Tak tylko wrzucę, gdyż nie chcę psuć nastroju prosperity (wśród wybranych grup zawodowych).
#hydepark #gospodarka #lekarze #prosperity

Tak tylko wrzucę, gdyż nie chcę psuć nastroju prosperity (wśród wybranych grup zawodowych).
#hydepark #gospodarka #lekarze #prosperity

@kitty95 Moim zdaniem problem jest bardziej złożony, co tak samo zauważyły wykopki z wpisu który wrzuciłeś. Ogólnie problemem w Polsce jest ilość lekarzy. Zgadzam się.
No ok zwiększymy jakoś magicznie ilość miejsc dla lekarzy, ale co zrobić z miejscami na rezydenturze oraz specjalizacjach?
Jak je zwiększyć, skoro nowych szpitali klinicznych nie budujemy? One fizycznie nie mogą więcej studentów przyjąć.
Pewnie da się ten problem jakoś rozwiązać, ale ja nie mam pomysłu jak.
@Syster jak się nie ma pomysłu, to się patrzy jak inni to robią. Na początek tak jak Niemcy bezwzględne oddzielenie praktyki prywatnej od publicznej. Odetnie się pomazańców bożych od sprzętu i infrastruktury za darmoszkę, to rura od razu zmięknie. I się okaże, że w prywatnym szpitalu chętnie wezmą na specjalizację, ale za średnią krajową.
@Syster Problem z zamykającymi się oddziałami w wielu szpitalach - zwłaszcza na prowincji - polega właśnie na tym, że nie ma lekarza o danej specjalizacji. Nie dlatego, że nie ma kasy czy pacjentów. Nie możesz utrzymać oddziału kardiologii bez kardiologa. Dochodzi do patologii, gdzie np. jeden kardiolog jest na kontrakcie w trzech szpitalach, w jednym siedzi 12h na dyżurze i zjeżdża na kolejny 12h dyżur w drugim szpitalu, a każdy obsypuje go złotem żeby tylko oddział u siebie utrzymać.
Jaka jest jakość leczenia przez takiego lekarza i jak szybko on sam wyląduje na SOR, można się tylko domyślać.
@kitty95 Dosłownie parę dni temu rozmawiałam o tym ze znajomą pigułą, dwóch lekarzy po kolei wylądowało w szpitalu z zawałem. PIerwszy miał zawał, więc wiadomo, zwolnienie chorobowe, więc drugi musiał za niego nabrać dodatkowych dyżurów bo oddział nie może zostać bez lekarza. Kilkanaście dni potem ten drugi też miał zawał
To jest patologia, która nikomu nie służy bo nie wierzę że taki lekarz też jest zadowolony z życia, w którym nie ma czasu skorzystać z zarobionych pieniędzy, a do grobu ich nie weźmie.
@kitty95
I się okaże, że w prywatnym szpitalu chętnie wezmą na specjalizację, ale za średnią krajową.
Już teraz w publicznym zarabiają średnią krajową, bo z tego co wiem zarobki rezydentów są określone przez ustawę a nie rynek.
@GazelkaFarelka Ale właśnie o to mi chodzi. Problem jest cały czas z ilością lekarzy, gdzie to jest błędne koło - nie możemy ich wykształcić więcej, bo brakuje nam miejsc na rezydenturze/specjalizacji w szpitalach klinicznych. Ja nie wiem jak to rozwiązać, umożliwić kształcenie lekarzy przez niższych stopniem naukowym kolegów?
@Syster limity na specjalizację niekoniecznie wynikają z braku miejsc. Chodziłem onegdaj do pani stomatolog, wojewódzkiej konsultantki coś tam coś tam i opowiadała, że ona jedna może i 5 osób wziąć na specjalizację, a ministerstwo zgadza się tylko na jedną.
To są wielopłaszczyznowe poziomy spierdolenia na wszystkich szczeblach.
@solly-1 kolejny raz widzę ten wpis i w dalszym ciągu nie znalazłem potwierdzenia tych tez u lekarzy.
Było kiedyś nawet badanie dlaczego brakuje w Polsce lekarzy i wskazano w nim, że ponad połowa studentów, którzy zaczynają kierunek medyczny nigdy nie zaczyna w tym pracy. Duży odsetek nawet kończy uczelnię, ale później nie kontynuuje tej ścieżki kariery. Sporo też wyjeżdża do Niemiec i Skandynawii z uwagi na wyższe zarobki.
