Ferie zimowe? A komu to potrzebne, a dlaczego?!
hejto.plPlan był prosty - zamiast napychać gurolom sakiewkę podczas ferii zimowych to trzeba te ferie zorganizować w nieco cieplejszych okolicznościach przyrody.
Wymyśliłem z różową, że zamiast przepalać cały czas na atrakcje zimowe to wsiądziemy w samolot wiosną i na południu europy będziemy ładowałi baterejki w słońcu i wśród przepieknej wiosennej aury - wybór padł na Maltę.
Spakowaliśmy mandżur, podjechalismy do Modlina i ziuuu tanimi liniami i oto jesteśmy!
Pierwsze wrażenie? No nie jest to wiosna w pełni...Temperatury na poziomie 12-14 stopni w dzień a w nocy w okolicach 6-7 stopni. No nic, pomyślałem, skupimy się na zwiedzaniu, w końcu jesteśmy tylko 5 dni - wykorzystamy ten czas produktywnie a nie leniwie!
Dzień pierwszy.
Z lotniska mieliśmy transfer do hotelu Xemxija Bay, jakaś godzina drogi autobusem, lokalizacja na północy wyspy.
Pani w recepcji powitała nas spanaiłą angielszczyzną z czystym brytolskim akcentem, nie powiem miało to swój urok!
Pokoje czyste, schludne aczkolwiek sam hotel miał najlepsze lata za sobą - ot taki standard dla gości, który nie oczekują wodotrysków. Mieliśmy nawet swój basen - niby zimno jeszcze, ale byli śmiałkowie (w tym polacy) na kąpiele w tej temperaturze.
Wzieliśmy opcję ze sniadaniami w hotelu - w tej cenie "szwedzki stół w stylu angielskim" i tak dzień w dzień - akurat nam to nie przeszkadza bo lubimy angielskie śnniadania a dodatkowo są to naprawdę zbilansowane posiłki i jak się dobierze odpowiednie składniki to nawet zdrowe! ¯\_(ツ)_/¯
Tak, ceny noclegów są atrakcyjne poza sezonem i stąd obecność takiej biedoty jak ja. W sezonie jest już turbo drogo - nie wiem czy byłoby mnie stać!

Przylot był po południu więc czym prędzej poszliśmy do pobliskiej tratorii zjeść coś na szybko i trochę się poszwędolić, tak w owoce morza to oni potrafia...
Czy jest coś takiego jak kuchnia maltańska? Ośmielę się postawić tezę, że nie ma!
Fakt mają te swoje potrawki z królika i buły z nadzieniem różnorakim, ale jest to bardziej kulinarny tygiel z widocznymi włoskimi naleciałościami - w knajpach zawsze zjesz pizze, pastę lub inne smakołyki kuchni włoskiej. Jesli masz ochotę to znajdzie się chińczyk, grill lub lokalny fast food. Ale wyraźnej tożsamości jedzeniowej brak (jak to ma miejsce np w Bari czy Chorwacji).

Po lanczu, krótki odpoczynek i popołudniowy spacer w kierunku sasiadującej z anmi niemal Saint Paul's Bay. Ostre powietrze, ale na szczęście dopóki słońce świeciło to było całkiem przyjemnie. Pierwsze wrażenie okolicy to czystośćc - nie ma tutaj takiego pierdolnika ze śmieciami jak np w połudnowych włoszech, jest schludnie choć bez przepychu.
Gdyby tylko było ciut cieplej, heh...
Dzień drugi.
Valetta.
Zachęceni filmami Pana Makłowicza jedziemy do stolicy czyli Valetty. Od nas to jakieś 40 minut autobusem. Można też sobie zamówić Bolta jeśli ktoś chce oszczędzić parę minut i nie gnieść się z plebsem. Ugułem komunikacja działa, jest tanio, w godzinach szczytu jest ciasno, nie jest szybko - wszedzie są korki a im bliżej stolicy tym gorzej. Oczywiście jest apka typu "jakdojade.pl" tylko, że autobusy mają to we d⁎⁎ie i jeżdzą po swojemu (nie należy się przywiązywać do rozkładu - nie działa, też potwierdzam)!
Co mnie zdziwiło to małe stosunkowo nasycenie "motorkami".
Anyway...
Zwiedzanie zaczynamy od fontanny Trytona - obowiązkowa miejscówka na fotki. Podobno strasznie długo ją budowali i z tego pwodu jest wręcz memiczna. No, ale rozmach jest!

