Ostatni film Macieja Damięckiego, który miał premierę rok po jego śmierci. O czym on jest? Misiek z Listów do M. oczekuje potomka i szykuje remont chałupy. Na jego czas jego Stary Grzyb (M. Damięcki) ma trafić do urokliwego domów starców z empatyczną załogą troskliwie dbająca o pensjonariuszy. Ma miejscu spotyka docenta Wolańskiego (Z. Wardejn)*, Barbarę Złotopolską (A. Nehrebecka) i… Gruzina z Czterech Pancernych (W. Press). Główny bohater początkowo jest nieco zagubiony, ale dość szybko odnajduje się w nowym otoczeniu. I może byłoby fajnie gdyby nie męczące go nocami koszmary, które maja związek z pensjonariuszami…
Największym mankamentem tej produkcji jest to, że była promowana jako horror (m. in. trailer, kinowa premiera w Halloween). W rzeczywistości to dramat (psychologiczny), który staje horrorem… (więcej nie mogę napisać bez robienia spoilerów). Owszem mamy klimat i rosnące napięcie, ale akcja toczy się dość powolnym tempem i film wymaga skupienia, aby wyłapać detale, dzięki którym zrozumieć fabułę i zakończenie.
Dobra komedia, genialna rola Goodmana, oraz Bridgesa. Ocena moim zdaniem zawyzona na Filmweb, ale może nie zrozumiałem jakiejs głębi Wazne, ze kilka razy sie zaśmiałem, a oto mi chodziło.
@kopytakonia cudowny film o chłopie, któremu cały świat zawraca d⁎⁎ę, a on chciał se po prostu grać z kumplami w kręgle i mieć wyjebane. Jeden z dwóch najwybitniejszych i najczęściej przeze mnie oglądanych filmów, obok Shreka.
@kopytakonia No bo Walter był cholerykiem, ale widzisz, taki właśnie był Koleś, że akceptował i wybaczał różne rzeczy, cały czas powrót do luzu i trybu "oh, fuck it"
Film jest komediowy, przez to wytraca ładunek, szczególnie pod koniec.
Bogaty, rozpieszczony Balthazar zainspirowany ćwiczeniami w szkole na wypadek napadu masowego shootera, postanawia umówić się sposobem z pewnym typem z Texasu, który napisał mu, że planuje urządzić sobie strzelanie w szkole.
Balthazar nie myśli w sumie wcale o tym, że zrobi coś dobrego - każdy normalny by po prostu pokazał rozmowy z anonem z netu policji. On chce być KIMŚ, bohaterem, dzięki temu zyska należny mu fejm, który nie jest tak łatwo zdobyć na rolkach w internecie, choć Balthazar nawet nauczył się płakać do kamerki telefonu, byle zyskać jak najwięcej lajków i komentarzy.
Konfrontacja napuszonego nastolatka z prawdziwym biednym incelem oczywiście skończy się nie tak, jakby życzyłby sobie główny bohater.
Linklater znów zabrał się za prawdziwych ludzi. Tym razem jeden wieczór z życia Lerenza Harta, autora broadwayowskich piosenek - jak własnie np. "Blue Moon", tuż po premierze musicalu "Oklahoma!".
Cały film to praktycznie słowotok wypowiadany ustami Ethana Hawke'a, który gra Harta. I chyba na tym miało to polegać. Mnie czasem męczył ten słowotok, ale umiem docenić rolę Hawke'a.
Jakiś czas temu wspominałem o premierze polskiego filmu erpegowego LARP. Miłość, trolle i inne questy w reżyserii Kordiana Kądzieli. Produkcja mimo zagranicznych wyróżnień, polskich kin nie podbiła - nieco ponad 10 tys. widzów na otwarciu i dość szybko wypadła z repertuarów, ale patrząc na filmweba dostała przyzwoite oceny (6,8 z 2,5k głosów). W każdym razie pewnie niedługo zawita na streamingi. Natomiast dziś przypadkiem napatoczyła mi się niespełna półgodzinna etuida filmowa LARP z 2014, która była punktem wyjścia do wersji kinowej i co ciekawe jest ona do obejrzenia na YouTubie .
