Brat szoguna to psychol jakich mało, ile krzywdy i bólu sprawił wiedzą liczni, ale tylko nieliczni chcą z tym coś zrobić. Doświadczony samuraj Shinzaemon dostaje misję zlikwidowania brata szoguna, za którym stoi ponad setka ludzi w jego podróży. Eksterminacji trzeba dokonać teraz, póki Naritsugu jest w ruchu.
Shinza zbiera 12 samurajów + jeden chłop dobrze walczący przybłąka się po drodze i rusza z misją zrobienia TOTALNEJ MASAKRY. Tak, to też cel ich misji. Shinza od razu ustawia samurajów, że muszą trochę grać na szczęście, by wygrać tę "grę", a na szali stawiają swoje życia.
Film kończy się TOTALNĄ ROZPIERDUCHĄ, walczą i walczą, krew się leje, trupy się kładą warstwami.
Cudo ten film! Takie akcyjniaki to ja mogę oglądać non stop. Teksty, dialogi, walki - to się ogląda. Polecam gorąco.
Freddy Krueger wraca, ale nie do końca - jego "wejściówką" może być dziecko Alice, która traci swojego chłopaka (i niedoszłego ojca) właśnie przez przypalonego wariat.
Alice musi odesłać Freddy'ego do piekła, a w tym pomoże zmarła matka koszmarnego psychopaty - zakonnica zgwałcona przez zbirów.
Jestem w szoku, bo spodziewałam się kolejnej mizernej odsłony serii, ale to jest naprawdę dobre! Świetnie ujęcia, pomysłowe rozwiązania - w końcu franczyza zyskuje pazur (i nie tylko pazur Freddy'ego), bo oprócz "jedynki" pozostałe części były takie "meh".
Wiadomo, efekty jak to efekty, ale wszystko trzyma się kupy, i naprawdę działa. Dobrze się to oglądało, na spięciu, czego nie można powiedzieć o wcześniejszych odsłonach, które nudziły, przynajmniej mnie.
Filmu nie widziałem, przeczytałem tylko książkę i do dziś mi to wystarczy xD
Szczególnie gdy miło się 14 lat xD książka kurzy się na regale i jestem ciekaw czy któreś z moich dzieciaków się na nianatknie xD
Nie będę ukrywać, że to co najbardziej mnie interesowało w tym dokumencie to tenisowa rywalizacja Martiny Navratilovej i Chris Evert. Ich walka z rakiem była mi mniej ciekawa - ale no tak się stało, że na starość wieloletnie przyjaciółki mają podobne problemy.
Myślę, że ten film pokazał, że ta rywalizacja już całkiem podniosła poziom zainteresowania żeńskim tenisem. Billie Jean King wspomina na początku, że po "kobiecej" rewolucji pod koniec lat 70. żeński tenis po prostu potrzebował kolejnego wagonika by wjechać na właściwe tory - czyli gwiazd.
A nic tak nie tworzy gwiazd jak uroda, wyniki, ciekawy background i na koniec solidna rywalizacja ciągnąca się przez ponad dekadę. I to wszystko zapewniły te dwie tenisistki - Chris, urocza młodziutka Amerykanka, która trzaskała wszystko jak leciało, Martina - uciekinierka z komunistycznego kraju, która dopiero po czasie doskoczyła do poziomu Chris i wtedy właśnie ruszyła rywalizacyjna maszyna.
Panie od początku były dobrymi koleżankami, ale presja na wyniki często zaburzała ową relację. Na emeryturze już mogły spokojnie zaprzyjaźnić się na staro i nowo - do dziś są podawane jako przykład zarówno zaciekłej rywalizacji jak i wielkiej przyjaźni poza kortem.
Nie jestem wielką fanką romcomów i irytuje mnie Meg Ryan, ale na tym filmie nawet dobrze się bawiłam. Całkiem sympatyczna, urocza i dobrze zagrana historia, która nie wkruwia zbyt mocno odrealnionymi plot twistami (może z wynikiem finałowego biegu na bal i reakcji ludzi w restauracji na udawany orgazm - ja przy takiej akcji zażenowana zmyłabym się z lokalu xD) i toksyczną logiką różowych/niebieskich pasków.
Młody prokurator trafia na zesłanie do powiatowego miasta gdzieś na pomorzu. Pierwszą sprawą staje się zaginięcie syna pisarki Julii Sarman. W toku śledztwa zaczynają wypływać brudy lokalnej społeczności.
Całkiem dobrze się oglądało i nawet zgrabna fabuła, mimo kilku braków i naiwnych rozwiązań.
Prywatny detektyw Goku, były policjant z cybernetycznym lewym okiem połączonym z siecią, dostaje zlecenie od kobiety o imieniu Ryouko. Ma powstrzymać jej brata, który zmienił się w potężnego cyborga i planuje krwawą zemstę na ich ojcu.
Grupa archeologów w Mongolii budzi ze snu mumię Czyngis-chana. Władca ostrzega ich przed globalną katastrofą za tysiąc dni. Powstrzymać ją może tylko troje wybranych z wilczymi bliznami, którzy muszą pokonać „trzech cesarzy”
Film pokazujący w ciekawy sposób temat medium czy zdolności nadprzyrodzonych, do połowy jest intrygująco, od połowy zmienia się trochę w taki delikatny horrorek, trochę nieudolnie, ale jest okej. Główna rola też zagrana dobrze. Ogólnie dobrze się to ogląda, wciąga i jest moim zdaniem "równy" gdzie ma być spokojniejszy to jest, gdzie ma być intrygująco to jest, a gdzie niepokojąco chwilami to też się mu udaje.
Heh, oglądam to już, ale czułam przeogromną chęć powtórzenia seansu. I bingo. Wpadło jak złoto.
Spotkanie dwóch sióstr. Jedna wychowuje samotnie trójkę dzieci, w tym dwoje dorastających nastolatków. Tymczasem młodsza siostra zachodzi w ciążę i nie do końca wie co z tym zrobić. Może spotkanie z rodziną pomoże?
Jednak przywołane przypadkowo demony z odtworzonej płyty winylowej przerywają reunion. Walka rozgrywa się w mieszkaniu starszej siostry - i to ona pada jako pierwsza ofiarą "martwego zła".
Walka z demonami jest nierówna, ale wyzwala w młodszej siostrze moce (spokojnie, zwykłe ludzkie, nie jakieś czary-mary) o które siebie nie podejrzewała.
Bardzo fajna, i chyba jednak najbardziej "raimowska" w core część franczyzy. Humor jest tu czarny, a krew leje się wodospadem - piękny tam jest zawarty cytat do pewnej sceny z "Lśnienia".
Na początku, by nie było szoku termicznego dla fanów - mamy też kawałek z chatą w lesie, ale to tylko prolog - prawdziwym mięsem jest walka z demonami w mieszkaniu.
gdzieś czytałem albo słyszałem, że nawet jeśli wieloryb łyknie człowieka, to go po prostu wypluwa, bo nie smakuje jak ławica drobnych rybek... ten film wygląda legalnie
Flapping Eagle Indianin o skłonnościach do alkoholu i brawurowego stylu życia, postanawia, że jego lud wystarczająco długo był gnębiony przez białych. Rozpoczyna ostatnie wielkie indiańskie powstanie
Plan mam taki, żeby dać się dogonić na filmmeterze @TyGrySSek-owi i niech się cieszy długo przewagą, a pod koniec roku pojechać na kolejny festiwal filmowy i jep! kilkadziesiąt filmów trzepnąć i skończyć z przytupem jego tymczasowe liderowanie
Odświeżenie po paru latach (widziałam raz tylko, na Nowych Horyzontach). Ocena raczej pozostała.
Jak się okazuje, to nie pieniądz dzieli ludzi, lecz warunki. Przepysznie bogaci ludzie na luksusowym jachcie. Mamy influencerów, modelki, rosyjskiego przedsiębiorcę, gościa co dorobił się w IT czy starsze, przemiłe brytyjskie małżeństwo, które dorobiło się fortuny na... produkcji granatów.
Mamy więc w trakcie pierwszej części rozbuchane zachowanie bogaczy (scena kłótni o rachunek w restauracji to sztosiwo), na jachcie bogacze wpływają swoimi zachciankami twardo na warunki. Np. Carl oburzony, że jego dziewczyna Yaya zerka z pożądaniem na pracownika, który zdjął koszulę, narzeka na to opiekunce rejsu - pewnie myśli, że koleś od teraz po prostu będzie w pełni ubrany chodzić po pokładzie, ale nie - konsekwencje są ostatecznie - facet po prostu zostaje zwolniony i zabrany z jachtu.
Żona bogatego ruska wymyśla sobie, że cała obsługa "zasługuje" na wypoczynek i kąpiel. To skutkuje opóźnioną kolacją - owoce morza psują się i na kolacji i po biegunka atakuje prawie wszystkich. Kał i rzygi sprząta oczywiście obsługa.
Role odwracają się katastrofie jachtu. Tylko sprzątaczka Abigail potrafi polować i rozpalić ognisko. Szybko przejmuje władzę w grupie i co się okazuje? Że to nie pieniądze deprawują, tylko władza. Abigail też ma swoje zachcianki i błyskawicznie zdobywa co chce - nikt nie będzie oponował jeśli w alternatywie czeka śmierć głodowa.
Piękny to film, ukazujący jak luźna może być pewność siebie - popularność, kasa czy przywództwo może zniknąć w ciągu chwili, ukazując słabość człowieka.