 12h dziennie, a życie prywatne? W c⁎⁎ju, masz, ucz się bo wiedza do potęgi klucz xD


Jak jesteś młody to jesteś zbyt wielkim dzieciakiem, by to zrozumieć, jak jesteś starszy to nie masz czasu, by to zrozumieć, dopiero po maturach w kwietniu dochodzi do ciebie:


Wychujali cię, nie ma to znaczenia, jak dobre oceny będziesz miał. Jesteś nikim przed szkołą, po szkole jesteś starszym nikim, po studiach masz szansę być kimś, ale 90% ludzi nadal jest nikim, a totolotek spierdolenia trwa i wiele osób wygrywa.


Szkoła nie nauczyła mnie nic pożytecznego, zmarnowała jedynie mój cenny czas i wrzuciła na mą drogę życia albo totalnych dzieciuchów, albo totalne kanalie, albo inne pokurwione osoby.


Zniechęciła do lektur, które bez wkuwania rozdział po rozdziale w co był ubrany bohater albo jakie cechy miała postać występująca trzecioplanowo w jednym rozdziale, okazały się za⁎⁎⁎⁎ste(no chyba że mówimy o je⁎⁎⁎ym Werteru czy "Nad Niemnem"), zraziła do wiedzy, która jest ciekawa i wyżarła czas na hobby, do którego tuż po niej wróciłem, witając jak starego przyjaciela.


Szkoła to najgorszy okres życia człowieka, a każdy kto twierdzi inaczej, ma chyba tendencje do bycia masochistą.

Zaloguj się aby komentować

#pasta #heheszki #humor


Nie wiesz co zrobić ze swoim życiem? KUP SOBIE, K⁎⁎WA, ORANGUTANA!


Tak, k⁎⁎wa, owłosionego orangutana, nie mówimy tu o jakiejś pierdolonej kapucynce czy innym je⁎⁎⁎ym szympansie.


Nie pytaj mnie skąd masz go wziąć, bo to nie mój problem.


Orangutana nazwij Clyde (to nie podlega żadnej dyskusji, wszystkie orangutany mają na imię Clyde – nie pytaj dlaczego, tak działa życie).


Zacznij bujać się z orangutanem po mieście, zabieraj go dosłownie, k⁎⁎wa, wszędzie: do klubów/pubów, parków, na rynek, dworzec, WSZĘDZIE!


Z czasem ludzie zaczną zwracać na Ciebie uwagę, zaczepiać i pytać o małpę, nie spierdol tego! – narób sobie masę znajomych, każdy będzie chciał się pokazywać w towarzystwie kolesia z orangutanem.


Za każdym razem kiedy powiesz coś śmiesznego, przybijaj z Clydem piątkę. Wśród Twoich nowych znajomych na pewno będą jakieś kobiety, którzy na pewno będą zwracać na Ciebie uwagę, bo facet, który pokazuje się w towarzystwie orangutana jest co najmniej intrygujący.


Tego też nie spierdol, r⁎⁎⁎aj Twoje nowe znajome na wszystkie możliwe sposoby (niekoniecznie na dwa baty z orangutanem).


Kiedy już zrobi się o Tobie głośno znajdzie się ktoś, kto da Ci pracę, może nawet zaproszą Cię do telewizji. Mając pracę będziesz miał zdolność kredytową, pożycz jak najwięcej pieniędzy, małpę sprzedaj do cyrku i spierdalaj do jakiegoś ciepłego kraju, z którym Polska nie ma umowy o ekstradycję. Następnie idź na piękną plażę, spójrz w błękit oceanu i krzyknij: „Wygrałem w życie!”.

64b7f32e-05a5-4955-8f90-c1fcd4d83c37

Zaloguj się aby komentować

Dobra trzeba zacząć wrzucać pasty żeby nie pszepadły. Ja zacznę:


Chcecie schudnąć? Jedzcie żelki! Ale nie takie zwykłe. Słuchajcie mircy, opowiem wam historię.


Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat trzydzieści pięć, łysina się zaznacza zakolami większymi niż ma Amazonka w górnym biegu, i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie - Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w hooy długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:


-Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.


Nie dałem o to najmniejszego #!$%@?(od kiedy mój bratanek zjadł całego szluga i wysrał kiepa nic mnie już nie zdziwi, ale to temat na osobną historię), zapłaciłem za wszytko i wychodzę. Ale po jakimś czasie dałem #!$%@?. I pomyślałem sobie "a hooy, spróbuję."


Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki #!$%@? ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi - jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. #!$%@?śmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego #!$%@?. Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.


-Tata, kupa.


-No słyszę


No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie #!$%@?ął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.


-Coś ty nam #!$%@? dał?


-No zwykłe że... - i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się #!$%@?łem z krzesła. No i #!$%@?łem.


Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. #!$%@? nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.


Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:


-O, dobra. Ten będzie suchy.


Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.


Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie - młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek - myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się #!$%@?ło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.


-#!$%@?ć!


-Panie Gównalski, otwierać! Policja!


-Sram!


-Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!


-Pięć minut!


Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo #!$%@?ął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko "o boże" i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko - rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się d⁎⁎ą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w "Trainspotting."


Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki #!$%@?łem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i #!$%@?ął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD


Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie #!$%@?, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy #!$%@? mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków "dla szanownych klientów." Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.


#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Skoro wszyscy się angażują w budowę nowego portalu to i ja spróbuję. Co jakiś czas będę postował ciekawostki i śmiesznostki ze świata biologii wraz z moim luźnym opisem, by każdy laik mógł zrozumieć o co chodzi. Jak wbiję rangę, to utworzę oddzielną społeczność na ten content.


Na sam początek wybrałem moją ulubioną pastę, w której niejaki profesor Stonogiusz opierdala komórki za przeprowadzanie fermentacji. W nawiasach kwadratowych znajdują się moje wstawki tłumaczące o co chodzi i do czego konkretnie szanowny profesor się przypierdala. Jeśli interesuje was sama pasta czytajcie tylko fragmenty pogrubione.


Dobry wieczór. Coś się... coś się popsuło i nie było mnie słychać, to powtórzę jeszcze raz. Zysk z glikolizy beztlenowej to jest jakaś porażka, ja myślę że to cytosolowe, k⁎⁎wa głupie społeczeństwo, ta k⁎⁎wa banda enzymów która rozkłada glukozę tych kurwów karakanów z wątroby to jest jakieś k⁎⁎wa… nieporozumienie. [Zacznijmy od początku. Podstawowym sposobem w jaki komórka pozyskuje energię jest glikoliza czyli rozkład glukozy. W normalnym, porządnym oddychaniu tlenowym w wyniku glikolizy powstaje związek chemiczny o nazwie pirogronian (oraz NADH), który później jest wykorzystywany do napędzenia cyklu Krebsa, którego produkty wykorzystywane są w mitochondrium do łańcucha oddechowego, w którym to z kolei powstaje mnóstwo energii. W glikolizie beztlenowej (która w całości odbywa się w cytosolu do czego przypierdala się sz. p. prof.) pirogronian zamiast trafić na cykl Krebsa jest przerabiany na kwas mlekowy albo etanol albo inny równie przyjemny związek. Tak więc nie ma cyklu Krebsa, nie ma łańcucha oddechowego, a energii powstaje tyle co kot napłakał.] Jeśli tyle dla was znaczy... jeśli tyle dla was znaczy, cyty [komórki] takie zaangażowanie w energię, jak moje, gdzie postawiłem moje substraty, moje przekaźniki elektronów [związki biorące udział w łańcuchu oddechowym] , acetylo-S-CoA [pirogronian jest przerabiany na ten związek i to ten związek bezpośrednio wchodzi do cyklu Krebsa] , wszystko inne i dla was tylko znaczyło to pierdolone 2 cząsteczki ATP [ATP to cząsteczka przenosząca energię, 1ATP = 1 jednostka energii, w wyniku glikolizy beztlenowej z jednej cząsteczki glukozy powstają 2 cząsteczki ATP, dla porównania w wyniku pełnego oddychania tlenowego z 1 cząsteczki glukozy powstaje ok. 30ATP] , to was powinno się j⁎⁎ać k⁎⁎wa, tak się powinno was j⁎⁎ać, jak tylko was może j⁎⁎ać mleczan [kwas mlekowy]. Wolne rodniki tak was nie wyruchały, jak wyrucha was mleczan, k⁎⁎wa. [wolne rodniki to też są takie bardzo przyjemne związki specjalizujące się w rozpierdalaniu komórek] Aż was mięśnie k⁎⁎wa będą swędziały, z bólu. To jest dramat k⁎⁎wa. To jest dramat, że w tym antyludzkim szlaku, w tym szlaku w którym NADH k⁎⁎wa nie było w stanie dać 3 ATP [NADH w porządnym oddychaniu tlenowym trafia na łańcuch oddechowy i z przerobienia jednej jego cząsteczki powstaje 3 ATP, natomiast w glikolizie beztlenowej NADH jest marnowane], że pirogronian zbezczeszczono, że ten szlak zakwasza 118 mięśni i że te enzymowe K⁎⁎WY, powtarzam enzymowe K⁎⁎WY! Enzymowe K⁎⁎WY tę glukozę zmarnowały bezpowrotnie i po latach dawały 2 ATP, że to nie jest czymś wartym tego, by tę glukozę dać na cykl Krebsa [Reakcje chemiczne w komórkach zazwyczaj nie zachodzą same z siebie, wymagają do tego katalizatora czyli związku, który ułatwia ich zachodzenie, biologiczny katalizator nazywa się enzymem, to enzymy odpowiedzialne są za prowadzenie szlaków metabolicznych takich jak glikoliza].


