18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Kuku ruku jest trujące i kosztuje dwa tysiąceeee...
Smakuje jak kiedyś. Czyli jak gowno. Ale to takie były czasy że nawet gowno dzieciom smakowało...
Kiedyś trafiłem naklejkę z napisem "Wygrałeś! Kangurka kuku ruku". Wysłałem zgłoszenie i czekałem. Co to kurde jest kangurka? Nikt nie wiedział. Po 3 miesiącach przyszła zielona kangurka z napisem kuku ruku
#wspomnienia #lata90

Zaloguj się aby komentować

Rok temu o tej porze boom na pompy ciepła trwał w najlepsze. Dziś urządzenia zalegają w magazynach hurtowników. Co się dzieje? – Ludzie nie mają pieniędzy, nie chcą brać kredytów, jest duża bieda. Nie wiadomo, co będzie dalej – mówi przedstawiciel branży Odnawialnych Źródeł Energii.
Ja też pompy na...
Zaloguj się aby komentować
#Smiesznypiesek mi się popsuł...
Jak każdego w tej sytuacji można ciągnąć ale 500kg trochę słabo się po piasku ciągnie...

Zaloguj się aby komentować
Wszyscy się chwala swoim #smiesznypiesek to oto mój.
Żyje lepiej ode mnie...

Zaloguj się aby komentować
Czy już mówiłem że kiedyś zrobiłem kurs hipnoterapeuty? Chodzi o #hipnoza a nie jeżdżenie na koniu
Nie zacząłem prowadzić praktyki bo to nie ten poziom ale eksperymentowałem różne metody z pozytywnym skutkiem.
Mam ścisły umysł i zawsze bardzo sceptycznie podchodzą do wszelkich voodoo bzdur. Tak samo uważałem że hipnoza to ściema, jakże się myliłem. Gdy sprawdziłem na sobie, tak mi się spodobało że zrobiłem cały kurs.
Nie zacząłem się zajmować tym na codzień bo czułem że mam chęci wykorzystywać hipnoze w złych celach, źle się z tymi chęciami moralnie czułem, więc porzuciłem tą dziedzinę.
Ale mogę odpowiedzieć na pytania, bez ściemy.
#ama #historieprawdziwe #originalcontent
Zaloguj się aby komentować
Moja żona po studiach miała praktyki w szkole specjalnej i była tam młodzież z downem.
Na zajęciach siedziała z jednym z chłopaków przy komputerze a on układał puzzle. Chłopak z 15 lat, puzzle banalne a on się męczył mocno ale za każdym razem jak w końcu mu się udawało często ślepym fartem je ułożyć, grały fanfary a on się patrzył na moją żonę z miną "i co? Widziałaś? Widziałaś jak wymiatam w te puzzle?"
Tak mi się skojarzyło po tym jak rosja podbiła w końcu bahmut.
#ukraina #wojna
Zaloguj się aby komentować
Nie wiem czy wiecie ale zespol który nagrywał muzykę do #wiedzmin nagrał też covera do #walaszek
https://m.youtube.com/watch?v=C9I7TsbiQV8&pp=ygUPd29kYSByeWplIGJhbmll
Zaloguj się aby komentować
#pracbaza #budowlanka
Wczoraj był na rozmowie o prace, jutro miał zaczynać. Dziś zadzwonił do mnie i mowi:
no eeee to ja bym zaczął od piątku bo wie Pan wczoraj spotkałem koleżankę i ona w szkole miała czerwony pasek i ja miałem czerwony pasek i tak się ścigaliśmy i wie Pan ja przepraszam bo eee jestem trochę zmęczony ale nie chciałem zamieszania robić to zacznę w piątek
Ale mieliśmy zacząć jutro?
No tak ale to wie Pan ja się muszę pożegnać z tym po⁎⁎⁎⁎nym miejscem, tu mnie bili więc eee tak
Czy Pan jest pijany?
Nie no eee pijany to za dużo powiedziane, nie no pijany nie
Ok to bardzo dziękuję ale nie jest Pan zatrudniony, rezygnuje ze współpracy
Ale eee jak to Pan posłucha eee
Dzwoni Pan do szefa po pijaku? Opowiada jakieś dyrdymały, nie jestem zainteresowany
Noo eee to może był błąd dzwonić teraz eee
Nie, bardzo dziękuję, to nie był błąd. Przynajmniej oszczędziliśmy sobie dużo zamieszania, życzę powodzenia do widzenia
I tak to się żyje w tej budowlance. Jeszcze nie zaczął a już zwolniony
Zaloguj się aby komentować
#polityka #pis #500plus
Nie pytaliście, ale Wam powiem jak powinno wyglądać 500+ aby działało i miało sens.
