#hejtorecenzja

0
4

Tytuł: Superman

Reżyseria: James Gunn

Premiera: Sierpień 2025


Do filmu siadłem po obejrzeniu recenzji, które oceniały ten film ciepło i chyba pozytywnie, a zwłaszcza naoglądałem się jakiś peanów na temat dobrze stworzonej postaci Luthora. Jednak już w 1/3 filmu skręcało mnie w torsjach w rytm hasła: "Boże co to za g***o!".


Co w tym filmie było fajnego i pozytywnego?! Skąd te dobre opinie?!


>> UWAGA SPOILERY <<


Po pierwsze wrzucono nas w historię zupełnie na głęboką wodę, nie tylko pod względem dojrzałości głównego bohatera ale też wydarzeń bieżących. Aż wrażenie miałem, że chyba przewinąłem coś niechcący... Superman właśnie uciekł od walki (!) po tym jak obskoczył przeoklep (!!!). Rozumiem, że ta postać to jedna z ikon popkultury i KAŻDY wie skąd on jest i o co biega, ale to reset serii na litość! Zasługuje chyba na jakąś bardziej donośną ekspozycję niż napisy w rogu ekranu?!


No i ten oklep. Cały moralno-wzorowy sznyt Kal-El'a wynika on, że jest nietykalnym, prawie że wszechmocnym Bogiem, ale jego prawdziwa sila leży w moralności, trosce i zasadach. Sztampa, której wręcz oczekuję po filmie ze Supermanem, to: jest potężny i niezwyciężony > przegrywa starcie > wychodzi z problemów i wraca do walki dzięki niezłomności i kompasowi moralnemu. A tu typ UCIEKA przed walką... bo go pobili... w pierwszej scenie... Przez całą resztę filmu patrzyłem na niego jak na przegrańca! A czemu w ogóle udało mu się wrócić? Bo go roboto-slużba naładowała... No żesz!


W ogóle cała ta historia to się kupy nie trzyma. Superman, który od lat ratuje ludzkie życia, w 3 sekundy staje się znienawidzonym wrogiem publicznym, bo go łysy miliarder oskarża o to, że rodzice supka kazali mu założyć harem i podbić Ziemię (Tak, harem! Jakaś dorosła osoba, nieironicznie napisała to w scenariuszu, a inna dorosła osoba postanowiła zezwolić by wydać setki milionów dolarów, żeby to wyprodukować)! Zero wątpliwości, zero zaufania, zero uwzględnienia jego dotychczasowych dokonań. "Superman zły" w pasku? OK, wszyscy nienawidzą... To aż tak głupie, że patrząc na dzisiejszy świat, to pewnie najrealniejsza agenda tego filmu...


A co było punktem przełomowym tego dzieła, tym który odwrócił los głównego bohatera? Jego odwaga? Zaradność? Inteligencja? Wsparcie przyjaciół? Chociażby głupia karma wynikająca z jakiegoś dobrego uczynku?! NIE! Tempa blachara przyszyta do komórki, chcąca zemścić się na Luthorze! Protoganista w żaden sposób nie wywalczył ani nie zasłużył sobie na wygraną! To Luthor jest tak ch człowiekiem, że jego plastibarbi chce go zdradzić dla Olsena (Jezu mniej litość...)!


A no właśnie Luthor... Luthor, Luthor, Luthor... Boże jak ja nienawidzę tej postaci. Ale nie w ten pełen podziwu sposób, że postać napisana i zagrana jest bym ją nienawidził i zrobili to tak dobrze, że wsiąkłem w to w pełni... I to też nie tak, że żebym jakiś lubił Luthora Snydera. Luthor Gunna to tak sztampowo i bezpłciowo napisana postać, że na mdłości się zbiera gdy go widziałem na ekranie! "Geniusz, który przewiduje każdy krok każdego i ktokolwiek cokolwiek by nie zrobił to jest to część planu zwyrola. Gra z Bogiem w szachy 5G, podpowiadając mu czasami by było uczciwej". A jego główną motywacją to zazdrość wobec silniejszych, więc chce zabić Supermana, by bezkarnie dokonać inwazji na jakiś cholerawiecostan, żeby stworzyć utopijne technospoleczenstwo... A może na odwrót? Typ sam nie jest pewien... Jezu, niech mnie ktoś dobije...