Będzie was anoksja [niedotlenienie] r⁎⁎⁎ać w d⁎⁎ę, będzie was anoksja k⁎⁎wa dymać tak, jak was choroba Andersena nie dymała. Ta k⁎⁎wa, ten mały karakan, j⁎⁎⁎ny H+ śmieć, zniszczy was [wydaje mi się, że sz. p. prof. przypierdala się tu do tego, że niektóre produkty glikolizy beztlenowej to kwasy, które obniżają pH, a więc dostarczają duże ilości tego "śmiecia H+"]. Mleczany, aldehydy, etanole [toksyczne produkty glikolizy beztlenowej], dehydrogenazy alkoholowe [enzym prowadzący reakcje zbeszczeszczenia pirogronianu do alkoholu] będą wam k⁎⁎wa odbierały smak życia wy k⁎⁎wa idioci. Beztlenowi, cytosolowi idioci. Ja mam to w piździe k⁎⁎wa, bo mnie stać na wszystko. Będę żył k⁎⁎wa tak! Utlenię jeszcze dzisiaj, już czółenko kupione [Wspomniałem już, że NADH jest produkowane w czasie glikolizy zachodzącej w cytosolu, łańcuch oddechowy, w którym jest wykorzystywane zachodzi w mitochondrium, więc trzeba to NADH do mitochondrium przetransportować, problem polega na tym, że się nie da, tzn. NADH nie jest w stanie przejść przez błonę mitochondrium, dlatego najpierw musi zostać przerobiony na inny związek chemiczny, który może przejść przez błonę, następnie ten związek jest transportowany przez błonę, a na końcu jest przerabiany z powrotem na NADH, cały ten proces szmuglowania NADH przez błonę mitochondrium nazywa się swojsko czółenkiem], na łańcuchu oddechowym i będę się z was k⁎⁎wa beztlenowe frajery śmiał, żeście takie głupie są, tacy k⁎⁎wa debile, którzy te ku⁎⁎⁎⁎two mleczanowe wybrali. Nie na cytrynian, nie na FADH2, tylko na jakieś k⁎⁎wy etanole, akceptorów w d⁎⁎ę je⁎⁎⁎⁎ch, k⁎⁎wa, do mleczanów popierdoleńców redukowali. [cytrynian to jeden ze związków w cyklu Krebsa, FADH2 to funkcjonalnie mniej więcej to samo co NADH] To właśnie jest ten k⁎⁎wa erytrocyt. [Erytrocyty czyli czerwone krwinki odżywiają się przez glikolizę beztlenową, by nie marnować tlenu, który same przenoszą] Przez taką k⁎⁎wę czerwoną krwinkę, przez was k⁎⁎wa chuje nic się w tym człeku nie zmieni, bo jesteście c⁎⁎j warci i trzeba was lizować [niszczyć], trawić i na was zarabiać, bo jesteście bandą bezmitochondrialnych kurwów, nieudaczników. Rozumiecie to? A wam kochani, którzyście utleniali na łańcuchu, którzyście wspomagali bilans, dziękuję. Bo to garstka komórek, garstka komórek, dzisiaj to jest 90 bilionów komórek, może 100. Wyłącz tę mitozę [podział komórki], bo cię sfagocytuję [zeżrę i strawię] na amen. Tak, tak, tylko to się k⁎⁎wa w tej k⁎⁎⁎ie glikolizie nadaje. Powiedzieć wam szlak przeprowadźcie, wy głupie chuje, że jesteście prymitywami, że k⁎⁎wa wasze pierdolone dehydrogenazy alkoholowe to jest wasz majestat, wasza godność. Robota k⁎⁎wa w cytoplazmie i 11 enzymów [do glikolizy beztlenowej wystarczy tylko 11 enzymów (to bardzo mało)] , to wy k⁎⁎wa erytrocyty, c⁎⁎j z wami. Nie warto było k⁎⁎wa, nie warto było zrobić nic... co by się... a szkoda k⁎⁎wa gadać, szkoda strzępić błonę naprawdę. Niech was... Słuchajcie. Ci, którzyście głupie k⁎⁎wy glikolizowali beztlenowo niech was szlag trafi, c⁎⁎j warci jesteście, anty-komórkami jesteście. Dobranoc.


Co jest k⁎⁎wa komóro? Co chciałeś utlenić? No. Dobra, na razie, wypierdalam.


