#lata90 #hejto40plus #hejto30plus #dzieci raczej nie #nostalgia kontynuujemy #preczzmitologizacjalat90

Dzieci jakieś takie szczęśliwsze były bez smartfonów i się sobą umiały zająć, nie to, co teraz... i szacunek do rodziców jakiś był. A od jednego lania pasem, to nic się nikomu nie stało.


Stary z pasem, matka darła mordę... tak wyglądała rzeczywistość lat 90. w wielu polskich domach. Z mojej perspektwy powiem, że miałem farta w loterii i trafili mi się rodzice nie stosujący przemocy. Natomiast z domów moich kolegów pamiętam nieobecnych ojców, którzy uruchamiali się tylko, gdy trzeba było opierdolić i marudzące matki ewentualnie matki-wartiatki. Mój kolega Adam potrafił od swojej rodzicielki dostawać regularny wpier...l łącznie z waleniem jego głową w ścianę za to, że np. zapomniał kupić chleba albo śmietany. Ale przynajmniej szacunek do rodzica był, prawda dziady? Nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę o cudownych właściwościach pasa, albo klasycznego lania w dupsko. Dane z lat 90. nie napawają optymizmem. W tamtym czasie oprócz klasyki w postaci kontrolnego klapsa, dochodziło niemal jak w XIX w. do przypadków tzw. zaniedbań takich jak braki żywieniowe i brak dbania o podstawową opiekę zdrowotną dziecka. Poza tym obecna była przemoc seksualna włącznie z, jak to określają eksperci, przemocą seksualną komercyjną czyli dla finansowego zysku. Badanie kwartalnika "Medycyna Środowiskowa" opisuje przemoc wobec dzieci w tamtym czasie jako "zjawisko o dużej skali". Jednocześnie skala wzrostu związana była z pojawiającą się już świadomością społeczną i pierwszymi reakcjami na przypadki stosowania przemocy wobec dzieci. W 1997 ustanowiono nowy organ państwowy, którym był Rzecznik Praw Dziecka. Jednak działać zaczął on dopiero w 2000 roku. W 1995 roku powstało Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie czyli "Niebieska Linia". Tak fajnie się żyło.

f84aa617-1343-42f1-8619-92fca45d3ab3

Komentarze (44)

@WatluszPierwszy


Tja... szacunek do rodzica podszyty strachem, że jakiekolwiek przewinienie zakończy się karą fizyczną.


Dziwi mnie, że moi dziadkowie czy nawet ciocia z mamą potrafili wspominać z rozrzewnieniem, że dostali wpierdol. Na przykład za złe oceny czy jakąś pyskówkę.


Podobnie było ze znajomymi z pracy. Koleżanka w wieku mojej mamy potrafiła się pochwalić, że jak jej syn miał syf w pokoju, to wyciągnęła mu wszystkie ciuchy z szafy i zrobiła jeszcze większy bałagan. No na pewno po takiej próbie dyscypliny zapałałbym większym szacunkiem do rodzicielki.


Poniekąd się zgodzę, że może to czegoś nauczyć. Na przykład jak kozaczenie po pijaku skończyło się rozbitym nosem, to zrozumiałem, że lepiej tego nie robić. No ale mówimy o dorosłej osobie, a nie o bezbronnym dziecku, które wielu rzeczy nie rozumie albo nastolatku, który przeżywa naturalny dla niego okres buntu.


À propos zaniedbywania dzieci - rodzice mojej byłej dziewczyny mieli gdzieś jej edukację i nie interesowali się, jak idzie jej w szkole, przez co musiała powtarzać czwartą czy piątą klasę podstawówki. No ale oni sami nie zdali matury.

@cyberpunkowy_neuromantyk zaniedbanie było. Pamiętam z czasów podstawówki dzieciaki, które ewidentnie odstawały wyglądem (ubrania, czystość) i nie był to efekt biedy w domu. Miałem koleżankę w klasie, która była super kumpelą i niesamowicie zaradną osobą, ale to był efekt tego, że ona i jej dwóch starszych braci praktycznie sami się wychowywali. Tam rodzice nie dbali o to, czy ona ma coś do jedzenia do szkoły, czy się ubierze tak czy siak. Zero kontroli. Pamiętam, że po szkole siedziała zwykle ze starszymi o kilka lat chłopakami na murku przed kamienicą. Cały czas tak siedzieli, to był ich sposób spędzenia wolnego czasu. Nikt się nimi nie interesował.

