#katolicyzm

6
207

O mariawitach ciąg dalszy.


W USA powstali mormoni, chrześcijańska nauka czy scjentologia. Rosjanie mają swoich mołokan, chłystów czy skopców. Okazuje się jednak, że w kwestii religijnych dziwactw również i my Polacy mamy się czym pochwalić - i wcale nie mam tu na myśli ks. Natanka.


Jest rok 1921. W wyniku choroby nowotworowej, cierpiąc na puchlinę wodną, zmarła w Płocku założycielka mariawityzmu Feliksa Maria Franciszka Kozłowska, nazywana Mateczką. Na czele wyznania stanął jej wieloletni współpracownik i najbardziej zaufany powiernik, bp Jan Maria Michał Kowalski, który zaczął tytułować się arcybiskupem. Mariawici odebrali to jako naturalną kontynuację powierzonego Mateczce Wielkiego Dzieła Miłosierdzia.


Dokładnie rok po śmierci Mateczki, 23 sierpnia 1923 r., abp Kowalski wprowadził pierwszą reformę: komunię pod dwiema postaciami (chleba i wina). Nie było w tym nic kontrowersyjnego, bo wiele Kościołów uniezależnionych od Rzymu (tzw. starokatolickich) wracało do tej starożytnej praktyki. Przy klasztorze w Płocku otwarto drukarnię, dzięki czemu mariawici mogli wydać Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, traktaty duchowe Mateczki i inne swoje publikacje. W miejsce Mateczki, nową przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Mariawitek została Antonina Maria Izabela Wiłucka (ważna postać, będzie jeszcze o niej).


W 1924 r. abp Kowalski ogłosił kolejną reformę: zniesienie obowiązkowego celibatu. To znowu nie było samo w sobie nic kontrowersyjnego. Jednak abp Kowalski dorzucił pewien bonus: tzw. "małżeństwa mistyczne" księży z zakonnicami! Co więcej, okazało się, że arcybiskup sam już dwa lata wcześniej zawarł związek małżeński ze wspomnianą już A. M. Izabelą Wiłucką. Wybuchł skandal, w wyniku którego część księży i wiernych odeszła od mariawityzmu. Zareagował również Unia Untrechcka, zawieszając mariawitów w prawach członkowskich.


Nie tylko nie powstrzymało to abp. Kowalskiego, lecz poszedł on dalej. Ogłosił, że dzieci zrodzone ze związków księży z zakonnicami są... niepokalanie poczęte! Ze źródeł wrogich mariawitom (więc radzę podchodzić do nich ostrożnie), można się dowiedzieć, że wśród kapłanów mariawickich kwitła bigamia - wszystko, żeby poczęło się jak najwięcej "niepokalanych" dzieci i przez to mogło się rozwijać "Królestwo Boże na Ziemi". Te źródła podają, że także i Mateczka za swojego życia sypiała z Kowalskim (który zresztą wpychał jej do łóżka też innych księży). Niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe, czy nie, to "małżeństwa mistyczne" stanowiły wodę na młyn dla oszczerczej wobec mariawitów prasy rzymskokatolickiej i wpisywały się we wcześniejszą narrację o klasztorach-burdelach.


W 1926 r. delegacja mariawicka odbyła tournée po siedzibach prawosławnych patriarchatów z nadzieją na nawiązanie bliższych kontaktów, co się nie powiodło (chyba zrozumiałe, dlaczego). Lepiej poszło z Polskim Narodowym Kościołem Katolickim, który nie był na terenie Polski oficjalnie zarejestrowany (wyznanie to powstało w USA) i otrzymał zgodę od mariawitów na korzystanie z ich kościołów, ksiąg i szat liturgicznych oraz na udzielanie w ich imieniu ślubów kościelnych.