K⁎⁎wa, szkoda było 2 cykli Krebsa [1 cząsteczka glukozy umożliwia przeprowadzenie 2 cykli Krebsa], szkoda było k⁎⁎wa pompować H+ [pompowanie H+ jest mechanizmem łańcucha oddechowego]. Głupi mleczan, głupie akceptory w cytoplazmie k⁎⁎wa, was do ubikwityny tylko zaprowadzić k⁎⁎wa, proteasomy włączyć. [Ubikwityna to takie malutkie białeczko znane również jako "białko śmierci", jeśli do jakiegoś białka przyczepi się ubikwityna to sygnalizuje, że to białko ma trafić do niszczarki zwanej proteasomem] Szkoda k⁎⁎wa było na was cokolwiek wy głupie chuje wy.


Edit: Trochę skomplikowany temat jak na początek, obiecuję, że kolejne będą prostsze.


#biologia #heheszki #pasta

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#pasta #samochody


Pan Sławek – białostocczanin z urodzenia, a warszawiak z wyboru – ciężko pracował na zmianę samochodu. Najpierw miał Malucha, potem 125p, potem Astrę I z której był bardzo zadowolony, a od 2008 r. – Astrę II 1.7 DTI. Właściwie nie sprawiała mu problemów. Pan Sławek jest serwisantem wind i dobrze się zna na tym fachu, zarobki różne, ale nie narzeka. Zatem i przy samochodzie umie sobie to i owo naprawić.


Pan Sławek zachorował w początku tego roku na BMW, odkąd znajomy przewiózł go E60. Poczuł, że to jest to, czego potrzebuje w życiu. Wielkiego, szybkiego kombi z bogatym wyposażeniem, które pozwoliłoby mu komfortowo jechać z dziećmi na weekend do Białegostoku, kombi w którym wygląda się groźnie, bogato i prestiżowo. Pan Sławek przeczytał wszystkie fora na temat BMW, poznał szczegółowo wady i zalety E60, kupił sobie Poradnik Kupującego Używane „Motoru” z obszernym opisem E60 i doszedł do wniosku, że da sobie radę z tym samochodem, jeśli tylko kupi odpowiedni, mało złachany egzemplarz. Oczywiście z każdej strony bombardowały go informacje „nie da się kupić tanio dobrego E60”, „egzemplarze sprowadzone to łachy”, „handlarze oszukują”, „to auto drogie w utrzymaniu”, ale pan Sławek, jako osoba zakochana, szybko je sobie racjonalizował. Nie da się kupić dobrego? E tam, ludzie nie szukają dostatecznie cierpliwie. Sprowadzone to łachy? No tak, te co wiszą w ogłoszeniach to tak, ale te co się świeżo pojawiają to czasem są ładne. Handlarze oszukują? Da się to zdemaskować, pojedzie się do warsztatu i mechanik wszystko wychwyci, w końcu za to mu się płaci. Drogie w utrzymaniu? Nie święci garnki lepią.


I tak pan Sławek poszukiwał sobie E60 (sedana) lub E61 (kombi). Oglądał jedno, drugie, trzecie, jedenaste. To brzydkie. Tamto chyba rozbite było. W tym coś nie działa. Trochę się podłamywał, ale kochał E60 i nawet nie chciał myśleć o innym samochodzie. Czytał sobie na forum różne opinie o E60 i wiedział już, z czym pojedzie do warsztatu, jak wreszcie znajdzie swój wymarzony egzemplarz. Uznał bowiem, że o ile Astrę naprawiał sobie głównie sam (o Maluchu nie wspominając), to BMW odda w ręce specjalisty. No i wreszcie znalazł. Pojawiło się na otomoto gdzieś koło 23.00 jak pan Sławek miał już iść spać. Srebrne E61 520d w manualu. W manualu, to się nie zepsuje. Cudeńko. 236 tys. km, z Niemiec, pełna historia. Pan Sławek z trudem zasnął i do sprzedającego zadzwonił już o siódmej rano. Po auto musiał pojechać do Garwolina i był tam już ok. 10.00 ze szwagrem i kolegą. Nie będę Wam opisywał bliższych szczegółów, dość na tym, że pan Sławek wydał na E61 wszystkie swoje oszczędności i nawet nieszczególnie przeszkadzało mu, że z komputera wyszło cofnięcie licznika z 270 na 236 tys. km – „tyle to jeszcze można” – podsumował to drobne oszustwo pan Sławek, jedząc swoją ulubioną zupę – barszcz z buraków.


Dwa tygodnie trwały formalności rejestracyjne. Dzień, w którym pan Sławek założył nowe blachy na swoje E60 (WA xxxxx) był najszczęśliwszym w jego życiu. Puszył się z dumy, zabrał rodzinę do centrum handlowego na lody, a następnego dnia pojechał do pracy specjalnie dłuższą drogą, żeby móc się nacieszyć tym wspaniałym samochodem.


Minęły jednak dwa tygodnie i pan Sławek uznał, że wypadałoby zrobić jakiś serwis. Udał się do warsztatu, który polecali wszyscy forumowicze i tonem znawcy BMW zażądał usunięcia klapek z kolektora (przesłon zmieniających długość dolotu).


