#anime

112
1815

#anime #animedyskusja


Sonny Boy


Dawno nie mieliśmy prawdziwego animu typu IQ200. Z takimi bajami jest ogromny problem, bo bardzo ciężko o obiektywną ocenę. Weźmy chociażby na patelnie Tehxnolyze. Wszyscy przecież doskonale wiedzą, że Texhnolyze powstało po to by Chiaki Konaka mógł do niego codziennie walić konia jednocześnie przeklinając, że ludzie są za głupi by zrozumieć to dzieło. Gdzie tu w ogóle jest miejsce dla widza i jego wrażeń? Nie ma.


A co z tytułami, które powstały jednak dla widzów? Tu też jest problem, ponieważ wrażenia po ich obejrzeniu z grubsza można podzielić na cztery kategorie:


- Widz zrozumiał i mu się podobało, o ile nie jest sztucznie nadęte i zbędnie przeintelektualizowane.


- Widz nie zrozumiał, ale mu się podobało, bo chce w ten sposób zmylić innych, że zrozumiał.


- Widz zrozumiał i mu się nie podobało bo to prosta seria dla debili, a nie ananasów IQ300 takich jak on.


- Widz nie zrozumiał i mu się nie podobało, ale nie dlatego że jest za głupi, tylko myśli że on też ma IQ300 i dlatego mu się nie spodobało.


Tak więc wyciągając wspólny mianownik przed nawias - każdy powie, że zrozumiał, nikt nie przyzna, że seans był za trudny, ale też każdy ochoczo podzieli się swoją opinią o bajce. I jak to zinterpretować? Komuś się nie podobało, tylko nie wiadomo czy był na seans za głupi czy za mądry? Komuś się spodobało, ale to dlatego że lubi proste debilizmy, czy dlatego że odkrył trzecie dno fabularne nadające wszystkiemu sens?


Po co w ogóle taki przydługi wstęp? Żeby uświadomić czytelnika, że wrażenia po obejrzeniu takiego tytułu w całości zależne są od osoby widza, który sam sobie wystawia laurkę. A że każdy chce wypaść dobrze to wszelakie recenzje są gówno warte. Tak więc zapraszam do konsumpcji miski guano ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Sednem opowieści są perypetie grupy uczniów pewnej szkoły, którzy nagle odkryli że budynek przybytku oświaty jest odcięty od świata zewnętrznego, niczym obiekt na czarnej pustej planszy. Zostali całkowicie odseparowani i są sobie teraz sami sterem, żaglem i okrętem. Co więcej, okazuje się że każdy z nich posiada teraz jakąś super moc. Więcej wstępu pisać nie trzeba, ponieważ szybciutko wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie i bardzo szybko się dezaktualizuje.


Sonny Boy jest to skrzyżowanie serialu Sliders z czystą abstrakcją prosto z Kyousougiga, a treścią jest coming of age. Czyli innymi słowy - pomieszanie z poplątaniem. Widz nie jest tutaj przesadnie oszczędzany i z marszu jest uświadamiany - jeżeli chce konsumować ten tytuł, musi wykonać pewną pracę i poświęcić mu całkowitą uwagę, bo inaczej ten pociąg odjedzie sam, a on dalej będzie oglądał luźno powiązane ze sobą obrazki. Jeżeli ktoś się za to zabierze z myślą - to w sumie może być całkiem ciekawe sci-fi to będzie miał really bad time .Całe szczęście tutaj sprawa nie jest aż taka trudna, ponieważ nie jest to sensu stricte anime IQ200, bliżej mu do znacznie przystępniejszej pozycji IQ180 i nie wymaga praktyczne żadnej wiedzy zewnętrznej. Wystarczy skupić się na tym co się ogląda, nie rozpędzić za bardzo, zatrzymać na chwilę i przetrawić/zastanowić się, co właśnie stało się na ekranie i jakie to może mieć implikacje. A jak mu się nie uda, to i tak c⁎⁎j z tym, bo to nie jest bajka o fizyce kwantowej i choć wiele niuansów jest jak najbardziej do rozwikłania to wszystko i tak rozbija się o coming of age, które jest na tyle uniwersalne, że może funkcjonować bez żadnej obudowy.


