Ha! W drugiej próbie udało się zaliczyć kwadrat, taki co jest może i niedaleko cywilizacji, ale do tej pory zaliczyło go – według mapy na rowerowy równik – tylko kilka osób.
Nie jest zbytnio wymagający, ale upierdliwy.
Pierwsza próba została spalona, bo na środku ścieżki, w jesieni, stał sobie jeleń podczas rykowiska i jakoś nie chciał schodzić, a ja nie chciałem sprawdzać czy on zamierza zejść gdy ja tam wejdę.
Zwykle dużo chodzę i nie zwracam na to uwagi. Ale - akurat jest dobra okazja, żeby rzucić okiem na to, co tam Garmin sobie powyliczał.
Średnia dzienna kroków w 2024 to 11 090 kroków dziennie. Zaznaczę: pracę mam siedzącą. Jeśli założymy, że jeden krok to pół metra (oczywiście normalnie robię dłuższe, ale nie każdy krok robię na pełnej prędkości), to daje mi to 5,5 km dziennie - czyli 2013 km z buta. Sporo. Tak jakby z Warszawy do Tuluzy i jeszcze trochę.
#kwadraty
Nie wiem ile ich zrobiłem w tym roku, ale udało się odwiedzić nowe kraje: kontynentalną Hiszpanię i Kambodżę. Plus lotniska w Kuala Lumpur i Ho Chi Minh. Wpadło też trochę nowych we Włoszech, w Austrii i oczywiście w Polsce.
Mam do zaznaczenia jeszcze przed-GPS-owe wyjazdy do Norwegii i po Polsce, więc poniższe cyfry może się jeszcze z czasem zwiększą (jeśli znajdę czas na narysowanie starych tras).
Póki co wygląda to tak:
Max square: 23x23
Max cluster: 874
Total tiles: 35853
Uczciwie powiem, że interesuje mnie wyłącznie "total tiles", dwa pozostałe zwiększają się bardziej przypadkiem niż celowo.
#wspinaczka
35 dni podczas których się wspinałem (nie wliczam w to niektórych wyjazdów). Czyli tak jakby ponad miesiąc przewspinany. Wystartowałem z poziomu "VI na drżeniu" i doszedłem do poziomu "damy radę z VI.1, może VI.2" w ciągu roku. Moim zdaniem jest to całkiem niezłe miejsce. Bardzo bym chciał przed końcem żywota mego poprowadzić VI.4. Może się uda, nie wiem, zobaczymy.
Ciąg dalszy jesiennej bidy (to był mój najsłabszy październik, odkąd jeżdżę na szosie). Najdłuższa jazda to sobotnie 100 km z Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) połączone z łataniem #kwadraty. Z założenia trasa miała być lekka, łatwa i przyjemna, a dlaczego bardzo szybko przestała taka być, trudno powiedzieć. xD Jakby nie jechało się wystarczająco ciężko, to po ok. 60 km wjechaliśmy w bardzo gęstą i zimną mgłę. Zebrałam dwa kwadraty potrzebne do powiększenia klastra, resztę tym razem odpuściliśmy.
Nuda, nuda, nuda oraz wypad po #kwadraty pod Białogard. Widoki niezłe, kwadraty takie nie za trudne, bo wszędzie dało się wjechać i wyjechać #szosa, ale jakość dróg lepiej skwitować milczeniem. Wytrzęsło nas i wywiało, ale 100 km zaliczone, a mojej szosce stuknęło okrągłe 10000 km przebiegu. ʕ•ᴥ•ʔ
Jako, że w tym tygodniu nic poważnego już raczej nie pokręcę to wrzucam podsumowanie za 2-9 września. Kilka pracodomów+, a +, bo jest Akcja Kręcimy dla Gdańska i jako tako jest tam limit dzienny 20km, więc zamiast wracać najkrótszą trasą to sobie trochę dorzucam. Zobaczymy jak długo wytrzymam z tym, ale nie wiąże jakichś większych nadziei ^^
W sobotę byłem na firmowym rajdzie rowerowym wokół jeziora Straszyńskiego i Bielkowskiego - trochę szutru, dużo singli, trochę off-roadu. Trochę się namęczyłem, bo większość na MTB, a ja dzielnie na gravelu ^^ ale udowodniłem, że można, więc jestem z siebie dumny :)
W niedzielę pojechałem odhaczyć punkt bonusowy w ramach akcji Kręcimy dla Gdańska i przy okazji zebrać kilka #squadratinhos , których nie miałem. Okazuje się, że nie miałem ich z określonych powodów - na 10km, myśle, że z 3km to noszenie roweru, bo leśne drogi nie przejezdne dla opon 35". Ale odhaczone.