@WatluszPierwszy ale ty musiałeś mieć smutne dzieciństwo 🤦🏻 Nie wiem gdzie mieszkałeś ale u mnie w niedużej miejscowości jakoś tych twoich patologii nie widziałem. Było skromnie, czasem niepewnie ze względu na bezrobocie, lecz rodzice dbali o nas, wychowali najlepiej jak mogli, dali z siebie ile się dało na tamte warunki. Była nas trójka rodzeństwa i wśród naszych znajomych jakoś nie widziałem tych przypadków z tych twoich wywodów. Gdzie wy mieszkaliście? Jestem rocznik 79 więc jak najbardziej wychowywałem się w latach 90.

@pawel-4 ja to widziałem dookoła siebie. Nie miałem w rodzinie przemocy. Mimo bezrobocia, które moją rodzinę mocno doświadczyło, to było dobrze. Ale jednak zauważałem jednostkowe przypadki, które mi burzą obraz szczęśliwego dzieciństwa. Poza tym badania i statystyki nie biorą swoich wyników z kosmosu.

@WatluszPierwszy pas to był u mnie w domu dosyć łagodny wymiar kary w sumie.

Ja jak nawywijałem to w ruch szedł pręt

No, ale tak jak piszesz. "Dzieci jakieś takie bardziej spokojne i ""wychowane były"".

To mam akurat nadzieję, że nie wróci.

Mam szczerą nadzieję, że obecnie rodzice zapamiętali iż gówno to dawało, a często skutek był nawet odwrotny.

@Thereforee nie musiał. Mam kumpla, który kiedyś opowiadał, że jak ojciec wracał do domu, to on się od razu pod stół chował, bo od wejścia mogło wejść w ruch, to co staremu pod rękę podeszło.

@LaMo.zord o panie, przypomniales mi, ze tez dla urozmaicenia zdarzalo mi sie oberwac takim stalowym pogrzebaczem do pieca. Najlepsze, ze przy ktoryms wpierdolu sie zlamal od napierdalania to pamietam, ze mimo bolu zaczalem sie smiac, to lanie dokonczone zostalo klasycznie pasem. Ech te cudowne lata 90...


Wpierdol potrafil byc dawany nawet w obecnosci postronnych osob, gosci, sasiadow itp

@LaMo.zord zgadza sie, chyba najgorsze co mozna bylo zrobic w czasie lania.


Ciekawi mnie za co dostawaliscie wpierdole, ja przykladowo dostawalem za przewrocenie kwiatka, za zbyt pozne przyjscie do domu, za przejscie na druga strone wsi przez ulice, za spadniecie z hustawki (to bylo dobre - podwojny bol - od spadniecia i od wpierdolu)

@WatluszPierwszy Ludzie nawet nie wiedza jak wiele ich dzisiejszych zachowan wynika z takich niby 'normalnych' traum dziecinstwa, ktore przezywalo cale pokolenie. Duzo takich zachowan ktore trwaja z nami do dzis to byly wzorce ucieczki przed zagrozeniem i proba dostosowania do otoczenia. Kompensowanie braku uwagi rodzicow czy milosci.

Na przyklad, bycie smieszkiem w towarzystwie nie znaczy ze ktos jest szczesliwy. "People pleaser" czyli ktos kto zadowala wszystkich to ten ktory musial walczyc o uwage rodzicow, bo otrzymywal ja tylko w wybranych sytuacjach (np. typowe "tatus jest zajety"). To lek przed odrzuceniem i tym samym walka o atencje - bo zadowalajac kogos zamiast siebie, sprawiamy ze stajemy sie wartosciowi dla tej osoby. Takich przykladow jest duzo, a ludzie pisza ksiazki na ten temat.