Trochę zaczyna siąpić deszcz..co chwila chowamy się w zadaszenia bo jak leje to po maksie - 10 minut słońca, 5 minut ściany deszczu i w taką ciciubabkę się bawimy. Zaciskamy zemby i do przodu - zapłacone to się bawimy! xD #polacyrobacy
Sama Valetta jako miejscówka do zwiedzania nie jest duża - da sie ją zrobić w półtorej godziny. Gród nigdy nie odniósł większych obrażeń - wszystko wygląda ślicznie. a największe wrażenie robią mury obronne.

Pomimo pogody mnóstwo turystów - najcześciej można spotkać brytoli i polaków, trochę włochów (mają 70 km w linii prostej więc sobie mogą podpłynąć).
Oprócz jedzenia przejętego od angoli pozostawili sobie jeszcze chrakterystyczną zabudowę i oczywiście ruch uliczny "pod prąd" - to był jeden z argumentów żeby jednak sprobować komunikacją miejską bo jest niezły mindfuck z tymi rondami a jak widzisz bolta gdzie pasażer z wielką walizką pakuje się na miejsce kierowcy to myślisz "WTF?!"
Charakterystyczne zabudowy to kamienice z wystającymi balkonikami z drewna - kiedyś drewniane, w obecnie budowanych apartmanach na wynajem już z kamienia.

Zjadamy pyszne lody, pijemy klasyczne włoskie "ekspresso" i lecimy zwiedzić największa koncentrację złota i trupków na wyspie czyli Kontkatedrę.
Z zewnątrz romański kościół jakich wiele, wchodzisz do środka i robisz WOOWW! Ilość przepychu, złoceń, ozdób, drogich elementów wykończenia wnętrza jest na najwyższym chrześcijańskim poziomie.
Protip - warto mieć naładowanego fona i słuchawki BT bo można zwiedzać z audio przewodnikiem po zeskanowaniu QR kodu (bez słuchawek też się, ale obciach i wiocha).

Dodatkowo można sobie obejrzeć obrazy Caravaggia czyli niezłego przechuja, który nie dość, że słynnym malarzem był to jeszcze to jeszcze niezłym łotrzykiem.
W ogóle trafił do Joanitów na wyspę pod kuratelę zakonu jak kogoś "kilim" we włoszech, ale dłużej też miejsca nie zagrzał - jakaś parówa nie zaprosiła go na przyjęcie a nasz bohater za ten haniebny czyn pożenił typa z kosą i "mosty zostały spalone"!
Pozstawił po sobie 2 obrazy, które zachwycają grą świateł.

O co chodzi z tymi trupkami?
Ano, że jak któryś z braciszków szedł na łono Abrahama to typa składali do krypty w posadzce katedry i przykrywali ozdobnymi płytami, które zdobione są modnymi na tamte czasy czachami, anielskimi skrzydłami i innymi kościotrupkami - fajny klimat bo się chodzi w sumie po nagrobkach!
Każdy inny, każdy opowiada inną historię..jest klimacik! Jest też osobna krypta pod nawą główną gdzie składowali się Wielcy Mistrzowie Zakonu i tam też można sobie zajrzeć - tam jeszcze bogaciej bo każdy spi w sarkofagu z własną rzeźbą na topie!

W Valettcie zjadamy fast foodowy obiad dosyć średniej jakości i powoli wracamy do bazy. Ceny ciut wyższe niż na kontynecie - łapcie przykładowe menu!

Jeszcze tylko robie zapasy kinnie (odpowiednik włoskiego chino) zadowolony, że tylko ja piję ten płyn do kanalizacji i nikt mi nie będzie podpijał! ¯\_(ツ)_/¯

Można też kupić piwo z maltańskiego browaru, ale nie polecam - siki weroniki jak inne piwo z południa (zajebane słodem pod korek, brak chmielu).

Dzień trzeci
Mdina czyli dawna stolica.
Skomunikowanie od nas mocno średnie, wyszło, że jeden autobus na godzinę. Ryzykujemy i wybieramy opcję z przesiadką w okolicach Saint Paul's Bay.
Niestety nie możemy znaleźć przystanku, kręcimy się w kółko, coraz mocniej pada. #noszkurwa
Zapada djecezja, że jedziemy dokończyć Valettę bo w kierunku stolicy co chwilę jakiś autobus jedzie. Ufff.
Plan na dziś to Siedziba Zakonu Joanitów czyli Pałac Wielkiego Mistrza.
Strzał w dziesiątke! Takiego nagromadzenia rynsztunku staroczesnego w zbrojowni nie zobaczycie chyba nigdzie - kompletowali to śmiercionośne wyposażenie przez wiele laty, niektóre z eksponatów jak zbroje Grand Masterów są dziełami sztuki, inne przeznaczone dla zbrojnych ojczulków nie rzadko noszą ślady walki. Ugułem gratka i mocny punkt na mapie atrakcji Valetty.