Dodatkowym problemem jest biurokracja. W normalnych państwach zajmują się tym odpowiednie osoby, ale polska jest bogatym państwem i zajmują się tym lekarze, więc mają często za mało czasu na przyjmowanie pacjentów.
Ale pewnie mówcie dalej, że za dużo zarabiają i to od razu po skończeniu uczelni. Wszystkim równo, wszystkim gówno.
@Boksik
kolejny raz widzę ten wpis i w dalszym ciągu nie znalazłem potwierdzenia tych tez u lekarzy
W sensie czego? Ze limity przyjec na studiach maja zostac zmniejszone? Zajelo mi to jakies 2 minuty:
Ale pewnie mówcie dalej, że za dużo zarabiają i to od razu po skończeniu uczelni. Wszystkim równo, wszystkim gówno.
Kto powiedzial, ze zarabiaja za duzo? Kto robi na nich nagonke? I czy ty probujesz tutaj mowic cos o komunizmie, czy co?
@kitty95 Ale "lewica" nie wyciąga z tego wniosku i pi⁎⁎⁎⁎li,że prawaki to durnie skoro są przeciw pomysłom duetu janusze&korpolewica pt "wincyj uchodźców,wincyj".
Jedyny sposób na uzyskanie rynku pracownika i na modernizację gospodarki to niedobór pracowników,bez tego niewydajne januszexy nie będą bankrutować ani się modernizować bo skoro "można działać po staremu" to po co coś zmieniać.
To,że pańcia z Warszawy dostanie pizzę od hindusa (bez badań sanepidowskich ofc) w 15 minut jest warte podtrzymywania w tym kraju łamania kodeksu pracy,zasad bezpieczeństwa itd po to,by jakiś matoł janusz "pszetsiembiorca" zarobił pisiąt groszy więcej ? Ja już nie mówię o oczywistych innych problemach.
Co do lekarzy @Boksik :
Jak je zwiększyć, skoro nowych szpitali klinicznych nie budujemy? One fizycznie nie mogą więcej studentów przyjąć.
Niby tak ale jednocześnie personel podobno chodzi naćpany lekami pobudzajacymi albo idzie spać podczas zmiany nocnej "bo ludzi nie ma na tyle"
Tak naprawdę mi się wydaje,że największym problemem jest raczej biurokratyzacja szpitali (sytuacja w której urzędników szpitalnych jest więcej jak personelu medycznego - to chyba zwykłe złodziejstwo partyjniaków) oraz łączenie etatów i prywatnych działalności gospodarczych z pracą w szpitalu.
@serpentes38
Niby tak ale jednocześnie personel podobno chodzi naćpany lekami pobudzajacymi albo idzie spać podczas zmiany nocnej "bo ludzi nie ma na tyle"
I się koło zamyka - brakuje lekarzy, a nowych mamy ograniczoną ilość bo...brakuje lekarzy, żeby kształcić młodsze pokolenia
Wierząc randomom z neta, Daliśmy totalnie du*** na początku lat 2000, kiedy to był jeszcze wyż a liczba miejsc dla młodych lekarzy była o połowę niższa niż dzisiaj.
Tak naprawdę mi się wydaje,że największym problemem jest raczej biurokratyzacja szpitali (sytuacja w której urzędników szpitalnych jest więcej jak personelu medycznego - to chyba zwykłe złodziejstwo partyjniaków) oraz łączenie etatów i prywatnych działalności gospodarczych z pracą w szpitalu.
Ja nie wiem w którym szpitalu w Polsce masz więcej personelu administracyjnego niż medycznego.
Za to prawdą jest to, że co roku 90% nowych środków leci na podwyżki lekarzy (notabene autor tego wpisu to wrzucał)- bo po prostu mogą sobie żądać, skoro jest ich niedobór.
@Klamra '"to mógł iść na medycynę"
No właśnie o tym dosłownie jest ten wpis, że niejeden by chciał a nie mógł, bo są niskie limity przyjęć, na które w zasadzie łapią się tylko ludzie spokrewnieni z lekarzami - zwłaszcza w czasach, jak były egzaminy na studia, w tym egzaminy ustne, które były mocno uznaniowe. Znam masę ludzi, którzy chcieli, czasami próbowali kilka lat pod rząd, a się nie dostali.
