#pasta

36
648

#harrypotter #heheszki #pasta


James Potter to był jednak straszny patus.


* Co ten Snape się tak na ciebie gapi Lily, ma kata jutro w szkole


* k⁎⁎wo, oglądam quidditcha nie zasłaniaj bo ci wy⁎⁎⁎ie


* Za⁎⁎⁎ał lily galleony z sakwy i przejebał wszystko na zaklęcie na tripa


* Hadaba kebabra


* James ile razy ci mówiłam żebyś k⁎⁎wa nie latał napierdolony na miotle


* Niebieskokarto evanesco


* Ty to k⁎⁎wo nazywasz czekoladowa żabą?


* Rzyga kolorowymi fasolkami


* Chował przed żoną galleony w skarbcu i żeby ubezwłasnowolnić ja ekonomicznie


* Lily, jak będziesz szła na Pokątną to masz tu 2 galleony i weź mi kup piwo imbirowe


* Został ojcem w wieku 18 lat


* Ma w swojej czarodziejskiej pracowni żyjące obrazy z gołymi babami namalowane 400 lat temu


* Rzuca różdżką w Harrego jak płacze


* Harrid. Habrid. Nie śpij. Ja to cię jednak szanuje


* Ej snejp, pokarze twarz


* Twarz a nie d⁎⁎ę. Ehehe


* Robi że znajomymi zamieszki pod ministerstwem magii


* Pozdapodokiem reparo


* Nasrał do tiary przydziału


* Snape, co jest k⁎⁎wa, no co się patrzysz.


* Hehe nie no co się boisz żartowałem przecież


* Wali snejpowi lepe


* Zamienia się w zwierzę w trakcie stosunku z Lily.

09c68906-5d08-4b7e-8dc3-38b1dda10c56

Zaloguj się aby komentować

#pasta #biblia #klasyka


> ja, 17 lat


> w domu u kumpla, gramy w gry i gadamy


> nagle łapie mnie potrzeba żeby walnąć klocka


> to jeden z tych post-meksykańskich klocków, do których zużywasz 4 metry papieru toaletowego, a i tak nadal zostają smugi z kału


> mówię, że zaraz wracam i idę do łazienki


> zaczynam wypuszczać jelitowego Cthulu w chwili gdy moje spocone pośladki dotykają deski klozetowej


> słodziutka ulga


> sięgam po papier, widzę, że cała rolka jest zużyta


> rozglądam się, nigdzie nie ma papietu


> uwięziony na 1 piętrze bez czegokolwiek do podtarcia d⁎⁎y


> zbyt dziwnie żeby wołać teraz o pomoc


> rozglądam się za amunicją alternatywną


> 2 rzeczy


> nowe czasopismo samochodowe jego ojca


> i biblia jego mamy


> mam przed sobą ultimatum


> tatuś jest wielki, uwielbia auta i jest skłonny do agresji


> mama to typowa miła kobieta, malutka i flegmatyczna, czułaby się bardzo źle gdybym jej to zrobił


> tato mógłby skopać mi d⁎⁎ę


> no i jestem ateistą


> odrywam kilka stron ze środka starego testamentu


> Chrześcijanie i tak nie czytają tego gówna


> papier jest cienki, robią mi się ranki na odbycie


> 10 stron później, jestem czyściutki


> podciągam spodnie, gdy uderza 2 fala


> nie mam nawet czasu spłukać wody, siadam i robię swoje


> po 3ciej rundzie, siedzę przez 20 minut żeby upewnić się, że wszystko już wyszło


> w tym momencie kumpel stoi pod drzwiami i pyta czy wszystko ok


> mówię, że za chwilę wyjdę bo złapała mnie sraka


> wycieram dupsko po raz czwarty i ostatni


> zużyłem jakieś 1/4 starego testamentu


> w toalecie jest więcej papieru niż instalacja wodociągowa może zmieścić


> musze działać szybko, bo kumpel stoi pod drzwiami


> próbowałem to przepchać babką klozetową, bez rezultatu


> upewniam się, że ma jakieś antybakteryjne mydło przy zlewie


> ręce mogą zostać umyte


> podwijam rekawy i sięgam do toalety przepychając ręką zbitą papkę


> gdy jestem na kolanach zauważam całą rolkę papieru która leżała na zbiorniku z wodą


> cojakurwazrobiłem


> spłukuję toaletę łokciem, zaczyna się wylewać


> kartki pisma świętego pokryte gównem rozprzestrzeniają się po podłodze


> zdzieram wieko zbiornika desperacko próbując odłączyć tanią instalację


> zbiornik się opróżnia i zaczyna wydawać głośne odgłosy piły mechanicznej


> kumpel dobija się do drzwi i pyta co ja k⁎⁎wa robię


> w przeciągu 40 sekund, odgłosy stają się coraz głośniejsze i głębsze


> nagle ustaje


> cały czas jestem w szoku, ręce pokryte gównem opieram z przyzwyczajenia na czole


> kumpel otwiera drzwi od zewnątrz (fikuśny zamek który można przekręcić monetą) i wparowuje do środka


> patrzy na mnie i zamiera


> moje oczy są wytrzeszczone, gówno rozmazane na moich rękach i twarzy


> biblia mamy leży zapomniana na ziemi pokryta mazią z toalety


> słyszę, że jego rodzice idą na górę


> kumpel stoi i nie ma pojęcia co robić


> jego mama wchodzi i zszokowana zaczyna łkać


> "Moja prababcia dała mi tą biblię miesiąc przed tym jak zmarła na raka"


> jego tato wchodzi po kilku sekundach


> zszokowany, zauważa biblię i zaczyna się śmiać


> odwraca się, idzie w kierunku schodów i śmiejąc się mówi "masz przejebane"


> jego mama zaczyna płakac coraz mocniej


> "Dlaczego to zrobiłeś?"


> powtarza to w kółko i to bardzo histerycznie


> zaczynam płakać, ale gdy płaczę to wyglądam jak wkurwiony pawian


> jego mama myśli, że ją przedrzeźniam i wychodzi płacząc jeszcze bardziej


> odwracam się do kumpla i mówię "słuchaj, mogę to wszystko--"


> uderza mnie w twarz, łapie za kaptur i wypierdala z jego domu


> zostaję na ulicy przed domem, 1,5km od domu, bez podwózki i umazany fekaliami


> zaczynam iść w stronę domu


> chwilę później jakaś pani podjeżdza i pyta czy chcę podwózkę


> wsiadam, kobieta zaczyna jechać


> uświadamiam sobie że moje ekstrementy właśnie zasychają mi na twarzy


> ona próbuje nawiązać rozmowę


> minutę później wyczuwa odór i patrzy na mnie


> zatrzymuje się na poboczu, każe mi wypierdalać


> dochodzę do domu, przekradam się obok rodziców i biorę prychę


> próbuję dodzwonić się do kumpla żeby się wytłumaczyć, nie odbiera


> 4ta próba, odebrał i krzyknął żebym przestał dzwonić, rozłączył się


> przez kolejny tydzień zauważyłem, że sąsiedzi i koledzy z klasy dużo na mnie patrzą


> zaczynam słyszeć jakieś głupie przezwiska, "dziecko szatana", "odbytowy testament" itd


> ksywki rozprzestrzeniają się po szkole jak pożar w lesie


> młodsze dzieciaki z którymi nigdy nie gadałem podchodzą do mnie i mówią mi te przezwiska w twarz


> jedna z moich bliższych przyjaciółek która jest chrześcijanką nabrała do mnie dystansu i w końcu przestała się do mnie odzywać


> historia sięgnęła nauczycieli, parę dni później dostałem wezwanie na dywanik


> dyrektor mówi, że wyrzucają mnie za "obrzydliwą zniewagę religijnych wierzeń"


> mama i tata się dowiadują


> mama dziwnie się przy mnie zachowuje, patrzy na mnie z niesmakiem


> czuję jakby myślała, że mnie w ogóle nie zna


> mój tato mówi, że jestem jakimś pojebem i potrzebuję resocjalizacji


> 2 godziny później, rozmawia z rekrutującym do wojska i zapisuje mnie na obóz dla rekrutów


> przewinę historię do obozu


> na początku jest spoko


> pierwsze dni były trochę ciężkie ale się przyzwyczajam


> pewnego dnia dostaję paczkę od ziomka z dawnej szkoły


> były to wydrukowane zdjęcia na których jestem, przerobione tak, że wyglądam na nich jakbym wycierał dupsko biblią


> na tyle każdego zdjęcia jest jedno z tych chujowych przezwisk


> nazbyt ciekawski kolega podchodzi i mi je zabiera


> parę minut później całe baraczki wymieniają się fotami i się śmieją a ja bezradny siedzę na łóżku i udaję, że czytam książkę


> jeden z nich obczaja moich znajomych na facebooku i pyta jednego z nich o całą historię


> jakiś czas później, zauważam że jeden z rekrutów patrzy na mnie bardzo dużo


> dowiaduję się, że pochodzi on z ultra-konserwatywnej rodziny i nienawidzi mnie za to co zrobiłem


> wpada na mnie jakiś czas później i próbuję nawiązać rozmowę


> gdy nikt nas nie słyszał, powiedział mi, że gdybyśmy byli na froncie to dostałbym od niego kulkę, a on powiedziałby ,że to ciapaki mnie kropnęły


> 2 dni później rozpoczynamy treningi z ostrą amunicją


> wstaję rano, idę do łazienki


> zauważam, że wszyscy się na mnie gapią


> idę się wysrać, dostrzegam, że nie ma w ogóle papieru, a w kabinie jest jedynie biblia


> zaczynam się drzeć, w odpowiedzi dostaję śmiech


> wszyscy idą na trening, zostawiają mnie tam


> wkurwiam się, zaczynam drzeć kartki z tego sk⁎⁎⁎⁎syna i podcieram się nimi jakby nie było jutra


> mój odbyt krwawi


> krew kapie wszędzie, nie mogę założyć nawet munduru żeby go nie poplamić


> odrywam kupkę kartek, zwijam je i wsadzam sobie w szczelinę jak paróweczkę w hotdoga


> dopełniam dzieło jeszcze paroma kartkami robiąc sobie w gaciach prowizoryczną pieluszkę


> zakładam mundur


> jak chodzę to słychać gniecione kartki


> czuję się upokorzony i wiem, że spóźnię się na trening


> wychodząc mam nadzieję, że zaczniemy od strzelania


> okazuje się, że najpierw będziemy maszerować w formacji zanim będziemy strzelać


> maszerujemy 10 minut, sierżant słyszy szelest kartek


> każe nam się zatrzymać i pyta kto ma przy sobie gazetę


> rekruci na mnie patrzą


> sierżant każe mi truchtać w miejscu


> głośne szelesty


> pyta co to za dźwięk


> krtań mi się zamyka, nie moge odpowiedzieć


> sierzant rozkazuje mi ściągnąć spodnie


> moja pielucha widzi światło dzienne


> sierżant klnie pod nosem i każe mi przebiegnąć 200 okrążeń wokół obozu


> nie mam wyjście, zaczynam


> pół godziny później biegnę przez mniej widoczną część obozu


> nikt inny jak pan Jezusowy Mściciel, który mówił, że zabiłby mnie na polu bitwy wyskakuje zza krzaka


> w jednej ręce dzierży butelkę Jacka Danielsa, w drugiej pistolet


> uderza mnie w twarz butelką i strzela mi w stopę


> wylewa zawartość butelki na moją twarz gdy ja krzyczę z bólu


> ucieka


> sierżant znajduje mnie leżącego i wykrwawiającego się jakiś czas później


> incydent zostaje odnotowany i jest wszczęte dochodzenie


> okazuje się że Jezusowy chłopiec sprzedał im jakąś historię wyssaną z palca


> mówi, że szkalowałem go na tle religijnym i poniżyłem go podcierając się jego biblią


> zostaję wypierdolony z obozu za religijną nietolerancję, picie i lekkomyślność


> wracam do domu


> tato jest mną zawiedziony a mama się nie odzywa


> zaczynam wysyłać CV


> moje nazwisko i historia się rozprzestrzeniła po mieście i żaden pracodawca nie chce mnie przyjąć


> miesiąc później tato myśli, że jestem żulem i nie szukałem pracy


> wywala mnie z domu


> zostaję bezdomny


> to był prawdopodobnie najgorszy moment w moim życiu, ale od teraz się polepsza


> zostałem włóczęgą na 2 lata


> dostawałem jedzenie z programów pomocy dla bezdomnych za dnia


> gdy byłem głodny w nocy, szukałem resztek w śmietnikach


> pierwsza zima, spotkałem i zaprzyjaźniłem się z 2 innymi włóczęgami


> jeden z nich przedstawił się jako Drżący, drugi jako Adam


> Drżący ma taką ksywkę, bo pił tyle, że spierdoliły się jego funkcje motoryczne


> dziewczyna Adama przedawkowała heroinę 3 miesiące wcześniej


> spotkałem ich pod mostem na obrzeżach miasta


> włóczyliśmy się razem i dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa


> jednej nocy budzi mnie dziwny odgłos


> zobaczyłem, że ssają oni sobie wzajemnie k⁎⁎⁎sy


> niemitooceniać


> idę dalej spać


> miesiąc później, próbowali mnie zabić


> Adam, Drżący i ja szliśmy przez miasto


> zobaczyłem na ulicy banknot 50zł


> podnoszę go


> kumple żule zgodnie myślą o alkoholu


> żądam, żeby kupić jakieś żarcie bo dawno nic nie jadłem ale Drżący to alkoholik


> chce kupić jak najwięcej tanich winiaczy na ile pozwoli mu to 5 dych


> "pi⁎⁎⁎ol się, ja to znalazłem"