Po pierwsze trzeba zrozumieć czemu kiedyś dzietność była większa niż teraz. Otóż dawnymi czasy ludzie mieli dużo dzieci głównie po to aby im one pomagały. W obecnym lub przyszłym utrzymaniu domu i rodziców. Plus wysoka śmiertelność dzieci więc trzeba było robić na zapas.
Czemu to dziś nie działa? Bo dziecko jest większym kosztem niż później pożytkiem. Klasa średnia i wyższa nie potrzebuje dzieci aby im pomagały. Mają inwestycje, oszczędności, fundusze, przyszłe emerytury. A dziecko to koszt: zarówno inwestycyjny, aby mogło się później utrzymać same na podobnym poziomie, jak i koszt utraconych korzyści: wyjazdów za granicę, wychodzenia ze znajomymi, czy fajnych hobby.
Sprawa jest prosta: klasy średniej czy wyższej nie przekupimy do kolejnego dziecka ani 500+ ani 1000+ ani nawet 2000+
Z drugiej strony kto poleci na 500 zł? Biedota a często i patologia, gdzie często te dzieci są zaniedbane i tylko uczą się złych zachowań.
Jak z tego wyjść?
Dofinansowanie wg kryterium dochodowego, korygowanego regionalnie. Wyższe w miastach, niższe na wsi.
Tylko dla rodzin z dwójką (trójką?) dzieci wzwyż - ale jak spełnia kryterium to na każde dziecko
Żadnej kasy, a bony na: ubrania, edukację (kursy językowe, programowania, zajęcia sportowe itp), opłacenie akademika, wyjazdy wakacyjne połączone z nauką, darmowe przejazdy do szkoły, posiłki w szkole itp
W ten sposób po pierwsze bardzo ograniczymy koszty programu, po drugie skierujemy go do rodzin które potrzebują wsparcia ale i mają nadzieję że ich dzieci będą miały lepiej (lepsze wykształcenie, lepsza praca).
Oczywiście będą osoby które będą wykorzystywały system ale będzie to dużo trudniejsze niż proste przepicie 500 zł po tym jak wpłynie na konto.
Żeby nie było: dostaję 500 zł na jedno dziecko, chętnie bym zrezygnował jakbym miał poczucie że faktycznie pieniądze z tego programu robią coś pożytecznego. Na razie to jest taki zwrot podatku dla dzieciatych i nic więcej...
Wiem że nie jest to żadne odkrycie, ale jakoś nie słyszałem w mediach żeby któryś polityk głównego nurtu to proponował?
Zaloguj się aby komentować
Pproponuje zmianę na #hejto żeby domyślnie gorące pokazywało z 24h bo to żałośnie wygląda jak WSZYSTKIE posty z ostatnich 6h są w gorących i mieszczą się na 2 stronach.
Klikam opublikuj i witam gorące
Jak tam statystyki, czy już wykop przegonion?
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Witam ponownie, jest niewymownie. #originalcontent #prawdziwehistorie #przekret #oszustwo #biznes
Wracam z nowym odcinkiem, w planach jest obiecane rozdajo dildosa Shiri Zinn i opowieść o przekrętach w komisach, ale dziś mam wenę na inną opowieść. Nowych czytelników zapraszam do poprzednich cześci.
https://www.hejto.pl/wpis/przekrety-w-bankowosci-originalcontent-prawdziwehistorie-banki-biznes-policja-ni
https://www.hejto.pl/wpis/biznes-dildosowy-d-originalcontent-prawdziwehistorie-nsfw-biznes-w-ramach-przeno
https://www.hejto.pl/wpis/slyszalem-ze-lubicie-smiesznehistorie-i-prawdziwehistorie-to-mam-dla-was-cos-co-
i inne.
Dziś pojadę z tematem trochę pobocznym, bo działo się to w czasie gdy prowadziliśmy komis samochodowy. Tematem jest "Oszust zawodowy". Raz w życiu miałem dłuższy kontakt z prawdziwym zawodowym oszustem i mogłem oglądać go przy "pracy"
Na szczęście nas nie oszukał bo częściej śmierdzieliśmy trawą niż groszem a co dopiero złotówką - tylko bieda nas uratowała bo na pewno nie rozum...
Prowadząc komis samochodowy mieliśmy pomysł na sprzedaż samochodów z flot poleasingowych, ale bez kasy nie było możliwości kupić ich samemu. Potrzebowaliśmy kogoś kto ma kasę, samochody i w nas uwierzy. Zwykle trafialiśmy w 2 z 3 i do niczego nie dochodziło. Ale pewnego razu idąc tropem kilkunastu pięknych 3-4 letnich Aygo trafiliśmy do jednego z większych komisów w Warszawie.
