Świat gdzie rządzi przemoc czyli kilka słów o tym jak popkultura ukazuje świat przestępczy.
hejto.plWstęp
Ten artykuł jest swego rodzaju rozszerzeniem i poprawieniem wczorajszego wpisu o współczesnym kinie gangsterskim.
Dekonstrukcja kina gangsterskiego
Ludzie z jakiegoś powodu lubią mitologizować i romantyzować gangsterskie życie. Nie jest to bynajmniej zjawisko nowe. Historie o szlachetnych łotrzykach jak Robin Hood czy Janosik co okradali bogatych i dawali biednym są popularne od stuleci. W 20 wieku do romantyzowania świata przestępczego przyczyniły się w dużej mierze filmy o mafii. Pomogły one stworzyć wizerunek gangstera jako drania, ale dobrze ubranego i mającego zasady. Same gangi do pewnego stopnia też starały się utrzymywać pozytywny wizerunek u zwykłych ludzi. We współczesnych czasach jednak popkultura zaczęła stopniowo odmitologizować obraz gangsterów z zasadami. Stało się to chociażby za sprawą filmu, a potem serialu Gomorra, albo rumuńskiego serialu Umbre. Jeszcze wcześniej dokonała tego trylogia filmów Pusher.
Gdy w Ojcu Chrzestnym mafiozi choć brutalni i bezwzględni to byli jednak dobrze ubrani tak Gomorrze czy Umbre poczucie stylu raczej nie było priorytetem przestępców. Nie chodzi bynajmniej tylko o kwestie ubioru. Michael Corleone był zimnokrwisty i działał w sposób wykalkulowany. W drugiej części rozkazał nawet zabić swojego własnego brata z powodu zdrady. Nie mniej był też inteligenty, wykształcony, opanowany, a jego działania były zorientowane na dobro rodziny jako całości. Można by rzecz, że reprezentował filozofię włoskiego filozofa Machiavelliego. W nowszych produkcjach natomiast jest zwyczajna, brutalna walka o władze. Nie ma w tym żadnej subtelności. Dialogi między postaciami są prymitywne i wulgarne. Maska cywilizowanego człowieka zostaje tu całkowicie zdarta.
W Polsce mit szlachetnego gangstera wciąż żywy
Mit prawilnego gangusa pozostaje jakimś cudem jeszcze żywy w polskiej popkulturze (choć też podlega coraz większemu wyśmianiu). Na zachodzie nawet produkcje zahaczające o tematykę superbohaterów jak serial "Pingwin" nie próbują przypisywać gangsterom jakieś pozytywnej łatki. Główny bohater jest w nim kompletnym potworem do którego ciężko czuć sympatie. Na polskim podwórku sprawa wygląda nieco inaczej. Przekonałem się o tym gdy obejrzałem niedawno film sprzed pandemii, ale wciąż względnie nowy "Jak zostałem gangsterem". Ponoć jest to produkcja oparta na faktach, ale w praktyce seria filmów "Szybcy i Wściekli" jest w moich oczach bardziej wiarygodna. Jest to bowiem nic innego jak zwykła fantazja o zdobywaniu mocy co dość łatwo wykazać.
Historia opowiada o prawilnym chłopaku z dzielnicy co z jednej strony miał problemy z agresją i ogólnie był impulsywny, ale z drugiej inteligenty, charyzmatyczny, zdolny tworzyć długoterminowe plany. Dość szybko więc osiąga sukces, zostaje jednym z największych gangsterów w kraju, znajduje kompetentną ekipę, dobrego ziomka który staje się jego prawą ręką, gorącą laskę, zdobywa dużo kasy i kupuje sobie ładną rezydencje za miastem. Pozostaje jednak gangsterem z twardymi zasadami. Z policją nie gada i jest lojalny wobec swoich ludzi, a oni są lojalni względem niego.