Potężnym plusem tej serii są postacie - nikt nie jest jednowymiarową wydmuszką, wszyscy są odpowiednio przedstawieni, umotywowani i ubrani w swój własny garnitur wad oraz zalet, ciężko tutaj obok kogokolwiek przejść obojętnie. Mamy też świetną reżyserię z wykorzystaniem sfery audio-wizualnej nie tylko jako obraz i dźwięk, ale też jako narzędzia do budowania historii. Bardzo fajna muzyka gra wtedy kiedy powinna, milczy gdy jej brak też coś znaczy, szata graficzna zmienia się zależnie od nastroju na ekranie, traci szczegóły gdy chce zaakcentować dystans, zmienia kolorystykę by podkreślić emocje, a w skrajnych przypadkach potrafi się rozsypać. Efektem finalnym tego jest mnóstwo wspaniałych scen, chociażby zakończenie pierwszego odcinka, cały epizod psiej retrospekcji czy koncept z wyświetlaniem filmów w kinie. A na finisz gorzko-melancholijne zakończenie, które nie zadowoli absolutnie nikogo i pewnie nie jeden kręcił tutaj po obejrzeniu nosem. Idealnie. Życie to nie koncert życzeń, widzowi też trzeba o tym czasem przypomnieć xD


Stawiam na półce obok Serial Experiment Lain.


https://www.youtube.com/watch?v=-UfD8Lel1jI&t=17s

@kinasato Mi bajka przypominała trochę lost, w niego też tak wsiąkłem na amen. 2deep4me, ale z cotygodniowymi streamami z analizami bawiłem się bardzo dobrze. A obrazki w bajce są prześliczne XD

Zaloguj się aby komentować

Obejrzałem wczoraj próbnie pierwszy odcinek GTO i za⁎⁎⁎⁎ście mi się spodobało, będę oglądał dalej na pewno.


#anime #greattecheronizuka

eba1f4b3-050b-4a6a-be8b-fead9288f492

@Zielczan Baw się przy tym dobrze, GTO jest top ( ͡° ͜ʖ ͡°) ja sobie teraz mangę GTO kupuję, bo słyszałem, że anime w pewnym momencie odjeżdża od materiału źródłowego

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Strigon o to, ze Naruto swoja moca przyjazni byl w stanie nawrocic na dobra strone nawet najwiekszych zwyroli. Tu na obrazku insynuuje, ze nawet Hitler moze sie nawrocic.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Kakumeiki Valvrave (2013), czy Valvrave the Liberator, to imponująca beczka śmiechu, seans tak kiepski, że twórcom pozostaje już udawać do końca zawodowej kariery, że tak to miało być, że to taka parodia. Mamy tu, przede wszystkim, bajkę typu mecha w licealnej obsadzie, i to nie koniec wad.


To strasznie złudny rollercoaster, który zaczyna się niby tą nieszczęsną inwazją kosmicznych hitlerowców na japońskie liceum, odpartą ostatkiem sił przez przebudzonego mecha z piwnicy, i dużo się tu pointuje scen tym, jak ludzie komentują walki na twitterze - skojarzenia z Gatchaman Crowds. Ten motyw ląduje za oknem bardzo szybko, a w zamian dostajemy wampiry, które do tego są porywaczami ciał, a tak w ogóle zjadają wspomnienia?


Śmietnik fabularny, i to wcale nie w tym pełnym charyzmy stylu, co chociażby Cross Ange. Nic tu nie współgra ze sobą, i przychodzi nam regularnie rżeć jak koń, gdy serial z gracją słonia w składzie porcelany usiłuje zasypać te wszystkie dołki, które sam pod sobą wykopał. Drugi sezon to już chyba pełna kapitulacja kadry od scenariusza.


Mecha mają się niewiele lepiej. Hitlerowcy latają w maszynach nudnych i brzydkich, a tytułowe valvrave mają ustawiczne problemy z przegrzewaniem się, które to rzadko kiedy dodają walkom dramatyzmu, a raczej pozwalają na częstszy rechot z kolejnych zbiegów okoliczności. 


Nie da się polecić tego badziewia, zatem polecam.

d8e28d3b-64ac-4464-91f7-a101fea569ee

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Chcę obejrzeć wszystkie animacje od studia Ghibli:


  • wczoraj przypomniałem sobie Totoro

  • przedwczoraj pierwszy raz widziałem Podniebną pocztę Kiki (bylo ekstra, tylko wkurzyłem się, że Jiji nie zaczął na powrót mówić na koniec) xD

  • dziś przypomnę sobie Spirited Away albo zobaczę pierwszy raz Ruchomy zamek hauru


#anime #studioghibli #oswiadczenie

Najlepsze filmy to Nausicaa (choć czuć inny klimat), Sprited Away, Hauru.


