Pięć Odcieni Nieba to zestaw RPG dla każdego, kto lubi mieć kości pod ręką, kieszenią i pod poduszką, bo „może się przydadzą”. Cztery pełne zestawy kości – bo przecież zawsze ktoś zapomni swoich, ktoś rzuca pod stół, a ktoś inny twierdzi, że jego „dziś źle rzucają”.
W tamtym czasie budżet na ilustracje był bardzo ograniczony, a artyści otrzymywali symboliczne wynagrodzenie za swoje prace. W rezultacie niektóre rysunki były bezpośrednimi kopiami lub mocno inspirowanymi istniejącymi dziełami, co było powszechną praktyką wśród początkujących artystów.
W kolejnych wydaniach gry niektóre z tych ilustracji zostały zastąpione nowymi grafikami, choć nie jest jasne, czy miało to związek z kwestiami praw autorskich czy innymi względami.
Gdzieś wysoko nad chmurami smoki budują swoje twierdze z czystej magii i nienawiści do wszystkiego, co żyje. My tam nie polecimy, ale za to mamy kości wyciągnięte prosto z tych legendarnych murów.
Przychodzisz do karczmy. Myślisz: piwo, spokój, może jakiś quest na szczury w piwnicy. A tu zonk — przy stole siedzi barbarzyńca z brodą do pasa, czarodziej z oczami jak rozgwieżdżone niebo i ktoś, kto rzuca kośćmi z metalu jakby ważyły pół kilo.
Idealny na prezent. Albo nie — dla siebie. Bo zasługujesz.
10 lochów, 10 smoków, każdy inny, każdy piękny i każdy gotów wypatroszyć drużynę emocjonalnie i fizycznie. Nie musisz nic szykować. Otwierasz, prowadzisz, płoniesz (albo twoi gracze płoną, zależy kto pierwszy rzuci gorzej). Jest loch, jest klimat, jest smok z filozoficzną depresją i taki, co pluje kwasem z uśmiechem.
Od 1 do 12 poziomu. Czyli możesz zaczynać jako wieśniak z widłami, a kończyć jako legenda z PTSD.
Ach, Chartilifax... Stary smok wśród rzemieślników, choć nie każdy zna go pod tym mianem. Wędrowiec morskich brzegów, opowiadacz legend i niestrudzony kolekcjoner dziwów świata. Mawiał, że nic tak nie koi duszy jak szum fal i stukot dobrze wyważonej kości o stół z drewna dębu płomienistego.
W każdej kostce słychać echa jego opowieści, szepty fal i oddech pradawnych przygód.
Nie jestem fanem „Baldur's Gate” - co prawda, przeszedłem jedynkę wraz z dodatkiem i do pewnego momentu udzielał mi się klimat przygody, gdy wraz z grupką bohaterów przemierzałem dzikie tereny. Tak samo uwielbiam samo uniwersum Zapomnianych Krain - spędziłem lata na odgrywaniu postaci w tym właśnie settingu. Jednakże gdyby nie to, że komiks został mi pożyczony przez kolegę, na pewno nie sięgnąłbym po niego.
Opowiedziana historia jest według mnie co najwyżej przeciętna, bohaterowie rzucają infantylnymi tekstami - rozumiem, że heroic fantasy rządzi się swoimi prawami, a Minsc od zawsze rzucał dennymi tekstami pokroju „gdzie trzeba skopać tyłek złu, tam ja w niego przykopię”, ale wciąż to do mnie nie przemawia.
Na pewno na plus jest wspomniany Minsc razem z Boo (i ikonicznym okrzykiem „po oczach go!”), tak jak obecność Corana - chodzi o sam fakt wykorzystania dobrze znanych postaci, taki „fan service”. Podobały mi się także rysunki, w szczególności szkice na samym końcu komiksu. Ale to chyba już standard w czytanych przeze mnie komiksach, że częściej zachwycam się warstwą estetyczną niż fabułą.
Jakby Posejdon wziął i wyrzucił garść pereł prosto na brzeg. Jakby ktoś zaklął fale oceanu w poliedry. Jakby syreny grały w RPG-i pod wodą i zostawiły swój najlepszy zestaw.
Jak masz nimi rzucać, to tylko epicko. Żadne tam nudne „podchodzę i atakuję”. Ty WYPŁYWASZ z mgły. Twoje zaklęcia BRZMIĄ jak pieśń pradawnych. Twój bohater nie chodzi, on SUNIE jak król mórz.
@aerthevist cała seria filmików z barbarzyńcą tego gościa jest super.
No i tutaj w roli przydupasa Joel Haver, gwiazda jutube'a, jak ktoś nie kojarzy to polecam obczaic. Faet parę lat temu, po skończeniu szkoły filmowej, założył sobie plan robienia jednego filmu dziennie (albo tygodniowo, nie pamiętam xd) i po czasie bardzo się wyrobił.
Ktoś tu mówił, że czas wracać do Śródziemia? Bo jak nie, to już mówię: czas wracać do Śródziemia! Władca Pierścieni RPG na mechanice 5E jest tutaj i czeka, żebyście dali nura w Eriador, zanim jeszcze cała ta heca z drużyną pierścienia się zaczęła.
No, czyli klasyka: Bilbo już wrócił, Gandalf gdzieś znowu łazi, orkowie knują, krasnoludy klną, a wy możecie wpakować się w środek tej całej bajery
Teraz dylemat, czy lepiej jak postacie moich graczy mają jakiś po⁎⁎⁎⁎ny życiorys, czy jednak drużyna chciwych kloszardów ze skłonnością do przemocy jednak jest lepsza
Trzy dni pełne gier, książek i radosnego chaosu. Były rozmowy, były rzuty kośćmi, były emocje – i, o dziwo, ani razu nie zgubiliśmy podręcznika (chyba). Dzięki za każdą rozmowę, każde „o ja, muszę to mieć” i każde „tylko zerknę” kończące się pełnym plecakiem. Do zobaczenia na kolejnych eventach!