Kolejna wielka reforma nastała w 1929 r.: wprowadzono kapłaństwo kobiet i to od razu na wszystkich jego stopniach. Pierwszą mariawicką biskupką została - jak łatwo się domyślić - żona arcybiskupa, Maria Izabela Wiłucka-Kowalska. To był kolejny wstrząs, który doprowadził do odejścia częsci wiernych. Ale abp Kowalski kontynuował swoje reformy i tym razem zniesiono spowiedź "na ucho" (zastępując ją cichym wyznaniem grzechów Chrystusowi i spowiedzią powszechną). Zaprzestano też organizowania Pierwszych Komunii i zaczęto udzielać Eucharystii niemowlętom od razu po chrzcie (pod postacią wina, podobnie jak np. u prawosławnych). Zniesiono też tytuły duchownych takie jak np. "Ojcze" czy "Ekscelencjo" (zostawiając tylko "bracie i siostro"), zakazano wiernym picia wódki i palenia tytoniu oraz zaczęto propagować wegetarianizm. W kolejnym kroku wprowadzono tzw. kapłaństwo ludowe - odtąd każdy mariawita, mężczyzna czy kobieta, mógł odprawiać Mszę w domu według uproszczonego obrządku (słowa konsekracji i kilka modlitw). W parafiach odprawiano też pełną Mszę (tzw. liturgiczną), jednak również i ona mogła być odprawiona przez specjalnie przygotowanych świeckich. Kapłaństwo hierarchiczne miało odtąd pełnić rolę pomocniczą w stosunku do kapłaństwa ludowego. Następną reformą było zniesienie święcenia wody, olejów i pokarmów. Zniesiono też wszystkie obrzędy Wielkiego Tygodnia, a w Wielki Piątek zaczęto odprawiać normalną Mszę. Oprócz tego zaprzestano praktykowania postów na zasadzie "niejedzenia mięsa" - abp Kowalski wręcz wyśmiewał ten rodzaj postu, przypominając o bogaczach, którzy "pościli", zajadając się wymyślnymi i tłustymi potrawami rybnymi, natomiast grzechem było, gdy biedny człowiek zjadł w piątek kilka skwarek. Post miał być więc ćwiczeniem duchowym, odwróceniem się od światowych pokus i wzniesieniem myśli ku Bogu.


Ciąg dalszy nastąpi. Na zdjęciu abp Kowalski.

e1bae9ce-57d1-466c-b236-770a02c56094

@Bipalium_kewense Ciekawe jak wierni, którzy pozostali przy Mariawityzmie postrzegali nadchodzące co kilka lat wielkie reformy.

Zaloguj się aby komentować

Nie wiem czy wiecie, ale Polska 2050 ma swoje radio - Dobre Radio. W poniższej audycji poruszają kontrowersyjny temat rozdziału państwa od kościoła.


"Maciej Pikor i Paweł Kopeć zapraszają na rozmowę o rozdziale Kościoła i państwa z Piotrem Szelągiem, byłym księdzem, prawnikiem, konsultantem głośnego kinowego hitu "Kler" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego."


https://m.soundcloud.com/dobre_radio/krwioobieg-odc-15


Debata publiczna w moim mniemaniu jest potrzebna, a nie za wiele jej widać.

Zaloguj się aby komentować

Zgodnie z obietnicą dzisiaj ciąg dalszy o mariawitach. Znów nie wiem, czy zmieszczę się w jednym poście, ale teraz będzie mniej suchych faktów, a więcej ciekawostek.


Bo oto mamy rok 1906. Jak już pisałem, 5 kwietnia tego roku papież Pius X podpisał encyklikę potępiającą mariawityzm. Mateczka i jej zwolennicy z o. Marią Michałem Kowalskim działali jednak dalej i nie zamierzali ustępować. W takiej sytuacji Mateczka i M. M. Kowalski zostali 5 grudnia tego samego roku obłożeni przez Rzym klątwą imienną (tzw. eksomuniką większą). Należy zaznaczyć, że Mateczka jest jedną z zaledwie kilku kobiet w dziejach Kościoła, którą spotkał taki "zaszczyt".


