Dyskusja użytkownika smierdakow
Jarosław Kaczyński po wyborach ustawia swoją partię na totalnie kolizyjnym kursie z Unią Europejską i Niemcami.
Gdy PiS rządził, Kaczyński wiedział, że choć tę Unię krytykuje, będzie się z nią musiał jakoś układać, że ostatecznie Morawiecki pojedzie do Brukseli, siądzie obok innych premierów i w końcu będzie współpracował. Kaczyński oddając władzę do niczego już Unii nie potrzebuje, dlatego przedstawia ją jako głównego wroga.
To o tyle istotne, że prezes PiS radykalizuje się, przechodzi na pozycje skrajne, już po wyborach. Mówi językiem radykalniejszym od Patryka Jakiego, Zbigniewa Ziobry czy Jacka Saryusza-Wolskiego. Przebija bełkotliwe wpisy Roberta Bąkiewicza. Co innego jednak pomruki byłego członka neonazistowskich bojówek, a co innego wprowadzanie takich tez do mainstreamu przez Kaczyńskiego – bądź co bądź to jego partia dostała 7,5 miliona głosów w wyborach.
Ruch Kaczyńskiego jest po części taktyczny. Kto ośmieli się podnieść rękę na prezesa po przegranych wyborach, kto będzie domagał się rozliczeń w sytuacji, gdy Kaczyński staje na czele wojny o polską suwerenność? Turbo radykalizacja ma też służyć zablokowaniu wszelkich prób wyciągnięcia wniosków z utraty władzy. Niektórzy w PiS rozumieli, że za dużo było kampanii negatywnej, za dużo straszenia Tuskiem i Niemcami. Ale Kaczyński wszelką debatę na ten temat właśnie uciął. Ogłosił jeszcze większe przyspieszenie w kierunku totalnej polaryzacji.
Spycha bowiem polską prawicę w kierunku antyeuropejskiego, antyunijnego i antyzachodniego szaleństwa. W żadnym z krajów UE nie będzie istniała tak potężna, mająca poparcie jednej trzeciej społeczeństwa, siła domagająca się de facto demontażu Unii. Bo prawica pod rządami Kaczyńskiego żegna się z Unią, Europą i Zachodem. Dla wysiłków budowy rozsądnego konserwatyzmu zostaje nagle strasznie mało miejsca.
#polityka