Jest jeszcze jedn fajny akcent związany z tym miejscem a mianowicie #heheszki z klimatów Wielkiego Mistrza i Star Wars. Gdzieniegdzie pochowane są swoiste easter eggi gwiezdnowojenne! Ot miły element dystansujący trochę od tych mrocznych czasów!

W drodze powrotnej, już niedlaeko hotelu idziemy na lokalnego chinola - zamawiamy podobne menu jak zazwyczaj w polsce, ale d⁎⁎y nie urywa. Pho w ilości połowy tego co u nas a sajgonki jakieś takie #mauo chińskie". #wdupiesiepoprzewracalo
Dzień trzeci.
Mdina - podejście drugie.
Od rana leje, jest wietrznie pogoda do d⁎⁎y. Mając na uwadzę wtopę z poprzedniego dnia zamawiam Bolta i jedziemy z szalonym taksówkarzem do starej stolicy Malty. Trasa wiedzie turbo górzystym terenem z wąskimi drogami jak ścieżki rowerowe - mamy farta bo podobno główne drogi stoją - był wypadek i więkość stoi w korkach.
Obok Mdiny jest Rabat czyli miasto "właściwe" - Mdina to charakter obronno religijny podobnie jak Valetta.
Deszcz odpuszcza i zaczyna się nawet trochę rozpogadzać - idziemy zobaczyć co tutaj ciekawego.
Na początek przy samej bramiw wjazdowej sklep z wyrobami ze szkła - to jest jakaś ichnia specjalności i jak chcesz oryginalną pamiątkę z Malty to można tam kupic "cudeńka nie do opisania"!

Idziemy w Mdine.
Piekne stre budynki z dużą ilością kościołów. Jest też katedra, ale cena za wjazd taka jak do kontkatedry w Valettcie a nie wyglada już tak fajowo - odpuszczamy i szwędolimy się dalej oglądając jak historia przeplata się ze współczesnością.
Zmęczeni spaceram trafiamy do lokalnej kawiarni gdzie zamawiam ciastko migdałowe - nigdy nie jadłem czegoś tak F E N O M E N A L N E G O!


Idziemy do Rabatu - tam mamy do zwiedzenia Katakumby Św. Pawła - musze przyznać, że ciekawe doświadczenie.
Uugłem w dawnych czasach tak robili, że składowali trupki pod ziemią w wydrążonych jamach. Same konstrukcje całkiem przemyślane z wentylacją i oraz kamiennymi stołami na potrzeby biesiadowania (takie stpyy robili sobie przy składowaniu trupków).
Wszystko świetnie zachowane, z dbałością pod zwiedzanie - widziałem coś takiego po raz pierwszy. Warte wydania paru ojro!

Wracamy w katakumb w stronę przystanku/pętli, ale po drodze chcemy coś zjeść. Nope - siesta...a do tego wielki czwartek i cześć knajp zamknięta na 4 spusty. Nie mając pomysłu na kalorie postanawiamy czekać do 18 na zakończenie siesty.
Kilka minut po wchodzimy i ledwo dostajemy stolik bo wszystko ma rezerwację (tego dnia maltańczycy świętują w knajpach).
Trugi fart to to, że jedzenie było naprawdę dobre, obsługa pierwsza klasa a deser na koniec jeszcze lepszy!
Wracamy Boltem z Panem Hindosem zmęczeni po całym dniu.
Dzień czwarty.
Gozo
To druga największa wyspa obok Malty zamieszkana przez maltańczyki. jest jeszcze obok jedna, jakby pomiędzy, Comino, ale tam mieszkają tylko 2 osoby (sic!). Dziwen trochę...
Na Gozo można się dostać promem, który kursuje regularnie co 20 minut. Bilety kosztowały jakis śmieszne pieniądze a to dlatego, że ludki z Gozo codziennie płyną do i z pracy na Malcie. Cały rejs zajmuje jakieś 20 minut i jest ciekawa atrakcją.

Na miejscu zdecydowaliśmy się na wycieczkę objazdową takim śmiesznym autobusikiem "hop and go" - autobusy kursują po jednej trasie przez cały dzień w godzinnych odstępach podwożąc do lokalnych atrakcji wyspy. Można sobie wysiąść na dowolnym przystanku, pozwiedzać, pokupić i poczekać na następny kurs, który nas zabierze. W cenie biletu dostaje się chińskie słuchaweczki na kabelku, które podłącza się do gniazda z którego gada babeczka w jezyku polskim opowiadając o wyspie, jej historii i atrakcjach.

