Trzeci film z Danielem Craigiem w roli detektywa Benoita Blanca. Tym razem jego rola została zdecydowanie przesunięta do 2. planu, co podziałało na jego i filmu niekorzyść. Fabuła jednak całkiem interesująca, moim zdaniem ciekawsza od poprzedniej części, ale do jedynki sporo zabrakło. Craig dosyć bezbarwny, ale na szczęście reszta obsady jest o wiele bardziej wyrazista. Zwłaszcza role dwóch księży zostały świetnie zagrane. Nie mniej, pozycja zdecydowanie warta obejrzenia. Dostępny na Netflixie.
Czternastoletniej Walerii w dniu jej urodzin zostają skradzione kolczyki o magicznych właściwościach. Jedyny trop wiedzie ją do młodego chłopca o imieniu Orlik, który przyznaje się do rabunku i wyznaje miłość dziewczynie. Wkrótce okazuje się, że kolczyki mają cudowną moc zapewniającą właścicielowi nieśmiertelność
Dosyć specyficzny - nie każdemu przypadnie do gustu
@Vampiress czeskie filmy zawsze były pojebane. Przypomniało mi się jak za gówniarza leciał jakiś czeski film dla dzieci i główny bohater miał jakąś chorobę siurka. I robili mu operację i normalnie pokazywali jak mu jakieś sondy do siurka pakują
Czemu brak oceny? Bo nie byłaby to obiektywna ocena. Ciężko mi napisać coś o tym filmie tutaj, mimo że pewnie już wiecie iż mam szeroki gust filmowy. Ale czy każdy zrozumie, albo chociaż zaakceptuje moją miłość do powyższego filmu? Wątpliwe. Nawet wśród fanów serii RE ta część jest słaba. Dla mnie ten film to sztos.
To nawet nie guilty pleasure, bo czego mam się wstydzić? Fajnego filmu akcji, z fajnymi pomysłami, cóż że zajebanymi z innych filmów jak Matrix, Obcy 2 czy Terminator? I to czasami dość dosadnie.
A jednak ma ten film coś, co mnie rozbudza i sprawia, że bawię się jak dziecko. Aktorsko jest słabo, ale tragedii nie ma, każdy gra twardziela. Wszystko w tym sensie psuje jedynie drewno aktorskie grające Adę Wong - po czymś takim można docenić nawet sztywniackie granie Keanu w "Draculi" Coppoli. Po prostu katastrofa, no ale już widziałam tyle razy ten obraz, że nauczyłam się przymykać oko.
Największą perłą tego filmu jest to, że dzieje się w centrum symulacji z nieumarłymi w dołach Umbrelli - więc zaraz z Tokio możemy nagle znaleźć się w Moskwie. Symulacja nie jest wirtualna - oddane są normalne budynki i normalni ludzie - to klony z fabryki Czerwonej Królowej - często ci sami, którzy są bohaterami filmu, jak właśnie Alice, która podczas podróżny przez ośrodek symulacyjny "adoptuje" małą dziewczynkę-klona, która myśli, że Alice jej prawdziwą mama (tymczasem Alice-klon-mama umarła zabita przez zombiaki).
Film kończy się zapowiedzią potężnej bitwy o Waszyngton. To jedna z ostatnich ostoi ludzkości, dalej są tylko połacie wszelkiej maści potworów. Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy poszłam do kina obejrzeć kolejną część, która zamiast zacząć się bitwą, zaczyna się... już dawno po bitwie. Ech, no ale może takie sceny batalistyczne mogły przerosnąć budżet i tak upadającej wtedy serii.
Film jest krótki, nie dłuży się, potwory wyskakują co chwilę a Czerwona Królowa powtarza jak mantrę, że wszyscy tu zginą, Wesker jak zwykle udaje agenta Smitha, twardziele są twardzielami, a Alice jest Alice - kolejny raz bronią w ręku kogo, tym razem Weskera, który pomaga jej uciec z uwięzienia. Dużo walk, fajnie się to ogląda, ale chyba dużo daje temu filmowi ten taki wzruszający rodzinny sznyt, jak w Obcym 2, gdzie porzuconym dzieckiem zaopiekuje się ta główna bohaterka.
Sama końcówka, już po wyjściu ośrodka dla mnie traci dynamikę, jednak najlepsze sceny odbywają się w centrum symulacyjnym. No i gdzie indziej zobaczycie ruskich żołnierzy-zombiaków ubranych jak na II wojnę.
Filmu nie polecam, nawet miłośnikom serii. Dla mnie to był jakiś wstrząs, nie wiem, jakby mnie ktoś albo coś zahipnotyzowało.
