Nowa seria pudełeczek ze smokami i runami Skrzyneczki 18 x 10 cm z zamknięciem magnetycznym, wyklejone wewnątrz czarnym filcem - z zewnątrz ozdobione grafiką z fragmentem oryginalnego, średniowiecznego tekstu o smokach, który dla lepszego klimatu zapisałam runami. Na wieczkach wypukłe smoki i lekko wypukły motyw lodowej powłoki z pasty szklistej, po bokach na obrzeżu również lekko wypukłe zdobienie z ręcznie malowaną plecionką, całość lakierowana. Grafika projektowana we własnym zakresie, inspirowana wyglądem wnętrz islandzkich jaskiń lodowych.
Skrzyneczki są w cenie po 100 zł za sztukę plus koszty wybranej opcji przesyłki. Zapraszam do zamawiania Nadadzą się do przechowywania biżuterii lub innych drobiazgów, lub jako dice boxy na komplet standardowej wielkości kostek do #rpg i podobnych małych akcesoriów do gier.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart
Ceremonia z wodorostami Rytuały godowe perkozów dwuczubych (Podiceps cristatus) przypominają "wodne tańce", jednak przybierają różne formy, zależnie od okoliczności. Część perkozów łączy się już w pary na zimowiskach, ale dopiero po przybyciu do zbiornika wodnego, który będzie ich miejscem lęgów i w obrębie którego wyznaczą swoje terytorium, para zaczyna na poważnie umacniać swoją więź. Podczas tego okresu samiec i samica starają się „wyczuć” siebie nawzajem, badając swoje reakcje.
Dla wczesnej formy zalotów charakterystyczna jest forma "tańca", podczas którego para perkozów najpierw płynie ku sobie z wyciągniętymi szyjami, a następnie wykonuje naprzemienne ukłony, potrząsa głowami i stroszy swoje rudo-czarne kryzy. Takie zachowania można też zaobserwować w momentach, gdy para spotyka się po krótkiej separacji – na przykład gdy samiec i samica żerują w różnych miejscach na jeziorze i na jakiś czas tracą się z oczu. Taki "taniec" pełni rolę powitania i jednocześnie służy umacnianiu więzi.
Taniec osiąga punkt kulminacyjny przed etapem budowy gniazda. Perkozy prezentują sobie wtedy nawzajem swego rodzaju rytualne podarunki: najpierw samiec i samica nurkują, a następnie wynurzają się, trzymając w dziobach pęczki wyłowionych wodorostów. Potem pośpiesznie płyną ku sobie, trzymając głowy nisko nad taflą wody. Gdy już do siebie dopłyną, prostują się niemal do pozycji pionowej i stykają się klatkami piersiowymi, prezentując sobie nawzajem wodorosty. Ten "wyprost" na wodzie to najbardziej wyczerpująca część, wymagająca od obojga partnerów dobrej synchronizacji i niemałego wysiłku - żeby utrzymać się na wodzie w takiej pozie, ptaki muszą bardzo szybko przebierać nogami.
"Ceremonia z wodorostami" jest niejako zarezerwowana dla par, które przenoszą swój związek na wyższy poziom. Właśnie dlatego pojawiają się w niej wodorosty, których perkozy używają do budowy i maskowania ulokowanego przy brzegu wody gniazda.
Można by się zastanawiać, dlaczego tańce godowe perkozów są tak skomplikowane? No cóż - w celu udanego wyprowadzenia potomstwa zarówno samiec, jak i samica muszą być dobrze zgraną parą. Oboje budują gniazdo, oboje wysiadują jaja i oboje opiekują się młodymi. Oboje bronią też swojego terytorium, gniazda i piskląt, a jeśli zajdzie taka potrzeba, także siebie nawzajem. Muszą mieć więc pewność, że druga strona jest w pełni gotowa na współpracę podczas lęgów i na stworzenie silnej więzi. „Ceremonia z wodorostem” jest rodzajem wzajemnej deklaracji - wymaga wyczucia i wysiłku ze strony obojga partnerów i nie ma tam miejsca na udawane zaangażowanie.
Choć wszystko to brzmi z ludzkiego punktu widzenia bardzo romantycznie, perkozy dwuczube nie łączą się w pary na całe życie. Para pozostaje sobie wierna przez jeden rok. Po zimie, w kolejnym sezonie, perkozy mogą tańczyć z innymi partnerami – choć zdarza się też, że raz dobrana para trzyma się razem podczas zimowania i pozostaje ze sobą przez więcej niż jeden sezon.