Mateczka była jednak przekonywana w objawieniach, że pełni wolę Bożą i że "zgoda z papiestwem jest niemożliwa". Na znak zerwania z Rzymem w kościołach mariawickich zaczęto umieszczać symbol tiary i kluczy Piotrowych nad tabernakulum - co znaczyło, że Głową Kościoła dla mariawitów jest sam tylko Chrystus, a nie papież. Ogólnie kościoły mariawickie mają prostszy wystrój od rzymskokatolickich. Mało jest w nich obrazów i rzeźb - najczęściej tylko krucyfiks, obraz NMP Nieustającej Pomocy, portret Mateczki i stacje Drogi Krzyżowej. Całą uwagę ma przykuwać ołtarz z wystawionym Najświętszym Sakramentem - to on jest sercem kościoła i jako taki powinien być tylko jeden (czyli brak ołtarzy bocznych). Ze względu na brak dostępu do relikwii, zaniechano wmurowywania ich w ołtarz. Pozostawiono tylko dwa kolory liturgiczne: biały i fioletowy, po pewnym czasie zrezygnowano z manipularzy. Kapłani i zakonnice mają na habitach wyszyty na piersi symbol monstrancji - znak kultu eucharystycznego. Msza mariawicka to w istocie tzw. Msza trydencka (ołtarz jest przy ścianie, a ksiądz stoi tyłem do ludzi) przetłumaczona na język polski (pierwszą Mszę po polsku odprawiono na pasterkę w 1907 r.). Mariawici odprawiają Mszę niemal zawsze przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, dlatego pewne obrzędy zostały tak zmodyfikowane, żeby nie odwracać wzroku od monstrancji (np. rezygnacja z kadzenia i asysty liturgicznej przy czytaniu Ewangelii). Należy też zaznaczyć, że obrzędy Wielkiego Tygodnia są według rytuałów sprzed reformy w Kościele Rzymskokatolickim z 1955 r. (np. Wigilia Paschalna jest odprawiana rano, a od ognia nie odpala się bezpośrednio paschału, lecz trójramienny świecznik i dopiero od niego paschał). Tak jest przynajmniej w największym z wyznań mariawickich, bo istnieje też drugie, gdzie obrzędy zmodyfikowano jeszcze bardziej (do tego dojdę). Należy też zaznaczyć, że w mariawityzmie jest surowo zabronione odprawiać Mszę za pieniądze - do tego stopnia, że jest ona uznawana za nieważną!


Po tej dygresji na tematy liturgiczne wracam do historii. Począwszy od 1906 r. mariawici zaczęli tworzyć własną strukturę kościelną. Nie mieli jednak żadnego biskupa, dlatego zwrócili się o pomoc do Unii Utrechckiej Kościołów Starokatolickich, do której zostali przyjęci 7 września 1909 r. Jeszcze w tym samym roku, 5 października, o. Maria Michał Kowalski otrzymał w Utrechcie święcenia biskupie. On sam udzielił w 1910 r. sakry biskupiej dwóm kapłanom. W ten sposób mariawici zbudowali własną, niezależną od Rzymu, hierarchię duchowną.


W latach 1911-1914 zbudowano w Płocku mariawicki klasztor i katedrę nazwaną Świątynią Miłosierdzia i Miłości. Obrys budynków układa się w litery E (jak Eucharystia) i F (jak Franciszka, imię zakonne Mateczki). Jest to dzisiaj miejsce mariawickich pielgrzymek, zwłaszcza 15 sierpnia (w święto Wniebowzięcia NMP). Przy mariawickich klasztorach i parafiach znajdowało się też dużo instytucji takich jak ochronki, szkoły, przedszkola, przytułki, piekarnie, jadłodajnie, warsztaty itp. Mariawici przykładali wielką wagę do wykształcenia i opieki nad ubogimi i chorymi. Odznaczali się też patriotyzmem, a w czasie I wojny światowej Mateczka oddawała się surowym postom i modlitwom za Ojczyznę i pokój na świecie. Doprowadziło to do pogorszenia jej stanu zdrowia, tak że w 1920 r. zachorowała na nowotwór wątroby i ostatecznie zmarła 23 sierpnia 1921 r. W ostatnich miesiącach życia bardzo cierpiała na puchlinę wodną, jej brzuch rozdął się do ogromnych rozmiarów, uciskając narządy wewnętrzne. Ofiarowała swoje cierpienie za "za siostry mariawitki, za miasto Płock i cały kraj".