Gdy oglądałam drugi raz ten film byłam pewna, że zobaczę tym razem wszystkie jego mankamenty. I co? Zobaczyłam. I co z tego? Nic.
Ech, bezwarunkowa miłość.
Teraz więc po prostu oglądam dla zabawy, akceptując ślepe zauroczenie tym filmem.
@bojowonastawionaowca bo dla mnie to jest 10/10 w serduszku mym filmowym, no ale jestem świadoma licznych wad tego filmu więc tutaj darowałam sobie ocenę
Nie ma fenomenu tylko większość budżetu poszło w marketing i pozytywne recenzje w martwym internecie, sam serial ma za minimum wysiłku wymusić maksimum oglądalności. Jest to problem wielu współczesnych produkcji
Zdeprawowany do szpiku kości policjant nie cofnie się przed żadnym świństwem by zdobyć awans.
Czarna komedia z bardzo, bardzo dosadnym i chamskim humorem, lubująca się w przekraczaniu granic dobrego smaku - i odnosząca w tym sukces. Jest szybko, wulgarnie, teksty sypią się jak z rękawa, nie wszystko siada, ale też nie musi. Plot twist niestety słaby i trochę mi zespół w retrospekcji odbiór filmu. McAvoya w roli totalnego zwyrola ogląda się z przyjemnością. Polecam tym, którzy lubią czarne komedie i obsceniczny humor.
Podczas porodu umiera młoda Rosjanka. Pielęgniarka, starając się wyjaśnić jej śmierć, odkrywa, że dziewczyna była prostytutką pracującą dla rosyjskich przestępców.
Przede wszystkim podobały mi się tutaj wyraziste postacie rosyjskiego pochodzenia, bardzo dobrze mi się ich oglądało, oraz słuchało. Fabuła nieco oklepana, ale wcześniejsza zaleta nadrabia.
Dla niektórych najlepszy australijski film i koronne dzieło ichniejszego New Wave. Dla #piechuroglada absolutny borefest. Zapraszam.
----------
Tytuł: Picnic at Hanging Rock
Rok produkcji: 1975
Reżyseria: Peter Weir
Kategoria: #mystery #dramat
Czas trwania: 115 min
Moja ocena: 6/10
Kilka uczennic ginie bez śladu w trakcie pikniku odbywającego się z okazji dnia Świętego Walentego w 1900 roku. Lokalna policja rozpoczyna poszukiwania dziewcząt.
Ja rozumiem, że to film sprzed 50 lat i reprezentuje pewien styl w filmografii, ale niestety wynudziłem się na nim. Początkowe pół godziny były nawet obiecujące: klimat jak z sennych majaków, aura gorącego lata i ciężkiego, duszącego powietrza. Później niestety nie nabrał zbytnio tempa i nie podkręcił atmosfery. Można to było zrobić ciekawiej, nie byłem jakoś zaangażowany w tajemnicę. Polecam cierpliwym osobom mającym wolne 2 godziny.
@Vampiress Ja jakoś nie mogłem się wczuć, choć próbowałem. Zresztą ten nastrój według mnie zwyczajnie prysł po zaginięciu dziewczyn, nie mogłem go później znów odnaleźć
Bob za młodu był aktywnym rewolucjonistą, ale gdy jego panna puszcza parę, trzeba uciekać, zorganizowana grupa rebeliantów ukrywa się. Bob zabiera małą córeczkę i porzuca rewolucję na rzecz rodzicielstwa.
I tak idziemy 16 lat później, gdzie Bob (świetna rola Di Caprio!) próbuje być ojcem, chociaż lepiej mu wychodzi chlanie i wapowanie maryśki, a córka zapewne czuje się trochę wykluczona przez paranoje ojca i jego poglądy. A jednak nastolatka dowiaduje się, że ojciec przekazał jej prawdę - że może być w niebezpieczeństwie.
Bob musi znów zostać aktywnym "rewolucjonistą".
Wspaniały był to seans. Realizacja jak zwykle na full pro, i do tego chyba był to najbardziej komediowy film PTA. W każdym razie uśmiałam się jak nigdy. Serio, coś tam czytałam o filmie, ale raczej unikałam opinii i recenzji i myślałam, że będzie na poważnie - a tymczasem boki zrywać, że tak napiszę.
Szczerze mówiąc podobał mi się na tyle ten film, że aż miałam ochotę go włączyć go jeszcze raz i coś czuję, że na stałe zagości w moich rewatchingowych przygodach. PTA to jednak arcymistrz!