> Adam rzuca się na mnie z nożyczkami


> nie spodziewałem się


> dźga mnie w nogę dwa razy, bierze hajs


> pierdolone pedały uciekają


> nigdy więcej ich nie widzę


> 3 dni później dostaje gorączki od infekcji


> zalegam na czyimś podjeździe


> posoka z ran przemokła już dawno przez moje dżinsy


> policjant zatrzymuje się, każe mi wstać i sobie iść


> próbuję wstać, noga boli za bardzo


> policjant wysiada, podnosi mnie na nogi


> krzyczy "ruszaj się"


> popycha mnie do przodu, łapię się za nogę bo tak ku⁎⁎⁎⁎ko boli


> rano się otwierają i znów zaczynają krwawić


> policjant w końcu dostrzega mój stan


> zabiera mnie do schroniska dla bezdomnych w mieście 20km dalej


> nic nie mówi przez całą drogę


> w schronisku ładniusia czerwonowłosa podchodzi z apteczką i pudełkiem z gumowymi rękawiczkami


> wygląda jakby mi współczuła


> po raz pierwszy jestem traktowany jak człowiek przez kobietę od dłuższego czasu


> dostaję erekcji, przebija mi przez bokserki


> ona to dostrzega, wyraz obrzydzenia przyozdabia jej twarz


> czuję się źle i przepraszam


> ona nerwowo się śmieje i opatrza moje rany


> daje mi pudełko z antybiotykami


> mówi, że nie można się tym sćpać i jest warte pare złotych


> tymi słowami skończyło się traktowanie mnie jak człowieka


> po paru dniach rany się goją


> schronisko daje mi kopa i wracam do szwędania się


> parę miesięcy później


> kolejna zima


> krążę po jakimś nowym mieście, jest 1 nad ranem


> drogi są puste


> znajduję zimową kurtkę mojego rozmiaru w pojemniku PCK


> idę dalej i widzę panią przy rogu


> wiem, że jest k⁎⁎wą ale ona praktycznie nic na sobie nie ma


> jest zimno, ona się trzęsie


> podbijam i mówię "cześć"


> pyta czy mam pieniądze, mówię, że nie


> każe mi spierdalać, brzmi zmęczona


> oferuję jej kurtkę, patrzy na mnie dziwnie przez kilka sekund


> mówi, że nie może się zakrywać w pracy


> dziękuje mi i się uśmiecha


> nie wygląda tak ku⁎⁎⁎⁎ko jak inne k⁎⁎wy


> jest trochę zużyta ale widać iskierkę godności


> zostałem i trochę z nią pogadałem


> opędzam jej myśli od zimna


> około 3 nad ranem brudny kombiak podjeżdża


> wielki koleś woła do auta Izę


> jej imię to Iza


> gościu patrzy na mnie i pyta czy jestem klientem


> mówię, że nie, on każe mi spierdalać


> gdy odchodzę, on zaczyna ją bić i pytać kim jestem


> wrzuca ją do auta


> myślę o niej cały kolejny dzień


> następnej nocy, przychodzę w to samo miejsce i ona tam była


> miałą podbite oko i liczyła na szybko banknoty


> podchodzę a ona mówi, że jej alfons nas pokroi jesli znów nas razem zobaczy


> mówię, że tylko przechodzę


> siadam za pudełkiem w alejce tak, że mnie nie widać


> gadamy całą noc pomiędzy klientami


> jest już prawie 3cia i każe mi się zmywać


> robię to, co każe i sytuacja powtarza się przez miesiąc


> formujemy swego rodzaju więź, jesteśmy przyjaciółmi


> włóczęga i prostytutka


> ona sobie żartuje, że powinni zrobić taki program w telewizji


> pewnego dnia jej alfons podjeżdża kombiakiem parę godzin wcześniej


> przyciska mnie do ściany i mierzy we mnie spluwą


> spokojnie pyta kim jestem


> odpowiadam, że tylko włóczęgą i że jestem przyjacielem Izy


> dwóch jego kumpli wysiada z auta i przetrzepują mnie szukając pieniędzy


> nie ma żadych


> rzuca mnie na ziemie, kopie mnie i każe mi spierdalać


> mówi, że psuję mu produkt, cokolwiek to znaczy


> oznajmia, że jeśli jeszcze raz mnie tu zobaczy to mnie zastrzeli


> następnej nocy wpadłem do Izy tylko na 20 sekund


> pożegnałem się i odszedłem


> już nigdy jej nie zobaczyłem


> tydzień później jestem na skraju miasta jedząc puszkę tuńczyka


> widzę kombiaka podjeżdżającego do mnie


> wbiegam w alejkę a on zatrzymuje auto


> słyszę, że goni mnie parę osób


> doganiają mnie i mnie przewracają


> alfonsik na mnie patrzy i oddycha ciężko


> wyciaga gnata i siada na skrzynce


> zapala szluga i uspokaja oddech


> kontakt wzrokowy nieprzerwany


> w końcu przemawia


> "Iza to jedyny powód dla którego Cię dziś nie zabiję"


> okazuje się, że nazmyślała sporo rzeczy tylko po to, żeby jej alfons mnie nie zabił


> w tych rzeczach była informacja, że jestem zaawansowanym przemytnikiem szukającym pracy


> mówię, że przez cały ten miesiąc przychodziłem z nią gadać i jestem taki sprytny


> zamieram, gdy on proponuje mi zarobienie 5 koła


> oczywiście że tak


> daje mi teczkę zawiniętą w folię bąbelkową i każe mi ją zanieść na drugą stronę miasta


> mówi, że zabije mnie na miejscu jeśli odmówię


> oczywiście zgadzam się


> on mówi, że zabije Izę jeśli tego nie zrobię


> przytakuję i mówię, że to zrobię


> daje mi złożoną serwetkę z adresem i napisem "Żółty garbus"


> idę


> docieram do adresu i 2 skośnych siedzi w garbusie


> podbijam do okna


> jeden mnie zauważa, wyciąga spluwę


> wyciągam powoli teczkę


> okno się opuszcza


> daję mu paczkę i odchodzę


> parę ulic dalej słyszę pisk opon i krzyki


> garbus jedzie prosto na mnie


> pasażer celuje we mnie pistoletem


> rzucam się na ziemie i czołgam do rowu


> po chwili ich gubię


> przechodzę przez most nad rzeką, będę się chować aż znikną całkowicie


> w połowie mostu garbus nadjeżdża


> próbuję uciekać, dostaję kulkę w nogę


> auto się zatrzymuje, azjata wysiada


> nikogo nie ma w pobliżu


> łapie mnie za kołnierz


> wrzuca mnie do wody


> pamiętam jak płynąłem w dół z prądem wody prosto w dzicz otaczającą zurbanizowane miasto


> desperacko próbuję zostać na powierzchni


> zmęczyłem się i zasłabłem, straciłem czucie w rękach i nogach obijając się o kamienie


> ostatnia rzecz jaką widziałem to kropka światła przy brzegu


> budzę się


> jestem przykryty czarnym kocem i leżę obok ogniska


> wstaję, moje znoszone ciuchy wiszą na patyku i schną


> rozglądam się, dostrzegam tipi pod kasztanowcem


> pierdolony indianin stoi i pali trawę


> wstaję, a on mówi, żebym lezał i się ogrzał lub umrę


> kładę się i zasypiam z wycieńczenia


> parę sekund później on mną potrząsa i mnie budzi


> mówi, że to niebezpieczne spać gdy jest tak zimno


> okazuje się, że indianin, łysiejący w okolicach 40ki ma na imię Hektor


> mówi, że on jest właśnie w spirytualnej drodze do Częstochowy


> jest jakimś przodkiem Nawaho i chce spotkać dusze swoich krewnych w każdym świętym miejscu na świecie, a miał tu rodzinę czy coś


> pyta czy chcę dołączyć


> mówię, że spoko, darmowa trawa


> spędzamy kolejne miesiące idąc z buta do Częstochowy prosto z północy


> dogadujemy się, nauczył mnie łowić i polować i dbać o siebie w dziczy


> nauczył mnie wytwarzać swoje własne ciuchy i zasoby z darów natury


> podrózując jakąś puszczą, pyta czy chciałbym spirytualego przebudzenia od jego ludzi


> myślę, że nic mi nie szkodzi


> obydwoje jesteśmy najarani jakimś dziwnym gównem, nazywał to "pejotl" czy cos takiego i mógłbym przysiąc, że widziałem dźwięki


> czas i przestrzeń przewlekają się przez siebie


> widzę świątynię zbudowaną z gałek ocznych


> lis trąca mój bark i wbiega do środka


> idę za nim


> mijam figurę człowieka stworzoną z wody


> na podeście, na samym środku świątyni jest rolka papieu toaletowego


> mój umysł wpadł w tą dziwną, percepcyjną pętlę


> dziwny moment olśnienia w tej całej irracjonalności wokół mnie


> w tej chwili uświadamiam sobie dziwaczną naturę życia


> spirale ciągów wydarzeń, zapoczątkowane brakującą rolką papieru


> to jest niedorzecze


> jaram jakiś pejotl z uzależnionym od narkotyków indianinem przez rolkę papieru


> co się k⁎⁎wa stało


> reszta fazy to jakieś oceany i rozmazane obrazy


> zapomniałem o swoim olśnieniu gdy faza minęła


> następnego dnia docieramy do Częstochowy


> wcześniej był tam indiański rezerwat ale Hektor spodziewał się czegoś innego


> chciał natury i mistycyzmu ale wszystko teraz poszło do przodu


> w rezerwacie były obrazy Nawaho, jedzenie, historie, ale były tam też kablówka, internet i kanalizacja


> był zawiedziony ale i tak szczęśliwy


> mówi mi "jeśli chcesz gonić marzenia, musisz być przygotowany na rozczarowanie"


> ludzie w rezerwacie są spoko


> pozwalają nam zostać


> dostaję pracę, call center


> zaczynam studiować informatykę przez internet


> zdaję liczne certyfikaty


> dostaję robotę w firmie komputerowej, 40 tysi rocznie na start


> podczas pobytu w rezerwacie przykułem uwagę pewnej dziewczyny w moim wieku


> ma na imię Marisa


> odłożyłem trochę kasy, czas wyjechać


> ofiarowałem parę tysi dla rezerwatu w ramach podziękowania


> zabookowałem bilet do domu, gdzie ja i Marisa mieliśmy razem mieszkać


> cieszę się na spotkanie z rodzicami


> planuję wizytę niespodziankę


> patrzę przez okno, widząc cały mój kraj pod sobą


> czyste niebo


> pamiętam jak przemierzałem na piechotę przez te wszystkie drogi


> szczęśliwy i zdumiony, jak wszystko wyszło na prostą


> wprowadzamy się do mieszkania


> fryzjer, ciuchy, odpierdalam się jak nigdy


> idę do starego domu rodzinnego


> mama otwiera drzwi, patrzy na mnie przez kilka sekund


> mdleje


> gdy do siebie dochodzi, płacze i mnie przytula


> mój tato nie mógł uwierzyć, że jestem spowrotem


> po raz pierwszy w życiu widziałem, jak uronił łzy


> milion przeprosin i wymówek


> powiedział, że parę dni po tym jak mnie wywalił, zmienił zdanie


> nie mógł mnie znaleźć


> 2 lata później, myślał, że nie żyję


> jeden z najszczęśliwszych momentów życia


> kolejny z takich szczęśliwszych miałem 3 tygodnie później w pracy


> naprawiałem właśnie komputery


> zauważyłem, że jeden z nich ma karteczkę "zepsuta pamięć RAM" a właścicielem jest mój stary kumpel u którego cała akcja się zaczęła


> wymieniam RAM, włączam peceta


> przypominam sobie że przez tego skurwiela dostałem z 2 kulki i byłem dźgany nożyczkami


> ściągam na jego komputer w pizdu dziecięcej pornografii, bestialstwa i innego zdeprawowania


> chowam folder, wyłączam kompa i pakuję


> szperam trochę w necie i okazuje się, że kumpel jest ministrem w lokalnym kościele


> dzwonię do właścicieli kościoła informując o tym, co znalazłem na jego komputerze


> następnego dnia widzę jego zdjęcia w gazecie


> idzie do więzienia, wyjebali go z kościoła a jego żona i dzieci go zostawiają


> dzieci idą do psychologa żeby zobaczyć czy je dotykał


> jego życie się psuje


> on nigdy nie dowiaduje się, kto go właściwie wrobił, program ochrony świadków


> natura zycia zatacza pełen okrąg, dziwko

@szybki-zuk jakie to jest złoto, oczekuję ekranizacji. stary wędkarz przy tym to fraszka.

jednak czuję niedosyt, zakończenie moglo być dłuższe...

Zaloguj się aby komentować

@moderacja_sie_nie_myje jeszcze nie znamy nazwiska żeńskiej moderatorki hejto. to sie tylko podstawi do pasty o serwerowni i bedzie.