Ja byłem taką formą zwiedzania wyspy zachwycony. Niestety były 2 wtopy - cześć atrakcji była zamknięta (bo wielki piatek). Druga wpadka to to, że za długo się zbieraliśmy z wyjściem z hotelu co powoduje, że z automatu masz mniejsze okno czasowe na zwiedzanie i nie możesz poświęcić tyle czasu bo spierdoli Ci ostatni autobus i trzeba bedzie brać bolcika żeby wrócić na prom!
Miejscówka trochę inaczej wygląda niż Malta - jest dużo więcej zieleni a poletka mikrospkopijnej wielkości porobione sa na zasadzie pólek/trasów na stokach gór (których też jest więcej) - so cute!.
Mozna tutaj ponurkować w sezonie lub popłynąc do jaskiń łodzią (niestety nie udało się tego zrezlizować bo zjebałem j.w.) Dobrą opcją jest wypożyczyć sobie elektryczny rower i poświęcić na to np 2 dni. #pomysl
Zabudowa też jest jakby bardziej kompaktowa - uliczki są jeszcze węższe niż na Malcie, a domy bardziej "szczupłe"
Sama wyspa przeżywa jakichś boom inwestycyjny bo dużo się buduje apartmanów - bogaci europeidzi kupują sobie tutaj apartmany na wakacje. #jebacbiede

Miejsce zachwyca zabytkami i przyrodą i klimatem nawet jak wiosna tego roku przyszła zdecydowanie za poźno - to były dobrze wydane pieniądze.

W drodze powrotnej zaptrzymujemy się na posiłek w Victorii (stolica) gdzie zwiedzimy jeszcze monumentalną cytadelę i Bazyliką na terenie i pomnikiem JP2. No, ale najlepsze i tak były widoki!

Prom, do hotelu autobusem i kolacja - jako, że to ostatni dzień to zaszałałem i zamówiłem sobie baraninę, którą uwielbiam!
Kurde, była mocno nie dopieczona, no kurde co jest kurde?!

Motoryzacja
To zasługuje na osobny wpis.
Bardzo chciałem do muzeum klasycznej motoryzacji jak zarzucił Tonari, ale okazało się, że musiałoby się to odbyć kosztem innych atrakcji i rodziny więc odpuściłem.
Ugułem jesli chodzi o pojazdy to większość to małe piździki importowane z japonii. Używki Yarisów, Aygo i IQ w każdej gamie modelowej i z różnymi patentami jak ten jaris z meblowym ichwytem na klapie xD.

Inne samchody jak np uzytkowe pickupy to również piękne graty zciągane z kraju kwitnącej wiśni.

Znajdą się też typowo europejskie marki, mocno ropychają się chińczyki, ale jedne i drugie są w mniejszości. Sporo kei carów, które uwielbiam.

Ciagle można spotkać równiez klasyczną motoryzację z czasów okupacji brytyjskiej, wśród nich można zobaczyć takie perełki:

I wszystko byłoby gitarra, ale ta jazda pod prąd! Samobójcy psia jego mać! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Epilog
Czy polecam?
Nie trafiliśmy z pogodą, była to najzimniejsza wiosna na Malcie od wielu lat. Co zabawne jak następnego dnia wylatywaliśmy to worek upalnego lata zaczął się rozwiązywać bo było 20 stopni i lampa.
Brak pogodny nie przeszkodził nam w obejrzeniu ciekawych miejsc - czasu na wszystko co zaplanowaliśmy zabrakło.
Czy jest bezpiecznie? Tak. Milicji nie widzi się za dużo, ale chyba same maltanczyki dyscyplinują łobuziaków i nicponi, nie ma tałatajstwa, żebractwa i nacigania na paciorki - ale też takie oto zaproszenie w lokalnej "żabce" moglismy zaobserwować:

Zdecydowanie jest to miejscówka do ktorej warto wrócić! Może na innych zasadach!

Wołam @myoniwy bo się czai na ten kierunek i prosił o słów kilka od "ojca prowadzącego". ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Podziękowania za polecajki wcześniejsze i pro-tipy dla @tomasz-frankowski, @NooT, @rith @zjadacz_cebuli, @kompromisacja, @kuba-brylka, @Spleen, @BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta, @nyszom, @3cik, @Ten_koles_od_bialego_psa
Dziękuję mortki!
#podrozujzhejto
#wakacje
#jebacbiede
#malta
#samochody
#rodzina