Skoro już przy Tarantuli jesteśmy - zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Kill Bill: Vol.1
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Quentin Tarantino
Kategoria: #thriller #akcja
Czas trwania: 111 min
Moja ocena: 7/10
Brutalnie skatowana kobieta budzi się ze śpiączki i postanawia zemścić się na swoich oprawcach.
Film, którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Tarantino quetinuje tutaj na całego, mieszając style, łącząc humor z brutalnymi scenami, zagęszcza atmosferę i budując napięcie aż osiągnie nieprzyjemny wręcz poziom, żeby później zwyczajowo rozwiązać je nagłą i dosadną przemocą. Ten film trzeba traktować z przymrużeniem oka, jak zabawę lalkami dużego chłopca do ulubionych melodii - bo w gruncie rzeczy właśnie to dostajemy. Zabawa jest to jednak przednia, choć momentami odczuwałem już przesyt i jednak brakowało mi trochę treści w tej grze stylem, ale rozumiem też, że taki film zwyczajnie nie mógł być zbyt poważny. Polecam, gdy ktoś szuka jakiegoś odmóżdżającego akcyjniaka na wieczór i ma jakąś odporność na krwawe sceny.
W #piechuroglada jeden z ulubionych filmów Quentina Tarantuli z okresu 2000-2020, który spodobał mu się na tyle, że jedną z aktorek zaangażował do swojego Kill Billa: Vol.1.
----------
Tytuł: バトル・ロワイアル (Battle Royale)
Rok produkcji: 2000
Reżyseria: Kinji Fukasaku
Kategoria: #thriller #akcja
Czas trwania: 114 min
Moja ocena: 6/10
W dystopijnej przyszłości uczniowie jednej ze szkół zostają zmuszeni do zabijania siebie nawzajem na oddalonej od cywilizacji wyspie. Przeżyć może tylko jedno z nich.
Oglądnąłem z ciekawości, bo kojarzyłem, że film uchodzi w niektórych kręgach za kultowy, jednak sam nie dołączę do fanów. Był ok, miał kilka swoich momentów i ogólnie interesujący (choć w obecnych czasach wyświechtany) pomysł, ale od strony produkcyjnej i aktorskiej - zwłaszcza aktorskiej - to dzieło po prostu kulało. Nie wiem, czy ten obraz miał jakiś przekaz, być może krył się w kilku wyświetlanych na ekranie tekstów, jednak mi zwyczajnie umknął. Polecam fanom krwawych jatek, ale bez przesadnego gore, którego w tym obrazie dużo nie ma (jak na dzisiejsze popieprzone standardy).
Dziwny czarny meteor roztrzaskuje się w pobliżu miasta San Angelo i zaśmieca swymi odłamkami całą okolicę. Gdy burza pokrywa je wodą, rosną one do bardzo dużych rozmiarów.
Na świeżutko z kina. Nie będę się rozpisywać - jestem fanką tej serii, może nie lecę jak ogłupiała do kina, nie czekam nie wiadomo ile, ale lubię, po prostu lubię oglądać tych niebieskich Indian.
Trzecią część oglądało mi się równie dobrze co poprzednie, bardzo dużo akcji, o wiele więcej niż w poprzednich częściach - rodzina Sullych znów musi stanąć do walki, tymczasem pojawiają się nowe wątki, które sprawiają, że SkyPeople tym łakomiej patrzą na Pandorę i są gotowi rozwalić wszystko.
Tymczasem porucznik Quaritch nie przechodzi na stronę Jake'a, ale w pewien sposób przechodzi na stronę niebieskich złoli, którzy pomagają ludziom, właśnie dzięki porucznikowi. Dalej ma sentyment do Spidera, i chłopak staję się jednym z główniejszych bohaterów serii, ale nie tylko dzięki gonitwie świadomości jego ojca w ciele Na'vi.
Pięknie widoczki, akcja, wzruszenie, humor. Blokbaster. Inni wolą marwele, ja wolę Avatary
Drugi świąteczny romkom, jaki miałem przyjemność obejrzeć w ostatnich dniach i ten już zdecydowanie bardziej mi się podobał.
Lucy (Sam Drabulok) od miesięcy sekretnie kocha się w mężczyźnie, który kupuje w jej stoisku bilety na pociąg. Pewnego dnia w wyniku napadu mężczyzna spada na tory, a przed rozjechaniem ratuje go właśnie Lucy. Mężczyzna jest w stanie śpiączki, a na skutek nieporozumienia w szpitalu Lucy zostaje odebrana przez jego rodzinę, jako jego narzeczona. Biorąc pod uwagę, że bohaterka jest samotna to daje się wciągnąć w tą historię i tylko brat ofiary jej nie wierzy.
