Pewnie wynika to z tego, że zajmują się rozpowszechnianiem materiałów jakie wydają, a w mniejszym stopniu robieniu na tym biznesu.
Myślę, że już wszyscy zauważyli, że w biznesie "kreatywnym" cena np. książki nie jest wynikową kosztów jej produkcji, a wynikiem szacowania ile z którego konsumenta się uda wycisnąć. Czytelnik ebooka jest gotów płacić więcej, więc kasuje się od niego więcej. Osoby zainteresowane daną pozycję zaraz po premierze są rozrzutni - więc płacą ekstra. Kilka miesięcy później, po dodaniu kosztów magazynowania, cena w markecie magicznie spada o 40%. Klienci marketu to inna nisza niż pasjonaci w księgarni, można z nich wycisnąć inne kwoty.
Czasem mówi się jak koszt produkcji książki zmienia się wraz z nakładem. Dotyczy to również ebooków, bo istnieją koszta stałe np. składu który należy zamortyzować. Niby tak jest u wydawcy, ale wcale nie przekłada się to na klienta. Wydając poczytnego autora, który na pewno się sprzeda w dużym nakładzie jego książka wcale nie będzie tańsza. Ma bazę czytelników, więc klienci są chętni kupować i można z nich zedrzeć większą marżę.
Doskonale widać np. na międzynarodowym rynku popkultury. Koszt przygotowania i dystrybucji serialu, filmu czy gry nie zmienia się znacząco gdy odbiorca jest we Francji, USA, Ukrainie albo Argentynie. Niemniej jest ogromna różnica w cenie dla konsumenta, bo wydawcy są świadomi, że mieszkaniec UE jest gotów płacić dużo więcej niż Ukrainiec albo Argentyńczyk.
Chciałem wam uświadomić, że ceny produktów popkultury nie zależą tak bardzo od kosztów produkcji, a są efektem gry pomiędzy wydawcą a konsumentem. Gdyby wydawca mógł z całkowitą pewnością stwierdzić, że ty jesteś gotów zapłacić maksymalnie 2,13 zł za ebooka to by ci go za tyle sprzedał. No ale takich magicznych kul nie ma, więc się tylko zgaduje i gra w podchody.