Ciesz się z małych rzeczy! #postoicku


Współczesny człowiek jest tak bardzo zajęty życiem, że nie ma czasu by żyć. Zajęty wieczną pogonią, od zadania do zadania, od pragnienia do pragnienia, od potrzeby do potrzeby, a w międzyczasie zapomina, o tym co jest naprawdę ważne. A ważny jest spacer, szum drzew i zachód słońca, chwila z lekturą, uśmiech żony, czy rozmowa z przyjacielem - to właśnie w takich rzeczach kryje się prawdziwa treść życia.


Bo to, czy osiągniesz sukces finansowy, będziesz podróżować, będziesz mieć kochającego partnera życiowego, czy też dobre wykształcenie - to żadna z tych rzeczy z osobna, ani nawet wszystkie razem wzięte, same z siebie nie sprawią, że będziesz szczęśliwy. Możliwe, że właśnie jesteś tak zajęty próbą ich osiągnięcia, że nie masz czasu na chwilę refleksji, by zauważyć pewną zależność, że każda z tych dużych rzeczy - do których tak uparcie dążysz - składa się z pewnej puli rzeczy małych. Jeśli więc nie potrafisz cieszyć się z małych rzeczy, to spełnienie dużego pragnienia, da Ci jedynie chwilową satysfakcję i zostawi po sobie pustkę, którą zapewne wypełnisz kolejnym dążeniem, bo przecież zawsze można osiągnąć więcej.


A to właśnie w małych rzeczach jest klucz do szczęścia. Ważne, żeby nauczyć się je cenić i doświadczać w sposób jak najbardziej świadomy, nie mimochodem, nie od niechcenia, lecz z należną im uważnością. Niech przestaną być małe, niech staną się wielkie! Postaw je, więc wysoko w swojej hierarchii wartości.


Chcesz być szczęśliwy? Uczyń się nim samemu! Właśnie poprzez regularne staranie, żeby doceniać i cieszyć się z małych-wielkich rzeczy. Bo, żeby być szczęśliwym wcale nie trzeba niczego osiągnąć, wystarczy tylko opanować tę jedną umiejętność. Bo szczęścia można się nauczyć, ot tak, po prostu.


#stoicyzm

3a63b44d-2050-4baf-b5ac-445fe26d81de

Komentarze (36)

O to to, dokładnie! Kurde, mam dwie nogi, ręce, jestem zdrowa, nie muszę walczyć o przetrwanie. To jest ogromny powód do szczęścia :) W większości sytuacji idzie znaleźć jakiś pozytyw.

@splash545 Nie jest to łatwe. Z człowiekiem jest tak, że jak mawia angielskie przysłowie "grass is always greener on the other side" i często patrzymy i widzimy, że inni to mają lepiej. Staramy się więc mieć takie fajne życie, super wakacje, dom itd. Do tgo dochodzi jeszcze to, że te małe rzeczy jest nam niezwykle trudno zauważyć w codzienności, która bombarduje nas "super życiem" wylewającym się z ekranów telewizora i social mediów.

Ja sam się staram wyciągnąć ile mogę z tych małych radości chociaż nie zawsze jest łatwo i nie zawsze dzieje się to samo. Czasami muszę sobie coś przestawić w głowie i powiedzieć "hej, ciesz się z tego".

@WatluszPierwszy tak, to nie jest łatwe przez to w jakim świecie żyjemy. Przez te wszystkie czynniki środowiskowe radość z małych rzeczy staje się czymś nienaturalnym, bo przecież większość żyje inaczej. Alee tak jest tylko na początku, jeśli tylko mamy wytrwałość, żeby krok po kroku zmieniać swój sposób myślenia.

Tutaj analogia z siłownią sprawdza się doskonale. Wchodzisz na siłkę i widzisz sztangę 100kg i mówisz: 'ja pierdole jakie to ciężkie nie dam rady.' Ale za rok? Może się uda, a jak nie dzwigniesz 100, to chociaż 80. Trzeba tylko ćwiczyć, najlepiej każdego dnia. Postarać się wyrwać codziennie te 20-30min na świadomy spacer - trening mindfulness. Potem w ciągu dnia starać się wyłapywać fajne chwile i gwarantuje, że po jakimś czasie, po kilku miesiącach? Może po roku, lub dwóch? Stanie się to dla Ciebie czymś naturalnym, żeby wyławiać z bieżącego ciągu zdarzeń coraz więcej tych małych radości. A te starania, żeby mieć coś fajnego co mają inni, staną się czymś drugorzędnym. Taką przyjemną otoczką i to wszystko. O ile w ogóle uda się to osiągnąć. Bo chodzi tu nie o bierność ale o luz na głowie, że jeśli się nie uda, to nic się nie stanie, bo już mamy coś cenniejszego, dostępnego w każdej chwili.

