Prośba na PW w ramach #anonimowehejtowyznania

"Zaraz idę porozmawiać ostarni raz z żoną o rozwodzie, jutro startujemy z prawnikiem. Dzisiaj jest ostatnia szansa aby spróbować to ogarnąć. Ciężkie jest to życie. Trzymacie kciuki Tosie i Tomki!" #zalesie #depresja #rozwod

Komentarze (33)

Ciężki temat. Ciekawe po ilu latach życia ze soba :x trzymam kciuki żeby wszystko po Twojemu się skończyło

@Enzo Znam lepszy przypadek. Małżeństwo się rozwiodło, ale po pewnym czasie stwierdzili, że żyć bez siebie nie mogą i ponownie wzięli ślub, cywilny oczywiście. Urzędnik stanu cywilnego powiedział im, że takich cudaków jeszcze nie widział

Jeżeli macie obopólne zrozumienie że to dobra droga to już pół sukcesu, bo może cały proces przejdzie w miarę bezboleśnie, cywilizowanie I sprawiedliwie.

@Opornik nie o to chodzi - jeśli z obu stron masz człowieka co chce rozwiązać problem drogą kompromisu i ogólnie pojętej sprawiedliwości to jest 90% sukcesu

Gdy jest miłość i sympatia przykryta płaszczem żalu i rozczarowań, to warto spróbować z terapią par. Jeśli jest tylko zobowiązanie i głupia konsekwencja to dobry ruch. Ciężko jest być z kimś, kogo nawet się nie lubi. Wytrwałości.

Jak się nie układa, nie ma tego co było a są ciągle jakieś doły itp to trzeba to zakończyć i się przestać męczyć.


Ja sam zastanawiam się czy dobrze wybrałem, odkąd jest dziecko to wszystko zdechło praktycznie.

Otrzymuję tłumaczenia o wiecznym zmęczeniu, staram się i pomagam ile mogę często poświęcając swoje dotychczasowe strefy komfortu.

Do pracy wyjeżdżam o 7 wracam 10 - 11 by być jak najwcześniej przy nich i pomagać, wstają 8-9 więc jest sama z dzieckiem 2-3h w sytuacji gdy dziecko nie idzie do przedszkola.

Podczas gdy dziecko jest w żłobku/przedszkolu a moja jedzie na 14 do pracy i wraca 20 ja jestem znaczne dłużej.

Ciągle słyszę że wszystko nie tak wszystko źle.

Ratunkiem miały być wakacje choć mówiłem że to nie będą wakacje jak dotychczas tylko latanie za dzieckiem - wybrała 37stC i potem narzekała na mnie że c⁎⁎j nie wakacje.

Były wyjazdy weekendowe - też źle

Siedzenie w domu - źle

Wypad na miasto - źle

Jeszcze jak o mnie chodzi to tam już przywykłem do tego i nawet nie zwracam uwagi ale najbardziej mnie boli i wkurwia jednocześnie jak wyzywa dziecko od bachorów dzieciorów i innymi epitetami wszelkiej maści...


Wiem że czasami święty by nie wytrzymał ale takie coś i to praktycznie codziennie nie jest normalne i prosiłem już kilkanaście razy o to by zapisała się do psychologa- nawet nas wspólnie i niech psycholog rozkminia co jest nie tak bo mi się już skończyły pomysły i siły by to ratować.


Nawet przy stole wigilijnym to mówiłem, nie wspomnę że w gąszczu życzeń nawet nie podeszła do mnie by mi życzenia złożyć

@Odwrocuawiacz Oj kurde stary, słabo to wygląda, twoja żona potrzebuje psychologa i odpoczynku, a oboje pracy nad swoim związkiem i życiem. Twoja żona brzmi jak osoba, która leci na ostatnich oparach zdrowia psychicznego. Niezależnie od tego, czy finalnie ze sobą zostaniecie czy nie - nie chcesz, żeby matka twojego dziecka była "wariatką", obiecywaliście być ze sobą w zdrowiu i chorobie, a kryzys zdrowia psychicznego też jest jedną z takich chorób. Tak więc warto moim zdaniem wyprostować sytuację, nawet jeżeli podejmiecie decyzję o rozwodzie, to już na spokojnie.


Nie bierz to jako atak na siebie, bardziej jako próbę pokazania, jak pewne rzeczy potrafią wyglądać z punktu widzenia kobiety.


"odkąd jest dziecko to wszystko zdechło praktycznie" - to się dzieje w wielu związkach. Czy wszystkie kobiety na świecie są zaprogramowane tak, że się zmieniają całkowicie, kiedy pojawi się dziecko - czy po prostu dziecko zmienia wszystko? Niektórzy faceci oczekują, że mimo pojawienia się na świecie olbrzymiego zobowiązania i pożeracza zasobów czasu i sił, jakim jest dziecko, to zupełnie nic się nie zmieni, nie będą musieli poświęcić żadnych własnych hobby a kobieta będzie nadal tą seksowną, piękną, zadowoloną z życia osobą, z którą się ożenili. Jeżeli między wami było wcześniej dobrze, to nie "ona się zmieniła". Jest samą osobą, tylko znalazła się w zupełnie innych okolicznościach, w których sobie kompletnie nie radzi.


Ciąża obrabowuje organizm kobiety z mikroelementów i substancji odżywczych (w tym omega-3, z których zbudowany jest mózg), organizm jest wyczerpany, potrzebuje ponad roku żeby się zregenerować, odbudować niedobory, do tego dochodzi jeszcze stres i obowiązki związane z opieką nad dzieckiem. I jeszcze na głowie drugie "duże dziecko", faceta który domaga się miłości i uwagi w takiej samej ilości, jaką miał do tej pory i nie rozumie, dlaczego teraz otrzymuje jej mniej.


