Wrzucam zbiorczo za cały wrzesień. Kiepski to był miesiąc. Najpierw byłem turbo osłabiony, potem na wyjeździe w górach, z którego wróciłem z 40 stopniową gorączką i kolejny tydzień wyłączony z gry.
Ogólnie to na załączonym obrazku widać 3 razy DPD (raz z wizytą na basenie) oraz rowerową część triathlonu w Malborku. To pewnie tam osłabiłem organizm, bo po co zakładać pianke, skoro można pływać w zimnej rzece bez xD
Prywatny licznik:
Q3: 1361/1000
Cały rok: 2110/3000
@Loginus07 Po nadmiernym wysiłku i przy osłabionej odporności bardzo szybko rozkłada. Ja już wieczorem wiedziałem co się świeci, a zazwyczaj choroba dopada mnie 2-3 dni później.
@Furto oj, to ja dzisiaj jeszcze na krótko, jedynie w rękawkach do koszulki. Było ok, choć po 14 i 15 było zimniej niż przed 12 i w okolicy południa ;/
Nawet długość podobna, u mnie 115km ale 1200m przewyższenia Ciepłych jesiennych przejażdżek życzę.
@dzangyl zazdroszczę, mi tylko przez chwilę przeszła myśl o rozpięciu bluzy. Na 1200 przewyższenia mam szansę u siebie tylko robiąc 300km+, a i to czasem by było za mało XD
Również życzę jak najwięcej takiej pogody jak dzisiaj, a mi akurat zostały 2 tygodnie kręcenia w tym sezonie
Słabo ostatnio bo jakaś kontuzja stopy się pojawiła więc odpuściłem sobie dłuższe wypady. Szkoda bo pogoda dopisuje no ale cóż mam nadzieję, że dojdę do siebie i dalej będe mógł kręcić kilometry
Jeszcze w zeszłą niedzielę było lato, a potem już tyko lało. Polazłem nawet na trenażer, ale wytrzymałem 25km, nie lubię paskudztwa. Kolejnego dnia trochę mnie więc zlało, także dziś wynagrodziłem sobie wycieczką w moje ulubione słoweńsko-włoskie rejony. Co prawda nie wszytko poszło idealnie, musiałem zmieniać trasę w biegu, bo część okazała się zamknięta przez rajd samochodowy, i wyszło mniej pod górkę, ale co tam. Fajnie było jeszcze raz na krótko #szosa #rower
Zbiorcze pracodomy i domoworodzinny, dziewiczy komin. Pomału zmierzch sezonu, ale jednak udało się coś z siebie wykrzesić i wykręcić całkiem ładną średnią.
223 515 + 11 + 73 = 223 599 Miała być dłuższa wycieczka, ale pogoda wczoraj była tak paskudna, że po 3h w deszczu straciłem ochotę i wróciłem. Gościnnie na małopolskich pagórkach i moje nizinne nogi też nie dawały rady, na górską przełęcz nawet za bardzo nie próbowałem kręcić, tylko się przespacerowałem.
I musze się tu przyznać - jeżdżenie po zachodniej Małopolsce sprawiało mi średnią przyjemność, niezależnie od warunków pogodowych. Tak dużo ludzi tutaj mieszka w taki rozproszeniu, że nie ma opcji byś choć kilometr przejechał nie przejeżdzając koło domów, wiosek i innych podobnych tworów cywilizacji, cały czas duży ruch samochodowy nawet na dość boczynych drogach. Nie ma tego czego najbardziej lubię w szosie - długiej prostej w środku niczego gdzie można jechać stałą prędkością i sobie myślami odpływać. Dodatkowo myślę, że możnaby w ciemno zabrać prawko 1/3 najgorszych kierowców - zawsze podchodziłem trochę z dystansem do narzekania pedalarzy na puszkarzy, ale po wczoraj to w 100% rozumiem. Niby Warszawiacy to tacy paskudni kierowcy, a przez rok jeżdzenia po podwarszawskich wiochach nie miałem połowy tylu buców co mnie wczoraj na żyletę wyprzedzało, choć mieli w opór miejsca.
Z fajnych rzeczy dwa razy widziałem parę łania + młody jeleń. Ani razu w jakimś lesie (tu nie ma lasów, wszędzie ludzie :P), tylko dosłownie w centrum miast.
Są też miejsca, gdzie ludzi jest mniej, ale generalnie od Śląska po Tarnów jedna wioska przechodzi w drugą - trzeba mocno wjechać w pola albo las, żeby nie widzieć domow. Ale akurat z kierowcami się nie zgodzę - z reguły jest ok, nawet na większych drogach. Mijający na centymetry to raczej busiarze i elita zawodu przewozu osób ;)
A sarny to już od kilkunastu lat codzienny widok (lubią łąki bo dobra wyżerka, a w lesie ich nie widać bo się chowają). Ale poza tym mnóstwo lisów, czasem zające i inne mniejsze zwierzęta - lubią sobie nawet w Krakowie biegać wieczorami.