Zaloguj się aby komentować

hejterzy co się odjebało to ja nawet nie. typowy don spierdon lewer 20 here xD polska Z, mieszkam z mame, lurkuje, oglądam sobie chińskie bajki ;3 i nikomu swoją żałosna egzystencja nie przeszkadzam ale dzisiaj chyba planety ustawily się przeciwko mnie xD


wszystkich świętych czyli doroczne święto wychodzenia z piwnicy xD razem z mame i tate mieliśmy wyjść z dome o 9 żeby zdążyć przed wszystkimi


sugerowanie, że to działa


Nastawilem sobie budzik na 8 coby spokojnie się przygotować ale nie zadzwonił, więc mame obudziła mnie o 8:48


sebuniu wstawaj bo na smętasz jedziemy xD


czym zaburzyla moja poranną rutynę, ale o tym później. założyłem byle co żeby być gotowym szybko bo tate słabe nerwy i już zaczynał się wkurwiać


SEBEK KUWRA CZO SIĘ TAK GRZEBIESZ JA MUSZE LANOSA ZAPARKOWACZ BLISKO BO NIE BEDZIEMY PRZECIEZ JAK TE FRAJERY AUTOBUSEM JECHACZ


enjoy twoje szukanie miejsca przez godzinę zamiast raz w roku pojechać tym je⁎⁎⁎ym autobusem. więc dumnie w dresach EWERLAST xD anone gotowy, jedziemy. oczywiście miejsca nie ma, ojczec wąsem kręci z niezadowolenia, tak bardzo rozjebany xD pokrzyczal trochę na wszystkich dookoła i w końcu jest miejsce. na grobach typowo


ten żółty trochę w lewo


DEJ GRAŻYNA JA TO ODPALE xD


anon pomodliles się?


ale ten duży to do wujka mirka czo


na szczęście nie spotkaliśmy nikogo z rodziny i już myślałem, że jestem na prostej drodze do swojej ukochanej piwniczy ale nie, k⁎⁎wa, nie może być tak łatwo otóż tate miał w pracy kolegę heńka, któremu to parę miesięcy temu spadło się z rowerka. postanowili pójść jeszcze na jego grób. czułem że coś się świeci ale przecież mądry anon po szkodzie xD


docieramy na grób heńka a tam stoi inny hehe kolega z pracy, nazwijmy go mariusz, taki facet który mógłby zagrać zula bez charakteryzacji, ryj tak bardzo rozjebany naftą, zawsze szluge w łapie. ale ale, czo ja widzam xD mariusz, żona i do tego córka. anuncjo. co to była za loszka, 10/10, taka cicha myszka, idealna dla anonka, szanowałbym motzno ;3 oczywiście ja erise, ryj -3/10, nigdy się nawet nie całowałem xD podeszlismy i oczywiście


ooo grazynko ile my się nie widzialysmy xD


oj bozenko to już z rok będzie, jak ten czas leci xD


ale masz przystojnego syna, ale wyrósł, a taki malutki był xD


ale z twojej córci to już się młoda kobietka zrobiła xD anon przedstaw się koleżance


popar dał mi siłę i coś tam wykrztusilem xD typu hehe no cześć seba jestem hehe no cześć karolina (idealne imię, moje serce topnieje ;3) i znowu mamełe


ale ten heniu to za szybko odszedł, za szybko


za szybko no ale co zrobisz takie życie że bozia tych dobrych nam młodo zabiera xD


ojciec w tym czasie wykładał mariuszowi dlaczego przerobienie lanosa w LPG to najlepszy interes jaki w życiu xD typu że koncerny szamochodowe oszukujo wszystkich w zmowie z amerykanami i że powinni w każdym samochodzie montować fabrycznie LPG xD tyle oszczednosci, taki wygryw xD ja próbuję milczeć tak żeby było jak najmniej niezręcznie, coś tam przy grobie przestawiam inb4 porozmawiaj z loszka, w swoim życiu rozmawiałem z kobieta może 3 razy, ostatnio w licbazie ;_; oczywiście za każdym z tych 3 razów byłem obsrany jak bohatyr narodowy lesław wełensa na przesłuchaniu USB xD potem zaczęła się żenada.


sebuleczku może chcesz kanapkę? twoja ulubiona z pastą jajeczna


okurwamojatfasz.raw


super pomysł k⁎⁎wo, masz społecznie upośledzonego syna to jeszcze go trzeba upokorzyc przy obcej piękności ;; mame zawsze robi kanapki, nawet k⁎⁎wa jak jedziemy po zakupy i zawsze musi je wyciągać przy ludziach i wciskać mi na siłę ;_;


mame daj spokój, nie jestem glodny


karolina lekko się zaśmiała pod nosem, myślałem że zapadne się pod ziemię, sytuację pogorszyła jeszcze żona mariusza


oj seba ty to masz szczęście z taką mama, teraz to musisz sobie znaleźć żonkę co tak o ciebie zadba hehe


hehe a nasza karolinka robi pyszniutkie kanapeczki


niewiecorobiczzaba.html, udalem ze sie smieje mimo tego że nogi aż się podemna uginaly ;_; myślałem że to już koniec cierpień mi ale spierdolince przeciez zawsze wiatr w oczy i c⁎⁎j na pape ;_;


sebastian weź tam z karolinka zapalcze znicze, karolinka była w liceum plastycznym i teraz idzie na asp, W WARSZAWIE, na pewno jakoś ładnie to wszystko ustawi xD


to polactwo


magazyn pół etatu here, zero perspektyw, nuklearny przegryw


loszka ma w swojej ślicznej zgrabnej rączce siatkę że zniczami


wyjmuje jednego


anon masz ogień?


japierdoleonadomniemowi


podałem jej zapalniczke z wizerunkiem Największego Polaka Papieża Polskiego Janusza Pawlacza xD sprawdziła czy działa i TO się stało


ona chce postawić ten znicz na nagrobku


ona się schyla


ona wypina swoją idealna pupinkę w ciasnych, czarnych dzinsach


ten widok


pape twoje dzieło stworzenia napawa mnie dzisiaj radościo xD


tutaj wrócę się na chwilę do początku mojej opowieści, wspomniałem o mojej porannej rutynie. co robi każdy szanujący się spierdolinek przegryw jak wstanie rano? otóż to, fap! wypracowalem sobie idealny system fapu, tj. walę rano na kiblu po porannej kupie, potem po obiedzie i przed snem (wtedy moge spust w majty bo je zmieniam, to moja ulubiona cześć dnia ;3). jeśli ominie mnie któryś zaplanowany fap to mój kutacz się o niego upomina. i to też się stało.


KOSCIEJ. NIE K⁎⁎WA JAKIS DELIKATNY WZWODZIK TYLKO HARDY KOSCIEJ (oczywiście mam małego ale jednak jak stanie to te 10cm wystaje) . MAŁO TEGO, W DZINSACH TO AŻ TAK NIE WIDAĆ ALE PRZECIEZ RANO ZALOZYLEM DRESY EWERLAST ;; Trzeba szybko demydż kontrol xD czo tu zrobić żeby zamaskowac garbe w kroczu xD no to jakoś tam złożyłem ręce i zacząłem się modlić xD


pape uwolnij nas od grzechów i rozmiękcz koscieja mego xD


karolinka ;3 zdążyła już ustawić wszystkie znicze i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Jakby tego wszystkiego było mało to mame do mnie


anon my tu sobie jeszcze pogadamy, weź wiaderko idź po wodę to kwiatki podlejesz


musze przejsc obok loszki a mam koscieja


k⁎⁎we. szybko odwrocilem się od loszki wziąłem wiaderko i tak trochę bokiem przecisnalem się między grobami. myślałem że kosciej ustąpi ale przed oczami ciągle miałem pupkę karoliny i wtedy wpadłem na genialny pomysł: stanę sobie przy jakimś drzewku i fapne dyskretnie w spodniach (a dodam, że umiem sfapac w 30 sekund) i będę miał spokój. ciąg zdarzeń który nastąpił przerosl moje najgorsze koszmary


stoisz pod drzewem na cmentarzu i fapiesz


jak ja sie tu znalazłem xD


k⁎⁎we bozia patrzy xD


k⁎⁎we gdzie spust, nie ma chusteczki


w majty xD


tuż przed końcem przymykasz lekko oczy i przypominasz sobie widok sprzed paru minut


sążny spust prosto w cottonworld, uczucie tak bardzo pieniądz


czuje dobrze rzaba


odwracasz sie


karolina stoi 5 metrow dalej


jej mina taka rozjebana


chyba stała tam od przynajmniej kilkunastu sekund


przypominasz sobie ze masz na sobie dresy a nie dzinsy


w kroczu tak bardzo plama spermy wielkości połowy dłoni


ona łamiącym się głosem mówi że długo nie wracałes i kazali jej sprawdzić czy wszystko ok


tak bardzo widzi twoja plame


tak bardzo wie co robiles


tak bardzo widziała jak fapiesz


tak bardzo zdegustowana


czo robicz


hehe no kurde blaszka wodą się oblałem hehe xD chcialem troche wyschnąć zanim wrócę xD


widzisz, że ci nie wierzy


wracacie do rodziców w milczeniu


ona mówi coś jej mame na ucho, zegnają się szybko i od razu spierdalaja


wszyscy widzo jej minę i twoja plamę i wiedzo i ty wiesz ze wiedzo


po powrocie do domu mame siada z toba i tłumaczy że to normalne że masz popedy xD że każdy chłopiec tak ma i czasem musi sobie ulżyć xD tylko lepiej by było żebyś nie robił tego w takich miejscach i ogolnie przy ludziach xD


MAME JA MAM 20 LAT


chce ci sie plakac nas swoim zyciem


i tak zalicz wieczorny fap w majty


płacz przez całą noc


przelknij tą żenade i upokorzenie, wróć do swojego żałosnego życia


absolutny brak profitu


#heheszki #pasta #byloaledobre

Zaloguj się aby komentować

wchodzi cejrowski do murzyna


-DZIEŃ DOBRY


-DZIEŃ DOBRY K⁎⁎WA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?


-DAJ MI TO CO MASZ W RĘCE


-NO DAJ


-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST MURZYN


-HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD


-DOBRA IDZIEMY DALEJ


- O! A TU MAMY ŚCIANĘ. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO ŚCIANY POLSKICH DOMÓW? GRUBE, SOLIDNE CEGLANE.


- A TU ŚCIANA Z GUWNA. SRAJĄ DO WIADRA, PROSZĘ PAŃSTWA, WSZYSCY Z WIOSKI DO JEDNEGO I POTEM, PAN SIĘ PRZESUNIE, RĘKAMI TO NABIERAJĄ, MIESZAJĄ ZE SŁOMĄ I, UWAGA STOPIEŃ, I LEPIĄ ŚCIANY.


- I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA TRZYMA. JEST SOLIDNE, TANIE W BUDOWIE I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A W POLSCE? NO W POLSCE JAK W LESIE.


a wojciechowska, k⁎⁎wa


-chlip chlip ta Kobieta ma tak ciężko


-j⁎⁎⁎na patriarchalna Afryka


-ehhh tak by sobie chciała chodzić na disco i dawać d⁎⁎y


-a nie może


-dajcie wzruszającą muzykę


-trzymaj się mbubu


-będę do ciebie pisać


-kocham cię ehhh


#pasta #heheszki

7127f17d-036f-42e5-ae0a-29a517cee28f

Zaloguj się aby komentować

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą zabraniała mu jeść mięso, głównie w niedzielne poranki.


Śmiech masakrującego lewaków Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył wesołe i donośne dźwięki pod obraz Króla Korwina w pokoju Macieja. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po klawiaturze oglądając zdjęcia reklam białka KFD na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.


,,Puk puk".


Pierwsza myśl - Elfik32. Dama, która zrobiłaby wszystko za wizytę w elewatorze zbożowym.


Białek poczuł się ważny. Myśl o ogromnych silosach przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje afera, którą żaden z moderatorów nie będzie mógł opanować. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.


Elfik32. Czarna owca moderacji stała w progu oparta o framugę ze swoim uśmieszkiem modelki. Baletki, krótka spódniczka i motzno wiosenny wianek jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą.


- Wstawiona jak zwykle - pomyślał Michał.


Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej.


Elfik sprawnie zrzuciła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.


Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stronie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z kebabem na cienkim cieście w ręku. Ale... Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.


Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.


- Mały kebsik jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę egzotycznego dania, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę.


- Zostaw. - powiedziała stanowczo.


Zaskoczony Kiner wypuścił zawiniętego placka z ręki. Trzydziestoparocentymetrowy posiłek bezwładnie opadł lekko brudząc spodnie Kinera, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem rzuciła się na kebaba. Od czasu nieudanego eksperymentu z falafelami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie.


- Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za pokrytą sosem część mięsa z sałatą i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka chciała wziąć jego kebsa. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu.


Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego kolację Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji.


- Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację.


Elfik puściła kinerowy smakołyk i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów.


- Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka.


Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z ubrudzonymi spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami w nieładzie i zaczerwienioną od pikantnego sosu twarzą. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił dotknąć kebaba, z zapałem oblizującą usta poplamione sosem. To on powinien być na jej miejscu.


Białek zamknął oczy, czując delikatny zapach wołowiny blisko swojej postaci. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona właśnie zjada ogromnego steka z antrykotu. ,,Co za kłamliwa kobieta, a miała być weganką" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów.


Elfik przeszła do lizania swoich palców, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka.


- Wiesz co jadł twój kolega? - szeptnęła, kurtuazyjnie przenosząc wzrok na jego twarz. - Soczystego kebaba z wołowiną robionego przez...


- Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło obrzydzenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął najedzoną Stecką od siebie.


- Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety delikatnej. W sekundę później Kiner stanął ze spragnionym soczystego i pikatnego posiłku Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich pragnienia równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja.


- Zjedz go ze mną - wycedził Kiner. - Zjedz go ze mną tak, żeby zapiekł nas potem motzno odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów.


Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast podsunął mu kebaba pod usta.


- Nikt się nie dowie. Ta weganka Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów.


Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda z jedzeniem mięsa mogła zmienić w imidżu wegana alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki, zawinięty w ciasto kawałek wołowiny do ust i wymusić odruch żucia.


Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i wytarł t-shirt jednym pewnym ruchem. Biały delikatny wzór adidasa i plamy z sosu na piersi Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka.


- Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi go? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził kebaba z folii, który aż do tej chwili otaczał tego pysznego sk⁎⁎⁎⁎syna. Odwrócił się i ułożył go w pozycji poziomej na stole, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasno zawinięte ciasto zachęcająco przedzierało się przez gąszcz delikatnego sreberka, aż prosząc się o gryza. Brzuch Białka zareagował na ten widok od razu, dość donośnie wydając z siebie burczenie o dźwięku podobnym do silnika V8. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Zjedzenie kebaba z kolegą z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą.


Białek pozbył się resztek folii i pewnym krokiem podszedł do czekającego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Zacisnął rękę i jednym ruchem wbił wciąż ciepłego kebaba w miękkie usta programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i brzuch Kinera był tak pusty, jakby miał za chwilę zaburczeć. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny.


Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo małej ilości sosu. Kolejne centymetry potężnego kebaba od Białka znikały w czeluściach jego ust, a zwierzęce mlaskanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużego jak na polskie warunki klona reddita. Białek złapał Kinera za ramię i przyciągnął do siebie.


- Chciałeś żarcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszystą żuchwę kolegi. - Wypełnij mnie tym mięsem, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego wpierdalania kebaba w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej.


Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii... - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć?


- Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy.


Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania wpychał Kinerowi kebaba do ust jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię.


Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła burczenie brzucha. Niespodziewanie pękł jej guzik w koszuli. Dopiero w tym świetle znać było ślady sosu i mięsa, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już całkowicie wytartą, odwróciła się i wypięła brzuch prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc beknął prosto na naddarty materiał elfikowych ciuszków. Elfik wybuchnęła śmiechem.


Po założeniu na siebie fartuchu ułożyła się na podłodze i uchyliła kołnierzyk, pokazując nieco brudną szyję o wyraźnej barwie sosu czosnkowego. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pi⁎⁎⁎⁎lić z tym kebabem?. Białek jednak nie odpowiedział, zbyt zaaferowany stanem pełnego brzucha, który sobie zafundował.


Największy różowy pasek wykopu postanowił zabawić się sam. Sięgnęła ręką po trzonek od łopaty, która była maskotką serwisu i zaczęła nim jeździć po ustach. Ślina gęsto skapywała na podłogę, a Elfik pociągała się za wargi, wijąc się jak piskorz po tanich panelach. Trzonek wszedł w głodną jamę ustną Elfika jak w masło. Prawdopodobnie nie czuła niczego, a choć starała się zwrócić na siebie uwagę przez mlaskanie i udawany zachwyt fejkowym tureckim przysmakiem o drewnianych korzeniach, Białek i Kiner byli zajęci prawilnym kebabem.


Spojeni w męską jedność dochodzili właśnie razem do końca kebaba, o czym obwieścił światu pierwotny śmiech rudego programisty. Zmęczony m__b od razu podziękował Kinerowi, racząc się widokiem ciepłych jeszcze resztek ciasta z sosem. Na pożegnanie przytulił się do opakowania po kebsie, który dostarczyło mu wiele satysfakcji. I - jak podpowiadała mu intuicja - miało dostarczyć jeszcze nieraz. Usta Białka pokryty byłe lekko sosem, lecz Kiner sprawnie sobie z tym poradził, naprędce wycierając białą maź z dojrzałych ust administratora wykopu. - Ten kebab był za⁎⁎⁎⁎sty, nigdy tak się jeszcze nie najadłem. - powtarzał zmęczonym głosem Kiner. - Usiądź sobie, chcę ci podziękować jeszcze bardziej.


Zdziwiony Białek usiadł na czarnym fotelu, po czym Kiner rzucił się do szafy w kącie pomieszczenia. Znudzona Elfik naprędce znalazła się obok niego, próbując go dogonić, by zyskać sobie przychylność Białka. Ten zaś był zaskoczony. Elfik i Maciej wyjęli z szafy poznańskie rogale. Michał był w siódmym niebie. Nie spieszyło mu się już do domu tak, jak kilka godzin wcześniej. Kiner wykorzystał rozmarzenie kolegi, by na koniec wepchnąć mu w usta własnoręcznie pieczonego rogalika i zmusić go do gryzienia. W oczach Białka pojawiły się pierwsze ślady przywiązania, co bardzo Maćka wzruszyło. Nie zepsuło tej chwili nawet faux-pas Elfika, która głoda zaczęła sama jeść rogale. Życie w serwisie już nigdy nie miało być takie samo


#heheszki #pasta

@EndrjuAndrzejewski Jeśli użytkownicy nie nabiorą się na te jego lajkowania postów to zacznie dorzucać vouchery na orlenowskie hot dogi.

Zaloguj się aby komentować

#pasta #wegry #klasyka


https://copypasta.pl/pasta/1045/Pasta-o-leczo


Bądź mną, Anon lvl 28. Odkąd pamiętam mój stary był fanatykiem leczo. Odkąd k⁎⁎wa pamiętam tylko to gotował. Zaczęło się niewinnie, jakoś za komuny jak pojechali z matką i starszym bratem na Węgry. Tak mu k⁎⁎wa posmakowało, że za⁎⁎⁎ał cały garnek miejscowemu Makłowiczowi i wpierdolił razem z matką i bratem do malucha, po czym zaczął spierdalać. Do dziś matka opowiada jak w bananem na ryju wpierdalał chochla za chochlą aż sraki dostał. K⁎⁎wa, komuna jak c⁎⁎j, stacji nie ma i co kawałek zatrzymywał się w krzakach i srał na pomarańczowo. Ale wpierdalał bez opamiętania aż się skończyło. Wy⁎⁎⁎ał ten garnek i mówi: „Grażyna, jutro robimy leczo na obiad!” Stara panika w oczach, brat zaczął płakać. Po powrocie do domu polazł na rynek w poszukiwaniu papryki. C⁎⁎j nakupował ze 30 kilo, przytargał kocioł do weków i wstawił na gazówkę. Jaki był wkurwiony, bo akurat remont instalacji w bloku mieliśmy! Pobiegł do monterów i zaczął ich napierdalać chochlą, aż go milicja na 24 zamknęła. Teraz k⁎⁎wa wszem i wobec opowiada jak on to za komuny nie siedział za wolność kraju. C⁎⁎ja prawda. Siedział za leczo. J⁎⁎⁎ny teraz potrafi stać nad garem cztery godziny i wysyłać mnie dwa razy dziennie po paprykę do sklepu, bo sam za zakaz wstępu. Ekspedientka na mój widok wypierdala z magazynu bez słowa worek z papryką. Tachaj to k⁎⁎wa na trzecie piętro bez windy. Raz chciałem się wykąpać to k⁎⁎wa „Nie teraz k⁎⁎wa, bo się papryka moczy!”. Noszkurwa, żeby we własnym domu nie można się było umyć! J⁎⁎⁎ny potrafi stać nad garem i do siebie gadać „Ale bym sobie leczo zjadł!”. Potrafi za⁎⁎⁎ać cały zamrażalnik tym gównem. Za dzieciaka na wielkanoc kazał nam iść szukać prezentów od zajączka pod blokiem i k⁎⁎wa co znalazłem pod krzakiem? Słoik leczo k⁎⁎wa! Super k⁎⁎wa prezent. Pomijam fakt, że słoik był ciepły, a stary mi go za⁎⁎⁎ał i wpierdolił na śniadanie. Z resztą on nic innego nie wpierdala. Kiedyś chciałem sobie lody zeżreć. Stary oczywiście maczał w tym palce i zrobił lody z leczo! K⁎⁎wa, wyobraźcie sobie leczo na patyku! Raz przejebał z solą i pieprzem, bo mu opakowanie do gara wpadło. I tak to k⁎⁎wa zeżarł. 15 litrów w dwa dni, czaicie?! Żarł i srał leczo. Brat mu powiedział, żeby sobie rurę z d⁎⁎y do mordy zamontował, bo się wkurwił na niego. Ojciec okładał go workiem z papryką, a potem lamentował że 20 kilo do wyjebania przez niego! Wigilia, święta, stypy tylko k⁎⁎wa leczo na obiad! Goście już do nas nie przychodzą, bo kto to k⁎⁎wa będzie wódkę leczo zagryzał. Raz w Krakowie na wycieczce ze starymi chciałem iść do makdonalda, to on „gdzie te k⁎⁎wa chemje będziesz żarł, tatuś nagotował dobre jedzonko” i zdejmuje termos wojskowy z pleców na środku Rynku. Matka w torbie na szczęście dwa bochenki chleba miała przygotowane na tę okazję. Siara przed kolegami, bo jak mnie w podbazie na wycieczkę do Biskupina wysyłali, to stary przytargał przyczepkę z beczka od kapusty kiszonej pełnej oczywiście k⁎⁎wa leczo! „Zjedz sobie, bo cały dzień będziecie chodzili!” Potrafi całego świniaka wjebać zamiast kiełbasy do tego chujstwa. Bo niby taniej. A właśnie, kupił sobie kocioł elektryczny na 500 litrów i wstawił do suszarni w bloku. Administracja już olewa sąsiadów, że ma go stamtąd wy⁎⁎⁎ać. Poddali się po 70 wezwaniu. Teraz zamawia paprykę z gospodarstwa. Hurtowo. Matka płacze, że przez to jego leczo nie ma na nic innego kasy. Więc wymyślił, że zrobi bar w którym będzie leczo tylko. Na gęsto, na rzadko, na srako i owako!


Ojciec jak tylko mógł kombinował kasę na nowy interes. Po wizycie w kilku bankach, w których z resztą stwierdzili, że jest niedojebany mózgowo siedział przez tydzień wkurwiony i kminił. Tak k⁎⁎wa kminił, że w sobotę o 4 nad ranem wy⁎⁎⁎ał z zaanektowanej suszarni krzycząc coś o Węgrach. A właśnie, w suszarni odcięli mu prąd po pół roku, więc tylko teraz przesiadywał tam i przytulał kocioł. Znowu gotował w domu nakurwiając rachunek za gaz. Strasznie bóldupił jak te z administracji nic nie rozumiejo i tylko żerujo na czynszach. W sumie k⁎⁎wy mogły mu ten prąd zostawić, bo znowu cała chałupa j⁎⁎ie. Wrócił do domu z furią w oczach, że k⁎⁎wy nie chciały mu biletu sprzedać na polskiego busa z bagażem w postaci kotła 500 litrów! W końcu u wujka, który w budowlance robi wyżebrał busa, którym to na Węgry pojedzie. Napierdalał o swojej wizji interesu cały k⁎⁎wa dzień napierdalając nożem papryki w łazience naprzemian stojąc w kuchni przy garze. Machał w nim jak k⁎⁎wa na speedzie! Aż mu się oczy świeciły. Następnego dnia podjechał wujas, a ten mu k⁎⁎wa kazał wpierdolić ten kocioł na pakę. Strasznie się pożarli, bo chciał jeszcze od niego na paliwo wyżebrać. Cebula mocno. Zaczęli się napierdalać w tej suszarni, aż matka musiała ich rozdzielić. Stary z limem pod okiem zwiesił pizde i lamentował. Wujas zabrał busa i tyle go widzieliśmy. Skłócony jest strasznie z ojcem. W sumie mu się nie dziwie. Stary wjebał na uspokojenie cały gar, oczywiście nie przemieszanego leczo, które od spodu się zdążyło przypalić. Darł przy tym p⁎⁎dę na nas, że nie pilnowaliśmy. J⁎⁎ie mnie to. Tym razem uderzył do jakiegoś kolegi z pracy, ale ten tylko miał osobówkę. Kurwił ojciec, ale c⁎⁎j, załadował gar 15 litrów do bagażnika i pojechali. Było pięć dni spokoju w domu. Wrócił zajeżdżając pod dom jakąś ciężarówką z jakimś sprzętem i krzyczał „Grażyna, zwalniam się z roboty! Znalazłem k⁎⁎wa inwestora na Węgrzech!”. K⁎⁎wa, tego już było za wiele. Z ciężarówki wysiadł jakiś koleś w wieku ojca i zaczął napierdalać jakieś byszy ryszy kysze leczo eżgdar. Za c⁎⁎ja nie wiedziałem o co mu chodzi. Stary też nie, ale cieszył się jak dziecko. Podobno na wyjeździe molestował jakiegos tłumacza, który mając go dość zgodził się na tłumaczenie rozmowy o interesie. Po tygodniu ponownego gotowania i wpierdalania leczo kupili przy wylotówce z miasta jakąś ruderę do remontu. Stary podniecony na maksa spuszczał się nad wizją zarobienia kokosów na leczo. C⁎⁎j, niech mu się wiedzie. Ja miałem tego dość i podjąłem decyzję o wyprowadzce. Matka wkurwiona na mnie, stary jeszcze bardziej, bo kto mu k⁎⁎wa będzie pomagał. Kazałem mu spierdalać i zatrudnić kogoś. Po remoncie ruszyli. Na początku napierdalał od rana do nocy przy tym swoim kotle 500 litrów i sprzedawał, ale nie wyrabiał. Jaki wkurwiony był, że musiał zatrudnić osobę do pomocy. Biedny człowiek, nie wiedział na co się pisze. Co rusz k⁎⁎wa zjebe od starego dostawał, że źle gotujo to leczo, że on inaczej, że c⁎⁎j go jasny strzeli. W międzyczasie zdążyłem się wyprowadzić 50km od domu. Ale to niestety nie koniec przygody.Minęło kilka tygodni odkąd mnie nie ma w domu. Dzwonię co dzień do matki, ta w sumie już nie taka wkurwiona, bo starego w domu całe dnie nie ma, interes nawet idzie. Coś mi gada, ze stary ochujał, bo te ludzie leczo żro jak po⁎⁎⁎⁎ne i będzie jakąś fabrykę stawiać z tym Węgrem. C⁎⁎j, dobrze, że w tym się stary odnalazł. Może to i lepiej. Nie, nie było lepiej. Staremu odkurwiło do tego stopnia, że postanowił pierdolnąc sobie gar największy k⁎⁎wa na świecie. Przekurwawyjebisty. Nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać. Ten co na początku robił nawet dostał jakąś wyżej posadę. Stary mimo, że jest prezes to sam zapierdala przy tych kotłach, bo co chwilę chujoza go łapie jak widzi jak uni jego leczo beszczeszczo. Matka dzwoni i mówi, że stary o jakieś fundusze się stara, dofinansowanie. Jak się okazało c⁎⁎ja w zęby dostał. Ponoć sam marszałek starego chce pozwać, bo taką manianę odpierdolił przy wniosku. J⁎⁎⁎ny chciał dotacje na innowacyjność, to go wyśmieli, że leczo to nie innowacyjność i ma spierdalać. Tak w skrócie. Ku⁎⁎⁎ca go ponoć nieziemska wzięła, że pinionc obok nosa przeszedł. Ale, nie ma tego złego, bo stary dostał kontrakt na leczo do Stonki. Teraz oprócz tego przekurwistego gara będzie miał całą linię chłodniczą. Węgier jak to usłyszał to konia walił przez tydzień na zmianę z sekretarką. Znaczy ona mu waliła, nie on jej. Stwierdziłem, c⁎⁎j pojadę zobaczyć co tam się dzieje u ojca. Jadę se k⁎⁎wa pekaesem, a tu z 10 kilometrów widać wykurwistą jakąś fabrykę. Myślę sobie „o ty c⁎⁎ju stary, żeś odpierdolił ładnie”. Wyobraźcie sobie k⁎⁎wa jakiś ciśnieniowy gar wielkości pałacu kultury. I na tym jebitny k⁎⁎wa neon LECZO! O sk⁎⁎⁎⁎syn. Stary zamawia paprykę, pomidory już na wagony. Zatrudnia jakieś 500 ludzi, ale oni „nic nie wiedzu o leczo, sam musze pilnować” jak to mówi. Zajeżdżam pod tą starego fabrykę, on do mnie wychodzi i mówi „pacz k⁎⁎wa synek, trzeba było tu zostać i mnie pomagać, byś dyrektoram został”. Wchodzimy do odjebanego gabinetu, a tu k⁎⁎wa oczom nie wierzę. Basen z leczo! K⁎⁎wa, olimpijski basen pełen leczo! Stary rozbiera się do gołego pindola i wpierdala się do tego basenu z leczo. K⁎⁎wa, co tu się odjebuje?! Wychodzę, nie zdzierżę. Potykam się o jakiegoś przestraszonego technika, który się drze „panie prezes, zawór ciśnieniowy się zaciął zaraz to wszystko wykurwi w powietrze!”. Odwracam się i widzę starego z fiutem na wierzchu jak w przerażeniu patrzy na pojawiające się pęknięcie w przekurwistym garze z leczo. „KUUUUUUUUURWAAAAA!”. Nie dokończył, gdy całe leczo zaczęło spierdalać jakby łysy z brejzers trysnął przez tę szczelinę zalewając miasto. Nawet na tefałenie o tym mówili. Miasto zalane przez leczo! Stary taką traumę wyłapał, że mi czasem go było żal. Odgrzewał tylko to leczo co było w zamrażarce i wpierdalał, do nikogo się nie odzywał. Wpierdalał i milczał. Milczał i wpierdalał. A nie, jeszcze sraki dostał, ale nawet na kiblu srając przepuszczał przez siebie leczo. Tylko przez sen kurwował na jakiegoś Zenka co mu sabotaż fabryki z zazdrości zrobił. Aż nadszedł ten dzień. O ja głupi, miałem nadzieję, że nie nadejdzie. Stary obudził się z okrzykiem „WIEM!”.