Główny bohater nie lepszy. Grany przez typa z twarzą przygłupa, co akurat świadczy o niezłym dobraniu aktora, bo główny bohater to przygłup! Jak wspomniałem od początku pokazany jako słabeusz, który staje do walki nie dzięki wysiłkowi i jakiejś wewnątrznej sile, ale dlatego że jest z definicji (klasowo) lepszy i go roboty mamy i taty lądują... Kwamać! Jest niby super dziennikarzem w hipnolarach, ale łamie się i focha po drugim trafnym pytaniu Lois o konsekwencje jego czynów. Wychowywał się do dorosłości z kochającymi go rodzicami, którzy wpoili mu troskę o słabszych i wspominaną moralność. Ale to bez znaczenia bo jego ufostarzy wysłali mu wiadomość z urwanym końcem, więc on pomyślał, że ma chronić ludzkość bo tak mu z kontekstu wychodziło... Dobrze, że ci jodłować nie kazali zamiast tworzyć haremów pajacu niebieski!


Jedynym światełkiem w całym tym pogrzebie była postać Lois. Fajnie dobrana aktorka. Dziennikarka zadająca trafne pytania. Inteligentna i potrafiąca udziabać rozmówcę by dojść do prawdy, nawet jeśli temu rozmówcy sprzyja. W sumie powinna być tym czynnikiem, który ratuje Supermana, co powinno pokazać wartość relacji jakie ten tworzy z ludźmi, a nie tylko jego siłę... Co z tego jak wszystko co zrobiła to tylko pochodna planu (?) zemsty tępej blachary!


No i ten cały Justband. Znowu, w recenzjach zachwycali się tymi postaciami. Czemu?! Bo ponieważ?! Skąd?!!!! Debil w bieli jako ZIELONA latarnia, którego najzdumiewajniejszą mocą jest to, że nie musi liczyć na palcach jak bierze każdy oddech! Skrzydlata laska ze skoczkiem narciarskim w łapach, o której bym zapomniał, że była w filmie, gdyby nie fakt zrzucenia klauna na ziemię (serio, postać watażki to już jakieś upośledzenie jest). No mr Traffic... Jakby Einstein przeleciał Holmsa blenderem i z tego aktu powstała postać pół geniusza, pół cyborga, pół tancerza na kulach. Wszystko wie, wszystko potrafi, nikt go nie może powstrzymać... Starszy, mądrzejszy brat Mary Sue... Taka nuda i brak wyzwań, że jedynym było obejrzenie filmu do końca.


A sporo wysiłku to wymagało, wierzcie mi. Zwłaszcza jak na scenie pojawiał się ten kundel. Tak debilnego pomysłu i tak irytującego w realizacji, to dawno w filmach nie widziałem! Wolałbym oglądać 10h zapętlonych scen z Jar Jarem niż kwa 3 sekundy z tym nieparzystochromosomalnym pchlarzem. Jakiś medal powinienem dostać za nie przewijanie tych debilizmów! Aż sobie wyobrażałem jakiegoś rednecka z middlestates, albo Janusza z wąsem z podlaskiego, który wykrzykuje przy tych scenach w kinie "Łohohohohi!!! Patrz Karuna, zupełnie jak nasz Kajtuś !". Gdybym ten kaprohołd w kinie oglądał to zaj***łbym kogoś kartonem z popcornem!KRYPTO MNIE BAWIŁ JAK MIAŁEM 10 LAT! DLA KOGO WY W OGÓLE NAKRĘCILIŚCIE TEN FILM?!


No i na koniec już nie tak ważne - kolorystyka jak z fortnite, słabe efekty specjalne, za długi, za głupi, za słaba muzyka, za durny scenariusz, za mało wprowadzenie do nowego-starego uniwersum, niewiadomo dla kogo, niewiadomo o co chodzi...


Dałbym 4/10 ale za to szczekające kretynstwo daję...


Ocena: 3/10


Idźcie lepiej popatrzeć jak Was komary gryzą, niż fundować sobie ten durny film. Nie polecam.


#kino #filmy #recenzja #hejtorecenzja

sireplama userbar

@sireplama moi koledzy byli na tym i wyszli z sali po godzinie. Nie mogli się połapać o co w tym wszystkim chodzi.