Pisze to, bo dla mnie osobiscie bylo szokiem jak tragicznymi wychowawcami byli rodzice z lat 90'. A argument, ze "wyszlismy na ludzi" jest brakiem zrozumienia problemu, bo czesto cos co uznajemy za nasza osobowosc to zwyczajnie reakcja na traumy.

@Mikel w punkt. Ja dopiero, jak poszedłem na terapię i jednocześnie zacząłem czytać i dowiadywać się pewnych rzeczy, to przejrzałem na oczy. Do dziś pamiętam tych "głośnych, wesołych" kumpli te zawsze "dostępne" (brzydkie słowo, wiem) koleżanki. To był niemal zawsze efekt potrzeby zaspokojenie akceptacji, szukania wartości, tego żeby ktoś powiedział albo pokazał w jakikolwiek sposób "widzę cię". Smutna sprawa i smutne są często życiorysy takich ludzi.

@WatluszPierwszy Miałem takich kumpli na osiedlu, których stary był otwartym przemocowcem i krzykaczem. Matka zmarła jakiś czas temu, a stary został sam. Moja mamuśka go spotkała w sklepie i rzuciła że pewnie cośtam szykuje, bo na pewno wnuki się do dziadka wybiorą a ten zaczął biadolić, że synowie to o nim nie pamiętają a wnuków to prawie w ogóle nie widuje. I tak mi się mamuśka żali że jak tak można, nic chłopakom nie brakowało, a teraz tak ojca traktują. No to ja się uruchomiłem i powiedziałem jak to wyglądało z mojej perspektywy:

  • ciągłe wrzaski i kary fizyczne, słyszane nawet z ulicy

  • gwizdanie z okna jako sygnał obowiązku powrotu do chaty; raz chłopak się zapomniał i chciał dograć mecz (3 minuty) to stary wybiegł z bloku i dosłownie na kopach zagonił go do domu bluzgając na niego przy innych dzieciach

  • bluzganie na kolegów - mnie kiedyś za rękę wyciągnął z domu, bo Łukasz ma się uczyć;

  • zmuszanie obydwu chłopaków do bycia ministrantami; kiedyś stary chodził po domach i zbierał na kościół, to rzucił mi kilka niewybrednych uwag jak powiedziałem że nic nie dam, bo nie mam (miałem z 12 lat xD) - JAK TO? NIC NIE MASZ?? NA KOŚCIÓŁ???

  • koleżankę/sympatię jednego z nich zwymyślał na klatce od dziwek (nastoletnią dziewczynę), że ma jego synowi nie zawracać głowy bo on sobie takich nie życzy

I tak dalej, i tak dalej. Chłopaki nie chcieli o tym rozmawiać, ale wszyscy wiedzieli jak było. Może i materialnie nic im nie brakowało, ale cały czas żyli w strachu. Młodszy to chyba zaraz po maturze wyrwał nie wiem gdzie i nie wiem co się z nim dzieje, starszego widywałem bo został w mieście na studia, ale jeszcze w trakcie wyniósł się na jakąś stancję.

Ale dla mojej mamuśki to nie są argumenty, bo to przecież taki porządny człowiek, przecież nic się chłopcom nie stało skoro wyszli na ludzi. A ja im się nie dziwie - wolałbym własne dzieci trzymać z daleka od takiego po*eba.

@mannoroth mnie w tym wszystkim jeszcze rozpierdala na lopatki jak jakas ciotka czy inny wujek, gdzies przy okazji jakiegos spotkania rodzinnego rzuci tekstem "no, dobrze syna wychowaliscie, osiagnal sukces w zyciu" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@Pirazy @WatluszPierwszy @LaMo.zord Kiedyś to stworzyłem i wrzuciłem na wyp0k. Mało mnie nie zjedli, że co za nosacz, przecież to prawda xD Debile sprzączką dostawali po łbie a potem zdziwienie że korwina popierali xD