@splash545 tak to trochę wygląda. Ja staram się łapać momenty i wyciskać ile się da ze "zwykłego dnia". Jak na przykład jadę co tydzień z synem do fizjoterapeuty to nie myślę "o k...a znowu godzinę w drodze. Znowu tyle czasu..." tylko nastawiam się, że tam będę miał godzinę w poczekalni i w tym czasie mogę sobie np. poczytać albo posłuchać muzyki, albo nawet zamknąć oczy i posiedzieć w spokoju. I tę metodę staram się stosować w wielu innych sytuacjach.

@WatluszPierwszy bardzo dobrze, w końcu zobaczysz efekty, no i na pewno już jakieś są. Trzeba być tylko cierpliwym i nie nastawiać się zaraz na nie wiadomo co. Im mniej ma się oczekiwań co do zmiany, tylko wytrwale robi się swoje, tym można się co jakiś czas fajnie zaskoczyć.

@rith to była najlepsza decyzja jaką podjąłem w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Teraz Facebooka mam tylko jako "kalendarz wydarzeń". Resztę olałem. Zostało mi jedynie hejto

@WatluszPierwszy no, do pisania wiadomości też się przydaje. Podobnie Instagram czy te wszystkie inne. Jedynie youtube daje jakoś radę bo można sobie ogarnąć ciekawy kontent poprzez subskrybowanie dobrych kanałów

@rith z YT korzystam ze względu na podcasty. Chociaż, jak prześledziłem moją ostatnią aktywność, to słucham coraz mniej. Przestawiłem się na audiobooki. Niemniej jest to chyba jedyna platforma, gdzie faktycznie można sobie dość mocno przefiltrować treść i korzystać w sposób rozsądny. Najgorszy jest Instagram i TikTok. Na szczęście z tego drugiego nigdy nie korzystałem.

@WatluszPierwszy ja nigdy nie miałem sociali, ale nałogowo oglądałem shorty na yt. Potrafiłem robić to kilka godzin dziennie - bliżej 8, niż 2. Odstawiłem yt całkowicie na rzecz czytania i słuchania audiobooków. Teraz co jakiś czas do niego wracam, też głównie ze względu na podcasty, ale robię to dosyć nieregularnie.

@WatluszPierwszy doszedłem do takiego momentu, że nie byłem w stanie obejrzeć odcinka serialu, bo za długo musiałbym się skupiać.

@splash545 oh wow. To ja akurat blokuje shortsy. Jedyne moje guilty pleasure to recenzje samochodów. A tak to głównie polityka, Tajwan i te sprawy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

🎶cie szmy się z ma łych rze czy bo wzór na szczę ście wnich zapi sany je est 😉

a poważniej to święta prawda

już praktykuję i czasem warto nawet je zapisywać

I tak i nie. Bo z jednej strony racja, spacer, zachód słońca czy książka są ważne, ale z drugiej strony - ciągłe gadanie o tym tworzy w ludziach FOMO i tylko pogarsza ich stan psychiczny, bo znowu nie robią tego, co powinni.


Mam trochę dość tego internetowego gadania co jest prawdziwym szczęściem czy prawdziwym życiem. Prawda jest taka, że jeśli chcesz mieć dom, to musisz na niego zarobić i możliwe, że wtedy nie będziesz oglądał zachodów słońca i chodził na spacery - ale to jest okej. Posiadanie celów i poświęcenie części życia na nie - to jest okej. Posiadanie chęci siedzenia na kanapie i nicnierobienia też jest okej. A jeśli chcesz iść na spacer czy poczytać książkę, to super. Ale rób to jeśli chcesz, a nie dlatego, że bez tego Twoje życie będzie bezwartościowe.