Perkozy żółtodziobe mają podobną wersję "tańca", podczas którego dosłownie chodzą po wodzie. Tylko w tym przypadku nie ma wodorostów, zamiast tego podarunkiem jest rybka: https://www.youtube.com/watch?v=C8kmhasPWqI&t=82s
Kamyk symbolem związku Na Antarktydzie ptaki nie mają wielkiego wyboru, jeśli chodzi o materiał do budowy gniazd, nic więc dziwnego, że niektóre gatunki pingwinów, jak pingwiny białookie czy pingwiny białobrewe, używają do tego celu kamyków. Kopczyk z kamyków ma za zadanie utrzymywać jaja i pisklęta ponad poziomem gruntu, chroniąc je przed zmarznięciem i przed zamoknięciem w razie, gdyby temperatura otoczenia wzrosła i wierzchnia warstwa śniegu zaczęła się nadtapiać.
Kamyki nie zbierają się jednak same i mogą być trudne do znalezienia. W sieci często można natknąć się na informację, że samce pingwinów próbują uwodzić swoje wybranki, wręczając im kamyki, a samica wybiera tego, który przyniesie jej najgładszy egzemplarz. W rzeczywistości nie mamy potwierdzenia, że tak to właśnie działa – jednak faktem jest, że podczas zbierania materiału na gniazdo to samce pingwinów wykonują zazwyczaj większość pracy i nierzadko, aby przyspieszyć budowę, uciekają się do kradzieży i podbierają kamyki od sąsiadów. Kamyki są następnie składane u stóp samicy, która w tym czasie często pilnuje gniazda i dokłada do niego nowy materiał.
Nie jest to więc antarktyczny odpowiednik prezentu w formie ładnego, błyszczącego kamyka jak od jubilera. Gdybyśmy mieli szukać tu porównań do zachowań ludzkich – byłoby to raczej coś jak przynoszenie wybrance (czasem kradzionych) cegieł przeznaczonych do budowy wspólnego domu.
Samice również bywają mocno zaangażowane w budowanie gniazda. U pingwinów białookich zaobserwowano nawet, że niektóre bardziej doświadczone samice wyłudzają kamyki na swoje gniazda od samotnych, niedoświadczonych samców, pozorując względem nich zachowania godowe lub nawet oferując im w zamian możliwość kopulacji. Podkradanie kamyków z cudzych gniazd nie jest do końca bezpieczne, bo może skończyć się przepychankami i pobiciem - pozorowanie zachowań godowych umożliwia więc samicom pozyskiwanie cudzych kamyków bez ryzyka odnoszenia obrażeń. Zdarza się, że samica odwiedza tego samego samca kilkakrotnie, żeby wyłudzić od niego więcej kamyków na swoje gniazdo.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
bardziej doświadczone samice wyłudzają kamyki na swoje gniazda od samotnych, niedoświadczonych samców, pozorując względem nich zachowania godowe lub nawet oferując im w zamian możliwość kopulacji.
@Pirazy @yourgrandma Chyba powinnam się była spodziewać, że taka ciekawostka spowoduje podobne komentarze A myślałam, że ludzie bardziej docenią romantyzm znoszenia cegiełek na wspólny dom.
Prezent, który może uratować życie Pająk darownik przedziwny (Pisaura mirabilis) jest znany z tego, że podczas zalotów samiec wręcza samicy podarunek - zazwyczaj jest to smakowita zdobycz, taka jak mucha lub inny owad, starannie zawinięta w warstwy jedwabnych nici. Podarunek ten ma za zadanie odwrócić uwagę samicy i zmniejszyć prawdopodobieństwo, że zalecający się samiec zostanie przez nią potraktowany jako pokarm.
Kiedy samica przyjmuje prezent i zaczyna go "rozpakowywać", próbując przegryźć się przez jedwabne opakowanie i dobrać się do zawartości, samiec szybko działa na rzecz przedłużenia gatunku. Jeśli zapakował podarunek starannie, ma szansę na to, że zdoła skończyć i uciec zanim samica pożywi się ofiarowaną przez niego zdobyczą i zrobi sobie z niego drugie danie. Jeśli jednak owinął prezent byle jak i jego wybranka za szybko poradzi sobie z opakowaniem – względnie jeśli nie spodoba jej się zawartość – istnieje ryzyko, że przedwcześnie przerwie kopulację i go zaatakuje.