Siedział tam... powiedzmy że miał na imię Marcinek albo Mariuszek. Wpływ mistrza mocno. Od razu zrobił na nas cudowne wrażenie, gdyż zapalił się do naszego pomysłu. Poczuliśmy się jak matka w piaskownicy której powiedziano "A Pani Piotruś to taki mądrzejszy niż mój synek". Ekstaza, radość i wizja bogactwa. Marcinek z komisu powiedział że jest nie byle kim, bo właścicielem całego interesu, że nasz pomysł jest świetny i.... podejdźcie tutaj, widzicie tego Mustanga? Jak nasz biznes wypali, to po roku tego Mustanga dam Wam w prezencie jako bonus, może być?
O żesz k... Pewnie że może być! Tylko pierwszy problem! Jak dostaniemy jednego Mustanga na dwóch, to jak się nim podzielić?? Co drugi dzień zmiana? Czy może co tydzień? W biznesie zawsze same kłopoty...
Mariuszek błyskawicznie został naszym bogiem, mesjaszem i ojcem Mateuszem w jednym. Szczególnie że widać było iż jest kimś bardzo ważnym, z koneksjami i możliwościami. Potrzebujecie samochody? Ile? 10? Będą za tydzień. Nie ma problemu. I tak było ze wszystkim. Błogosławiony dzień w którym poznaliśmy Mariuszka, naszego zbawcę i św. Piotra do bram bogactwa.
Ale już drugiego dnia był pierwszy zgrzyt. Mianowicie jak przychodziliśmy do tego komisu to inni pracownicy na nas patrzyli spode łba, a nawet zauważyliśmy że jeden z nich chodził za nami, udawał że robi zdjęcia samochodom a zdjęcia robił nam. WTF? Mariuszek szybko nas uspokoił że to dlatego iż nie jest jedynym właścicielem, jest drugi wspólnik który zazdrości nam nowego wspólnego biznesu i będzie chciał go storpedować. Achtung Achtung Hermann! Drei, zwei, ein, null, feuer! Torpedo los! Unikaliśmy więc zazdrosnego wspólnika jak ognia i na wszelki wypadek więcej się tam nie pojawiliśmy.
Mariuszek dostarczył w międzyczasie parę samochodów i ogłosił że w związku z tym iż ze wspólnikiem się nie dogaduje to otwiera swój własny komis. To był czas że na jego obrazie zaczęły pojawiać się rysy.
Przyszliśmy do niego kiedyś i mówimy "Mariuszek, miało być 10 samochodów za tydzień, minęły dwa tygodnie, gdzie te samochody?!". "Jadą z Francji, już dzwonię zapytać co się dzieje. Halo? No gdzie jesteście? A na granicy? OK to jutro będziecie? Pojutrze, ok! Będą pojutrze." Tydzień później pytamy "Mariuszek, co z tymi samochodami?" "A już są w Warszawie, jutro możemy podstawiać". Nigdy nie dojechały.
Zaprosił mnie kiedyś na jakieś pole koło Fortu Piontek, macha ręką dookoła i mówi "odtąd aż do lasu, wszystko moje".
Przyjechałem do nich do komisu, na stole stał olej spożywczy, w takim opakowaniu 0,5L a on mi go pokazuje i mówi "To z mojej tłoczni'.
Jeździł Porsche, mieszkał w wielkiej willi w Warszawie. Kiedyś przy mnie przychodzi do niego jego pracownik komisu i mówi "Panie Mariuszu, przyjechał właściciel tego Porsche" "Którego Porsche?" "No tego którym Pan jeździ". Mariuszek zrobił się czerwony jak pan Ziutek spod monopolowego w połowie miesięcznego maratonu, ale tematu nie skomentował. A ja już wtedy tylko się z niego śmiałem, nawet nie chciało mi się drążyć tematu.
Taki był skubany dobry, że jakbym na przykład sprawdził czyja ta ziemia co mi ręką machał i wyszłoby np. że to jakiejś babki, to by powiedział "No co ty myślisz że głupi jestem, nie mogę mieć wszystkiego na siebie, to moje ale zapisane na siostrę". Jakbym sprawdził że to nie jego siostra to by powiedział "No k⁎⁎wa, siostra stryjeczna!" i tak dalej i tak dalej. Nie było sensu w ogóle drążyć tematu. Jechał grubo, z wielkim przekonaniem a jak ktoś wytykał mu nieścisłości w ściemach to robił smutną minkę w stylu "zawiodłem się na tobie, nie sądziłem że mógłbyś mnie tak zranić".