17-letni Sergiusz czuje się zupełnie nierozumiany w swym najbliższym środowisku. Niektóre ciocie mylą go z jego kuzynem, starszy brat Remigiusz nawet nie otwiera ust w jego stronę, zaś ojciec bardzo chciałby zrobić z niego światowej sławy boksera. Chłopiec ucieka w świat fantastyki, która jest największą z jego pasji. Podczas jednej z terenowych rozgrywek fantasy Sergiusz zostaje bohaterem, co niesie za sobą nieoczekiwane konsekwencje.
Nie wiem jak ja się wyrobię z tym wrzucaniem filmów z AFFa, no ale samodyscyplina musi mi jakoś pomóc - byle chociaż 2/3 tytuły wrzucać dziennie - a przecież filmów oglądałam około 5 dziennie! Zapewne łatwiej jest oglądać filmy niż o nich pisać, nawet gdy to się lubi.
Biopic o życiu Bruce'a Springsteetan..., nie! czekajcie, to nie jest typowy biopic "od zera do bohatera". Tutaj the Boss jest już blisko statusu gwiazdy, co prawda "Born in the USA" zawita nieco później na listy przebojów, ale już jest w jego głowie. Tymczasem obserwujemy dość cichego, depresyjnego Springsteena, który walczy z własnym projektem - płytą "Nebraska". Oprócz tego walczy ze swoimi problemami psychicznymi.
Jeremy White jako Bruce jest bardzo przekonywujący i bardzo podobny. Oglądamy więc rockmana oderwanego od stereotypowego otoczenia - Bruce nie nadużywa alkoholu, nie bierze narkotyków, czasem żyje tak mocno muzyką, że nie potrafi wskoczyć znów w zwykłe społeczne relacje.
Ogólnie polecam, nie ma wiele złego w tym filmie, jego jedyną wadą, że jest to, że niczym nie zaskakuje w sensie realizacji, ale na pewno spodoba się, nawet jeśli nie jesteśmy fanami the Bossa.
Staram się oglądać wszystkie filmy Astera, i fakt, zjazd jest lekki od Hereditary i Midsommar. Ale jednak wciąż to jest znakomite kino, chociaż w "Bo się boi" odleciał już nieźle reżyser.
O Eddington też naczytałam się, że to nie jest to i w ogóle słabe. Ale ja bawiłam się dobrze, fakt, film jest ździebko za długi, ale mi bardzo dużo wynagrodziła pięknie akcyjna końcówka.
Ot, dość taki flegmowaty szeryf grany przez Joaquina Phoenixa postanawia kandydować w wyborach na burmistrza miasteczka. Spór z obecnym burmistrzem (w tej roli Pedro Pascal) walczącym o drugą kadencję zaczyna się ostro załączać, do tego do miasteczka przybywa epidemia koronawirusa oraz "epidemia" wzburzonych ludzi zabiciem George'a Floyda.
Aster nie pozwala nam polubić właściwie żadnego z bohaterów. Prawie każdy z nich jest zwykłym chujkiem, czy to mężczyzna czy kobieta. Nagle z małego, sympatycznego miasteczka Ellington staje się poligonem walk.
Po takim znakomitym filmie jak "Chronologia wody" (mój wpis wcześniej) wpadasz w takie gówno jak to na festiwalu.
Isabel jest w ciąży, widać że rozwiązanie niebawem, ale i tak wdaje się w dość pokraczny i dziwaczny romans z przystojnym i dziwakowatym wokalistą równie dziwakowatego zespołu.