- wie pan – rzekł do mechanika – te klapki to tylko problemy. Pan wstawi zaślepki i już.


Mechanik zasępił się. „Rozumie pan, każdy układ czemuś służy. To że po wywaleniu klapek samochód jedzie, to nie znaczy, że to był dobry pomysł” – tłumaczył mechanik i szef warsztatu w jednej osobie, który okazał się zadziwiająco mało rasowy.


- eee tam. Pan wyrzuca i już. Nie ma klapek, nie ma awarii.


- ale wtedy będzie panu słabo szedł z samego dołu, a nawet może poszarpywać.


- a gdzie tam. Na forum nic o tym nie pisało. Pan usuwa.


No cóż. Nasz klient, nasz per pan. Mechanik usunął.


Pan Sławek szybko przyzwyczaił się do nieco mniej płynnego ruszania i lekkiego zduszania samochodu na wolnych obrotach. Po 4 miesiącach w ogóle już o tym nie pamiętał, tylko czasem się denerwował, że tak trochę nie idzie. Ale wszystko było dobrze, a co najważniejsze – myśli pana Sławka nie krążyły już obsesyjnie wokół klapki z kolektora zasysanej do cylindra i wywołującej mega spustoszenie. Dość nasłuchał się historii o tym, jak to jeden gość jechał 200 km/h, wdusił gaz i wessało mu klapki do cylindra. A za nowy kolektór z wymianą warsztat żądał 2500 zł! Poszaleli z tymi cenami. Jak to dobrze, że jest forum i internet, jak to dobrze że jestem taki mądry i to usunąłem, a ci durni inżynierowie z BMW to sami chyba nie wiedzą po co to wsadzili – tak pan Sławek opowiadał swoim znajomym, również tym, którzy wcale nie mieli ochoty tego słuchać.


No ale przyszedł czas przeglądu i pan Sławek pojechał do tego samego mechanika. Wcześniej sprytnie zaopatrzył się w filtr oleju Filtron (po co przepłacać, one są wszystkie takie same) i olej Castrol do diesli. Mechanik wymienił olej, do wymiany zakwalifikował też klocki hamulcowe z przodu (pan Sławek kupił je sam – dobre, Valeo) i niestety poduszkę silnika. Poduszki te są wypełnione specjalnym płynem i z czasem ten płyn zaczyna z nich wyciekać. Nie ma co czekać aż wycieknie cały – trzeba wymienić. Tu pan Sławek wykazał się po raz kolejny ogarnięciem i znawstwem tematu – dowiedział się bowiem z forum, że te hydrauliczne to przesada i można wsadzić normalne, gumowe. Tylko że głupki napisali, że trzeba wymienić obydwie. Po co, pomyślał sobie pan Sławek, skoro jedna się wyrzygała? Nie róbmy scen, dobre części będziemy wyrzucać. Bez sensu. Wymieniamy jedną i po sprawie. Po naprawie samochód zaczął dygotać na wolnych obrotach, ale jak był ciepły, to trochę mu przechodziło. Szło się do tego przyzwyczaić. Pan Sławek i tak go kochał.


Kochał go do momentu, kiedy 8 miesięcy później, czyli rok po zakupie, pan Sławek zaczął słyszeć grzechotanie, którego do tej pory nie słyszał, a biegi zaczęły wchodzić zauważalnie trudniej. Wiedział od razu, że poddało się dwumasowe koło zamachowe – takie umiejętności diagnostyczne to kaszka z bułeczką dla każdego uświadomionego właściciela BMW. Chwilowo jednak nie dysponował gotówką na naprawę, starał się więc po prostu jeździć ostrożnie i delikatnie, zmieniając biegi zawsze przy 2000-2500 obr./min. A kiedy zebrał trochę grosza – oddał auto do warsztatu, gdzie koło dwumasowe zostało wymontowane i wysłane do regeneracji. Nie ma bowiem zestawu Valeo ze sztywnym kołem do E60, a przynajmniej pan Sławek go nie znalazł. Do tego nowa tarcza sprzęgłowa i można śmigać dalej.


Z tym śmiganiem nie do końca wyszło tak jak pan Sławek planował, ponieważ kilka tygodni typowo miejskiej eksploatacji spowodowało zatkanie DPF-u. Prawdopodobnie był to już drugi DPF w tym samochodzie – pierwszy wymieniono jeszcze w Niemczech. Pan Sławek długo nie musiał się zastanawiać – DPF to element służący tylko do tego, żeby go wyciąć i przy okazji zaczipować silnik z nędznych 163 KM na tłuste 190. Jak się bawić, to się bawić, filtr wyxxxxać, czipa wstawić – rzekł z przekonaniem pan Sławek, który w celu wykonania tej operacji udał się na znany w owym czasie w Warszawie zakład mieszczący się niedaleko Al. Krakowskiej. Pan Sławek zaczipował na bogato – na hamowni wyszły 192 KM! To jest BMW!