„WIEM K⁎⁎WA, WIEM!”. W tym momencie optymizm prysnął jak dobrze wyrośnięty pryszcz. Po c⁎⁎j znów się do domu przeprowadzałem? Stary ubrał się i o dziwo nie zeżarł leczo na śniadanie, tylko wy⁎⁎⁎ał z domu jeszcze szybciej niż wtedy jak na Węgry jechał. Myślę sobie, po kiego grzyba, co on znowu k⁎⁎wa wymyślił? Toć kasę za odszkodowanie ma, to niech siedzi na piździe w domu i się nie rusza. No ale nie mój stary. Wrócił po południu. Czerwony jak sam sk⁎⁎⁎⁎syn na ryju i dyszący jakby ataku astmy dostał. Spodziewałem się kolejnych worków z papryką, ale tym razem się na nieszczęście myliłem. Przytargał jakąś torbę ważącą z 50 kilo, jakieś siaty z ubraniami. Nie zgadniecie co ten stary pojeb wymyślił. Za c⁎⁎ja nie zgadniecie. Też bym nie zgadł. Aż mnie na moje nieszczęście oświecił. „Anon, pamiętasz to sąsiadke, co ona tam po tych szamanach jeździła? Spod trójki, nie?”. O c⁎⁎j mu chodzi pomyślałem. „No pamiętam tate, a co z nią?”. Jak ja żałuję, że k⁎⁎wa zapytałem… „Bo oni tam LECZO raka! I jo wyleczyli!”. K⁎⁎wa, no nie. W tym momencie rzuca otwartą torbę i siatę na szklany stół, z której wysypują się instrumenta lekarskie. Torba ciężka jak sam sk⁎⁎⁎⁎syn, blat pęka, matka drze mordę na ojca, on na nią, że nic się nie stało i kupi nowy, jakiś pies w korytarzu (od kiedy mamy psa?!) chce iść się wysrać, bo go stary leczo karmi i wali taką srakę jak ociec po tym żarciu. Cyrk k⁎⁎wa na gąsienicach. Tak, zgadliście. Stary chce leczyć raka przy pomocy LECZO! Ręce opadli. Twice. Dzwoni do wujasa, tego od budowlanki, ale jak się tylko połączył, to usłyszałem ze słuchawki stek urywanych przekleństw najwyższych lotów pod adresem starego. „C⁎⁎j mu w d⁎⁎ę”. Stary nie był dłużny. Poleciał na pocztę dać ogłoszenie do gazety. Później w kilka dni ogarnął nową miejscówkę z równiej jebitnym neonem (tak, to ten co z fabryki został) – Tutaj LECZO raka. Nawet nagrał komórką reklamę, co ją wysłał do naszej kablówki : kobita idzie ulicą i pyta przechodnia „Gdzie tu LECZO raka?”, w tym momencie wyskakuje mój stary w kitlu i drze japę „TU LECZO!” i adres. Żenua lvl 9999 albo i lepiej. Siara się na mieście pokazać. Pacjenty walą drzwiami i oknami. Jak się łatwo domyśleć wcale k⁎⁎wa nie leczo. Po pół roku do starego przyjebała się izba lekarska, że nie ma prawa wykonywania zawodu. I c⁎⁎j bombki strzelił. Staremu dowalili wyrok w zawiasach, na szczęście odszkodowania z kasy po fabryce popłacił. Teraz kurwi i chuji w domu, że nie pozwalajo na nic w tym kraju. Miałeś stary capie za⁎⁎⁎⁎sty pomysł. Taki był wkurwiony, że znów żarł i srał leczem. Aż pewnego dnia przyniósł z kiosku po egzemplarzu Wędkarza Polskiego, Świata Wędkarza i Super Karpia. No i się zaczęło…

Zaloguj się aby komentować

O co poprosiłem ChatGpt?


Napisz śmieszną historię w postaci pasty.


Bohaterownie: Michał Białek, Ania Stecka, Daniel Obajtek


Miejsca: Serwerownia wykopu, stacja paliw orlen, pole zboża


Rzeczy: Parówki, hot-dogi, pieniądze


Wydarzenia: Porównywanie rozmiarów parówek, naga sesja w zbożu Ani, awaria wykopu, ucieczka użytkowników na hejto


Co dostałem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Michał Białek, Ania Stecka i Daniel Obajtek siedzieli w serwerowni wykopu, zajadając się parówkami.


"Ej, patrzcie na moją parówkę" - powiedział Michał - "jest o wiele większa niż wasze!"


Ania i Daniel spojrzeli na swoje parówki i musieli przyznać, że Michał miał rację.


"Nie ma sprawy" - powiedział Daniel - "pójdziemy na stację Orlen i kupimy hot-dogi, one na pewno będą większe niż twoja parówka, Michał"


Wszyscy trzej udali się na stację Orlen, ale tam okazało się, że hot-dogi były jeszcze mniejsze niż ich parówki. "Co teraz?" - zastanawiali się.


Wtedy Ania zaproponowała, żeby pojechali na pole zboża i tam zrobili nagą sesję zdjęciową.


"Jesteście szaleni?" - powiedział Michał, ale po chwili zastanowienia przystał na pomysł.


Na polu zboża Ania zaczyna robić wyzywające pozy, a Michał i Daniel robią jej zdjęcia. W pewnym momencie Michał zauważa, że jego telefon przestał działać. "Co się dzieje?" - pyta. Daniel wyciąga swój telefon i okazuje się, że nie ma dostępu do internetu.


"Awaria serwera!" - krzyknął Michał - "Musimy wracać do serwerowni!"


Wszyscy trzej biegli do samochodu i jechali jak szaleni, ale gdy dotarli do serwerowni, zobaczyli tylko puste pomieszczenie.


"Co się stało z użytkownikami?" - pytał Daniel.


"Zapewne uciekli na hejto" - odpowiedział Michał.


"A co z naszymi pieniędzmi?" - spytała Ania.


"Też na pewno na hejto" - powiedział Daniel.


Wszyscy trzej patrzyli po sobie z przerażeniem, ale w końcu roześmiali się. "Cóż, przynajmniej mamy ze sobą siebie i te wspaniałe zdjęcia z nagiej sesji w zbożu" - powiedział Michał.


Ania dodała: "I nie zapomnijmy o naszych wspaniałych parówkach, które okazały się większe niż hot-dogi z Orlenu"


Daniel wpadł na pomysł, żeby spróbować otworzyć własną serwerownię i zacząć od nowa. "Będziemy robić parówki, hot-dogi i pieniądze!" - krzyknął entuzjastycznie.


"Brzmi jak plan!" - powiedzieli równocześnie Ania i Michał.


Tak więc, trójka przyjaciół zaczęła działać. Otworzyli własną serwerownię, która szybko zdobyła popularność dzięki ich wyjątkowym parówkom i hot-dogom. A kiedy już zarobili odpowiednią ilość pieniędzy, mogli pozwolić sobie na pole zboża, na którym co roku organizowali nagą sesję zdjęciową.


I tak, dzięki ich dzielności, determinacji i smakowitym parówkom, stali się oni nie tylko szefami serwerowni, ale również symbolami niezależności i sukcesu w branży internetowej.


#heheszki #pasta #wykop #bekazwykopu

@Horvath Powiem Ci, że podszedłem do tego dla beki i od niechcenia, a jak zobaczyłem efekty to odjebaliśmy z tym botem taki raporcik jak ta lala XD

@Shade Nie musisz mi mówić, w pracy działam nad sklepem internetowym, w celach SEO polecają prowadzić bloga. Kto pisze wpisy na blogu? xD

@Horvath No i szafa gra, ja też się już nie będę przemęczał więcej od jutra bot będzie za mnie wszystkie maile pisał XD

Zaloguj się aby komentować

<miej może z 8 czy chooy wie ile lat


<przechodzi okres fascynacji d⁎⁎ą i kupą


<przyjeżdza ciocia ze swoimi kuzynkami


<pokazuj kuzynkom siura i d⁎⁎e mówiąć


<"gitarka czy bębenki?" chwytajac najpierw kootasa i grajac nim jak na gitarze a potem na d⁎⁎ie jak na bebenkach


<inba


<gowniary ida do swojej mamy


<ciocia przychodzi i gada do ciebie że co sie wogle odjaniepawla


<mówi "a jakbym ja przyszla to mi też byś tak pokazał?"