Ten romans jest osią filmu, chociaż nie zawsze go oglądamy, ale przebija się praktycznie wszędzie. Tajemniczy Elliot zanim wdał się w romans z ciążowatą i zamężną Isabel, wdał się także w "romans" z fanami swojego zespołu, którzy bardzo poważnie oczekują jego ostatniej płyty. Ta jednak nie nadchodzi i faza fanów zespołu z tym związana uderza bezpośrednio w samą Isabel.
Jeśli musicie to obejrzeć, to obejrzyjcie. Jeśli nie musicie, no cóż, moim zdaniem wiele nie stracicie. Może "Chronologia wody" była popierdolona, ale trzymała mnie cały czas na krawędzi kinowego fotelu, tutaj tylko odliczałam niecierpliwie czas do końca seansu.
Wracam z festiwalu American Film Festival, będę się starała wrzucać po parę filmów dziennie (na festiwalu byłam na 25 seansach). Jeśli kogoś by to denerwowało to dodaję dodatkowe tagi, do zczarnolistowania. Ale mam nadzieję, że ciekawskie filmowe umysły hejtowskie zerkną chociaż na kilka moich wpisów
FILM
Spójrzcie na reżyserię. Tak, to ta aktorka od "Zmierzchu". Z nią w ogóle jest ciekawa historia, bo po uzyskaniu międzynarodowej sławy wydawało się, że zawita na dłużej w Hollywood, i tak się też stało. Ale pani Stewart w pewnym momencie zaczęła bardziej zwracać uwagę na role. I tak, dalej zdarzały się typowe mejnstrimy, ale zdarzały się także role w filmach francuskiego twórcy Oliviera Assayasa. I podejrzewam, że tam łyknęła europejski styl, który przebrzmiewa z pełną wyrazistością w jej reżyserskim debiucie "Chronologia wody".
Rzadko się zdarza by pierwszy film festiwalu od razu był "tym" filmem festiwalu.
"Chronologia wody" nie jest więc typowym amerykańskim filmem, ba! stawiam nawet założenie, że to mniej amerykański film od "Do utraty tchu" Godarda, który też btw leciał na AFF.
To historia pisarki, która całe życie mierzyła się ze swoją przeszłością i swoją teraźniejszością, taka laska, w której faceci się zakochują, ale oprócz tych kilku adoratorów nie jest łatwo ją polubić. Lidia mogła zostać pływaczką, ale zaprzepaściła to. W pewnym momencie przebranżowiła się z niespełnionego sportowca w pisarkę.
Obserwujemy więc jej drogę, jej przeszłość i teraźniejszość, pełną dziwnych sytuacji, połamania psychicznego, które mocno wpływa na otoczenie i jej uzależnień od używek. Taka to chronologia uwolnienia traumy by pisarze.
Film nie jest łatwy, bo nie jest podany na tacy, to nie jest typowy biopic, czy to fałszywy jak "Tar" czy prawdziwy. To film pogłębiony, czasem eksperymentalny, produkcja może jest amerykańska, ale widać, że przygoda z europejskim kinem przysłużyła się Stewart.
Jeśli kochacie kino za to, że daje wam przygodę, akcję, śmiech czy łzy, to możecie ominąć ten tytuł, ale jeśli europejskie klimaty nie są wam obce to może was właśnie czekać największe zaskoczenie roku. Sama nie wiem czy za chwilę nie dam sztosowej oceny, czyli 10/10.
Jak na debiutantkę jest to bardzo dojrzałe dzieło. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne reżyserskie filmy Kristen Stewart. Zapamiętajcie to nazwisko, nie już jako aktorki (tej od Zmierzchu), a ambitnej reżyserki, która zapewne będzie szukać swojego autorskiego rysu.
SŁOWO KOŃCOWE
Rozpisałam się, postaram się streszczać przy kolejnych opisywanych filmach festiwalu. Dodam jeszcze tylko tyle, że przez to, że widziałam tak znakomity film pierwszego dnia festiwalu to trudno mi było oceniać kolejne filmy w kolejnych dniach, ale na szczęście szybko się rozluźniłam.
