MAKE #ladnapani GREAT AGAIN ponownie w świecie muzyki a to za sprawą Hayley Williams, wokalistki zespołu Paramore. Pani znana jest niezłego głosu, kolorowych włosów i robienia tzw. dram związkowych ze swoimi partnerami. Pani Hayley trafiła w czas, gdy popularność święciły smutasowato-melodyjne zespoliki grające niby emo. Hayley była na tamten czas idealna dla publiki - kolorowa, pewna siebie alternatywka. Jak dla mnie ma dość ciekawą urodę i w fajny sposób z młodej dziewczyny przeistoczyła się w dojrzałą, energiczną babeczkę. To co gra Paramore jest dla mnie raczej małostrawną okołorockową papką, ale na Hayley miło jest popatrzeć.
#muzyka i trochę #nostalgia #hejto40plus i #lata90
Lato 1999 było dla mnie pewnym życiowym przełomem. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z tym, że ktoś młody, kogo znam i lubię nagle umiera. W wypadku samochodowym zginął wtedy Jurek, mój kumpel z osiedla. Jechał z innym kolegą na stopa do Zakopanego. Niestety skończyło się tragicznie. Tego lata poznałem też sporo ludzi i spędzałem dużo czasu ze znajomymi spoza mojego ścisłego osiedlowego kręgu. Dużo rozmów, piwa i nowych twarzy, co dla mnie zawsze wycofanego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Poza tym dużo muzyki. Jako już wtedy wierzący i praktykujący punkowiec programowo odrzucałem mainstream i komercję, ale jednak nie do końca zamykałem głowę na te dźwięki. Jedną z płyt, która stała się soundtrackiem dla mojego lata 1999 było "Californiation" Red Hot Chilli Peppers. Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem ich twórczości, ale w tej płycie jest coś, co mnie przyciągnęło i do dziś ją lubię. Chyba sobie dziś odpalę.
3 ulubione utwory - Brother Louie, Atlantis is Calling, Only Love Can Break My Heart
No dobra, dzisiaj jeden album przesłuchany to wrzucam też jeden.
Nie wiem czy to nie mój ulubiony album Modern Talking. Wspominam go bardzo czule i mam z nim same przyjemne wspomnienia.
Mamy tu zabójcze Brother Louie, równie mocne Atlantis is Calling, a także świetne (nie wiem czy nie najlepsze z całego albumu) Only Love...
Oprócz tego kilka innych całkiem niezłych kawałków (choćby i Just we two czy Angie's Heart), kilka nieco słabszych i jedną czy dwie męczybuły. Wiadomo - absolutnie nie jest to topka liryczna, czy muzyczna, ale dla mnie album zasługuje w pełni na 5* i pioruna za specjalne miejsce w moim serduszku.
Album nr 54: Modern Talking - Let's Talk About Love
Ocena ogólna: 81,37% (4*)
3 ulubione utwory - Cheri Cheri Lady, With a Little Love, Just Like an Angel
Tak jak wspomniałem w poprzednim wpisie - głównie lżejsze albumy wchodziły w grę. Oczywiście Modernów nie mogłem sobie odpuścić, bo jakżeby tak. Album w sumie jest na mojej liście "kiedyś kupię".
W sumie część utworów na albumie jest jakby na jedno kopyto, część totalnie zamula, a wszystko owinięte jest w jeden z najbardziej znanych hitów lat 80.
Raczej też dla osób, którym lata 80 są niestraszne, dla lubiących kicz i pastisz, a także dla takich zbłąkanych wędrowców jak ja.
3 ulubione utwory - Give Me Your Love, Generation of Love, Get it On
O kurde, dawno nic nie wrzucałem. W sumie przesłuchałem trochę albumów przez tą "chwilę", ale nie było tego dużo. Głównie jakiś dance albo polskie albumy. Nie miałem totalnie weny. Gdzieś tam się tli chęć do dalszego słuchania, ale w sumie to walczę z sobą.
O samym albumie - kawał klasyki eurodance, ale chyba tylko dla takich, którzy mają na ten eurodance zajawkę.
Wysoka ocena u mnie chyba tylko i wyłącznie ze względu na sentymenty. Chociaż przyznam szczerze, że dalej nóżka chodzi. Album wspominam hmm... w sumie miło. Początek studiowania, względny brak problemów i popijawy z dwójką najbliższych przyjaciół. Z drugiej strony album zajeżdża trochę wódką. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Eber ja mam ziomka, który oparł całą swoją twórczość o AI... Bawi sie trochę w urbex i tak dalej, ale jednak część to AI... Niby to fajne, niby nie.
Taktuję to trochę, jak ściąganie z zeszytów lepiej przygotowanych uczniów. Niby samemu, ale jednak nie do końca. https://www.youtube.com/watch?v=3iCBAkTtEf8