f87947da-95ac-415a-8fb0-74c0070c3b34

@WatluszPierwszy nie mam doświadczenia w tym temacie, u mnie w domu przemocy fizycznej nie było. o jednym przypadku jaki wiem u moich kumpli to ojciec kumpla był alkoholikiem i jakieś tam burdy po alkoholu wszczynał. kumpel oczywiscie przez to sam sprawiał problemy w szkole. w sumie nie ma sie co dziwić, gdzies i jakoś to musiał rozładować, a tylko taki sposob znał. oczywiscie standardowo jak dorósł wystarczająco fizycznie to postawił się ojcu kiedy ten kolejny raz chciał go pobić i sam mu wpierdolił i wtedy jego gehenna się skończyła. w dorosłym życiu oczywiscie zerwanie relacji z ojcem. no nie potrafię sobie nawet wyobrazic jak musi się czuć mały człowiek bity i zaszczuty w ten sposób przez własnego rodzica. patrzę na moją córkę i tak bardzo nie chcę, żeby stała się jej krzywda. Jak mógłby sam jeszcze ją uderzyć, bić regularnie, maltretować, zamiast chronić, pomagać, opiekować się. no nie. z drugiej strony wiem, ze to była dość powszechna praktyka i tym bardziej nie rozumiem tego, jak to możliwe ze tak wiele osób potrafiło być tak złymi dla własnych dzieci.

@FriendGatherArena

Jak mógłby sam jeszcze ją uderzyć, bić regularnie, maltretować, zamiast chronić, pomagać, opiekować się. no nie


To jest cel chyba każdego rodzica. Nawet tych którzy bili - bo bili po to żeby przekazać jakies wartości. Przynajmniej takie jest ich mniemanie, bo w rzeczywistości bardziej rozładowywali tym swoje emocje.


To nie chodzi o to że Ci ludzie nie chcieli dobrze - chcieli ale na swoj pokraczny sposob. Swiadomosc swoich emocji, czy potrzeb dziecka byla praktycznie zerowa. Dziecko mialo sie dostosowac do swiata bo to ono jest glina w ktorej rodzic rzezbi dziecko na swoje podobienstwo. Wpajane nam byly aksjomaty, ktore nigdy nie byly tlumaczone, np. "starszych nalezy szanowac" - bylo wymagane zawsze, wszedzie i z kazda moca. Dziecko sie nie chce dostosowac? Nalezy mocniej przykrecic srube i doslownie "wbic do tego pustego lba". Skoro metoda byla "skuteczna" u rodzica to czemu mialaby nie dzialac u dziecka... Taki rodzic bije wiec swoje dziecko probujac go "nauczyc" tego swiata w ktorym on sam zyje. Inne spojrzenie na swiat, bylo wiec negowane i zduszane w zarodku - nie dla wygody rodzica ale dla "dobra dziecka". Kwestia spojrzenia tym czym jest "dobro"...

EDIT - zobacz w ogole ile takich ludzi w zwiazkach robi dokladnie to samo. Na przyklad ile to razy slyszalem jak facet opierdalal partnerke bo ta bzdurno wydala pieniadze. Zobacz, ze czesto nic to nie zmieni w faceta zyciu bo to jej pieniadze i jej wybor, ktory bedzie tkwil w jej szafce. Tylko facet ma "chronic" kobiete wiec opierdala ja bo sam kupilby to taniej albo lepszej jakosci. Krytykuje wiec wybor po to zeby czegos nauczyc, przekazac - bo sam z domu wyniosl ze tak sie uczy czlowieka zeby wiecej takich bledow nie popelnial

@FriendGatherArena ja też nie miałem przemocy w rodzinie. Tak jak mówię, dobrze mi się wylosowali rodzice

Generalnie jestem zdania, że chyba nasze pokolenie tych dzisiejszych 30-40-latków jest pierwszym, które zauważa minusy tego, jak kiedyś wyglądał model rodziny, jakie były wzorce itd. i o tym dyskutuje i chce coś zmienić.

@Mikel dziękuję za wyjaśnienie całkowicie obcych mi ścieżek myślowych. jedna rzecz natomiast nadal mi się nie spina.

Nawet tych którzy bili - bo bili po to żeby przekazać jakies wartości.