Agresywna promocja tego filmu daje wiele do myślenia. Ok, mamy nowe uniwersum ale mamy też bagaż złych doświadczeń i spore koszty produkcji. Gunn zarzeka się, że wszystko jest w normie. A inni doszukują się większych kosztów całej tej imprezy. Jeżeli wróbelki mówią prawdę, to Superman nie ma szans na siebie zarobić

Zaloguj się aby komentować

Z racji deszczowej soboty sięgnąłem na Xboxie po "Crypt Custodian". Jest w GamePassie.


O panie... Tego się nie spodziewałem.


Tytuł to metroidvania platformowa (tak to sobie nazwałem) w rzucie izometrycznym - platformy w płaskiej przestrzeni? Ano dużo tu skakania, skoku z dashem i różnych elementów zręcznościowych jak zapadające się kamienne platformy (pojawiają się po chwili), wąskie kładki, bomble przenoszące szybko w danym kierunku, windy itd.


Gracz jest kotem. Czarnym kocurem, który trafił do czyśćca zwierzęcego, w którym jego bronią/narzędziem jest miotła dzięki której sprząta się śmieci - walutą jest "gruz" za który można kupować pasywne ulepszenia. Gruz wypada też z wrogów i rzecz jasna bossów. Ale by nie było za łatwo - ulepszenie wymagają odpowiedniej liczby punktów umiejętności, a te trzeba znaleźć na mapie - najczęściej za prostymi, aczkolwiek nie tak prostackimi zagadkami logicznymi. Przykładowo: 30% do obrażeń z pełnym życiem i 30% do obrażeń z niskim poziomem życia - obie umiejętności to 8 punktów by je aktywować. A tych na start jest o połowę mniej. Trzeba więc czynić postępy na mapie, zwiedzać zakamarki, a i czasem żonglować umiejętnościami by poradzić sobie z pewnymi typami wrogów. Bo ja sam mam już kilka umiejętności wykupionych, ale aktywować mogę dwie, góra trzy naraz - różnią się one wymaganą liczbą punktów do aktywacji.


Walka - satysfakcjonująca. Atak, odskok, atak specjalny, podskok. Najsłabsi wrogowie nie są w stanie oddać jednego ciosu po chwili gry, mocniejsi są strzelcami, sięgają w którymś kierunku, mają mały, obszarowy atak lub wypuszczają typowy bullet hell, nad którym trzeba podskoczyć lub omijać slalomem. Są też ataki typu "sokowirówka" czyli wirujący wróg, tych trzeba po prostu unikać. Gracz też może mieć taki atak specjalny, przydatny na grupki cieniasów.

Bossowie - o ile kojarzę to dają postęp w fabule i grze, związani są z umiejętnościami pozwalającymi dotrzeć tam, gdzie wcześniej to nie było możliwe. Walki z nimi to głównie atakowanie, uniki, skoki nad atakami obszarowymi. I wreszcie - są areny dające dodatkowe umiejętności po pokonaniu kilku fal jak i klątwy, które także dają bonusy po pokonaniu wymaganej liczby wrogów (np. bez utraty zdrowia lub z kolcami, które gracz zostawia za sobą - więc nie można stanąć w miejscu na dłużej niż dwie sekundy). Jest więc co robić i nie ma znudzenia.


Mapki ładne, rozbudowane we wszystkich kierunkach, nietrudno się zorientować w jakim się jest obszarze. Studnie służą za teleporty, więc backtracking można ograniczyć do tego przyjemnego przechodzenia części odwiedzonych miejsc. Zagadki proste ale przyjemne, nawet czasówki nie są wkurzające - można też w opcjach wydłużyć czas na ich wykonanie, co dla 37latka po długim tygodniu pracy jest bardzo przydatne. A gram na normal jeśli chodzi o walkę.


Jestem po około czterech godzinach, jakieś 6 obszarów mam odwiedzone. Około 10% gry. Czyli można z gierki trochę wycisnąć.

Na ten moment jest to najlepszy indyk odkąd zagrałem w "Cocoon". Łatwiejszy jeśli chodzi o walki niż "Tunic", z chyba nawet ładniejszą grafiką. Jedynie niektóre dźwięki średnie, plumkająca muzyczka raczej przygrywa do gry, niż nadaje jej ton. Warstwa dźwiękowa to najsłabszy element, ale playlista AK z ambientem/chilloutem na Spotify i można w deszczowy poranek miło posiedzieć.