Pewnego razu mówi żebym przyjechał, bo musi mi pokazać swoje najnowsze odkrycie marketingowe. Przyjechałem a tam przy bramie stoi taka wielka plastikowa palma podświetlana. Może kojarzycie, biały plastikowy pień co się świecił i liście. Całość z 4m wysoka. Mariuszek wyskakuje taki zadowolony i mówi "no i co i co? Za⁎⁎⁎⁎sty pomysł co? Te palmy to będą znakiem rozpoznawczym sieci moich komisów". Spojrzałem, uśmiechnąłem się i tylko pomyślałem "Oj Mariuszek Mariuszek, te palmy to idealny twój znak rozpoznawczy"
Innego razu Mariuszek dzwoni z kolejną dobrą wiadomością: ma nowego wspólnika! Właściciela dużej dyskoteki w Warszawie. My w panikę. Kuźwa, może koleś ma jakieś koneksje w półświatku, Mariuszek pożyczy od niego kasę, nam sprzeda samochód, jemu nie odda działki, ten do nas przyjdzie, nasze jaja są niekompatybilne z akumulatorami samochodowymi, co robic!?
Głupio było kolesiowi powiedzieć "Nie wchodź w spółkę z Mariuszkiem bo to oszust" i tak by nie uwierzył. To był czas że zorientowaliśmy się już że to samo co nam mówił na początku, pewnie powiem temu od dyskoteki. Poprzedni wspólnicy, zazdrośni, torpedują, nie wierz im. Wymyśliłem więc że zrobimy listę zasad współpracy, którą Mariuszek będzie musiał przy wszystkich podpisać. Lista niby była OK, ale tak napisane jakby Mariuszek miał 7 lat. Już nie pamiętam szczegółów, ale było to mniej więcej tak "Jeśli Mariuszek chce siusiu, musi napisać maila z informacją co najmniej 24h wcześniej. Brak pisemnej informacji zwalnia nas z odpowiedzialności za zasikane rajtuzki Mariuszka".
Przyszli do nas cała ekipą, podpisali. Disco mafiozo patrzył się na nas jak na idiotów, my czuliśmy się jak idioci, ale jeśli czytaliście poprzednie części to wiecie że nie jest mi to obce uczucie i przywykłem.
Nasza współpraca w tym okresie już zanikała. Samochody Mariuszka były coraz gorsze, biznes z Discomanem się rozkręcał, postawili nowy wielki komis samochodowy. Biuro bylo dwupiętrowe z kontenerów, w środku wielka plazma, elektryczny kominek, kanapy ze skóry no i... palma. Palma też była. Bogactwo się wylewało, my tylko mogliśmy się tam przemykać, prawie nas pilnowali żebyśmy atramentu z kałamarza nie wypili.
Co to by była za historia bez zakończenia.
Nasza współpraca umarła śmiercią naturalną, a parę miesięcy zadzwoniła do mnie adwokat discomana czy mógłbym być świadkiem w sprawie o oszustwo
Okazało się że willa wynajmowana i z zajęciem komorniczym, porsche oczywiście żadne nie było jego, a modus operandi wyglądał mniej więcej tak: Mariuszek budował wokół siebie wizerunek bogatego biznesmena i szukał wspólników. I mówił tak "słuchaj, jest biznes, łatwy pieniądz, ja wkładam 2 mln, Ty wkładasz 2 mln i w rok zarobimy po pierwszym milionie a potem tylko lepiej." No i w sumie w połowie miał rację, tzn wspólnik wkładał 2 mln a Mariuszek wyciągał z tego milion dla siebie. Reszta na palmy i kominki
Po tym komisie z kominkiem rozkręcili się jeszcze bardziej. A mianowicie kupili spółkę na NewConnect i wypuścili obligacje
Co się z nimi dalej działo? Nie wiem, nie ma żadnych wieści w sieci ani wśród osób z którymi rozmawiałem. Być może ułożył sobie życie na nowo z kilkoma bańkami w kieszeni. A może siedzi... A może żyje dalej jak żył. Był niezłym kozakiem i teraz też jak kozak wchodzi w symbiozę z korzeniami jakiejś brzózki...
Zaloguj się aby komentować
#bushcraft
Wybieram się w wakacje na taki wyjazd, że się 4 doby siedzi w lesie w jednym miejscu bez jedzenia, tylko woda.
I na taki wyjazd potrzebuje hamak, namiotu brać nie można. Hamak oczywiście z moskitiera, ale zastanawiam się nad kieszenią na karimatę. Będę miał śpiwór, więc wydaje mi się że ta kieszeń i karimata jest zbędna. Przecież tak samo mnie śpiwór izoluje od góry i od dołu a w hamaku mam takie samo powietrze nad i pod sobą.
Wiadomo że jak na ziemi karimata to muś, ale w hamaku to chyba tylko po to jakby ktoś się kocem przykrywał a nie w śpiworze.
Dobrze myślę?
Zaloguj się aby komentować
#hearthstone
Jak działa zakup karnetu karczmarza gdy się jest już daleko na ścieżce rozwoju? Mam 85lvl i zastanawiam się czy jak dostanę ta premie do PD, to czy to działa ona wstecz za wszystkie zdobyte wcześniej PD czy tylko od momentu zakupu karnetu?