Jakimś cudem w jego ekipie nie dochodzi do żadnej zdrady. Jego potencjalni wrogowie to idioci których łatwo się pozbywa i wszystko idzie mu względnie dość łatwo. Kilka razy sam przyznaje, że ma mocne szczęście. Dlatego napisałem, że to zwykła fantazja o mocy przebiegająca według klasycznego schematu gdzie główny bohater jest początkowo nikim, ale potem szybko osiąga ogromną potęgę, niszczy wrogów i po drodze zdobywa bardzo atrakcyjną kobietę (czasami nawet harem kobiet). Do tego protagonista co chwile rzuca jakieś życiowe mądrości na poziomie jakiegoś kiepskiego coacha. Brutalność oczywiście w tym filmie jest ukazana i to nawet dość dosadnie, ale co z tego skoro sama fabuła jest mocno naiwna. Na szczęście miałem okazje niedługo później zobaczyć też lepszy, japoński film o gangsterach o którym teraz opowiem.
Brutalna dekonstrukcja Yakuzy
Japonia to kraj gdzie motyw hańby i honoru przewija się dosyć często. Dotyczy to również tamtejszej słynnej organizacji przestępczej zwanej Yakuzą. Dla przykładu tam za przewinienie w ramach kary trzeba uciąć sobie mały palec. Reżyser Takeshi Kitano w swoim filmie o tytule "Wściekłość" z 2010 roku dokonuje jednak radykalnej dekonstrukcji motywu honoru w Yakuzie. Fabuła opowiada o konflikcie przestępczych klanów o terytorium. W krwawej walce o wpływy członkowie Yakuzy nie wahają się wzajemnie zdradzać, spiskować przeciwko sobie, a końcowo zabijać. Zasady i wzajemne zobowiązania wydają się być kompletnie puste. Pada nawet dość wymowny dialog w którym stwierdzono, że słynne obcinanie palca by zmyć hańbę już nic współcześnie nie znaczy.
Nie ma tu jednak brudu jak w zachodnich produkcjach. Gangsterzy ciągle są tu dobrze ubrani, a pomieszczenia w których przebywają są czyste. Większy nacisk położono na pokazanie przemocy. W ten sposób świat gangsterski zostaje przedstawiony jako powrót do Hobbesowskiego stanu natury gdzie toczy się wojna każdego z każdym, a cywilizowane reguły zdają się być zawieszone. W filmie ten kto miał pozycje i siłę nie tylko zabijał, ale też często upokarzał swoich wrogów, własnych podwładnych czy zwykłych ludzi czy to bijąc ich do nieprzytomności za zwykłe zabranie głosu bez pozwolenia czy okaleczając ich. Nie było tam żadnych szlachetnych gangsterów tylko goście którzy bez problemu pobiliby niepełnosprawnego gdyby zaszła tak potrzeba i wbili nóż w plecy własnemu bratu dla osobistych korzyści.
Końcowa refleksja
Brakuje mi współczesnej produkcji polskiej która by ukazywała gangsterskie porachunki w równie bezwzględny i brudny sposób. "Ślepnąć od świateł" jest chyba najbliżej tego ideału, ale wbrew pozorom to nie jest do końca serial o gangsterach. "Jak zostałem gangsterem" miało szanse być taką historią poświęconą człowiekowi który idzie po trupach do celu. Zamiast tego dostałem opowieść jak to trzeba być prawilnym gangusem co się trzyma ze swoimi ziomkami na dobre i złe.
Jest to nie tylko naiwne, a przez to szkodliwe romantyzowanie życia gangsterskiego co zwyczajnie nudne. Oczywiście dla przeciętnego, polskiego normika inne podejście do tego gatunku filmowego może się wydawać szokujące, ale z drugiej strony może dzięki temu skończyłaby się idealizacja różnych form patologii w tym kraju. Z trzeciej strony temat ten może skłaniać do pewnych refleksji. Idea, że człowiek zdolny krzywdzić innych dla pieniędzy kierowałby się jakimiś honorowymi zasadami jest dość zabawna. Oczywiście wewnątrz grup przestępczych panują pewne hermetyczne reguły, ale wynikają one z pragmatyzmu lub pomagają budować pewną zbiorową tożsamość, a nie są wyrazem szlachetnego charakteru samych przestępców. .
Ostatecznie w świecie przestępczym chodzi głównie o zdobywanie władzy i pieniędzy. Ludzie którzy wchodzą do tego świata to albo biedni desperaci, albo jednostki patologiczne wychowane w nieodpowiednim środowisku, albo bezwzględni psychopaci i należy o tym pamiętać.
#przegryw #filmy #seriale #kino #przemyslenia #filozofia