No i dzisiaj... Dzisiaj miał być ostatni dzień upałów i słonecznej pogody, dlatego wziąłem urlop. No ale taki dzień miał być tylko w prognozie pogody, rzeczywistość mnie zweryfikowała brutalnie. Od rana wieje jak cholera. Zmodyfikowałem swoje plany i zamiast wsiąść w poranny pociąg do Kościerzyny i wykręcić dzisiaj 150, zrobiłem 90km po Żuławach... I nie wiem czy to był dobry wybór. Trasa kościerska zakładała lasy, Żuławy to gołe pola. A wiało dzisiaj jak cholera (wywróciło mi stół na balkonie xD), na tyle mocno, że jak miałem wiatr z boku to walczyłem o utrzymanie równowagi. A połowa trasy pod wiatr ^^ Nogi bolą jak cholera, ale udało się przyłączyć znaczną część Żuław do mojego jardu w #kwadraty , więc jest w pytę ^^
No ładnie zbierasz kwadraty, jak pokemony Gratulacje wygranej walki z "zefirkiem", mi się zdarza kilka razy w roku (przy różnych tam orkanach) przytulać baaardzo do roweru, by mnie nie zdmuchnęły "lekko zmienne" powiewy, także wyobrażam sobie Twoją przygodę!
Szosowe kilometry z ostatniego dnia sierpnia, z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) Miało być "czysta" do Poznania... Wyszło dwieście ze Szczecina. ¯\_(ツ)_/¯ Jazda w deszczu przez pierwsze 100 km mijałaby się z celem, więc pojechaliśmy później, krócej, ale za to pod wiatr.
A była to trasa złożona głównie z długich, prostych i płaskich odcinków dróg, monotonnych i wykańczających psychicznie. Za Kamieniem Pomorskich zrobiło się nieco ciekawej (albo już się przyzwyczaiłam), a jeszcze lepiej za Trzebiatowem, gdzie wjechaliśmy na piękną drogę rowerową poprowadzoną przez pola, prawdopodobnie w śladzie dawnej wąskotorówki. Radość nie trwała długo, bo droga ta urywa się pośrodku niczego i do najbliższej miejscowości, czyli do Mrzeżyna, trzeba się turlać po mocno wysłużonych płytach jumbo.
Reszta trasy to już dobrze nam znany szlak R10, kawałek DK11 oraz inne lokalne drogi. Te ostatnie kilometry musiałam przejechać z częściowo niesprawną przerzutką, która po postoju w Kołobrzegu obsługiwała tylko połowę kasety. Zaliczonych 6 nowych gmin, trochę #kwadraty, a także, ze względu na jakiś objazd na samym początku trasy, nowa życiówka poprawiona o niecałe 2 km. ლ(ಠ_ಠ ლ)
Zapomniałem wczoraj zrobić podsumowania sierpnia, to dzisiaj zrobię podsumowanie tygodnia
Klasycznie kilka DPD, a dzisiaj udało się wskoczyć na gravela i pokręcić trochę na północ od Trójmiasta. Powrót przez TPK sprawił, że teraz bardziej mnie bolą ręce od ciągłego hamowania (jestem cykor...) niż nogi
Po słabiutkim lipcu, przyszedł słaby sierpień. Poza dwusetką z początku urlopu, doszedł jeszcze jeden konkretny dystans z powiększeniem maxa kwadratów. Reszta to jakieś wypady na plażę i pracodomy. Czy karta się odwróci we wrześniu ? Być może
Różności z całego tygodnia, a najdłuższa jazda to przegląd najgorszych dróg w województwie, z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) A może nie powinnam pisać, że najgorszych, bo mam zaplanowaną jeszcze jedną trasę w tamtych okolicach i lękam się, co tam zastaniemy. xD Wpadło 9 nowych gminek i 106 #kwadraty, za to znowu nie wpadło 200 km, bo skracaliśmy już na początku i zamiast w Szczecinie, zaczynaliśmy w Stargardzie. Widoczki jakoś niespecjalnie mnie ruszały tego dnia, ale na duży plus odcinek z Ińska do Węgorzyna oraz ładne, pagórkowate, choć bardzo dziurawe okolice Rąbinka.
