@Krzakowiec Anegdotka z dawnych czasów. Gdy byłem dzieciakiem kominiarzy widywałem tylko na kontrolach przewodów kominowych, jakoś tak wyszło że nie chodzili z żadnymi kalendarzami i pierdółkami.
W każdym razie, wyprowadzając się od rodziców, w inny rejon nie byłem świadom, że mogą przychodzić z czymkolwiek innym... więc, pewnego pięknego dnia, kiedy jestem zaabsorbowany czymś (na 99% pracą zdalną, ale to nieistotne), ktoś do mnie puka. Patrzę - kominiarz. No ok, uchylam drzwi zapytać o co biega. Pan kominiarz wciska mi jakąś ulotkę, i wyskakuje z tekstem:
> Dzień dobry, chodzimy tutaj po mieszkaniach informując o zagrożeniu zaczadzeniem, i mamy tutaj dla Pana taki prezent...
Ja, jako młody i społecznie nieobyty człowiek (który chce szybko wrócić do kompa), biorę to nawet nie patrząc, z tekstem "Ok, dziękuję bardzo" i zamykam od razu drzwi.
Mija 15 sekund, i skonfundowany kominiarz puka ponownie mówiąc coś o tym, że za to się płaci. Ja raczej spiesząc się tylko rzucam "Czyli jednak nie prezent?" i oddaje mu świstek papieru (który był jakimś kalendarzykiem czy innym gównem).
Dopiero parę minut po incydencie dotarło do mnie dokładnie co się odwaliło. Plusem było to, że więcej do mnie nie przyłazili.