Nadeszła wiosna, a wraz z nią roztopy. A wraz z roztopami dziury w drodze. I w taką dziurę wpadło E60 pana Sławka. Hurgot z przedniego koła podczas szybszej jazdy zdawał się układać w słowa „napraw mnie, cebulaku”. Pan Sławek pojechał znów do warsztatu, a z jego właścicielem zdążył się już trochę zaziomować. „Co teraz?” – zapytał spec. „Ano ani chybi przednie wahacze” – westchnął pan Sławek. „A jakie montujemy? Bo tu fabrycznie szły aluminiowe”. „E, to nie. Aluminiowe to drogie są. Normalne, stalowe. Przecież to bez różnicy” – pan Sławek głupi nie był, wiedział że i aluminium to metal, i stal to metal. Pojęcie „masy nieresorowanej” coś mu mówiło, ale przecież jego samochód żadnych resorów nie miał, tylko sprężyny, więc wszystko było w porządku. Naprawione, wymienione, alles fertig.


No i jeszcze letnie opony. Tu pan Sławek zasięgnął opinii na znanym portalu motoryzacyjnym z ocenami i po długich rozmyślaniach nad szerokim wyborem opon (Sunny, West Lake, Wanli, Goodride), wybrał West Lake 225/50 R17. „Lepsze tańsze nowe jak drogie stare” – spuentował swój słuszny wybór pan Sławek.


Po pół roku pan Sławek pojawia się w znanym nam warsztacie na wymianę oleju. I zaczyna się żalić mechanikowi.


„Wie pan co… ja to nie wiem jak to jest. Znajomy mnie kiedyś przewiózł swoim E60 i się zakochałem. Takie było cudowne, płynęło po drodze, cichutkie, jakbym statkiem kosmicznym płynął. A to moje to jakieś felerne jest chyba. Dymi na czarno, szarpie z dołu, głośne jest, opony wyją, coś się tłucze, turkocze, wibruje, no i na dziurach dobija… w ogóle już teraz przyjemności nie czuję. A jeszcze żebym ja, proszę pana, je zaniedbywał. A ja stale wszystko serwisowałem i wymieniałem na czas. Kiepskie te BMW robią, powiem panu. Myślałem, że to lepsze będzie.”


Zamiast kurtyny, na scenę spada tona cebuli, przygniatając pana Sławka i jego BMW.


Koniec.

@Kaluka106, odkąd zaczęto stosować turbosprężarki w benzynach to ich też nie trzeba kręcić.


@eugeniusz_geniusz, dokładnie. Dlatego świadomie zrezygnowałem z automatu i napędu na 4 koła, bo chciałem samochód w najbardziej przyjaznej portfelowi konfiguracji.

Zaloguj się aby komentować

Nie wiem czy było ale daje klasyka


Graj w konterstrajka w kafejce


Wróć do domu


Włącz tv


Pierwsza wieża płonie


Po 5 sekundach wpierdala się drugi samolot


Hehe jaki fajny film


Prezenterka płacze


O kurdebele to TVN24


O kurwancka to nie film


Mame mame chodź szybko wojna mocno! xD


Zaraz dzwoni wujek foliarz, który co roku przepowiada wojnę z Rosją albo koniec świata i ma na działce przygotowaną piwnicę z zaopatrzeniem na takie okazje


MATI SZYPKO PAKUJCIE SIĘ Z MAMO BĘDĘ PO WAS ZA 5 MINUT UCIEKAMY BO TRZECIA WOJNA


Za 5 minut wujek jest pod domem w Seicento wypakowanym dobytkiem


Matka go opierdala co on odpierdala


GRAŻYNA TO NIE ŻARTY BIERZ MAŁEGO I UCIEKAMY ROZUMISZ


Inba na całą ulicę


Wujek jedzie sam i wraca dopiero po tygodniu z pokerową twarzą


Jak z niego czasami śmiechamy co on wtedy odpierdolił to mówi tylko durr TEN SIE SMIEJE KTO SIE SMIEJE OSTATNI hurr


Od tego czasu przepowiada wojnę z Rosją albo koniec świata 3 razy częściej, bo ma nadzieję, że świat się ro⁎⁎⁎⁎⁎doli i w końcu wyjdzie jego racja


Notorycznie odpierdala xD


Wtedy jeszcze było w miarę spokojnie bo wszystkie spiski i końce świata musiał wymyślać sam, ale potem odkrył internety i popłynął xD