Samce darowników czasem próbują oszukiwać, owijając nicią bezwartościowy podarunek. Zamiast nadającego się do zjedzenia owada opakowują wtedy w jedwab pustą wylinkę, wysuszony zewłok już pożartej muchy albo podobne niejadalne śmieci. Samica czasem orientuje się dopiero po fakcie – jednak ponownie, jeśli odkryje oszustwo zanim samiec zdąży zrobić swoje i uciec, jego los może być marny. Może się też zdarzyć, że to samica postanowi zagrać nie fair, przyjmując prezent, a potem uciekając i nie dając samcowi możliwości dokończenia kopulacji. Żeby temu zapobiec, samiec przez cały czas stara się trzymać jedno odnóże na podarunku, aby być gotowym na próbę ucieczki lub ataku ze strony samicy.
Zaatakowany samiec darownika może udawać martwego – wyprostowuje wtedy wszystkie odnóża i przestaje się poruszać. Nie przestaje jednak przytrzymywać jednym odnóżem pakunku z podarunkiem, zdarza się więc, że podenerwowana samica przez jakiś czas szamocze się, ciągnąc za sobą takiego „martwego”, przyczepionego jedną nogą do prezentu samca. Z chwilą, gdy samica się uspokaja, samiec pomału „zmartwychwstaje”, po czym ostrożnie kontynuuje próby kopulacji.
Można by się zastanawiać, dlaczego samce darowników czasem ryzykują, dając samicom bezwartościowe prezenty? Odpowiedź jest prosta: ponieważ czasem im się to opłaca – upolowanie ofiary, której nawet nie można potem samemu zjeść, wymaga czasu i wysiłku, podczas gdy zapakowanie niejadalnego śmiecia kosztuje samca dużo mniej zachodu. Na dłuższą metę takie zachowania napędzają swego rodzaju ewolucyjny „wyścig zbrojeń” między samicami i samcami: samice starają się wypracowywać sposoby na to, by szybko wykrywać oszustów i nie przekazywać dalej ich genów, a samce – na to, by lepiej oszukiwać.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Podwodne "kręgi zbożowe" W 1995 roku podczas nurkowania w subtropikalnych wodach niedaleko południowej Japonii nurkowie zauważyli dziwne, geometryczne kręgi uformowane w piaszczystym dnie morskim. Kręgi miały około dwóch metrów średnicy i składały się z dwóch koncentrycznych pierścieni z promieniście rozchodzącymi się od środka żłobieniami - najczęściej można je było zaobserwować na głębokości 10–30 m na dnie morskim u południowego wybrzeża wyspy Amami Ōshima. Przez długi czas nie potrafiono wyjaśnić, jak powstają te podwodne "kręgi zbożowe", dopiero w 2013 roku udało się rozwiązać ich zagadkę.
Okazało się, że kręgi są wykonywane przez samce ryb rozdymek z gatunku Torquigener albomaculosus i są częścią rytuału godowego. Żeby przyciągnąć samicę, samiec rozdymki kształtuje w piasku gniazdo - okrągłą, geometrycznie uporządkowaną strukturę mającą średnicę około dwóch metrów, z podwyższonym zewnętrznym pierścieniem i płaskim środkiem ze wzorem przypominającym chaotyczny labirynt. Budowa takiego gniazda trwa od tygodnia do około dziewięciu dni. Jego centrum jest utworzone z bardzo drobnego, starannie oczyszczanego przez rybę piasku, natomiast podwyższona część zewnętrzna ma domieszkę kamyków i muszli, które wzmacniają całą konstrukcję.
Uważa się, że kręgi rozdymek to najbardziej uporządkowane struktury tworzone przez ryby. Zakłada się, że gniazdo jest swego rodzaju prezentem mającym na celu przyciągnięcie samicy, jednak nie wiadomo dokładnie, na jakiej podstawie samice dokonują wyboru - znaczenie może mieć rozmiar kręgu, liczba pagórków na obrzeżu, skład piasku i jego kolor. Krąg może też informować samicę rozdymki o rozmiarach ciała samca oraz jego ogólnej kondycji, wykazano bowiem, że większe i silniejsze samce odpychają piasek dalej niż mniejsze, tworząc w ten sposób większe przestrzenie między pagórkami na obrzeżach.
W bonusie filmik pokazujący perypetie pewnego samca rozdymki, któremu w budowie gniazda pomogła sterowana przez badaczy rozdymka-robot.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Skrzynka-grymuar z czaszkami i mackami oraz inne podobne skrzyneczki z mojej mikropracowni polecają się jako prezenty dla miłośników #rpg i nie tylko
Tradycyjnie drewno zdobione w technice mixed media, z grafiką nakładaną w technice decoupage, ręcznie formowanymi i malowanymi detalami wypukłymi z naturalnej glinki, wzorami z pasty szklistej i imitacjami stron, okuć i zwięzów, dzięki którym skrzynka wygląda jak prawdziwa księga. W centrum oko pod szklanym kaboszonem.