@Lubiejeze posiedzenie na kanapie i nic nie robienie jak najbardziej jest ok, w szczególności jeśli potrafisz docenić tę chwilę - to również jest mała rzecz, o których pisze. Ja tam dałem po prostu swój repertuar małych rzeczy, a każdy może mieć coś innego, coś swojego. Nikomu nie każę iść na spacer ani oglądać zachodu słońca, bo przecież dla kogoś zupełnie inne rzeczy będą ważne.


Prawda jest taka, że jeśli chcesz mieć dom, to musisz na niego zarobić i możliwe, że wtedy nie będziesz oglądał zachodów słońca i chodził na spacery - ale to jest okej. Posiadanie celów i poświęcenie części życia na nie - to jest okej.

Jasne, że tak i zauważ, że napisałem o takich rzeczach, które właśnie można robić realizując jakiś duży cel jak np. posiadanie domu. Chodzi mi o to, że wcale nie trzeba odkładać szczęścia na później, na wtedy kiedy uda Ci sie zrealizować ten cel. Bo nawet wtedy możesz iść na spacer, 20min zawsze się znajdzie, albo posiedzieć na kanapie, albo wypić kakauko z mężem. Dla każdego coś miłego. Natomiast w takim przypadku może być ciężko wyjechać w zagraniczną podróż na 2 tygodnie, bo nie ma na to ani czasu ani pieniedzy.


I ja zarówno we wpisie jak i w tym komentarzu piszę konkretnie o swoich sytuacjach życiowych. Bo właśnie byłem w sytuacji, kiedy miałem trudną sytuację finansową. Wtedy właśnie miałem fomo, że nie mogę np. jechać na zagraniczne wczasy a od zawsze o tym marzyłem. Było tylko praca-dom i tyle. Nie potrafilem się z tym pogodzić i miałem stany depresyjne.

Wtedy dzięki praktykowaniu stoicyzmu nauczyłem się m.in. właśnie cieszyć się z małych rzeczy. Postarałem się znaleźć to co lubię i co mogę robić w mojej sytuacji i był to np. codzienny 20-30min spacer nad Wisłą i to było coś takiego mojego, moment odpoczynku dla psychiki. A też wiele czasu nie miałem, bo musiałem wyrabiać sporo nadgodzin. To mnie odblokowało i sprawiło, że znów zacząłem cieszyć się życiem, pomimo trudnej sytuacji. Mogłem w dalszym ciągu chodzić do pracy i spłacać kredyt, czyli robić swoje. Wiedząc, że wcale nie muszę jechać na zagraniczne wczasy, ani pakować kasy w drogie hobby. Bo wystarczało mi pójść na chwilę nad Wisłę i docenić obecność bliskich w swoim życiu.

@splash545 swoją drogą to przeczytałem ten wpis refleksyjnie (o dziwo!) i dotarło do mnie, że ja nie potrafię usiąść na ławce i nacieszyć się słońcem, wiatrem, zapachami, bo zawsze myślę, że mógłbym gdzieś iść albo być w domu i coś porobić. Natomiast jest od tego odstępstwo, które daję mi nadzieję - otóż od kiedy zaprzyjaźniłem się z rowerem to właśnie takie przerwy na loda i oshee sobie bardzo cenie, ten moment kiedy człowiek siada, uzupełnia energie i nic nie musi. Więc może jeszcze jestem do odratowania

@Loginus07 każdy jest do odratowania, bo sam byłem w dużo gorszej sytuacji. Możesz sobie przeczytać w komentarzach wyżej. Taka umiejętność bycia tu i teraz jest czymś obcym w naszym kręgu kulturowym, bo liczy się zadaniowość. No i tu jak ze wszystkim, można się tego nauczyć, tylko trzeba być wytrwałym i konsekwentnym. 20 min dziennie mindfulness spacerku i po 3 miechach na bank poczujesz różnicę. Albo w trakcie jazdy na rowerze staraj się nie myśleć, tylko chłonąć bodźce, to będzie dla Ciebie bardziej naturalne. Na początek 5 minut przy każdej przejażdżce i wydłużaj jak już będzie ok.

@splash545 nie no - na rowerze to ja czasem tak potrafię się odłączyć od rzeczywistości, że nagle "budzę się" - na liczniku +40km, a w głowie setki myśli na zasadzie "jak to się stało, że nie było żadnego wypadku" ^^ no i właśnie z roweru potrafię zsiąść, zrobić zakupy i sobie posiedzieć na ławce, brzegu, pod drzewem i tak po ludzku... żyć ^^

Zaloguj się aby komentować