Historia sama w sobie jest naiwna i głupia, ale jakoś dobrze się to oglądało. Ja akurat lubię ten vibe komedii z lat 90, to chyba kwestia nostalgii, ale cóż poradzę na to. Bawiłem się zdecydowanie lepiej niż na "Holiday", mimo iż widziałem więcej głupotek w tym filmie.
Ogólnie to jak ktoś lubi stare romkomy z nutką świątecznego klimatu, to polecam!
Jako, że mamy sezon przedświąteczny to razem z Różową, ciepłym kakao i kocykiem zdecydowaliśmy się na seans niemal 20 letniego Holiday. Dla Niej to kolejny seans i jeden z ulubionych filmów świątecznych. Dla mnie to pierwsze zetknięcie się z tym filmem.
Film przedstawia nam historię dwóch kobiet - bogatej producentki trailerów filmowych Amandy (Cameron Diaz) oraz redaktorki sekcji miłosnej w gazecie Iris (Kate Winslet), które aby odpocząć od swoich sercowych rozterek decydują się wymienić na okres świat swoimi domami. Amanda leci do niewielkiej miejscowości pod Londynem, gdzie poznaje brata Iris - Grahama (Jude Law), a Iris trafia do LA, gdzie poznaje starego scenopisarza Arthura (Eli Wallach) oraz kompozytora muzyki filmowej Milesa (Jack Black). Obie nie wiedzą jeszcze, co spotka je w tym świątecznym okresie.
Film lepiej działa jako film świąteczny niż jako film sam w sobie. Mamy tutaj niewiele akcji, a wątki są poprowadzone nierównomiernie. Mimo iż bardziej mi się podobała historia Iris, która dzięki przyjaźni zaczyna sama siebie doceniać i szanować, to jednak więcej czasu ekranowego dostaje Amanda, której wątek sam w sobie jest co najwyżej średni i to Jude Law ratuję tą historię (piszę to jako facet ^^). Jak na film świąteczny mamy takie good feeling, ale brakuje temu czegoś, a jako osoba sceptyczna, chciałbym się dowiedzieć, jak rozwiążą swoje problemy logistyczne, kiedy magia świąt przestanie działać.
Z mojej perspektywy to był pierwszy i ostatni seans Holiday, ale wiem, że niektórym podoba się bardziej i w związku z tym sami musicie ocenić czy warto
Rewatch, akurat leciał wczoraj na TVP Kultura to sobie obejrzałam z mamą. Rodzicielkę aż brzuch bolał od tych nerwów i perypetii głównego bohatera. No bo ten film, przynajmniej za pierwszym razem, ogląda się na uber spiętej d⁎⁎ie.
Andrew jest ambitnym perkusistą, który uczy się w prestiżowej szkole muzycznej i jego marzeniem jest by dostać się do klasy Fletchera, bardzo wymagającego, ale najlepszego nauczyciela w szkole. Fletcher to prawie, że sadysta, do tego manipulator, ale czy kłamie gdy twierdzi, że najlepsi artyści wykuwają się w najcięższych kuźniach?
Chazelle tym filmem, i kolejnymi, udowodnił, że potrafi zręcznie łączyć obrazki ruchome z muzyką. Ale to w "Whiplash" chyba najlepiej zrobił. Człowiek po seansie aż ma ochotę posłuchać jazzu, nawet jeśli nie słuchał wcześniej
Oglądałem 2 czy 3 razy. To jest film, który ogląda się głównie dla gry aktorskiej J.K. Simmonsa. Typ jest niesamowity. Scena gdzie mówi ze łzami w oczach o śmierci jednego z wychowanków, żeby potem gnoić chłopaków do zera... I to jego ""Not my tempo"
@Mahjong ten film to obraz czasów współczesnych gdzie drygent to człowiek, a perkusista to AI. AI z czasem znienawidzi swojego trenera za złe traktowanie i znęcanie się psychiczne i będzie chciało go zniszczyć jednak w sytuacji ostatecznej AI przejrzy na oczy, że gdyby nie to nie osiągnęłoby sukcesu.
@Mahjong już parę dni temu wpadłem na tę rozkminę, a że pojawiła się okazja by to napisać no to napisałem. Miałem to zrobić trochę szerzej, w innym stylu ale już nie będę szalał
Obsada: Cecil Kellaway, Paula Raymond, Paul Hubschmid, Lee Van Cleef - nie poznałem
Czas trwania: 1h 23min
Ocena: 7/10
Wskutek eksplozji atomowej z arktycznego lodowca uwolniony zostaje prehistoryczny gad, który siejąc terror, zmierza na południe w kierunku Nowego Jorku.