Wnętrze wieczka zdobione grafiką i wypukłym motywem, środek podzielony przegródkami i wyklejony na dnie czarnym filcem. Z przodu metalowe zapięcie. W grafikę wkomponowałam fragmenty oryginalnego średniowiecznego grymuaru dla lepszego klimatu. Wymiary skrzynki z zewnątrz: ok. 22,5 x 17 x 4,5 cm.
Skrzyneczka jest dostępna tutaj , a inne moje pudełka dostępne od ręki - tutaj . Więcej moich prac do obejrzenia jak zawsze na tagu #apaturiart
Zimowe przemiany reniferów Okrywa włosowa reniferów ma specyficzną strukturę – składa się z gęstego podszerstka oraz z warstwy sztywnych, zewnętrznych, pustych w środku włosów wypełnionych powietrzem. Zapewnia to zwierzętom znakomitą ochronę przed zimnem i lodowatym wiatrem. Niektóre renifery, jak występujący w Ameryce Północnej renifer mały (Rangifer arcticus pearyi), dodatkowo stają się zimą niemal zupełnie białe, by lepiej dopasować się do otoczenia.
Renifery to także jedyne znane jak dotąd zwierzęta, o których wiadomo, że sezonowo zmieniają kolor oczu: latem ich oczy są złotobrązowe, jednak zimą stają się niebieskie. Zmiana ta zachodzi w tak zwanej błonie odblaskowej, czyli w warstwie tkanki położonej za siatkówką oka, która działa trochę jak lustro i odbija promienie światła, które przeszły przez siatkówkę, z powrotem do fotoreceptorów. Zwiększa to skuteczność widzenia w warunkach słabego oświetlenia.
Podczas ciemnych, zimowych miesięcy renifery muszą szczególnie wytężać wzrok, by skutecznie wykrywać zagrożenie ze strony drapieżników i znajdować pożywienie. Przekłada się to na zmianę w rozmieszczeniu kolagenu w błonie odblaskowej ich oczu oraz w sposobie, w jaki odbija ona światło – to z kolei powoduje, że oko renifera wydaje się niebieskie. Zmiany te sprawiają, że renifery lepiej widzą w warunkach arktycznego zmierzchu i nocy polarnej, łatwiej rozpoznają kontrasty w otoczeniu i prawdopodobnie także łatwiej wychwytują promieniowanie ultrafioletowe, co pomaga im w znajdowaniu pokarmu.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Łasica (nie)cała na biało Niektóre gatunki łasic zmieniają zimą futro na śnieżnobiałe – najbardziej znanym przykładem jest gronostaj europejski (Mustela erminea), którego białe futro z charakterystycznym czarnym końcem ogona przez stulecia było kojarzone z królewskim majestatem, dotyczy to jednak także łasicy pospolitej (Mustela nivalis) oraz występującej na kontynencie amerykańskim łasicy długoogonowej (Mustela frenata).
Zmiana koloru zależy od tego, w jakiej części świata żyje łasica. Osobniki z cieplejszych regionów pozostają przez cały rok brązowe, a ich zimowe futro co najwyżej zmienia odcień na jaśniejszy. Łasice tego samego gatunku żyjące kawałek dalej na północ, gdzie jest nieco chłodniej, mogą mieć częściowo białą, częściowo brązową zimową szatę. Z kolei zupełnie białe zimowe futro występuje przede wszystkim u osobników zamieszkujących środowiska górskie oraz zimniejsze regiony, w których śnieżne zimy są normą.
Łasica pospolita w białej szacie zimowej jest całkowicie biała, natomiast gronostaj i amerykańska łasica długoogonowa mają zawsze czarną końcówkę ogona. Jest to bardzo przydatne, gdy atakuje je z powietrza sowa, jastrząb lub inny ptak drapieżny – czarny koniec ogona przekierowuje uwagę napastnika i skłania go, by podczas ataku celował właśnie tam zamiast w głowę lub inne wrażliwe części ciała zwierzęcia.