Póki co 8/10, szczerze polecam fanom Zeldy, Tunic, metroidvanii różnorakich. Jako psiarz muszę przyznać, że gra o martwym kocie daje dużo frajdy screeny z sieci, za leniwy jestem cykać swoje. Gram po angielsku, polskiego nie ma ale tekstu w grze jest minimum.


#gry #opinia #hejtorecenzja #xbox #indyk

d7d98f33-1c68-4547-8504-2533a0712c96
6c8d5802-56ec-4791-9eed-00a3f560b549

@kopytakonia myślę, że dla początkujących bardzo spoko, sam takie gry grywam sporadycznie - feeling walki, poziom wykonania i ogółem pętla rozgrywki wciąga w tym tytule.

Zaloguj się aby komentować

Musisz w domu pracować a potomstwo nie poszło do przedszkola?


Patrzcie to: kupiłem modemu taki laptop w cerfurze jak na zdjęciu.

Siedzi teraz obok i też pracuje tak jak rodzice xd

Sam mówi że się musi nauczyć pisać xDDD


Plusy:


  • dużo dość prostych aplikacji

  • głosowe polecenia po polsku co trzeba zrobić

  • dużo trybów nauki pisania. Na przykład: obrazek z balonem i napisane BALON, znika pierwsza literka i trzeba sobie znaleźć i uzupełnić _ALON, w innej jest pisanie całych słów, swobodne pisanie, naciskasz literkę i wymawia dźwięk i więcej.

  • Proste gry

  • Można przyciszyć i wyłączyć dźwięk


Minusy:


  • W niektórych grach to ja nie wiem o co chodzi

  • Układ klawiatury ABCDE zamiast QWERT

  • osobny minus za polskie znaki na cyferkach ąęć pod 123 itp, nie trzeba alta naciskać


Szczerze to po paru dniach mój sobie pisze sam prawie. Znaczy uzupełnia pierwsze literki w słowach.


Uważam że świetnie do nauki pisania i czytania i masz chwilę spokoju jak musisz też coś poklikać.

No i można razem być, pracować i sobie nie przeszkadzać.


#pracbaza #homeoffice #rodzicielstwo #hejtorecenzja

49d880f4-f7f8-4a8c-b521-8e678a846099
entropy_ userbar

Haha dzieciaka znajomy z Reichu przyjechał z czymś takim i go już to w ogóle nie bawiło, a ja pomimo że mialem prawdziwy komputer to okrutnie się wkręciłem w gierkę typu czyszczenie planszy z klocków wg jakiejś tam logiki :)

Zaloguj się aby komentować

Prosiłam parę dni temu o jakieś #filmy na poprawę nastroju i dostałam więcej sugestii niż się spodziewałam, jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję! Na pierwszy ogień poszło "Heart and Souls" z Robertem Downey Juniorem z 1993 roku, sugestia @Purple_Pimp - wydawało mi się, że to może być rzeczywiście pozytywny film... and hold and behold, był cudowny!


Tytuł: "Heart and Souls" (1993)

Gatunek: komedia, dramat, fantastyka

Ocena na IMDB: 7/10

Osobista ocena filmu jako lekarstwa na smutki: 10/10


Nie chcę za dużo spoilować, więc powiem tylko, że główny bohater w wyniku pewnego zamieszania jest dosyć nawiedzony i próbuje pomóc kilku zagubionym duszom naprawić życiowe błędy i zamknąć parę ważnych spraw. Jeśli też szukacie czegoś pozytywnego na #depresja i inne smutki, to jest to zdecydowanie dobra pozycja - szczerze mówiąc, popłakałam się kilka razy ze wzruszenia, kilka razy szczerze się też zaśmiałam mimo oglądania akurat w samotności, film chwyta za serce i nie wieje sztucznością, postacie są bardzo fajnie wykreowane i spójne, a Robert Downey Jr. jako "nawiedzony" jest wybitnie przekonujący i czarujący. 10/10, would watch again - jeśli komuś źle i nie wie, co ze sobą zrobić, to polecam serdecznie.


#hejtorecenzja #podajdalej #filmynasmutki

22be30fa-6860-4840-b8a1-3136ec010b8c

Zaloguj się aby komentować