Kiedy zmarła Mateczka, z jej cienia wyszedł bp Kowalski. A właściwie już nie biskup, bo krótko po tym ogłosił się arcybiskupem. I właśnie tu zaczyna się naprawdę ciekawie, bo abp Kowalski zaczął wprowadzać bardzo drastyczne i niekiedy dziwaczne reformy - i to nie tylko w dziedzinie liturgi, ale nawet w najbardziej fundamentalnej teologii (jak np. dogmat o Trójcy Świętej). Reformy te sprawiły, że mariawityzm został wręcz wyrzucony poza ramy tradycyjnie pojmowanego chrześcijaństwa.


Reformy abp Kowalskiego i ich skutki to temat-rzeka (i jazda bez trzymanki), dlatego będzie o tym następny wpis (limit znaków). Na zdjęciu Świątynia Miłosierdzia i Miłości w Płocku.

f83df653-a3d8-440c-b764-8492b2e6f3ee

@gacek A jesteś z Płocka lub okolic? Ja pracowałem kiedyś w pobliżu i poszedłem zobaczyć Świątynię mariawicką. Wydała mi się być w złym stanie, z zaniedbanym ogrodem. Ale podobno trwa tam teraz remont, jednak z uwagi na ograniczone środki jest on bardzo rozciągnięty w czasie.

@Bipalium_kewense Zaczynamy wchodzić w coraz bardziej ciekawe etapy ewolucji Mariawityzmu. Ciekawe jak historia tego wyznania potoczyła by się gdyby siostra Kozłowska pożyła dłużej.

@piwowar Sam jestem ciekaw... Chyba raczej nie zaaprobowałaby rewolucji abp. Kowalskiego, o których napiszę w szczegółach jutro. Zaznaczam jednak, że abp Kowalski to bardzo skomplikowana i ciekawa postać. Na koniec cyklu o mariawitach napiszę, co sam o tym myślę.

Zaloguj się aby komentować

Mariawici - od łac. "Mariae vitam imitantes" ("Maryi życie naśladujący") - rdzennie polski ruch religijny, początkowo postulujący odnowę Kościoła Rzymskokatolickiego, obecnie rodzina wyznań chrześcijańskich, niektórych o bardzo nietypowej doktrynie.


Za początek mariawityzmu można uznać 2 sierpnia 1893 r., kiedy Maria Franciszka (imię świeckie: Feliksa) Kozłowska, matka przełożona działającego w ukryciu (ze względu na prześladowania przez władze carskie) zgromadzenia zakonnego otrzymała w Płocku objawienie nazwane Dziełem Wielkiego Miłosierdzia. W treści tego objawienia ukazano zepsucie moralne duchowieństwa katolickiego i grożącą przez to całemu światu karę Bożą. Jednak miłosierny Bóg pozostawił ludziom ostatnią deskę ratunku: adorację Najświętszego Sakramentu i kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, oparty nie na samym tylko Jej wzywaniu, lecz raczej na całkowitej przemianie życia na Jej wzór (stąd nazwa "mariawityzm").


Przy wsparciu o. Honorata Koźmińskiego, Maria Franciszka zaczęła tworzyć Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów, a także żeńskie zgromadzenie zakonne. Księża trafiający do tego bractwa wyróżniali się wysokim wykształceniem i poziomem moralnym: stronili od alkoholu i papierosów oraz nie pobierali opłat za posługi duchowne, w tym także za odprawianie Mszy. Byli bardzo szanowani w swoich parafiach, bo aktywnie działali w miejscowej społeczności (zwalczanie ubóstwa, analfabetyzmu, lenistwa i niezdrowego trybu życia). Tymczasem drogi Marii Franciszki (nazywanej przez mariawitów "Mateczką") i o. Honorata Koźmińskiego zaczęły się stopniowo rozchodzić. O. Honoratowi nie podobało się, że księża byli bardziej posłuszni kobiecie niż swoim władzom kanonicznym, zaś Mateczka wprowadzała w swoich zgromadzeniach wiele zmian bez konsultacji z nim.