<leżąc la łozku zarzuc nogi na siebie


<ściagnij spodnie od piżamy tak że patrzy ona wprost na twoj odbyt


<złap sie rękoma za oba posladki i rozszerz je mówiąc "dzieńdobry" tak żeby wygladalo ze to dwoja d⁎⁎a mowi


<ciocia patrzy na ciebie chwile po czym wychodzi bez słowa


#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

bądź mno lvl 35


posiadaj farmę


żona typowa kura domowa


te Hilda co na obiad?


rzepa


k⁎⁎wa znowu


ej Lobart


rzepa się skończyła


weź skocz


ja pi⁎⁎⁎⁎le nie chce mi się


JUŻ!!!!one!one


dobra dobra już idę


podbija typek lvl 1


w samej piżamie


w dodatku cały czas chodzi z kijem przy d⁎⁎ie


CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?


potrzebuję ubrania


70 sztuk złota


może się jakoś dogadamy?


jeśli chcesz możesz dla mnie pracować


trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole


zrobił to w pół minuty


chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy


dobra sprzedam za 60


to za dużo


pracy na farmie jest sporo


w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię


hehe no dobra 30 xd #januszebiznesu


co za debil kupił to


ja bym żądał zapłaty


ale nieważne


mija dzień


budzę się


chcę się przejść po polu


a tu zonk


zmutowane biedronki najechały moją farmę


wtf


ten sam typek co wczoraj podchodzi


przypakowany, z mieczem w ręku


w dodatku przyjęli go do milicji


przyszedłem rozwiązać twój problem


yyy


NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?


mijają 2 minuty


wraca


po bestiach ani śladu


on ani zadrapania


no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić


mija tydzień


budzę się


chcę się przejść po polu


nagle podbijają jacyś sataniści


proszę opuścić mój dom


a on na⁎⁎⁎⁎ia


POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY


i wyszli


jakaś j⁎⁎⁎na klątwa


moja żona dostała gorączki


nagle podbija znowu tamten dziwny typek


o c⁎⁎j został rycerzem


yy dzień dobry


co cię trapi Lobarcie


żona jest opętana


poczekaj pójdę po księdza


mija 1,5 minuty


wraca


masz polej ją wodą święconą


k⁎⁎wa co?


jakimś cudem zadziałało


mijają dwa tygodnie


budzę się


chcę się przejść po polu


a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia


wpierdolili się na moje pole i zaczęli nakurwiać zboże


po⁎⁎⁎⁎ni jacyś


ale ich nie przegonię


nagle patrzę


a tu znowu ten pojeb


k⁎⁎wa został palladynem


wyjął swój miecz świetlny


i im wpierdolił


yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota


chyba jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty i mam jakieś zwidy


#pasta #gothic

5256dbcf-1aaa-4a05-a08a-95638f4eaaa3

Zaloguj się aby komentować

my boghactwo hardo, domek jednorodzinny, ajfony, prywatna silownia, ojciec sie wyrwal z biedy, ale jego brat juz nie:


>skory z psow wszedzie, pozszywane jako koce


>papier toaletowy to zawsze stare gazety


>ukradli kiedys motorynke i do dzis jezdza tylko na niej


>ich ojciec pracuje w piekarni, pelno chleba i tylko chleba


>zamrażają chleb


>czasami na swieta wymienia chleb na ziemniaki i robia „frytki” czyli obieraja 20 kg ziemniakow i smaza tyle frytek zeby bylo na miesiac


>myja sie tylko w niedziele


>maja dwie szczoteczki mimo ze rodzina 8 osobowa


>alkohol samogon z kradzionych po nocy sliwek


>dom z cegiel, nieocieplony, dywany wszedzie


>z pomocy spolecznej dostali komputer w 2011 moj kuzyn pokazal mi need for speed 1 ze za⁎⁎⁎⁎sta gierka i jak oni to zrobili wogole


>raz dostali ubrania, nosily je po kolei 6 dzieci niewazne czy chlopiec czy dziewczynka


jesli chcecie moge wam opowiedziec co sie stalo jak raz przyjechali do nas na wakacje, inba non stop.


inba zaczela sie juz na samym poczatku bo oczywiscie oni poza swoje podlasie nigdy nie wyjechali wiec wyprawa do warszawy to dla nich jak na hawaje. Ten moj wujek to ekstermalny janusz, zrobil im konkurs na wycieczke do warszawy xDD powiedzielismy ze calej 6stki nie mozemy przyjac, tylko 3. I tylko na tydzien.


Skonczylo sie na trzech tygodniach bo musielismy ich odebrac i odwiezc a wujek na pociag nie ma pienioznkuw, a my 700zł na beznyne w obie strony to juz mamy.


Przyjechlo ich 3, 2 chlopakow i dziewucha. Poprzednio widzialem ich moze z dwa razy w zyciu nazywali sie : Mirek-12 Adam-15 i Ania-19.Co oni odpierdalali to ja nawet nie. Na poczatku nie wierzyli ze to jest nasz dom. Po co nam taki duzy, hehe pustawo tu troche wujek xD


Jak weszli do srodka to nie wierzyli co sie dzieje. Ogolnie szok, ja mialem wtedy z 15 lat wiec rozumialem ze sie nie przelewa i ze sa biedniejsi ale to oni odpierdalali to bylo gorsze niz opowiesci testo. Moja matka musiala im objasniac co sie robi w łazience. Nie myjemy stop w zlewie. To jest szampon do wlosow, żel do ciała dajemy tyle i tyle. Oni jak na wycieczce w muzeum. Siedlismy w kuchni. Zrobilsmy im herbate i jakies kanapki na wieczor. Adam wzial drewniana lyzeczke z cukiernicy dosypal z 5 lyzek i zaczal nia mieszac. Matka szok szybko mowi ale to jest tylko do nasypywania specjalna! Ten wstaje z ta lyzeczka i wyciera taka ujebana w cukrze i herbacie w scierke. Nieeeeee, beda plamy! Zostawil ja w koncu i jedli dalej jak w domu. Zestresowani w c⁎⁎j, nie wiedzieli co i jak sie robi. To byl dopiero pierwszy dzien i juz wiedzialem ze bedzie bekowo xDD


Matka karze im sie myć, oni nie bardzo bo to dopiero wtorek. Ta dziewucha sie umyla, zuzyla z 50% zapasow kosmetykow matki, chlopaki puscili wode i siedzieli na kiblu xD Dalismy im szczoteczki i umyli zeby, pilnowalismy ich przy tym bo nie chcieli.


rozlokowalismy ich w lozkach dalem im komiksy. Patrze co oni wyjmuja, walkmen. Adam wklada do niego piracka kasete Peja. To byl rok 2007. Mp3 kosztowaly 19zł w markecie. On mial walkmana. No ok, ja sam nie mialem nigdy walkmana wiec dal mi posluchac. Wkladam te sluchawki do uszu i cos tak dziwnie miekkie. Slucham z minute utworu 997 xD wyjmuje a tu k⁎⁎wa one sa az zolte od miodu z uszu.


Dotykam swojego ucha, cale lepiace sie i tluste. OKURWAALEZAJZAJER.GIF i wykurwiam do lazienki. Ja j⁎⁎ie.


Nastepnego dnia sniadanie. Matka nie nadaza z dostawami chleba, sera szynki i pomidorow oni wpierdalaja za szesciu. Ojciec chlodny troll mimo ze to jego rodzina wykurwil do roboty i zostawil nas z nimi. No i teraz co z nimi zrobic. Matka poslala ich z 3 razy do sklepu, ja musialem sie z nimi pokazywac oczywiscie robili siare, gadali z żulami jak z jakimis braćmi w wierze, ten mlodszy powiedzial ze jak mu nie kupie batonow to je ukradnie. Kupilem, ale z drugiej strony umarlem w srodku myslac ze biedni ludzie maja troche pokory. Wrocilismy, co chcecie na obiad?


>yyy MAKDONALD!!!!!1111


>O TAAAK MAGDOLANT!!


>MAAAKDYLYND!!!


Matka zalamana plastikowe gowno chca jesc, powiedziala ze zrobi im w domu naturalne. Drugi raz do sklepu bo ci sie nudza, kupilsmy kilogram wolowiny mielonej z 8 bulek. Zgadnijcie co.


Nie starczylo. Zezarli wszystko usmiechnieci. Dodam ze ten najmlodszy utuczony na tym chlebie i smalcu, ten adam chudy jak kijek a ania taka nie gruba ale otyla. Matka dala mi 50zł i poszlismy na pizze. Zapchali sie pizza, jedli ja poraz pierwszy. Ania miala jednak wieksze plany. Byla blondyna z polski z, twarz kasjerki w realu i oczywiscie jeden plazowy cel-usidlic bogatszego. Chciala isc na dyskoteke.


pyta mnie ania czy sa tu jakies dyskoteki. Mowie ze prawdziwa impreza tylko w centrum xD Ja spierdolina nigdy na nieszkolnej impresce nie bylem xD


Co ona odjebala? Powiedziala ze chce isc na dyskoteke i juz. Ze musi bo ona o tym marzyla cale zycie. Zarobila specjalnie 100zł na zbieraniu wisni tam u siebie zeby tutaj kupic sobie super ciuchy i isc na dyske.


Zrozumial jej plan od razu. Chciala dorwac nasienie jakiegos banana z warszawy i nawet moze sie tu zasiedlic albo chociaz alimenciki. Strachlem ze to ja bede musial jej pokazywac co i jak z klubami w wwie mimo ze jedyny klub jaki znalem to klub warhammera xD. Matka powiedziala ze ok, pomyslimy, zobaczymy, itd.


Przyszedl wieczor. Ci znowu sie nie umyli, ten adam umyl chyba nogi w zlewie xD, Ania tez nie chciala sie myc.


Ojciec wrocil i obiecal ze jutro zabierze do kina, odetchnalem z matka bo po jednym dniu bylismy juz wykonczeni „opieka” xD


dzien drugi


Pojawil sie kolejny problem. Oni nie mieli ubran. Tak serio, przyjechali z jedna srednia walizka. Na „tydzien” zabrali po 2 tshirty marki Fruity, pare cottonworldow i skarpet. Jak chodzili po naszych przedmiesciach wygladalo to tragicznie natomiast jechac tak do centrum byloby po prostu niesmaczne. Byl dylemat, co kupic im ubrania? Dać moje? Dla mireczka znalazly sie moje stare ubrania ktory opinaly jego sadlo, temu adamowi odsapilem jedna stara koszulka croppa xD. Ania chciala profesjonalnie sie ubrac w galerii, miala przeciez 100zł. Nie chcielismy jej sprawiac przykrosci i mowic ze to nawet na jednego buta nie starczy. Apropo butow, ich tez nie mieli. Dalismy chlopakom jakies moje stare buty, gumowe klapki, ucieszyl niesamowicie. POjechalismy z nimi do promenady. Szczerze mowiac nie wierzylem ze w polsce moga mieszkac ludzie ktorzy nigdy nie byli w galerii, nie widzieli jak wielkie tam są ceny, itd. Ania wbiegla do H&M i po 20 minutach chodzenia z moja matka rozplakala sie. Wygladalo to tak zalosnie, ta jej jakas wschodnia gwara:


>jo taka bidna dziewucha nigdy nie widzela takie krasne fatalchy jo codzien tako samo plakuplaku


nie wiem co mojej matce odjebalo ale kupila jej ubran za 450zł. Zazenowany patrzylem jak naklada na siebie te XXL przeswitujace koszulki, dobiera niczym murzyn zlote lancuchy jak najwieksze dodatki. No trudno pomyslalem, niech raz w roku troche zazna szczescia, rucham psa jak sra


Byli bardzo wdzieczni, kupilismy im w croppie jeszcze jakies tanie koszulki, ale bardziej niz w ubraniach to szaleli w markecie. Zawsze mnie zastanawialo, kto kupuje te kilogramowe paczki ciastek za 4zł, 6sciopak SuperColi za 2.40? Wkladali nam to do koszyka bez słowa. Ojciec tylko mowil- nie, odnies. Matka probowala edukowac ze lepiej kupic 100gram za 2zł lepszej jakosci niz kilogram czegos od czego beda tylko wrzody zoladka i smak tektury. Nie docieralo.


Ludzie z innej planety mimo ze geny podobne, za co sie wstydze, lecz nauczylo mnie to troche „tolerancji”-nawet z najwiekszego gowna moze wyrosnac kiedys jakis kwiatek.


Wrocilismy do domu i to byl koniec atrakcji na dzisiaj. Nudzili sie w k⁎⁎we, matka zrobila pierogi ruskie, ja zjadlem 14 oni po 24. Marudzili ze


>nie ma pola (?)


>nie ma motorynki


>nie ma sadow (potrafil caly dzien siedziec na czyichs sadach i wyzerac komus jablka)


>nie mo slodkie (kupilismy im lody Carte’dor za 14 zl, to byl blad, wjebali je w kilka sekund, potem ojciec kupowal jakies wiaderka zielonej budki, nie czuli roznicy)


Coraz blizej byl piatek a ja mialem sie znalezc clubbingiem naszej skromnej Ani ktora szukala bolca.


Ostatecznie matka sie strasznie martwila o jej karynskie cipsko, i uznalismy ze najlepiej bedzie powiedziec ze nia ma zadnych imprez w ten piatek. Nie byla az tak totalnie tepa, w koncu jedyna ze swojego powiatu zdala mature, i nie uwierzyla. Byl piatek po poludniu. Wyszla z niej 100% plazowatosc. Powiedziala mojej matce ze chce sie spotkac z chlopakiem tutaj miejscowym ze po drodze do sklepu spotkala, (codziennie chodzili do sklepu po klika razy bo im sie nudzilo). Moja matka powiedziala ze nieprawda, i nie puszcze nigdzie bo nie wiadomo co sie stanie. Co sie okazalo? ZNALAZLA FAKTYCZNIE JAKIEGOS MATIEGO XDD


Co ja nawet nie, byl od niej z dwa razy mniejszy i dwa razy starszy, kojarzylem go bo byl chyba ministrantem w kosciele XD No ale dobra ona przysiegla na pana bucka ze nigdzie nie odjedzie. Naiwini, uwierzylismy.


Nie miala komorki, bylo juz po 21, zaczynalismy sie martwic. To bylo oczywiste co sie stalo. Pojechala z tym zjebem na centrum na dyske. Zesrani pakujemy sie w samochod i jedziemy do centrum. To bylo az zbyt przewidywalne, ale jak dla mnie bylo za⁎⁎⁎⁎scie bo byla inba xD Ja szczerze mowiac nie jestem bez winy bo troche ich trollowalem. Wkurwiali mnie ze swoim „spojrz na mnie jaki jestem biedny dej 5 złoty” a potem „bo ukradne/bo za⁎⁎⁎ie/spierdalaj” jak nikt nie patrzyl. Tacy cyganie troche mimo ze wszystko rozowi blondyni. Wyzywalem ich czasami ze wiesniaki z was, z buszu, straszylem ze mam paralizator a to byla nokia 5510 xD


Te jeden gnojek grozil mi nozem, to go zamknalem w piwnicy az sie poplakal. Co najlepsze jego starszy brat tez go gnebil. Ogolnie prawo dzungli kto sie daje gnebic tego gnebimy. niczym polskie gimnazjum


Jezdzimy furą. Zadzwonilem do znajomego z gimbazy ktorym byl bananem i impreska co tydzien. Pytalem go o lokale popularne, itd. Wymienil jakies dziwne nazwy Akwarium, Kopalnia Kamieniolomy, takie kluby w warszawie jakby ktos pytal xD


Spytalem o najpopularniejszy i najblizej centrum- rzucil znowu jakims dziwnym gownem, jedziemy gdzie to jest. Niestety c⁎⁎j, nie ma. Czulem sie jak w jakims filmie xD podchodzimy do ochroniarzy i pytamy sie gruba blondyna z takim chudym tu byla. Objechalismy z 5 dysk w centrum. Nic. Wracamy zestrachani do domu. K⁎⁎wa zgubilismy podopieczna. I to jeszcze dziewczyne z c⁎⁎ą. A co jak zgwalcą. A co jak porwa i wywioza. Ja pierdolee. My wracamy, a tu pod bramka domu stoi ta grubaska, az swieci od potu i bladosci. Ojciec sie na nia drze ona lekko na⁎⁎⁎⁎na na poczatku sie cieszy potem placze. Co sie okazalo? Ten jej mati zabral ja do jakiejs wlasnie remizy/baru/chujwieco w sasiedniej dzielnicy. Swoim wsiowo karynowym glosem rozpoczela historyjke


>łon mnie ocyganił(xD) a jo tliła ze miastowe to złe ludzie som chlip chlip


czerwona jak burak j⁎⁎ie jak sto piecdziesiat, ale nie potem tylko olbrzymia iloscia perfumy mojej matki, chyba wylala na siebie calosc


>łon mnie zabroł, do otwocka tam osz za tory


>tanczylom piekne bylo chlopcy piekni


>ja bym tak sie krecila caly dzion


>drinki pilom kolorowi taki


>on taki dobry


>mi sie w glowie zakrecilo upadlam i trzaslo


co trzaslo


>wujek, no tokie mojo one przy barach


co, krzeselka?


>nie, tokie podluzne przy barach do drinki


okurwa.jpg cos rozjebala dupskiem, juz mialem xD na ryju


>i oni mowio ze to tyscionc zlotych kosztuje


>ze plac albo telefon oddaj


>a jo ani jednego ani drugiegoooo


>i jo powiedziala ze zadzwonie do taty i ucieklaaam


no to chyba wszystko ok?


>noo nie bo mateosz zostol i wszystko im powiedziol o mnieee


podjechali jacys pseudowindykatorzy nastepnego dnia, kazali placic. Nazwiska mielismy takie same nie moglismy sie wymigać. Ostatecznie jednak wszystko poszlo na wujka biedaka z podlasia xDD


Opowiesc zbliza sie ku koncowi gdyz inb wiecej az tak oczywistych jak jej nocna przygoda nie było.


Minal tydzien, pytamy sie wujka kiedy przyjezdza


>jo ni moge, praca jest


pan_kidding_z_komixxuw.jpg


siedzieli znowu caly tydzien na dupach nudzili sie. Ojciec zabral ich jeszcze zeby zwiedzic pałac prezydencki gdzie popisali sie szczegolnym robactwem gdyz z poczatku nie chcieli, bali się.


Pytamy czego sie boicie przeciez to takie muzeum. A oni -a co jak prezydent bedzie cos od nas chciol, on nas zabic moze jak chce!!


po dlugim tlumaczeniu ze prezydent nie moze zabic nikogo, i ze nawet go nie zobacza, zdecydowali sie pojsc. Wygladali jak zebracy z XV wieku ktorzy na kolanach wchodza do palacu proszac o kromke chleba dobrego pana. Bylismy juz wkurwieni ze nas obżeraja- juz niczego im nie dawalismy, matka ich do robot zaganiala xD


Kołdra w ktorej spali była ciemnozolta, miejsca jasnobrazowa. Matka wyrzucila 3 zestawy poscieli do smieci jak juz ich wywiezlismy. Wujus dzwonil i sie pluł o te 1000zł bo pewnie do niego dzwonili to ojciec go opierdolil za utrzymanie i oszustwa i ze tak sie nie robi.


Niestety kolejny tydzien przeciagneli i musielismy ich odwiezc sami.


ukradli nam okolo 90 zł, podbierajac reszty, drobniaki walajace sie po domu, itd.


Zniszczyli pare rzeczy, jeden telefon im upadl do kibla bo dalismy tej ani jakis stary sony ericson, otluscili rekami sciany- mycie rak pewnie nie spodobałoby sie papiezowi czy cos.


Rok pozniej chcieli druga trojke nam podrzucic ale juz sie nie zgodzilismy.


Jak przyjechalismy do nich na wesele spalismy w stodole. Na sianie. Moja matka uciekla pierwszego dnia wesela ja razem z nia. Od tamtej pory cala rodzina nazywa nas hrabina i panicz, ale nie utrzymujemy z nimi kontaktow.


#pasta

Zaloguj się aby komentować

jesteś mną


żyjesz w Cesarstwie Rzymskim


jesteś wielkim poetą


loszek i daktyli pod dostatkiem


zapoznajesz jedną X/X i zakładasz rodzinę


czujesz dobrze


rodzi się pierwsze dziecko


potem masz ich już 123


uczysz dzieci swoje


hejże róbcie to co ja


coś jest nie tak


żadne dziecko nie jest podobne do ciebie


czujesz kłopoty


pewnego dnia wracasz niezapowiedzianie wcześniej do villi


zastajesz żonę z kochankiem


to sławny poeta rzymski, Horacy


okazuje się, że on jest ojcem każdego dziecka


wkurwienie lvl 9001


gonisz go


doganiasz i już chcesz bić


on mówi "chwytaj dzień sk⁎⁎⁎⁎synu"


sprzedaje ci kosę pod żebra


umierasz


idziesz do bram nieba


"sorry wergili, nie możesz wejść bo nie wierzyłeś w jezusa"


"ale jezus się jeszcze nie urodził"


"no i c⁎⁎j"


trafiasz do limbo


opracowujesz plan zemsty


mija 10 lat, potem 100


Horacego nadal nie ma


pewnie poszedł do piekła i już go nie spotkasz


coteraz.mozaika


po 1200 latach pojawia się nadzieja


jakiś dante z algierii chce żebyś był jego przewodnikiem w piekle


zgadzasz się dla zemsty


idziesz do piekła


on zadaje dużo pytań


"ej co to za typ gotuje się w garze z budyniem?"


to Białkos z Rogalii


"a za co się smaży?"


nie pytaj


kończysz oprowadzkę


zbierasz ekipe żeby na⁎⁎⁎ać horacemu


nie możesz go znaleźć


pytasz diabła gdzie jest Horacy cwel


"sorry nie ma go tu"


jak to k⁎⁎wa?


"nie wszystek umarł"


wkurwiasz się


wraca Dante


"elo wergili co tam"


rozdziera szaty


okazuje się że to tak naprawdę Hermes, posłaniec bogów olimpu


wręcza ci list i odlatuje w c⁎⁎j


otwierasz list i czytasz


"chwytaj dzień sk⁎⁎⁎⁎synu"


#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.


- Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz.


- To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance.


- A, to przepraszam.


Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.


- Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo.


- Srać mi się chce - odpowiada pies.


- Trzeba było srać przed wejściem.


- Wtedy mi się nie chciało.


Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.


- Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W.


Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.


- Fajfus - mówię do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj.


- Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę.


Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z d⁎⁎y.


- To jest interesująca propozycja - mówi.


Ktoś inny też podchodzi i patrzy.


- To jest świeże - mówi.


Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.


- Odważne - mówi.


- Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich.


- Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta. - Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos.


- Mocne.


Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2015". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.


- Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim - mówi mój pies.


- A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.


- Sądzę, że to gówno - odpowiadam.


- Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem.


- Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf.


- U, T, S - krzyczy kobieta w basenie z moczem.


Jedna z moich ulubionych #pasta #byloaledobre

Zaloguj się aby komentować

Biedronki mają, ze wszystkich owadów, najbardziej ch⁎⁎⁎wy software, jaki istnieje. Serio k⁎⁎wa.


Bo taka na ten przykład pszczoła - zapierdala, szuka kwiatów, nawiguje na słońce, zbiera nektar, znosi do gniazda - no w c⁎⁎j skomplikowane. Zresztą, k⁎⁎wa - mucha. Mucha też musi wyczuwać woń gówna i ścierwa, nawigować, szukać pożywienia, złożyć jaja w jakimś dobrym ścierwie. Wcale nie takie proste.


A jak działa biedronka?


Otóż pierwszy punkt algorytmu biedronki brzmi:


1. Zapierdalaj w górę.


Nie wiem, czy bawiliście się kiedyś biedronkami. Jak się to weźmie na rękę, to zawsze idzie w góre. Zawsze k⁎⁎wa. Zawsze. Jak się jej w połowie drogi odwróci rękę, to się zatrzyma i zmieni kierunek, żeby isć w górę. Można se tak ruszać pińćset razy i zawsze j⁎⁎⁎na w górę. Biedronka to taki j⁎⁎⁎ny owadzi odpowiednik gradientu. Zawsze się kieruje w górę zbocza.


Ma to w c⁎⁎j zabawne konsekwencje, jak się biedronkę postawi na płaskiej powierzchni. Zaczyna iść w przypadkowym kierunku, bo k⁎⁎wa nie ma jak iść pod górę. Najlepiej jak dojdzie do krawędzi. Wtedy ten jej zjebany mósk cannot into logika, tylko zaczyna iść wzdłuż krawędzi. W dół nie zejdzie, bo k⁎⁎wa algorytm, a na płaskie też nie wróci, c⁎⁎j wie czemu.


Kiedyś z kolegą ze studiów znaleźliśmy na wykładzie biedronkę. Ławki w auli były w c⁎⁎j długie, na jakieś 30 m. Mówię mu: pacz k⁎⁎wa i położyłem biedronkę na ławce. Doszła do krawędzi i idzie wzdłuż. Idzie k⁎⁎wa i idzie, doszła do końca, skręciła i dalej wzdłuż kolejnej krawędzi, a potem jeszcze raz i szła znowu w naszą stronę. 45 minut j⁎⁎⁎na szła przez te 30 metrów i ni k⁎⁎wa c⁎⁎ja nie ogarnęła, że sytuacja jest przejebana i może by gdzieś polecieć, bo gówno. Nie, k⁎⁎wa.


Jakby ławka miała kilometr, to by j⁎⁎⁎na zdechła po drodze.


Ciąg dalszy algorytmu brzmi:


2. Jak jesteś na szczycie to poleć byle k⁎⁎wa gdzie.


Jak już pozwolicie wejść biedronce na szczyt palca, czy c⁎⁎ja, czy czegoś, to obróci się dookoła, upewni, że gradient się wyzerował i fruuuu k⁎⁎wa w losowym kierunku. Czasem potrafi wylądować znowy na tej samej ręce xD


3. Jak już leziesz i coś znajdziesz do żarcia, to opierdol.


Nie no, akurat całkiem spoko punkt. Tylko k⁎⁎wa, metoda szukania po c⁎⁎ju.


4. Jak cię coś przestraszy - to się zesraj.


Wiem, że ta żółtobrązowa maź to nie sraka, ale k⁎⁎wa, jakie lepsze słowo może to opisać. Ewentualnie rzygi? C⁎⁎j tam semantyka. Ważne, że jak biedronkę spotka zagrożenie, to zwija nóżki i sra tym smrodem. K⁎⁎wa. K⁎⁎WA. Przecież ma skrzydła, mogłaby spierdalać. Ale nie, k⁎⁎wa. Zesraj się. Najlepsze jak się wpierdoli biedronkę do pajęczyny. Jak byłem mały to wrzucałem tam różne owady. Jak wrzucisz muchę, to do ostatniej chwili walczy, żeby odlecieć i nawet czasem zdąży, zanim ją pająk dorwie. Rzadko, ale jednak. Pszczoła to już w ogóle siła, stronk i mało która pajęczyna utrzyma.


A biedronka co?


ZESRA SIĘ K⁎⁎WA. Przychodzi pająk, paczy, okurwajakjebie.jpg.


Co robi? XDDDDD owija k⁎⁎wę pajęczyną i wypierdala z pajęczyny. Nie dość, że k⁎⁎wa nie zje, bo smrut, to jeszcze j⁎⁎⁎na zdechnie z głodu, bo ją opędzlował jak po⁎⁎⁎⁎ny pajęczyną XDDDDD


Acha - jeszcze jedno - przyglądaliście się, jak wyglądają oczy biedronki? To nie są te k⁎⁎wa wielkie białe plamy. Nie. Oczy biedronki to małe kropeczki na tej durnej mordzie. Co ona tym widzi? Pewno c⁎⁎ja widzi. Mucha ma wyjebane w kosmos, dizajnerskie oczy, bo musi być czujna, patrzeć, analizować. To samo pszczoła.


ALe nie k⁎⁎wa biedronka. Po c⁎⁎j jej oczy, jak tylko lezie w górę, lata pisiont centymetrów i sra? xD


W tym roku najebało biedronek jak pokurwionych. Możecie się pobawić, sprawdzić. Tylko uwaga - bo SIĘ ZESRAJĄ!