Zimą łasice nie zapadają w sen zimowy i choć spędzają sporo czasu w podziemnych kryjówkach, gdzie jest cieplej, to muszą też aktywnie i często polować. Nie są wybitnie dobrze przystosowane do ciężkich mrozów – ich futro nie zatrzymuje ciepła tak skutecznie jak dłuższe, gęstsze futro z podszerstkiem, jakie mają niektóre inne zwierzęta. Na dodatek mają szybki metabolizm i nie gromadzą w ciele zapasów tłuszczu, muszą więc dużo i często jeść, by przetrwać zimę. Zjadają równowartość nawet 40% swojej całkowitej masy ciała w ciągu jednego dnia, a czasem więcej. Żywią się głównie małymi gryzoniami, a jeśli mają pod dostatkiem pokarmu, przezornie chowają nadmiarową zdobycz na później.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Za oknem wciąż temperatura, jakby na zewnątrz odbywał się doroczny zlot Dementorów - więc u mnie na warsztacie, tak dla wyrównania, trochę nowych skrzyneczek ze świecącymi w ciemności jelonkami w rodzaju tego na zdjęciu Część będzie gotowa już po weekendzie, jednak jeśli ktoś chciałby zamówić sobie personalizowaną wersję, jak najbardziej jest taka opcja Skrzyneczki drewniane, zdobione w technice decoupage, z ręcznie malowanymi detalami i formowanymi z glinki, również ręcznie malowanymi zdobieniami wypukłymi - do tego lekko wypukłe zdobienia z pasty opalizującej i efekt świecenia w ciemności.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart , a egzemplarze dostępne od ręki do nabycia tutaj - zapraszam
Nieoczekiwanie białe chomiki. Chomicznik dżungarski ( Cricetiscus sungorus), bardziej znany jako chomik dżungarski, występuje na obszarach stepowych i w tundrze w zachodniej części Syberii i w Kazachstanie. Należy do popularnych zwierząt domowych, jest też zwierzęciem laboratoryjnym wykorzystywanym w badaniach medycznych. Ma szarawe ubarwienie z ciemnoszarą pręgą przebiegającą przez środek grzbietu, jednak przed zimą, kiedy dni stają się krótsze, zmienia futro na niemal całkowicie białe.
Osobniki hodowane w laboratoriach i w domach przeważnie nie przechodzą takiej przemiany, ponieważ mają w otoczeniu sztuczne oświetlenie i nie odczuwają większej różnicy w długości dnia i dostępności światła – jeśli jednak gryzoń jest zdany głównie na światło naturalne, może zacząć bieleć, nierzadko ku zaskoczeniu właściciela. Odpowiednie skrócenie czasu naświetlania światłem sztucznym również może sprawić, że chomiczniki zaczną zmieniać futro na zimowe.
Zimą sierść chomicznika nie tylko zmienia kolor, ale również zagęszcza się, żeby zapewnić mu lepszą odporność na zimno. Futro pojawia się także na jego łapkach, co pomaga mu w przemieszczaniu się po pokrytym śniegiem i lodem podłożu. Zwykle zmiana rozpoczyna się pod koniec października i kończy się w grudniu – niedługo potem, w okolicach lutego, gryzoń powoli zaczyna wymieniać futro na letnie, co trwa zazwyczaj do początku kwietnia.
Chomiczniki dżungarskie mieszkają na wolności w głębokich, zaopatrzonych w kilka wejść norkach, które odpowiednio przygotowują na nadejście zimy. Zamykają wtedy wszystkie wejścia do tuneli z wyjątkiem jednego, zbierają kępki zwierzęcej sierści, z których robią miękką, ciepłą wyściółkę, a także gromadzą zapasy pożywienia. Zimą tracą na wadze, by zmniejszyć zapotrzebowanie na pokarm i choć nie zapadają w sen zimowy, codziennie na kilka godzin obniżają swoją aktywność w celu oszczędzania energii i pozostają w stanie tak zwanego dziennego odrętwienia.
W hodowlach można spotkać odmiany chomicznika dżungarskiego, które są przeważająco białe przez całe rok, jak również wiele innych odmian barwnych.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Zimowe futerko i zimowe pazurki do kompletu Obrożniki (Dicrostonyx) to niewielkie, spokrewnione z lemingami i chomikami gryzonie zamieszkujące chłodne, okołoarktyczne regiony Ameryki Północnej i Syberii. Żyją w niewielkich koloniach i zamieszkują wykopane w ziemi lub w śniegu norki połączone systemami korytarzy.
Mimo że zimą obrożniki najczęściej przemieszczają się wykopanymi przez siebie tunelami i rzadko pokazują się na powierzchni, to jednak zmieniają futerko z brązowego na białe, żeby w razie potrzeby zapewnić sobie kamuflaż na śniegu. Ta sezonowa zmiana sprawia, że są unikatami w świecie gryzoni – poza nimi bieleją na zimę jedynie chomiczniki dżungarskie (Cricetiscus sungorus), o których będzie kolejny wpis.
Obrożniki mają też jeszcze jedno ciekawe, zimowe udogodnienie: pazurki na środkowych palcach ich przednich łap powiększają się, spłaszczają i rozdwajają, tworząc rodzaj naturalnych łopatek ułatwiających im przekopywanie się przez śnieg. Do wiosny te „zimowe pazurki” zazwyczaj ścierają się w trakcie pracy, względnie złuszczają się i zostają zastąpione zwykłymi.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Puszyste buty na zimę i brudny kamuflaż Spokrewnione z bażantami pardwy (Lagopus) żyją częściowo na dalekiej północy i są znane z tego, że na zimę zmieniają upierzenie na całkowicie lub niemal całkowicie białe. Podczas tej zmiany zyskują też swego rodzaju puszyste zimowe buty – ich nogi i palce obrastają w gęste, miękkie, nitkowate pióra, co upodabnia je trochę do pokrytych białym futrem łapek ssaków. Pomaga to pardwom w poruszaniu się po śniegu bez zapadania się w nim, tworząc rodzaj naturalnych rakiet śnieżnych, a przy tym daje im dodatkową ochronę przed zimnem.
Pardwy posiadają też szereg innych przystosowań umożliwiających im przetrwanie zimy. Mają pióra w okolicach nozdrzy, dzięki czemu ich drogi oddechowe są chronione przed bezpośrednim dopływem zimnego, nieogrzanego powietrza. Potrafią nurkować w śniegu, by się w nim zagrzebać, a także są w stanie wykopywać w pokrywie śnieżnej tunele długie nawet na metr – są to tak zwane tunele noclegowe, w których pardwy spędzają noce i w których chronią się podczas zamieci.
Zimowe upierzenie pardwy jest gęstsze niż letnie, a jego śnieżnobiały kolor nie tylko umożliwia ptakom maskowanie się na tle śniegu, ale ma też znaczenie podczas dobierania się w pary. Samce zachowują białe pióra dłużej niż samice, żeby na wiosnę w okresie godowym przyciągnąć ich uwagę. Gdy śnieg stopnieje, stwarza to jednak problem, ponieważ są wtedy bardziej widoczne nie tylko dla samic, ale także dla drapieżników. Zdarza się więc, że zaraz po tym, jak pardwy połączą się w parę i samica złoży jaja, samiec wyszukuje sobie błotnistą kałużę i celowo brudzi się, żeby lepiej wtopić się w otoczenie (ostatnie zdjęcie).
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Nie zawsze biały i nie zawsze puszysty Lis polarny (Vulpes lagopus) zamieszkujący mroźne, arktyczne obszary położone na północ od kręgu polarnego jest najczęściej kojarzony z charakterystycznym, śnieżnobiałym futrem, jednak tak naprawdę nie wszystkie lisy polarne są białe – a nawet te białe nie pozostają takie przez cały rok.
Odmiana niebieska lisa polarnego ma przez cały rok niebieskoszarą sierść, zimą jaśniejszą, a latem ciemniejszą. Odmiana biała, dużo częściej występująca, ma zimą śnieżnobiałą sierść, a latem brązowoszarą. U obu odmian futro zimowe porasta nawet poduszki na łapach lisów, jest bardzo miękkie i gęste, a obecny w nim wełnisty podszerstek zapewnia tak dobrą izolację termiczną, że lis może bezpiecznie spać nawet na śniegu i mrozie – zwija się wtedy w ciasny kłębek i dodatkowo owija swoim ogonem jak naturalnym, puszystym kocem, choć podczas wyjątkowo nieprzyjaznej pogody i zamieci woli schronić się w jamie niż odpoczywać na zewnątrz.
W czasie zmiany szaty na letnią lisy polarne często wyglądają trochę łyso i nieco mniej uroczo. Jest to spowodowane tym, że ich futro letnie jest wyraźnie cieńsze od zimowego i ta różnica bardzo się odznacza podczas linienia, szczególnie w przypadku odmiany białej. Po kilku tygodniach jednak ten etap przejściowy dobiega końca.
W ramach lepszego przystosowania do życia w zimnym klimacie lisy polarne są bardziej krępe w porównaniu do swoich krewniaków, mają krótsze kończyny, a także wyraźnie krótsze, zaokrąglone uszy i krótszy pysk – wszystko to przekłada się na mniejszą powierzchnię ciała i co za tym idzie, na mniejsze straty ciepła. Prowadzą aktywny tryb życia nawet gdy temperatura otoczenia spada do -70°C, choć podczas zimy niejednokrotnie całymi miesiącami żyją na skraju śmierci głodowej. Poza upolowaną zdobyczą, przetrwanie zapewniają im zasoby tłuszczu zgromadzone przed zimą oraz wykopywane w pokrywie śnieżnej płytkie „spiżarnie”, w których latem i jesienią lisy składują nadmiarową zdobycz, między innymi jaja dzikich gęsi, które mogą przetrwać w ten sposób nawet rok.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
@Apaturia Ciekawostka: Willem Barents (ten od Morza Barentsa) przeżył jedną ze swoich wypraw właśnie dzięki jedzeniu lisów polarnych. Jego statek został zmiażdżony przez lód na jakimś wypizdowie i załoga przetrwała tylko i wyłącznie dzięki lisom. Polecam bardzo ciekawą książkę która powstała na podstawie dzienników marynarzy i innych źródeł historycznych: "W okowach lodu. Willem Barents na krańcu świata".
Bielejące zające i problem braku śniegu Niektóre gatunki zajęcy, między innymi zając polarny (Lepus arcticus), zając alaskański (Lepus othus), zając amerykański (Lepus americanus) czy rzadki w naszym kraju zając bielak (Lepus timidus), są znakomicie przystosowane do życia na pokrytych śniegiem terenach. Ich stopy są porośnięte gęstym futerkiem, a ich palce są mocno wydłużone i mogą rozcapierzać się na boki, pełniąc rolę naturalnych rakiet śnieżnych i ułatwiając zającom bieganie po miękkim śniegu bez zapadania się w nim. Ich sierść, latem brązowawa lub szarawa, zimą zmienia kolor na śnieżnobiały, dzięki czemu mniej rzucają się w oczy na tle zimowego krajobrazu.
Zmiana szaty na zimową zwykle zajmuje zającowi około dziesięciu tygodni i zaczyna się od kończyn i ogona. Cały proces rozpoczyna się w październiku, gdy dni ulegają coraz wyraźniejszemu skróceniu – zmniejszająca się ilość światła słonecznego docierającego do siatkówki oka uruchamia w organizmach zajęcy mechanizmy odpowiedzialne za linienie, tak by „kamuflaż” był już mniej więcej gotowy, gdy nadejdą przymrozki i spadnie pierwszy śnieg. Zdawałoby się, że to wygodne rozwiązanie, jednak nie do końca.
Zimy, podczas których opady śniegu pojawiają się później niż zwykle lub prawie zupełnie nie występują, stają się poważnym problemem dla bielejących zajęcy. W bezśnieżnym otoczeniu zwierzęta nie tylko nie mogą się maskować, ale na dodatek stają się bardziej widoczne i co za tym idzie, są bardziej narażone na ataki drapieżników. Zimowa szata, pierwotnie mająca ułatwić im przetrwanie, przynosi w takich warunkach więcej szkody niż pożytku.
Jak na razie chyba tylko jedna populacja bielejących zajęcy wydaje się reagować na te zmiany, choć zadziałał tu czysty przypadek. Zające amerykańskie, które zamieszkują Góry Kaskadowe, jakieś dwadzieścia tysięcy lat temu skrzyżowały się z zającem wielkouchym i otrzymały w wyniku tej krzyżówki geny umożliwiające niektórym osobnikom zachowanie szarobrązowej sierści także zimą. Zdaje się, że w miarę, jak bezśnieżne zimy stają się w tym regionie coraz częstsze, częściej przeżywają osobniki z tymi właśnie genami, ponieważ ich obecność w lokalnej populacji z roku na rok coraz bardziej się zaznacza.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
@Ten_koles_od_bialego_psa O liskach jak najbardziej - ale białe wilczki nie zmieniają futra i pozostają białe przez cały rok, więc będą musiały poczekać na inną serię ciekawostek
Podwodne labirynty Antarktydy Przeprowadzone w ostatnich latach badania wykazały, że głęboko pod morzami Antarktydy kryje się sieć ponad trzystu podwodnych kanionów, z których niektóre schodzą na głębokość ponad czterech tysięcy metrów.
Kaniony podmorskie należą do najbardziej spektakularnych i fascynujących formacji geologicznych, jakie można spotkać na dnie oceanów. Odgrywają ważną rolę w kształtowaniu ekosystemów oceanicznych - niczym ogromne, podwodne szlaki transportowe umożliwiają przenoszenie osadów i substancji odżywczych z wybrzeża w głąb oceanów, łącząc płytkie i głębokie wody, a także tworzą siedliska dla wielu organizmów żywych. Ich obecność wywiera wpływ na cyrkulację prądów oceanicznych, a co za tym idzie, także na klimat naszej planety.
