Zawsze mi się będzie z utworem poniżej (zmarłego pana Bambaataa) kojarzył epicki komentarz na internecie, jak gosciu w latach 90 woził busem bułki na wsi i zawsze puszczał tą piosenkę to ludzie słyszeli z daleka że BUŁKI JADĄ!
@Solar to jest tak za⁎⁎⁎⁎sty band, że głowa mała. W czasach kiedy wszyscy pitolili jakieś suity po 10 minut oni po prostu grali rocka i tyle. I nawet jak machnęli takiego długaja, to wyszedł fajny klimacik muzykowania a nie pseudoartystyczne wypierdy jak u progrockowców. Uwielbiam.
Pierwsza polska biografia kultowego zespołu The Smiths. Zespołu, który zawsze ceniłem, ale nigdy nie byłem miłośnikiem ich twórczości. Pewnie miał na to wpływ wybitnie wkurzający mnie Morrissey a sytuacji nie ratował nawet sympatyczny i utalentowany gitarzysta Johnny Marr. Do lektury zachęciło mnie to, że książkę napisał Polak, Maciej Koprowicz a nie zniechęciło mnie nawet to, że związany jest zawodowo m.in. z miesięcznikiem "Teraz Rock" czyli najbardziej boomerską i dziaderską gazetą o muzyce jaka kiedykolwiek wychodziła w tym kraju. Jednak Koprowicz to młody chłop, wiedzę o muzyce posiada sporą a poza tym jest oddanym fanem The Smiths. Co więc dostajemy? Ano solidną, w miarę zwięzłą ale nie pozbawioną fajnych smaczków i ciekawostek historię zespołu Morrisseya i spółki. Autor wywiązał się z zadania bardzo dobrze. Uniknął fanowskiego tonu i pisania z poziomu ugiętych kolan. Zgrabnie wybrał cytaty z piosenek i wypowiedzi muzyków dzięki czemu udało mu się pokazać niełatwą historię Kowalskich z wielu perspektyw. Widać, że przekopał się przez masę materiałów prasowych, książek i publikacji w internecie. Na koniec, jako bonus dostajemy rozdział o wpływie The Smiths na polskie zespoły i muzyków. Kawał solidnej roboty.
Johnny Marr jest jednym z moich ulubionych gitarzystów, w czasach tego całego hairmetalu, graniu jak EVH czy inny Malmsteen chłop zdecydował że nie będzie używał przesteru, a ścianę dźwięku zbuduje nagrywając kilka śladów z tymi swoimi chorusami czy innymi efektami.
Nie mieści mi się w głowie jak to jest mieć 19 lat i napisać taki riff jak Charming Man. Jest to jeden z nielicznych kawałków na gitarze który tłukłem godzinami i umiem w miare poprawnie zagrać, jezu jak tam każdy akord fajnie przechodzi w drugi, jakie to satysfakcjonujące
Haywire są z Bostonu i aktualnie ciężko pracują na to by stać się jedną z popularniejszych kapel na scenie HC punk. Pracują dobrze a grają jeszcze lepiej. Podobno mają być w tym roku w Polsce na jakimś koncercie, ale nie podano jeszcze gdzie. Oby mi też udało się tam być i poczuć jak mi ktoś spada na łeb z wysokości sceny.
Dziś MAKE #ladnapani GREAT AGAIN w krainie kangurów a sprawczynią tego jest Natalie Imbruglia. Tosie i Tomki z tagu #hejto40plus i #hejto30plus kojarzą ją zapewne z teledysku do hitu "Torn". Wydała kilka płyt, ale większości znana jest właśnie z tej piosenki. Poza tym grała w filmach i serialach. Jest jedną z nielicznych kobiet, które są mi się w stanie podobać, gdy mają krótkie włosy. Muzycznie kompletnie nie moja bajka, ale jak leciał teledysk do "Torn" to siedziałem przyklejony do ekranu. Pani Natalie wygląda do dziś bardzo spoko.
@deafone samej piosenki nie lubiłem. Po prostu nie moja działka muzyczna, ale teledysk faktycznie bardzo udany. Ona była fajna i wydawał się jeszcze ładniejsza przez to, że była taka zwykła. Jak koleżanka z klasy, która fajnie śpiewa nie akademiach. Poza tym nie epatowała seksualnością, nie była wyzywająca, zero kręcenia tyłkiem itp.
#muzyka #police #thepolice #radiodeykun #sting & źródło
Podczas nagrania Sting przypadkowo usiadł na klawiaturze fortepianu w studiu, co zaowocowało atonalnym akordem fortepianowym oraz śmiechem zachowanym na początku utworu.
3 ulubione utwory - Genocide, Gotta Get Away, Self Esteem
Nadszedł ten moment, w którym wrzucam najlepszy album Offspring. Ten album to zdecydowanie najpotężniejsze pierdolnięcie w ich historii. Album od góry do dołu wręcz klepie nas w mordę. Słuchając tego albumu nie ma się wrażenia, że chcesz przeskipować. Po prostu lecisz ciągiem.
Energia zawarta w tym albumie mogłaby się równać z bombą atomową.
Album uwielbiam. I cieszę się, że nareszcie goszczę go w swojej małej kolekcji płyt.
@Deamon Dog Eat Dog byli chyba popularniejsi u nas niż u siebie w USA. Był straszny głód zachodu a Metal Mind ich wydało u nas na kasecie. Podobnie jak Black Train Jack. W USA to taka drugoligowa kapela zawieszona między sceną punkową a mainstreamem a w Polsce ich kasety wydane przez MM leżały w sklepach obok Nirvany czy Iron Maiden.