Zaloguj się aby komentować
Przekręty w bankowości
#originalcontent #prawdziwehistorie #banki #biznes #policja
Nie prosiliście, ale macie. Za cholerę nie chce mi się pracować, a czuję wenę twórczą, więc opiszę jeszcze dziś rzutem na taśmę jak to się w bankowości robiło
Rok to był chyba 2005, czy 2006, gdy szykując się do ślubu i kredytu na mieszkanie, stwierdziłem "Dość tego kombinowania ze starociami na Allegro, trzeba poszukać sobie normalnej i uczciwej pracy" I wiecie co debil pomyślał? Do banku! Uczciwa praca w banku LOL.
Akurat mój przyszły były wspólnik wyleciał z roboty za kombinowanie i stwierdziliśmy że razem pójdziemy do GetinBanku. Poszliśmy na rekrutacje, jego przyjęli, mnie nie. Nawet wiem dlaczego mnie nie przyjęli. Poległem na pytaniu:
dlaczego chce Pan pracować w naszym banku?
A ja debil odpowiedziałem zgodnie z prawdą: szykuję się do ślubu i kredytu na mieszkanie, szukam stabilnej pracy
Oczywiście prawidłowa odpowiedź była następująca: "jestem hungry kasy, za prowizje wcisnę matce kredyt z ubezpieczeniem i podwyższonym oprocentowaniem!". O, wtedy by mnie wzięli.
Minęło parę lat, kolega rozwijał się w bankowości, ja dalej swoje starocia obrabiałem, aż pewnego razu pijąc piwo w parku doszliśmy do wniosku "Te! Robimy razem byznes? Robimy! Ale co? Może kredyty? No! To za kredyty!". I zajęliśmy się kredytami.
Wynajęliśmy biuro w Panoramie, jednej z pierwszych galerii handlowych w Warszawie, ówcześnie już podupadającej ale adres robił wrażenie na klientach.
Ah, bym zapomniał napisać czemu kolega przestał pracować w banku
No ale wracając do naszego biura. Biuro ładne, biurka też, tylko gdzie szukać kredytów? Nie było tak lekko.
Ja zająłem się kredytami na działalność, a kolega poszukiwał ludzi którzy by podsyłali chętnych na kredyty gotówkowe.
Takie wtedy w bankowości było parcie na wyniki, że potrafili obsługiwać przy podpisywaniu umowy klienta który ledwo na nogach stał taki pijany. W drzwiach się wy⁎⁎⁎⁎⁎olił, ale dalej "Szanowny Pan tu podpisze kredycik, dziękuję bardzo szanownemu panu!".
Kolega przy okazji korzystania z ksero, zapoznał się z pewnym panem z punktu ksero mieszczącego się w jednej z bardziej szemranych okolic Warszawy. Dziewczyna tego pana pracowała w DBanku i podsyłała klientów którzy u niej "nie przeszli". Było dobrze ale coś się pokłócili i współpraca się skończyła. Temat przejął pan z ksero. Ale tak jakoś coraz częściej słyszałem że nasi klienci wchodzą do banku sami, a wychodzą już w towarzystwie i w bransoletkach
I pewnego dnia przychodzę do pracy, a tam przestraszona sekretarka i pan z policji z panem ze straży miejskiej (brak ludzi to jego wzięli do pomocy). I trzepią nam dokumentację. Kazali wyłączyć telefon, typowy kocioł, co wpadnie to już nie wyjdzie. Na szczęście mieliśmy osobne działalności z kolegą, więc mnie to nie dotyczyło.
W biurze mieliśmy taki mały kantorek dla szefów, pytam czy mogę pracować na komputerze. Oni że tak, ale zakaz korzystania z internetu. To sobie poszedłem do siebie, biurko kolegi naprzeciwko, patrzę a tam leży jego przenośny dysk twardy. Co on tam może mieć? To debil większy ode mnie, to może lepiej coś z tym zrobię. Panowie nie patrzyli to ja hyc! dysk sformatowałem.
Jak skończyli trzepanie w sali obsługi to przyszli do mnie. Pokazałem im co jest kolegi a co moje i mowie "a tu dysk kolegi ale pusty niech pan spojrzy". "A faktycznie, to nie bierzemy". No to ja dumny z siebie, mistrz szpiegostwa i intrygi.
Kolega nie przyszedł do pracy. O tym co działo się u niego to dowiedziałem się później jak pogadałem z jego dziewczyną, która też u nas pracowała.
Otóż o godzinie 6 rano kolega miał wjazd na chatę. Łącznie z psem rasy beagle o imieniu Krakers (dopiero później się zorientowaliśmy z tego żartu) który jak strzała poleciał w kącik gdzie kolega trzymał dragi. Wylądował w areszcie (kolega, nie Krakers. Krakers był good bojem).