Ludzie tu opisują, jak rodzice wymyślne narzędzia tortu stosowali - bicie kapciem, gołą ręką, kablem, nawet ktoś pisał że pogrzebaczem czy prętem. Nawet jeśli wierzysz w to, ze w ten sposób jesteś w stanie dziecku coś przekazać, nauczyć czy pomóc to jeszcze pozostaje kwestia jakiejś empatii - to nie jest tak łatwo zadać ból fizyczny kochanej istocie. tu trzeba użyć przemocy, siły wobec dziecka, słuchać jak krzyczy i płacze i nadal bić własne przecież dziecko i to z dużą siłą. Ja mam problem smarki z nosa odciągnąć jak widzę, jak jest przerażona, bo mi sie empatia załącza, mimo ze to przecież dla jej dobra. Jeżeli ktoś nie ma psychopatycznych skłonności to mi sie w żaden sposób nie spina taka osobowość. Przecież ci ludzie się przede wszystkim wyładowywali na takim dziecku. Gówno ich tam obchodziły uczucia dzieci, to miało pomóc przede wszystkim im. Nie wiem, może wtedy ludzie po prostu nie kochali swoich dzieci? Jak możesz kochać kogoś i równocześnie go napierdalać z zimną krwią prętem dla jego dobra?

@Mikel ten przyklad akurat nie do konca dobry. W jednym z poprzednich komentarzy zapytalem, za co inni dostawali wpierdole, m.in. wlasnie po to, zeby ocenic czy to proba "wychowania" czy po prostu wyladowanie zlosci rodzica. A jezeli juz nawet proba "wychowania" to czy w dobrym kierunku, czy raczej w odwrotnym typu "jak smiesz miec swoje zdanie, jak smiesz mowic, ze ty chcesz zostac inzynierem, nie pyskuj i kop te kartofle". Bo i takie przyklady znam

@FriendGatherArena Jest Ci to obce - tak jak obce Ci bylo wychowanie kapciem czy pasem, bo tego nie doświadczyłeś. Powszechność zjawiska wzbudza jednak poczucie słuszności, bo "skoro wszyscy biją, to znaczy że to podejście nie może być złe".

Tkwimy w kulturze, która nam narzuciła co jest dobre co jest złe do tego stopnia że sami nie rozumiemy że coś może być krzywdą. Sam nie rozumiem rytułału obrzezania (obu płci, tfu) albo rytułalnego uboju dhabiha. Jednak gdybym się wychowywał w kulturze żydowskiej czy islamskiej taka przemoc byłaby dla mnie powszechnościa. Skoro robił tak ojciec i dziadek to znaczy że skoro ja tak robię to robię słusznie. Zydowskiemu ojcu moze i bedzie przykro ze jego dziecko placze przy obrzezaniu ale wie ze to wszystko dla jego dobra - tak samo jak Ty wiesz ze Pani doktor musi wsadzic ten endoskop w ucho Twojego dziecka zeby sprawdzic co mu dolega. Oboje w swoim przeswiadczeniu robicie dobrze, jednak powodujecie placz u tego dziecka. To sa te same mechanizmy.

Do tego dochodza inne aspekty - jak powtarzalnosc czy satysfakcja z rozwiazania sytuacji. Pierwszy klaps moze wiazac sie z wyrzutami sumienia ale bicie 10latka to czesto rutyna. Tak jak to popularna sciema "to boli mnie bardziej niz Ciebie", placz wg takiego rodzica jest oznaka tego ze dziecko ponioslo konsekwencje a nie ze go boli. Dochodzi wiec do sytuacji gdzie reakcja rodzica na placz nie laczy sie z tym ze dziecko boli ale z tym ze dokonuja sie "przemyslenia nad swoim zachowaniem". Jezeli placz wedlug racjonalnosci takiego rodzica jest oznaka czegos dobrego, to latwiej jest mu sie na nie uodpornic. Robi to w koncu po to zeby w przyszlosci wyszlo na ludzi....