2003 rok to był czas wyżu demograficznego idącego na studia (moje pokolenie) - rocznik ten liczył 705 tys. dzieci wg Google, a w całym kraju na studia lekarskie był limit tylko 2090 osób. Na cały kraj
@Klamra Ale przecież nie chodzi w tym wpisie ile kto zarabia, tylko że zarobki są sztucznie zawyżone przez limity ilości miejsc na studiach. Lekarzy brakuje, ale mimo to nie jest podnoszona ilość dostępnych miejsc.
"Też trzeba było zostać ... " możesz pisać w przypadku programistów czy kafelkarzy, bo tu nie tylko nie ma żadnych limitów ale i w ogóle studia nie są potrzebne. W przypadku lekarzy co roku jest po kilku, kilkunastu chętnych na jedno miejsce. Gdyby było 50% więcej, mielibyśmy więcej lekarzy i mniejsze problemy z kolejkami do specjalistów czy brakiem specjalistów na oddziałach w szpitalach. Ci, co się nie dostają, niekoniecznie się nie nadają, tylko po prostu się nie załapali.
Ponadto z usług kafelkarza mogę zrezygnować i położyć sobie sama płytki albo linoleum, a w przypadku lekarzy już tak średnio. Więc tak, kwestia ilości lekarzy jest normalnym przedmiotem zainteresowania każdego członka społczeństwa.
@GazelkaFarelka mielibyśmy więcej lekarzy, ok, ale krzywa Gaussa jest nieubłagana, więcej będzie z puli która wypadła gorzej w egzaminach. Każdy chce żeby leczyć się najlepiej, limity to jest jedno ale kurcze, to jest zawód gdzie trzeba mieć pewne predyspozycje. Wyłączam tutaj ludzi że znajomościami.
@Papa_gregorio
akurat na studiach najtrudniej jest zawsze się dostać, a potem jakoś się przepycha.
(X) doubt
Odsetek filtracji jest znikomy i akurat mam kontakt ze studentami
I w sumie jak to ma udowodnic, ze gdybysmy zwiekszyli limity, to byloby zle? W tej chwili zakladasz, ze na te studia dostaja sie najlepsi z najlepszych. Potem wskazujesz, ze odsetek filtracji jest niewielki. To cos dziwnego? Na mojej uczelni, z moich obserwacji to wyglada tak:
Sa ludzie, ktorzy dostaja sie na informatyke, albo pokrewny kierunek. To sa kierunku bardzo rozchwytywane, to i ich progi sa bardzo wysokie, a miejsca wciaz ograniczone. W miedzyczasie, moj wydzial - mechaniczny, ma niewielkie progi, co wynika z faktu, ze teraz BARDZO duzo ludzi pcha sie w IT. Na uniwersytecie takim odpowiednikiem bylaby pewnie psychologia.
I jak to wyglada? Moi znajomi, ktorzy sa z wydzialu informatycznego mowia mi, ze ich kierunki maja mniej wiecej tyle samo ludzi na 3. roku, co na poczatku. U mnie liczba osob skurczyla sie dwukrotnie. Jak mi opowiadaja, w jaki sposob zdaja przedmioty, to moje odczucie jest takie, ze na informatyke dostaj sie lepsi, totez prowadzacy zakladaja, ze oni sa tak zajebisci, ze niespecjalnie sie przykladaja do weryfikacji ich wiedzy. W miedzyczasie na mechanicznym, albo na budownictwie progi sa niziutkie i wkrecaja srube studentom, zeby odseparowac tych, ktorzy do chuja sie nadaja. U mnie na kierunku bardzo powszechne jest branie urlopu dziekanskiego. Kolega z budownictwa mowi, ze niewazne, kogo zagaduje, to slyszy "no wlasnie wrocilem z dziekanki".
Jesli ktos, kto sie nie nadaje, mialby przebrnac 6(?) zasranych lat studiow na takim kierunku, to prawdopodobnie nie zajeloby mu to nawet 6 lat. Tacy ludzie czesto by musieli brac jakas dziekanke, co przedluzyloby sie do kolejnego roku. To nie jest cos, co kazdy by sobie zrobil ot tak.