Śmieszna akcja była bo ta jego dziewczyna przychodzi potem do mnie i pyta się "Natenczas, czemu jak policja weszła, to powiedzieli 'Dzien dobry panie Krzysztofie, a może panie Marku?". Ja poker face, bo wiedziałem że jak d⁎⁎y na lewo bajerował to mówił że nazywa się Marek
A skąd w ogóle cała sprawa? Okazało się że pan z ksero miał dużo klientów i to takich których banki lubiły: rencistów i emerytów. Tylko że decyzje o przyznaniu renty czy emerytury to ten pan im wystawiał a nie ZUS
Kolega w areszcie, mnie przesłuchali, zgodnie z prawdą nic nie wiedziałem. Ale po tygodniu dzwonią do mnie i mówią "Panie Wojski, niech pan przyjedzie, mamy list od kolegi z aresztu". Oooo pierwszy kontakt z kolegą, ciekawe co tam pisze.
Przyjechałem, dali list, poznałem charakter pisma, śladów łez nie było, czytam "Natenczas, dogadałem się z policją, będę zeznawał, daj im dysk twardy z mojego biurka, tam są moje zapiski o klientach." Przeczytałem, oni treść listu znali, spojrzałem w górę, zrobiłem się czerwony i dukam "No wiem pani ale ten dysk no to on tak że tak powiem uległ przypadkowemu sformatowaniu..."
Pani uśmiechnęła się pod nosem i mówi "Nie będzie dysku, kolega nie wyjdzie z aresztu".
To ja geniusz informatyki zaproponowałem, że obok naszego biura jest punkt z komputerami, na pewno dane odzyskają. Pojechali ze mną, jeden moim samochodem ze mną, babka drugim. Dojechaliśmy do biura, dysk znalazłem, w punkcie powiedzieli że jak kupie pendrive i zapłacę 300 zł to mi zrzucą to z dysku.
OK, siedzimy, czekamy, a koleś z obsługi tak się patrzy i patrzy na tą babkę z policji gospodarczej. patrzy i mówi "Ja panią skadś znam!". My z gliniarzem po sobie (byli po cywilu) to będzie dobre.
On jeszcze chwilę myśli i mówi "Już wiem! Pani mnie w banku aresztowała, jechaliśmy do mnie do domu na rewizję!"
W trakcie mojego przesłuchania babka się mnie pyta o tego kolesia od ksero, czy go znałem. Mówię że raz go widziałem jak kserowaliśmy, że wiem że kolega z nim coś tam działa, że ma na imię Zdzisio itp.
A czy wiem jak Zdzisio ma na nazwisko?
Nie wiem.
Otóż on się nazywa .......... (jakieś nazwisko) - i patrzy na mnie z wyczekiwaniem, jakby miało to na mnie zrobić wrażenie.
No i? Nie kumam o co chodzi.
To rodzina tego ........... (ksywka) znanego gangstera.
Aaaaaa. No wie pani ja w branży nie jestem to celebrytów po nazwiskach nie znam
Ale to stąd był podsłuch i cała gruba sprawa, zrobili z tego zorganizowaną grupę przestępczą, już nie pamiętam ale chyba u kogoś klamkę znaleźli to wyszła uzbrojona grupa przestępcza
Kolega wyszedł z aresztu, było to prawie 15 lat temu. Do tej pory nie zapadł wyrok w sprawie pierwszej instancji
A potem przyszedł rok 2008, wielki kryzys, banki na krawędzi upadku, skończyło się rozdawanie kredytów jak i nasz biznes. Zainwestowaliśmy więc w komis samochodowy, ale to już inna historia
@NatenczasWojski Ja kiedyś miałem bojowe zadanie wciskania ludziom kart kredytowych. Wszystko było nawet ok, dopóki nie wyszło polecenie kłamania im wprost, że opłata aktywacyjna za kartę już i tak weszła, więc muszą korzystać. A mogli zrezygnować za darmo, rozmyślić się.
Oczywiście jakby co winnym miałem być ja, że to z własnej inicjatywy tak mówiłem. Taa, tyle mnie widzieli...
Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Prosiliście o historyjki z barwnego życia, to proszę, pojadę ze swoim pierwszym biznesem jaki rozpocząłem około 2001 roku
#originalcontent #biznes #nazizm #prawdziwehistorie
Byłem tuż po liceum, ale nie była to moja pierwsza praca, wcześniej pracowałem w firmie ubezpieczeniowej wieczorami, ale wkurzyli mnie jak wstecz obniżyli nam wynagrodzenie (tzn na koniec miesiąc powiedzieli że zapłacą połowę, bo za dużo zarabiamy).
Tak się złożyło, że trafiłem na bazar staroci gdzie znajomy handlował różnymi gadżetami, między innymi nazistowskimi reprodukcjami militarów: odznaki, naszywki, medale, klamry itp szpej. Słowo do słowa i wpadłem na pomysł: zacznę tym handlować w internecie. Generalnie kto pamięta te czasy, gdy jeszcze słowo allegro kojarzyło się jedynie z muzyką, w telefonach nie było aparatów, cyfrówki kosztowały kupę pieniędzy, a stałe łącze w domu to jeszcze był rarytas...