"tłumaczenia o wiecznym zmęczeniu" - nie, to nie "tłumaczenia" - jeżeli mówi, że jest zmęczona, to jest, kurde, wam się wydaje że zmęczyć się można tylko kopiąc rowy?


"pomagam ile mogę" - brzmi jak cała robota po jej stronie, a ty najwyżej "pomożesz ile możesz", mimo że oboje tak samo pracujecie zawodowo. Nie, nie powinieneś "pomagać kiedy możesz". Powinieneś wykonywać prace domowe i opiekę nad dzieckiem w takim samym stopniu, jak ona.


"często poświęcając swoje dotychczasowe strefy komfortu" - a ile tych swoich stref komfortu musiała poświęcić twoja żona?


"moja jedzie na 14 do pracy i wraca 20" - taka praca to chuj nie życie, rano śpi do późna i nic nie zrobi, rano zajmuje się dzieckiem, po powrocie już nie ma czasu dla siebie, albo siedzi po nockach i zarywa sen - żadna z tych opcji nie jest dobra - może warto zmienić robotę? Nawet za mniejsze pieniądze, ale zyskując więcej czasu i spokój?


Tu trzeba usiąść i szukać realnych zmian w celu poprawy komfortu waszego życia, większej możliwości regeneracji, odpoczynku - nie jednorazowego wypadu na jeden dzień, tylko codziennie.

@GazelkaFarelka fajnie.

Przyczepienie się po "pomagam ile mogę" spowodowało że przestałem czytać.


Ja sie zawodowo przezbroiłem na wychowywanie dziecka i jestem od wczesnych godzin rannych w domu by się nim zajmować kiedy się da, inny by elo i 8h do januszeksa od 8 do 16.


Co do pracy mojej różowej to też nie zawsze ma tak jak wpisałem bo 2 dni ma 9 do 13 i róznie sobie to układa (samozatrudnienie+pracownik)

@Odwrocuawiacz zrób jej test dr szarpanki: idźcie do warzywniaka, ona wybiera ziemniaki, ty jej podbierasz jak nie patrzy i ładujesz z powrotem jak patrzy, jeżeli będzie je wyrzucać to znaczy że po prostu kojarzą się jej źle - z tobą, wcześniej sama w końcu je wybrała, w takim przypadku nie ma czego ratować i pora zakładać nowe gniazdo

@Odwrocuawiacz brzmi jak depresja u żony, dobrze że próbujesz zaciągnąć ją do psychologa, a jeszcze lepiej byłoby do psychiatry. Depresja przy dużym poczuciu obowiązku często objawia się wiecznym wkurwem i agresją, a nie stereotypowym smutkiem. Chemia w mózgu nie teges i można ją uregulować i znacząco poprawić jakość życia.

U mnie to mąż miał ten problem, darł się na dzieci nonstop, ich hałasy całkowicie wyprowadzały go z równowagi, wyjście gdzieś z nim to były tylko nerwy, już wolałam sama gdzieś się wybrać z trójką małych dzieci niż znosić jego fochy. Namówiłam go w końcu żeby poszedł i po lekach poprawiło mu się bardzo, co ciekawe on nie czuje gigantycznej różnicy w nastroju (bo wcześniej też niby „nie czuł się źle”, tylko wszyscy dookoła go wkurwiali, czyli ja i dzieci), te leki działają bardzo subtelnie, nie zmieniają osobowości, czego niektórzy się obawiają. Ale widzę po nim że jest spokojniejszy, ma więcej cierpliwości, jest w stanie cieszyć się czasem spędzanym z dziećmi.

@ratty jeszcze jak słyszę czy czytam

"Zrób więcej"

"postaraj się bardziej"

To mnie mdli...


Ja bym zrobił więcej to musiałbym zrezygnować z pracy (co również proponowałem) ale rachunków Ona ze swojej pracy nie pokryje skoro teraz ma klientów na kilka h i często luki w grafiku.


Ja organizuję od A do Z wszelkiej maści rachunki poza kateringiem przedszkola, w 70% robię też zakupy żywności.


Nie wiem jak miałbym jeszcze zejść z czasu pracy i utrzymywać wszystko

Zastanawiam się co w takim razie robią ludzie pracujący 160h w miesiącu (180h z dojazdami)

@Odwrocuawiacz nie daj sobie wejść na głowę, musisz skonfrontować stanowiska jakimiś obiektywnymi mierzalnymi testami, jak w domu jest bałagan to nawet na 1 dzień zatrudnijcie sprzątaczkę, jak dziecko odbiera czas to nianię, jeżeli dalej jest wymyślanie to tak naprawdę nic nie zdziałasz bo to tylko wymówki na życie, tylko najlepiej niech to nie będzie tylko konfrontacja między wami, ale jakąś trzecią stroną, względnie neutralnym świadkiem, który potwierdzi lub zaprzeczy tezie/antytezie, nie można z siebie robić debila przed wariatami, problem jest albo go nie ma, da się naprawić albo nie, doskonale rozumiem tę kwadraturę koła i ciągle źle, jak ktoś popadnie przy nas w spiralę defetyzmu to nie da się tego własnymi siłami odkręcić, to samo w robocie, choćbyś bym najszczodrejszy i najbardziej się starał na świecie to przy niektórych ludziach będzie wiecznie źle, narzekania, wymówki, bagaż podrzucany tym którym się chce żyć, działać, tworzyć, walczyć, a nie wegetować i narzekać

Zaloguj się aby komentować