@FriendGatherArena napisalem, ze nie do konca dobry a nie ze slaby, a potem dodalem, ze bicie nie musialo byc zwiazane z proba wychowania tylko ze zwyklym wyladowaniem wlasnej zlosci na dziecku. Po prostu nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze robili to "w dobrej wierze". Moze czasem tak, ale napewno nie w wiekszosci. Najebany jak stodola ojciec, rzucajacy dzieckiem o podloge to jaka to jest "dobra wiara"? Jakie wartosci probuje wtedy przekazac swojemu dziecku?


Chociaz w sumie czegos mnie to nauczylo - zaslaniac glowe a nie dupe, bo po pierwsze, dupa sie zagoi a po drugie dupy spod spodni nie widac a glupio paradowac z obitym ryjem

@Pirazy Nie za bardzo rozumiem, gdzie widzisz zgrzyt w przykladzie

Chodzi Ci o to czy robia to bardziej dla nauki czy bardziej dla upustu swoich emocji? Moim zdaniem z obu powodow, z taka roznica ze sa swiadomi tylko tego pierwszego.

Jesli chodzi o to czy przemocowe wychowanie to krok w dobrym kierunku? W caloksztalcie, ni cholery, nigdy to nie jest dobre rozwiazanie. Natomiast to czy wartosci ktore taki rodzic chce przekazac przemoca sa sluszne czy nie to juz inna sprawa. Ten sam rodzic moze wlac dzieciakowi za oplucie nauczycielki a za kilka dni wlac tym samym pasem za to ze sie zadaje z cyganska kolezanka. Wchodzimy wiec na temat tego co jest sluszne a co nie.

Sa tez sytuacje, gdzie rodzic wyzywa sie na dziecku ot tak, bo mu sie podoba i czerpie z tego satysfakcje, majac w dupie celowosc takiej agresji. Tutaj rodzic nie potrzebuje racjonalizacji swojej przemocy - czyli przeswiadczenia ze robi dobrze "w imie czegos". Zostawmy takie przypadki bo to jest kompletna patologia, nawet jak na lata 90' i wiaze sie raczej z sadyzmem a nie jakakolwiek metoda wychowawcza. Zdarzaja sie takie sytuacje ale nie nazwalbym je powszechnymi. Abstrachuje jednak od takiej patologii skupiajac sie na rzeczywistosci lat 90'tych.

@Pirazy 

Najebany jak stodola ojciec, rzucajacy dzieckiem o podloge to jaka to jest "dobra wiara"? Jakie wartosci probuje wtedy przekazac swojemu dziecku?


Alkohol wzmacnia agresje i poczucie sluznosci swojego punktu widzenia. Przeciez dobrze wiemy jak wygladaja pijackie dyskusje.
Czesto Ci alkoholicy sa bardziej agresywni - to fakt. Ci sami pijacy sa uparci i upieraja sie przy swojej wizji - to fakt. Wynika to z tego co alkohol robi z mozgiem.

Jednak kiedy ojciec tlucze dziecko bo to pojawilo sie w zasiegu wzroku to juz patologia nawet jak na lata 90'. Nie zgodze sie z tym ze byla to 'wiekszosc" bo bicie bylo powszechne nie tylko wsrod wioskowych alkusow ale tez wsrod dzieci wysoko postawionych rodzicow - bylo jednym slowem powszechne. Srednia spoleczenstwa nie bila dzieci dla zasady ale w imie czegos. Natomiast bicie dla zasady to juz sadyzm. Chcesz powiedziec ze wiekszosc polakow czula satysfakcje z zadawaniu bolu? Nie wydaje mi sie.

@Mikel nie wiem co czuli rodzice, za to wiem co czulo dziecko. Wiem tez, ze za duzo wspolnego z wychowaniem i przekazywaniem wartosci to to nie mialo a jak tego typu rodzice przypisuja sobie sukces doroslego juz dziecka jako efekt ich wychowania to noz w kieszeni sie otwiera. Z reszta kazdy przypadek jest inny, ciezko cos uogolniac, fakt pozostaje jeden - przemoc wtedy byla bardzo powszechna.