Szybko przeszedłem od słów do czynów i założyłem swój pierwszy sklep internetowy, postawiłem go sam na oscommerce. Trochę zdjęć, na GOLu zgłosił się chłopak który za 50 zł od paczki wycinał mi tła ze zdjęć żeby ładnie wyglądało (pozdro kolego!), trochę tekstów i ruszyłem. Od razu olałem polski rynek i zrobiłem tylko po angielsku, ceny w euro i dolarach, narzut +100%, grubo albo wcale. Do tego kampania reklamowa na adwords...
Strona nazywała się germanmedals.biz i oprócz niemieckich były też polskie i radzieckie, ale oczywiście najlepiej szły nazistowskie...
Pierwszym problemem były płatności:
Chciałem aby to szło automatycznie, tzn integracja z paypalem. Wszystko było OK, aż ktoś mnie po chyba roku podkablował paypalowi i się wkurzyli, kazali usunąć integracje i wszystkie wzmianki o PayPal ze strony. Pewnie Żydzi jak nic
Chciałem podpisać umowę z PolCardem, wtedy to jeszcze nie było tak jak teraz że pełno operatorów i to chwila żeby przyjmować płatności. PolCard zrobił umowę na kilkadziesiąt stron, kazali sobie zapłacić 2000 zł za uruchomienie, już było dograne i w dniu uruchomienia pisze jakis fircyk dyrektor że wszedł na stronę i się zszokował, że oni wypowiadają umowę. Trochę się pokłóciłem, ale nic nie dało. Na szczęście przynajmniej nikt nie poruszył kwestii tej kasy za uruchomienie a oni się nie upominali...
Kolejnym większym problemem był polski urząd celny.
Mniej więcej w tym czasie dostałem grzywnę za przemyt zabytków. Wkurzony byłem strasznie, bo miałem jakieś takie śmiecie: połamany medal, jakieś zniszczone guziki, pół nieśmiertelnika, wszystko sprzed 1945... Sprzedałem to na Allegro niemcowi za jakies 50 zł, wysłałem od Niemiec, a tu po kilku tygodniach wezwanie na policję: przemyt zabytków, prokurator, sprawa w sądzie. Odpowiedziałem, że to śmiecie a nie zabytki i żeby spadali. Cisza kilka miesięcy i bach, wyrok zaoczny grzywna 400 zł. Pomyślałem olać sprawę, 400 zł to nie pieniądz żeby się szarpać. O tym jak się myliłem dowiedziałem się kilka lat później jak chciałem zaświadczenie o niekaralności...
Podobny problem był z wysyłaniem tych kopii współczesnych. Co zobaczyli na cle swastyke i np. 1939 to od razu "mamy go! przemyt zabytków!". Pierwsze z dwa razy to poszło na policję, jak udowadniałem że to nie zabytek tylko reprodukcja, to oddawali i umarzali. Później na cle już mnie znali to tylko zatrzymywali i wzywali żeby złożyć zaświadczenie od konserwatora zabytków że to nie zabytek.
Byłem u konserwatora zabytków z tymi regaliami, a ten "ale ja jestem konserwatorem zabytków, a to współczesny śmieć, a nie zabytek, bardzo proszę wypierdalać". Wróciłem na cło i mówię że konserwator zajmuje się zabytkami a nie współczesnymi rzeczami i nie wystawi żadnych papierów, a ci dalej, nie puszczą tego za granice jak nie będzie papieru. Kwadratura koła.
Ostatecznie już tak mnie znali, a ja ich, że jak moja przesyłka nie dochodziła przez 14 dni do adresata, to pakowałem kolejna i wysłałem, a ta wcześniejsza wracała do mnie po paru dniach z cła zwrot. Oni wiedzieli że to ja, więc już nawet nie chcieli mnie widziec tylko je zawracali, a ja wiedzialem że mi odeślą więc jej nie szukałem. Dotyczyło to jakiś 10-15% przesyłek więc dało się żyć.
Klientów mialem z całego świata. Nawet z Makau. Babka na poczcie nie wiedziała co to jest, myslała że się wygłupiam.
Wysyłałem to jako listy polecone bo wychodziło dużo taniej niż paczka, takie małe pudełko ale potrafiło ważyć dobre pół kilo. Babki mnie nienawidziły jak musiały na formacie A5 nakleić w rogu znaczki za 50 zł
Raz nawiązałem kontakt z jakimś Niemcem który zamówił duża ilość, ale chciał odebrać osobiście w Szczecinie. Na tyle dużo że wsiadłem w pociąg Warszawa-Szczecin i mu zawiozłem. Umówiliśmy się w jakimś centrum handlowym. Już dojeżdzam, dzwoni na komórkę telefon z Polski. Jakaś przestraszona babka mówi że jest tu jakiś łysy pan z Niemiec, nie może się do mnie dodzwonić (nie ogarniał roamingu) i czeka na mnie
Zarobiłem na tym wyjeździe 2000 zł w jeden dzień więc byłem mocno zadowolony wracając...