@kitty95 ciśnienie mierzy personel pielęgniarski, przedłużać recepty też może i to ma odciążyć lekarzy. Lekarz ma podejmować decyzje w oparciu o pełny obraz pacjenta, łączyć informacje z wywiadu, wyniki badań, dobór leczenia. A to wiążą się z odpowiedzialnością: zawodowa, karną i cywilną. A tam gdzie duża odpowiedzialność i zarobki są wyższe, popatrzmy na prawników czy inżynierów przy wielkich projektach. To bardzo uproszczony punkt widzenia ograniczony do popytu i podaży.
@kitty95 @Papa_gregorio Nie wiem gdzie ci lekarz wypisuje recepty, zwolnienia i mierzy ciśnienie, dawno robią to pielęgniarki. Jak masz stałe leki przyjmowane to tylko dzwonisz i oddzwaniają że masz receptę.
Tzn. w sumie to dopuszczam możliwość że robią to w jakichś wyjątkowo zdezorganizowanych POZach, ale ja w takich nie bywam bo mnie coś strzela, jak muszę czekać godzinami bo ktoś coś robi nieefektywnie.
@kitty95 Trochę pierdololo, bo zawęża problem tylko do jednego aspektu - ilosci miejsc na studiach, gdzie jak wielu wczesniej wspomnialo, temat jest wielo watkowy.
Gdzie jest na przykład argument że zwiększenie limitu, sprawi że będziemy mieć więcej marnej jakości lekarzy? Przecież limity oblicza się na podstawie wyników nauki - a jeżeli zaczniemy przyjmować także tych, których normalnie byśmy nie przyjęli ze względu na niewystarczające wyniki, dochodzimy do sytuacji gdzie jakość usług lekarskich MUSI się pogorszyć.
W tekście jest idealistyczny przykład "co by było gdyby" zastosować limity na prawo jazdy. Dobry przykład tego, jak właśnie zmniejszenie limitu, pogorszy jakość. Mamy w kraju nawał kierowców z ukrainy, którzy zdali prawo jazdy na UKR, gdzie egzamin nie jest tak trudny ja w PL. Jaki jest tego efekt? Powodują tonę różnych niebezpiecznych sytuacji na drodze. Tutaj limit, niejako został zniesiony sztucznie - przez otwarcie granic, ale widać tutaj wyraźnie jak otwartość obniża standard.
Podany przykład pokazuje, że życie nie jest czarnobiałe i można dojśc do fałszywych wniosków, jeżeli skupimy się na jednym zagadnieniu szerokiego tematu. To co jest tam napisane, jest prawdziwe ale wyciągnie z tego tytułu wniosków byłoby błedem.
@Mikel "Przecież limity oblicza się na podstawie wyników nauki - a jeżeli zaczniemy przyjmować także tych, których normalnie byśmy nie przyjęli ze względu na niewystarczające wyniki, dochodzimy do sytuacji gdzie jakość usług lekarskich MUSI się pogorszyć."
Limity oblicza się na podstawie wyników z dupy. Jest masa ludzi, która spełnia warunki ale się nie dostanie, bo jest dużo mniej miejsc niż spełniających warunki chętnych. Nawet jak jest przyjętych tylko 50 najbardziej zajebistych, to jaka będzie jakość leczenia, jak będą robić po 16 godzin na dwa etaty bo brakuje personelu?
Ktoś tu czegoś nie rozumie, bo jest proste jak ruchanie (w sumie to wykopek pisał).
Limity są po to, żeby im pracy nie odbierali. Przecież praca w 10 miejscach to norma u lekarzy. Do 15 na nfz, po 15 w tym samym gabinecie prywatnie. Przyjdzie 10 na jego miejsce i co wtedy? Zatem zrobili sobie limity żeby im koryta nie zabrali. Teraz nagle brakuje ludzi, bo ci co wprowadzili limity zaczynają zdychać z przemęczenia. Nakręcili sami na siebie karuzele spierdolenia. Jest jeszcze jedna mocno podobna kasta, która zrobiła to samo.
W temacie lekarzy jest sporo problemów i patologii.
Mało miejsc na studiach
Łączenie praktyki prywatnej z publiczną lub pójście całkowicie w prywatne praktyki np. medycynę estetyczną.
Grube nadgodziny które obniżają jakość pracy.
No i sama organizacja pracy placówek gdzie lekarz wykonuje obowiązki które mógłby wykonywać ktoś inny.
Zaloguj się aby komentować