I w sumie jest jeszcze jeden aspekt - nie spotkalem sie absolutnie nigdy z refleksja takiego rodzica, ze "o kurde jednak zle postepowalem, jak ja moglem tluc wlasne dziecko", nigdy tez nie uslyszalem zeby ktorykolwiek przeprosil za to swoje dziecko. Ciekawe czy sa takie przypadki

Mój stary miał dwie metody wychowawcze - darcie mordy jak po⁎⁎⁎⁎ny, i tzw. "pydę" - drewniany 30cm kij, z powbijanymi cienkimi rzemieniami na końcu. Jak się tym zamachnął to pozostawało się modlić że uderzy trzonkiem, bo będzie siniak, a nie rzemieniami, bo będzie trudno gojące się rozcięcie. Moja matka dzielnie wychodziła z pokoju jak mu się zebrało, a zebrać mu się mogło po tym, że w pracy go wkurwiło to że ktoś na niego krzywo spojrzał, a ja dostałem w szkole uwagę za brak kredek. Jego grafik znałem na pamięć, a miał nieregularnie zmiany ranne, popołudniowe, nocne i całodniowe. Kilka razy się pomyliłem i zamiast być na popołudniówce, to wrócił z rannej zmiany, to uciekałem z chaty przez okno zanim się zorientował że jestem, bo dzięki temu unikałem wpierdolu za takie zbrodnie jak nieściągnięte naczynia z suszarki, nieobrane ziemniaki, itp. Ja i tak miałem szczęście, bo jak miałem 14 lat, to on praktycznie zniknął z mojego życia, więc dojrzewałem nie będąc w jego cieniu. Mój brachol miał mniej szczęścia, był pod jego wpływem dużo dłużej, i w sumie do dziś się go boi i szuka u niego potwierdzenia wszystkiego co robi.

Kiedyś próbowałem o tym gadać z teściem, który twierdził, że klapsy hartują i uczą szacunku, ale przestałem kiedy opowiedział mi że przez pierwsze dwie noce w wojsku spał powieszony za kołnierz na wieszaku i to go nauczyło hierarchii w grupie i dzięki temu wiedział co i jak, a jak za dzieciaka dostał lanie od sąsiada za ciągłe wykopywanie piłki na jego pole, to twierdził że był mu nawet za to wtedy wdzięczny.

Dla mnie pokolenie naszych starych to ludzie niezdolni do rozumienia czym jest krzywda w jakiejkolwiek formie. Oni sami zaznali jej tyle od wojennego pokolenia, że wyparli że coś takiego jak krzywda, czy to zadawana im, czy przez nich, istnieje, to był ich jedyny mechanizm radzenia sobie z tym. Odkąd żyję z takim przekonaniem w głowie, to jakoś ani mnie pierdolenie o "wychowawczym biciu" nie odpala, ani nie staram się wchodzić w dyskusje z osobami które tak twierdzą.

@Maciek dobrze napisane a pozostalo bez odpowiedzi, az dziwne.


Mnie osobiscie jak slysze, ze komus lanie (lanie a nie klaps bo to trzeba rozroznic) dobrze zrobilo to wlacza mi sie od razu czerwona lampka. I raczej nie polecam dyskutowania na ten temat z nikim z pokolenia naszych rodzicow, bo w wielu przypadkach uslyszy sie wlasnie takie madre teorie jak Twojego tescia. Nie wiem czy to sposob na racjonalizowanie swoich doswiadczen i swoich dzialan, ale to wlasnie to, co mialem na mysli wyzej, ze nie spotkalem sie osobiscie jeszcze z refleksja i przyznaniem sie do bledu ze strony przemocowcow. Dla mnie to byl efekt spirali przemocy, lalo sie bo kazdy lal, czesto bez wyraznego powodu i czesto bez wyraznego celu, odrzucam jakiekolwiek argumenty o tym, ze w swoim mniemaniu chcieli dobrze. Tylko tak jak pisze, trzeba rozroznic klapsa albo pojedynczy przypadek za jakies grube przegiecie od napierdalania czym popadnie za jakas pierdole. W swoim zyciu zdarzylo mi sie oberwac za to, ze ktos ukradl mi buty na wf. Kilka razy za niewinnosc i jak sie okazalo, ze faktycznie mialem racje, bo obcy rodzic przyszedl i powiedzial, ze cos nie bylo moja wina a bylo juz po wpierdolu to w odpowiedzi slyszal, ze lanie juz i tak dostalem to bedzie na przyszlosc, napewno nie zaszkodzi. Przeprosin nigdy zadnych nie bylo. Dla mnie nie ma i nie bedzie racjonalizowania takich zachowan, byly po prostu bezmyslne, bezcelowe i zwyczajnie szkodliwe. Kilka razy w mojej obronie stawali dziadkowie urodzeni przed wojna bo nawet oni widzieli co sie odwala, mimo, ze byli prostymi ludzmi. Jeszcze w poprzednim wpisie opa napisalem, ze to nie dotyczylo wcale tylko patologii, bo mimo takiego a nie innego "wychowania" nie uwazam, zeby moja rodzina kwalifikowala sie do takiego miana, w calym przekroju mojego owczesnego otoczenia wpierdol krolowal i nie byl niczym dziwnym, od urzednikow, przez ksiegowych az do rzeczywistej patologii i biedy, gdzie dzieciaki chodzily brudne a alkohol lal sie strumieniami.