Bo muszę przyznać, że "Chronologia" trzymała mnie przez cały seans na bardzo mocnym napięciu!
Film dokumentalny o raperze, na którym sie wychowałem, którego jestem wielkim fanem.
Pezet opowiada tutaj szczerze o jego dzisiejszym podejściu do muzyki, życia, a przewija sie to ujeciami ze studia przy robieniu najnowszej płyty. Dla fana cos fajnego.
Brad Pitt moim zdaniem ze swoich najlepszych czasów i sensacyjniak z tamtych lat plus szpiegowski klimacik co w sumie daje świetny film. Wciąga, nie nudzi.
Dla mnie wszyscy ci krytycy z filmwebu to takie guilty pleasure by poirytowac się jaki potrafią mieć zjebany gust filmowy lub boją się wystawić rzeczywistą ocenę "bo tak nie wypada podług mainstreamu".
Miałem ochotę na coś lekkiego i coś lekkiego dostałem. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: A Knight's Tale
Rok produkcji: 2001
Reżyseria: Brian Helgeland
Kategoria: #komedia #przygodowy
Czas trwania: 132 min
Moja ocena: 6/10
Giermek zajmuje miejsce zmarłego rycerza biorąc udział w licznych turniejach rycerskich w pogoni za lepszym życiem, sławą, szacunkiem i miłością.
Lekki obraz z bardzo luźnym podejściem do historii, wplatający w średniowieczny świat liczne nawiązania do współczesnej popkultury. Historyjka o odwadze, harcie ducha i honorze, połączona z wątkiem miłosnym, a także różnego rodzaju gagami i sarkastycznym humorem. Zagrane poprawnie, wyróżnia się zwłaszcza Paul Bettany, który obecnie znany jest prawdopodobnie najbardziej z roli Visiona z Marvelowskich Avengersów, a tu wciela się w zupełnie odmienną postać. Ogólnie pewnie szybko zapomniałbym o tym filmie, ale jest pewien jego element, który błyszczy, a są to sceny walk na kopie - trzymają w napięciu i są bardzo fajnie zmontowane. Polecam na niezobowiązujący seans, który można przerwać w dowolnej chwili.
Fajny klimat grozy i tamtejszych czasów (nie pamiętam już w jakich się dzieje ale podobało mi się) jednak pod koniec ostatnie pół godziny już mnie przynudzał delikatnie.
Niemniej jeden z lepszych horrorów nowszych jakie ostatnio oglądałem, postawiłbym obok "Zniknięcia"
Było już na tagu #filmmeter więc nie będę dublował.
Obejrzałem sobie Hereditary - Dziedzictwo i mam pytanie.
Ten film naprawdę jest uznawany za jeden z najlepszych horrorów XXI w.?
To jakiś żart?
Przecież to popłuczyny po gniotach typy Obecność.
Nie to żebym nie lubił horrorów.
Ja się wychowałem na horrorach.
Film się broni jedynie gdy zinterpretujemy go jako wariacje na temat choroby psychicznej trawiącej rodzinę z pokolenia na pokolenie.
Ostatnia scena byłaby wtedy wybitna, ale nie zagłebiałem się jakie zdanie ma reżyser.
Parę wątków jednak bardzo dobrych (nie horrorowych) jak reakcja matki na tragedie, czy w jej konsekwencji jej relacja z synem.
Aktorsko jest bardzo dobrze po za Byrnem, który chyba szukał swojego miejsca w nowej serii Klanu.
Jako horror 4/10 jako dramat psychologiczny 7/10.
Ostatecznie 5.
ps. a co do tej córki. Teraz jest jakaś moda na promowanie kartoflanych twarzy w kinie?
a co do tej córki. Teraz jest jakaś moda na promowanie kartoflanych twarzy w kinie?
Gdzieś czytałam, że specjalnie szukano aktorki o dziwnej urodzie, by pokazać jak opętanie przez tyle lat wpłynęło na fizyczność dzieciaka, ale musiałabym poszukać czy to prawda.