Naukowcy zidentyfikowali jak dotąd około dziesięć tysięcy kanionów podmorskich na całym świecie – ale ponieważ tylko nieco ponad jedna czwarta dna morskiego Ziemi została szczegółowo zmapowana, ich rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa. Pomimo ich wartości ekologicznej, oceanograficznej i geologicznej, tego rodzaju formacje pozostają jak na razie słabo zbadane, zwłaszcza w regionach polarnych.
Podwodne kaniony Antarktydy są z reguły większe i głębsze niż w innych regionach. Powstają głównie w wyniku działania silnych prądów, które z dużą prędkością niosą zawieszone w nich obfite osady lodowcowe w dół stromych, podwodnych stoków, powodując erozję dolin, przez które przepływają. Najbardziej spektakularne kaniony znajdują się pod wodami otaczającymi wschodnią Antarktydę – tworzą tam skomplikowane, rozgałęzione systemy, często złożone z wielu mniejszych kanionów na krawędzi szelfu kontynentalnego, które nieco dalej zbiegają się w jeden główny kanion schodzący w głąb oceanu. Natomiast kaniony zachodniej Antarktydy są z reguły krótsze i bardziej strome, mają też inny przekrój. Może to potwierdzać, że pokrywa lodowa we wschodniej części Antarktydy powstała wcześniej i rozwijała się dłużej.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Najgłębszy lądowy kanion odkryto na Antarktydzie W 2019 roku ruszył międzynarodowy projekt badawczy BedMachine Antarctica, którego celem było stworzenie mapy powierzchni lądu ukrytego pod lodem Antarktydy w oparciu o zebrane przy użyciu różnych metod dane. W czasie trwania projektu odkryto, że pod zachodnią częścią antarktycznego lodowca Denmana znajduje się najgłębszy lądowy kanion na naszej planecie – został on uznany za najgłębsze naturalne miejsce na lądzie, a przynajmniej nie znajdujące się pod wodą w stanie ciekłym.
Wnętrze kanionu wypełnia lód lodowca, a jego podłoże skalne znajduje się na głębokości przeszło trzech i pół kilometra poniżej poziomu morza. To ponad osiem razy więcej niż najniżej położony odsłonięty fragment lądu na Ziemi, czyli brzegi Morza Martwego. Wykazano, że póki co, kanion jest w większości odcięty od cieplejszych wód oceanicznych przez nagromadzony w nim lód, jednak krawędź lodowca Denmana stopniowo się wycofuje. Jeśli wycofa się na tyle, by woda mogła przedostać się do wnętrza kanionu, mogłoby to spowodować ogólną destabilizację całego lodowca i mocno przyspieszyć jego topnienie.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Mały lokalny sklepik sprawił, że trochę mniej mnie uwiera ten cały system kaucyjny. Żadnego butelkomatu, żadnych kuponów - po prostu przynoszę butelki oznaczone znaczkiem kaucji (zakupione gdziekolwiek) i dostaję pieniądze do ręki. Nie ma problemu z kolejkami, bo nikt tam nie robi żadnych wielkich zakupów jak w dyskontach. Sprzedawczyni cieszy się, bo przy rozliczeniu z operatorem za każdą odebraną butelkę, oprócz zwrotu za wypłaconą kaucję, dostaje bonusowo parę groszy tak zwanej opłaty manipulacyjnej za usługę zbiórki i w skali miesiąca zawsze trochę się tego uzbiera.
Tak więc jeśli wkurzają Was butelkomaty, ale jednak chcielibyście gdzieś oddać te butelki i dostać kaucję z powrotem, polecam poszukać jakiegoś małego sklepiku w pobliżu
Niestety w moim sklepiku można oddać butelki jeśli ma się paragon z tegoż sklepu jako dowód, ze napitki z rzeczonych butelek były zakupione w tymże sklepie. Co jest uciążliwe, bo nie przetrzymuje tak długo paragonów.
@Kaligula_Minus No właśnie już któryś raz słyszę o tych paragonach - a to nie jest tak, że nie trzeba już trzymać paragonów i wystarczy, że butelka ma znaczek?
Od startu systemu kaucyjnego dokładnie raz kupiłem napój z kaucją, bo się zagapiłem i myślałem, że jeszcze bez. Nie licząc tej pomyłki ignoruję zakupy tego typu towarów.