@WatluszPierwszy Kiedyś spotykałem się z taką Sylwią i byłem u niej w domu. Jej ojciec - mechanik samochodowy - w ogóle ze mną nie rozmawiał. I tak się złożyło, że akurat siedziałem w kuchni, a ten ojciec szykował sobie jakieś jedzenie. Wiecie, były takie czajniki z gwizdkiem, stawiane na gazie - więc on zostawił ten czajnik i coś tam sobie kroił. Woda się już gotuje, gwizdek gwiżdże jak oszalały, więc postanowiłem zażartować, żeby przy okazji zagadać milczącego "teścia":

  • Ta woda to się chyba zaraz ugotuje na twardo, hehe.

Jego reakcja mnie zupełnie zaskoczyła. Nie tylko się nie zaśmiał, ale zaczął na mnie wrzeszczeć:

  • Cicho być! Milczeć! Jak śmiesz w moim domu, jak się nie podoba to wypad!

I takie tam. Patrzę na Sylwię i jej matkę - obie blade, wystraszone, milczące. Zrozumiałem, że w tym domu obie dostają regularne bicie za drobniejsze rzeczy. Serio wtedy mi przyszło do głowy, że mi facet prz⁎⁎⁎⁎⁎doli.

@Lemon_ ja miałem kumpla z takim ojcem. Facet, albo siedział w fotelu i czytał gazetę, albo siedząc w tym samym fotelu gapił się w TV a cała rodzina, tylko przemykała pod ścianami, żeby się "panu domu" czymś nie narazić.

@WatluszPierwszy u mnie rocznik 88 pas jeszcze przez pewien czas był w użyciu, do czasu aż zacząłem się śmiać gdy mama wymierzała mi karę. Z kolei moja młodsza siostra rocznik 92 już nigdy pasa nie doświadczyła, także zmiana postępowała.


Natomiast pamiętam jaki to był strach, gdy się coś nabroiło i groziło lanie pasem. Winiłbym tu matkę, która groziła "wróci ojciec i dostaniesz pasem".

Wszystkie traumy wojenne skumulowały się na pokoleniu naszych rodziców. Mój Ojciec wychowywał się w domu, w którym umiarkowaną agresją było ganianie babci z pistoletem przez jego tatę, oficera WP. Ani nie nauczył się szacunku do własnej matki, ani do mojej. Jako dziecko, byłem otoczony miłością obojga rodziców i w tej roli spełnili się dobrze. Niemniej... Uważam, że mamy sporo powodów, by wybaczyć temu pokoleniu.

Jako 5 latek miałem bliznę od oparzenia grzałką na twarzy - matka zapomniała ją odłączyć zanim zaczęła mnie nią okładać, ojciec był dużo gorszy...

@WatluszPierwszy to komuna była, w Kukizie to wszyscy mieli, u mnie w bloku chyba każdy dostawał mniejszy czy większy wpierdol i w zasadzie to długo uważałem, że to jest norma.

Zaloguj się aby komentować