W końcu Mateczka postanowiła oficjalnie uregulować status założonych przez siebie zgromadzeń. 13 sierpnia 1903 r. wraz z grupą kapłanów udała się do Rzymu, by przekazać papieżowi Piusowi X treść objawień oraz przedstawić historię i sposób działania zgromadzeń mariawickich, wraz z prośbą o ich zatwierdzenie. Decyzja okazała się jednak odmowna. 31 sierpnia 1904 r. nakazano delegalizację wszystkich zgromadzeń mariawickich oraz zerwanie przez księży i siostry zakonne wszelkich kontaktów z Mateczką. Wśród mariawitów istnieje przekonanie, że za ten stan rzeczy odpowiada nieprzychylność polskich biskupów rzymskokatolickich wobec nowego ruchu. Mariawici postulowali bowiem odnowę moralną poprzez proste i surowe życie, bliskość osobom ubogim i cierpiącym, a także kategoryczny zakaz przyjmowania opłat za posługę duszpasterską - i bardzo możliwe, że właśnie ten ostatni punkt okazał się problematyczny ("zwykli" księża skarżyli się, że kapłani mariawiccy podburzają wiernych przeciwko nim).


Mariawici pozostali jednak w większości wierni Mateczce i jej objawieniom, wskutek czego zerwali łączność z miejscowymi biskupami i jeszcze raz, już ostatecznie odwołali się do papieża. Co prawda władze kościelne w Rzymie obiecały, że sprawa mariawitów zostanie rozpatrzona, jednak procedury przedłużały się, a w kraju narastały prześladowania. Dlatego też przełożony Zgromadzenia Kapłanów Mariawitów, o. Maria Michał Kowalski (ważna postać - będzie o nim więcej!) bez zgody biskupów wizytował parafie i przybliżał wiernycm idee mariawityzmu, zdobywając coraz to nowych zwolenników.


Takie działanie oczywiście nie spodobały się Rzymowi, dlatego 5 kwietnia 1906 r. papież Pius X podpisał potępiającą mariawitów encyklikę. Jednak ruch mariawicki żył już swoim życiem: zgromadzenia mariawickie zostały zalegalizowane przez władze carskie (które miały zapewne nadzieję na rozbicie jedności i ograniczenie wpływów Kościoła Rzymskokatolickiego na ziemiach polskich). Mariawici mogli więc zacząć wznosić swoje własne świątynie, tworzyć domy opieki, ochronki dla dzieci, świetlice i inne tego rodzaju instytucje. Ruch mariawicki rozwijał się bardzo szybko, co doprawadzało władze kościelne do wściekłości. Mariawitów nazywano "kozłami" lub "kozłowitami" (od nazwiska założycielki), a także "mankietnikami" (ze względu na szczególny krój habitów z wywiniętymi mankietami). W prasach katolickich pisano o mariawitach oszczercze artykuły i różne - absurdalne w treści i zapewne nieprawdziwe - anegdoty. Zdarzało się, że nawet małe dzieci idące do mariawickich ochronek były obrzucane błotem i kamieniami. Pojawiały się opinie, że Mateczka jest w istocie matką Antychrysta, że zgromadzenia mariawitów to tak naprawdę burdele i inne takie tam niestworzone historyjki. Zdarzało się, że w niektórych wioskach katolicy rzymscy i mariawiccy bili się między sobą. Niemniej jednak, pomimo tych prześladowań, mariawici "robili swoje" i parli naprzód.


Ze względu na limit znaków, na dzisiaj koniec. Przepraszam, że na razie tak "sucho" i wikipedycznie, ale w następnym wpisie będzie dużo ciekawiej. Zapamiętajcie imiona i nazwisko: Jan Maria Michał Kowalski. OJ, BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!!! Będą też ciekawe linki i filmiki. Na dzisiaj tylko portet Mateczki.

60dc85e8-bd5b-4245-9e23-5ee94a641521

@mejwen O zielonoświątkowcach raczej nie. Ale jak skończę mariawitów, planuję o mormonach. Następnym razem dam jako tło link np. do Wikipedii, a skupię się na trudniejszych do wyszperania ciekawostkach, żeby nie przynudzać.

@Bipalium_kewense Dzięki za spełnienie deklaracji, ale wiem, że następny post o mariawitach to będzie mistrzostwo... Będzie się działo! Dzięki za posta

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować