Oglądam sobie wczoraj "Osławioną" i myślę sobie, że w końcu jakiś hiczkok którego oglądam z przyjemnością a nie z obowiązku. I nagle w połowie seansu (ale refleks kurna) walnęło mnie, że to wcale nie zasługa Hitchcocka!
Alicji ojciec został skazany za zdradę przeciw USA w czasie wojny. A ona sama dostała propozycję iście szpiegowską - infiltracji naziolków powojennych w Rio. Jeden z nich to zresztą kolega jej ojca, który kiedyś smalił do niej cholewki.
Ale zanim to się stanie, nieświadoma jeszcze szczegółów zadania Alicja zakochuje się w swoim opiekunie zadaniowym, Devlinie. Ich rodząca się miłość pauzuje gdy Devlin zachowawczo puszcza kobietę w ramiona szpiegowskiego zadania.
No i miałam problem z tym filmem, w jakiej mierze jest on sensacyjny - w tym względzie chodzi o owe całe zadanie Alicji, a w jakiej mierze jest romansem - gdy przychodzi co do czego, to j⁎⁎ać naziolków a Alicja i Devlin odjadą bezpieczni i zakochani ku zachodowi słońca, czy jakoś tak.
Nie oglądało się tego źle, o ile nudzą mnie hiczkoki takie jak "Okno na podwórze" (tak, wiem, dziwna ze mnie kinomanka), to tutaj byłam wciągnięta w akcję,
W sensie aktorstwa i olśnienia z początku filmu wystarczą dwa słowa: Ingrid Bergman.
O ile Cary Grant gra bardzo drewniano - z jedną i tą samą miną ogłasza Alicji szpiegowskie gadki i wyznanie miłości, o tyle Bergman wczuwa się mocno w swoją rolę. Gdy gra pijaną Alicję naprawdę wygląda jak pijana, gdy fabuła chce nam pokazać zakochanie jej w Devie, ona nie potrafi przestać na niego patrzeć i od niego odczepić się rękoma, gdy jest zatruta to serio wygląda na chorą.
W każdym razie dzięki temu poczułam jej rozterki - rozczarowanie, że facet, z którym spędziła miłosne dni nagle bez wahania wrzuca ją w małżeństwo z naziolem, ku chwale ojczyzny.
No ale nawet piękna i utalentowana Bergman nie wrzuciła mnie do hypetrainu Hitchcocka i nadal jedynym ulubionym filmem pana Alfreda w mojej księdze filmów pozostaje "Psychoza".
Ale jakby coś, "Osławiona", byłaś blisko. Jak coś to polecam, szczególnie tym, którzy z niskim grubaskiem nie mają problemów takich jak ja (wciąż nie wiem co to za problemy, może kiedyś się dowiem).
Scenariusz i gra aktorska stoją na dość przeciętnym poziomie, jednakże nie to jest najważniejsze w tym filmie, a oczywiście sceny walk. A te stoją na naprawdę wysokim poziomie i są realistyczne - w końcu w filmie wzięli udział prawdziwi członkowie Navy SEALs i SWCC, których nazwiska nie pojawiają się w napisach końcowych z powodu chęci zachowania anonimowości.
Jak zwykle po takich ruchomych obrazkach nachodzi mnie myśl, czy żołnierze powinni zakładać rodziny. Z jednej strony nie: dla żon, dzieci czy innych bliskich to na pewno stresujące, gdy ich mąż/ojciec/syn bez przerwy się naraża podczas misji i nie wiadomo, czy wróci cały czy w ogóle żywy. Z drugiej strony tak: żołnierze mają dodatkową motywację, żeby zrobić wszystko, by przeżyć.
Podziwiam też siłę charakteru. Jeden z ich kumpli mocno oberwał, a mimo to nie wpadają w panikę, tylko dalej robią swoje. Kończą misję, opatrują rannego i tyle, emocje zostawiając na później.
Podziwiam też gotowość do oddania życia za członków oddziału. Rzucenie się na granat, by przykryć go własnym ciałem, żeby pozostałym nic się nie stało, to z pewnością ogromna walka z instynktem, który prawdopodobnie kazałby schować się w bezpiecznym miejscu, o ile takie by się znalazło.
@TyGrySSek Alfred Hawthorne Hill Bardzo specyficzny człowiek, mimo, że był multimilionerem żył bardzo oszczędnie, wręcz jak biedak. Żarcie kupował w marketach, wszędzie gdzie się dało chodził z buta (chyba że ktoś inny płacił za taryfę), zaszywał dziury w ciuchach, nigdy nie posiadał mieszkania mimo, że mógłby sobie kupić luksusową willę - wynajmował dwupokojowe mieszkanie. I nie naprawił cieknącego dachu u matki bo stwierdził, że za drogo
Obsada:Charles Farrell (znany z Miejska dziewczyna), Janet Gaynor (Wschód słońca) oba w reżyserii F.W. Murnau
Ocena: 7,5/10
Mary mieszka razem z matką, panią Tucker. Tim i Wrenn, koledzy z pracy i sąsiedzi pani Tucker, wyruszają na wojnę. Po powrocie z wojny Tim jest zmuszony do poruszania się na wózku inwalidzkim. Mimo kalectwa, przyjaźń między nim, a Mary przeradza się w głębsze uczucie. Mary zainteresował się również Wrenn, oszust matrymonialny...
Klimat kina niemego z tamtych lat nie do podrobienia.
W sumie to bardziej antywestern, no ale przynajmniej w moich książkach każdy western to i tak western. Chce się czy nie - każdy antygatunek należy do gatunku.
Lekturę "Małego wielkiego człowieka" pamiętam do dziś, a ledwie trochę pamiętałam reakcję na później obejrzaną ekranizację. Bardzo oddzielony w czasie był to rewatching. Ale ogólnie odczucia się zgadzają - byłam kontent, tyle pamiętam. Teraz też jestem kontent. Dostarczone!
To historia Jacka Crabba, którego rodziców na Dzikim Zachodzie zabili Indianie, ale też inni Indianie zaadoptowali go i tam się wychował, wśród Czejenów. I tak oto los przesyła sobie małego wzrostem, lecz wielkiego duchem (przynajmniej wg Czejenów) Jacka z rąk do rąk - albo przebywa z "białymi", albo z Indianami w różnych okresach swojego życia.
Niczym cień, w dorosłym życiu, towarzyszy mu raz na jakiś czas znana historyczna postać - generał Custer.
My zaś przez cały film zastanawiamy się gdzie jest owa "wielkość" Jacka. Dowiemy się dopiero pod koniec gdy wystawi swój "cień" na światło słoneczne i będzie mógł zacząć życie z czystą kartką, bez rachunków z przeszłości. Ale tego życia Jacka już nie poznajemy, chociaż wygląda na to, że było dość długie - wg filmu typ przeżył 121 lat!
Z Jackiem przemierzamy równiny Dzikiego Zachodu, poznając życie Czejenów i poznając życie lokatorów nowej dzikiej ziemi. Konflikt między nimi istnieje od zarania, dla Jacka od zawsze - pierwszych Indian poznaje, gdy zabijają jego rodzinę, gdy jest zaledwie dzieckiem. Ale z czasem inni Indianie staną się jego rodzina, i ostatecznie to ich sposób spojrzenia na życie ruszy Jacka, który poznaje obie "cywilizacje" od podszewki.
Tak naprawdę to kim jest Jack nie ma w sumie większego znaczenia, tak jak jego wymyślone dla potrzeb sztuki znaczenie w bitwie pod Little Bighorn. To po prostu ułatwienie, które ma pokazać świat i Indian i białych Amerykanów z punktu widzenia tylko jednego człowieka. To przede wszystkim właśnie świat wiecznych konfliktów, przemocy i walki, ale także przyjaźni i miłości. A także świat umierania świata (jakkolwiek to brzmi) - świata, który dobijali tacy jak Custer i jemu podobni, bez krzty refleksji. Tyle, że w "Małym wielkim człowieku" Indianie też rzadko przejawiają refleksje, ale oni jednak ostatecznie zostają naiwnymi ofiarami. Tymi, którzy uwierzyli, że skoro ci biali w końcu oddali im kawałek ziemi i pozwolili im tam spokojnie żyć - to nie kłamią.
I tak nawet przez chwilę żyją, rozmnażają się, pomagają sobie. Ale my już z daleka, zanim pojawi się w filmie - słyszymy tę żołnierską melodię, która oznacza eksterminację Indian.
Ależ to była wyprawa! Na początku dawałam 7/10, ale po zastanowieniu i paru myślach, które nie chciały mnie opuścić po seansie - podwyższyłam ocenę.
Oto Śmierć, zaiste zmęczona, jednak wykonująca swoją pracę solidnie i bez żadnych błędów. Pewnego dnia jednak z reklamacją przychodzi pewna kobieta, która chce by Śmierć oddała jej ukochanego. Śmierć zgadza się, ale stawia warunki - kobieta musi w trzech różnych światach choć raz uratować swojego męża. Tak więc mamy akcję we Włoszech, w Arabii i w Chinach, ale za każdym razem wysiłki kobiety idą na marne.
Śmierć więc po tych światowych wyprawach stawia jeszcze jedno - chyba najtrudniejsze zadanie - przed kobietą.
Oto klasyka kina, proszę państwa. Czysty ekspresjonizm w wykonaniu Fritza Langa - wciągająca opowieść fantasy, która analizuje znaczenie życia i śmierci. Kobieta jest pewna, że miłość jest równie silna co śmierć i na tym osadza swoje wysiłki. Jednak nic nie jest silniejsze od śmierci, nawet takiej zmęczonej o hipnotyzującym obliczu Bernharda Goetzke.
Nastolatka porzucona przez matkę próbuje przeżyć w realiach postsowieckiego małego miasteczka. Brak perspektyw sprawia, że staje się ofiarą handlu żywym towarem.
Film potwornie przygnębiający. Film, który reżyser zadedykował milionom dzieci wykorzystywanych na całym świecie w seksbiznesie. Od początkowych nut "Mein Herz brennt" wiemy, że nie będzie happy endu. A mimo to gorąco polecam go obejrzeć. Świetna rola dwunastoletniego Artioma Boguczarskiego i idealnie pasującej do tytułowej postaci, niewiele starszej, Oksany Akińszyny.
Po obejrzeniu zapamiętacie na lata - tak, jak ja pamiętam, a obejrzałem pierwszy raz ponad 20 lat temu.
Film jest dość zabawny, wszak w głównej roli mamy Jasia Fasolę., tzn. Rowana Atkinsona. Główny bohater jest specjalnym agentem... tylko że wyjątkowo niezdarnym, który wpadł na trop przestępcy czyhającego na brytyjski tron. Dosłownie.
Przeszkadzały mi w nim niektóre brytyjskie "gagi", tj. trochę dziwny humor, który chyba próbował udawać miejscami wspomnianego Jasia. Całość jest mocną, bardzo nierealną fabularnie komedią, ale śmieszną, głupkowatą do obejrzenia na raz do odprężenia po dniu pracy. Na odmóżdżenie. A, i jest dodatkowa, krótka scena w trakcie napisów z której akurat śmiechłem srogo, chyba najbardziej z całego seansu xD
W ogóle to angielski plakat dodatkowo śmieszy (go użyję zamiast PL), bo kojarzy mi się z Jonem Snowem z Gry o Tron. Nawet imię (prawie) się zgadza. You know nothing Jon Snow.
A oglądam chyba dzięki @pingWIN, bo o ile dobrze pamiętam ostatnio wstawił chyba gifa z drugiej części... z Tybetu i mnie zaciekawiło co to za film xD. A jeśli nie Ty nielocie to sorry.
@Atexor Nie ja, ale też go widziałem i pamiętam xD Na pewno się pojawiło przy wątkach z @suseu. W sumie w życiu bym nie trafił, że to pochodzi z tego filmu xD
Film ten, czy raczej bajkę... animację (dla dorosłych) oglądałem z miesiąc temu, ale teraz sobie o niej przypomniałem, gdy na Hejto pojawił się wpis o poradniku bezpieczeństwa od @371t3. Wydaje mi się, że ktoś już go tutaj polecał, niemniej filmmeter go nie znajduje. Filmweb go kategoryzuje jako "animacja, dramat oraz film wojenny", choć dodałbym tu także dodatkowe określenia jak katastroficzny oraz psychologiczny, zaś typowego "wojennego" tu nie ma, tylko wokół tego trochę się kręci.
Opowiada on o parze staruszków, którzy również otrzymali takiego typu poradnik bezpieczeństwa na wypadek wojny nuklearnej w czasie, gdy na świecie pewien konflikt wisiał na włosku. Odgrywa on tam ważną rolę. Nie chcę spoilerować, niemniej akcja dzieje się w ich domostwie i podwórku/dworze (gardenie, bo rzecz się dzieje w UK), a skupia się na ich przygodach, przemyśleniach oraz... starczej miłości. Bardzo fajnie zobrazowano typowe rozumowanie przeciętnego staruszka po 40 po 70. Sama kreska jest troszkę specyficzna, inna od innych bajek lat 80, ale zarazem urokliwa.
Bardzo go polecam... ale NIE z dziećmi. Po seansie polecam zajrzeć na imdb po ciekawostki, zwłaszcza wyjaśnienie jednej, która się pojawia w trakcie napisów końcowych. Jest on bez problemu dostępny z lektorem na CDA.
Ocena 8/10, blisko nawet 9, są drobnice które mogły być lepsze, ale nie mogę ich opisać bez spoilerowania.
Młoda dziewczyna musi zdobyć i dostarczyć w 20 minut 100 tys. marek niemieckich swojemu chłopakowi, aby ocalić jego życie. Trzy biegi, trzy podejścia, jak trzy życia w grze komputerowej.
Zanim powstało "Niebo" (genialne!), "Pachnidło" czy "Atlas chmur" Tom Tykwer stworzył to niewielkie i niskobudżetowe dzieło które zdobyło ponad 25 nagród i jest uważane za jeden z filmów wszech czasów. Ja do tego filmu wracam od lat i zawsze napełnia mnie energią, choćby przez ścieżkę dźwiękową czy swoją metaforykę.