#heheszki #pasta

f05d3b54-6de8-4ab1-9992-98a627815d65

Zaloguj się aby komentować

jesteś mną


żyjesz w starożytnej Jonii


nie jesteś nikim szczególnym


stuleja motzno


dni spędzasz na podglądaniu dziewcząt kąpiących się w jeziorze


nie jest źle


wybucha wojna z c⁎⁎j wie kim


trwa werbunek


"na Zeusa, byle nie ja"


przychodzi strategos czytać listę rekrutów


strach lvl 9001


padają nazwiska twoich znajomych


boisz się że pójdziesz na wojnę


"Anonides z Piwnicy"


no i c⁎⁎j no i cześć


zgłaszasz się do punktu werbunku


udajesz że nie masz jednego jądra żeby cię nie wzięli


oddział 14, rząd trzeci


"panie, ale ja nie mam jądra"


dobrze, to pójdziesz w oddziale 21


coteraz.mozaika


nie ma c⁎⁎ja, musisz iść


zabierają cię na wschód


mame się cieszy, że nie będzie już musiała cię karmić


pi⁎⁎⁎⁎lę takich rodziców


w garnizonie poznajesz innych rekrutów


okazuje się że przez twoje kłamstwo przydzielili cię do oddziału największych zjebów


siadasz z nimi przy stole


wszyscy gadają o japońskich tragediach


pokazują sobie wazy z komiksami


k⁎⁎wa przecież oni poginą jeszcze przed bitwą


wiesz że masz przejebane


dają ci jakąś włócznię


zbroi nie dają bo jesteś mięsem armatnim


następnego dnia posłaniec mówi że wrogie wojska są jeden dzień drogi stąd


rano imba jak c⁎⁎j bo trzeba się rozstawić przed bitwą


byle przeżyć


masz iść w drugim szeregu


idziesz do trzeciego


wróg zasypuje twoich strzałami


musisz iśc do pierwszego szeregu bo dwóch debili przed tobą nie żyje


"k⁎⁎wa zapomniałem włóczni"


wrogowie wchodzą w twoich jak w masło


chcesz spierdalać ale pchają cie do przodu


byle przeżyć


przed tobą wielki jak dąb wróg w złotej zbroi


całe życie przelatuje przed oczami


tak naprawdę nic nie przelatuje bo byłeś stuleją xD


nagle jakiś koleś wbija przed ciebię i zabija wroga


k⁎⁎wa dzięki


"kiedyś mi się odwdzięczysz"


wracasz do swojego kraju jako weteran wojenny


loszek i daktyli pod dostatkiem


zapoznajesz jedną 9/10


czujesz dobrze


wyprowadzasz się z piwnicy i dostajesz dom na koszt polis


pewnego dnia do drzwi puka gość


to ten koleś co cię uratował


elo anon pamiętasz, masz dług wobec mnie


przedstawia się jako Heraklit z Efezu


jedziesz z nim do Efezu


przez drogę dowiadujesz się, że jest konkurs na najlepiej pokazany ekosystem


on jest jakiś fizjologiem czy c⁎⁎j


nie wyczuwasz kłopotów


dojeżdżasz


wielkie miasto


idziesz za nim do jego komnaty


widzisz akwarium z piraniami


przestawia cię trzem pomocnikom


"to jest Tales, mój kolega"


"to jest Horacy, mój drugi kolega"


"to jest Białkos z Rogalii, trochę upośledzony ale też nam pomaga"


no niby spoko ale c⁎⁎j cię to obchodzi


pytasz co ty masz do tego


jak przyjdzie komisja to masz włożyć rękę do akwarium z piraniami


co k⁎⁎wa


"jak nie to powiem że jesteś c⁎⁎a i wrócisz u siebie do piwnicy"


co tu się odpierdala


Heraklit wychodzi z pomieszczenie i idzie po komisję


k⁎⁎wa co teraz


widzisz że Białkos przystawia ryj do akwarium i udaje glonojada


popychasz jego ryj mocno


akwarium tak bardzo rozjebane, piranie rozjebane xD


hałas jak c⁎⁎j


"wszystko płynie"


patrzysz - wszedł Heraklit


"ROZJEBALIŚCIE AKWARIUM! WSZYSTKO PŁYNIE! K⁎⁎WA"


Horacy go uspokaja


"WSZYSTKO PŁYNIE! W PIZDU ROZJEBANE"


bierzesz sprawy w swoje ręce


"Horacy - ty będziesz wodorostami"


"Tales, ty będziesz piraniami"


"mnie będą gryzły piranie"


"Białkos, ty po prostu niczego nie spierdol"


wbija komisja


nie wie co tu się odpierdala


wychodzi


Heraklit wkurwiony


w myślach żegnasz się z loszkami i daktylami


ogłoszono wyniki


wasz ekosystem wygrywa


k⁎⁎wa było blisko


Heraklit patrzy na Horacego stojącego sztywno z miną debila


patrzy na Talesa wgryzającego się w ciebie


patrzy na ciebie mającego minę jakbyś się miał zesrać


patrzy na Białkosa z krwawiącym od szkła ryjem


zakłada hełm wojownika z Epiru


okazuje się że to sławny dowódca i wielki wódz, Pyrrus


patrzy na ciebie wzrokiem stratega


mówi "jeszcze jedno takie zwycięstwo, a będziemy straceni"


#heheszki #pasta

Zaloguj się aby komentować

#pasta #gothic #internet #hejto


bądź mno lvl 35


posiadaj farmę


żona typowa kura domowa


te Hilda co na obiad?


rzepa


k⁎⁎wa znowu


ej Lobart


rzepa się skończyła


weź skocz


k⁎⁎wa nie chce mi się


JUŻ!!!!one!one


dobra dobra już idę


podbija typek lvl 1


w samej piżamie


w dodatku cały czas chodzi z kijem przy d⁎⁎ie


CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?


potrzebuję ubrania


70 sztuk złota


może się jakoś dogadamy?


jeśli chcesz możesz dla mnie pracować


trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole


zrobił to w pół minuty


chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy


dobra sprzedam za 60


to za dużo


pracy na farmie jest sporo


w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię


hehe no dobra 30 xd #januszebiznesu


co za debil kupił to


ja bym żądał zapłaty


albo za⁎⁎⁎ał


ale nieważne


mija dzień


budzę się


chcę się przejść po polu


a tu zonk


zmutowane biedronki najechały moją farmę


wtf


ten sam typek co wczoraj podchodzi


przypakowany, z mieczem w ręku


w dodatku przyjęli go do milicji


przyszedłem rozwiązać twój problem


yyy


NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?


mijają 2 minuty


wraca


po bestiach ani śladu


on ani zadrapania


no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić


mija tydzień


budzę się


chcę się przejść po polu


nagle podbijają jacyś sataniści


proszę opuścić mój dom


a on wkurwiony


POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY


i wyszli


jakaś j⁎⁎⁎na klątwa


moja żona dostała gorączki


nagle podbija znowu tamten dziwny typek


k⁎⁎wa został rycerzem


yy dzień dobry


co cię trapi Lobarcie


żona jest opętana


poczekaj pójdę po księdza


mija 1,5 minuty


wraca


masz polej ją wodą święconą


cokurwa


jakimś cudem zadziałało


mijają dwa tygodnie


budzę się


chcę się przejść po polu


a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia


wpierdolili się na moje pole i zaczęli wpierdalać zboże


po⁎⁎⁎⁎ni jacyś


ale ich nie przegonię


nagle patrzę


a tu znowu ten pojeb


k⁎⁎wa został palladynem


wyjął swój miecz świetlny


i im wpierdolił


yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota


chyba jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty i mam jakieś zwidy.

Zaloguj się aby komentować

#pasta


Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki.


Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.


,,Puk puk".


Pierwsza myśl - Elfik32. Ku⁎⁎⁎⁎zcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie.


Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.


Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. - wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek.


Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej. Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.


Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym ku⁎⁎⁎em w ręku. - Ale...


Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.


Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.


- Mała pała jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę rozporka, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę.


- Zostaw. - powiedziała stanowczo.


Zaskoczony Kiner wypuścił pytonga z ręki. Dziesięciocentymetrowy organ bezwładnie opadł lekko kołysząc się na boki, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże spodnie. Od czasu nieudanego eksperymentu z rurkami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie.


- Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko przywiędniętą pałę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego wypustce. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu.


Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego orzeszek Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji.


- Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację.


Elfik puściła kinerowe przyrodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów.


- Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka.


Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z opuszczonymi do kostek spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami łonowymi w nieładzie i zaczerwienioną od uścisku knagą smętnie zwisającą między otłuszczonymi udami. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił się dotknąć, z zapałem liżącą opalony tors Białka. To on powinien być na jej miejscu.


Białek zamknął oczy, czując wilgotne pociągnięcia elfikowego języka po swojej klacie. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona jest właśnie posuwana przez murzyna. ,,Co za k⁎⁎wa" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów.


Elfik przeszła do lizania twarzy, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka.


- Wiesz, do czego tasował twój kolega? - szeptnęła, po kurewsku przenosząc wzrok na jego twarz. - Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez...


- Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło podniecenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął rozpaloną Stecką od siebie.


- Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety upadłej. W sekundę później Kiner stanął z roznegliżowanym Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich chuje równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja.


- Zerżnij mnie. - wycedził Kiner. - Zerżnij mnie motzno w odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów.


Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast położył mu palec na ustach.


- Nikt się nie dowie. Ta k⁎⁎wa Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów.


Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda gejowska mogła zmienić w imidżu samca alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki palec do ust i wymusić odruch ssania. Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i zdjął t-shirt jednym pewnym ruchem. Biała delikatna skóra i puchate sutki Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka.


- Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi się? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził się ze spodni, które aż do tej chwili pętały mu kostki. Odwrócił się i ułożył w pozycji tylnej, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasna dziurka programisty zachęcająco przezierała przez gąszcz delikatnych włosków, aż prosząc się o rozepchanie. Penis Białka zareagował na ten widok od razu, ciekawie wynurzając się z rozpiętych jeszcze przez Elfika spodni. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Wyruchanie kolegi z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą.


Białek pozbył się resztek odzienia i pewnym krokiem podszedł do wypiętego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Napluł na rękę i jednym ruchem wbił naprężonego k⁎⁎⁎sa w miękki odbyt programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i c⁎⁎j Kinera był tak nabrzmiały, jakby miał eksplodować. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny. Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo słabego nawilżenia. Kolejne centymetry napiętej pały Białka znikały w czeluściach jego odbytu, a zwierzęce sapanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużej jak na polskie warunki kutangi. Białek złapał Kinera za biodra i przyciągnął do siebie. - Chciałeś rżnięcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszyste ciałko kolegi. - Pi⁎⁎⁎ol mnie, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego rżnięcia w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej.


Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii... - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć?


- Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy.


Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania pi⁎⁎⁎⁎lił Kinera jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię.


Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła striptiz. Na pierwszy ogień poszła spódniczka. Dopiero w tym świetle znac było ślady spermy i wymiocin, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już w samej bieliźnie odwróciła się i wypięła prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc splunął prosto na naddarty materiał elfikowych majtek. Elfik wybuchnęła śmiechem. Po zdjęciu stanika ułożyła się na podłodze i uchyliła majtki, pokazując nieco zarośniętą cipkę o wyraźnie zarysowanych wargach. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pi⁎⁎⁎⁎lić?. Białek jednak nie odpowiedział, zbyt zaaferowany stanem przedorgazmicznym, który sobie zafundował.


Największa kurewna wykopu postanowiła zabawić się sama. Sięgnęła ręką po trzonek od łopaty, która była maskotką serwisu i zaczęła nim jeździć po wargach sromowych. Śluz gęsto skapywał na podłogę, a Elfik pociągała się za sutki, wijąc się jak piskorz po tanich panelach. Trzonek wszedł w luźną jamę Elfika jak w masło. Prawdopodobnie nie czuła niczego, a choć starała się zwrócić na siebie uwagę przez jęki i udawane podniecenie, Białek i Kiner byli zajęci sobą. Spojeni w jedność dochodzili właśnie razem, o czym obwieścił światu pierwotny ryk rudego programisty. Zmęczony m__b od razu wyszedł z Kinera, racząc się widokiem ciepłego jeszcze ciasteczka z kremem. Na pożegnanie przytulił się do mięciutkiego tyłeczka kolegi, który dostarczył mu wiele satysfakcji. I - jak podpowiadała mu intuicja - miał dostarczyć jeszcze nieraz. K⁎⁎as Białka pokryty był lekko kałem, lecz Kiner sprawnie sobie z tym poradził, naprędce zlizując brązową maź z mięknącego już c⁎⁎ja administratora wykopu. - Byłeś za⁎⁎⁎⁎sty, nikt mnie jeszcze tak nie j⁎⁎ał. - powtarzał zmęczonym głosem Kiner. - Zdejmij skarpetki, chcę ci podziękować jeszcze bardziej.


Zdziwiony Białek zsunął białe stopki z nóg, po czym Kiner rzucił się do ssania dużego palca. Znudzona Elfik naprędce znalazła się obok niego, próbując zmieścić w ustach jeszcze więcej palców, by zyskać sobie przychylność Białka. Ten zaś był w siódmym niebie. Nie spieszyło mu się już do domu tak, jak kilka godzin wcześniej. Kiner wykorzystał rozmarzenie kolegi, by na koniec usiąść mu na twarzy i zmusić go do ssania swoich kulek. W oczach Białka pojawiły się pierwsze ślady przywiązania, co bardzo Maćka wzruszylo. Nie zepsuło tej chwili nawet faux-pas Elfika, która odepchnięta zapachem stóp Białka zwymiotowała na jego nogi. Życie w serwisie już nigdy nie miało być takie samo.

Zaloguj się aby komentować

Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście.


Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie. Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonald'sach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy.


Nie będę się rozpisywał o nielojalności millennialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy im się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej. Millennialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek.


Millennialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.


#pasta #heheszki #pracbaza