Ostatecznie zrezygnowałem z biznesu bo... nie chciało mi się pakować paczek

@NatenczasWojski Jeśli chodzi o tego typu pamiątki. Miałem w szkole takiego nauczyciela, który był bardzo podobny do towarzysza lenina (specjalnie z małej). Raz pojechaliśmy na wakacje, bodaj do Bułgarii i tam na ulicy dwóch kolesi sprzedawało różne poradzieckie pierdoły. Panu Nauczycielowi spodobała się czapka oficera radzieckiego (taka jak pic rel.) i postanowił ją przymierzyć. Wtedy ktoś z grupy podszedł i przystawił do niego figurkę lenina. Mina tych sprzedających i ogólnie ludzi, którzy tam akurat przechodzili bezcenna. Goście nawet pozwolili mu za darmo zabrać czapkę i figurkę.

Zaloguj się aby komentować
Ostatnio pisałem o mojej przygodzie sprzed kilku lat w bazie #wojsko #usa w Belgii. Tak się śmiesznie złożyło, że niedawno wylądowałem w innej bazie wojskowej USA, a mianowicie w Redzikowie.
Tutaj śmiesznej akcji nie było, ale parę ciekawostek mogę Wam napisać.
Trafiłem z zaprzyjaźnioną firmą, dla której świadczę usługi #elektryka: mieliśmy zrobić 4 gniazdka, zajęło nam to dwa dni.
Baza ochraniana jest wyjątkowo nie przez prywatną firmę, ale przez polskie wojsko na zewnątrz i amerykańskie wojsko w środku. Najpierw dyżurka polska, dwie bramy z polskimi żołnierzami, a potem dyżurka i brama amerykańska. Do głównego budynku z radarem (na zdjęciu) jeszcze jedna brama, tam już nie wchodziliśmy bo nie mieliśmy po co
W prasie czytałem że rosjanie byli zaproszeni do obejrzenia bazy, ale odmówili. No pewnie, mnie też wkurza jak sąsiad kupuje sobie nowy samochód i chce żebym go obejrzał.
Samochody Military Police w malowaniu polskim (europejskim), czyli srebrne z pasami odblaskowymi na bokach, pewnie dlatego że też jeżdżą poza bazą, to ludzie muszą wiedzieć kto to. Ale już karetka i straże pożarne typowe wozy amerykańskie. Nawet hydranty przywieźli swoje: podejrzewam że nie chcieli ewentualnych niezgodności sprzętu (np gwinty metryczne vs calowe).
Kable też były amerykańskie: PE zielone, cieńsze niż fazowe (jak w UK, ale tam żółto-zielone). Cała instalacja prowadzona w stalowych rurkach, jak w UK. Robili to jacyś Haitańczycy
Oczywiście musiałem odwiedzić sklepik z pamiątkami. Okazało się że jest oficjalny sklep, gdzie można kupić np. dres Navy (zmienili napis, nie jest już ten font co na filmach, ale dresu mi nie sprzedali "sorry it's uniform"), amerykańskie żarcie, było PS5 (nie zdążyłem zapytać po ile), ale tez pamiątkowe koszulki z bazy.
Zdjęcie koszulki załączam, co ciekawe jest to oficjalna koszulka Navy, z hologramem i numerem seryjnym. Nie znalazłem w necie żeby dało się to kupić online, także trochę kolekcjonerska
Był też nieoficjalny sklepik samych żołnierzy w jednym z biur. Różne koszulki (szybko się zorientowałem, że nieoficjalne po marce na metce, pewnie na Allegro sobie zamówili), szklanki z laserowym grawerunkiem, klamry do pasa, czapeczki itp.
O ile w oficjalnym sklepie platnosc tylko karta i w dolarach, to oczywiscie nieoficjalny sklepik tylko zlotowki i tylko cash. Chlopaki sobie dorabiaja do żołdu
Na parkingu pełno samochodów z warszawską rejestracją, okazało się że to żołnierzy US and A. Kupują sobie je tutaj.
Z ciekawostek to logo z koszulki (oficjalne logo bazy) zrobili też na wielkich wycieraczkach. Jakoś mnie to trochę zszokowało że można sobie buty wytrzeć w polska i amerykańską flagę, ale coż, inna kultura. No i na logo na wycieraczce błąd ortograficzny, na szczeście koszulki bez bledu



Zaloguj się aby komentować