Nie wierzy w kosmitów, czwarte gęstości i ogólnie inby nadprzyrodzone, tylko w różne spiski wojskowe i polityczne, ewentualnie katastrofy naturalne. Jak na wiosnę w telewizji mówią, że gdzieś poziom wody osiągnął stan alarmowy, to on już ręce zaciera z podniecenia, że może w końcu będzie ultra powódź, co ro⁎⁎⁎⁎⁎doli całą Polskę i ponton przenosi z piwnicy do mieszkania


Jego najczęstszym tekstem, wtrącanym właściwie w każdej dyskusji jest "jak to wszystko pierdolnie", odmieniane przez wszystkie czasy i przypadki


No zobaczysz mati jak to wszystko pierdolnie


Czekajcie tylko, jak to wszystko pierdolnie


Tylko patrzeć jak to wszystko pierdolnie


Na Ukrainie czołgi, zaraz to wszystko pierdolnie


Na Islandii wulkan wybuchł, mówiłem, że to wszystko pierdolnie


Nooo, teraz to już na pewno to wszystko pierdolnie


A nie mówiłem, że to wszystko pierdolnie?


Wspominałem, że swoją główną kwaterę dowodzenia zagładą rodzaju ludzkiego ma na działce. Kilka razy tam byłem, k⁎⁎wa, co tam się odpierdala to ja nawet nie, domek tak zajebany sprzętem i jedzeniem, że ledwo można przejść. Była taka komórka koło domku gdzie chowałem rower. Raz tam przyjechaliśmy, idę rower wstawić, a tam 100 kilo ryżu i piramida z konserw. I c⁎⁎j, rower na deszczu musiał stać


Z tym jedzeniem to go raz strolowałem xD Kupił gdzieś na przecenie 10 kilo mleka w proszku


Herp Mati promocja była a to niezbędne do przetrwania zobaczysz jak to wszystko pierdolnie to ludzie będą korę z drzew jedli a my sobie będziemy kakao pili hehe patrz jaką wujek ma głowę


Ale wujek, pomyśl, przecież ci co pociągają za sznurki głupi nie są, nie dawal by tak tanio mleka w proszku, bo przecież im zależy, żeby jak najmniej osób przeżyło, bo wtedy więcej zasobów dla nich itd.


Kurwancka nie pomyślałem, masz rację, sk⁎⁎⁎⁎syny jebane otruć mnie pewnie chciały. Wyrabiasz się młody, wyrabiasz hehe już nie masz tak zielono w głowie


I 10 kilo mleka wy⁎⁎⁎ał do rzeczki przy działce xD


Oczywiście chciał też kiedyś się porządnie uzbroić na koniec świata i wystąpił o pozwolenie na broń ale nie przeszedł testów psychologicznych, bo nawkręcał tam tych swoich historii. W kole myśliwskim to samo xD pewnie wyglądało to tak


No to na co chce pan polować?


Panie, jak to wszystko pierdolnie, to przede wszystkim do ludzi będę strzelał, co mi będą chcieli mleko w proszku zajebać


Musiał się więc zbroić sam. Ma bagnet co jeszcze z wojska przyniósł, procę wędkarską i taki ch⁎⁎⁎wy łuk zrobiony z leszczyny i sznurka od prania. Jakby kogoś chciał tym łukiem zabić, to chyba by prędzej ten ktoś zdechł ze śmiechu xD


Kiedyś zaczął wszędzie nosić ze sobą taki plecaczek. Raz mu go przynosiłem z samochodu, podnoszę - ale k⁎⁎wa ciężkie. Zaglądam do środka a tam jakieś liny, konserwy, flary, apteczka, nawet taką składaną saperkę miał. Raz mi pomagał skręcać szafę u nas w domu i sobie ku⁎⁎⁎⁎ko rozciąłem łapę śrubokrętem a nie miałem w domu opatrunków. Mówię: wujek, daj bandaż, masz w apteczce przecież. A on:


DURR MATI IDŹ PAPIEREM TOALETOWYM SE OBWIĄŻ BO JA MAM NA CZARNĄ GODZINĘ


Kurwa, wujek, teraz jest moja czarna godzina właśnie


HURR JAK CI RUSCY Z CZOŁGU NOGĘ ODSTRZELĄ I BĘDĘ CI BANDAŻEM KIKUT OBWIĄZYWAŁ TO BĘDZIESZ MI DZIĘKOWAŁ


Pół mieszkania wtedy krwią ujebałem


Jak się zaczęła ta cała akcja z NSA, to wujkowi oczywiście mózg zaczął inbować na temat podsłuchów i przez jakiś czas nie dało się z nim normalnie komunikować. Matka do niego dzwoni zapytać co słychać a on


Cicho cicho nic nie mów pogadamy w cztery oczy


Potem nam przedstawił swój specjalny szyfr, którym mieliśmy się z nim porozumiewać przez telefon. Oczywiście ten kod był ch⁎⁎⁎wy tak, że ja pi⁎⁎⁎⁎lę, na przykład "przyjdź do nas naprawić lodówkę" znaczyło żeby przyszedł do nas na obiad.