Zaległości z dwóch tygodni. Najdłuższa jazda - z Chociwla przez kilka zachodniopomorskich gmin do domu - z Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。)
Trasa była wstępnie zaplanowana na 194 km z opcją wydłużenia do 200, ale trudy pierwszych kilometrów zaważyły na tym, że było skracane. A były to dwie ulewy jedna po drugiej na samym początku oraz bardzo, ale to bardzo dziurawe drogi. Jedna z tych dróg, z osobliwymi szykanami usypanymi z gruzu, zdobyła specjalne miejsce w moim serduszku i zrobiłam jej pamiątkowy segment na #strava. Im dalej, tym lepiej - z Reska do Świdwina dojechaliśmy nowiutką DW152, która nie jest jeszcze w całości oddana, więc ruch na niej był minimalny. Tym bardziej nie chciało nam się wjeżdżać nigdzie, gdzie straszyło ujebem.
Gdy już się wydawało, że najgorsze za nami, za Białogardem zwróciłam uwagę na bardzo ciemną deszczową chmurę na zachodzie. Mordi uspokoił mnie, że to burza przechodząca nad Kołobrzegiem. Kilka kilometrów dalej okazało się jednak, że Kołobrzeg niebezpiecznie szybko zbliża się do Koszalina. xD Przed samym domem nastąpiło największe tego dnia pogodowe pie*dolnięcie z gradem, deszczem i piorunami. (ʘ‿ʘ)
Fajne to turlanie, jak wjedziesz do "bidnej" gminy to czasem jedziesz po łatach bardziej niż po drodze, wbijasz do bardziej zamożnej i nagle asfalt luks torpeda...
@pluszowy_zergling Paaanie, tam to bida aż piszczy. Słyszałam wielokrotnie narzekania na stan dróg w moim województwie, ale zawsze myślałam, że to przesada. No to teraz już wiem, skąd te złe opinie.
@vvitch Troszkę turlam od tamtego roku po Małopolsce, jestem ewidentnie mniejszym długodystansowcem od Pani i Lorda @Mordi i ewidentnie zauważam różnice między powiatami, drastyczne.
Rowerowe jazdy od 24.06. do 30.06.2024, czyli czerwcowe zalegości.
Był to dość dobry tydzień, bo trochę nadrabiałem fatalną resztę miesiąca i jeździłem w przerwach obiadowych zamiast spacerować.
Najjaśnieszym punktem tygodnia była weekendowa jazda do Kelkheim i Kronbergu po 5 nowych kwadratów. Trafiła się dobra pogoda, było wręcz trochę za ciepło, i ładne widoczki. Tylko Garmin złośliwie mi się zrestartował w czasie jazdy i musiałem wracać jakieś 7 km, żeby koniecznie zaliczyć parę dróg na wandrer.earth.
Problem z Garminem, który od około 2 miesięcy często restartował mi się przy wjeżdżaniu na zaplanowanej trasie na skrzyżowania o ruchu okrężnym, chyba definitywnie rozwiązałem, bo od paru tygodni jest spokój. Wyłączyłem podpowiedzi skrętów (strzałki, które pojawiają się na ekranie przed zaplanowanym zakrętem) i problem zniknął. Moje podejrzenie jest takie, że Garmin chciał przed rondem wyświetlać jakąś fikuśną strzałkę, której nie miał w systemie lub funkcja ta była w jakiś inny sposób wadliwa, co doprowadzało do restartu systemu.
Na zdjęciu góra Altkönig.
Na zdjęciu dodatkowym Men we Frankfurcie. Widok z mostu kolejowego trasy Men-Nekar.
Niedzielny wypad pociągiem do Słupska, skąd wracaliśmy z Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) na #szosa przez różne urokliwe wiochy, głównie po to, żebym załatała jedną irytującą dziurę na mapie gmin. Trasa zaplanowana przez Mordiego prowadziła m.in. przez Stary Kraków, stąd mój pomysł, żeby podjechać też do Nowego Krakowa i zebrać kilka #kwadraty, po które nigdy nie chce się skręcać. Warto było. Na tym krótkim odcinku trafił się najbardziej dziurawy asfalt, kocie łby, a na koniec trochę szutru na pocieszenie.
Ostatni tydzień czerwca. Najdłuższa trasa to odprowadzanie Pan @Mordi (。◕‿‿◕。) na coroczne ultra do Warszawy. Ponownie wyruszyliśmy o bezbożnej godzinie, kiedy nogi nie chcą pedałować, a mózg podpowiada, żeby porzucić #szosa w krzakach i wracać do łóżka. Na 56. kilometrze zrobiliśmy sobie krótki piknik na przystanku autobusowym w Kawczu i kryzys przeminął. Mordi pojechał dalej sam, a wróciłam do domu nieco wydłużoną trasą, zbierając po drodze kilka #kwadraty.