Najgorsze to Zrywa się wiatr i opowieści z Ziemiomorza.


Moim zdaniem (jeszcze nie wszystkie obejrzałem).

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Czy ktoś się orientuje gdzie znajdę polskie napisy do Initial D? Nie interesują mnie strony streamerskie ale sam plik z napisami który sobie wrzucę do wersji blu ray. Znajomy chciał obejrzeć swoje pierwsze anime i padło na Initial D ale angielskie napisy dla niego odpadają


#anime

Zaloguj się aby komentować

#anime e #animedyskusja


ORESUKI Are you the only one who loves me?


Szkolny harem romcom. Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził...


Seria rozpoczyna się doskonale. Mamy MC, który niby jest typowym haremowym protagonistą, ale szybko okazuje się, że tylko rżnie głupa. Tak naprawdę jego osobowość wygląda zupełnie inaczej, co sam regularnie komentuje łamiąc czwartą ścianę. Piękne dziewczęta go otaczające są wyraziste, mają swoje charakterki i świetnie realizują się w przewidzianych dla nich rolach. Bardzo dużo się dzieje, jest zabawnie (nawracający żart z ławeczką daje radę), dobrze się bawię i nie mogę poskarżyć się absolutnie na nic. Do czasu...


Pary starcza na jakieś 3-4 odcinki, przez następne kilka zjeżdżamy w dół, a gdzieś w okolicach dziewiątego w podłodze otwiera się klapa i spadamy w otchłań. Dochodzą następne dziewczęta w ilościach hurtowych i robi się tłoczno jak w kolejce do mięsnego. Kolejne masowo wprowadzane orbiterki zdecydowanie tracą na jakości i nie reprezentują sobą niczego więcej niż mielonka tyrolska. Jeżeli chodzi o MC to jego potencjał zostaje zmarnowany przez potworne grafomaństwo scenarzysty objawiające się w przechujowej dramie i sposobie w jaki sobie z nią nasz bohater radzi. Niekonsekwencja jego charakteru jest porażająca i ociera się o schizofrenię. W jednym momencie jest oschłym dupkiem niemalże dosłownie plującym swym adoratorkom w twarz, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale jeżeli jednocześnie jest propagatorem ultimate mocy przyjaźni gotowym zostać ukrzyżowanym by zapewnić uśmiech na ich twarzach, to coś już tutaj nie klika. Problemów jest tutaj więcej, ale głównie mam na myśli sposób w jaki nasz bohater popada w tarapaty - za każdym razem jest to zbieg absolutnie niewiarygodnych okoliczności, często spowodowany przez nagłe epizody "złamania charakteru" w grupie przyjaciół. Ktoś nagle dostaje małpiego rozumu i knuje jakieś głupoty, potem jest mu przykro, przeprasza i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. A potem ktoś inny odpierdala jakiś kolejny szajs z d⁎⁎y, z totalnie absurdalnych pobudek. Kto w ogóle czyta te light novelki, ludzie lepsze rzeczy do szuflady piszą...


Niestety, Sezon2/OVA wieńczące serię stawia na najgorsze elementy i w całości się na nich opiera. O ile pierwszy sezon dokończyłem siłą rozpędu i nawet umiarkowanie dobrze się bawiłem, to podczas oglądania filmu z finałem całkowicie zeszło ze mnie powietrze. Zakończenie i intryga do niego prowadząca są po prostu głupie i nieprzyjemnie się to ogląda. W dodatku jestem w pełni przekonany, że całość godzinnej OVA można by beż żadnych negatywnych konsekwencji skompresować do 20 minutowego odcinka.


W sumie nie jest to dobra seria, ale bardzo pozytywne pierwsze wrażenie zostało ze mną na dosyć długo, nawet na chwilę wróciłem do początku by obejrzeć parę scen jeszcze raz. Seria jest bardzo ładna i przez znaczną część ma dobry pacing, co pozwala przełknąć coraz słabszy scenariusz przez 3/4 serii. Tak więc z bólem serca oceniam tytuł na bardzo mocno naciągane oczko powyżej średniej, choć obiektywnie rzecz mówiąc, nie powinienem.


Ps. Fani gdzie jest Wally? mają w tej serii niemałą ucztę. Przez całą serię główny bohater jest pod ścisłą obserwacją. Co ważne, nie jest to jakiś super ważny element scenariusza, tylko taki easter egg, który można po prostu przegapić.


https://www.youtube.com/watch?v=W7eXT7_MGhE

Zaloguj się aby komentować