Naczytał się też, jak to fejsbuk inwigiluje, więc wymyślił, że przechytrzy cały światowy spisek i pokona go własną bronią. Założył na fb zupełnie legitne konto ze swoim imieniem i nazwiskiem i postował tam nieprawdziwe statusy typu


"Z BOGDANEM NA GRZYBACH POD IŁAWĄ! JEST SUPER!!!"


A tak naprawdę siedział w domu i się pewnie cieszył jaki jest sprytny bo wywiad amerykański teraz wszystkie satgówna szpiegowskie skieruje na Iławę xD


Zadawał się też z jakimiś zjebami z tych forów dla foliarzy i zmontowali jakąś ekipę wspólnego przetrwania. Polegało to na tym, że jak to wszystko pierdolnie to mają w kilku typa ustawiony punkt zbiórki u wujka na działce i razem im będzie łatwiej przetrwać. Jednak w końcu to wszystko się zjebało, bo wujek raz nam się żalił, że zrobili sobie rutynowe ćwiczenia, czyli każdy każdemu wysyła smsa "zaczęło się" ("to wszystko pierdolnęło" xD) i każdy ma godzinę żeby się na działce stawić z całym sprzętem. Kilku ich się tam stawiło i korzystając z okazji, że już wszyscy są na miejscu, to sobie czekali na koniec świata, bo byłoby spoko jakby akurat się wydarzył, bo już są na miejscu xD Koniec świata jednak jak na złość nie nadchodził więc zaczęli walić browary, a potem robić jakieś ćwiczenia na przetrwanie. No i wujek ćwiczył strzelanie z procy i jakiemuś Januszowi, który jest bardzo szanowanym foliarzem, za⁎⁎⁎ał kamieniem z procy prosto w czoło, aż tamtego oszołomiło a potem się wkurwił i powiedział, że wujek jest pewnie agentem NWO, którego napuścili, żeby zniszczyć organizację od środka poprzez zabicie (z procy na ryby xD) przywódcy xD No i wujka wyjebali z tej partyzantki i nawet dostał bana na forum


Oczywiście nawkręcał te swoje historie też wszystkim sąsiadom i już się z niego podobno śmieją na osiedlu, ale HURR ZOBACZYMY KTO SIĘ BĘDZIE ŚMIAŁ OSTATNI DURR. Żalił się, że raz mu jakieś łebki z osiedla zrobiły dowcip: ktoś do niego zadzwonił o 1 w nocy domofonem i powiedział, że nie może zdradzić, kim jest, ale wykradł jakieś rządowe dokumenty i potrzebuje pomocy, ale teraz nie może powiedzieć, o co chodzi, bo go obserwują i żeby wujek następnego dnia był wieczorem przy fontannie w takim parku. Wujek oczywiście podniecony jak ja pi⁎⁎⁎⁎lę, nawet temat na forum założył, że będzie miał następnego dnia prawdziwą bombę. Poszedł do tego parku, nikogo nie ma, tylko leży jakieś pudło - zajarany myśli, że tajne dokumenty będą w środku, otwiera, a tam nasrane xD Z tym, że wujek nie mówił, że to łebki z osiedla tylko, że jacyś agenci mu wysłali sygnał żeby nie szukał prawdy zbyt głęboko xD


Raz też jak byliśmy u niego na działce to w okolicy był jakiś obóz surwiwalowy czy coś takiego i wujek koniecznie chciał tam pojechać i zobaczyć jak to wygląda. Pojechałem z nim bo miałem 15 lat i mi powiedział, że pewnie będzie można z paintballa postrzelać. Oczywiście paintballa ni c⁎⁎j nie było, za to było z 20 dzieciaków budujących szałasy i jakiś Seba wychowawca przebrany za żołnierza. Wujek do niego podbija i zagaduje, że on też jest specem od surwiwalu hehe i zaczynają dyskutować. Wujek zaraz zaczął krytykować te szałasy, że gówno dają i że jak to wszystko pierdolnie, to taki szałas pół minuty nie wytrzyma. Facet mu tłumaczy, że panie, to takie jajca dla dzieci są, żeby się pobawiły, ale do wujka nie docierało i dalej napierdala, aż w końcu postanowił za symulować falę uderzeniową bo wybuchu bomby atomowej


NO I PATRZ PAN CO SIĘ W TYM MOMENCIE Z TAKIM SZAŁASEM DZIEJE, NO PATRZ


I roz⁎⁎⁎⁎⁎olił jeden szałas z kopa. Dzieci k⁎⁎wa płaczą a wychowawca kazał wujkowi wykurwiać bo zadzwoni po policję


#pasta #heheszki

OmixoD userbar

Zaloguj się aby komentować