@DexterFromLab ech, życie lubi tak dowalić. U mnie też waliło się rok po roku, kiedy myślałem że już gorzej być nie może. Na szczęście teraz jest stabilnie.
Rak to jednak straszne gówno, szczególnie te o podłożu genetycznym. Dziadek umarł dawno, prawdopodobnie na to samo co mama, tylko wtedy jeszcze tak tego nie diagnozowano. Ale też mama ledwie 2-3 lata przed swoją śmiercią pochowała swojego kuzyna. Ten sam rak. Ludzie aktywni, zdrowi, wcale nie starzy. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Też pewnie na ten syf zdechnę. W końcu mama niby była pod kontrolą po pierwotnym nowotworze, a jakoś nikt nic nie zauważył póki nie było za późno. Ech.
Bardzo Ci współczuję. Jesteś przykładem jak dużo człowiek potrafi znieść, pamiętam jak na początku obawiałeś się czy to uniesiesz. A jednak niesiesz. Szanuję. Ale oczywiście nie ma nic za darmo, to zostawia piętno. Od początku trzymam kciuki nie tylko za Twojego tatkę, ale też za Ciebie, bo wiem jak życie potrafi nas zgnieść. Przykre to wszystko i nawet ciężko mi Cię próbować pocieszać, mogę tylko powiedzieć że dzisiaj żyje mi się lepiej niż kiedyś, i Ty też do tego dojdziesz.
Jednak teraz... Ech. Co bym nie powiedział, nie pomoże, cholera wie co jeszcze się wywali. Oby dziadek i wujek nie musieli tak się męczyć, oby udało im się wygrać z tym syfem albo przynajmniej odejść na swoich warunkach. Mam nadzieję że tata jakoś to zniesie, chociaż biedak też się na pewno nie spodziewał takiego obrotu spraw i to musi być straszne. Współczuję. Trzymaj się tam kolego.