PS: Jak znajdziecie to koniecznie oglądajcie w oryginalnej wersji językowej. Podobno angielska jest najgorsza z możliwych, ale
@zachlapany_szczypior ani trochę się nie zestarzał - oglądałem niedawno kolejny raz, tym razem z dwudziestoletnią córą i jej też się podobało choć pokolenie inne
Marty Mauser wykorzystuje każdą sytuację i każdego człowieka żeby spełnić swoje marzenie o mistrzostwie świata w ping pongu
Przez pierwsze pół godziny bałem się, że film pójdzie w stronę typowej sportowej dramy, na całe szczęście po pierwszym akcie idzie w o wiele bardziej chaotyczny kierunek "hustlingu". Przez główną część filmu ping pong w ogóle jest tylko w tle, oglądamy tylko piętrzącą się listę konfliktów głównego bohatera.
Szybkie tempo całego filmu sprawiło, że w ogóle nie poczułem kiedy minęły te dwie i pół godziny. Kilka scen, jak ta z miodem, na pewno zostanie mi w pamięci na dłużej. Świetny Chalamet!
Druga część przeboju z 2016 roku. Lis Nick Bajer i zając Judy Hops żyją w cieniu sławy po rozwiązaniu zagadki kryminalnej z poprzedniej. Niestety w ich wzajemny układ wkradają się niesnaski. Przy okazji natrafiają na ślad tajemniczych gadów w Zwierzogrodzie, których nie powinno tam być.
Całkiem udane kino dla dzieci i ich rodziców. Akcja jest wartka, film mija szybko, jest sporo momentów do śmiechu, jest także zagadka kryminalna. Na plus dla mnie jest sporo nawiązań do innych znanych filmów oraz do świata rozrywki.
Oglądałem dzisiaj w wersji oryginalnej. Moim zdaniem 9/10.
Bardzo dobra kontynuacja pierwszej części. Może nawet lepsza, niż pierwsza. Świetny scenariusz, aż się zastanawiałem ilu konsultantów muszą mieć, żeby tak dobre dzieło stworzyć. Bardzo dobry przekaz psychologiczny dla dzieci. Mniej popularno-stereotypowe postaci, niż w pierwszej części. Bajeczne nawiązania to dzieł kuktury i popkultury. Dobry pomysł na retrospekcję z babcią i osobnym światem :)
Austriackie gejokozły górskie rozłożyły mnie na łopatki xD
@bori Okropne to było. Czuliśmy się z żoną jakbyśmy scrollowali jakiegoś tiktoka przez 2h. Nie wiem skąd Wasze oceny! Najdłuższa scena trwała może kilka sekund. Mózg mi po tym usmażyło.
XVII wiek, trwa wojna trzydziestoletnia. Nauczyciel z Heidelbergu, Vogel, znajduje schronienie w tyrolskiej osadzie. Wkrótce docierają tu żołnierze. Mężczyzna przekonuje dowódcę, by zaniechał grabieży i mordowania.
Proszę jeszcze raz zwrócić uwagę na fakt, że mogłem obejrzeć z wkurwiającym disneyowskim dubbingiem od hbomax - zamiast bezpłciowego lektora którego któryś pirat wygenerował sobie sam, z napisów.
Obsada: Sydney Greenstreet, George Coulouris, László Löwenstein
Czas trwania: 1h 26min
Ocena: 9/10
Ceniony, choć uważający się jedynie za narzędzie wymiaru sprawiedliwości nadinspektor Grodman ze Scotland Yardu popełnił błąd, przez co skazał na stryczek niewinnego człowieka. Zawstydzony, dręczony poczuciem winy zostaje wyrzucony ze stanowiska, ustępując nieznośnemu Buckleyowi. Przyjaciele z jego ulicy próbują go pocieszyć spotkaniem przy kielichu. Tej samej nocy jeden z nich zostaje tajemniczo zamordowany.
Totalne zaskoczenie kim był zabójca przyjaciela Gordmana.
Stawiałem na wszystkich innych ale nie na niego.
Dostępny na CDA w 480p ale nigdzie w lepszej jakości nie znalazłem z lektorem.
Umm bardzo lubie ten gatunek juz pewnie polecalem ale polece znowu bo ja ledwo pamietam co bylo 3 dni temu na obiad, filmy Melvilla, on specyficznie krecil te swoje film noir, Samouraj oraz W kregu zla. A jego trylogia o okupowanej Francji ( Milczenie Morza/ Ksiadz Leon Morin/ Armia cieni) to nie tylko arcydzielo kinematografi, jest to przepiekny historyczny obraz tego kraju w okresie wojennym.